IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Plac to miejsce, gdzie odbywają się wszystkie większe imprezy miejskie. Na co dzień jest to także postój dorożek, czyli eleganckich, zadaszonych machin napędzanych parą. Woźnica jest czysty i uprzejmy, a na jeden raz może zabrać do 4 pasażerów.

Cena przejazdu:
opłata jednorazowa od osoby - 2 Kredyty


Na placu można również spotkać postać NPC, Edwarda Withinghall-Brownsa. Jest to niezwykle bogaty jegomość, który jest jednak strasznie roztrzepany! Co chwilę coś gubi. Zapewne czasem Cię zaczepi, i poprosi o pomoc. Oczywiście w zamian na pewno da coś w zamian. Pomożesz nieszczęśnikowi?


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Paź 22, 2014 8:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Popitka, może i tak, dla Nainy ratunek! Bo gardło ją paliło tak, że ledwo mówiła. Pociągnąć dała się już łatwiej niż poprzednio, bo i w głowie jej się kręciło trochę. Wzięła kubek w dłonie, kuląc się znów na przechodzących za blisko ludzi. Nie lubiła tego, nie dość że nigdy nie była specjalnie chętna do wychodzenia.
Popatrzyłaby na Jima, gdyby jej też nie było głupio po tym, jak ją poklepał!
- Niedobrze mi - mruknęła. Ale raczej dlatego, ze czuła się dziwnie ograniczona, mimo przestrzeni, przez ludzi.
- Możemy.. iść gdzies? Na bok? - skoro nie reagował na prośby o pójście do domu to może chociaż na bok odejdą, trochę dalej od ludzi.
Nie zauważyła Josha, zresztą wzrok w większości wbijała w ziemię albo w swoje ręce z lemoniadą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
- Tylko nie rzygaj.- zaprotestował nieco za głośno bo kilku przechodniów się na nich obejrzało na co ten posłał im mordercze spojrzenie. Nikt nie chciał zadzierać z myśliwym więc mamrocząc coś o brudasach zajęli się swoimi własnymi sprawami.
A skoro dziewczyna źle się czuła to jak dobrze wychowany młody człowiek (no dobra już nie taki młody) wziął Nainę na ręce i przebijając się przez tłum posadził ją na najbliższej ławeczce.
- Będziesz rzygać?- przykucnął przy niej ale tak by w razie czego móc odskoczyć. Z boku wyglądało to dosyć interesująco czyż nie Grant?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Nie było jej niedobrze w ten sposób, ale w sumie ja inaczej miał to zrozumieć, skoro niedawno wypiła swój pierwszy kieliszek wódki? I był okropny.
Gdy ją podniósł zaparła się o niego rękami (a było o co, oj było, chociaż jak to Naina nie zwróciła na to uwagi) i od razu poprosiła by ją odstawił, ale to jak zwykle nic nie dało.
- Nie - pokręciła głową i pochylila się, chowając twarz w dłoniach, ale karuzela w głowie ją pokonała, więc wyprostowała się, oddychając ciężko. Naprawdę była blisko ataku paniki.
- Po prostu tu jest.. za dużo ludzi - wyjaśniła, oddychając wciąż głęboko i pewnie gdyby to był ktokolwiek inny, taka Em czy Evelyn to miałby niezły widok na dekolt, ale że to tylko Naina, to mogł sobie pooglądać materiał koszulki, który unosił się w rytm jej oddechu.
- Nie noś mnie już - bez proszę? Co to się z Nainą działo?
Podniosła się nagle, może trochę chwiejnie, bo za szybko.
- Odprowadzisz mnie? - rozejrzała się, nie wiedząc w którym miejscu placu się znajduje, ale wciąż nie widząc Josha. POtarła powieki i obróciła się do Jima, chociaż nadal na niego zbytnio nie patrzyła - Dlaczego w ogóle mnie nie słuchasz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Przez chwilę był pewien, że po mimo zapewnień pewnie jednak puści tutaj pawia. Tak wyglądała pochylona z twarzą w dłoniach. Już się nawet za jakimś pojemnikiem rozglądał, kiedy ta się wyprostowała i wzięła oddech. Eee chyba jednak będzie żyć.
- Przecież ci nic nie zrobią?- zdziwił się bo sam za tłumami nie przepadał ale jakoś tez się przed ludźmi nie chował.- Zresztą jesteś ze mną.- dodał jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem, że to gwarantuje bezpieczeństwo.
Podniósł się i usiadł obok kobiety.
- Nic nie obiecuję w tej kwestii.- wiecie facet czuł się taki męski jak sobie tak ponosił kobitkę od czasu do czasu.
- Ok odprowadzę ale jak przypniemy ogon xaribalowi. Daję słowo.- jak ją już z domu wyciągnął to przecież mogła tu chwilę być.- A nie słucham bo marudzisz. Straaaasznie marudzisz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Nie, ale.. jest ich za dużo. źle się czuję - miala nadzieję, że zrozumie ale najwyraźniej nie potrafił pojąć jej punktu widzenia.
- I hałas.. Nie lubię takich miejsc - ile to się może w człowieku przez rok zmienić, jeszcze jakiś czas temu jej się podobało.
A to, że była z Jimem nie gwarantowało niczego, skoro sam ją tutaj przyniósł i to dosłownie. Najchętniej by stąd poszła, ale wiedziala że w trakcie Święta na dworze jest o wiele więcej pijanych ludzi niż by sobie tego życzyła. Coż, zrobiła się bardziej wycofana niż kiedykolwiek była. A przez ostatnie dwa miesiące nie wychodziła nawet z domu, oprócz jednego razu gdy Josh ją namówił.
- Nie marudzę.. po prostu kręci mi się w głowie, jest za dużo ludzi a ja wcale nie chciałam wychodzić.. dobrze mi się siedzi w domu - na tym samym krześle od dwóch miesięcy, ale jej to nie przeszkadzało.
Fakt faktem, że nikt jej na ulicy nie widział, cukiernia była zamknięta i właściwie czasem ludzie pewnie zastanawiali się o co chodzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Tak,  widok był całkiem interesujący.  Nie miał jednak zamiaru interweniować.  W końcu to było jej życie,  w którym według  Patricka niepotrzebnie interweniował. Popatrzył na nich chwilę z całkiem niedalekiej odległości,  po czym odwrócił się .  Ugryzł kawałek drożdżowki i ruszył z powrotem do szpitala. Wychodziło na to,  że w końcu zaczął uczyć się na błędach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Wyciągnął paluch w jej stronę, na marginesie tylko dodam, ze za paznokciem tego palucha można posiać hodowlę konopi indyjskich.
-Właśnie marudzisz. Wszystko jest źle i nie tak.- to przecież było proste jak budowa cepa a że kręci się jej w głowie od gorzały to już chyba nie musiał mówić, zresztą gaduła z niego jakiś wielki wcale nie był.
- Nie lubię.- wykrzywił się parodiując ją.- Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.- zripostował i wstał. Wyciągnął rękę by Nainę zaciągnąć do ogonków.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Wszystko jest dobrze jak nie wychodzę z domu - sprostowała. A tutaj została brutalnie wyniesiona. I trochę ją to przerastało. Popatrzyła na te brudne paluchy, a raczej paznokcie i westchnęła ciężko, łapiąc go za dloń po chwili zawahania. Wolałaby jednak nie zostać w tłumie sama, bo miała wrażenie, że ten by ją zmiażdżył.
zt - ogonki?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
/targ

Nic nie kupiła w końcu poza tymi papierosami. Villa miał się rozejrzeć za Cato, ale ona też zamierzała. Tylko najpierw.. wizyta tutaj. Weszła na plac w coraz gęstszy tłum i rozglądała się, szukając kogoś. Nie, żeby była w stanie go znaleźć nagle i niespodziewanie, nie, żeby się tego spodziewała. Ale wciąz miała nadzieję. Choć czasem ją traciła. Teraz jednak, przechodząc między ludźmi pomyślała, ze musi gdzieś tu być.
...
Spędziła tu kilka ładnych godzin, przepychając się miedzy ludźmi, chodząc w tę i z powrotem. Usiadła na chwilę przy scenie, rozglądając się, nie patrząc na występy. W końcu, zmęczona podniosła się i postanowiła dla własnej zabawy przejść się po stoiskach. Kto jej zabroni..
zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
---> z nieba

Wielki jastrząb zaczął krążyć nad placem, cień przysłaniał chodzących po nim ludzi. Rozpostarte skrzydła w słońcu wydawały się jeszcze większe i były jedynym schronieniem przed żarem ognistej kuli. Niczym feniks zatoczył jedno koło, potem drugie, i trzecie nieco niżej. Ludzie mogli się zlęknąć ( i pierdolną w tłum). A to trzy mechaniczne wrony były, leciały w zwartym szyku, stąd taki wygląd trzy mechaniczne wrony, a taki obraz.
Z za budynku wyleciał czarny anioł rozganiając te wesołe stadko, co by ludzi nie obsrało. A oni rozstąpili się, a on wylądował. Wrony zakrzaczały ze strachu, dobrze że się nie posrały i rozleciały się w trzy strony Avalonu. Tak trzy bo było trzy wrony. Logiczne. Z czwartej przyleciał Lamb więc nie leciały na niego.
Stanął, złożył skrzydła i wyją papierosa włożył go do ust, wolno, jakby w wielkiej ceremonii. Odpalił i spojrzał w niebo, w niebo z którego przyleciał. Feniks, ognisty ptak... w końcu święto ognia!
- Co by tu porobić... - mruknął wypuszczając z płuc dym. I poszedł na konkurs strzelecki.

---> Konkurs strzelecki



Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
/ mieszkanie Brightlightów

- Miło cię w końcu zobaczyć, Victorze - mówiła, kiedy kluczyli pomiędzy kolorowymi alejkami pełnymi ludźmi. Minęli żonglera, który mrugnął do Victora, by zaraz przy zakręcie tancerka obrzuciła ich kolorowym konfetti. Wokoło rozlegał się brzękot kołatek, gwizd flecików i dudnienie bębenków. Jakby nie patrzeć, atmosfera typowo jarmarczna.
Dziewczyna zatrzymała się przy jednym ze stoisk by pooglądać kolorowe błyskotki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
- Zdecydowanie zbyt długo się nie widzieliśmy - przytaknął, oglądając się dokoła. Lubił takie jarmarki. Stanowiły miłą odmianę od szpitalnej armosfery. Mimo, że szczerze ją lubił, miło było czasami oderwać myśli od pracy.
Przystanął obok Lucy i sięgnął po jedną z bransoletek z niebieskimi zdobieniami.
- Pasowałaby ci - powiedział podsuwając ją Lucy. - A przynajmniej tak... mi się... wydaje - dodał, jakby odrobinę speszony spojrzeniem sprzedawczyni.
Był mężczyzną, nie musiał znać się na błyskotkach, tak?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Przekładała jakieś cyrkoniowe broszki, wisiorki ze szkiełkami.
- To musiało być straszne gdy okazało się kim jest doktor Beowulf. Przepraszam, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać -dodała zaraz ponieważ nie chciała wyjść ani na wścibską ani na męczącą. popatrzyła na bransoletkę, którą jej podsunął i wzięła ją.
- Tak myślisz? Ma ładny kolor.
Nigdy nie nosiła żadnych świecidełek. Lubiła je jednak oglądać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Zerknął na nią nieco zdziwiony, bo naprawde nie spodziewał się takiego pytania. Czy raczej stwierdzenia. A przynajmniej nie w tej chwili.
- To wciąż jest straszne - odparł, patrząc niewidzącym wzrokiem przed siebie. Przed oczami znowu stanęła mu odcięta ręka Wiktorii, która... o maszyny, tyle trzymał w domu! A potem przyniósł Joshowi do szpitala. Aż się wzdrygnął.
- Myślę, że jeśli naprawdę miałabyś ją nosić, mógłbym ci ją nawet kupić - powiedział z przekonaniem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Mam nadzieję, że go złapią jak najszybciej. Byłeś tak blisko niebezpieczeństwa - wyglądało na to, że rzeczywiście była tym trochę przejęta. O ile w spokojnym głosie Lucy można było w ogóle wyodrębniać jakieś skrajne emocje. Nawet nie wyobrażała sobie tego, że mógł dostać tę rękę. Albo dostać nią... Albo, że jakiś inny doktor się o nią przewróci.
- Och, Victorze. Nie powinieneś niepotrzebnie wydawać na mnie pieniędzy - uśmiechnęła się. Nie chciała go na nic naciągać, tak nie wolno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
- Mhm - przytaknął, niezbyt pocieszony, że Lucy ciągnęła ten temat. Naprawdę nie chciał teraz o czymś myśleć. Nie w towarzystwie tak uroczej dziewczyny, w czasie święta ognia.
Zerknął na nią, już zupełnie przekonany do pomysłu kupienia jej tej bransoletki.
- Poproszę tę - zwrócił się do sprzedawczyni i podał jej należną ilość kredytów. Zerknął na Lucy z zawadiackim uśmiechem na twarzy.
- Czy zechciałaby ją pani dla mnie założyć, madame? - zapytał skłaniając się przy tym lekko. - Uczyniłaby mi panienka tym ogromną radość...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Widząc niemrawą odpowiedź postanowiła nie ciągnąć tematu. Pewnie wciąż miał po tym wszystkim okropne sny! A jak ktoś ma okropne sny to nie wolno mu o nich dodatkowo przypominać, skarciła się w myślach.
- Victorze! - zdążyła jedynie powiedzieć, kiedy mimo to postanowił tę bransoletkę kupić. Wielu pieniędzy nie wydał, zaledwie kilkadziesiąt ril. Ale i tak! Pokręciła jedynie głową z dezaprobatą. Był niemożliwy! Za nimi przeszedł sprzedawca grzechotek głośno zachwalając swój hałaśliwy towar. Chyba nie miał problemów ze sprzedażą. Co jakiś czas w tłumie pojawiało się kręcące nową zabawką.
- Niech będzie, szanowny panie, choć to był zbędny wydatek - odparła z uśmiechem. Dygnęła lekko wystawiając dłoń, by mógł wsunąć na nią ozdobę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Wsunął błyskotkę na jej dłoń i uśmiechnął się z dumą.
- Zdecydowanie nie był zbędny - zaprzeczył, cofając dłonie. - A teraz, madame, czy zechce pani udać się ze mną w dalszą drogę po jarmarku, na którym umililibyśmy sobie czas tym czy innym alkoholowym napojem, bądź dołączyli do typowo ludowych zabaw festynowych? - miał ochotę się roześmiać po takiej przemowie, jednak zachował pokerową twarz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Popatrzyła na mieniącą się w świetle promieni popołudniowego słońca bransoletkę.
- Drogi panie, z chęcią udam się z panem na herbatę - oznajmiła. Podobała jej się ta gra. Byli mili, odzywali się w bardzo przyzwoity sposób, z klasą. A przy okazji chyba oboje dobrze się przy tym bawili. Była zachwycona.
- Później moglibyśmy wybrać się z misją przyczepienia ogona biednemu xabarilowi. Chyba ciągle go gubi.
Chwyciła Howarda pod ramię, jak to się robiło w zwyczaju i jak achowywali się kulturalni ludzie, którzy już się znają jakiś czas (w wyobrażeniu Lucy. Przez chwilę wyobraziła sobie, że chwyta tak pana Marchanta za jego męskie, umięśnione ramię i kolana na moment jej zmiękły). Ruszyli w stronę festynowej kawiarni.

zt > kawiarnia
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
/poczatek, 7-13

Pojawiła sie znów, jak codzień na placu i spędziła na nim ładnych parę godzin. Nie znalazła jednak osoby, na której jej zależało. Przeszła po stoiskach, pokręciła się pod sceną. Nic.
Pomyślała, że powinna znaleźć kogoś, kto idzie na pustynię i przekazać mu karteczkę dla Aarona, którego imienia w sumie nie znała więc myślała o nim jako "tamtym facecie". Ale ci, co się tam ostatnio wybierali powinni wiedzieć o kogo chodzi. Musiała mu przesłać informację, że Cato nie żyje, a ona pojawi się w wiosce niedługo, bo i tak nie ma nic innego do roboty oprócz pracy.
zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
/początek

To był jedyny okres w roku, kiedy mógł pojawiać się w pierwszej strefie i nie dostawał ataku rzygania. Nie chciał myśleć, że kiedyś życie tutaj było dla niego codziennością. Teraz to był obcy świat a dom stanowiła pustynia.
Pomachał jakiemuś znajomemu, który ledwo trzymał się na nogach. Mało tego obok niego była jakaś pryszczata brunetka, której właśnie obmacywał biust. Powinien sobie chyba znowu Nainę tutaj przynieść.
Dojrzała, że but mu się rozwiązał. Pochylił się więc by to naprawić i ni wyglebić przy najbliższej okazji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
/ start

Birdie wybrała się na plac, kontynuując spacer na jaki nabrała ochoty. Wychodząc z domu w pojedynkę, nie planowała długiego zwiedzania miasta, póki nie spotkała sąsiadki, która opowiedziała jej o świecie ciekawe szczegóy i wyciągnęła na jarmark, koniecznie chcąc coś pokazać. Birdie nie miała nic przeciwko i z przyjemnością spędziła z kobieta godzinę czy dwie, w końcu postanawiając się pożegnać.
- Dziękuję, Dolores! Tak, zapamiętam!
Pani pilot, usmiechnęła się do towarzyszki, powoli odwracając się w stronę, w którą miała się kierować. Nic więc dziwnego, że nie zauważyła mężczyzny, klęczącego przy rozwiązanej sznurówce. Na wysokości oczy nie mając nikogo z kim mogłaby się zderzyć, zrobiła krok i potknęła się na myśliwym, wyrzucając w powietrze miseczkę z prażoną kukurydzą, którą zakupiła kwadrans wcześniej. Okrzyk zaskoczenia wydarł się z ust kobiety a sama Birdie poleeeeeciaaaała... prosto na ziemię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Skupiony na porządnym zawiązaniu sznurówki Jim nie zwracał większej uwagi na otoczeni. Materiał stawiał mu trochę oporu, chyba w końcu będzie musiał kupić nowe do swych wychodzonych butów, które tyle kilometrów pustyni z nim przeszły. W końcu but był porządnie zasznurowany a on chciał wrócić do postawy pionowej ale nie było mu dane bo stok na niego wpadł i pociągnął go jednocześnie fikając koziołka. W efekcie miał całkiem miękkie lądowanie na kobiecym ciele.
Pozbierał się szybko.
- Nic się pani nie stało.- pomógł nieznajomej wstać a nie zraz zaraz przecież ją znał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
Miseczka poleciała nie wiadomo gdzie, a Birdie w ostatniej chwili zdążyła zamortyzować upadek, wyciagając dłonie przed siebie. Kilka ziarenek prażonej kukurydzy opadło na jej włosy, a blondynka głucho stęknęła. Całe szczęście, że nie miała sukienki, bo świeciłaby właśnie bielizną. W spodniach jasnych, mogła się wywracać do woli.
- Niech pan zgadnie..
Mruknęła, gdy pojawiła się myśl, że mężczyzna był powodem jej upadku. Dobrze, że szybko z niej zlazł, bo zarobiłby łokciem w brzuch. Birdie podniosła się na równe nogi, przy pomocy Jima i spojrzała na jego twarz.
- To pan - odezwała się z zaskoczeniem - No ładnie - pokręciła głową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Kolejna baba w spodniach. Co one wszystkie w tym widziały.Jim nie mógł tego za cholerę zrozumieć. Miał dosyć tradycyjne poglądy na rolę kobiety w życiu a co rusz trafiał na....właśnie na kobiety w spodniach.
- Tego wygląda, że pani w jednym kawałku.- stwierdził ze wzruszeniem ramion i usiłował dojrzeć czy przypadkiem dłoni sobie nie obtarła. Odruchowo wyjął jej ten popcorn z włosów swoimi niezbyt czystymi dłoniami.
- No ja.- uśmiechnął się od ucha do ucha zadowolony, że blondyneczka go pamięta. w końcu był bohaterem, ratował ich co nie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Plac
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 18Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18  Next
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-