IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Restauracja Filomeny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 17 ... 29  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Cennik:
- Rosół wołowy, makaron, lubczyk-  18 K 50 R
- Krem z dyni, oliwa rydzowa- 18 K
- Polędwica wołowa, cukinia, pieczone warzywa korzenne, sos z czerwonego wina- 27 K
- Udko z gęsi faszerowane grzybami w sosie jabłkowym- 24 K
- Smażony ser camembert podany na sosie malinowym z winogronami- 18 K
- Gotowane lub grillowane warzywa - 9 K
- Pierożki z dynią i mascarpone, szałwia, migdały, trybula- 22 K
- Purée ziemniaczane z oliwą truflową - 9 K
- Suflet czekoladowy, lody waniliowe, sos czekoladowy- 13 K
- Karmelizowana tarta cytrynowa, pulchna beza, lody waniliowe- 15 K

- Wino czerwone, białe, różowe- 3,6K kieliszek; 12 K butelka
- Piaszczysta Noc (wódka, sok żurawinowy, sok pomarańczowy) - 1,2K
- Mechaniczna Malina (wódka, syrop cukrowy, sok z limonki, puree malinowe)- 2,4K
- Whiskey- 1K 80R szklanka; 9K butelka
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Nie odsunęła dłoni, pozwoliła by Roderick nakrył ją swoją. Słuchała. Och, słuchała bardzo uważnie. Każdego jednego słowa. A gdy skończył, wspominając o wybaczeniu, nie spuściła wzroku. Myśli szalały jej w głowie z prędkością światła. Roderick zachował się tak, jak tego oczekiwała.

Uśmiechnęła się. Kąciki czerwonych ust powędrowały w górę i było to naprawdę szczere. Theresa Reebentoff uśmiechała się jak mała dziewczynka, która dostała właśnie bardzo, och, naprawdę bardzo długo wyczekiwany tort. Z wisienką, której się nie spodziewała.

- Cieszę się, że wróciłeś. - powiedziała tymi rozciągniętymi w uśmiechu ustami. - Och, naprawdę się cieszę, Rodericku.

Wysunęła swoją dłoń spod jego, odchyliła się znowu, palcami zdrowej dłoni zastukała w blat. Zielone oczy nawet na sekundę nie przestały obserwować.

- Szukałeś mnie. I znalazłeś. - barman akurat przyniósł posiłek i alkohol, więc Theresa upiła nieco ze swojego drinka. - Wierzę, że nie chodzi tylko o kredyty. Gdybym się jednak myliła, wiedz, że jeśli cokolwiek mi się stanie, nigdy nie zobaczysz moich pieniędzy. Jeśli stanie się coś zagrażającego mojemu zdrowiu, pieniądze automatycznie trafią do wyznaczonej przeze mnie osoby. Bank dostał instrukcje, dokumenty zostały podpisane.

Jednym łykiem dopiła swoją whisky i wstała, zsunęła się z fotela niczym wygrzewająca się na słońcu żmija.

- Natomiast jeśli chcesz mnie zdobyć… - posłała mu zadziorne spojrzenie. - Jeśli potrafisz mnie zdobyć, nie używając siły, wyzywam cię. Miej jednak na uwadze to, że nie gramy już w twoje zasady gry. Tylko w nasze. - sięgnęła palcem do podbródka mężczyzny, podniosła go lekko. - Zagraj ze mną. - pochyliła się i musnęła ustami czoło Rodericka, zanim się podniosła, wyszeptała: - Zwycięzca bierze wszystko.

Plan się zmienił. Wyciągnęła z torebki 30 kredytów i położyła na stole. To powinno wystarczyć na pokrycie rachunku. Skłoniła lekko głowę i ruszyła w stronę wyjścia. Stukot obcasów zakłócił na chwilę ciszę w spokojnej restauracji. Tak, plan się zmienił. Ale Theresa doskonale wiedziała, co robi.

----> Apartament Rory'ego
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-Naszych pieniędzy. - poprawił odruchowo Robert, gdy przeszła do wzruszająco-groźnej przemowy o "swoich" kredytach. Zmrużył niebezpiecznie oczy. Zirytowała go i zaintrygowała. Przywłaszczając sobie JEGO pieniędze i chcąc je komuś przepisać.
Teraz musiał znaleźć tego kogoś.
Ciekawe, czy to jej rodzina? Powinien był zabić Terrence'a i staruszka dawno, dawno temu.
Przez głowę przemknęła mu wizja więzionej przez niego i torturowanej Abigail, która w końcu zaczęłaby błagać go o śmierć, błagać tak bardzo, że podpisałaby każdy dokument, który by jej podsunął.
Nie, Robercie, nie staczaj się znów w otchłań ciemności.
-Nigdy nie zdobywałem cię siłą. - poprawił znowu, bo to ostatnie, w jej mieszkaniu, nie liczyło się dla niego jako siła. Związał ją tylko po to, aby nie strzeliła mu w plecy, ot co.
Spoglądał jej zadziornie w oczy, a potem na jej pupę gdy wychodziła. Zacisnął pięść, zastanawiając się, czy przyjąć wyzwanie. Doskonale wiedział, że chciała go zmanipulować, znali się nie od dziś.
Złość mieszała się w nim z pożądaniem.
Czy byli dwójką spryciarzy udających głupszych niż są, czy parą głupców udających spryciarzy?
Westchnął ciężko i wyszedł z restauracji.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Czy chciał zaimponować Metis? Owszem chciał a teraz miał takie możliwości i dlatego znaleźli się w restauracji w pierwszej strefie. Logan po raz pierwszy był w takim miejscu i nie bardzo wiedział jak się zachować. Czuł jak kołnierzyk wykrochmalonej koszuli wbija mu się w szyję. Starł się jednak zachowywać jakby jadanie tutaj było codziennością i udając, że wie co się dzieje pozwolił kelnerowi by zaprowadził ich do stolika. Miał tylko nadzieję, że się nie zbłaźni teraz kiedy tak mu zależało by zrobić dobre wrażanie.
-Na co masz ochotę?- zapytał uprzejmie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Metis grała w bardziej otwarte karty. Była trochę skrępowana luksusem restauracji i wcale tego nie ukrywała. Rozglądała się zaciekawiona, chłonąc każdy szczegół. Obserwowała też Logana. Oczy jej się świeciły, jak niego patrzyła. Tak uroczo się starał, a przez to Metis czuła się wyjątkowa i lubiana. Aż z tego wszystkiego się zarumieniła znowu. Kiedy już w końcu usiedli, rozłożyła przed sobą kartę i delikatnie przerzucała jedną stronę po drugiej. Ależ ceny! Popatrzyła trochę niepewnie na Cobena. Czy naprawdę wiedział co robi? W sumie oboje tu trochę nie pasowali. Wolałaby się już spotkać z nim w jakimś spokojnym miejscu, mniej wystawnym, mniej wykwintnym.

- Ja... Ummm... - zastanawiała się. - Może wodę i jakąś zupę. Może kelner coś poleci, co?

Patrzyła na Logana, bo coraz bardziej jej się podobał. Ale też bała się, że teraz chłopak sobie pomyśli, że to przez pieniądze, a to przecież nie jest tak! Znowu się zarumieniła. Przez myśl o tym lubieniu, a nie o pieniądzach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Nie usłyszał w pierwszym momencie co mówi kelner bo akurat był zajęty wpatrywaniem się w Metis i uroczy rumieniec, który pojawił się na jej policzkach. Była taka śliczna. Te duże oczy patrzące na pomieszczenie z ciekawością i gładka buzia i słodki uśmiech. Dobrze, że Logan siedział bo od tego podziwiania zmiękły mu kolana.
-Że co.- odezwał się do kelnera, któremu na plus należy zaliczyć, że poza lekkim zmrożeniem oczu nie dał znać co sadzi o nowo przybyłych klientach. Cierpliwie powtórzył, że szef kuchni poleca dzisiaj pierożki.
- I co ty na to żebyśmy ich spróbowali?- zwrócił się do dziewczyny domyślając się, że wybrała zupę i wodę by zbytnio nie obciążać jego kieszeni. Była taka troskliwa.
Logan chciał jej zaimponować jak to samiec i akurat dzisiaj nie liczył się z kosztami.
- Wino byśmy jeszcze chcieli.- zwrócił się do kelnera.- Eee czerwone.- dodał zerkając w kartę i powoli składając literki. Mógł poprosić Metis. Jej by to na pewno poszło szybciej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
- Mmm... - zamyśliła się na chwilę. - W porządku.

Patrzyła tymi swoimi dużymi oczyma na Logana. Chciał jej chyba zaimponować, albo raczej zrobić coś dla niej. Ale też niepotrzebnie. To było oczywiście bardzo miłe, że chciał ją zabrać na wykwintną randkę, ale Metis była romantyczką i większe znaczenie dla niej miały rzeczy niematerialne. Przekrzywiła lekko głowę i zaśmiała się, widząc, ze przecież Logan jest tak samo skrępowany jak ona. Oparła rękę na stole, a na niej podbródek.

- Nie musiałeś tego robić, Logan. - powiedziała z lekkim uśmiechem, zapatrzona jak w obrazek w chłopaka, który się tak dla niej starał. - Wiesz, mogłeś mnie zabrać nawet na stary tor wyścigowy, pokazać gwiazdy, zjedlibyśmy coś i porozmawiali. To naprawdę nie musiała być taka droga restauracja.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Logan zaczerwienił się słysząc słowa Metis. Nie spodziewał się, że dziewczyna tak łatwo i szybko przejrzy jego zamiary. No chciał jej zaimponować i to chyba było widać. Zależało mu by zrobić zrobić jak najlepsze wrażenie, chociaż blondynka widziała go w jego normalnym wydaniu z łapami zabrudzonymi węglem i pomimo tego nadal chciała się z nim spotykać to sprawiało, że miał się ochotę uśmiechać od ucha do ucha jak gdyby opił się Kirkowego bimbru.
Zerknął za kelnerem, który poszedł zrealizować ich zamówienie.
- No wiesz, ja żem chciał, żeby to było wyjątkowe. No bo... no bo ty ..ty też jesteś wyjątkowa.- w końcu udało mu się wydukać tą namiastkę komplementu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Zamrugała oczami, jakby była w szoku. Taki komplement! Chyba jeszcze nigdy nikt w życiu nie powiedział jej, że jest wyjątkowa. Zarumieniła się znowu, czuła jak zaraz zacznie pocić jej się tyłek z tego stresu pomieszanego ze szczęściem, a w dole, przy podbrzuszu, o jejku, co tam się teraz dzieje? Wyrzuciła to wszystko z głowy, bo przecież niewinna jak anioł wśród obłoków niebiańskich i nawet za bardzo to nie wiedziała co to wszystko oznacza, bo tylko dwa razy się w życiu całowała i zupełnie nic nie ogarniała. I teraz za bardzo nawet nie wiedziała co powiedzieć, więc uśmiechnęła się nieśmiało i odgarnęła za ucho nieistniejący kosmyk blond włosów.

- Same spotkania z tobą są wyjątkowe, Logan. - powiedziała cicho, nieśmiało, ale zupełnie szczerze, miętoląc przy tym róg serwetki. - Nie potrzebuję do tego wyjątkowego miejsca. - podniosła oczy, z uśmiechem, już szerszym. Chyba miała się z czego cieszyć, tak myślała. - Proponuję dobrze się tu bawić, jak już tu jesteśmy i się niczym nie przejmować. Najwyżej nas wyrzucą, o! - zaśmiała się już głośniej. Czuła, że się zakochuje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Och no to teraz Logan aż się wyprostował dumnie słysząc takie miłe słowa. Jeszcze nikt mu nigdy nie powiedział nic tak miłego a już na pewno nie dziewczyna. Skoro tak mówiła to musiała go naprawdę lubić. Chyba będzie musiał Kirka zapytać on mu na pewno doradzi co powinien zrobić w takiej sytuacji. Teraz po prostu siedział i uśmiechał się promiennie od ucha do ucha, szczerząc w tym uśmiechu wszystkie zęby, bo na szczęście jeszcze je posiadał. I kierowany impulsem wyciągnął dłoń przez stół i uścisnął delikatnie dłoń Metis. Nie mógł się jednak zbyt długo tym cieszyć bo pojawił się kelner z zamówionym winem, które rozlał do kieliszków.
Logan uniósł swój w geście toastu.
- Za nasze spotkanie?- upił kilka łyków i skrzywił się bo trunek był paskudny. Kwaśny i zupełnie nie taki do jakiego przywykł.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Ciepło jej się zrobiło na sercu od tej równie cieplej dłoni Logana na swojej. Mogłaby sobie tak siedzieć i całą wieczność. No ale ten kelner... Wyprostowała się, patrząc jak nalewa wino do kieliszków. Och, przecież nie była smakoszom i też przecież tak rzadko pijała. Ale kiedy kelner odszedł, to Logan wzniósł toast, za który należało przecież wypić.

- Za nasze spotkanie. - upiła, jej reakcja była niemal taka sama jak ta Logana. Czerwone, wytrawne i drogie wino było przeznaczone raczej dla podniebień smakoszy, bo Metis wydawało soę cierpkie i kwaśne. Kolejny dowód, że tu nie pasowali. Zachichotała pod nosem. - Mam nadzieję, że jedzenie będzie lepsze niż wino.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Logan słysząc słowa Metis również zachichotał i miał wrażenie, że napięcie które odczuwał nieco zelżało. W końcu tak bardzo starał się zaimponować tej uroczej dziewczynie, która siedziała na przeciw niego.
W miejscu, które siedział miał naprawdę dobrą pozycję by obserwować swoją dziewczynę, bo Metis była jego dziewczyną prawda? W każdym bądź razie Logan był gotów przywalić każdemu.
Już miał się pochwalić nowym mieszkaniem, kiedy przyszło mu do głowy, że to niebyt grzeczne powinien chyba najpierw spytać co u Metis, co też zaraz uczynił.
-I jak tam ta twoja nowa praca? Jest lepiej niż w fabryce?- jego ręka popełzła ponownie w kierunku dłoni dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Podniosła do góry o czy i zastanowiła się.
- Wiesz, to po prostu coś innego. Pani Beth jest bardzo miła i we wszystkim mi pomaga. - przeniosła wzrok na Logana. - Podoba mi się tam.
Uśmiechnęła się ciepło. Już właściwie przestawała czuć jakiekolwiek skrępowanie, w końcu była tu z Loganem, prawda? A jeśli była tutaj z nim, to czego jeszcze mogła chcieć od życia? Miała wszystko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Jak Metis się uśmiechała to Logana aż w dołku go ściskało. Nie widziała piękniejszej i słodszej od niej istoty i nadal nie mógł uwierzyć, że ona chciała się akurat z nim umawiać i spędzać czas.
- To fajnie, że nowa praca ci się podoba. - z uśmiechem pokiwał głową i postanowił się podzielić nowiną.- A my z dzieciakami kupiliśmy mieszkanie w drugiej strefie. Teraz tylko chyba ja będę musiał zmienić pracę by je utrzymać.- dodał trochę bezradnie bo nie znał się na niczym innym jak tylko na fedrowaniu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Przekrzywiła wdzięcznie główkę, patrząc na Logana ciepłym spojrzeniem. Tak sobie dobrze radził z tą całą kiepską sytuacją rodzinną, myślał o rodzeństwie, o przyszłości, a nie takie jakieś fiu bździu w głowie.

- Na pewno wszystko się jakoś ułoży. - zapewniła z uśmiechem. - Myślę, że na początek pieniądze Francise'a wystarczą. Możesz spokojnie iść do jakiejś szkoły i nauczyć się cźegoś nowego. Masz dużo możliwości.

Gdy tak sobie ćwierkali to kelner przyszedł z jedzeniem, postawił talerze przed nimi. Metis podziękowała mu uśmiechem i złapała niepewnie sztućce. Nie chciała się z niczym wygłupić! Nie przy Loganie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
- Do szkoły?- LOgan spojrzał na kobietę a jego spojrzenie mówiło "Chyba zwariowałaś kobieto." Był stanowczo za stary na szkołę i na samą myśl, że miałby do niej wrócić to aż mu ciarki przeszły po kręgosłupie.- Eee może samemu się czegoś nauczę.- Dyplomatycznie w swoim własnym mniemaniu wybrnął z sytuacji.
Kiedy kelner przyniósł dania spojrzał na sztućce i zamarł. Czego on do cholery ma użyć? Dyskretne spojrzenie na Metis pozwoliło mu wybrać odpowiedni widelec. Teraz tylko pamiętać by nie odzywać się z pełnymi ustami. Przeżuł wić nim ponownie otworzył usta.
- W drugiej strefie można kupić bistro. Myślałem o nim. Jak by se je kupił. To może te urzędasy oddałyby Carol i Tommyego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Zmarszczyła lekko brwi. No ale starała się zrozumieć, że to pewnie męska duma przemawia przez Logana, że woli od razu działać praktycznie, a nie teoretycznie w szkole... Co prawda ją uczono czegoś innego, ale kim była by kwestionować styl życia Logana? Więc po sekundzie znów była słodką uśmiechniętą dziewczyną.

- Własny interes to duża odpowiedzialność. - powiedziała. - Ale jakbyś chciał, to oczywiście mogę ci jakoś pomoc.

Nadziała jeden pierożek na widelec, a potem Wsadziła go sobie do ust. Był pyszny!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Logan Coben
Logan zagapił się jak Metis wkłada pierożka do ust. Mały krągły pierożek zniknął w czerwonych ustach dziewczyny. Usta na pewno były miękkie i aksamitne a Coben aż się rozmarzył jakby to było je całować i całować i całować....
Otrząsnął się i pomyślał, ze przecież wieczór jeszcze się nie skończył.
Uśmiechnął się słysząc propozycję swojej towarzyszki. Taka właśnie była dobra, słodka i uczynna i on ją tak kochał. Kochał. Logan o mało co się pierożkiem nie udławił uświadamiając sobie ten fakt i jakoś tak inaczej spojrzał na dziewczynę. Zaczerwienił się i by odwrócić uwagę wymamrotał.
- No w rachunkach to by mi się pomoc przydała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
A Metis jak to Metis nie miała zielonego pojęcia jak działa na Logana, więc uśmiechnęła się uroczo i zatrzepotała rzęsami z tej całej ekscytacji, jaka ją ogarnęła.

- To w takim razie pomogę ci jak tylko będziesz chciał. - zapewniła od razu, bo, komu jak komu, ale pomagać Loganowi to była czysta przyjemność. - Nie tylko w tym. Jak będziesz coś ode mnie chciał, to po prostu powiedz.

Znowu się uśmiechnęła. Potem dokończyli kolację, i dopili butelkę wina. Metis miała już troszkę w czubie, więc popatrzyła maślanymi wzrokiem na chłopaka i poprosiła by odprowadził ją do domu. Oczywiście w drodze powrotnej kleiła się do niego niewinnie, jak to podpita dziewczyna, która szuka w życiu miłości i uczucia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
---> Kopalnia

Czasami zastanawiałem się po co to robię dla kogo i dla jakich celów, wzbogacenia się, chęci zysku, czy może adrenaliny?! Sam miałem trudności w odpowiedzeniu sobie na to pytanie, człowiek o wielu twarzach i w dodatku żadna z nich nie była prawdziwa, co z tego że miałeś kilka dowodów w kieszeni, żaden nie był prawdziwy. Prawdziwy był chłopak, kilkunastoletni bezdomny chłopak pobity, na środku ulicy. Leżący w rynsztoku i patrzący w niebo, jakby świat dla niego się wtedy zatrzymał i za co? Za pięćdziesiąt rili znalezionych na chodniku? Przecież nie ukradłeś ich, pamiętasz Aaronie płakałeś pierwszy i ostatni raz w życiu, pamiętasz o czym myślałeś o rodzicach których nie miałeś, przeklinałeś w duchu świat i siebie  Po co i na co tu jesteś.

Usiadłem przy jednym ze stolików, uśmiechnąłem się nawet do kelnera, zamówiłem obiad i butelkę wina, nie miałem ochoty na rozmowy, na towarzystwo, po prostu chciałem zjeść. W oczekiwaniu na danie główne obserwowałem ludzi, mężczyzn i kobiety, eleganckich uśmiechniętych. Zastanawiałem się kto z nich nie wróci dzisiaj do domu, w moich oczach nic nie było. Wino stanęło pierwsze na stole, kelner napełnił lampkę czerwonym trunkiem, chwilę zatapiałem w nim swój wzrok. W końcu przyszły, myśli na które czekałem, myśli o śmierci, nie o mojej nie o Danfortha i innych... Nareszcie jesteście umówiłem się z wami na randkę, długo czekałem, usiądźcie, kto dzisiaj zginie? Zadałem swoim myślom proste pytanie wyczekując na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
<---- jądroland

Nie bywała raczej w miejscach takich, jak to. Nie dlatego, że nie lubiła, bo nie miała na ten temat żadnego zdania, w życiu były ważniejsze rzeczy niż klasy społeczne i zamożność majątkowa lub jej brak. Ponadto w wypadku Hazel wizyty w drogich restauracjach były raczej mało praktyczne. Lokal był wypełniony uśmiechniętymi ludźmi, pięknymi kobietami, mężczyznami w garniturach. Zupełnie tu nie pasowała w swojej prostej spódnicy i koszuli z długimi, choć teraz podwiniętymi rękawami. Tzn. - nie pasowała ze społecznego punktu widzenia, bo ze swojego było jej wszystko jedno.

Nie spodziewała się spotkać tu nikogo znajomego. Po prostu ich nie miała. Malcolm nie bywał w takich miejscach raczej, a O'Shea nie widniał na liście najbliższych przyjaciół. A jednak jej bystre oko wyłapało w tłumie twarz, którą znała. Steven Graf. Normalnie nic nie zrobiłaby w kierunku towarzyskim, ale teraz przekrzywiła głowę w ten swój ptasi sposób i ruszyła w stronę Grafa.

Nie pytała o zdanie czy o pozwolenie. Po prostu usiadła na przeciwko mężczyzny. W końcu zaprosił ją do teatru, prawda? Dlaczego miałby mieć coś przeciwko, że się do niego dosiada? Nim się obejrzała, był już przy niej kelner i nalewał czerwone wino. Świetnie. Lubiła czerwone wino.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
- Pani też proszę nalać - rzuciłem do kelnera. Tak kobieta wybiła mnie z toku myślowego, obiad miałem już niemal skończony, odłożyłem sztućce delikatnie na talerzu chwilę i z uwagą przyglądając się kobiecie.
- Witam panią - uśmiechnąłem się lekko, no akurat jej tutaj się nie spodziewałem, będzie zapewne dywagować nad złożonością wołowiny, a to po prostu mięso z byka. Nie zapytam po co tu przyszła wybierając tak drogą knajpę, nie zapytam czy przyszła badać bakterie. Kurwa jak tu z nią gadać, misja niemożliwa niemal że.
- Takie niespodziewane spotkania są bardzo miłe, człowiek zapracowany nie ma czasu na życie towarzyskie dlatego lubię takie spotkania.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Odsunęła szkło kieliszka od warg i przekrzywiła głowę, jakby analizowała dźwięk głosu Stevena. Może analizowała. Może dopasowywała go do algorytmu zachowań, może chciała wyizolować z tego tonu emocje, które przecież normalnie średnio umiała czytać.

- I czuje się pan miło? - zapytała po prostu, jakby chciała jeszcze bardziej skonkretyzować sytuację, w której się znalazła. Zajrzała do karty, powiodła wzrokiem po menu, a gdy przyszedł kelner złożyła zamówienie. Znowu popatrzyła na Stevena. - Życie jest mniej niespodziewane, niż się panu wydaje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
- Tak czuje się miło w końcu dobre towarzystwo ku temu sprzyja - rzuciłem z lekkim uśmiechem, a tak naprawdę chciałem klepnąć się w czoło, cóż za baba. Postawiłem sobie jednak cel, a Aaron Fechner tak łatwo nie rezygnuje.
- Tak pamiętam, ważne by poznać tego algorytm tak? Wszystko jest do przewidzenia. - Zapytałem ale czy chciałem znać odpowiedź, właściwie skończyłem już jeść mógłbym wyjść.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Odstawiła kieliszek, ale nie zabrała ręki. Wodziła palcem wskazującym po szkle. O czym myślała? Pewnie o strukturze szkła, o piasku kwarcowym, o możliwościach łączenia z węglanami i tlenkami, o zmianach jakie zachodzą w molekułach i czy można to wykorzystać inaczej. I znów to przekrzywienie głowy, znów długie spojrzenie rzucone mężczyźnie.

- Algorytmy budują moją strukturę życia i relacji towarzyskich, panie Graf. - powiedziała wolno, rzeczowo. Chyba chciała coś swojemu towarzyszowi wytłumaczyć. - To nie kaprys. To praktyczna konieczność. Mogę ocenić prawdopodobieństwo pewnych uczuć w stosunku do czegoś, ale będzie to tylko chłodna kalkulacja. Powinien pan się już zorientować, że moje zdolności empatyczne są bardzo ograniczone. Proszę tego nie odbierać jako zła wola, panie Graf.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
Nic nie zrozumiałem, mówiła do mnie w jakimś obcym języku, starałem się ale za cholerę nie potrafiłem tego przełożyć na ludzki język, to jakaś kosmitka. Bzyknąć kosmitkę było by miło.
- A czy ma pani algorytm na nasze relacje? Ma pani już jakiś wzór na naszą znajomość, lub początek wzoru? - chyba wino tłumiło moje szare komórki, albo byłem zmęczony ciągłymi podchodami, chyba wiedziałem gdzie powinienem się teraz udać.
- Ależ skąd nie odbieram, to pani styl - zamyśliłem się na chwilę - czy potrafiła by się pani wyzbyć tego wszystkiego, tych wszystkich wyliczeń, nie liczyć nie wyliczać, a dać ponieść się emocjom bez zbędnej kalkulacji?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Restauracja Filomeny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 29Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 17 ... 29  Next
 Similar topics
-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-