IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kancelaria Prawnicza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Benjamin podniósł wzrok znad leżących na biurku dokumentów i zamrugał oczami. Cholera, jak tak dalej pójdzie to oślepnie od tych papierzysk. Potarł oczy grzbietami dłoni i odchylił się na krześle. Głośno tykający zegar, stojący w rogu gabinetu wskazywał, że za kilka minut wybije północ, idealna godzina dla upiorów, prostytutek, młodych poetów i prawników bez życia osobistego. Stojąca na biurku lampka była jedynym źródłem światła w pomieszczeniu, Benjaminowi nie chciało się wstać i postarać się o lepsze oświetlenie. W żółtej plamie rozlanej na biurku przez żarówkę znajdowała się sprawczyni jego dzisiejszej, nieprzespanej nocy, teczka z aktami jego nowego klienta. I to nie byle jakiego. Urzędnik miejski oskarżony o przekręty i nadużycia. Sprawa okazała się dość skomplikowana i czasochłonna, ale gra była warta świeczki. Poza sowitym wynagrodzeniem w grę wchodziła przecież wdzięczność mężczyzny, a nie ma nic lepszego niż wdzięczność człowieka, który doskonale rozumie, że nie ma nic atrakcyjnego w byciu urzędnikiem miejskim, jeżeli nie można od czasu do czasu sobie nadużyć.
Benjamin zerwał się gwałtownie z fotela i wykonał kilka szybkich okrążeń wokół pokoju, poruszając przy tym napiętymi mięśniami karku i ramion. Pomyślał, że jeżeli chce jutro być w formie, to powinien zacząć zbierać się do domu. Czekała go przecież wyprawa do drugiej strefy, co było meczące irytujące. Mieszkanie w pierwszej strefie, tak, kiedyś na pewno odbierze klucze do takiego. Na razie omiótł wzrokiem gabinet, zastawiając się, dlaczego właściwie nie miałby wstawić tutaj kanapy. To byłoby niezwykle przydatne w wyjątkowo absorbujących przypadkach. Już teraz trzymał w kancelarii garnitur na zmianę. To byłby tylko jeden malutki kroczek dalej.
Benjamin skrzywił się, słysząc w głowie głos ojca. Praca to nie wszystko, Ben. Mężczyzna westchnął, podszedł do biurka, zabezpieczył dokumenty i zgasił lampkę.
- Dobranoc - rzucił wesoło, zamykając drzwi, chociaż nikt nie mógł go usłyszeć. Wszyscy już dawno byli w domach - Kolejna przeurocza, zasrana dobra-noc w Zigguracie.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 46
avatar
Greg "Big Bo" Bodiana
Big Bo dostał pracę w kopalni, ale korzystając z wizyty w Centrum postanowił spróbować spełnić marzenie swoich rodziców. Oni zawsze chcieli mieć dziecko prawnika. Niestety dobre wyniki z wychowania fizycznego nie były wystarczające, aby zacząć karierę prawnika. Zresztą do tej pory liczył się tylko sport.

A teraz? Kancelaria blisko ratusza- to znak. Plan przygotowany, gadka ułożona.

To moja życiowa szansa, obym czegoś nie rozwalił po drodze, obym znów czegoś nie przeoczył. Powoli. Pełna koncentracja

Greg wszedł spokojnie, ucieszył się, że na wejściu nie spotkał nikogo w recepcji, więc podszedł do pierwszego człowieka wyglądającego na ważniaka. Nie czuł się od niego gorszy, choć na pewno gorzej od niego pachniał.

- Dzień dobry, nazywam się Big Bo, yyyyyyy, znaczy Greg Bodiana. Pomyślałem, że może byliby państwo zainteresowani zatrudnieniem mnie na stanowisku windykatora i wykonawcy wyroków. Prawo jest prawem, ale jego wykonywanie to zawsze inna sprawa. A ja potrafię być przekonujący, na pewno stanowiłbym cenny nabytek, potrafiłbym przekonać każdego, że opłaca mu się wykonać wyrok korzystny dla klienta kancelarii. Byłem zapaśnikiem, może słyszeli państwo o moich sukcesach sportowych, ale zawsze interesowałem się prawem, proszę przemyśleć moją kandydaturę.

Proszę, proszę, proszę...
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Grubawy jegomość z niezbyt staranną pożyczką, który przechodził właśnie korytarzem, spojrzał na Grega z lekkim obrzydzeniem.
- A ty czego tu szukasz, co? - spytał nieuprzejmie, ponieważ nie słyszał, co wcześniej mówił Bodiana. - Na jałmużnę nie licz i spieprzaj stąd w podskokach, bo cię każę wyrzucić! -ryknął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 46
avatar
Greg "Big Bo" Bodiana
Greg uśmiechnął się pod nosem. Czy ten spocony grubas mu grozi użyciem siły fizycznej? Zabawne

Greg jednak był przygotowany na taką reakcje. W domu sporządził kilkanaście odręcznych kopii czegoś co ludzie w innych równoległych światach zwykli nazywać listami motywacyjnymi.

Powtórzył swoją kwestie, przesunął spaślaka i położył na biurkach w kancelarii swoją propozycję współpracy. Może kogoś to zainteresuje. Swój adres podał.

Widać, że bym się tu przydał. Nawet pilnując lokalu przed takimi akwizytorami jak ja.- pomyślał Big Bo.

Nie tracąc jednak więcej czasu rano ruszył na targ.

zt->targ
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Ben szybkim krokiem wszedł do kancelarii i rzucając kilka zdawkowych "Dzień dobry" zamknął się w swoim gabinecie. Odłożył na biurko dzisiejszą korespondencję i otworzył na oścież okno wpuszczając do środka świeże powietrze. Czy raczej powietrze. W mieście węgla i pyłu nawet centrum miasta nie było wolne od wpływu kopalni. Trant zasiadł za biurkiem i zaczął szybko przeglądać listy. Spieszył się na poranną rozprawę w ratuszu. Spojrzał w kalendarz, żeby upewnić się co do godziny i przedmiotu sprawy. Pobicie, oskarżała młoda pani prokurator. Łatwizna. Tak naprawdę zabawa w sądzie zaczynała się dopiero, gdy po przeciwnej stronie głos zabierał Michaels. Ten stary świr miał niezłe gadane. Benjamin odłożył listy i zaczął zbierać się do wyjścia, kiedy na biurku zobaczył niezbyt schludnie wyglądającą kartkę z odręcznym pismem. List z pogróżkami? Hmmm... Benjamin wziął kartkę do ręki i z kpiącym uśmiechem przeczytał jej treść.
- Windykator - zaśmiał się - doprawdy.
Trant nie potrzebował windykatora, więc w pierwszym odruchu zmiął kartkę i wrzucił ją do kosza. Po chwili jednak schylił się i wyjął ją z powrotem, rozprostowując.
- To może być ciekawe - mruknął do siebie, wyciągając czysty arkusz papieru i szybko kreśląc odpowiedź. A teraz do ratusza.

/ratusz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 46
avatar
Greg "Big Bo" Bodiana
Greg cieszył się, że jego pismo zrobiło na kimś wrażenie i został zaproszony ponownie. Po nieprzyjemnej sytuacji na targu miał też kolejny powód, aby spotkać się z prawnikiem. Bał się tylko tego, że jego wygląd nigdy mu nie pomógł, a Trant nigdy go nie widział.

Big Bo wszedł jednak do Kancelarii pewnie i pokazując list zwrócił się do pierwszej napotkanej osoby czynnej w lokalu.

-Dzień dobry, jestem umówiony z panem Trantem.

edit: Usłyszawszy o urlopie prawnika Big Bo zapragnął zakosztować czegoś nowego. ZT -> Brama Południowa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Ciekawe czemu tak ciężko ludziom przychodzi uczestniczyć w życiu prawniczych hierarchii. Może dlatego, że wiąże się ono samoistnie z wykłócaniem między jedną, a drugą stroną, a może nawet wysokimi cenami za usługę. Ethelbert Gerald Ashdown... Ponoć Trant nie był w tym momencie dostępny, a sytuacja wymagała niemal natychmiastowej reakcji. Marchant nie myśląc za wiele, wsiadł w automobil i stawił się pod kancelarią prawniczą odnajdując odpowiednie nazwisko. Wczorajszego wieczoru wykonał telefon umawiając się z jegomościem na poranną godzinę. Stojąc przy drzwiach, zapukał. Cały w nerwach, ale jednak starając się opanować dotykał mankietów przy koszuli. Najpierw jedną rękę, później drugą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 49
avatar
Ethelbert Gerald Ashdown
Ethelbert jak zwykle spokojnie siedział za swoim potężnym biurkiem, z uwagą wczytując się w akta jednej ze spraw, którą właśnie prowadził. Uśmiechał się pod nosem, gdy patrzył na listę dowodów winy jego klienta. Ach, naprawdę, niewiele trzeba, by go wybronić, a czyn przecież popełnił!
Słysząc pukanie, odłożył papiery na równy stosik po swojej prawej ręce.
- Proszę! - zawołał, wkładając z powrotem okulary do kieszeni kamizelki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Marchant miał już odchodzić, może usiąść na krześle, lecz usłyszał głos prawnika. Bez wahania nacisnął na klamkę i wszedł do środka witając mężczyznę z kiwnięciem głową.
- Panie Ashdown, witam. Moje nazwisko Marchant, rozmawiałem z panem wczoraj. - powiedział podchodząc kilka kroków do przodu. - Prośba o prowadzenie sprawy mojej siostry, bezzasadnie oskarżonej o przestępstwo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 49
avatar
Ethelbert Gerald Ashdown
Wstał, jak na dżentelmena przystało, gdy gość wchodził do jego gabinetu. Uśmiechnął się nawet, a co, miał dobry humor, to mógł.
- Dzień dobry - przywitał się i wskazał stojące po drugiej stronie biurka krzesło. - Proszę spocząć.
Sam opadł na swój fotel i położył dłonie na blacie, idealnie równolegle do siebie.
- Plotki szybko się rozchodzą, panie Marchant, w szczególności, gdy nieszczęście spotyka kogoś znanego - powiedział łagodnie i znów się uśmiechnął, mrużąc oczy. - Pańska siostra została oskarżona o zabójstwo z premedytacją, a to nie byle jakie przestępstwo. To najstraszliwsza ze zbrodni - dodał po chwili, zniżając głos.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Aby wyjaśnić tę niedorzeczną sytuację... - pozwolił sobie usiąść kiedy tylko zostało mu to polecone. - ...dlatego potrzebuje dobrego prawnika. Zostały postawione zarzuty, ale moim zdaniem została oskarżona na podstawie zwykłych spekulacji.
Rozpiął guzik marynarki, poprawił się na swoim siedzeniu. Mimika mówi wszystko, a gesty dopełniają człowieka. Siedzący na fotelu przed Ashdownem redaktor naczelny Kroniki nie był w tym momencie spokojny. Myśli raczej rozbiegane. Dopiero co wrócił do realnego świata, a znów coś zaczyna go wpychać w inne miejsce.
- Snucie przypuszczeń. Nie sądzę, aby moja siostra miała postąpić w tak głupi sposób. - Dzień po wystawie. A przecież śpiewa lepiej!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 49
avatar
Ethelbert Gerald Ashdown
Westchnął i pokręcił głową. Jak na razie za mało wiedział o tej sprawie, by wyrobić sobie jakiekolwiek zdanie. Zajęcia miał aż nadto, więc nie był tak znowu wyrywny do brania kolejnego zlecenia. A gdzie czas na ziółka!
- Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale z punktu widzenia prawa nie jest istotne to, czy dopuściła się tego czynu, ale czy dowody zebrane przez śledczych i prokuraturę poświadczają jej winę - powiedział po chwili. - Jeśli są silne, a zeznania świadków jednoznaczne i nie do podważenia, to niewiele można zrobić. - Zrobił krótką pauzę, by się zastanowić.
- Zróbmy tak - podjął. - Przyjrzę się tej sprawie i wtedy zadecyduję, czy warto marnować mój czas i pańskie pieniądze.
Nie zwykł brać spraw beznadziejnych, a ta na taką wyglądała, niestety.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Zamilkł słuchając słów prawnika. Z każdą chwilą zaczynał rozumieć, że nie kierował się czystym rozsądkiem, ale dobrem własnej siostry. Musiał raczej uspokoić się i zastanowić.
Przechylił się w prawą stronę opierając rękę na podłokietniku. Dotknął brody, która wymagała już chyba zadbania, przeniósł wzrok na stosy papierów, które mecenas Ashdown miał ułożone na biurku.
- Jeśli zdobędę dowody dla sprawy, przyjrzy się pan temu przychylniej? - Był dziennikarzem. Nie byle jakim. Chociaż wyklucza go spowinowacenie z oskarżoną, może przecież wstawić się w jej obronie. Spojrzał w tym momencie na prawnika.
- Będę zobowiązany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 49
avatar
Ethelbert Gerald Ashdown
Hm, propozycja nader kusząca. Co prawda w sądzie to on będzie świecił oczami, gdyby coś jednak nie wyszło, ale przecież nikt mu nie zabroni w razie czego wycofać się tuż przed rozprawą.
- To naprawdę rozsądna propozycja, panie Marchant - powiedział po dłuższej chwili zastanowienia. - Tak, tak, bardzo rozsądna. - Pokiwał głową. - Jest pan dziennikarzem, podejrzewam, że ma pan o wiele więcej możliwości niż ja. - Spojrzał na Henry'ego porozumiewawczo, po czym uśmiechnął się przyjaźnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Musiał mieć jakiegoś reprezentanta, a Ashdown był jedynym możliwym i jednym z najlepszych w swoim fachu. Marchant kiwnął głową i wstał ze swojego miejsca. Podał mężczyźnie rękę i oznajmił, że niedługo się z nim skontaktuje. Czy to w sprawie dowodów czy to w sprawie pieniędzy.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
/plac, kilka dni potem

Udała się do kancelarii, stresujac sie niemozliwie, choc sama nie wiedziala czym. Weszła do środka i zajęła jakieś wskazane jej miejsce. Była pierwsza. Poprawiła czarną woalkę i siedziała, lekko przygarbiona.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Sekretarka siedziała przy biurku na korytarzu, a drzwi od gabinetu były zamknięte. Kiedy zobaczyła Faye wstała i skinęła głową. 
-Proszę poczekać, za chwilę pan McWilson będzie prosił na odczytanie testamentu.-powiedziała wyuczonym tonem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
/ z domu

Logan wszedł do kancelarii trzymając siostrzyczkę za rączkę. Ubrał dziewczynkę w tą sukieneczkę od Francisa a sam też się wcisnął w jakiś garnitur.
- Dzień dobry.- przywitał się z wszystkimi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
/ z ciemności

Wieść o śmierci przyjaciela z pewnością dobiła naszego kochanego, nieobecnego ostatnimi czasy Pearsona. Mężczyzna, choć nie ogarniał ostatnio znaczącej większości, czuł się teraz źle, okropnie, cholernie źle. Z oczywistych powodów.
Był kolejną osobą, która wślizgnęła się do pomieszczenia. Jakoś niespecjalnie miał chęci na to, aby znaleźć się tutaj i przebywać. Spojrzał na Faye, może i nawet skinął do niej lekko (jak i do sekretarki), także zerknął w stronę Cobenów. I zaraz przystanął gdzieś nieopodal; oczywiście uprzednio poprawiając poły marynarki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 424
avatar
Lena Coben
Trzymała braciszka za rękę mocno, zestresowana wizytą w centrum. Nie do końca rozumiała o co chodzi, chociaż Logan jej tłumaczył. No ale po co miała tu przychodzić, skoro Magika już nie zobaczy?- Dzień dobry - Cicho powtórzyła za bratem, nie odstępując go na krok. Tęskniła z Francisem, dalej nie mogąc pogodzić się z tym, że nie żyje. Było to doskonale widoczne na jej delikatnej buźce.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Sekretarka podniosła głowę, kiedy przyszły kolejne osoby.
-Prosze o chwilę cierpliwości, czekamy jeszcze na dwie damy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia była ubrana w typowy, steampunkowy styl. Czarny, obcisły gorset, przeplatany srebrną nicią w kształcie kółek zębatych. Na to elegancka marynarka. Skórzane spodnie i ciężkie buty na nogach. Oczy miała schowane za ciemnymi szkłami, a na uszach metalowe kolczyki. Weszła do kancelarii i popatrzyła się po zgromadzonych osobach. Nie pokazała po sobie żadnych emocji, mimo że w głębi duszy cieszyła się, że Francis jednak pamiętał o jej zasługach. W końcu była jego przyjaciółką. I wiedziała prawie wszystko o jego interesach.
Usiadła w kącie, założyła nogę na nogę i czekała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
/ szpital

Weszła do kancelarii z podniesioną głową, dumna, niemal wyniosła. Stukot obcasów obwieścił jej przybycie. Wyjątkowo nie zwracała uwagi na to, kto i jak na nią patrzy, nie uśmiechała się zawadiacko kącikiem ust. Cała jej postawa była chłodna. Trawiła w duchu wszystko to, z czym była związana śmierć Danfortha. Aarona, Ravena, niespełnioną obietnicę i konsekwencje jej niespełnienia. A ponadto, mimo tego że absolutnie nie chciała, jakieś mroźne szpileczki wbijały się w serce Theresy.

Rozpoznała Logana Cobena, a ta mała dziewczynka to pewnie jedna z jego sióstr. Była też panna Salmons, Pearson i kobieta, której nie kojarzyła. Co robiła w tym gronie sama Reebentoff? Miała nadzieję się o tym przekonać. Uśmiechnęła się smutno do siebie, rzucając w myślach gorzki żart, że może Francie pozostawił jej w spadku trochę morfiny i narkotyków.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Sekretarka wstała zza biurka, kiedy już wszyscy się zgromadzili. Dama w szarej garsonce i na szpilkach podeszła do drzwi i lekko zapukała. Otworzyła je nieznacznie.
-Panie McWilson...
-Proszę wchodzić!-odezwał się głos ze środka gabinetu.
Pan McWilson okazał się starszym panem, podobnym do pana Wilsona z Dennisa rozrabiaki, tylko był w garniturze, a nie flanelowej koszuli. 
Wskazał na ustawione krzesła, czekając aż wszyscy się usadowią. Odchrząknął, po czym wziął do ręki jeden z dokumentów.
-Spotkaliśmy się na odczytaniu testamentu pana Francisa Danfortha. Wpierw, chciałbym, żeby państwo potwierdzili przybycie na to spotkanie.-puścił w obieg arkusz z tabelką, imieniem i nazwiskiem wszystkich osób, miejscem na podpis. Oczywiście otrzymaliście również pióro i podkładkę do pisania.
Mężczyzna w tym czasie wziął resztę dokumentów, zakładając drugą ręką okulary na nos.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kancelaria Prawnicza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-