IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Plac to miejsce, gdzie odbywają się wszystkie większe imprezy miejskie. Na co dzień jest to także postój dorożek, czyli eleganckich, zadaszonych machin napędzanych parą. Woźnica jest czysty i uprzejmy, a na jeden raz może zabrać do 4 pasażerów.

Cena przejazdu:
opłata jednorazowa od osoby - 2 Kredyty


Na placu można również spotkać postać NPC, Edwarda Withinghall-Brownsa. Jest to niezwykle bogaty jegomość, który jest jednak strasznie roztrzepany! Co chwilę coś gubi. Zapewne czasem Cię zaczepi, i poprosi o pomoc. Oczywiście w zamian na pewno da coś w zamian. Pomożesz nieszczęśnikowi?


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Paź 22, 2014 8:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Niestety, poza byciem zawodowym gentlemanem na pełny etat Victor był tylko mężczyzną, wychodzącym z założenia "I see boobs I like". Takim go już natura stworzyła. Co zrobisz? Nic nie zrobisz.
Popatrzył na nią z szelmowskim uśmiechem na twarzy, a rumieniec i tym razem nie umknął jego uwadze. Choć w tej sytuacji... kto by się nie zarumienił?
- Nie - odparł, nie przestając się uśmiechać. - Mnie tu dobrze - dodał, ale zaraz zaczął zbierać się z ziemi, choć wyraźnie się z tym ociągał. Wyciągnął dłoń ku Ellie, by i jej pomóc.
- Wybacz - rzucił, nie mogąc jednak zdusić tego głupkowatego uśmiechu, który cisnął mu się na usta. Na rauszu wychodziła jego prawdziwa natura. Był jak nastolatek. Po 15 roku życia starzało się już tylko jego ciało, umysłowo nadal pozostał w tamtej fazie swojego życia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Ani Mabel ani autorka nie miały pojęcia jaki prezent przygotował Nicolas, a ta druga była zbyt leniwa, by sprawdzić, czy wspominał o tym gdzieś w fabule. Więc obie z niecierpliwością czekamy na ujawnienie tajemnicy!
Tymczasem Mabel świat zaczął wirować przed oczami i nie wiedziała, czy wiruje tak, bo ona się kręci, czy przez to, że tyle się kręciła to świat wiruje jeszcze bardziej. Ale te filozoficzne myśli zostały przerwane przez światłą ideę...
- To na trzy puszczamy! - zawołała, zaciskając mocniej dłonie na rękach Nicka. - Raz... dwa... TRZY! - ona puściła, a on?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolasowi przeszło przez głowę, że to wyjątkowo głupi pomysł, ale na trzy faktycznie ją puścił. Stanął w miejscu, łapiąc równowagę, wyglądając jakby się schlał. Zaczął się smiac.
- Mabel, żyjesz? - chichrając się robił ku niej chyboczące się kroki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
- Więc chociaż zmieńmy podłoże na coś wygodniejszego niż gleba! - palnęła ze śmiechem, zupełnie się nie zastanawiając jak to zabrzmiało. Była onieśmielona faktem bliskiego spotkania Victora z jej biustem i w tym onieśmieleniu nie zauważyła, że gada jeszcze większe głupoty.
Wstał w końcu, pomagając jej przy tym wstać. Kiedy stała już na nogach, otrzepała spódnicę, poprawiła bluzkę. Skrzywiła się, widząc, że w rajstopach poszło oczko.
- Nie wybaczam! - zaśmiała się i kolejny raz tego wieczoru trzepnęła go dłonią w ramię. Och, jakże swobodnie się z nim czuła. Uśmiechnęła się raz jeszcze, tym razem z rozczuleniem i wzięła Victora pod rękę. - No dobrze, koniec na dziś tego pijaństwa. Odprowadzisz mnie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Mabel odrzuciło do tyłu i tylko cudem nie wpadła w ludzi. Poleciała za to ziemię i choć obiła sobie pośladki, to nie mogła przestać się śmiać.
- Żyję! - zawołała, podnosząc swoje obolałe cztery litery z ziemi. - Ale odjazd! Nie sądziłam, że naprawdę mnie puścisz - dodała ze śmiechem. I zaraz zachwiało ją tak mocno, że znowu upadła. - Pomocy?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
aZaiste podła z niej była kobieta. Wpierw się potknęła, pociągając go za sobą i wypinając mu piersi prosto w twarz, a potem jeszcze mówiła takie rzeczy! Doprawdy jak tu nie myśleć tylko o jednym? Przynajmniej Victorowi przez głowę przeszły pewne myśli...
- Ajaj kapitanie! - odparł ochoczo. - Ale Ellie... ja wciąż mam z tobą problem - dodał po chwili, nim jeszcze ruszyli w drogę powrotną.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
- Słucham? - zmarszczyła brwi. - Jaki znowu problem?
Victor był wyraźnie ożywiony, widać było, że alkohol na niego działa. Ellie miała przy okazji nadzieję, że to również wspólne towarzystwo wprawia go w dobry humor.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Klepnął się w czoło, nie przestając się śmiać.
- Wstawaj dziewczyno. - podszedł do niej, pochylając się i łapiąc ją pod pachy. - Wstyd robisz. - mówił nadal się chichrając.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Victor wciągnął powietrze, zatrzymał je na trochę w płucach, a potem zamiast powiedzieć co mu na sercu leżu po prostu wypuścił je głośno przez usta.
- No bo dalej nie wiem, czy podoba ci się mój nowy krawat - wypalił w końcu.
First world problems.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Można by pomyśleć, że byli pijani, a oni tylko kręcili się wcześniej jak dwa ułomy. Mabel miała nadzieję, że ktoś z eliciarskich znajomych Nicolasa to widział. Ot, co by wiedziali, że Nick nie jest taki jak oni, a co!
- Ej to moje cycki! - ryknęła śmiechem i wyswobodziła się z rąk przyjaciela. Chyba biorąc ją pod pachy złapał trochę nie tam gdzie trzeba. Albo właśnie tam gdzie trzeba!
- To co idziemy do ciebie? Chcę już dostać swojego osiołka!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
- O zębatki, przepraszam! - się aż chłop przeraził, że Mabel obmacał. No bo ją?! Nie żeby jej coś jakoś dziewczynie brakowało, no ale Nick nigdy na nią w takich kategoriach nie patrzył i to się raczej nie zmieni.
- Nie dostaniesz osiołka. Ale dobra, możemy iść bo widze, że mi spokoju nie dasz.
Pokręcił głową, jaki to uparciuch. Sama jest jak taki osioł! Puścił ją przodem między ludźmi. Wolał mieć ją na oku bo jeszcze mu się zgubi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
Zamrugała powiekami. Chyba sobie z niej żartował, prawda? Na pewno sobie z niej żartował! Więc postanowiła ciągnąć to dalej. Zrobiła poważną minę, sięgnęła do krawatu, by wziąć go w obie dłonie, przejechać po nim i troszkę pociągnąć do siebie. Ale to ostatnie to już przez alkohol.
- Victorze, jest piękny! - oświadczyła oficjalnie a potem się zaśmiała. - Naprawdę. Mam nadzieje, że teraz będziesz mógł spać spokojnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Wcale nie żartował! Zajmowało go już cały wieczór. No bo jak to? Miał nowy krawat świętoogniowy, jeszcze wybrany tak starannie przez Emmę, a ona nic na ten temat nie powiedziała!
- Dziękuję, Ellie - odparł, pochylając się w jej stronę, skoro już tak ciągnęła go za ten krawat. - No, to teraz możemy iść. Ale ej Ellie, tobie na pewno jest zimno! - uznał, zsuwając marynarkę z ramion. - Załóż.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
No właśnie, to było takie dziwne! Jakby ją brat zmacał. Brr! Okropna myśl. W każdym razie Mabel śmignęła przodem, obracając raz po raz głowę, by sprawdzić, czy Nicolas wciąż za nią idzie. Kto wie? W końcu mieszkał w pierwszej strefie, a ludzie z elity byli przecież ułomni życiowo. Mógł się zgubić, trzeba go było pilnować!
A kiedy już wyszli z największego tłumu, mogli kroczyć ramię w ramię prosto do apartamentowca, w którym mieszkał Nicolas.
---> domek Nicka
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 234
avatar
Ellie Hammerslay
- Och, nie... Nie jest mi zi... - próbowała protestować, ale w końcu dała spokój. - Dziękuję, to miło z twojej strony.
Ponownie wczepiła się w ramię Victora, zadowolona z miło spędzonego wieczoru i poprawy humoru. Gdyby nie on, Ellie pewnie skończyłaby dzisiaj samotnie w swoim pokoju, zastanawiając sie nad przesłuchaniem i tym, czy rzeczywiście chce wsypać ojca... Nie miała wobec niego żadnych zobowiązań. To on ją zostawił. On wybrał sobie takie życie, a nie inne. Nie chciała mieć z tym nic wspólnego!
- Chodźmy! - zarządziła, bo znowu zaczęła myśleć o ojcu, a wolała myślami być z Victorem.
Po drodze z placu zaciągnęła go jeszcze na stoisko Angusa na jedną kolejeczkę i mogli już wracać do domu.

2xZT ---> mieszkanie Ellie?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Kurtyna nocy opadła na Ziggurat otulając go miękkim woalem tajemnicy, grozy, uniesienia. Jak przed wielkim występem, jak przed dziełem muzycznym podziwianego kompozytora. Sztuka się rozpoczynała, pośród tych, którzy uciekali od świateł dnia codziennego, próbując wyzbyć się prostoty dnia, oddając się nocy jak umiłowanej kochance. Kochance wyzwalającej najgłębiej skrywane fantazje, tęsknoty, pragnienia. Noc była żerowiskiem, na którym spotykają się najbardziej przebiegłe i niebezpieczne zwierzęta, była matką wszystkiego co najbardziej zepsute, brzydkie, odstręczające. Pośród wszystkich tych pionków, miernych aktorzyn brakowało prawdziwej gwiazdy, twórcy najprawdziwszej sztuki w najlepszym wydaniu! Ktoś, kto wprowadzi piękno w ten tonący w brudzie i smrodzie padół…
Wieczór był jeszcze młody, kiedy Artysta opuścił chłodne ściany mieszkania, pozwalając nogom wyprzedzić myśli. Szedł na oślep, szukając inspiracji, czekając na nagły przebłysk fantazji tlącej się w odmętach jego umysłu. Mierzył ludzi wnikliwym spojrzeniem, ukrywając się za czernią okrągłych szkieł przeciwsłonecznych, jakże odpowiednich do pory dnia. Tasował ich jak karta po karcie, by ostatecznie losowo wybrać tą jedną z talii i rozpocząć iluzję. Nie było jednak atutu. Każde zagranie mogło być pochopne, mogło być bezowocne. Dziewki niby powabne, niby piękne, niby perfekcyjne. Ale w ich oczach była brzydota, wulgarna kobiecość, nudne pożądanie skierowane wobec osobnika męskiego. Uśmiechał się półgębkiem do wprawnych kokietek, odwzajemniając ich pseudo powściągliwe zaloty, nonszalancko delikatnie poruszywszy rondem kapelusza, jakoby okazując im szacunek. Gdy tylko go mijały, ściągał maskę z zawadiackim uśmieszkiem, tonąc w zupełnej pustce. Wtedy przemykała przez jego głowę myśl o niewychowaniu - jak mógł odmówić damie towarzystwa? Jakże mógł jej odmówić partycypowania w jego dziele? Cóż za skrajny przejaw bestialstwa…
Tracił powoli wiarę w swoje szczęście. Może wybrał złą porę dnia? Może nie trafił w odpowiednie okolice? Spokojnie, bez irytacji. Noc dopiero młoda, a w tym stawie rybek wiele. Wystarczyło tylko rzucić przynętę w postaci zbiegowiska, miejskiego eventu. Dźwięki instrumentów składały się w agresywne tango, pięknie ubrana para poruszała się z gracją i erotycznym dreszczykiem, pokazując kroki, które zgromadzone, amatorskie pary zupełnie ignorowały. Artysta krążył wokół ludzi powoli, gładząc szorstką brodę jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Zdjął kapelusz, przeczesał zmierzwione włosy palcami, patrząc na tłum znad okularów. Jego ruchy były wolne, jakby nigdzie mu się nie spieszyło, jakby grał, jakby publika wciąż na niego spoglądała ku jego uciesze. Chciał przyłączyć się do tłumu, porwać do tańca randomową kobietę by… lepiej ją poznać. Nic tak nie obnażało człowieka jak taniec, to czy czułeś się w nim pewnie czy potrzebowałeś prowadzenia. Taniec był częścią sztuki, a sztuka pokazywała duszę. Kto tym razem będzie jego muzą? Ona? A może ona? A może tamta, w różowej sukience? Niezdecydowanie i nagły grom z jasnego nieba. Najpierw były nogi. Długie, zgrabne, stąpające po powierzchni globu z pewną nieufnością właściwą sarnom. Wzrok sunął wyżej, zupełnie nie ingerując w seksualną cielesność kobiety, omijając piękną pierś, docierając wreszcie do szczupłej szyi i przecudownej twarzy. Tak łagodnej, pięknej, rozświetlonej jasnością oczu dziewczęcia, o tak nienaturalnej, intrygującej barwie. Łania. Była cudem, w tej swojej białej sukience, emanując niewinnością, czystością, perfekcją… Wiedział już, że ją umiłował, umiłował jako część swego największego dzieła, którym miał uwieńczyć swój geniusz. Była jego preludium, piękną uwerturą, oszalał na punkcie tego jak natura ją skomponowała, aż wreszcie podsunęła by nadał jej ostatni szlif. Odważny krok, płynny, podobny temu stawianemu przez profesjonalnego tancerza. Postawa Artysty, dumna, lwia, samcza… Wciąż grał, nawet dla niej nie ściągnął jednej z wielu masek. Pochwycił za kibić, ujął dłoń, na której złożył pocałunek, wszystko to bez zbędnych próśb. Mogła się tego spodziewać, rozentuzjazmowany tłum potrafił być nieobliczalny. Poprowadził ją, nadał tempo, przeniósł swoją dłoń na odcinek lędźwiowy jej pleców, by mógł wpływać na dystans między nimi.
- Zaufaj mi - Rzucił na wstępie. Ale któż zaufałby mężczyźnie skryty za okularami, z niemal połowicznie oszpeconą twarzą, dopiero co poznanemu pod osłoną nocy? Nie podejrzewał ją o to. Uśmiechnął się tylko na pokrzepienie, wprawiając ją zaraz potem w obrót. Asekurował, nie przykładał do tego zbyt wielkiej energii. Była taka eteryczna, krucha, a w jej oczach można było utonąć. Utonąć… Och, jaką ona by była piękną topielicą, ozdobioną w kwiecie i zieleń traw! Szarozielonkawa skóra zgrałaby się z barwą jej tęczówek, a ciemne kaskady jej włosów otoczyłyby twarz dziewczyny niczym aureola. Ale ta śmierć była zbyt prosta, choć malownicza - Przyjdzie mi poznać imię mej partnerki?
Ocknął się z przemyśleń, przechylając ją nieco w bok, ingerując w jej stabilność względem podłoża. Musiała mu ufać, skarbu z rąk się nie wypuszcza.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 29
avatar
Tallulah Reisenfeld
Ciemność spowija nagość w surrealistycznej powłoce mroku, pozbawia wstydu, czerwienią kwitnącego na bladych policzkach. Na zaróżowiałych wargach wciąż czuła smak jej ust, kuszącą lepkość śliny i ciepło oddechu; serce, choć spokojne, rwało się by zabić raz jeszcze. Nocą tęsknota przywdziewała barwy księżyca, jaśniała mimo zszarzałych chmur otaczających lunę, swoją wielkością skrywała piękno gwiazd wokół. Tallulah drżała, gdy wspomnienie subtelnego dotyku jej skóry wyimaginowaną wstęgą otaczało roznegliżowaną szyję. Wiatr rozwiewał włosy; w myślach widziała jej twarz przed sobą. Starała się zapomnieć, odtrącić widmo pocałunku od wyobrażeń. Spacer wieczorową porą, chwila refleksji i ślepy los, pod którego marionetkowym sterem podążały leniwie kroki. Cudownie eteryczna postać zagubiona w gąszczu myśli; Tallulah znów straciła poczucie czasu, znów otoczyła się aurą enigmatycznej melancholii i znów, jak twór mechaniczny skonstruowany do obróbki mięsa, kroiła swoją cnotliwą duszę na kawałki. Chłód nocy powinien oczyścić umysł, a tymczasem, panna Reisenfeld przeżywała katusze. Słowa ojca, własny system moralny, przekonania nakreślone grubą kreską; wszystko zapętlało się we wnętrzu zmęczonej głowy i ani myślało uciec. Fantazja i pożądanie niewinnego dotyku – piękno w subtelności, największe pragnienie jej duszy. I chwila, która kołacze sercem.
Dotyk diabła i myśli, jak dmuchawiec ulatujące na wietrze; Tallulah w przerażeniu rozsunęła zaróżowione wargi, z głosem zaciśniętym w krtani wypuściła ciche, stłumione westchnienie i zamknęła oczy, by odgonić senną marę. Dziecięce przyzwyczajenie, że gdy opuścisz powieki, potwory odejdą. Ten nie zniknął; ucałował jej zimną, drżącą w strachu dłoń i zanurzył się w głębi jej oczu, jakby w metafizycznym sposobie usiłował przekazać wewnętrzny spokój własnej duszy. Poddała mu się, zlękniona owca pod łypiącym wzrokiem wilka.
- T…Tallulah – odparła cicho; wiatr szumiący wokół budynków brzmiał donośniej niż tembr jej drżącego głosu. Pewny, choć taktowny dotyk jego dłoni, oszpecona twarz, od której widoku uciekało jej spojrzenie, niepokojąca ezoteryka chwili i iluzja zaufania. Była przerażona, a w szklących się oczach, tliła się melancholia. Piękno subtelności – taniec ze śmiercią.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
/start

Isabela sama nie wiedziała, dlaczego wyszła zamiast po prostu pójść do Fanny. Może dlatego, by Josh nie mógł jej znaleźć, jeśli miał zamiar jej szukać? A może po prostu chciała, by ktoś ją znalazł, pocieszył, utulił? By nie musiała prosić pocieszenie, a po prostu je otrzymać? Trudno powiedzieć - to w końcu była Isa.
Szła przed siebie, wciąż jeszcze zapłakana, nie potrafiąc się uspokoić. Świeże powietrze, które zwykle zdawało się koić jej nerwy dzisiaj nie pomagało ani trochę.
Znlazłszy się na placu usiadła na wolnej ławce i ukryła twarz w dłoniach. Wciąż potrzebowała chusteczki. Podciągnęła nosem i wstała. Otarła łzy i z głową dumnie uniesioną do góry odeszła.
[zt]
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Plac
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 18 z 18Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-