IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Restauracja Filomeny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 15 ... 29  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
Cennik:
- Rosół wołowy, makaron, lubczyk-  18 K 50 R
- Krem z dyni, oliwa rydzowa- 18 K
- Polędwica wołowa, cukinia, pieczone warzywa korzenne, sos z czerwonego wina- 27 K
- Udko z gęsi faszerowane grzybami w sosie jabłkowym- 24 K
- Smażony ser camembert podany na sosie malinowym z winogronami- 18 K
- Gotowane lub grillowane warzywa - 9 K
- Pierożki z dynią i mascarpone, szałwia, migdały, trybula- 22 K
- Purée ziemniaczane z oliwą truflową - 9 K
- Suflet czekoladowy, lody waniliowe, sos czekoladowy- 13 K
- Karmelizowana tarta cytrynowa, pulchna beza, lody waniliowe- 15 K

- Wino czerwone, białe, różowe- 3,6K kieliszek; 12 K butelka
- Piaszczysta Noc (wódka, sok żurawinowy, sok pomarańczowy) - 1,2K
- Mechaniczna Malina (wódka, syrop cukrowy, sok z limonki, puree malinowe)- 2,4K
- Whiskey- 1K 80R szklanka; 9K butelka
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
Państwo Burnett zawitali do restauracji Filomeny i jeżeli minęli w drodze tutaj jakiś znajomych to ci pewnie nieźle się zdziwili. Kevin i Wiki nie byli nigdzie razem od... od dawna.
Blondynka szła przytulona do swojego męża, a przynajmniej jego ramienia.
Do restauracji nie mieli daleko, ot, parę minut piechotą. Weszli do środka i zajęli jakiś stolik, a kelnerka po chwili przyniosła kartę dań.
Wiktoria uśmiechnęła się do męża, po czym przebiegła wzrokiem po tym co tutaj oferują. Sama narratorka aż zrobiła się z tego wszystkiego głodna...
-To naprawdę miłe, że wyszliśmy gdzieś razem.-powiedziała, zamykając kartę, bo już zdecydowała co weźmie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
---> z domu

No tak nie wychodzili od bardzo dawna, dlatego sam Kevin był w silnym szoku. Co się stało że tu siedzą, może on zachorował na jakąś przypadłość, może czuł ze coś się wydarzy, och ile pytań. Jednak tak naprawdę on sam nie wiedział, nie było żadnego konkretnego powodu, ot chęć pobycia z żoną to wszystko. A może ten podstępny Burnett coś chciał od Wiktorii. Nie też nie.
Oczywiście odsunął krzesło dla swojej żony by potem sam zająć miejsce. Nawet nie otworzył karty uśmiechnął się lekko do niej. Czkał na kelnera, który przyjdzie jakby wiedział co chce, on zawsze wiedział przecież nigdy nie miał wątpliwości o swoich wyborach i decyzjach.
- Też się cieszę że znaleźliśmy dla siebie czas - niemal szepną nie odrywając wzroku od pięknej żony. Nie chciał dzisiaj rozmawiać o pracy jej czy jego, chciał całą swoją uwagę poświęcić jej, och mógł coś kupić, jakiś drobiazg. Hm a może by pomyślała że ma kogoś na boku. No nic poczekajmy na kelnera.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
Coś ją ścisnęło za serce słysząc szept męża. Jakby uderzył w jakąś zapomnianą strunę i teraz wszystko w niej rozbrzmiało. W jednej chwili poczuła się winna tego wszystkiego... Gdyby była taka jak swoja matka to pewnie więcej czasu spędzałaby z mężem. Ale.. Nie była, nie chciała taka być. Chciała coś robić dla innych.
Spuściła na chwilę wzrok, przesuwając chyba odruchowo palcami po fakturze skóry, w którą była oprawiona karta.
Miała właśnie coś powiedzieć, gdy podeszła kelnerka z wielkim uśmiechem na ustach i spytała się na co państwo Burnett się zdecydowali. Oboje wskazali na wybrane potrawy, domówili napoje i znów zostali sami.
Wiktoria chciała powiedzieć, że za nim tęskni, ale w sumie ucieszyła się, że przerwało jej to pojawenie się kelnerki. Wydało jej się to takie strasznie płytkie.
-Wiesz co grają w kinie? Czy to będzie niespodzianka dla nas obojga?-spytała się, trochę rozbawiona.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
On za pewnie zamówił to samo co ona, nie omieszkując domówić butelkę czerwonego wina, nie i wcale nie chodzi mu o spicie i wykorzystanie pijanej żony, nawet przez myśl mu to w tym momencie nie przeszło, od po prostu.
Wzruszył tylko ramionami na jej pytanie. Bo nie wiedział co grają, nie było to istotne, najgorszy film mógł by się teraz okazać dla nich jednym z ważniejszych w życiu. Kto wie.
- Nie wiem jaki, czy to ważne? - och, sam się zdziwił ze tak właśnie powiedział.
- Obecność tutaj jest dla mnie samego niespodzianką nie uważasz? - gdy tylko kelner nalał pierwszą lampkę wina on sam się uśmiechnął.
- I wiesz co możemy za to wypić, czyż to nie jest dobra okazja - uniósł ją lekko do góry, to nie był toast w stylu Kmicica, ot taki delikatny gest.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
Wiktoria i tak dużo nigdy nie piła, więc pewnie lampkę wina będzie sączyć przez całą kolację. W końcu Kevin miał dobrą i ułożoną żonę. Przynajmniej w tym wcieleniu, hehe.
-Oczywiście, że nie.. Ważne, że będziemy razem.-odpowiedziała swoim przyjemnym głosem.
-Musimy częściej organizować sobie wolne wieczory.-powiedziała.
Oboje jednak wiedzieli, że takie wypady to jest rzadkość. Za parę dni zapomną o obietnicy, bo zawsze będzie coś ważnego. Albo jakieś niewyjaśnione morderstwo, albo masa rannych z wypadku na 20. Ulicy.
Uniosła kieliszek, żeby się z nim delikatnie stuknąć.
-Za nas... I za to, żebyśmy o sobie nie zapomnieli, obojętnie jakby nie było źle.-drugą część toastu powiedziała przyciszonym głosem, żeby te słowa usłyszał tylko jej mąż.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
No tak, ułożona żona, to takie trochę nowe dla Kevina musi przywyknąć, mimo że minęło tyle lat. Stara się jak może.
- Tak częściej - powtórzył uśmiechając się do niej z za kieliszka. Tak pewnie gdyby słyszał jej myśli zapewne by jej przytaknął zapewne wciągnie ich wir pracy.
- Za nas - delikatnie obił krawędź jej kieliszka - a mówiłem ci? ah jeszcze nie.
Nachylił się nad stołem i szepną.
- Pięknie wyglądasz, wiesz czuję się trochę jak na pierwszej randce, zafascynowany kobietą którą poznałem półgodziny temu tylko ciii - przyłożył palec do swoich ust - nie mów nikomu bo wyjdę na mięczaka.
Wyprostował się do poprzedniej pozycji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
Słysząc jego, poniekąd, wyznanie zaczerwieniła się, co momentalnie było widać na jej jasnych policzkach i zachichotała jak jakaś małolata.
-A ja się czuję jakby mnie ktoś podrywał.-odszepnęła mu rozbawiona, po czym zanurzyła w końcu usta w winie, bo by chyba już w ogóle zaczęła się śmiać z tego wszystkiego.
-Kochanie ty i mięczak? Przecież jesteś moim odważnym gliną..-kąciki ust tylko delikatnie uniosły jej się w górę, w lekko tajemniczym uśmiechu, jakby coś jeszcze miała na myśli.
Wyciągnęła rękę i położyła ją na stolę, sugerując, żeby za nią chwycił. A co, będą się trzymać za ręce jak para nastolatków, co z tego że nie wypada?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
- Tak podrywał, hmm - podparł głowę dłonią zamyślając się na chwile, podrywać własną żonę do czego to doszło. Dostrzegł te zaczerwienienie w końcu był spostrzegawczy, w końcu był gliną, ten tajemniczy uśmiech też widział. Nie nie będziemy używać pałki ani kajdanek, proszę o spokój.
Oczywiście że wyciągną do niej rękę by objąć jej dłoń, by poczuć jej delikatną skórę. Och oni na prawdę się kochają?!
- Dolać ci wina? - szepnął.
Słodzą jak pszczoły w miodzie, państwo Burnett jak stary diesel, musi się dobrze rozbujać najpierw. Ciekawe ile czasu wytrzymają w tym słodzeniu.
- A nie myślałaś kiedyś o jakimś dłuższym urlopie? - ledwo co się wyrwali na randkę a ten już o urlopie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
Dobrze, że Wiki nie jest świadoma, że mąż myśli o jakiś kajdankach i pałkach, bo chyba by zaczęła uciekać gdzie pieprz rośnie.
-Nie, dziękuję.-powiedziała, odstawiając napoczęty kieliszek na stół.
Delikatnie objęła jego dłoń swoją, ściskając ją lekko.
-Urlop?-spytała trochę zdziwiona. Nie pamiętała kiedy ostatni raz była na urlopie. W sumie to nie wiedziała czy potrafiłaby się cieszyć takim dłuższym wolnym. Przecież cały czas by myślała, czy nie przyszedł do szpitala pacjent, któremu ona powinna udzielić pomocy. Prawdziwy lekarz z powołania-Nie, nie myslałam o urlopie.-odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
No cooo, ciekawe o czym ona myślała, zapewne o... no właśnie o czym? Skąd ten tajemniczy uśmiech.
- Tak masz rację urlop to nie tyle głupi co nie do zrealizowania pomysł - powiedział jakby karcąc się w myślach.
- Zapewne nie dostał bym nawet dnia wolnego, tych dzisiejszych kilka godzin to jakiś cud - dodał, nie posmutniał, ani nie pałał radością, czuł ciepłą dłoń żony to mu na tą chwilę wystarczy. Gdy Kelner przyniósł dania, puścił jej dłoń i zabrał się za konsumpcje.
- Muszę ci powiedzieć że dobry wybór - uśmiechnął się w jej kierunku. On nie zamierzał zostawiać pustej butelki, był też profesjonalistą ale takim winie w głowie mu nie zaszumi. Wiec nalał sobie kolejną lampkę.
Tak minęła godzina może dwie, przecież szczęśliwi czasu nie mierzą prawda. Gdy skończył, konsumpcję, już nie pytał tylko po prostu nalał Wiktorii i sobie wina.
- To co deser i idziemy do kina tak?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2106
avatar
dr Wiktoria Beowulf
-Cudem jest to, że mamy wolny wieczór w tym samym czasie.-powiedziała, z niejakim smutkiem w głosie.
Kolejne minuty mijały i pewnie małżeństwo opowiadało sobie o tym, czy o tamtym, więcej czasu jednak przeznaczając na jedzenie. Wiktoria była po dwóch kieliszkach wina i uparła się, że więcej nie chce, bo jeszcze tego brakowało, żeby ktoś lekarza na lekkim rauszu widział!
-Niee...-zaśmiała się, gdy spytał o deser.-Jestem pełna i nic więcej nie przełknę.-uśmiechnęła się.
Wypiła resztkę wina, którą miała na dnie kieliszka i wytarła usta serwetką.
-To idziemy?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Poprosił o rachunek zapłacił i wstał z krzesła, odsuwając też Wiktorii. No nie umierał się przy deserze bo przecież na deser będzie kino i sama Wiktoria.
Burnett nawet dął napiwek dla kelnera, niech się chłopak cieszy. Miał nadzieje że nie napluł do zupy. Jak tak to sanepid będzie jutro z rana podrzucał karaluchy do kuchni, aby mieć coś na zamknięcie tej luksusowej knajpy.
No i poszli do kina...

---> http://miasto.forumpl.net/t37-kino
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Jeden z restauracyjnych stolików uginał się pod ciężarem zastawy. Puste naczynia układały się w niewysokie wieżyczki, a na ponapoczynanych potrawach lądowały ubrudzone krwisto-czerwoną szminką, papierowe serwetki. Kieliszek do wina co chwila napełniał się rubinowym napojem, by zaraz podjechać do bladoróżowych ust Violet Tremaine.
Lekko podpita i objedzona jak hodowlane prosię pamiętała nie tylko katastrofę Titanika, która ze spokojem obserwowała na żywo, od wieków zamrożona w lodowcu, ale też i parę sztuczek, dzięki którym - mimo jej niepohamowanego łakomstwa - udaje się wciąż utrzymywać  wagę zasuszonego patyka.
Sięgnęła do swojej skórzanej, znoszonej torebki i odetchnęła ze spokojem, gdy jej dłoń natknęła się na pudełeczko silnych środków przeczyszczających.
Z wiadomym sobie wdziękiem odgarnęła siwy kosmyk włosów w kolorze platynowego blondu i przeglądając się w kieszonkowym lusterku po raz kolejny tego wieczora nałożyła na swoje wąskie jak niteczka wargi czerwoną szminkę.
W jej portmonetce hulał wiatr - Violet doskonale zdawała sobie z tego faktu sprawę, dlatego wyostrzając wszystkie swoje lekko otępione winem zmysły, wyczekiwała na odpowiedni moment, w którym mogłaby czmychnąć z restauracji nie płacąc za rachunek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta normalnie nie postawiłaby pewnie stopy w takiej restauracji. W centrum, do którego chodziła przecież tylko na wyjątkowe okazje. Ewentualnie latała nad nim podczas pracy.
Ale były pewne profity w byciu wnuczką operowej divy, nawet na emeryturze. Dziś towarzyszyła babce w spotkaniu z jej znajomymi i bardzo była z tego rada. Och, pławić się w blasku sławy było bardzo miło!
Aczkolwiek rozmowy niekoniecznie jej dotyczyły, więc Greta rozglądała się co jakiś czas po sali i szczególną uwagę zwracała na pewną elegancką, wiekową, ale niezwykle zadbaną damę. Jak zwykle zaczęła więc rozważać, kim była.
Och, ależ byłoby zabawne, gdyby znały się z babcią! Spojrzała więc kontrolnie na Eleonorę, ale ta zdawała się pochłonięta rozmową. Znów wbiła więc wzrok w białowłosą kobietę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Violet lawirowała spojrzeniem między jednym kelnerem, a drugim kelnerem, wyczekując odpowiedniego momentu, by swoje zasuszone, prehistoryczne i skamieniałe dupsko w końcu z miejsca podnieść i drobnymi kroczkami na swoich wypucowanych pantofelkach oddalić się w jedynie sobie znanym kierunku. W międzyczasie jednak zauważyła wpatrującą się w nią młodą dziewczynę, która zajmowała stolik z jakimiś starymi dziadami. Kobieta lekko wzdrygnęła się na widok ich kurzych łapek i siwych włosów, a jej żołądkiem wstrząsnęła pogarda dla ich emerytalnego wieku. Świat byłby piękniejszy, gdyby wszyscy byli wiecznie młodzi - tak jak ona.
Wzruszyła się na tę myśl, gdyż rozbrzmiała w jej głowie jak najpiękniejsza sentencja. Czemuż nie została poetką? Albo filozofką? Może dlatego, że była zbyt zajęta olśniewaniem wszystkim swoich niepodważalnym blaskiem?
W każdym razie uśmiechnęła się do młodej dziewczyny, wyglądając przy tym trochę jak skrzyżowanie Grincha z groteskowo ufryzowanym pudlem, czując jak każdy milimetr jej zmęczonej licznymi liftingami skóry napina się boleśnie.
Twarz zastygła jej tak na parę sekund, a uśmiech z każdą chwilą toporniał, zwłaszcza gdy uświadomiła sobie, że nieopodal tej niebrzydkiej dziewczynki siedzi ta stara, zawodząca kwoka Eleonora - swego czasu jej najlepsza przyjaciółka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta zdziwiła się, gdy kobieta się do niej uśmiechnęła, ale była z natury wesołą osobą, więc i ona rozciągnęła usta w uśmiechu.
Zerknęła na swoją babcię i jej znajomych, którzy właśnie przeszli do komentowania głosu panny Marchant, tak przecież teraz sławnej. Babcia nie omieszkała wspomnieć, że poznały też osobiście pana Marchanta.
- Emm, tak, tak, całkiem niedawno... - burknęła Greta, zbita z tropu.
Natomiast Eleonora obróciła głowę i jej spojrzenie padło na Violet. W jednej chwili zdawało się, jakby uszło z niej powietrze, a potem ostentacyjnie obróciła się, by nie patrzeć w tamtą stronę.
Greta, wyraźnie zaintrygowana, znów spojrzała na białowłosą damę.
- Kto to? - spytała towarzystwa, oczekując odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Czując na sobie wzrok kobiety, której dzielnie towarzyszyła podczas złotego kresu jej operowej kariery, tym samym korzystając bezwstydnie ze wszystkich profitów pochodzących z wygrzewania się w jej blasku, Violet wciągnęła mocno powietrze nosem i zadarła brodę.
- Nie udawaj złociutka, że mnie nie pamiętasz! - rozległ się dość niski i ochrypły głos Tremaine, który w połączeniu z jej filigranową, przesiąkniętą elegancją i pompatyczną dumą sylwetką brzmiał nieco groteskowo.
Podniosła swoją pupcię, która pewnie pod warstwami jej długiej spódnicy wyglądała jak suszona morela i dzierżąc w dłoni swoją torebeczkę podeszła do stolika, przy którym siedziała Eleonora i Greta. Rozchyliła nieco ramiona, w przyjaznym geście, oczekując, że jak za starych, dobrych czasów będzie kipiała między nimi do bólu fałszywa i przesłodzona uprzejmość.
- Violet Tremaine, słonko. Ela - doskonale wiedziała, że wiekowa gwiazda nie znosiła, kiedy skracała jej imię - ...zapewne opowiadała ci o mnie - roześmiała się ochryple i musnęła opakowaną w jedwabną rękawiczkę dłonią swojego policzka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Eleonora wyprostowała się i spięła, słysząc głos Violet, a Greta nie mogła się powstrzymać przed śledzeniem wzrokiem tej tajemniczej kobiety. Babcia zacisnęła swoje wąskie usta, a jej towarzystwo zaczęło szemrać coś między sobą.
Gdy już zasuszona dama stanęła przy ich stoliku, Greta stanęła przed nie lada dylematem. Moralnym! Być lojalną babci, która wydawała się z każdą chwilą coraz więcej kumulować w sobie złości, co generalnie było dość rzadkim zjawiskiem, czy dać upust swej ciekawości?
- Greta Andersen - odpowiedziała w końcu, podniósłszy się lekko z miejsca, bo tak wypadało.
- Eleonora - wysyczała tymczasem babcia.
- Och, cóż, muszę przyznać, że nie za wiele - odparła Greta. - Pani także śpiewała? - zapytała, nim dotknął ją pod stołem kuksaniec od babki.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Widząc czerwieniejące policzki Eleonory, która pewnie zaraz swoje wszystkie siły witalne wpakuje w próby zachowania spokoju i twarzy, Violet poczuła, że ucieczka z restauracji, a potem dźganie sobie swymi chudymi, długimi palcami w migdałki i pozbywanie się z wnętrza swego organizmu tej góry jedzenia, którą przed chwilą tak łakomie pochłonęła - może poczekać.
_ Och, kochaniutka! Głosem nigdy nie dorównałabym twojej prabab... pra-prababci - uśmiechnęła się promiennie w kierunku Grety, czego cudem nie przypłaciła pęknięciem znajdujących się za jej uszami szwów, które trzymały jeszcze w kupie całą postać Violet.
- Miała niezwykły talent. Nie przypominam sobie, by ktoś wzbudzał swym śpiewem takie wzruszenie we mnie, jak właśnie Ela. Po piątym drinku byłabym jej w stanie nawet dać owacje na stojąco - znów się zaśmiała, po czym zaczepiła kelnera, każąc sobie przysunąć krzesło, na którym po chwili spoczęła, poważniejąc momentalnie.
- Chociaż... nie przesadzajmy, po szóstym! - zatrzepotała rzęsami w kierunku babci, po czym wyjęła z torebki swoją fifkę i zaczęła kopcić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta trochę się zmieszała i sprostowała pospiesznie:
- Babci.
Oj, chyba dostanie niezłą burę od babki, jeśli w ogóle wyjdą z tej restauracji cało. Eleonora podniosła głos, usiłując wmówić kelnerowi, że przy tym stole nie zmieści się już ani jedno krzesło, ale niestety - zmieściło się.
- Talent nie przemija, moja... droga - wysyczała Eleonora, a jej znajomi poczuli, że zaraz będą świadkami jakichś dantejskich scen.
Greta zaś czuła się winna powstałej sytuacji, ale zupełnie jej przy tym nie rozumiała.
- W przeciwieństwie do twojej urody - dodała Eleonora pod nosem i sięgnęła po wino.
- Ekhm! - Greta spojrzała po swoim wiekowym towarzystwie. - A zatem, hm, pani Tremaine, czym się pani zajmuje... zajmowała... zajmuje?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Zaciągnęła się mocno nikotyną, czując, jak na jej płucach osiadają się kolejne grudy węgla. Mogłaby być miliarderką, gdyby zdecydowania się na jego wydobycie.
Słysząc niekrytą złośliwość z ust Eleonory, Violet zaśmiała się słodko, brzmiąc jednak w rzeczywistości jak rzężący traktor.  
- Och, Ela - ty i te twoje przeurocze żarty - skwitowała słowa tej starej raszpli, po czym wbiła wzrok w delikatne wygniecenie materiału na jej kołnierzyku. Nigdy o siebie lampucera wystarczająco nie dbała. Aż żal patrzeć. Aż żal patrzeć i w duchu nie gardzić.
- Odziedziczyłam majątek po moim  ukochanym ojcu i prowadziłam jego interesy jakiś czas po jego śmierci - westchnęła nieco teatralnie w odpowiedzi na pytanie Grety - Biedny, stary Shane, ze świecą szukać tak dobrego człowieka. Świeć nad jego duszą Panie - szybko się jednak wyrwała z tej udawanej melancholii - ... a potem spotkałam mojego pierwszego męża, który niedługo po naszym rozwodzie został mężem Eleonory. Od razu pokochałam ją jak siostrę - zmrużyła powieki i wydymała nieco swoje uszminkowane wargi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Greta zaczęła trochę panikować, bo pani Tremaine i jej kochana babcia zachowywały się, jakby zaraz miały sobie powbijać widelce w gałki oczne.
- Interesy? Och, to ciekawe - zaświergotała więc, usiłując uratować atmosferę. - Czym się pani dokładnie zajmowała?
Potem padła informacja, która nieco zaszokowała pannę Andersen i musiała ją trochę przetrawić. Coś tam o dziadku wiedziała, no ale... To było bardzo dziwne spotkanie w takim razie.
Babcia obróciła się nieco bokiem, by oddalić się od Violet i nachyliła do swojej znajomej. Greta posłała pani Tremaine nerwowy uśmiech.
- Z pewnością...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Violet z pewnością nie dałaby po sobie poznać jakiejkolwiek chęci wydrapania Eleonorze oczu. Co najwyżej z przesłodzonym uśmiechem i udawanym spokojem przyglądałaby się temu, jak ta dławi się swą złością ze skutkiem przypuszczalnie i wyczekiwanie śmiertelnym.
- Czym się zajmowałam? Trwonieniem jego pieniędzy - znowu zachichotała, przykładając długie palce do ust - ...oczywiście żartuję, słoneczko - oczywiście, że nie żartowała.
Widząc, jak Eleonora z całej siły próbuje ignorować obecność jej samej, całą swoją uwagę poświęciła więc jej wnuczce, mówiąc oczywiście wystarczająco głośno, by wszyscy wyraźnie słyszeli każde jej słowo.
- Lepiej powiedz mi dlaczego marnujesz taki piękny wieczór w towarzystwie tego próchna? - skinęła głowa w kierunku starszyzny i puściła oczko, co miałoby sugerować, że to był żart. Nie był to żart.
- Nie powinnaś właśnie odganiać od siebie zapewne licznych adoratorów? jesteś w końcu prawie... - tu zrobiła pauzę wystarczająco długą, by dziewczyna mogła zapomnieć o słowie prawie - ...bardzo ładna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
Zawtórowała jej śmiechem, ale krótkim i niepewnym. Och, cóż, pani Tremaine wydawała się osobą... szczerą do bólu. Co zaraz znów dało sie we znaki, gdy użyła określenia "próchno". Greta z niejakim przerażeniem potoczyła spojrzeniem po swoim towarzystwie. A towarzystwo zapewne szlachtowało właśnie Violet w myślach.
- Emm, em, och, cóż, babcia zaproponowała, że mogę iść z nią, więc...
Czy właśnie doklejała sobie do czoła tabliczkę głoszącą "stara panna"? W dodatku przy całym tym doborowym towarzystwie?
Greta nie zapomniała o "prawie". Gdy jednak Violet dokończyła myśl, uznała, że musiała mieć wcześniej coś innego na myśli, a skoro zakończyła komplementem, to uśmiechnęła się wdzięcznie i skromnie!
- Miałam dość czasu wcześniej, by odgonić adoratorów i się tu wybrać, pani Tremaine.
Potem uznała (nie wiedzieć czemu), że skoro z niej taki żartowniś, to ona też może, więc nachyliła się lekko do Violet i dodała ciszej:
- A i miałam cichą nadzieję tu jakichś znaleźć, ale na razie bez skutku!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Restauracja Filomeny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 29Idź do strony : 1, 2, 3 ... 15 ... 29  Next
 Similar topics
-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-