IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kancelaria Prawnicza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
Podpisała i siedziała dalej, czekajac. Skinela glowa wczesniej tylko do wchodzącego Pearsona, resztę ignorując.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Bez słowa złożyła podpis. Im dłużej myślała o śmierci Francise'a - a w takich okolicznościach nie było to trudne - tym bardziej się uspokajała, racjonalizowała. Było jej trochę żal, że sprawy przybrały taki obrót, ale przecież już nic nie mogła z tym zrobić, prawda?

Zastanawiała się nad swoją obecnością tutaj.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Logan wysunął dłoń z ręki siostrzyczki i podpisał się na dokumencie, który mu wskazali. Nie był to taki kształtny podpis jak pozostałych ale wyraźnie można było odczytać jego imię i nazwisko.
Rozejrzał się z ciekawością po pomieszczeniu i po ludziach w nim zebranych. Co oni tutaj z Lenką robili?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Na stoliku obok biurka leżały pakunki różnej wielkości i kilka kopert. Prawnik rzucił w ich kierunku spojrzeniem, po czy siadł na krześle przed biurkiem, wyprostował kartki i zaczął czytać spokojnym, pełnym powagi głosem.

Ja niżej podpisany, Francis Danforth, urodzony 21 marca 2827 roku w Neozigguracie, pozostając w pełni świadomy i posiadając pełną zdolność do podejmowania działań ustanawiam niniejszy testament.

Nieruchomość położoną na 20 ulicy w Centrum, czyli klub jazzowy „Black Paradise” zostawiam mojemu przyjacielowi, Robertowi Pearsonowi. Pan Pearson dostaje swoje dotychczasowe udziały oraz moje. Jest odpowiedzialny za cały interes, wypłaty pensji pracownikom, utrzymanie mojego lokalu w stanie w jakim był dotychczas. W sejfie pozostawiam list dla pana Pearsona, który proszę dostarczyć do rąk własnych.
Panna Sylvia Valmount, moja droga przyjaciółka dostanie dożywotnią, co miesięczną pensję o wysokości 100 kredytów. W sejfie zostawiał również list do panny Valmount.
Moją posiadłość, apartament położony w centrum, przepisuję mojej narzeczonej Faye Salmons. Panna Salmons dostaje również wszystkie sprzęty, które znajdują się w mieszkaniu. Może rozdysponować spadkiem po swojej własnej myśli – zamieszkać w apartamencie, bądź go sprzedać. Otrzymuje wszystkie udziały w Butiku w Centrum.
Dostaje również paczkę, oznaczoną numerem 1 i jej nazwiskiem oraz list z mojego sejfu, który proszę dostarczyć do rąk własnych.
Majątek w wysokości 3 tysięcy kredytów wpłacam na konto stworzone dla panny Leny Coben. Panna Coben będzie miała dostęp do konta, kiedy skończy 16 rok życia. Do tego czasu upoważniam pana Logana Coben'a do dysponowania pieniędzmi, jednak tylko w wyjątkowych sytuacjach (np. choroba siostry). Bank będzie wymagał potwierdzenia, czy wypłata faktycznie jest konieczna. Panna Coben dostaje paczkę z mojego sejfu oznaczoną nr 2 i jej nazwiskiem oraz list, który proszę dostarczyć do rąk własnych.
Pannie Theresie Reebentoff przekazuję paczkę z mojego sejfu oznaczoną numerem 3 i jej nazwiskiem. Pozostawiam tam również list dla panny Reebentoff, który proszę dostarczyć do rąk własnych.
Panino, moje teksty i 2 500 kredytów przekazuję na cele charytatywne, mające wspomóc sierociniec w Neozigguracie.


Francis Danforth, Neoziggurat 28 kwietnia 2865 r.



Prawnik skończył czytać po czym popatrzył po zebranych. 
-Wyjęliśmy pakunki z sejfu pana Danfortha, oraz rzeczone listy.
Podał koperty właściwym osobom, a potem wskazał ręką na stoliczek.





Dla pana Roberta Pearsona napisał:
Drogi przyjacielu,
zapewne jeżeli czytasz ten list to nie umarłem ze starości, a coś się stało. Chciałbym, żebyś wziął odpowiedzialność za Black Paradise. Możesz je sprzedać, oczywiście, ale przecież mamy również drugi interes. Zadbaj by ci wszyscy idioci nie rozleźli się po całym Zigguracie. Musisz trzymać ich w garści, inaczej nie tylko zbrukasz moje dobre imię, ale też skierujesz podejrzenia na siebie. Sylvia Ci pomoże.
Nie zapijaj się, baw się, znajdź sobie babę i zrób dzieciaka. Dobrze Ci radzę. Poukładaj swoje sprawy nim będzie za późno. Ja zapewne większości swoich nie zamknąłem.

Twój przyjaciel,
Francis





Dla panny Faye Salmons napisał:
Moja droga Faye,
nie wiem co się stało, ale skoro to czytasz to zapewne coś czego nie mogłem przewidzieć. Nie jestem dobry w pisaniu listów, przecież wiesz, a co dopiero pożegnalnych.
Chcę Ci powiedzieć, że nawet jeżeli Cię nie kochałem tak jak mężczyzna powinien kochać swoją przyszłą żonę to byłaś dla mnie najważniejsza na świecie. Naprawdę nie chciałem Twojej krzywdy, nigdy. Czasami mnie ponosiło i pewnie mnie za to nienawidzisz. Może i przesadziłem z wysłaniem tamtej paczki, przepraszam. Jednak nie chciałem, byś skończyła zaćpana w czyimś łóżku.
Proszę, dbaj o siebie. Walcz o swoje życie i o to, by być szczęśliwą. Żałuję, że nie zdążyliśmy wziąć ślubu.

Twój Francis

W paczce w sejfie był złoty pierścionek zaręczynowy z brylantem.





Dla panny Leny Coben napisał:
Moja kochana Lenko,
przepraszam, że nie ma mnie przy Tobie. Byłaś największym szczęściem w moim życiu. Widzisz, magia jest kapryśna, czasami zawodna. Jednak musisz pamiętać, że największą magią jest nasze życie i dobro, które jest w każdym sercu. Nie można jej odtrącać. Musisz być silna. Magia będzie żyła w Tobie tak długo jak jej na to pozwolisz. Ja o swojej dawno zapomniałem, dopiero Ty mi pokazałaś co to znaczy być dobrym człowiekiem.
Chciałbym pokazać Ci cały świat, chciałbym sprawić byś była szczęśliwa. Już nie mogę tego zrobić i za to Cię przepraszam. Przepraszam, że nie będzie mnie w ważnych chwilach. Przepraszam, że nie będę mógł Cię już obronić przed złem. Przepraszam, że już nie pójdziemy do kina i na lody. Przepraszam, że nie poznaliśmy się wcześniej, mielibyśmy dla siebie więcej czasu.

Bardzo Cię kocham,
Twój Magik Francis

W paczce w sejfie był gramofon i płyta, na której Francis nagrał piosenki dla Leny.




Dla panny Theresy Reebentoff napisał:
Droga Thereso,


zostawiam Ci parę rzeczy, które myślę, że Ci się przydadzą i wykorzystasz je słusznie. W końcu jestem najlepszym dostawcą słodyczy na świecie, więc czemu nie miałby zostawić Ci paru cukierków? Jest też jeden bonus, myślę, że Tobie przyda się bardziej niż komukolwiek innemu. Nie otwieraj paczki przy ludziach.
Proszę Cię również, abyś zadbała o moje dobre imię po śmierci. Napisz artykuł o sierocińcu, o wujkach i reszcie tego zła, które dzieje się w trzeciej strefie. Wspomnij, że chciałem im jakoś pomóc. Chyba mi nie wyszło, skoro nie żyję.
Życzę Ci, abyś wiodła szczęśliwe życie, a niebezpieczeństwa odeszły w mrok.
Przepraszam,
Francis




W paczce znajdowało się 20 ampułek morfiny, 30 paczuszek kokainy, 4 paczuszki z marihuaną oraz rewolwer typu 1.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Gdyby Theresa miała papierosy przy sobie (i gdyby jej nie mdliło od samej myśli o paleniu) to z pewnością podchodziłaby do stolika z tkwiącym w czerwonych ustach papierosem. Ale ponieważ nie miała, to podeszła stukając tylko obcasami. Sięgnęła po list, choć nie wiedziała czy chce go przeczytać. Czy to nie będzie przypieczętowanie śmierci Francise'a? Był, nie ma go, a teraz pośmiertnie nawet pozamykał wszystkie sprawy. Otworzyła list i przejechała wzrokiem po tekście. Niemal się roześmiała na głos. Zdołała się jednak opanować na tyle, by podnieść tylko jeden kącik ust. Och, Francise! Ty Czarny Demonie. Nie wiedziała jeszcze co dokładnie jest w paczce, ale po terminologii w liście mogła się domyślić. Na pewno nie spodziewa się takiego koszyka obfitości. Sięgnęła po paczkę, wzięła ją pod rękę, opierając na biodrze. (List schowała wcześniej w torebce). Rzuciła prawnikowi pytające spojrzenie.

- Złożyć jeszcze gdzieś podpis? Czy mogę iść i w spokoju przeżywać swój żal po utracie przyjaciela?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Logan spojrzał na smutną buzię dziewczynki. Był ciekaw ile ona sama z tego rozumie. W każdym bądź razie właśnie stała się bardzo bogata chociaż w chwili obecnej chyba sobie z tego sprawy nie zdawała. Dał Lence list do rąk i obiecał, że przeczyta go jej w domu, bo nie chciał tutaj dukać przy wszystkich.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Prawnik spojrzał się na Teresę i skinął głową. Widać było, że jest trochę znużony, w końcu nie jest to pierwsze odczytanie testamentu w jego życiu. Jednak zawsze miał szacunek do ludzi, którzy przeżywają śmierć bliskiej osoby i nie dawał po sobie poznać, że najchętniej by już ich wszystkich stąd wykopał i zjadł kanapkę, którą mu żona przygotowała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Theresa skinęła uprzejmie głową, odwróciła się na pięcie i wyszła. Trochę żałowała, że nie miały miejsca żadne molodramaty, łzy i zawodzenia. Mogłaby wtedy napisać, jak dramatyczne było odczytanie testamentu, ale cóż, nie ma tego złego, najwyżej uderzy w ton wewnętrznego bólu i cierpienia, którego nie da się wyrazić. Jeśli Francise chciał medialnego oczyszczenia, to Theresa zamierzała napisać najpiękniejszy i ckliwy artykuł w swojej dziennikarskiej karierze.

----> apartament Theresy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 306
avatar
Robert Pearson
Pearson zaczekał aż wszyscy podpiszą dokument potwierdzający ich obecność na spotkaniu, po czym sam to uczynił, składając parafkę bez jakiegokolwiek skupienia. Następnie skierował się do rzędu krzeseł, by zająć miejsce obok Faye i czekać na odczytanie testamentu.
W międzyczasie pewnie myślami był gdzieś dalej. Jak zawsze - śmierć bliskiej osoby sprawiała, że człowiek zaczął dumać nad życiem, nad jego długością, nad tym, co utracone i co jeszcze czeka. Zwrócił dopiero uwagę, gdy już faktycznie doszło do wyczytywania wszystkiego.
Kłamstwem byłoby napisanie, że Robert jest zdziwiony tym, co dostał. Nie brał tego pod uwagi, bo to zawsze był ich interes i ogarniali go razem; jakby po części stracił do tego zapał.
Wziął list i przeczytał go uważnie, dwukrotnie. Co jakiś czas kiwnął głową, a gdy znowu natrafił na wers dotyczący Sylvii - spojrzał na nią. Możliwe, że nie kojarzył, a temu nie można było się dziwić, skoro tyle czasu znikał i pił.
Schował list do koperty, którą następnie wsunął do wewnętrznej kieszeni marynarki. I był na tyle nieogarnięty, bo nie wiedział czy ma zostać i czekać na jakieś dokumenty, akty własności do podpisania, czy iść hen, hen, ubolewać nad utratą...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 424
avatar
Lena Coben
Lenka siedziała wpatrzona w mężczyznę, który zaczął czytać list od Magika. Słysząc słowa o apartamencie i klubie, zaczęła się zastanawiać czy jeszcze kiedykolwiek będzie mogła zobaczyć te miejsca. Marzyła o tym, żeby znowu znaleźć się w wieży Magika i posłuchać jak ten śpiewa, pośmiać się i pobawić.
Niestety już nic nie miało być tak jak kiedyś.
Gdy mężczyzna dotarł do momentu w którym usłyszała swe imię, opuściła spojrzenie zawstydzona i znowu złapała Logana za rękę. Podniosła oczka znowu dopiero gdy podano im paczkę i list. Popatrzyła na nią i na brata.
- Chcę do domu.
Powiedziała mu drżącym głosem i pewnie oboje się ruszyli, schodząc z krzeseł i się żegnając, by udać do domku. Najpiękniejszym prezentem miały być piosenki od Magika, którego Lenka nigdy nie zapomni.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 864
avatar
Faye Salmons
Przesiedziala odczytanie testamentu, nie plakala. Gdy odebrala koperte i otwarla ja, stanela z boku by przeczytac co tez Francis mial do powiedzenia. Zacisnela zeby, by nie plakac. Pewnie costam mieli jeszcze do zrobienia. Faye wcisnela koperte do torebki, wyciagajac z niej wczesniej pierscionek, ktory dyskretnym gestem wsunela na palec.
Pozegnala sie i wyszla.
zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
/ początek

Theresa weszła do gabinetu mecenasa Anatola Huntlessa. Papierosowy dym, stukot obcasów mógł od razu powiedzieć mężczyźnie kto, go odwiedził, nawet bez podnoszenia głowy znad papierów, nawet nie patrząc w kalendarz umówionych spotkań. Podniósł na kobietę szare i zimne spojrzenie dopiero wtedy, gdy ta usiadła.
- Myślałem, że już o mnie pani zapomniała, panno Reebentoff. - uśmiechnął się ze sztuczną życzliwością.
- A tu proszę, taka niespodzianka. - odwzajemniła uśmiech. Równie sztuczny, ale Reebentoff miała w tym większą wprawę, więc każdy postronny mężczyzna dałby się zabić za szczerość tych rozchylonych czerwonych ust.
- Mniemam, że nie przyszła pani z wizytą towarzyską.
Skinęła lekko głową na potwierdzenie. Po czym wyjęła z torebki szarą kopertę i położyła ją na biurku. Palcem wskazującym przesunęła ją w stronę prawnika, który otworzył ją, zerknął na już podpisane dokumenty. Przeczytał je nawet dwa razy, po czym podniósł szare spojrzenie.
- Czy nie za wcześnie na to?
- A jakie to ma znaczenie? - odparła. Zaciągnęła się po raz ostatni, zgasiła papierosa w srebrnej popielniczce, która stała na biurku. - Nikt nie żyje wiecznie, prawda?
- Prawda.
Jeszcze raz zerknął na dokumenty, po czym włożył je do koperty, a potem do jednej z szuflad biurka, którą zamknął potem na klucz. Niewiele rzeczy trzymał pod kluczem. Ale to, co powierzała mu Reebentoff zawsze znajdowało się w tej małej grupie. Może i trochę ją szanował, może lubił, ale w ostateczności i tak chodziło głownie o pieniądze. Chociaż... Jeśli to, co mówią o niej, było prawdą... (Choć wiedział, że nie).
- Może zechciałaby się pani umówić na drinka w zaciszu mojego apartamentu?
Uniosła kącik ust. Posłała mu pełne pobłażliwości spojrzenie.
- Nie. - odparła krótko, po czym wyszła bez pożegnania. Przecież załatwiała tutaj swoje sprawy, a nie towarzyskie gierki.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
/ początek

Wszedł do budynku kancelarii prawie jak do siebie. Umówiony na konkretną godzinę nie musiał czekać jak inni interesanci. Asystentka zaraz wprowadziła go do biura gdzie mógł się przywitać z prawnikiem. Pewnie spędzi tutaj jakiś czas bo miał do załatwienia kilka spraw. Pewne rzeczy należało w końcu uporządkować testament należał tylko do jednej z nich. Należało sobie również zabezpieczyć "tyły" w pewien sposób.
Po załatwieniu wszystkiego, uścisnął prawnikowi dłoń na pożegnanie i pojechał odebrać od Em dzieci, które miały spędzić u niego jakiś czas.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
/ początek

Mecenas Anatol Huntless nigdy nie spodziewał się Reebentoff, ale jej pojawienie nigdy też nie było zaskoczeniem. Już od pierwszego spotkania stwierdził, że ta kobieta kieruje się wyłącznie kaprysami. Próba przypisania jej jakichś wzorców zachowań była bezsensowna. Jak zawsze weszła bezprecedensowo. Tym razem Anatol aż wypuścił bezradnie pióro z dłoni.
- Panna Reebentoff. - jego uśmiech był jednak uprzejmy i sztuczny, jak na prawnika przystało.
- Tak. - skinęła z rozbawieniem głową, a potem usiadła na fotelu przy biurku. Beż żadnych słów wstępu położyła przed Huntlessem plik dokumentów. Prawnik również bez słowa czy nawet zdziwienia zaczął przeglądać te kilka zapisanych kartek.
- Jeśli taka pani wola... - niemal wzruszył ramionami, ale profesjonalizm mu na to nie pozwalał.
- Proszę pamiętać, że w razie komplikacji stoi pan po stronie osób, do których należą te nazwiska. - postukała palcem w dokumenty.
- Oczywiście.
- Chyba nie muszę wspominać o dyskrecji? - popatrzyła na prawnika znacząco.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedział wyuczonym uśmiechem.
- Doskonale.
Theresa również się uśmiechnęła, a ten uśmiech mógł topić lodowce, gdyby jakiekolwiek istniały w Zigguracie. Potem pożegnała się skinieniem głowy i wyszła.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Shoshana Alatriste-Smith
/ start

Znalazła ogłoszenie w gazecie kilka dni temu. Nie namyślała się długo, ostatnimi czasy przydałoby jej się zajęcie tutaj, bliżej brata. W ostatnim miesiącu spotkało go tyle złego. Mogłaby pomyśleć, że to kara za jej męża. Karma, sprawiedliwa oliwa, która zawsze na wierzch wypływa. Może i coś w tym było. Może i uśmiechnęłaby się triumfalnie pod nosem gdyby nie to, że przecież sama go wtedy podburzyła przeciwko Smithowi. Spodobał się wtedy jej matce, podobał się i Joachimowi. Tylko jej samej, Zuzannie Alatriste, tej wychuchanej, najmłodszej i jedynej córce do gustu nie przypadł ani odrobinę. Ba, z gustem jej Smith rozminął się na którymś skrzyżowaniu.
Ubrana w czerń spojrzała na swoje odbicie w szkle drzwi Kancelarii. Poprawiła kołnierzyk koszuli przyozdobionej zieloną broszką i weszła do środka, trzymając w dłoni teczkę z referencjami. A tych nie brakowało, Joachim już dawno się o to postarał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 9
avatar
Leon Goodwin
| początek

Goodwin już dawno doszedł do wniosku, że przydałaby się kobieca ręka do ogarnięcia dokumentów, które może nie walały się po całej kancelarii - ale z pewnością wymagały jakiegoś trwałego ustawienia. Ciągle wyciągane akta z archiwum, nie były chowane od razu, a pod koniec dnia, gdy już wymieszały się z innymi szarawymi teczkami i ich zawartością. Całe szczęście, że nie doszło do rozsypu wszystkich dokumentów. Miał tyle czasu, ile potrzebował i na ten moment wolałby nie kombinować z tym, jak ogarnąć to, co zrobić, by mieć chwilę dla porządków.
Poza tym mówiło się, że na kobietę lepiej się spojrzy w pierwszej chwili niż na faceta. Z tym trudno byłoby się nie zgodzić.
Dlatego gdy wychodził z archiwum z niewielkim stosem akt, nawet nie spojrzał w stronę wejścia.
- Do kogo sprawa?
Rzucił tylko, świadom obecności. Drzwi szybciej trzasnęły!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Shoshana Alatriste-Smith
Weszła do biura, rozejrzała się szybko. Stos teczek piętrzący się na biurku mówił sam za siebie: poukładaj nas!
- Do pana, panie Goodwin - powiedziała spoglądając na niego spod rzęs. Miała ciekawą oprawę oczu. Przyciągającą. Z premedytacją to najwyraźniej wykorzystywała. Choć prawnik nawet na nią teraz nie spojrzał, może zrobi to zaraz. Domyśliła się, że to jest właśnie Goodwin od ogłoszenia - wypytała towarzystwo, podobno był przystojny. Mężczyzna przed nią taki był, więc strzeliła. Jeśli się pomyli, trudno.
- Przyszłam w sprawie pracy.- Zrobiła dwa kroki w przód, wyciągnęła rękę, w której trzymała teczkę. - To są moje referencje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 9
avatar
Leon Goodwin
Niemal natychmiastowo odwrócił się do kobiety, gdy zwróciła się do niego po nazwisku. Zatem wszystkie odpowiedzi towarzystwa mogły się potwierdzić. Dobrze się na niego patrzyło, temu nie można było zaprzeczyć.
Mimowolnie przyjrzał się ciemnowłosej, skupiając uwagę na dość - w jego mniemaniu, przynajmniej na ten moment - chłodnym wyrazie twarzy. To też jakiś plus!
- Przyznam, że nie spodziewałem się tak szybko odzewu - powiedział, sięgając po wyciągniętą w jego stronę teczkę. Domknął drzwi od archiwum i przeszedł do biurka recepcji, żeby na nim położyć stos. - Zanim ktoś się odezwie to trochę potrafią zwlekać - doprecyzował.
Wyciągnął rękę do kobiety.
- Leonard Goodwin - już oszczędzał sobie jakichś tytułów, te lepiej brzmiały głównie na papierze i podczas załatwiania spraw, nie między potencjalnymi współpracownikami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Shoshana Alatriste-Smith
- Widzi pan, czas kosztuje - stwierdziła. Kto pierwszy ten lepszy, niektóre oferty pracy nie powinny czekać długo. A jeśli czekały to znaczyło, że jest z nimi coś nie tak. - Zarówno pański jak i mój.
Uścisnęła mu dłoń. Krótko, rzeczowo, bez zbędnych ceregieli. Nie przyszła tu by bawić się w dżentelmeńskie zasady svoir-vuvre'u a by wypełnić interesy, dostać pracę.
- Zuzanna Alatriste-Smith - przedstawiła się omiatając po chwili spojrzeniem biuro, w którym się znajdowali. Eleganckie, takie jak powinno. Klient od razu mógł się poczuwać ważny. Ba, powinien, w końcu za usługi prawnicze sporo się płaci. Spojrzała i na stos teczek. Każda kryła w sobie dokumentację dotyczącą innej sprawy. Przez moment Goodwin wyglądał jakby było mu naprawdę ciężko bez asystentki.
- Zajmowałam się wcześniej dokumentacją w lombardzie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 9
avatar
Leon Goodwin
Na uwagę o kosztowności czasu kiwnął krótko, zgadzając się ze stwierdzeniem.
Z kolei gdy Shoshana się przedstawiła jako Zuzanna, Goodwin zaczął zastanawiać się, po co kobiecie dwuczłonowe nazwisko. Czyżby miała jakiś własny dorobek, z którym rodowe nazwisko było kojarzone i nie chciała zmieniać? Czy była jedną z tych kobiet, które uważały, że całkowita uległość wobec nazwiska partnera jest zbyt ograniczająca? Nie zdziwiłoby go ani jedno, ani drugie, choć to drugie czasem mogło przysparzać problemy!
Ciężko było; na pewno na co innego spożytkowałby czas, gdyby nie był zobowiązany do utrzymywania porządku dokumentów spraw, którymi się zajmował.
Wskazał zaraz sofę, na której mogli zasiąść oczekujący klienci. Nie będą przecież jak idioci stać, prawda? Żeby nie było - nie była to skórzana sofa z pornograficznych filmów.
Sam Leon po chwili się skierował, biorąc teczkę Shoshany i gdy zajął miejsce na fotelu, otworzył ją, by przejrzeć zawartość, tak trzy po trzy.
- ...który jest własnością pani brata, o ile się nie mylę? - dopytał. Wiedział, że Alatriste był właścicielem. Pewnie znalazło się paru klientów, którzy chcieli (a nie mogli) kombinować, by nie musieć zwracać.
- Ogólnie czym jeszcze pani się zajmowała? - zapytał i dodał po chwili: - Dokładnie wczytam się później, najpierw skorzystam z pani obecności, pani Alatriste-Smith - na wszystkie prawa czy on ciągle będzie musiał powtarzać całe nazwisko? Zdecydowanie powinni to zabronić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Shoshana Alatriste-Smith
Usiadła na kanapie i złożyła dłonie na udach. Wpatrywała się w prawnika wyczekująco, aż ten skończy przeglądać jej rekomendacje. Ale nie ponaglająco. Może nawet z pewną wyrachowaną uprzejmością. Nie przypuszczała, że ktoś mógłby zastanawiać się nad dwuczłonowością jej nazwiska. Nie stała za tym wielka ideologia. Zuzanna po prostu nie chciała się go pozbywać.
- Tak, lombard najpierw należał do naszego wuja, a później przeszedł z ręce brata.
Mógłby zaproponować kawę, skoro już tu przyszła. Kawę, ciastko... za to drugie by podziękowała, ponieważ nie lubiła słodyczy.
- Przez jakiś czas pracowałam też w Ratuszu, jednak po ślubie zrezygnowałam z tego stanowiska.
Rozmawiali przez jakiś czas o doświadczeniach zawodowych Zuzanny, aż w końcu doszli do konsensusu. Smith miała otrzymać odpowiedź listownie w ciągu najbliższych kilku dni.

zt.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Kancelaria Prawnicza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-