IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Warsztat mechaniczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Na terenie warsztatu mechanicznego znajduje się kilka budynków, a w każdym z nich wykwalifikowani pracownicy zajmują się określonym rodzajem sprzętów i machin. Tuż przy ulicy w największym z budynków w pięciu garażach zajmują się automobilami i motocyklami, a także dorożkami i powozami parowymi. Tuż obok, w czymś, co bardziej przypomina barak, mają swoją siedzibę mechanicy od maszyn przemysłowych, którzy dojeżdżają do swoich klientów dorożką wypełnioną po brzegi różnymi narzędziami i częściami zamiennymi.
W głębi stoją jeszcze dwie mniejsze budowle, w których naprawia się sprzęt użytku domowego i trzecia, zupełnie malutka, w której mieści się jedyny licencjonowany serwis robotów domowych i mechanicznych koni. Pracownicy tego najmniejszego rzadko pracują na miejscu, najczęściej dojeżdżają do klientów zdezelowanym automobilem, który w teorii miał się nie wyróżniać wśród zaparkowanych pod apartamentowcami pojazdów.

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 75
avatar
Kate Moon
- Bo to... wyjątkowo kiepskie żelazko - stwierdziła. Ale przecież każdy taki sprzęt by się zepsuł, gdyby poturlał się po schodach dwa piętra w dół. Kate była jednak przekonana, że nie zrobiła niczego złego. Bo i nie zrobiła!
- Od razu? Doskonale! Poczekam - klasnęła w ręce. Dobrze, że miała ze sobą trochę pieniędzy. Po drodze miała jeszcze zajść do sklepu, by kupić kilka ogórków.
Oparła się bokiem o ladę i rozejrzała po warsztacie. Na półkach znajdowały się najróżniejsze sprzęty i części do nich. Przy najmniej połowy z nich nie potrafiła rozszyfrować przeznaczenia. Nie to było w końcu jej specjalnością.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Arina Polyakova
- To moment.

Oddaliła się na chwilę, by znaleźć jakieś dogodne siedzenie dla klientki. Wyglądała na taką z wyższych sfer, więc na firmowe krzesło położyła kawałek czystego płótna i poprosiła, by usiadła. Arina znikła po raz kolejny, by wrócić z krzesłem dla siebie i z częściami do wymiany. Zaraz to rozłożyła zastępczy zawias i uchwyt na ladzie wraz z kilkoma śrubkami. Z kieszeni wyciągnęła śrubokręt i przystąpiła do odkręcania uszkodzonych części, co chwile przerzucając wzrok ze swoich rąk na twarz klientki.

- Zaoferowałabym kawę i ciasteczka, ale ostatnio przerobili naszą maszynkę na części zamienne od samochodów, a ciastka zjedli. Ci chłopcy od samochodów.

Arinie brakowało kobiecego towarzystwa. Co prawda, pracownicy z warsztatu byli w porządku ludźmi, a przebywanie z nimi każdego dnia było całkiem przyjemne, ale nie sposób porzucić potrzebę odmiany. Chęci, by opuścić twardo stąpające po ziemi grono i poznać kogoś uduchowionego. Najlepiej z kimś, kto mógłby porozmawiać o facetach i koronkowej bieliźnie. Kogoś takiego jak Kate.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 75
avatar
Kate Moon
Usiadła na krześle, które Arina chwilę wcześniej przykryła jakimś płótnem. Może to i lepiej, pomyślała. Spódnicę miała jasną i pewna była, że już i tak chyba zdążyła ją czymś zabrudzić po drodze.
- Dziękuję - powiedziała przypominając sobie nagle, że tak wypada i przekrzywiła głowę przyglądając się pracy młodej adeptki sztuk mechanicznych.
- Nie nie, nie trzeba - uśmiechnęła się. Chociaż gdyby te ciastka jednak przed nią postawiła, to na pewno by się skusiła. - Mężczyźni tacy są - powiedziała tonem znawcy, choć tak naprawdę guzik wiedziała. Wszystkie męskie postacie, jakie potworzyła w swoich kiczowatych erotykach dla kur domowych byli doskonali. Przystojni, troskliwi, odpowiedzialni (a jak nie, to szybko się tego uczyli gdy poznawali główną bohaterkę). Kate zastanowiła się, czy Polyakowa kiedykolwiek czytała któreś z jej dzieł. A może zamiast pielęgniarką, bohaterka jej planowanej powieści będzie mechanikiem?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Arina Polyakova
- Znasz się na mężczyznach? Mnie by się przydał taki jeden - troskliwy macho. Taki, który się sprawdzi i w nocy i za dnia. Dobry ojciec, mąż i kochanek w jednym. Znasz może takiego, który jeszcze jest wolny?

Zażartowała sobie, uśmiechnęła się sama do siebie, mimo obecności Kate, z którą przecież rozmawiała. Chciałaby usłyszeć w odpowiedzi, że tak, że wystarczy tylko wyjść z warsztatu, a po drugiej stronie ulicy będzie czekał mężczyzna, który będzie z nią szczęśliwy od pierwszego wejrzenia, aż do później starości, a ich wspólne życie będzie jak jeden, nieskończony orgazm.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 75
avatar
Kate Moon
Czy się znała? Zaraz pożałowała, że pociągnęła temat dalej.
- N... T... trochę - stwierdziła, że taka odpowiedź będzie najlepsza. Popatrzyła jak zwinne ręce mechanika grzebią przy jej żelazku. Wystarczyło poskręcać tu, pozakręcać tam... coś wymienić.
- Myślę, że ci z tej wyprawy ostatniej. Ci, co to radowali tych z Kaan-an - pokiwała głową. - Chyba by się nadawali.
Oparła dłonie na kolanach i przechyliła się nieco do przodu. Zdecydowanie, bohaterem jej następnej książki będzie ktoś taki.
- Silni, męscy, stanowczy... - zaczęła wymieniać pd razu przypisując te cechy George'owi - bo tak postanowiła nazwać postać. - Ale czuli kiedy trzeba. Porządni... - wymieniała dalej. Niewiele z tego faktycznie odnosiło się do tych, którzy rzeczywiście udali się na wyprawę.- Mój sąsiad z naprzeciwka tam był. Ale on trochę się mija z opisem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Arina Polyakova
"Znać się trochę na facetach", to "trochę" można byłoby ocenić i przetestować w praktyce, przy przyszłym spotkaniu.
- Taki facet, typ bohatera. - Zrobiła sobie chwilę przerwy, przebijając wzrokiem drzwi i wyobrażając siebie w objęciach bożyszcza kobiet. W sumie dobrze, że świadomością odpłynęła, dokręcając śrubki w żelazku, a nie pomagając przy ciężkich maszynach.
- Ten sąsiad, gdzie on mieszka?
Po takiej salwie pozytywnych przymiotników określających płeć przeciwną, Arina nabrała ochoty, by jakiegoś samca schrupać. Padło na sąsiada klientki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 75
avatar
Kate Moon
Katarzyna najbardziej znała się na przystojnych dżentelmenach przedstawianych w romansach. Literaturze podrzędnej, tej dla mało wymagających. Jej myśli na moment odleciały w stronę heraklejskich ciał ciosanych niczym w marmurze czy innych rzeźbiarskich kruszcach mistrzów. Ku napiętym mięśniom, doskonałym torsom, po których spływały drobne krople potu. Bohaterowie powracający z pustyni w splendorze i blasku sławy. Włosy nieco rozwiane, twarze przystojne, przez muskularne ramiona przewieszona broń. Aż westchnęła z podziwu i się ocknęła. Popatrzyła na Arinę.
- Naprzeciwko mnie. Gbur taki, czasem nawet "dzień dobry" nie odpowie. Hałasuje niekiedy, to muszę rondlem w ścianę uderzyć żeby przestał - wstała z krzesła i podeszła do mechanika. - Jestem Kate - postanowiła się przedstawić, uznając rozmówczynię za ciekawą osobę. Powinna kiedyś zapytać ją dyskretnie, czy zna L.E James. Może czytała kiedyś "Zwierzenia gosposi"?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Arina Polyakova
- To faktycznie, takiemu daleko do ideału.

- Arina Polykowa. Może spotkamy się gdzieś, będzie okazja porozmawiać dłużej i w przyjemniejszym miejscu. - Uśmiechnęła się i podała naprawione żelazko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 75
avatar
Kate Moon
- To brat tego biedaka, którego uwiodła i porzuciła Reebentoff - streściła Arinie ostatnie plotki krążące po mieście. - Dziennikarka skandalistka, często lądowała w areszcie. A on policjant. Pewnie go wykorzystała, powęszyła trochę a kiedy przestał być przydatny, zostawiła - pokiwała głową. Nie do końca wierzyła w plotki. Ale zawsze lubiła je czytać i powtarzać. Czasem jeszcze sama coś przekręciła. Kto by się tym jednak przejmował?
- Dlaczego by nie? Może w Chimerze? Ostatnio znowu otworzyli po burzy - wyciągnęła różową portmonetkę i wybrała z niej siedemdziesiąt ril. - Dziękuję - uśmiechnęła się biorąc od Ariny naprawione żelazko. Obiecała sobie, że teraz nie będzie z nim nigdzie łazić. No chyba, że teraz do domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Arina Polyakova
- Pozazdrościć jej tylko talentu, do owijania sobie facetów wokół palca. - Mężczyzn i tak nie było jej żal, w końcu ich nie znała.
Arina nie była na bieżąco z plotkami i nie śledziła gazet. Choć zawsze patrzyła dalej niż czubek własnego nosa, to nie interesowało ją życie osób, których nie miała okazji poznań. Przyrzekłaby, że burzy nie odczuła w jakiś dotkliwy sposób. Impreza alkoholowa, na którą zaprosili ją koledzy ze studiów, musiała trwać tak długo, że po wyleczeniu kaca miała wrażenie, że przeniosła się w czasie.
- To może dziś wieczorem? - Zaczęła podrzucać spory hajs bilony, które zarobiła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 75
avatar
Kate Moon
- Ja tam bym nie chciała mieć takiego talentu co ona. Podobno ma wenerę... - ściszyła nieco głos. - Zaraziła się od O'Shea - dodała zaraz by wyjaśnić. Nie, żeby to wyjaśniało cokolwiek, ale O'Shea miał reputację kurwiarza, narkomana i brudasa. No i był obłędnie bogaty.
- Dlaczego nie? Tak dano nigdzie nie wychodziłam!
Ba, bo nie miała za bardzo z kim! Popatrzyła raz jeszcze na naprawione żelazko i... nagle jej się odechciało prasować. A co, jeśli znowu je popsuje?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 16
avatar
Arina Polyakova
- Dobrze, to do naszego spotkania. Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług. - uśmiechnęła się szeroko. W końcu trafiła się jej osoba, z którą dobrze się jej rozmawiało. Planowała pracować krócej, udać się do domu, a na końcu przygotować się do spotkania.

// To wychodzimy z tematu?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
/ początek

Faith grzebała przy robocie, którego jej dostarczono do naprawy. Dostała się do przewodów i zębatek. Na razie, ze śrubokrętem w zębach, starała się odnaleźć te kable, które stanowiły problem. Nie mogła się jednak dzisiaj skupić. Ian nie dawał znaku życia od tygodni, jak nie od miesięcy... W dodatku Faith wciąż spodziewała się zobaczyć Patricka w drzwiach warsztatu. Najwyraźniej jego żona miała na tyle rozsądku, że nic nie powiedziała mężowi. Chyba, że kryło się za tym, coś jeszcze, coś, czego nie potrafiła przewidzieć.
Te wszystkie myśli zaprzątały jej głowę, ale pracowała mechanicznie i systematycznie. Tu kabelek, tam zębatka, tu poluzowana śrubka, którą trzeba było dokręcić. Pracowała już w tym zawodzie ładnych parę lat, wystarczająco by być jednym z najlepszych mechaników. Czasem zastanawiała się czy nie powinna zainteresować się etatem w laboratorium mechanicznym... Na razie jednak była tutaj. Z ludźmi, z którymi się zżyła i których w pewien sposób kochała. Nawet wielkiego i tępego Martina Crossa.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
/ start

Minęło kilka ładnych dni odkąd dotarli do bram miasta. Otrzymali od tutejszych władz mieszkania, przydział pieniędzy i węgla. Tego ostatniego nie rozumiał początkowo. Czemu miał służyć? Szybko jednak się sprawa wyjaśniła pozostawiając w mechaniku jednak poczucie lekkiego zdziwienia zmieszanego z zawodem. Zdążył się dowiedzieć, że nie mieli tu ropy co przyjął z nieukrywanym rozczarowaniem.
Pracę znalazł w warsztacie mechanicznym. Nie szukał z resztą nigdzie indziej wiedząc, że w ten sposób będzie robił to, co lubi. Kilka możnych głów proponowało mu wysoką posadę chcąc posiadać w swojej kadrze mechanika z innego miasta, znającego inne umiejętności niż tutejsi. Wszystkie odrzucił. Wiedział także to, że powrót do Kaan-an może się wyjątkowo przeciągnąć. W pierwszej chwili zwątpił nawet w to, że może być on realny. Gdy władze NeoZigguratu postanowią, że chcą skonstruować taką samą maszynę, którą przylecieli - na pewno będą szukać wsparcia jego i Steerów. Tego był pewien.
Zapoznał się z pracownikami warsztatu. Wspólnie, nawzajem się sobą dziwili. W wolnych chwilach wymieniali historie dotyczące ich miast. Starał się jednak nie wychylać, nie lubił bycia w centrum zainteresowania. Mając więcej wolnego czasu przysiadł na krześle w kącie warsztatu. Odpalił skręconego z nudów papierosa, odchylił głowę i zamknął oczy. Atmosfera miasta dawała mu się we znaki. Minie trochę czasu, zanim przywyknie. Podniósł na moment powieki by wytrzeć w spodnie dłoń umazaną smarem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
<--- apartament Theresy

Pojawienie się tu Reebentoff wywołało nie lada atrakcję. Ładna, bogata, z nienagannym makijażem i fryzurą, dobrze ubrana, dumnie kroczyła w szpilkach przez niewielki placyk łączący budynki, jakby była conajmniej właścicielką. W czerwonych ustach tlił się papieros, a Theresa szła do niewielkiego budynku, w ktorym, jak wiedziała, naprawiano sprzęt domowy. Zamierzała sama wynajac jednego z mechaników.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Słyszał stukot jej obcasów, ale wciąż miał odchyloną głowę. Nie widział jej jeszcze. Zaciągnął się dymem i powoli wypuścił dym z ust. Drobne przyjemności. To miejsce zapewniało mu brak zainteresowania ze strony dziennikarzy. Nikt nie wiedział, kim jest, poza pracownikami warsztatu i zapewne kilkoma osobami, którym się wygadali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Nie była wybredna i - wyjątkowo - nie była kapryśna w wyborze. Trzy czwarte Zigguartu mogła ją mieć za skandalistkę i kurwę, ale szanowała pracę prostych ludzi. Bez nich elita byłaby niczym. Theresa szukała po prostu kompetentnego mechanika. Gdy zauważyła mężczyznę siedzącego na krzesle i palącego papierosa, podeszła do niego. Glowe miał odchylona do tylu, i mimo ze siedział, Theresa na razie nie przyglądała mu się jakos zbytnio wnikliwie. Przystanęła, wyciągnęła z ust papierosa, dlon, ktora go trzymała, zawisła swobodnie obok biodra.
- Dzień dobry. - uniosła jeden kącik ust. - Mniemam, że jest oan kimś, kto może mi pomóc. Przeszkadzam w przerwie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Wyprostował się, opuścił głowę kiedy usłyszał jej głos. Spojrzeniem Theresę zmierzył odwrotnie, niż zwykło się to robić. Upięcie włosów, zielone oczy, wysmarowane szminką usta, dekolt koszuli, talia... i tu się zatrzymał, gdyż wolał się skupić na twarzy rozmówcy.
- Dzień dobry. Zależy, w czym ma pani problem - stwierdził. Zgasił papieros i wstał, żeby nie musieć patrzeć na matronę z dołu. Nie wypadało też siedzieć, gdy się rozmawia z kobietą. Przez kilka sekund próbował ocenić jej wiek, jednak do niczego nie doszedł. Ni stara, ni młoda, z resztą nie miało to większego znaczenia. Twarz wydawała się znajoma. Może już tu wcześniej była, ale nie zwrócił uwagi.
Ruszył w stronę niewielkiej lady dając znak ręką, żeby poszła za nim. Nie będą przecież tak stać w kącie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
- Kostkarka wyzionęła ducha. - wzruszyła ramionami.
I zrobiła to w taki sposób jakby w ogóle ją nie obchodziło to, czy sprzęt działa czy nie. Może rzeczywiście tak było. Może była tu tylko po to, by poczuć rytm normalnego życia - bez intryg, bez oskarżycielskich i pełnych pogardy spojrzeń... Och, zupełnie jakby nagle zaczęło jej to przeszkadzać.
Przeszła za mechanikiem przy akompaniamencie stukotu własnych obcasów.
- Zajmuje się pan takimi rzeczami? - dopytała. - Jeśli tak, to może załatwimy to od ręki i może po prostu pana porwę... - wzruszyła ramionami z rozbawieniem. Luźna propozycja rozwiązania problemu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
- Kostkarka... - powtórzył do siebie. Jeszcze nie miał tu do czynienia z czymś takim. To nie tak, że w Kaan-an ich nie było. Były, ale działały na nieco innej zasadzie. Powinien polecić jej kogoś innego, kto się na tym znał. Ciekawość i chęć poznania sprawiły jednak, że po prostu postanowił przyjąć zlecenie. Uznał, że najwyżej później przyzna się do wszystkiego. Na stukot obcasów przestał szybko zwracać uwagę. W warsztatach mechanicznych tak wiele dźwięków go przypominało, że po prostu zanikał. Nawet w ciszy bardziej kojarzył mu się z odgłosami narzędzi niż z damskim, eleganckim obuwiem.
- Daleko stąd do pani? - zapytał. Wglądała na kogoś z wyższych sfer, choć pozory mogły być bardzo mylące. Sięgnął po ciężki klucz francuski i wsunął go do podręcznego schowka na narzędzia jaki miał przy pasku spodni. Śrubokręt, smar, młotek też się pewnie przyda...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Dopiero teraz Theresa przyjrzała się mężczyźnie dokładniej. Mówił niewiele, mało konkretnie, właściwie nie wiedziała, czy przyjmuje zlecenie czy po prostu dopytuje z ciekawości. O jego zamiarach świadczyły tylko gesty.
- W centrum. - odparła. - Rozumiem zatem, że przyjmuje pan zlecenie. - przekrzywiła głowę. - Doskonale.
Coś jej się nie podobało w sposobie mówienia tego człowieka. Wydawało jej się, że słyszy naleciałości, o których dawno już zapomniała. O ktorych chciała zapomnieć. Podskórne napięcie sprawiło, że była czujna, choc nie do konca potrafiła wyjaśnić szepty własnej intuicji.
Zrobiła jakby zapraszający gest, by poszedł za nią, a potem złapała dorożkę. Kierunek - centrum.

---> apartament Theresy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
//

Birdie nie doczekała się odpowiedzi od Drake, więc postawiła brata przed faktem dokonanym i zmusiła do pomocy w spełnieniu zachcianki. Wcześniej rozważając samodzielny zakup, jak to robiłaby w Kaan-anie, nie chciała sobie utrudniać i wpadać w kłopoty.
Dlatego dotarła do warsztatu z Dimą i to mu pozostawiła pierwszeństwo głosu.
Bo jeszcze gruchota jej wcisną!
- Dzień dobry!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 83
avatar
Dimitr Steer
Ja nie wiem czy brat jest zadowolony z tego, że postawiła mu jakiś warunek. Ale niech jej będzie! Czego nie robi się dla siostry! No i co to byłaby za logika jakby zakazał pilotce jazdy na motorze? No debilizm.
-Dobry.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Podszedł do nich jeden z pracowników warsztatu. Rafaela ostatnio trudniej było tu spotkać- sporo czasu spędzał w Laboratorium przy pracy nad kolejnym modelem samolotu.
Młody mężczyzna o jasnych włosach i niebieskich oczach przetarł wierzchem dłoni nos i uśmiechnął się do nich.
- Dzień dobry państwu. Cóż się popsuło? W tym tygodniu mamy pięć procent zniżki na naprawy bojlerów... - zaczął. Musiał reklamować wszystkie promocje warsztatu!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
Uśmiechnęła się do mechanika i uprzejmie wysłuchała jego małej reklamy, nie chcąc już na wstępie wywoływać jakieś nieprzyjemne relacje.
- Dziękujemy, ale jesteśmy tu, bo interesuje nas zakup motoru.
Birdie spojrzała na brata i ponownie zwróciła uwagę na mechanika, wpatrując się w niego ciekawie, jakby po samej minie chcąc zorientować się w nastrojach młodziaka. Bo może Beth tylko straszyła, mając złe doświadczenia?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Warsztat mechaniczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-