IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Warsztat mechaniczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Na terenie warsztatu mechanicznego znajduje się kilka budynków, a w każdym z nich wykwalifikowani pracownicy zajmują się określonym rodzajem sprzętów i machin. Tuż przy ulicy w największym z budynków w pięciu garażach zajmują się automobilami i motocyklami, a także dorożkami i powozami parowymi. Tuż obok, w czymś, co bardziej przypomina barak, mają swoją siedzibę mechanicy od maszyn przemysłowych, którzy dojeżdżają do swoich klientów dorożką wypełnioną po brzegi różnymi narzędziami i częściami zamiennymi.
W głębi stoją jeszcze dwie mniejsze budowle, w których naprawia się sprzęt użytku domowego i trzecia, zupełnie malutka, w której mieści się jedyny licencjonowany serwis robotów domowych i mechanicznych koni. Pracownicy tego najmniejszego rzadko pracują na miejscu, najczęściej dojeżdżają do klientów zdezelowanym automobilem, który w teorii miał się nie wyróżniać wśród zaparkowanych pod apartamentowcami pojazdów.

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Wpatrywała się w Alexandra, gapiła się na niego jakby była w jakimś afekcie i... widząc jego zdziwienie zorientowała się, że to czysty przypadek. Że nie miał pojęcia jej tutaj spotkać. A ona się wystawiła jak ostatni szczeniak, jak głupia rozemocjowana baba. Palce zacisnęły się jeszcze mocniej na kluczu - tym razem dlatego, że Faith była wściekła na siebie.
- Panna ni zno si na autumubilach. - mruknął Theodor, polozyl ramię na ramieniu Faith, by dać jej do zrozumienia, że ma spieprzać, a ponieważ ta sie nie ruszyła nachylił się do jej ucha. - Idźży w pizdu, gupia babo. - mruknął niemal z troską. - Bo se znowu kopotów narobisz.
Bo Theo bardzo dobrze znał tę swoją nisforną pracownicę. Wiedział też jakie ma poglądy. Zazwyczaj umiała trzymać je na wodzy, teraz jednak widział, że miała gorszy dzień. Najgorsze, że zachowywała się tak, jakby miała gdzies słowa szefa. Niemal nigdy jej się to nie zdarzyło.
- Skoro pan nalega, chętnie znajrzę do jego wnętrza. - powiedziała z uśmiechem, z którego nie jeden kat byłby dumny. - Słowo pana ministra jest dla mnie rozkazem.
Theodor aż się zapowietrzył. Widać było, że miał ochotę za włosy wytargać Faith na zaplecze. Na Alexandra zaś popatrzył z lekkim lękiem. Doskonale wiedział, że bogacze to kapryśne są. Cholera wiedziała, jak ten dżentelmen zareaguje na zachowanie Faith. Mimo wszystko skapitulował.
- Nie narób nam kłopotów. - powiedział tylko do Faith i wycofał się kłaniając Alexandrowi. Postanowił jednak obserwować ich i wkroczyć do akcji jeśli coś pójdzie bardzo nie tak.
Gdy zostali sami, Faith uniosła klucz. Po to tylko by oprzeć jego koniec o własną dlon. Gapiła się na Alexandra. Mimowolnie wrocila wspomnieniami do ich w tak uroczo popieprzony sposob spędzona noc.
- Pan szanowny minister Willloughby osobiście przybywający do warsztatu, hm? - uniosła brew. - Widać na samochodach zależy ci bardziej niż na ludziach.
Oczami wyobrazni widziała już, jak wydaje ją Silverowi. Nie mogła sie jednak powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Nie miał pojęcia, że ją tu spotka. Może nawet próbował ją szukać, ale nic to nie dało. A tutaj zwykły przypadek, losowe zdarzenia, które w wielkim mieście poprowadziły go do kobiety, która utkwiła mu w pamięci z niewiadomych przyczyn. Naprawdę wyglądał na szczerze zdziwionego. Zdziwienie jednak zaczęło ustępować miejscu jego naturalnej pewności siebie. Przecież nie mógł stać bez słowa, zszokowany. To do niego kompletnie nie pasowało.
Zrobił kilka kroków w stronę maski, naciskając w odpowiednie miejsce, żeby się otworzyła. Znał się na polityce, nie na mechanice.
- A komu miałbym to zlecić, Faith? - uniósł drugą brew, a także kącik ust. Przybierał tę pozę, która najprawdopodobniej ją irytowała - Nigdy nie wpadłbym na to, że cię tu spotkam. - przyznał z zaskakującą szczerością.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Nie wiem, Alexandrze. - odparła chłodno. - Myślałam, że nie masz czasu na takie duperele. W końcu uciekanie Trzeciej Strefy zabiera dużo czasu.
Nie czekając na komentarz przeszła do maski. Bezceremonialnie wypuściła klucz z dłoni. Upadł głucho na piasek, a w tym samym czasie Faith oparła dłonie na krawedzi, zajrzała do środka. Wyglądała na skupioną.
- Pewnie wielu innych rzeczy też się nie spodziewasz. - odparła. Gabiła się na silnik. - To, że tu jestes jeszcze bardziej wszystko komplikuje. - wyprostowała się, otarła czoło wierzchem dłoni, rozsmarowujac smar po skórze. Jednym półdupkiem przysiadła na samochodzie. - Co zamierzasz? - spytała po prostu. Mieli za sobą tyle emocji, że zachowywała sie, jakby był starym kumplem. Albo starym wrogiem. - Mam się spodziewać, że jutro para drabów wyciągnie mnie za włosy z warsztatu i zaprowadzi do Silvera?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, przyglądając jej się z ciekawością. Była w tym również pewna ostrożność. Nawet uderzenie z codziennością, która tak bardzo różniła się od nocnej rzeczywistości tamtego dna, nie sprawiła, że przestał ją traktować jako zagrożenie. Urocze, wręcz śliczne, ale złowrogie. Chociaż w tej chwili miał ochotę...
- Teraz odpędzam od siebie ochotę by wytrzeć ci policzek. - uśmiechnął się. Potem chwilę milczał. Aż tak bardzo obawiała się tego, że może chcieć ją stłamsić i nasłać tu Silvera z kolegami?
- A zrobiłaś coś, bym był do tego zmuszony?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Patrzyła na Alexandra wrogo. Bo przecież był wrogiem, prawda? Dobrym w łóżku i czasem uroczym dżentelmenem... Ale jednak wrogiem. Musiała się pilnować, by o tym nie zapomnieć. Sama równieź zaplotła ręce na piersi. Tyle tylko, że usłyszała coś, czego sie nie spodziewała. I... najzwyczajniej w swiecie się speszyła. Wzrok uciekł jej na chwilę w bok.
- Och, przestańże! - warknęła. Jednak kątem oka dostrzegła ten uśmiech i mimowolnie odwzajemniła go. Zaraz potem zmarszczyła brwi.
- Nie. - odpowiedziała. - Jeszcze nie. - dodała, mając nadzieje, że podniesie mu ciśnienie. Och, gdyby ją tutaj teraz uderzył na oczach wszystkich. Niech by ludzie widzieli jak elita traktuje robotników.... - Ale przecież nie mam pewności, że dotrzymujesz danego słowa, prawda?
Jej wzrok prześlizgnął się od oczu Alexandra, przez jego linię szczęki, którą tak niedawno całowała... Aż wewnętrznie wymierzyła sobie policzek. Co za niedorzeczne mysli!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Ależ ten uśmiech był zaczepny. Nawet jeżeli w myślach go powoli i boleśnie zabijała. Nie mógł się powstrzymać, by też się nie uśmiechnąć.
- Przecież wiesz, że ja wcale się nie staram. - odpowiedział, nadal nieco rozbawiony. Już raz jej mówił, że z natury jest taki wygadany i błyskotliwy. Co poradzić?
Potem jednak nieco spoważniał i opuścił ręce wzdłuż tułowia, jedną z nich wkładając do kieszeni spodni.
- Nadal nie przestałaś mnie demonizować? Gdybym chciał to już dawno siedziałabyś w jakiejś celi.
To miało zabrzmieć jak groźba, ale miał też nadzieję, że dostrzeże w tym blade zapewnienie. Nie wiedzieć czemu nie chciał widzieć jej w celi zbitą przez Silvera. Prędzej sam wolałby wytargać ją za kłaki. Teraz jego ciśnienie było na normalnym poziomie. I zdaje się, że co niektórzy mechanicy na nich zezowali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Wiem. - mruknęła.
Nawet samo to, że rozmawiali ze sobą tak swobodnie ją denerwowało. Jakby się znali od dawna. Kątem oka przyuważyła, że Theodor im się przygląda, paru kolegów z pracy też. Szef pewnie myślał, że Faith za dużo mowi, że miele ozorem. Pewnie zaraz się zesra w gacie, jak nie zacznę pracować... - pomyślała z pobłażliwym rozbawieniem, co prawiło, że na jej twarzy pojawił się łagodny uśmiech, zmazując całe napięcie. Pokręciła głową.
- No dobrze. - nachyliła się znowu nad silnikiem maszyny. Na razie tylko szybko rzuciła okiem, czy nie ma widocznych mechanicznych uszkodzeń. - Co się dzieje z tym gratem?
Kolejny przekąs. Automobilu Alexandra nie można było nazwać gratem. Zdecydowanie nie można było...
- No właśnie... - mruknęła, nie podnosząc nawet głowy, zamiast tego nachyliła się by sprawdzić jakiś element w czeluściach silnika. - Dlaczego nie chcesz mnie widzieć w celi, Alexandrze, hm? - wciaz skupiała się na maszynie. - Po tym co zrobiłam, po tym, jak się zachowałam... Doprawdy. Jesteś nieodgadnionym człowiekiem. Jeszcze trochę a przy możliwości jebnięcia cię w twarz będę się wahać.
Mocne słowa. Na tyle mocne, że z łatwością można było w nich odczytać pozę, a nie rzeczywiste chęci.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Mimowolnie, naprawdę odruchowo, kiedy nachyliła się w stronę silnika, zerknął na jej tyłek w spodniach. Nawet w męskim wydaniu była seksowna. Opanuj się, staruszku.
- Silnikowi odwala. Jakby spuszczał z obrotów. Myślę, że świece są do wymiany.
Podszedł bliżej i oparł się obok niej o maskę. Odwrócił głowę w stronę kobiety.
- Cieszy mnie to, lubię swoją twarz. A dlaczego? Już Ci powiedziałem, uważam, że na to nie zasługujesz. Kierowałaś się dobrem społecznym, a po dłuższym zastanowieniu jestem w stanie to docenić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Brzmi trochę, jakbyś opisywał siebie. - parsknęła śmiechem. - A nie samochód. - pokręciła głowę i z niechęcią odwróciła głowę w stronę mężczyzny. - Zresztą, skoro tak dobrze znasz się na samochodach, to czemu sam tego nie naprawisz?
Wlepiała w niego te swoje oczy, w którym z nienawiścią przeplatało się coś jeszcze. Wahanie? Refleksja? W każdym razie Faith wcale się nie podobało, że Alex pokazuje jej swoje dobre cechy. Podrapała się po policzku, brudnym od smaru palcem dźgnęła klatkę piersiową mężczyzny.
- Wiesz co? - zmrużyła oczy. - Nie wierzę ci. Nawet boisz się przyznać do tego, jakim człowiekiem jesteś.
Dla Theodora to chyba było za dużo, bo podbiegł do tej dwójki prawie jak oparzony, złapał kobietę za ramiona i ochnąl w stronę budynku, przed ktorym stał robot przez nią naprawiany.
- Zajmyj si swojo roboto, kobito. - mruknął, patrząc trochę z lękiem na Alexandra. - Nu już, autumobile zostyw mynżczyznom. - machnął przy tym ręką, a ona tylko obejrzała się przez ramię. Ale poszła do swojego robota.
Nie dało się przy tym wszystkim ukryć, że Theodor chciał chronić Faith tak, jak umie. Czyli praktycznie przed jej własnym zachowaniem. Staruszek odwrócił się potem do pana ministra.
- Pan wyboczy. - skłonił się. - Styre to, a gupie. - powtórzył. - Chwily mument i ja zrobie.
Po tych słowach zabrał się rzeczywiście za robotę. A Alexander mógł w sumie zrobić teraz co zechce. Kto mu zabroni, nie?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
- Widocznie przeznaczenie mnie tu przygnało. - uśmiechnął się kącikiem ust. - Poza tym ja nie spuszczam z obrotów, masz zle informacje.
Odwrócił się do niej a ta... Miała czelność dźgnąć go brudnym paluchem w czystą koszulę. Aż miał ochotę ją złapać za tę łapę.
Pokręcił tylko głową, kiedy właściciel odciągnął Faith.
- Nic się nie stało. - odpowiedział. Pozostawił robotę komuś kto się na tym zna, a sam wyszedł przed warsztat i zapalił. Miał szczerą ochotę zaprosić ją na kolację.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Faith była rozdygotana. Gniew nią targał. I jeszcze coś - czego nie mogła zidentyfikować, ale już bardzo jej się nie podobało. Siedziała przy swoim robocie, grzebiąc mu w nodze, ale nijak nie mogła się skupić. Przed oczami wciąż miała bezczelny uśmiech polityka. Jebany... Wiedział, że jest bezkarny.
Słońce smażyło jak cholera i gdy Faith ocierała pot z czoła, umazała się smarem jeszcze bardziej. Obejrzała się przez ramię - Alexander stał przed warsztatem i jakby nigdy nic palił sobie papieroska. Posłała mu wrogie spojrzenie, a potem znowu odwrocila się do swojego robota by spróbować skupić się na pracy.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Udał, że nie widzi tego złowrogiego spojrzenia. Patrzył się po ulicy, obserwując ludzi i przejeżdżające automobile. Pomyślał, że mogłoby tu być więcej patroli, ani jadąc, ani stojąc tutaj nie widział żadnego. To chyba było już zboczenie zawodowe. Wrócił do Theodora, zaciekawiony spoglądał na jego działanie.
- Często kobiety zatrudniacie? Dziewczyna musi mieć chyba wrodzony talent?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Theodor natomiast grzebał pod maską z wprawą i doświadczeniem. Skupiony tak bardzo, że jak Alexander sie do niego odezwał, to staruszek poderwał się i rąbnął głową o maskę. Rozmasował bolące miejsce brudną ręką.
- Ni. - mruknął. Widać było, że nie bardzo chce mu się o Faith mówić. Jednak nie dlatego, że jej nie lubił. - Przyjszła z dykade temu, cholyra mała, łzy w ślipiach miła, ale pysk niewyparzony. Ni miła si gdzi podziać, to si jo przyuczylo do tego i owego. Pojintna byla, to i zostać jij pozwoliłem.
Wzruszył ramionami, jakby to nie miało żadnego znaczenia. Ale chyba jednak trochę traktował Faith jak córkę. Kobieta zerkała na nich non stop, wyraźnie nie zadowolona, że Alexander tu jest. Theodor wychwycił również te spojrzenia. Pokręcił głową. Wiedział, że Faith szuka kłopotów. Jak zawsze.
- Gupie to. - rzucił ot tak sobie. Chciał ją tłumaczyć. - Pan ni zwryca na nio uwagi. Misinczny czas chyba mo.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Alexander prawie sam podskoczył, kiedy staruszek rąbnął o maskę, rękę wyciągnął w razie ewentualnego kaprysu samochodu, co by ukrócić mechanika o głowę. Tak się jednak nie stało.
- Przepraszam, wszystko w porządku? - zapytał, chyba jedynie z czystej kurtuazji. Słuchał mężczyzny. Faith była zagadkowa. Tutaj dziewczyna z dobrego domu, nagle przymierza głodem na ulicach. Chcąc pomagać biedniejszych nie zapanowała konkretnych działań tylko zadziałała spontanicznie. Mimo że znał ją krótko to pomyślał, że to do niej podobne. Nieodpowiedzialność. Idealny przykład człowieka, który myśli, że ma genialny plan, ale jak już go wprowadzi w życie okazuje się, że wytyczne, ktore sobie obrał, przesypują mu się przez palce.
- Jak się nazywa? Jak pojętna to może zobaczyć co w moim robocie domowym się dzieje. - skłamał, nie miał żaden robota. Ale o tym nikt nie wiedział. A chciał wiedzieć jak ta kobieta się tutaj nazywa. Od tego krótka droga by znaleźć gdzie mieszka. Sam nie wiedział dlaczego obrał sobie za cel niewinne gnębienie jej, ale najwyraźniej miała w sobie coś takiego o czym trudno było zapomnieć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Faith patrzyła na rozmawiających mężczyzn i coraz bardziej jej się to nie podobało. Miała ochotę rzucić w Alexandra kluczem francuskim.
- Von der Star. - mruknął Theodor. - Dobra jest w robotach. Moge jo posłać.
Znowu nachylił się nad maską.
- To trochy potrwa. - zauważył. - Trzyba rozkryncać.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Von der Star. Oj Gwiazdko, jak ty się nieumiejętnie ukrywasz. A Alexander pokiwał tylko głową.
- Zostawić do jutra, czy dłużej?
Zerknął w stronę kobiety na ułamek sekundy. Wyglądała na wściekłą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Ukrywała się przez ponad dziesięć lat. A wydały ją kiepskie decyzje i zbieg okoliczności. Teraz będzie musiała wypić piwo, które sama naważyła.
- Zda si do jutra ino. - Theo się wyprostował. Podrapał się po karku. - Z wieczora prosz wrócić.
Faith natomiast już całkowicie przestała skupiać się na robocie. Teraz siedziała w jego cieniu. Paliła papierosa. I bezczelnie obserwowała dwóch mężczyzn.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
Kiwnął głową.
- Dobrze. W takim razie zostawiam moje cacko w pańskich rękach. - uśmiechnął się sztucznie, aczkolwiek serdecznie do mężczyzny. Wyciągnął jedynie ze schowka w samochodzie jakieś swoje osobiste rzeczy, może portfel, wkładając do wewnętrznej kieszeni marynarki.
Rzucił krótkie słowo pożegnania i skierował się w stronę wyjścia z warsztatu. Odwrócił na moment głowę ku Faith. Gwiazdko, Gwiazdeczko. Posłał jej spojrzenie nieodgadnione, głębokie, nieprzeniknione. Jakby rzucał jej jakieś wyzwanie. Uśmiechnął się kącikiem ust i popatrzył przed siebie. Ta dziewucha siedziała mu w pamięci nawet jeżeli tego nie chciał. Wyszedł z warsztatu. Ale czy poszedł do domu?

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Theodor patrzył za odchodzącym Alexandrem, a potem splunął w piasek i gniewne kroki skierował w stronę Faith. Uderzył ją po głowie, jak niesforne dziecko.
- Zowsze taka durna bydziesz?! - podniósł głos. - Módl si do maszyn, co by ci ten eliciarz problemów ni narobił. Paluchami go dotykać! Zdurłaś do reszty!
Nie czekał ja jej reakcję, po prostu odszedł gniewnie, by zając sie samochodem Pana Ministra. Co za dziewucha! - myslal staruszek. Mimo wszystko z westchnieniem ulgi przyjął fakt, że Alexander nie zamierzał od razu wyciągać konsekwencji z zachowania Faith.
Ona natomiast przyjęła uderzenie. Wiedziała że zasłużyła. Z westchnieniem wrocila do pracy. A przed oczami miała wyzywające spojrzenie Alexa.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Od popołudnia siedział w warsztacie, grzebał przy motocyklu. Jak dobrze pójdzie to jutrzejszego ranka zabierze to cacko na "jazdę próbną". Tym czasem zbliżał się fajrant i pora by się zebrać.
Zgarnął swoje narzędzia, umył łapy i wyszedł. Do domu, tej swojej klitki na poddaszu. Slumsy to nie takie złe miejsce jak się je pisze... gdy żyje się tam cały czas.


/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
/ następnego dnia

Faith od samego rana była wyraźnie... cicha. Martin próbował ją rozbawić swoją głupkowatą mimiką, ale zdołał wywołać na twarzy kobiety tylko nikły uśmiech. Czy się denerwowała? Oczywiście. Każde spotkanie z Alexandrem niosło ze sobą ryzyko. Ryzyko o różnych naturach.
Paliła więcej niż zazwyczaj, ale swoją robotę wykonywała. Wróciła do swojego cholernego robota domowego, z którym użerała się przez ostatnie trzy dni. Dzisiaj miała nadzieję skończyć. Śrubki, mechanizmy, rurki, odpowiednie ukierunkowanie pary... Wszystko wydawało się działać tak, jak powinno. Ale zajęło to Faith cały dzień. Na koniec jednak mogła wyczyścić już naprawionego robota. Cieszyła się, że skończyła już z tym gównem. Cholerny model. Powinni wynaleźć coś innego...
Po zakończonej pracy pożegnała się z Theodorem i poszła... No tak. Nie do domu. Aż się wzdrygnęła. Co ona właściwie zamierzała zrobić? - nie umiała sobie odpowiedzieć na to pytanie.

---> ulica
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 858
avatar
Alexander Willoughby
ratusz --->

Alexander przyjechał do warsztatu taksówką. Prawdopodobnie mu się spieszyło. Automobil był zrobiony, całe szczęście. Nie lubił na nic czekać dłużej niż to było zaplanowane. Porozmawiał z Theodorem, odliczył pieniądze za usługę i się pożegnał. Kątem oka rozejrzał się za Faith, ale nigdzie nie dojrzał tej niewyparzonej buzi. Posłuchała go?
Zabrał z taksówki co jego i wsiadł do swojego automobilu.

ulica --->
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Zaszył się w swojej melinie na kilka dni i jak się hajs skończył trzeba było znów do roboty zajrzeć. Pewnie dostanie opierdziel ale co tam, nie on jeden pracuje w warsztacie.
Przyszedł na południe a wieczorem wyszedł i wrócił do domu.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Na popołudnie do roboty i jak nigdy stawił się na miejscu o czasie. W warsztacie pełne zdziwienie- Morningstar na czas?
Przeprał się w robocze ciuchy, wyjął skrzynkę z narzędziami i polazł na stanowisko z motocyklem oczekującym na wymianę płynów. Zajął się tym na miejscu.

Wieczorem skończył robotę i wrócił do domu..

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Jeszcze dzień na dobre nie wstał, gdy przez miasto przemknęła drobna postać. A może niejedna? Dwie? Trzy? Trudno było stwierdzić, skoro żadna nie została złapana za rękę. A mogła nie tylko przez wzgląd na porę. Co robiła tak wcześnie?
O tym mogli się przekonać wszyscy, z rana wychodzący do pracy.
Ulotki rozsiane na szybach sklepowych witryn, ławkach, za wycieraczkami samochodów. Wszędzie tam, gdzie mogło spotkać się ze wzrokiem przechodniów.
Czarno białe ulotki, niosące jedno posłanie, chociaż pod różnymi hasłami.
WŁADZA DLA LUDU! JEDNOŚĆ PRAW I OBOWIĄZKÓW! NIE - DLA WYZYSKU!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Warsztat mechaniczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Warsztat Stolarski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-