IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Nathan Lamp

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
First topic message reminder :

Małe mieszkanie Nathan Lamp
Mieszkanie ma dwa pokoje, kuchnię i łazienkę.
Sprzęty:
- mała kuchnia węglowa
- duży bojler
- żelazko
- chłodziarka z eterem
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Tak ja to dokończę - rzucił, w końcu uporał się z bandażem, wyglądało to jak wyglądało, krew na podłogę się nie lała.
- Proszę to przemyśleć... - rzucił po chwili milczenia - proszę nie odrzuca tego od razu, to jest jakieś wyjście, nie dla mnie nie dla pani ale dla niej - spojrzał na drzwi sypialni które Kendra zamknęła za sobą. Miał nadzieje że nie płacze znowu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Nie sądzę, żeby była zadowolona z takiego rozwiązania. I tak zrobi co chce - pokręciła głową, wyrzuciła do śmieci szkło i otrzepała dłonie do zlewu. Poprawiła spódnicę, rękawy koszuli.
- Pójdę się z nią pożegnać. Dziękuję, że się pan nią zajął - rzuciła do Nathana.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Ona wie że na tą chwilę to jedyne wyjście, jedyne mimo że może głupie, chociaż ja tak nie uważam to najrozsądniejsze - zamyślił się.
- Proszę iść, zostawię was - westchnął lekko - Kendra ma klucze. dodał po czym ruszył do drzwi. Nie oglądał się. Oświadczyny miał za sobą, trzeba było zarezerwować termin w ratuszu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Oświadczyny nie zostaly przyjęte!
Naina nie myślała na chwilę obecną o tym, że będzie nieszczęsliwa do konca zycia z mężczyzną, którego nawet nie zna. Myślała o tym, że to nie jest rozwiązanie. Że małżeństwo powinno łączyć dwie osoby tylko z miłości. I na pewno da się to jakoś inaczej rozwiązać.
Zaszła do Kendry i usiadła na skraju jej łóżka, gładząc dziewczynkę po głowie. Pochyliła się i cmoknęła ją w rozpalone czoło. Nie chciala jej teraz budzić. Na stoliku obok stała woda, to dobrze. Podniosła się i wyszła z pokoju, potem do drzwi wyjsciowych które za sobą starannie i po cichu zamknęła, bo Lamb chyba wyszedł.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Nie widział jak Naina się żegnała z Kendrą. Wyszedł z kamienicy, a potem zapalił. Musiał. Jeszcze dzisiaj zamierzał się napić.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
---> Posterunek.

Ciche dni wciąż trwały krótkie wymiany zdań. Ale rozmowy i dialogu niewiele. Wszedł do mieszkania, zdjął kapelusz, odwiesił go na wieszaku po czym wszedł do salonu zdejmując marynarkę.
- Cześć - rzucił w głąb mieszkania, nie wiedział czy Sylvia jest. Było dość wcześnie. Mogła jeszcze być. Ostatnimi czasy przychodził znacznie później. Dzisiaj tak nie było.
Rzucił na kanapę marynarkę i poszedł do sypialni. Jeśli w dwóch priorytetowych miejscach w domu dla kobiety, jej nie ma w nich znaczy jest w łazience. Oczywiście chodziło o kuchnię i sypialnię. Bo gdzieżby indziej miejsce kobiety?!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Powoli dochodziło do momentu, kiedy, mimo że Sylvia jakimś tam uczuciem Lamba darzyła, to bywało ze miała go zwyczajnie dość.  Ostatni okres właśnie taki był. Tylko ze względu na Kendrę jeszcze tu siedziała. Kendrę która znowu gdzieś zniknęła, choć o to Valmount się nie martwila, zawsze wracała bez zbędnego gadania.
- Cześć. - odezwała się dopiero po paru minutach, wychodząc z łazienki w spodniach, staniku i z wilgotnymi włosami. - Masz jedzenie w kuchni. Ja za pół godziny idę do Paradise. - dodała wchodzac do sypialni i wyciągając z szafy swoją koszulę. Rzucała mu krótkie informacje, w dodatku dość suchym tonem. Odwrócona do niego tylem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
No tak obowiązki kobiety wypełnione do połowy. Spojrzał mimochodem na kuchnie jednak zaraz przeniósł wzrok na Sylvię. Gdyby słyszał jej myśli zapewne potwierdził by to. Wszyscy mieli go dość, włącznie z samym sobą.
Atmosfera była nie do zniesienia. Dlatego skrzywił się lekko, doskonale wiedział i zdawał sobie sprawę że on jest tego główną przyczyną. Chwilę myślał zastanawiając się który nóż wbić najpierw ten o Nainie czy ten o Lombardzie.
- Wiesz co rzucił - opierając się o framugę drzwi w sypialni - może wzięła byś na dzisiaj wolne, wyszli byśmy gdzieś razem?
Pytanie było trochę z innej beczki.
- Pobylibyśmy trochę sami, w śród ludzi... po prostu gdzieś, aby razem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Właśnie patrzyła czy ma czystą tą białą koszulę, kiedy Lamb rzucił propozycją randki. Chory był? Jarał coś? Zatruł się czymś?
Odwróciła do niego głowę z nieco uniesionymi brwiami ze zdziwienia.
- Mogę zadzwonić, że nie przyjdę.
James ją zjebie, ale coz. Zycie. Odpracuje godziny.
- Gdzie chcesz iść?
Nawet nie miała ochoty mówić, że nie. Jeszcze by nie daj Boże znowu się poklocili. A na co to komu?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Wzruszył ramionami, było mu bez różnicy.
- Gdziekolwiek, Confiteror, teatr, kino... - zaczął wymieniać.
Był nad wyraz spokojny, nie zamierzał się przed nią żalić użalać nad swoim marnym czarnym losem. Miał go w dupie. Teraz i wyłącznie myślał o Sylvi. Nie zmącone niczym myśli.
- W Confiteorze mógłby zagrać ci coś na fortepianie - rzucił dość nie oczekiwanie. Dawno tego nie robił, przecież przy tym się relaksował uspokajał. Jak za dobrych lat. Przecież po to chodził do Faye
- Wiesz jak bym nie był gliną grał bym na fortepianie... - rzucił trochę zamyślony. Tak też myślał by wszystko rzucić. Niestety nie mógł. Wsiąkł w ten syf że już nie było możliwości wykręcenia go stamtąd.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Mówił jej kiedyś, że potrafi grać, chociaż w sumie nigdy nie słyszała.
- To możemy iść do Confiteoru. - zgodziła się. Zajrzała w szafę. No w spodniach tam nie pójdzie. - Zagrasz dla mnie? - uśmiechnęła się kącikiem ust, wyciągając zwykłą, czarna sukienkę. - No proszę.
Nie dopowiedziała o co jej chodzi. Może to miała być mała ironia, że Lamb próbuje być romantyczny.
Ściągnęła spodnie i wsunęła przez głowę sukienkę. Spojrzała się na niego pytająco. Podoba Ci się mężczyzno czy nie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Stał w milczeniu póki nie ubrała sukienki. Tak przyglądał się jej, ale nie łakomie jak wygłodniały wilk. Po prostu Sylvia była ładną kobietą. Jakby w tym momencie ponownie zdał sobie z tego sprawę. Uśmiechnął się.
- Powinnaś częściej chodzić w sukienkach - rzucił. Dopiero teraz oderwał się od futryny którą tak mocno podpierał.
- Wezmę szybki prysznic i możemy iść - rzucił po czym ruszył w kierunku łazienki. Oparł się o krawędź zlewozmywaka i chwilę przyglądał własnemu odbiciu. Parę minut później szum wody, kilkuminutowy prysznic i wykąpany Lamb, czyściutki i pachnący jak murzynek Bambo.
Wrócił w samych spodniach do sypialni. Z szafy wyciągnął czystą koszulę, założył ją na nią, szelki z bronią i wyjściową marynarkę.
- Myślisz że pozwolą mi zagrać? - zapytał po czym zaczął wiązać krawat.
Kilkanaście minut później Lamb był gotowy do wyjścia. Czekał na Sylvie oparty o krawędź stołu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
- Może zacznę. - uśmiechnęła się słabo. Kiwnęła głową i jak poszedł się myć to ona zadzwoniła do Paradise. Założyła buty na obcasie i srebrny łańcuszek. Zostawiła rozpuszczone włosy.
- Myślę, że tak. - powiedziała, obserwując jak zawiązuje krawat. Podeszła jeszcze do niego i poprawiła mu kołnierzyk. Popatrzyła mu w oczy, nic nie mówiąc. Odeszła na krok.
- To chodź.

Zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
----> Chimera

Lekko podchmieleni winem, najedzeni i w dobrych humor ach wrócili do domu. Kendry jeszcze nie było.
- Mam nadzieję, że wróci do dziesiątej. - mruknęła tylko, ściągając obcasy. Raczej nie martwila się o dziewczynę. Wracała do domu jak kot. Dziwna była w tym mieszkaniu sytuacja, ale... chyba lepiej się nad tym nie zastanawiac.
- Ale skoro jej jeszcze nie ma... - odwróciła się do Nathana, żeby sprzedać mu namiętnego całusa - Dziękuję za dzisiejszy wieczór. Ciesze się, że wyszliśmy we dwoje. - odpieła mu guziki przy kołnierzyku. Uśmiechała się z tym charakterystycznym błyskiem w oku, dzikiej kotki przygotowującej się do ataku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Uśmiechnął się jedynie na jej słowa. Potem chyba za wiele nawet nie musiał mówić. Tak wino zdecydowanie pozwoliło zapomnieć o kilku problemach które siedzieli w ich głowach zarówno w Lamba jak i Sylvi. Problemy ich własne i te wspólne.
- To co…? – zapytał trochę figlarnie poddając się pieszczotom dziewczyny. O nie Lamb nie zamierzał z nich rezygnować. Dał krok do przodu potem kolejny i kolejny pocałunkami wabiąc dziewczynę prosto do sypialni.
Cóż jego pocałunki i dalsze działania ewidentnie świadczyły że Lamb tęsknił. Cholernie tęsknił za Sylvią. Mimo wszystko nie spieszył się z niczym. Pełen szacunek dla kobiety która stała przednim. Jeszcze stała.
- Ja też dziękuję – wyszeptał jej tuż przy uchu miedzy pocałunkami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Oboje za sobą bardzo tęsknili. Kłótnie oddalały ich od siebie, a po takim czasie spędzonym razem połączyło ich przywiązanie. Dlatego tęsknota była silna i zazwyczaj objawiała się w namiętności. 
- No coś mówiłeś o odpakowywaniu cukierków. - uśmiechnęła się nieco rozbawiona, rozpinając mu pomiędzy pocałunkami kolejne guziki koszuli. Zsunęła ją mężczyźnie z ramion, przesuwając dłońmi po mięśniach, zaplotła na szyi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Nie to ty miałaś być cukierkiem... - rzucił z uśmiechem w końcu zacisną swoje czarne pięści na czarnym materiale sukienki i uniósł go lekko do góry. Lamb miał świetną dziewczynę, nawet klika blizn na ciele dodawało jej uroku. Zapewne każda z nich miała jakąś historię. Zamknął nogą drzwi a dłonią przekręcił klucz. Tak przypomniał sobie o małej wścibskiej ale kochanej Kendrze.
Lamb się uśmiechnął po czym zaczął nucić cicho niemal szeptem.
Choć papierków po cukierkach
Tu i ówdzie ślad
Marzy ci się bombonierka
Taka jak ja
Niby nic, a jednak zerkasz
Jak się dostać do pudełka
Odkryć tajemnicę słodką
Delikatnie zdjąć złotko

Uniósł sukienkę jeszcze wyżej a w końcu zrzucił ją z kobiety. Wszystko wyglądało tak jakby to był ich pierwszy raz, jakby nigdy wcześniej nie widzieli swojego ciała. Każdy centymetr musiał być dopieszczony.
Gdy jej włosy rozlały się na łóżko i pościeli Lamb szeptem kontynuował swoja piosenkę.
Choć papierków po cukierkach
Ślad i tam i tu
Marzy ci się bombonierka
Istny cud
Żeby tak nasycić się
Ale wciąż w zapasie mieć
I rozgryzać tę zagadkę
Tę zagadkę
Po ostatnią czekoladkę...
.
Mieli czas. Mieli tylko dzisiaj go dla siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Wino najwidoczniej uderzyło Lambowi do głowy, skoro zaczął jej tu szeptem nucić piosenkę. Nie żeby jej to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Ten romantyzm czasami się między nimi przydawał. Sylvia, mimo że była twardą babką i tak chciała być postrzegana, potrzebowała czasami czułości męskich dloni. Zwłaszcza tych, które ją szanowały. A to się czuło, w sposobie dotykania. Nie brał ją tylko dlatego, że była jego. Tutaj było coś więcej. 
Pozwoliła ściągnąć z siebie sukienkę, położyła się na łóżku. Na jej twarzy pojawił się ten czuły uśmiech, który był zarezerwowany dla niego. Rzadko go widział, ale teraz... cóż. Rozpakowywanie czekoladki miało znaczenie. W końcu Sylvia mogła smakować ust mężczyzny, które były w tym samym kolorze co czekolada. Całując dotykała jego policzków, rozkoszyjąc się bliskością. Chyba jak nigdy przedtem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
To było jak pierwszy i ostatni raz, jak gorące przywitanie i jeszcze gorętsze pożegnanie. Jak było? A kto to wiedział. Zarówno Sylvia jak i Lamb miał wrogów. Cisnęło go w środku. Kłótnie, ciche dni z Sylvią tylko potęgowały jego strach przed utratą tego co dawała mu kobieta. A dawała wiele. Nie tylko fizyczne zaspokojenie ale i wewnętrzny spokój. Oddać siebie dla niej było dla niego ważna rzeczą. Korzystał z tej chwili która mogła się prędko nie powtórzyć.
W oczach miał spokój opanowanie, radość. Doskonale wiedział co robił, wszystko było niemal idealne. Patrzył w oczy partnerki jak w książkę w której czytał wszystko o niej. Nikt ich nie gonił, nie spadali w dół ze stromej skały. Bardziej się unosili chociaż Lamb tym razem nie miał skrzydeł. No może spadochron w postaci prezerwatywy.
Każdy oddech, wdech i wydech równomierny i niechaotyczny. Niczym mistycyzm, niczym nawiedzenie świątyni. Spokój, cisza dwojga kochanków.
Lam nie wiedział na ile byli kochankami, na ile parą na ile wrogami. Nie potrafił tego w normalny sposób wyjaśnić. Sylvia po prostu była, to było dla niego wystarczające, była i czuł to. Ona zapewne też.
Tylko na ułamek sekundy przymknął oczy by znowu je otworzyć i czekać na nią wciąż podążając w tym samym znanym tylko sobie kierunku. Spełnieniem które było w tym momencie najistotniejsze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia zapewne nie podejrzewała jak bardzo Nathan obawia się, że ją straci. To wszyscy co przeżywali było jednocześnie tak bardzo codzienne, to wspólne życie, a i tez nie do pomyślenia. Jakby nie było realne. Jakby był to rozdział, który miał się nigdy nie znaleźć w książce, a przez przypadek trafił do druku. 
Tylko czy jeżeli Sylvia by teraz odeszła, gdyby to wszystko przekreśliła... co by jej zostało? Wydawało się, że jedynie pustka. Przyjaciele byli daleko, mieli swoje problemy, a Nathan... w tej chwili mogła śmiało powiedzieć, że był najważniejsza osobą w jej życiu. I nigdy nikomu się nie przyznawała do tego, ale rankiem, kiedy budziła się wcześniej od niego, lubiła poleżeć i obserwować jego spokojny oddech. Popatrzeć przez chwile jak Nathan śpi i cieszyć, że ma przy kim się budzić.
Nawet jeżeli w trakcie dnia zdażały się kłótnie to nocami w łóżku byli zgrani ze sobą idealnie. Dopasowani jak właściwe elementy rozpędzonej maszyny. Napędzające się nawzajem tłoki, mokre i szybkie. Pod sam koniec przyspieszając. Zamknięte oczy, palce wbijające się w ciało, krople płotu spływające po skroniach, mokre, spragnione usta. Wszystko razem stworzyło mieszankę, która zaskutkowała gorącym i mocnym wybuchem. Ciała jeszcze chwile były złączone ze sobą by po chwili odsunąć się. Sylvia nie była typem, który lubił się wylać w drugą osobą po seksie. Jednak szukała dotyku, choć było to czasami tylko muskanie dłoni końcówkami palców, bądź nogi stykające się gdzieś na wysokości łydek. 
Teraz leżała uśmiechnięta, na plecach, szukając dłoni mężczyzny, by w końcu położyć palce na jego nadgarstku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
To było dobre pomyślał Lamb i siódmego dnia stwierdził że musi odpocząć. Gdy oddech mu się uspokoił wstał z łózka by podejść do okna. Wcześniej zabrał ze sobą papierosy. Odpalił jednego z nich i uchylił okno.
Czy myślał o czymś może trochę. Może o tym i co dalej.
- Pójdę się wykąpać - rzucił krótko zaciągnął się dwa razy papierosem po czym odłoży papierosa i po chwili zniknął w łazience. Nie było go może kilka, do kilkunastu minut, a gdy wrócił położył się koło Sylvi opierając głowę na dłoni. Czuł się w tym momencie jak mały bezradny chłopiec który nie umie rozwiązać problemu. Nie wiedział jak i w którą stronę to ma iść.
Mrok wciąż wypełniał pokój, tylko niewielka ilość światła z ulic wpadała przez szczelinę w oknie. Wystarczyło to by widzieć Sylvię, jej kształty, kontury jej nagiego ciała.
- Nie chce byś gdziekolwiek jechała - rzucił szeptem. potem położył głowę na poduszkę i już nic nie mówił. Może zasnął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Nie wstawała, obróciła się jedynie na bok. Obserwowała mężczyznę swoimi ciemnymi oczami. Nic nie mówiła, jedynie usiadła na łóżku, kiedy wyszedł i sama zapaliła. Nie myślała o niczym konkretnym. Może o tym, że jest jej dobrze. Spaliła i położyła się znów na boku, od pasa była przykryta lekkim kocem.
Kiedy wrócił,  przysunęła się bliżej. Delikatnie się uśmiechnęła. Położyła mu głowę na klatce piersiowej i przytuliła. 
- A ja nie chce cię stracić. - powiedziała cicho. To chyba znaczyło,  że nie wyjedzie. Zamknęła oczy i pewnie jeżeli Nathan nie pociągnął rozmowy to zasnęła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Obudził się rano. Sylvia spałą. On po cichu wysunął się z łóżka. I wyszedł z sypialni. Prosto do łazienki. Lamb chyba miał rozwolnienie! Ubrał się i przemknął do kuchni. Kendra spała na kanapie, poprawił jej po drodze koc. Potem przygotował śniadanie. Tak zdążył wyskoczyć do sklepu po świeże pieczywo, mleko i poranną prasę.
Chwilę ją przeglądał po czym zabrał się za śniadanie. Po krótkim czasie po kuchni rozniósł się zapach gorącego kakao, świeżego pieczywa i masła orzechowego.
Hm przez ułamek sekundy zaczął sie zastanawiać czy mógłby być normalną rodziną. Nie mogli. Byli patologią w najczystszej postaci. On, Sylvia i Kendra.
- Kurwa - mruknął cicho do swoich myśli - jak to kurwa możliwe - pokręcił przecząco głową po czym schował twarz w dłonie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia obudziła się jakiś czas po Nathanie. Możliwe, że to te zapachy ją obudziły. Podniosła się na łóżku i poszła do kuchni. Stanęła w progu w szlafroku. Włosy miała nieco rozczochrane, oczy zaspane. Popatrzyła się na Lamba, podeszła bliżej i dotknęła jego rąk.
- Dzień dobry. - szepnęła, odciągając dłonie mężczyzny od jego twarzy. - Co jest?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Nic - rzucił krótko, nawet uśmiechnął się lekko - śniadanie zrobiłem - spojrzał na kubki i talerz.
- Wczorajszy wieczór bardzo mi się podobał i zastanawiałem się czy jest możliwe żyć normalnie iść rano do pracy, pracować osiem godzin, wracać do domu spędzać czas z rodziną i tak w kółko, eh... smacznego, kakao pędzie zimne... - dodał z uśmiechem. Co miał jej powiedzieć, ze im dłużej to trwało to tym bardziej bał się o nią i o Kendrę. Tym bardziej się to wszystko skomplikowało. Pozwolił na zbyt bliskie podejście do siebie i tak samo zbyt blisko podszedł do nich. Miał przejebane i one mogły mieć z jego powodu. Czuł to w kościach.
- Bycie skurwysynem jest łatwiejsze.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Nathan Lamp
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22, 23  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa :: Dzielnica 1-