IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Restauracja Filomeny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28, 29  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Cennik:
- Rosół wołowy, makaron, lubczyk-  18 K 50 R
- Krem z dyni, oliwa rydzowa- 18 K
- Polędwica wołowa, cukinia, pieczone warzywa korzenne, sos z czerwonego wina- 27 K
- Udko z gęsi faszerowane grzybami w sosie jabłkowym- 24 K
- Smażony ser camembert podany na sosie malinowym z winogronami- 18 K
- Gotowane lub grillowane warzywa - 9 K
- Pierożki z dynią i mascarpone, szałwia, migdały, trybula- 22 K
- Purée ziemniaczane z oliwą truflową - 9 K
- Suflet czekoladowy, lody waniliowe, sos czekoladowy- 13 K
- Karmelizowana tarta cytrynowa, pulchna beza, lody waniliowe- 15 K

- Wino czerwone, białe, różowe- 3,6K kieliszek; 12 K butelka
- Piaszczysta Noc (wódka, sok żurawinowy, sok pomarańczowy) - 1,2K
- Mechaniczna Malina (wódka, syrop cukrowy, sok z limonki, puree malinowe)- 2,4K
- Whiskey- 1K 80R szklanka; 9K butelka
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 131
avatar
Maeve Reilly
-Zapamietam.
Odpowiedziala a po jej spojrzeniu mozna bylo wywnioskowac, ze skorzysta z propozycji. Zrecznie oddzielila kawalek miesa od reszty i wsunela go ust jak rasowa kobieta z dobrego domu.Az dziw, ze kiedyś szlajala sie po slumsach.
- Nie bylam, tak. A pan?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
Nie wątpił w to, że zapamięta. Był nawet pewien, że wykorzysta to w odpowiednim momencie i z odpowiednim efektem. Była to jednak zwyczajowa cena, którą gotów był zapłacić. Zresztą miał przedsmak atrakcji z tą panią i obiecywał sobie więcej.
- Tak wybrałem się tam raz czy dwa w ramach relaksu. Niestety muszę przyznać, że nie mam szczęścia w grach hazardowych.- roześmiał się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Maeve Reilly
Maeve rozluźniała się coraz bardziej, więc gdy przyszedł czas na deser, kobieta już nie przejmowała się niczym i nikim. Uśmiechała do Blacka, spoglądając na niego zalotnie i ciesząc jego towarzystwem.
Gdy już pojedli, mogli sie zebrać do kasyna.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
/ Początek

Nie lubił się spóźniać, nie lubił spóźnialskich ludzi, uważał to za brak szacunku do drugiej osoby. Nawet jeśli to był wróg, był punktualny. A dzisiaj po prostu jak zwykle ciekawość go tu przywiodła.
Był wcześniej, może planował wybadać teren. Stolik był zamówiony na jej nazwisko. Nawet jeśli nie był by, Faust miał by najlepszy w tej restauracji. Było obrzydliwie bogaty i niemal obrzydliwie wymagający.
Usiadł przy wskazanym stoliku, przodem do wejścia. Czekał.
Co chwilę zerkał na ludzi wchodzących do restauracji. Denerwował się? Nie, jego ciekawość potęgowała. Nikt nie dzwoni do kogoś bez celu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Nie spóźniła się. Nie miało to związku z szacunkiem. Miało to związek z zasadami, jakie przyjęła. Poza tym... skoro umówili się na konkretną godzinę, to dlaczego miałaby przyjść wcześniej albo później? Pojawiła się w drzwiach niemal punktualnie co do sekundy. Minuta czy dwie mieściły się w granicach błędu.
Miała na sobie bluzkę z krótkim rękawem zapinaną przy samej szyi. Wąska spódnica kończyła się za kolanami. Hazel wyglądała skromnie i elegancko.
Poszukała wzrokiem Fausta, po czym podeszła do stolika, by usiąść. Jednym, zgrabnym, ale wolnym ruchem przesunęła serwetkę w lewo, by krawędź równo przylegała do sztućców. Omiotła jeszcze wzrokiem stół, jakby szukała czegoś do wyrównania, po czym uniosła wzrok na Fausta.
- Dzień dobry, panie Faust.
Nie, nie uśmiechnęła się nawet jednym kącikiem ust, co nadawało jej nieco surowy wyraz twarzy. Rzadko się uśmiechała. A jeśli się uśmiechała, to zazwyczaj miało to związek ze sprawami naukowymi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Jest! Weszła, usiadła, gdy to robiła Faust wstał i poczekał aż usiądzie usiadł sam. Milczał, przyglądał się kobiecie. Obserwował każdy jej ruch, jakby dążyła do perfekcjonizmu. Patrzył na nią jakby chciał wyczytać co jest celem spotkania.
- Dzień dobry - rzucił w niemalże podobnym tonie co ona, suchym, pozbawionym emocji głosie.
Rozejrzał się po knajpie w poszukiwaniu kelnera. Mijał wzrokiem kolejne postacie, aż wyłapał go swoim spojrzenie. Żaden gest nie był potrzebny by po chwili przy stoliku stał mężczyzna.
Faust przeniósł wzrok na kobietę tym samym sugerując jej by złożyła zamówienie.
- Czy celem naszego spotkanie jaest napicie się wspólnie kawy? - zapytał wprost. Był ciekawy co skłoniło kobietę do wykonania telefonu do niego. On wciąż nie widział potrzeby spotykania się z taką osobą jak Hazel. Po za tym była trochę dziwna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Przesunęła palcami po białym obrusie, potem dłonie wylądowały pod stołem. Złożyła je na podołku. Siedziała wyprostowana, przekrzywiając od czasu do czasu głowę, by spojrzeć na coś z nieco innej perspektywie.
- Nie. - odpowiedziała krótko.
Pytanie miało formę zamkniętą. Prawidłową odpowiedzią było albo "tak" albo "nie", w zależności od prawdy. Hazel milczała przez chwilę. Źle - upomniała się w duchu. Ostatnio za rzadko aktualizowała swoje towarzyskie algorytmy, dlatego momentami zapominała o ich wykorzystywaniu. Powinna być bardziej uprzejma. powinna udzielać odpowiedzi nawet, gdy ludzie nie zadawali odpowiednich pytań. Musiała znowu przewidywać kolejne pytania. Aż nabrała powietrza w płuca. Kontakty z ludźmi bywały takie... wymagające dla Hazel.
- Nie potrzebuje towarzystwa do picia kawy. - dodała po prostu. A potem postanowiła powiedzieć w końcu to, co Faust chciał usłyszeć. - Celem jest nauka. Jej rozwój. Jest pan człowiekiem, który lubi wiedzieć. Jest pan ciekawski, panie Faust. A tacy ludzie są bardzo pomocni, gdy znajdują się w zastępie naukowców. Chciałam potwierdzić swoje przypuszczenia. - wyjaśniła. Nie umiała kłamać, bo i nigdy ni czuła takiej potrzeby. Pochyliła lekko głowę, przesunęła nieco jeden ze sztućców. - Nawet gdybym chciała się z panem spotkać towarzysko, to i tak... - kącik ust drgnął, jakby była rozdrażniona. - Nie umiałabym. - przyznała. - relacje międzyludzkie nie są moją mocną stroną.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Nie? - odpowiedział zaraz, robiąc trochę zdziwioną minę cóż tak kobieta od niego chciała. Potem wsłuchał się w jej słowa.
Gdy złożyła zamówienie on również zamówił kawę.
Potem słuchał. Chciał trzasnąć otwartą dłonią w stół i krzyknąć "Wiedziałem". Jej najzwyczajniej w świecie chodziło o pieniądze, o sponsora jej badań, czyżby rząd za mało płacił? No no. Faust śmiał sie w duchu, kład się na podłogę i śmiał się jak dziecko. Och jaki był wspaniałomyślny. Czuł w kościach ze kobiecie chodziło o pieniądze. Jak mógł już przy jej telefonie się nie domyśleć.
Mina jednak była poważna i skupiona, na zewnątrz nie było nic oprócz tego. Rozejrzał się po restauracji jakby chciał już prosić o rachunek i wyjść.
Miała szczęście że kolejne słowa były oderwane od wszystkiego. Spojrzał na nią, a właściwie na jej przegiętą szybę. Była po prostu szczurem laboratoryjnym nie wychodzącym na zewnątrz. Jednak tą uwagę też zostawił dla siebie.
- To może spróbujemy to naprawić, na pocieszenie powiem że również nie jestem mistrzem w tej dziedzinie - mówił to chociaż wiedział że on sam musiał umieć się zachować.
- Lubi pani naukę pod każdym kątem więc na początek na pierwszą lekcję proponuję lampkę wina przed obiadem, potem obiad i drugą do obiadu... co pani na to... po za tym zgłodniałem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Gdyby usłyszała ten śmiech, pewnie po prostu wyjaśniłaby Faustowi, że "pieniądze" są tutaj złym słowem. Nie myślała o pieniądzach. Myślała o wsparciu, o wpływach i przede wszystkim o rozwoju nauki. A nauka nie rozwijała się bezkosztowo. Faust nie był głupi i Hazel nie potraktowałaby go jak głupiego. Więc pewnie powiedziałaby, że przecież sam bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne są pieniądze i wpływy w tym mieście i czy zrobiłoby mu się lepiej, gdyby najpierw umówiła się z nim wcześniej kilka razy na kawę. Czy szopka towarzystwa jest przez niego wymagana.
Przekrzywiła głowę, oczy wlepiła w Fausta.
- To nieprawda. - skwitowała. - Bardzo dobrze pan wie, jak postępować z ludźmi. Wie pan, jak się zachować. - przekrzywiła leciutko głowę w druga stronę. - Mówi pan to, żeby było mi milo? Żebym czuła wsparcie? Żebym nie czuła się sama z tą dysfunkcją? - kąciki ust powędrowały nieco w gorę, niemal niezauważalnie, ale można to było nazwać uśmiechem. - Nie musi pan, panie Faust.
Kelner przyniósł im kawę. Hazel przysunęła sobie filiżankę centralnie przed sobą.
- Nie tylko lubię naukę. Ja nią żyję. - odpowiedziała całkiem szczerze. Nie była przekonana co do tych towarzyskich lekcji... W tej kwestii była niereformowalna. Chyba. W każdym razie przekonało ją wino. - Mam słabość do czerwonego wina. - dodała. Milczała przez chwilę, aż w końcu skłoniła lekko głowę. - Jeśli jest pan cierpliwym nauczycielem... - nie dokończyła. Zamiast tego sięgnęła po kartę dań. Wyglądało na to, że się zgodziła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Kobieta naprawdę miała problem w relacjach międzyludzkich, gdzieś się broniła, próbowała, może to ze Faust był równie dziwny co ona, zdecydowała sie na to spotkanie.
W jej słowach musiał przyznać rację. Zgadzał się umiał postępować z ludźmi, po prostu nie lubił zabaw towarzyskich. Był samotnikiem. Ufał nielicznym i nieliczni się liczyli. Kobieta pokroju Hazel mogła być jego narzędziem do jego planów.
Kiwnął. na kelnera, a po chwili zamówił dwie lampki czerwonego wina. Gdy sięgnęła po kartę uśmiechnął się w duchu.
- Cierpliwym... tak czy dobrym nie wiem - gdzieś myślami uciekł do Aarona, mina mu sposępniała, zastanawiał się czy to co mu przekazał skutkuje do dzisiaj, po przeczytaniu pamiętnika miał świadomość, był pewny że on żyje... Że mu się udało, że dobry plan się uda. Jedno mu nie pasowało w tym wszystkim... Theresa Reebentoff. Dlaczego musiała pojawić się na jego drodze. Faust zdawał sobie sprawę że tylko jedno Aarona może zgubić.
- Proszę zamówić też dla mnie - rzucił odrywając się od swoich myśli, na pewno wróci do tego tematu. Zrobi to po swojemu.
- Nauka jest pani życiem, pani jest nauką, podobno czasami warto odejść od schematów... jak pani myśli warto? Czy wszystko jest schematem, czy wszystko można przewidzieć, zaplanować? Czy na wszystko jest wzór? Czy znajdzie się wypadkowa która nas zaskoczy? Coś nieprzewidywalnego? Coś czego się nie spodziewamy?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Przesuwała wzrokiem po menu, a gdy poprosił o to, by zamówiła również za niego, podniosła badawczy wzrok na Fausta.
- Chce pan mnie sprawdzić? - zapytała z ciekawości. - Nie wygląda pan na człowieka, który pozwala innym decydować. - jeden kącik ust drgnął, a kobieta opuściła spojrzenie na kartę dań. - Ale w porządku. Jak pan sobie życzy.
Ta uprzejmość była wystudiowana. I całkowicie beznamiętna. Kiedy kelner pojawił się przy stole, Blackshear zamówiła dla siebie sałatkę, a dla Fausta stek. Odłożyła kartę - równo i tak, jakby poświęcała jej więcej uwagi niż Thorstenowi. W rzeczywistości myślami była w laboratorium. Postanowiła rozpocząć pracę nad energią na dużą skalę.
Fala pytań wyciągnęła ją z laboratorium do Filomeny.
- Nic nie jest przypadkowe, panie Faust, a jeśli wydaje nam się, że jest, to tylko dlatego, że nie znamy jeszcze odpowiednich mechanizmów, które rzekomym przypadkiem rządzą. A czy warto odejść od schematów? Oczywiście. Na tym polega nauka. Na przekraczaniu granic. I odkrywaniu nowych mechanizmów, nowej rzeczywistości. Innej. Lepszej. Choć w ostatecznym rozrachunku wszyscy składamy się z atomów. - zamilkła na chwilę. Przyglądała się Faustowi. Miała wrażenie, że gdzieś już widziała tego człowieka. Że widziała go tutaj. W Filomenie. - Lubi być pan zaskakiwany? Lubi pan niespodzianki?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Ja sprawdzać? Ależ skąd… po prostu, ale ma pani zupełną rację… Nie pozwalam – spojrzał na nią wymownie. Wsłuchał się w jej zamówienie, może być, właściwie to Faust nie był wybrednym człowiekiem jeśli chodzi o jedzenie. Ktoś kto się wychował na ulicy raczej nie wybrzydzał. Jeśli coś jest podane na talerzu należy to zjeść.
- Nic nie jest przypadkowe, ale nawet jeśli wszystko zaplanujemy, może zdarzyć się tak że coś stanie się nieoczekiwanego. Taka nieprzewidziana zmienna, która nie wiemy jak zareaguje na inne wyniki.
Zamyślił się nad jej pytaniami.
- Można rzec że tak i nie, zależy jakiej dziedziny życia ona dotyczy, niespodzianką może być dla mnie wzrost sprzedaży na wyższym poziomie niż zaplanowałem. Ale wolał bym wcześniej znać wynik. Zapewne każdy lubi być miło zaskoczony ale jeśli chodzi o negatywny aspekt, tooo.. to zdaje się że nikt nie lubi. Oczywiście te negatywne sprawy są bardzo cenne – upił łyk wina przerywając na chwilę swoją myśl, rozejrzał się po restauracji jakby czegoś lub kogoś szukał. Upił jeszcze jeden łyk i wrócił spojrzeniem do Hazel.
- One nas uczą, dają nam przykłady na przyszłość, dzięki którym nie popełniamy tych samych błędów. W ciągu całego życia takich lekcji możemy mieć bardzo dużo.
Kelner szybko obsłużył ich stoli. Za chwilę pojawiły się dania wraz z przystawkami, a obok nich butelka dobrego czerwonego wina.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- Oczywiście, że pan nie pozwala. - powtórzyła raz jeszcze, dając tym samym wyraz pewności swoich wcześniejszych przypuszczeń. - A nawet jeśli, to robi pan to w sposób kontrolowany. Jest pan drapieżnikiem, panie Faust. Pewnie kreuje pan pozory przekazania decyzyjności ofierze, jeśli jest to dla pana korzystne. Zupełnie jak bawienie się ofiarą przed konsumpcją. - podczas tych słów przesuwała wzrokiem po stoliku, jakby szukając czegoś do poprawienia. - Oczywiście jest to ogólne moje spostrzeżenie nie mające nic wspólnego z naszym spotkaniem. Myślę, że w stosunku do mnie, po prostu stara się pan wybadać moją naturę. - zielone ptasie oczy spojrzały na mężczyznę. - Pan też tworzy algorytmy towarzyskie. Pytanie tylko czy z konieczności, czy z wyboru.
Odsunęła filiżankę z kawą, by kelner mógł postawić przed nią talerz z posiłkiem. Z zainteresowaniem patrzyła też na nalewane czerwone wino. Wyłapała wzrokiem etykietę i stwierdziła, że trunek jej posmakuje. Znała rocznik. Znała smak.
- Niespodzianki, doświadczenie... - zaczęła ponownie, gdy kelner już odszedł. - Wszystko to jest formą informacji. Formą danych. A dane zawsze można umieścić w równaniach i algorytmach. W ostatecznym rozrachunku nie jesteśmy niczym innym. - zamilkła na chwilę, zmarszczyła lekko brwi, jakby z niezadowoleniem. Myślenie o emocjach, o ludzkiej stronie człowieka zawsze napawało ją jakąś chwilową irytacją. - Chyba, że pojawiają się jakieś emocje. Jak są silne, to potrafią wszystko popsuć.
Miała tu na myśli psucie algorytmów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Proszę mnie nie zawstydzać - rzucił trochę przekornie, zawstydzony w ogóle nie był, dawno zapomniał co to wstyd i zażenowanie. Zamilkł chwilę myślał patrząc w swój talerz ze stekiem.
- Drapieżnikiem? - podniósł wzrok na kobietę unosząc przy tym lekko brew. Na twarzy pojawiło sie lekkie zdziwienie. Ciekawe porównanie. Sam Faust nie mógł się z tym nie zgodzić. Och gdyby wiedziała o nim więcej, gdyby wiedziała tyle co on sam.
- Niczym innym jak garść prochu rozwiana po pustynnych piaskach.... O emocjach, ludzkiej stronie człowieka?
Widział jak reaguje, uśmiechną się w duchu, zdecydowanie za długo przebywa w murach laboratorium. Pewnie siedzi w archiwach bez światła. Hm co ciekawe że Faust był taki sam, emocje go nie interesowały, jedynie tym się różnili że on nie stronił od ludzi. Ona miała z tym problem.
- Denerwuje panią rozmowa o emocjach? - zapytał w prost. Lubił proste pytania. One mówiły najwięcej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Zamrugała oczami. Nie rozumiała. Dlaczego miałaby go zawstydzać?
I Hazel nie uważała swojej, hmm, "przypadłości" za problem. To był po prostu stan rzeczywisty. Nie spotykała się z ludźmi, bo tego nie potrzebowała. Mało kto miał do powiedzenie coś, co by ją interesowało. Faust natomiast w pewnym stopniu interesować ją zaczął. Był dowodem na to, że nawet bezemocjonalne podejście do życia nie wyklucza z życia towarzyskiego. Poza tym było jeszcze coś - Faust wyrażał się precyzyjnie i konkretnie, a to ułatwiało Hazel konwersację. Nie musiała się domyślać, nie musiała odczytywać emocji.
- Nie denerwują. "Nerwy" to tutaj złe słowo. - opuściła wzrok na talerz, chwyciła sztućce po czym nabiła pomidorka koktajlowego na widelec, wyciągnęła go z sałatki i wolnym ruchem włożyła do ust. Przeżuła i dopiero wtedy wróciła spojrzeniem do Thorstena. - Jestem konkretną i pragmatyczną kobietą, panie Faust. I lubię taką rzeczywistość. Emocje nie są ani konkretne, ani pragmatyczne. Wprowadzają zamęt w logikę. Tracenie na nie czas nie jest uzasadnione.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Słuchał ją z uwagą gdy przerywała, on zajmował się posiłkiem. Słuchał ale nie mówił, jakby kodował wszystko w głowie. Przetwarzał i analizował.
- Można rzec że emocje są dla pani zbędne… hmm – wytarł usta serwetką gdy skończył posiłek, za chwilę pojawił się kelner zabierając naczynia. Ileż to on razy tłumaczył bratu, zgubi go wiara w ludzi, zgubią go własne emocje. Ciągle miał nadzieję ze to co pisał było kłamstwem, miało być kłamstwem by zataić prawdę, tylko czemu miało służyć. W głowie Fausta ponownie pojawiło się nazwisko dziennikarki. Odgonił od siebie myśli z pamiętnika.
W tym samym momencie wyminęło się ich spojrzenie, Faust nie bał się patrzeć ludziom w oczy. Z nich można było bardzo wiele wyczytać. Gorzej było w przypadku Hazel. To o czym mówiła pokrywało się z jej oczami. Brak emocji. A może to i lepiej, mówiła co myśli, kobieta oddana w całości temu co robi.
- Kiedy będzie można mówić że Uran wejdzie do masowego zastosowania? – zapytał zmieniając temat, nie widział sensu rozmowy o emocjach skoro żadne z nich ich nie posiada. Albo zakopało je gdzieś głęboko w wielkim dole. Wolał mówić o tym co ma dla niego znaczenie. A być może Uran miał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- A dla pana nie? - uniosła brew. - Wydaje mi się, że oboje zdajemy sobie sprawę, że są one raczej przeszkodą, a nie pomocą w osiąganiu celów. Człowiek zbyt emocjonalny zapomina o racjonalności. Skupia się nie na tym, na czym powinien.
Ona również dojadła swoją sałatkę, otarła usta. Wszystkie jej gesty były spokojne, może nieco powściągliwe. Gdy kelner zabrał brudne talerze, przysunęła przed siebie kieliszek z winem.
- Eksperymenty, doświadczenia i wyniki związane z uranium to jedno, a biurokracja to drugie. - odpowiedziała, zmieniając przy tym nieco pozycję. Założyła nogę na nogę. Nadgarstki ułożyła na stole niedaleko kieliszka. - Ja prowadzę badania związane z energią jądrową i promieniowaniem. Wiem jednak, że równolegle mój kolega naukowiec pracuje nad spalaniem uranium w celu otrzymania odpowiedniej energii. Z tego co wiem udało mu się osiągnąć zamierzony efekt. Jednak jak szybko rząd postanowi wprowadzić te odkrycia w życie...? - wzruszyła ramionami. - To zależy kiedy będzie im się to opłacać. Nie studiuję ekonomii, nie wnikam. Mi zależy tylko na praktycznych odkryciach, które mają znaczenie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Dla mnie też - rzucił szybko i pewnie, znał odpowiedz, wiec nie widział potrzeby rozkładać jej na czynniki pierwsze. Emocje wiele można mówić a nic nie dają. Szkodzą i psują plany. Tak Hazel dobrze zauważyła... Rozpraszają.
- Czy myśli pani... - sięgnął po wino upił łyk spoglądając na kobietę z za kieliszka po czym kontynuował swoją myśl.
- Czy myśli pani że uranium może dorównać energii jądrowej? - zapytał chwilę myślał zastanawiając się nad jej słowami.
- Zapewne to nie chodzi o samą biurokrację, a po prostu szukanie środków i jak pani zauważyła inwestorów, może cześć z nich jest niepewna, nie mają wyników, nie wiedzą czy to się uda. Gdyby było... - zawiesił swój głos. W głowie pojawiła się myśl, gdyby miał pewność że energia jądrowa jak i uranium będzie strzałem w dziesiątkę, gdyby miał wyniki badań, gdyby wiedział że to ma sens i nadaje się do użytkowania... Że jest lepsze od wszystkiego.
- Zapewne plany pokrzyżowali przybysze z Kaan-anu ich technologia podobno znacznie przewyższa naszą... Może być tak że wszystkie dotychczasowe badania, rozwiązania zostaną schowane do szuflady, jeśli oczywiście potwierdzi się ich wersja...Nie boi się pani tego? Że wszystkie dotychczasowe pani badania zostaną wyrzucone do kosza?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Rzadko pokazywała emocje, praktycznie tego nie rozbiła. Ale teraz poczuła, jak serce jej nieco przyspiesza, tłocząc w żyły adrenalinę zabarwioną irytacją. A może nawet złością. "Że wszystkie dotychczasowe pani badania zostaną wyrzucone do kosza". Aż drgnęła nerwowo.
- Nie pozwolę, by taki obrót rzeczy nastąpił. - zacisnęła usta. - Jest wiele możliwości. Robię to, co jest najbardziej korzystne dla moich badań. Włącznie z pracą w laboratorium. Ale jeśli rząd będzie chciał zamieść pod dywan wszystkie moje wysiłki, podejmę inne kroki. - mówiła całkowicie szczerze i otwarcie. - Energia jądrowa to ogromna moc, którą tylko muszę się nauczyć opanować. To nie jedynie siła napędowa. - zamilkła na chwilę. Nie chciała jeszcze mówić o swoich przypuszczeniach. Liczyły się wszak tylko fakty. Pomyślała o Kaan-anijczykach. Trudno było dojść do jakichkolwiek wniosków w związku z ich przybyciem. W gazetach nie wymieniono nawet nazwisk, ograniczono się do krótkiego artykułu, z którego nic nie wynikało. Sprawa przycichła. Jakby nikt się rozbitkami nie interesował. A przecież już od dawna było wiadome, że są na wyższym poziomie technologicznym. Dlaczego jeszcze nie skorzystali z ich wiedzy? Hazel poczuła irytację kującą ją gdzieś w sercu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Na twarzy Fausta pojawił się grymas. Może uśmiech, nie t nie to. Ale było to pozytywne.
Nachylił się w jej kierunku, kątem oka rzucił po restauracji, jakby chciał powiedzieć coś w wielkiej konspiracji. Może tak właśnie miało być, tak wyglądać.
- Myślała pani o energii jądrowej jako wielkiej mocy... czy mogła by zasilać miasto i dostarczać mu energii? - rzucił nieco ciszej z tą samo konspiracją którą była przyodziana jego postawa.
Wyprostował się, wracając na swoją pozycję.
- Sama wiara nie wystarcza, musi być podparta faktami, jeśli bym takie posiadał, jeśli było by fizycznie możliwe to co pani mówi, jeśli była by możliwość stworzenia urządzenia które by umiało przetworzyć tą moc na energię... - upił łyk wina - mógłby w coś takiego zainwestować, mógłby znaleźć ludzi którzy by chcieli w coś takiego inwestować. Ma pani rację był by to przełom... Na razie zostaje mi życzyć pani powodzenia, wytrwałości i odpowiedniej determinacji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- Zasilić. - powtórzyła. - Lub zniszczyć.
Uniosła kieliszek do ust. Wcześniej, gdy Thorsten się pochylał, ona nie wykonała podobnego ruchu. Nie miała w zwyczaju. Nie czuła tego. Więc siedziała wyprostowana, niczym powściągliwa dama. Zupełnie jakby nic jej nie obchodziło dzisiejszego wieczoru. Słuchała Fausta w zamyśleniu, analizując jego słowa. Był jak wszyscy - chciał inwestować w już gotowy i konkretny projekt. Zapominając, że eksperymenty i przeprowadzanie doświadczeń również jest kosztowne. A może nie zapominał. Może wszystko było już dawno przeanalizowane. Strategia. Miała już wystarczająco dużo informacji, by wiedzieć, jaką kieruje się Faust. Uniosła kącik ust, przekrzywiła nieco głowę, w ten tak typowy dla niej ptasi sposób. Spojrzenie miała bystre, jak spojrzenie drapieżnika, chociaż sama osobiście nigdy nie przypisywałaby sobie takich cech.
- Nie potrzebuję tego typu życzeń, panie Faust. Mniemam jednak, że w dobrym tonie byłoby za nie podziękować. - skinęła głową. - Zatem dziękuję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Energia niesie ze sobą moc... nie powiedziałem że ma tylko służyć dla poprawy bytu - powiedział trochę tajemniczo. W głowie jednak nie było tajemnic w głowie Fausta rodził się plan. Mógł przecież łożyć pieniądze na badania, ale mógł zastrzec sobie prawo pierwokupu, coś za coś. Wiedział doskonale że tylko ten kto podejmuje dziesięć razy ryzyko raz osiąga sukces.
- Nie potrzebuje pani takich życzeń czyli jest pani pewna swojego sukcesu - zmarszczył brwi patrząc na kobietę uważnie. Byłą pewna siebie, pewna w dziedzinie nad którą pracowała. Czy mogło być to przydatne dla niego? Oczywiście. Ludzie pewni siebie osiągali sukces. Ludzie zdeterminowani.
- Zatem gratuluję - rzucił po czym kiwnął na kelnera aby ten dolał im wina. Chciał zapytać czego potrzebuje, czego pragnie ale chyba znał odpowiedź, dlatego nic nie mówił. Milczał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel od razu wyłapała to pierwsze zdanie. Postanowiła podłapać temat. Nie tyle z ciekawości, co po to, by ustalić, jak daleko posunięta jest relatywność moralna Fausta. To ułatwiłoby jej towarzyskie relacje. Musiała nawet przed sobą samą przyznać, że odpowiada jej sposób, w który Thorsten prowadzi rozmowę - wszystko było konkretne, bez podtekstów. Nie musiała nic odczytywać między wierszami, a nawet jeśli musiała, to była to czysta logika działania. Znowu przekrzywiła głowę, tym razem z wyraźnym zainteresowaniem.
- Nie jest pan filantropem, prawda, panie Faust? - uśmiechnęła się lekko. - Interesują pana efekty. A jeśli chodzi o sposób wykorzystania... Cóż, zależy od korzyści. Mylę się?
Przeniosła wzrok na kieliszek z winem, który zaraz podniosła do ust.
- Doskonały gust, panie Faust. - skomentowała wybór wina przez Thorstena. - Jeśli tak mają wyglądać pana... hmm, lekcje, to jestem gotowa nawet podejść do tego emocjonalnie.
Hazel w tym momencie wyraziła swoje uczucia. A mianowicie to, że picie dobrego czerwonego wina sprawia jej przyjemność. Zatem: pewnego rodzaju radość? Zaspokojenie? Satysfakcja? A może mieszanka tego wszystkiego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Zawsze jest jest jakiś interes, coś dla kogoś, ktoś dla czegoś... Nawet pani - uniósł lekko brwi, zawieszając na chwilę głos.
- Interes kryje się wszędzie, może inaczej nazwany, może ma inny wymiar, sama pani powiedziała że chce być znana i zapisana w podręcznikach... Nie myli się pani.
Potem przeszła do wina, czyżby mówiła o emocjach, tak, dokładnie tak.
- Podobno o gustach się nie rozmawia, ale tak wiem że dobre - czy nie był Faust zbyt pewny siebie, nie po prostu stwierdził oczywistą oczywistość. A właśnie lekcja.
- Hm... lekcje, to może tym razem ja wyjdę z inicjatywą i zaproponuję teatr... - uniósł lekko brwi, przyszykował się na negatywną odpowiedź. Szczury laboratoryjne przecież nie chodzą do teatru. Chyba że gryźć przewody pod sceną. Oczywiście nie musiała się zgadzać. Sam nie wiedział po co zaproponował. Może od po prostu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Tym razem zawiesiła spojrzenie na Fauście dłużej - bez spojrzeń na stół, bez myślenia w tle o porządku algorytmów i wzorów. Tym razem całą swoją uwagę skupiła tylko i wyłącznie na mężczyźnie. Zastanawiała się, jak duże jest prawdopodobieństwo tego, że zaprosił ją do teatru świadomie. Kiedy Hazel zapętlała się w naukowych teoriach, zazwyczaj przerzucała się na szukanie algorytmów w metaforyce poezji. To sprawiało, że nabierała innej perspektywy w patrzeniu na fizykę kwantową. W każdym razie - jeśli zrobił to świadomie, to Hazel popatrzyłaby na niego z czymś na kształt szacunku. Na razie tego nie wiedziała. Potrzebowała więcej danych.
- Lubię teatr. - odparła.
Tak. To chyba było skorzystanie z zaproszenia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Restauracja Filomeny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 27 z 29Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28, 29  Next
 Similar topics
-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-