IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Plac

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 18  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Plac to miejsce, gdzie odbywają się wszystkie większe imprezy miejskie. Na co dzień jest to także postój dorożek, czyli eleganckich, zadaszonych machin napędzanych parą. Woźnica jest czysty i uprzejmy, a na jeden raz może zabrać do 4 pasażerów.

Cena przejazdu:
opłata jednorazowa od osoby - 2 Kredyty


Na placu można również spotkać postać NPC, Edwarda Withinghall-Brownsa. Jest to niezwykle bogaty jegomość, który jest jednak strasznie roztrzepany! Co chwilę coś gubi. Zapewne czasem Cię zaczepi, i poprosi o pomoc. Oczywiście w zamian na pewno da coś w zamian. Pomożesz nieszczęśnikowi?


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sro Paź 22, 2014 8:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
Godzinę później

Koniecznie muszę kupić sobie zegarek tylko z drugiej strony, czy dla szczęśliwego człowieka był potrzebny, teraz szczęście widniało na mojej twarzy. W dłoniach ściskałem pakunek, prowiant kupiony za ostatnie pieniądze, mam nadzieję, że ta inwestycja się wróci niebawem. Pojawiłem się w miejscu naszego rozstania, minęła godzina, a ja już tęskniłem. W duchu miałem nadzieję że wybierze teatr, a ja po prostu zapomnę portfela, nie chciałem jechać na obrzeża tu mi się podobało bardziej, ale cóż czegoż się nie robi dla...
Rozejrzałem się w okół siebie by spróbować odnaleźć Faye, w myślach już przeszedłem na ty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
Była łatwym celem, nawina, bogata, bezbronna. TO trzeba przyznać. I sama sobie winna. Przyszła, ciut spóźniona (bo kto by się przejmował czasem? To tylko orientacyjna godzina.. piętnaście minut w tą czy w tamtą.. niewielka różnica). W końcu pojawiła się, w innej sukience, z płaszczem przewieszonym przez rękę i torebką na ramieniu. Uśmiechnęła się do "Stevena" i nie zamierzała przepraszać za spóźnienie.
- Możemy ruszać. - uśmiechnęła się słodko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
Jest przyszłą, nie bała się wydaje się że była bardziej rządna przygód niż ja to oceniłem. Nie stanie ci się nic złego Faye. Uśmiechnąłem się w jej kierunku, a swoją radość potwierdziłem machając do niej ręką. Musiała mieszkać niedaleko, zdążyła się przebrać i wrócić, nie co spóźniona, ale i ja się tym nie przejąłem.
- To co jedziemy tramwajem - rzuciłem po czym ruszyłem w kierunku przystanku.
- Chodź - chwyciłem ją za rękę widząc odjeżdżający tramwaj, zdążyliśmy w ostatnim momencie, nawet musieliśmy podbiec, och miałem dobrą zabawę, nawet przestałem chwilami myśleć dlaczego ją zaczepiłem. Gdy staliśmy już w tramwaju uśmiechnąłem się szczerze do niej.
- Widzisz to początek naszej przygody - rzuciłem z uśmiechem rozglądając się po tramwaju, po czym mój wzrok zatrzymał się na jej twarzy.
- Mów mi Steven, dobrze? Nie lubię tych sztywnych schematów - powiedziałem zgodnie z prawdą.
Tramwaj mijał kolejne ulice, domy, opuścił, centru by w końcu znaleźć się w slumsach. Tu było nieco inaczej, brudniej, obskurniej. Faye mogła popodziwiać. Co chwilę patrzyłem na jej twarz obserwując jej minę.
- Tu wysiadamy - rzuciłem, ponownie sięgając po jej delikatną dłoń.

ZTx2
http://miasto.forumpl.net/t40p15-przystanek-tramwaju-parowego#5962
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Pearson jak to napisał w liście do swojego przyjaciela - tak miał zamiar wyjść w końcu ze swojego apartamentu. Dotlenić mózg i ogólnie organizm. Zrobić cokolwiek konstruktywnego, co nie kończyłoby się urwanym filmem, jak przez ostatni miesiąc.
Dobrze, że jednak Rob miał poczucie estetyki i dbałości o higienę, więc nie można było mu zarzucić, że wygląda okropnie czy też śmierdzi okropnie. Było inaczej - schludny, zadbany przechodził właśnie przez plac, rozglądając się po okolicy. Tak, jakby zdążył już zapomnieć, gdzie znajduje się sklep, by mógł kupić papierosy czy coś w tym stylu. Przystanął nawet z zadumą i nadzieją, po czym zaczął przeszukiwać kieszenie marynarki. A nuż, może znajdzie się jakiś papieros i będzie mógł spokojnie wszcząć na nowo poszukiwania? To z pewnością byłoby dobre.
Przystanął gdzieś nieopodal postoju dorożek i zmrużył oczy, rozglądając się po placu. Możliwe, że może nawet trafi na kogoś znajomego, hm?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
/apartament

Po spotkaniu z Aaronem miala wyraznie lepszy humor. Wybrala sie wlasnie na maly spacer z zamiarem dorwania w swoje lapska ktoregos z chlopakow pracujacych dla Francisa, a amiast tego dojrzala Roberta.
- Myslalam, ze umarles i gnijesz w swoim apartamencie. - podeszla do niego i odezwala sie, nawet bez przywitania.
- Wstales z martwych? Co sie z toba dzialo? - zainteresowala sie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Kobieta go swoim głosem nie wystraszyła. Zapewne, kiedy się rozglądał, to zdążył ją zauważyć, choć niespecjalnie zwrócił na nią uwagę całkowicie. Raczej nie brał pod uwagę tego, że będzie z nią rozmawiać. Nie zacieśniali swoich więzi okropnie.
- Powiedz mi prędzej, ile osób tak nie myślało - zaśmiał się. - Znaczy osób, które mnie znają, może tak - poprawił się po chwili, wyciągając dłoń z wewnętrznej kieszeni marynarki i wsunął do kieszeni spodni.
- Ale tobie też dobry wieczór, Faye - skinął w jej stronę. - Nic specjalnego. Piłem tylko w apartamencie. - odpowiedział, wzruszając ramionami. Sam nie potrafił znaleźć odpowiedzi na takie pytanie, więc musiał mówić coś, co względnie mogłoby zadowolić rozmówcę, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
To fakt, poza tym, że się znali przez Francisa niewiele mieli ze sobą wspólnego. I pewnie normalnie nie podeszłaby do niego, ale teraz faktycznie - zniknął na tak długo, że aż się zainteresowała.
- Piłeś, ten cały czas? - obserwowała jak się obmacuje po kieszeniach. - Bijesz rekordy O'Shea czy jak? Nie szukaj papierosów po kieszeniach tylko chodź je kupić. - doszła do tego co robi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
<--- Park miejski

Nie spodziewał się wychodząc z domu, że spacer ten przeobrazi się w misję poszukiwania kluczy zgubionych przez mężczyznę, którego nawet nie znał. Ale nie narzekał, bo towarzystwo pani Sanders było niezwykle miłe. Samotna przechadzka z pewnością nie byłaby tak ciekawa i wróciłby do domu po jakichś dziesięciu minutach.
- Nie sądziłem, że odnajdziemy te klucze tak szybko - odparł, gdy tak maszerowali w kierunku głównego placu - Muszę także wyrazić swój podziw w sprawie pani podejścia do dzieci - uśmiechnął się - Proszę się nie pogniewać za tą uwagę! - dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że jego komentarz mógł być zbyt bezpośredni. Zaczął się rozglądać wkoło w poszukiwaniu pana Edwarda zupełnie zapominając o tym, że nie ma zielonego pojęcia jak ów wygląda.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Słowa pana Arthura zabrzmiały prawie tak jak by żałował, że już te klucze znaleźli a nie szukali ich przez kolejne dwie godziny. Beth uśmiechnęła się do niego zupełnie nie zrażona tym bezpośrednim podejściem. BA nawet odebrała to jak komplement. Pewnie gdyby pan Arthur znał ją lepiej to wiedziałby, że lubi dzieci i marzą z Noahem o tym by mieć własne.
-Jak się człowiek wychowuje to siłą rzeczy uczy sobie radzić z dziećmi, bo tam starsi opiekują się młodszymi.- Beth wyjaśniła bez skrępowania faktem, że jest z sierocińca. W końcu nie ona jedna.- Widzi pan ja też myślałam, ze to więcej czasu zabierze. Bałam się, że w ogóle ich nie znajdziemy a tu taka miła niespodzianka. O proszę jest pan Edward.
Podeszli do pana Withinghall-Browns by oddać mu zgubę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 58
avatar
Edward Withinghall-Browns
Na szczęście Beth wiedziała. Księcia Edwarda łatwo było rozpoznać. To zapewne przez dziwaczną fryzurę, jaką miał. Fanaberia obrzydliwie bogatych ludzi.
Mężczyzna kręcił się po placu, raz po raz przetrząsając kolejne kieszenie swojej marynarki. Dlaczego, no, dlaczego musiał tak wszystko gubić?! To by był taki wstyd, gdyby musiał udać się po ślusarza, by go wpuścił do domu. Kiedy Beth do niego podeszła, aż podskoczył z radości. Liczył na to, że kobiecie udało się odzyskać jego zgubę.
- Już pani jest! Jak dobrze, jak dobrze!
Zaczął dziękować za pomoc przy poszukiwaniach. Żarliwie, jak to miał w zwyczaju. Postanowił również panią Sanders wynagrodzić za poświęcony czas. Arthura również.


Otrzymujecie również po 10 Punktów Fabularnych


Ostatnio zmieniony przez Edward Withinghall-Browns dnia Nie Maj 11, 2014 11:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Czy żałował, że tak szybko znaleźli zgubę? Może troszeczkę - gdzieś podświadomie miał ochotę pospacerować jeszcze w towarzystwie Beth.
- Doskonale! - ucieszył się na widok Edwarda - oszczędzi mu to rzucania kolejnych nieodpowiednich uwag. Musiał przyznać, że znajomego pani Sanders nie dało się przeoczyć i z całą pewnością przy następnym spotkaniu rozpozna go od razu. Uchylił lekko cylinder na przywitanie posyłając mu uprzejmy uśmiech. Miło było pomagać.
- Cieszę się, że mogłem się na coś przydać - odparł z rozbrajającą wręcz szczerością, ale naprawdę tak uważał. To jakaś odmiana od ciągłego przyglądania się komórkom roślinnym.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Beth cieszyła się, że mogła pomóc i cieszył ją tez to, że miała tak doskonałego pomocnika jak pan Carnarvon. Już się nie mogła doczekać kiedy wróci do domu i wszystko opowie Noahowi, który pewnie siedział i dłubał w protezach.
- A ja się cieszę, że postanowił mi pan towarzyszyć. Bez pańskiej pomocy pewnie zabrałoby mi to dużo więcej czasu.- posłała mężczyźnie promienny uśmiech i uświadomiła sobie ja późno już się zrobiło.
- Jeszcze raz bardzo panu dziękuję i z przykrościom stwierdzam, że muszę ana pożegnać. Sam pan rozumie zbliża się pora obiadowa. Muszę coś Noahowi przygotować. Do widzenia panu. - jeszcze raz się uśmiechnęła na pożegnanie i ruszyła w kierunku domu.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Cóż. Pewnie niejedna osoba byłaby zdolna im powiedzieć, że w końcu nadszedł czas to naprawić i ogarnąć, by prócz znajomości, łączyło ich coś więcej. Tylko że takowa inicjatywa musiała wyjść obopólnie. Bo co, jedna osoba ma się starać poznać tę drugą, gdy ta wyraźnie nie ma na to ochoty? To jest co najmniej głupie i bezsensowne, bądźmy szczerzy.
- Może nie cały czas. Piłem dzień w dzień, odsypiałem, ogarniałem, piłem. I tak cały czas - zakręcił palcem pokazując, jak zataczał koło i grzebał w tych kieszeniach.
- Nie, raczej nie pobiję jego rekordów - gdy zwróciła mu uwagę, to przez moment przyglądał jej się nieufnie, a potem sam wyciągnął dłonie z kieszeni. - A co się działo ostatnio?
I pewnie coś tam pogadali, może nawet odpowiedzi nie uzyskał, więc poszedł pędem, z alkoholowym głodem do klubu.

/zt, klub
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 343
avatar
Jasper Crowley-Starling
< jasperland

Zanim zabierze się za podrabianie kolejnych dokumentów, postanowił zrobić sobie przerwę. Zaczął się festyn, więc żal mu było siedzieć w mieszkaniu, skoro za darmo można było zobaczyć tyle atrakcji! No i ceny był niższe niż w sklepach, więc sprawa była wyjątkowo opłacalna. Przynajmniej dla Starlinga.

Dotarł do centrum, na plac, gdzie już trwała w najlepsze zabawa. Kuglarze spacerowali pomiędzy straganami żonglując, bądź wyciągając z rękawów kolorowe sznury chustek mieniących się srebrnymi i złotymi nićmi. Występom tym towarzyszyły dźwięki bębnów, bębenków, dzwonków i tamburyna, które drażniły uszy wprowadzając jednocześnie w odpowiedni, świąteczny nastrój. Przebierańcy na szczudłach okryci czerwonymi i pomarańczowymi płaszczami co chwila schylali się płynnymi ruchami do kolejnych przechodniów by ich zaczepić. Gdzieniegdzie pałętały się mechaniczne psy ganiając za dziećmi czy swoimi ogonami. Przechodnie w maskach rogatych, uśmiechniętych demonów odchylali je co chwila, by wypić łyk piwa z kufla, czy wina z kieliszka. Na scenie znajdującej się po środku placu przygotowywano już miejsce na wieczorną zabawę.

Starling chętnie kluczył pomiędzy kramikami, przeglądając kolejne bibeloty sprzedawane przez wesołych kupców. Właściwie, to sam by mógł mieć takie malutkie stoisko, na którym by sprzedawał małe obrazki przedstawiające nie wiadomo co. Popatrzył na żonglera, ale nie wrzucił mu do kapelusza ani złamanego Rila. No, bez przesady, prawda?


Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
< lucyland

Jarmark odwiedziła i Lucy Brightlight nieświadoma tego, co spotkało niedawno jej koleżankę. Przechadzała się pośród wesołych kuglarzy zastanawiając się nad swoim pierwszym artykułem i śmiercią Danfortha. Może to wszystko było powiązane? Tylko jak?
Podeszła do jednego ze straganów zachęcona przez sprzedawcę i zaczęła oglądać chusty, które zaczął jej proponować. Wiedziała, że to zwykłe naciąganie, ale... przecież czasem mogłaby sobie na coś takiego pozwolić, prawda? Na moment schować ten swój racjonalizm (który nie tyczył się wyobrażeń na temat Marchanta) i pozwolić się ponieść emocjom. Na początek wystarczy jej kupno zupełnie niepotrzebnej, pomarańczowej, szyfonowej chusty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie zaszła do butiku, żeby kupić sukienki, a do drugiego sklepu po parę sztuk bielizny i chciała wracać do apartamentu Rory'ego. Jednak odgłosy z placu skutecznie ją przyciągnęły. Chciała tylko zobaczyć co tam się dzieje. Może później namówi Eberarda? Nawet trochę ucieszyła się na tą myśl, ale potem ta radość opadła, bo doszła do wniosku, że ten nudziarz się nigdzie nie ruszy.
Ona za to podeszła do kramiku, gdzie sprzedawca zachwalał klientce jakąś chustę. Strasznie jej się spodobała satynowa w białym kolorze. Jednak szyfonowe były tańsze. Hmm...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 213
avatar
Matthew Feather
nicość --->

Matt nadal był zły. Zły na ten idiotyczny wymiar sprawiedliwości, przez który znalazł się w areszcie. Może nie był długo, ale jednak. Przez niekompetencje tego blondasa. A on im pomagał... Pomagał łapać tych cholernych, prawdziwych, przestępców. I tak mu się odpłacają... Jeszcze zostanie psychopatycznym mordercą i wtedy będą mieli prawdziwy problem.
Jak zwykle nienagannie ubrany, szwędał się po mieście. Mieszkaniec slumsów w stroju, którego nie powstydziłaby ta "bogatsza", obijająca się pół życia, część społeczeństwa. Zamyślony przeszedł najpierw do Drugiej Strefy, a później do Centrum.
Gdy w końcu wyrwał się z własnego świata, rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem po otoczeniu. Co on tu robił? Jeszcze chwilę temu był niedaleko tej nędznej czynszówki w której mieszkał. Podrapał się po brodzie...
Cóż, często tak bywało. Posłyszał dźwięki z Placu. A co tam! Pójdzie, zobaczy cóż tam się wyprawia.
Festyn... To już dzisiaj? Ciekawe.
Pałętał się między ludźmi z rękoma w kieszeniach i zanim się obejrzał znów wpadł w częsty u siebie stan głębokiego zamyślenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Wyciągnęła z niewielkiego, niedrogiego, ale eleganckiego portfelika te trzydzieści ril i zapłaciła sprzedawcy. Popatrzyła na Minnie, biorąc od mężczyzny pakuneczek.
- Myślę, że pasowałaby pani tamta, kremowa - wskazała jedną z szyfonowych chust widząc, że kobieta zastanawia się. Schowała swoją do torebki zastanawiając się, czy może powinna zabrać tutaj pana Marchanta. Żeby na moment przestał się zamartwiać i chodzić taki zasępiony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie spojrzała się na dziewczynę, którą już skusił sprzedawca.
-Tak pani uważa?-spytała się serdecznym tonem i popatrzyła się pytająco na sprzedawcę i podniosła kremową chustkę. W sumie kremowa była ładniejsza od białej. Ta miała takie śliczne, drobne obszycie. A wiadomo, że kobiety lubią takie ładne drobnostki.
-Jest śliczna...-obejrzała ją z drugiej strony.-Wie pan co, wezmę ją.-zdecydowała. Będzie jej pasowała do sukienki, którą miała w torbie przewieszonej na łokciu. Wyjęła portfelik, który chyba pamiętał lepsze czasy i zaczęła odliczać te kilka monet.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Jestem ciekawa wieczornych występów- zagadnęła dalej. Postanowiła to uznać za mały trening. Kontakt z ludźmi jest przecież bardzo ważny w pracy dziennikarza. A Lucy zwykle patrzyła na innych spode łba. Czas to zmienić.
w tej samej chwili podszedł do nich przebieraniec na szczudłach. Czerwono pomarańczowa peleryna lekko załopotała na wietrze. Barwna maska zasłaniała jego twarz. Pochylił się, by móc szepnąć Minnie kilka słów do ucha:
- Znam cię... - dawny klient? Przynajmniej był stosunkowo dyskretny. Lucy nie usłyszała co powiedział.
Młoda, zadurzona w swoim pracodawcy po uszy adeptka sztuk dziennikarskich uniosła minimalnie brwi. Pomyślała, że pewnie "zabuczał" jej towarzyszce nad głową, w ramach żartów, które robili wszyscy przebierańcy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie zapłaciła sprzedawcy i podziękowała za pakowanie. Wrzuciła chustkę do jednej z dwóch toreb. Popatrzyła się na dziewczynę. Chyba były w podobnym wieku. Prawdę mówiąc Minnie praktycznie nie miała koleżanek w swojej grupie wiekowej. Albo inaczej... Nie miała koleżanek prócz Evelin i Bety. A tamtych to już też raczej nie spotka.
-Ja też. W zeszłym roku było takie świetne przestawienie. Ciekawe czy w tym roku wymyślili coś co je przebije.-odparła z uśmiechem.
Wtedy podszedł do nich jeden z tych cudnych przebierańców. Jak się okazało cudowne było tylko przebranie, bo w środku krył się chyba ktoś o wiele mniej cudowny.
-Tak? To super.-spojrzała się na maskę, przez ułamek sekundy ciekawa kto się tam kryje. Pokręciła jednak głową i wróciła spojrzeniem do brunetki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Przebieraniec musiał być jednym z klientów Minnie. Byłych klientów, ponieważ teraz miała tylko jednego: Rory'ego. Lucy jednak pojęcia o prawdziwym, wyuczonym fachu Minnie nie miała.
- O, pamiętam - pokiwała głową z uśmiechem. Pamiętała również, jak jej znajomi z roku udali się którejś nocy na obrzeża, by świętować intensywniej niż w centrum. Lucy z nimi nie poszła, ponieważ była zbyt porządna na takie spędy. Takie przynajmniej miała o sobie mniemanie. - Kto wie? Co roku coś wymyślają.
Zaczęła zastanawiać się, czy nie wypadałoby się przedstawić. Dla zaciśnięcia więzi, może zyskania dłuższej znajomości.- Jestem Lucy - wypaliła w końcu.
- Wpadnę wieczorem - powiedział jeszcze przebieraniec, zanim odszedł. Chyba nie wiedział, że Dickens-Pie już nie pracuje u Laury.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Nie nawidziła tych wypraw do ratusza. Formalności, zezwolenia i cały dzień spędzony na użeraniu się z otyłymi urzędniczkami. Nie żeby Beth miłą coś do grubych ludzi ale jakąś taką dziwną zależność zauważyła, że im bardziej otyła urzędniczka tym większy wąs miała i tym trudniej było u niej coś załatwić.
Drogę do domu chciała sobie skrócić i postanowiła pójść przez plac przy czym trafiła na jarmark o którym zupełnie zapomniała. W przeciwnym wypadku pewnie by tu nie zajrzała bo co to za przyjemność samej błąkać się wśród straganów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 213
avatar
Matthew Feather
Rozmyślał nad czymś tak intensywnie, że w końcu zapętlił się w odmętach własnego umysłu i zapomniał o czym myślał. Dziwne uczucie pustki w głowie, na chwilę stało się najważniejszą rzeczą w życiu Matt'a. A więc to tak czują się głupi ludzie... Nic w głowie nie mają. Brr...
Wsadził ręce głębiej do kieszeni marynarki. Czarna jak noc. Czarna jak spalony Francis.
Myślał, bo cóż innego mógł tu robić. Nie zwracał uwagi na tłumy ludzi wszelakich, omijał ich jakby byli zjawami. Raz zaczepił go jakiś pijak, ale wyperswadował mu, że nie, nie da dyszki na "parę piwek".
Myślał o sobie. O pracy, o domu, o tej melinie którą zwie domem, pfu. Jak to się stało, że ci ignoranci mieszkają w luksusowych apartamentach, a on, biedak, musi się ściskać w nędznej czynszówce?
Gdy rozmyślał nad tym jak smutnym jest człowiekiem, wpadł na jakąś kobietę. Uniósł ręce w geście, co złego to nie Matt i...
- To nie ja, panie władzo. - powiedział z przekonaniem. Dopiero teraz przypomniał sobie, gdzie i czemu, jest. Bynajmniej nie był w areszcie, a to bynajmniej nie był Kapitan Ziggurat. Napakowany blond policjant bez mózgu. - Znaczy... Przepraszam. - tym razem spojrzał na nią, całkiem przytomnym jak na myśliciela wzrokiem i uśmiechnął się do niej lekko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Na chwilę zatrzymała się przy tych satynowych chustach szukając jakiejś ładnej kolorowej. Pomyślała, że to byłby doskonały prezent dla Nainy. Ciekawe czy przyjaciółce by się podobała. Zresztą przecież wcale nie jest wykluczone, że pan Red zabierze ją tutaj i na ten przykład sam jej coś ładnego kupi.
Trochę się jej przykro zrobiło jak sobie o tym przypomniała bo uświadamiało jej to, że ona na coś takiego nie może już liczyć. Nie będzie nikogo kto by się leciutko podśmiewał z jej entuzjazmu, którym wcześniej darzyła takie imprezy.
Odwróciła się od straganu i prawie ktoś ją staranował. Zadarła głowę do góry i na jej twarzy odmalował się wyraz zaskoczenia. Mężczyzna musiał być chyba naprawdę bardzo zamyślony skoro wziął ją za policjanta. Właściwie to przypomniał jej, że powinna udać się na posterunek i zapytać o przebieg śledztwa.
- Nic się nie stało.- odparł zgodnie z prawdą, bo utrzymał równowagę i jej pupa nie spotkała się z twardym gruntem.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Plac
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 18Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 18  Next
 Similar topics
-
» Plac zabaw nieopodal głównej ulicy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-