IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Przystanek tramwaju parowego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cena za przejazd:
- 30 Ril
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
To wcale nie zamierzał odpuszczać ani Lambowi a tym bardziej młodemu szczylowi.
- Zaraz będzie miał drugiego kulasa przetrąconego - burknął Tom w stronę dzieciaka - ... i co mi tu machasz legitymacją myślisz że ja widzę, ciemno jest jak twój ryj nie znam cię.
Wtedy to Lamb zrozumiał że ów policjanci nie są z jego posterunku, zapewne z trzynastego. Patrzył na chłopaka to na dwóch policjantów.
- Kurwa, nie wkurwiajcie mnie - mruknął w stronę policjantów.
- Mam dzieciaka odprowadzić do domu i ska mam wiedzieć że wy nie jesteście przebierańcami.
John sięgną po legitymacje Lamba.
- Ty Tom - rzucił - to nasz to glina - dodał uważnie przyglądając się dokumentowi. Tom odpuścił dał krok do tyłu. Jednak niepewność pozostała. Lamb sam nie wiedział czy pójdą czy nie. W dodatku dzieciak, nie mógł być pewny chłopak. Jak zacznie spieprzać to dostanie on i Lamb.
- Chodź Jim, matka czeka... - Lamb rzucił do dzieciaka wyciągając do niego rękę. Oczywiście nie omieszkał ówcześnie zabrać z łap Toma swojej legitymacji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 84
avatar
Elias "Szkodnik" Wiggin
Elias dalej stał, przysłuchując się rozmowie. Byłoby śmiesznie gdyby Lamb dostał za pomaganie chłopakowi. Przynajmniej Szkodnikowi wydawało się to śmieszne. Ma specyficzne poczucie humoru. Ocknął sie dopiero kiedy czarny glina wyciągnął do niego ręki. Nie podał mu jej, ale podszedł bliżej niego. Jeśli się oddalili bez problemów, znowu odsunął się od policjanta, nic nie mówiąc.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Szli w milczeniu, właściwie Lamb szedł chłopak kuśtykał. Po chwili zniknęli w ciemnych ulicach slumsów zostawiając patrol z tyłu. Zapewne poszli w przeciwnym kierunku.
- To jak masz na imię? - burknął w końcu Lamb, nie oczekiwał ze mały mu podziękuje, niczego nie oczekiwał, nawet że zacznie z nim ćwierkać.
- Nie mogę cie zabrać do domu, nie odprowadzę cię do sierocińca. Możesz iść gdzie chcesz tylko nie wpakuj się w nic - zaciągnął się papierosowym dymem. Chwile trzymał go w płucach.
- Napewno nie chcesz by nogę obejrzał ci lekarz? - zapytał potem znowu długo milczał, chłopak nie był za rozmowny.
- Lamb - rzucił po dłuższym milczeniu - nazywam się Lamb...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 84
avatar
Elias "Szkodnik" Wiggin
Szkodnik nie zamierzał dziękować. Możliwe że to dlatego iż jego rodzice nie nauczyli go takiego słowa.
-Elias- Powiedział. Prawdopodobnie Lamb będzie jedyną osobą która zna jego imię. Ale to nie dlatego że chłopak obdarzył go zaufaniem. Tutaj nikt nie znał jego imienia, a nie chciał żeby policjant go jeszcze kiedyś znalazł. Gdyby chciał zapytać jakiegoś bezdomnego czy zna chłopca o imieniu "Elias" wszyscy odpowiedzą że nie znają. Gdyby natomiast zapytał o "Szkodnika" efekt byłby odwrotny.
Kostka go bolała, ale nie chciał nigdzie iść. Bał się, czego oczywiście nie zdradzi. Nigdy w życiu nie był u lekarza, poza tym był biedny i brudny, więc bał się.
-Poradzę sobie sam.- Odpowiedział.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Potrzebujesz trochę Kredytów? - zapytał jednak gdzieś w świadomości już znał odpowiedź "poradzę sobie" zadudniło z tyłu głowy Lamba.
Zatrzymał się sięgną po portfel i wyciągnął z nich 10 kredytów.
- Trzymaj - czarna dłoń wraz z kredytami wysunęła się w kierunku chłopaka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 84
avatar
Elias "Szkodnik" Wiggin
Szkodnik pieniędzmi nie pogardziłby. Sam się nauczył że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Szczególnie jeśli się jest niedoświadczonym złodziejem co nawet zegarka ukraść nie potrafi. Ale tego czarny glina wiedzieć nie musiał. Chłopak wziął pieniądze i schował sobie do kieszeni. No, może i jego noga nie wyzdrowiała ale przynajmniej się wzbogacił. Musi częściej spadać z okien.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- A teraz znikaj - mruknął.
Nie czekał na dziękuję, ani na miłe słowo. Wiedział jaki chłopak ma szacunek do policji. Na siłę nie zamierzał go ciągnąć, ani do szpitala, ani do sierocińca.
Może w rzeczywistości Lamb nie był takim gnojkiem jak uważało większość mieszkańców miasta.
Chwilę się jeszcze popatrzył na dzieciaka. Po czym ruszył w ciemność jak on sam.
Kto wie może jeszcze kiedyś sie spotkają.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 84
avatar
Elias "Szkodnik" Wiggin
Noga go bolała, ale jak chce, to potrafi ignorować ból. Gliniarz sobie wreszcie poszedł. Plus tej sytuacji był taki że Szkodnik zarobił. Widzicie jakie ma ten skubaniec szczęście. Gdy policjant zniknął mu w ciemności, chłopak też gdzieś czmychnął.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
/ początek, w domyśle - ze szpitala

Wiadomym zaś było - jak kobieta dobrze przewidziała - czas pracy i przedostania się do trzeciej strefy był oszałamiający. Tak oszałamiający, że Grant zdążyła zanucić sobie regulamin oczyszczania kubków i łyżeczek, który znalazła w jednej z kopert kuzyna. Znalazła też jakieś podniszczone kostki do gry, które zostały podpieprzone z jednego z barów podczas dobrze skrapianej imprezy, a które przez czas - były wyniszczone niesamowicie.
Niby świadomość pracy dla kuzyna - protetyka z elity - powinien być jakimś dobrym argumentem wobec tego, że o tak późnej porze kobieta przystanęła nieopodal przystanku tramwaju, ażeby zapalić papierosa. Oczywiście, rozejrzała się czy jakiś patrol nie łazi nieopodal. Niby daleko do lichego mieszkania nie miała, ale nie zmieniało to faktu, że pewnie nie będzie miała szczęścia.
A może?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
/ początek

Fraser lubił od czasu do czasu pochodzić sobie na patrole. Lepsze było to niż długie godziny spędzane przy biurku. Nowym kadetom też już dął dzisiaj wycisk. Pewnie przeklinali go po kątach. Ja tutejsi ludzie widząc go przechadzającego się w mundurze a szedł niespiesznie i uważnie się przyglądał. wystarczyło by ktoś wzbudził jego podejrzenia a zaraz był legitymowany. Z reguły ludzie woleli nie zadzierać i nie sprowadzać na siebie kłopotów tym bardziej, że dosyć późno było. Policyjna godzina tuż tuż.
Doszedł do przystanku parowego i tam dostrzegł JĄ. Stała sobie jak gdyby nigdy nic a on poczuł jak serce mu przyspieszyło a żołądek zacisnął się w twardą kulę. Wryło go i przez chwilę nie potrafił zrobić kroku do przodu. W końcu poruszył się i potrząsnął głową jakby chciał wygnać z niej widok jej twarzy i zgrabnego ciała. Szybciej niż pomyślał stał obok niej.
- Dokumenty proszę.- wyciągnął po nie rękę i nie dał znać nawet gestem jakie piorunujące wrażenie na nim nieznajoma wywarła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Ona zaś nic nie widziała. Usiłowanie odpalenia papierosa to było coś, co chwilowo całkowicie zwróciło na siebie uwagę Esme, która zaklęła pod nosem. Ale w końcu jej się udało i z uśmiechem zaciągnęła się papierosem.
Zaraz jednak zobaczyła obcego mężczyznę obok niej.
- Słucham?! - spytała, bo w tych ciemnościach nie dostrzegła nic oprócz przystojnych, ogólnych rysów twarzy, kształtu. Prawie się zakrztusiła dymem nikotynowym. Przyjrzała się mu.
- O, no, naprawdę? Rzut torebką i cegłą, a będę w mieszkaniu, dajcie spokój! - rzuciła awanturniczo, ale spojrzała na wyciągniętą rękę. I westchnęła cicho.
Zaczęła przeszukiwać torebkę, torebeczkę i prychnęła wypuszczając dym.
Wyłożyła mu najpierw na dłoń pomadkę, potem lusterko i w końcu - dokumenty, zabierając poprzednie.
- Prosz bardzo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
O nie jak ją już spotkał to nie zamierzał wypuścić jej z rąk. Miał zamiar użyć swoich wpływów by dowiedzieć się kim jest i gdzie mieszka a dzięki jej dokumentom zrobi to bez najmniejszego problemu i pokazywania jakie wrażenie an nim wywierała, a nie czuł się tak od czasu jak Miriam pierwszy raz wsunęła mu rękę w kalesony, choć to było jednak coś innego.
W jego spojrzeniu pojawiła się lekka dezaprobatą, kiedy mu zawartość torebki na rękę wysypała. w końcu jednak w jego ręce pojawiły się dokumenty, które skrupulatnie przejrzał, przy okazji notując w myślach wszystkie niezbędne informacje.
- Skąd pani wraca?- zapytał i papierów jej jeszcze nie oddał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Użyć swoich wpływów to by mógł. Rawr na samą myśl, jak jeszcze wspomni się o biurku, które tak perfekcyjnie mogłoby się prezentować.
Oczywiście na przystanku tego nie było, no ale... bez przesady. W każdym razie wpływów to by mógł użyć, by poprawić życie społeczne w najweselszej dzielnicy Zigguratu, prezentującej się niczym Westeros. Albo się bawisz, albo giniesz. Albo jedno i drugie, no.
Niech się cieszy, że jednak miała w sobie kultury, by tych okropnych podpasek nie wyciągać na światło dzienne.
- Z pracy - powiedziała, zaciągając się ponownie papierosem, kiedy już wszystko schowała do lichej torebeczki. Przyjrzała się mężczyźnie, który przeszkodził jej w powrocie do domu. Naprawdę, aż tak źle dobrze musiała trafić? - Przedłużyło się organizowanie wszystkiego - wyjaśniła, ale jakoś nie spieszyła się z dalszym wyjaśnianiem.
Mógł nawet zauważyć, że nazwisko powiązane z protetykiem, olaboga!
- Długo to jeszcze będzie trwało, hę? - zapytała i skipowała na ziemię. Rozejrzała się jeszcze wymownie.
- I w ogóle kto mi sprawdza dokumenty, co?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- A gdzie pani pracuje?- dopytał jednocześnie przyglądając się uważnie kobiecie. Spojrzenie miał chłodne i beznamiętne. Oczywiście mógłby ja puścić i pozwolić odejść. Mieszkała niezbyt daleko jak kojarzył po adresie z dokumentów. To się jednak nie stanie. Miał wrażenie, że lekko ją irytuje swoją dociekliwością. Ciekaw był czy zupełnie straci cierpliwość. To w sumie dałoby mu odpowiedni pretekst. Z drugiej strony przy kontakcie z wojskowymi wszyscy się jednak pilnowali.
- Spieszy się pani?- zapytał ironicznie podnosząc brew w górę i posyłając jej surowe spojrzenie, choć miałby ochotę uśmiechnąć się i zatopić dłoń w jej jedwabistych włosach.
- Pułkownik Fraser.- słyszała czy nie o jego osobie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
W dupie, pomyślała Esmeralda, zaciskając wargi na filtrze papierosa i przyglądając mu się uważnie. Głupie pytania zadawał. Kogo to obchodziło. Nie mają co robić, chamy jedne, niegodziwcy...
- W szpitalu, jestem asystentką doktora Granta, protetyka - odpowiedziała zgodnie z prawdą, ledwo powstrzymując się od powołania na powiązania rodzinne, które - być może - spowodowałyby, że przystojny mężczyzna, pardon, pułkownik, by jej odpuścił.
- Tak, dokładnie, spieszy mi się. Po kilkunastu godzinach pracy i zmierzania z zadupia, w którym mieszkam i które jest pod ścisłą ochroną, jakbyśmy byli nie wiadomo kim, zapieprzam tam i z powrotem... - prawie jak Hobbit, ale Esme tylko zaciągnęła się papierosem. - ...to mam ochotę wrócić do swojego łóżka i pójść spać. Dla ciężko pracujących to faktycznie marzenie, pułkowniku Frajer - przejęzyczyła się, ale zaraz ogniki rozbawienia i dumy z niesamowicie udanego żartu, mignęły w jej oczach.
Te surowe spojrzenie to niech zostawi swoim kadetom. Chociaż...
- To co, mogę iść? Mam niedaleko, stąd pułkownik zobaczy - wydmuchała dym, choć kłamała nieco, ale e tam, jak pomyślała.
Wyciągnęła dłoń.
- A to moje - wskazała na dokumenty. - Zwrot, poproszę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- Grant tak? Protetyk?- dopytał jakby sobie to notował w pamięci by dokładnie sprawdzić czy kobieta nie kłamała. Jeżeli tak nie było to ją znajdzie. W zasadzie jeżeli mówiła prawdę to też ją znajdzie. Nie potrzebował pretekstu by urządzić jej przeszukanie mieszkania. Tutaj to oni stanowili prawo i porządek, chociaż było coś w tej kobiecie takiego, że no ...
Słuchał jej właściwie jednym uchem. Trzeba było przyznać, że miała tupet. Kto inny na jej miejscu siedziałby cicho znając swoje miejsce ale ta nie musiała paplać jak najęta. Puszczał to mimo uszu z kwaśną miną ale w pewnym momencie posunęła się za daleko. Sprawnym ruchem schował jej dokumenty do swojej kieszeni.
- Proszę oprzeć się rękami o tamtą ścianę i rozstawić nogi.- wydał krótkie polecenie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
- No tak, mam papieros, ale wyraźnie mówię - powiedziała, nie oburzona, a zrezygnowana. W końcu kobieta tutaj zmęczona, spragniona herbaty i czegoś dobrego, a to jej nie będzie dane.
Dzięki ci o maszyno za to, że było ciemno. Jak Esme usłyszała, żeby się odwróciła i wsparła o ścianę, ściankę nieopodal, to aż jej się gorąco zrobiło. Gdyby było światło dzienne to pewnie by się zauważyło, jak czerwona na policzkach jest Grant, bo nie w ten, nie w ten sposób pomyślała.
- A niby dlaczego? Dokumenty są ważne, prawdę mówię, nie powinnam zostać odprowadzona do miejsca zamieszkania? - spytała, zdziwiona, ale wbrew pozorom dobry humor jej nie opuszczał. Tak szybko.
- I poproszę o moje dokumenty - powiedziała raz jeszcze, zaciągając się papierosem.
No kredytu to on, kurwa, nie weźmie.
Ale zaraz, powolnym krokiem skierowała się, póki co - nie zamierzając jednak od razu rzucać się na ścianę jak jakieś mięso do przylepienia czy inne gunwo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- Proszę nie dyskutować tylko oprzeć się o ścianę jak kazałem.- jego ton był lodowaty i zimny jak góra, która zatopiła Titanica. Zaraz się przekona czy mówiła prawdę a może gdzieś tam pod ubraniem czai się broń. Nie mógł mieć przecież pewności.
Zupełnie zignorował jej prośbę o oddanie dokumentów. dostanie jej jak będzie grzeczna, nie będzie pyskować i będzie robić to co jej każą.
- Nie będę czekał w nieskończoność.- dodał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Po co wspominać o górze, przez/ dzięki którą/której utonął Titanic? Wystarczy fakt, że Antarktyda takiego Kapitana zgarnęła na siedemdziesiąt lat w swoje sidła i ramiona tak skostniałe jak, no, skostniałe.
Esmeralda zacmokała pod nosem, odwracając się twarzą do ściany. Jedną dłonią się wsparła, a drugą dopalała papierosa, śmiejąc się w duchu, denerwując na zewnątrz, tak to można by było określić.
Dobra, jasne, chciał sprawdzić czy ma broń - jasne.
- No?
Ona też nie będzie czekać. Niech się dobierze ją sprawdzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Nie miał zamiaru się spieszyć. Mało tego wyjął jej papierosa z ust i zadeptał ciężkim, wojskowym butem. Był pewien, że wywoła to z jej ust potok pretensji albo przekleństw.
- Ani słowa.- uprzedził ją a potem oparł jej drugą rękę o ścianę i zaczął bardzo dokładne przeszukiwanie. Począwszy od rękawów bluzki. Zjechała na tors a potem plecy. Pochylił się. Jego wzrok miał akurat widok na jej krągły tyłek. Zrewidował jedną nogę a potem drugą. Szkoda, że miała spodnie a nie spódnicę, bo wtedy pod cienkimi pończoszkami mógłby poczuć jej skórę.
- Gotowe.- wyprostował się w końcu i pozwolił odkleić Esme od ściany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Zabranie jej papierosa spowodowało, że Esme spojrzała na mężczyznę gniewnie (bo przecież się przestraszy, prawda?) i zaraz zacisnęła usta, ostatkami samoświadomości powstrzymując się od ciętego komentarza.
Zmarszczyła brwi i milczenie nawet ją samą zdziwiło. Dobrze, że chociaż w geście mogła być wymowna, bo zaczęła stukać protetycznymi palcami w odrapaną, poniszczoną czasem, ścianę, niemalże zaczynając sobie pod nosem nucić jakąś piosenkę z czasów, kiedy dzień i noc pracowała w fabryce.
Chociaż na tyłek mógł się napatrzeć, bo tak dobrze nie ma, bo móc pomacać skórę Esme. Wiemy, że chciałby, ale bez przesady.
Od razu odbiła się od ściany, pewnie plecami wpadając na mężczyznę. Zreflektowała się na tyle, że odsunęła, ale przeprosić - nie miała zamiaru.
Wyciągnęła dłoń.
- Dokumenty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
W momencie, kiedy wpadła na niego tyłem jej pupa na sekundę przykleiła się w miejcie gdzie miał rozporek. Krew mu zawrzała w żyłach. Nie przytrzymał kobiety pozwalając jej zaraz odsunąć się na bezpieczną odległość. W pewnym sensie i bezpieczną dla niego.
- A gdzie magiczne słowo? Matka panią nie nauczyła?- dokumenty nadal spoczywały bezpieczne w jego kieszeni i wyglądało na to, że nie miał zamiaru jej ich oddawać. Z to wyjął paczkę papierosów i wyciągnął w jej stronę. Były prosto z pierwszej strefy, więc na pewno lepsze od tego co paliła na codzień.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Ano, bezpieczną dla niego. Bo jakby nie... to nie wiadomo, co by się wydarzyło, o! Tak to jest, taka enigmatyczna odpowiedź, z którą musisz się borykać, hohoho.
Uniosła zaraz brwi na wspomnienie o matce.
- Jeśli do trzeciego roku życia matka potrafiłaby nauczyć małe, niezbyt rozumiejące życie, dziecko słowa poproszę to na pewno by je wypowiedziało. Tym bardziej, że zrobiłam to wcześniej, czego najwidoczniej pułkownik nie usłyszał - odpowiedziała z jakąś urazą w głosie, jakby wypomnienie rodzicielki Esme - a nie wiedział, zdarza się - ją tknęło.
Niemniej, chętnie wzięła papierosa, choć do tych swoich nie miała nic przeciwko. Na pewno nie skorzystała z oferowanego ognia, co pewnie byłoby łatwiejsze. Odpaliła papierosa i zaciągnęła się porządnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Przesunął po niej spojrzeniem. Mógł nie wiedzieć? Oczywiście, że mógł i nie miał zamiaru się z tergo powodu kajać. A bo to ona jedna sierota? Pełno takich było w tej dzielnicy a ta skro pracowała w pierwszej strefie to chyba wyszła na ludzi. Chyba, że brała udział w jakimś spisku. Niecodziennie zdarza się by slams pracował w takim miejscu. Postanowił, że lepiej jest ją mieć na oku.
- Odprowadzę panią.- stwierdził i nie była to prośba a kategoryczne stwierdzenie w formie rozkazu. Czekał aż Esme ruszy i w tym samym czasie odpalił swojego papierosa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Ale czy na oku tylko z tego powodu? Człowiek dobry, pracowity, trochę nerwowy, a ci jak zwykle się czepiają. Widać, że nie mają co robić i się nudzą. Ach, ci wojskowi, co za lud, co za tragedia.
- Proszę bardzo - wzruszyła ramionami.
No tak, tak. Gdyby to był Silver to pewnie Esme nie byłaby taka chętna na odprowadzenie, bo po prostu tak. Poza tym, może jakaś dziewczyna na M. byłaby zadziwiona, że ten nie jest nią zainteresowany?
Niemniej, Grant ruszyła po chwili, paląc sobie w najlepsze.
- Często tak się bawicie w łapanki? - spytała, nieco idiotycznie, ale może taki cel był? Na pewno!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Przystanek tramwaju parowego
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-