IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Warsztat mechaniczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Na terenie warsztatu mechanicznego znajduje się kilka budynków, a w każdym z nich wykwalifikowani pracownicy zajmują się określonym rodzajem sprzętów i machin. Tuż przy ulicy w największym z budynków w pięciu garażach zajmują się automobilami i motocyklami, a także dorożkami i powozami parowymi. Tuż obok, w czymś, co bardziej przypomina barak, mają swoją siedzibę mechanicy od maszyn przemysłowych, którzy dojeżdżają do swoich klientów dorożką wypełnioną po brzegi różnymi narzędziami i częściami zamiennymi.
W głębi stoją jeszcze dwie mniejsze budowle, w których naprawia się sprzęt użytku domowego i trzecia, zupełnie malutka, w której mieści się jedyny licencjonowany serwis robotów domowych i mechanicznych koni. Pracownicy tego najmniejszego rzadko pracują na miejscu, najczęściej dojeżdżają do klientów zdezelowanym automobilem, który w teorii miał się nie wyróżniać wśród zaparkowanych pod apartamentowcami pojazdów.

Pracownicy fabularni:
 

Pracownicy NPC:
 
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 83
avatar
Dimitr Steer
Dimitr rozejrzał się po warsztacie. Było dobrze, schludnie, na pierwszy rzut oka ludzie znali się na swojej robocie.
- Panie, żeby było jasne. Nie szukamy żadnego rzęcha z trzeciej ręki, ale znowu nie walącego świeżością. Może być po pierwszym właścicielu, w dobrym stanie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Jasnowłosy pociągnął nosem słuchając ich uważnie. Motor, motoru im się zachciało. Sam też by chciał, ale nie było go stać.
- Mamy tu kilka modeli. Proszę za mną - kiwnął głową na znak i udał się na tyły warsztatu. Stały tam trzy maszyny.
- Ten jest jeszcze z czasów przedwojennych, ale jest zadbany. I w dobrym stanie, co przy tych modelach nie zdarza się często. Wiele z nich służyło żołnierzom, stąd zużycie. Już ich nie produkują, ale części wciąż są dostępny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
Birdie uśmiechnęła się pod nosem, zasłaniając twarz jasnymi włosami. Nie chciała żeby braciszek się czepiał jej reakcji, ale podobało jej się jak jsno określił czego pragnęli.
Sama tu będąc, nie mogłaby się zdecydować.
Ruszyła za mechanikiem pierwsza, nie mogąc się doczekać przejazdu na motocyklu. Ostatnim razem, gdy miała okazję, była jeszcze smarkata. Pierwsza przedstawiona maszyna była nawet ładna, ale Birdie wątpiła w jej zalety, przedstawiane przez chłopaczka.
- Jak długo tu już stoi?
Zadała młodemu pytanie, ciekawa czy ludzie go nie chcieli, czy ktoś się go pozbył niedawno. W sumie, tak źle i tak niedobrze. Chyba.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 83
avatar
Dimitr Steer
Dimitr sceptycznie popatrzył się na pierwszy motor, który pokazywał im pracownik warsztatu. Trochę przetyrana ta maszyna. Ujdzie w tłoku, ale wolałby coś lepszego dla siostry.
- Mhm.. A ten drugi?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Pomalowany na beżowy motor wcale nie wyglądał tak źle. Po prostu miał swoje lata.
- Kilka miesięcy. Podobno pierwszy właściciel zmarł a spadkobiercy nie było stać na utrzymanie takiej maszyny - wzruszył ramionami. Chłopak podrapał się po nosie zostawiając na nim smugę od smaru. Wskazał na drugi, czerwony motocykl.
- Ten jest nowy. Takie dostają kurierzy, którzy czasem zostają wypuszczani na pustynię. Dobrze sobie radzi w takich warunkach, nie raz je składałem. Rzecz jasna idzie za tym cena.
Wzruszył ramionami. Może ich było na to stać, kto wie? Temu łysemu bardziej chyba pasował model pustynny. Bo tak założył, że to ma być dla niego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
Zmarszczyła czoło. Nikt nie chciał tego motoru od kilku miesięcy, był stary, części mogły wkrótce przestać być dostępne i.. był drogi w utrzymaniu? Zdecydowała się go nie brać, przychylniej patrząc na drugi.
- Jak wysoka cena?
Zapytała więc, zerkając na brata z miną, którą znał już bardzo dobrze. Wyraz twarzy Birdie aż wołał do Dimy, że ona chce ten motor! Chociaż przecież jeszcze trzeci był do oglądnięcia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 83
avatar
Dimitr Steer
Zerknął na Birdie, widząc już tę minę małego dziecka, który wchodzi do sklepu z zabawkami. Chyba nawet nieco smutno mu się zrobiło, myśląc o Sarah. I o tym, że jego żona niedługo będzie rodzić, a on nie jest w stanie wrócić.
Podszedł do czerwonego motoru, obchodząc go z kilku stron, zerkając na liczniki i ogumienie.
- No, to ile?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Drogi w utrzymaniu, albo spadkobierca po prostu nie mógł sobie pozwolić na żaden motor.
- Wersja podstawowa, właśnie przez dostosowanie do pustynnych warunków kosztuje od trzystu pięćdziesięciu Kredytów - powiedział chłopaczek i zerknął na trzeci model. Nie pytali o niego, więc postanowił zakończyć prezentację. - A tamten jest za dwieście. Siodełka możemy dopasować do wymagań klienta...- wciąż mówił głównie do Dimy. Rosły był z niego facet, może chciałby jakąś dobrą skórę?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 83
avatar
Dimitr Steer
Pokiwał głową. Cena nawet w miarę. Chociaż i tak nie podobało mu się to, że Birdie kupuje sobie coś w Zigguracie! No chyba, że miała zamiar tu zostać na stałe!
- Dwieście, trzysta pięćdziesiąt... A ten trzeci? Albo spytam się inaczej... który by pan polecił tej młodej damie. - kiwnął głową na swoją siostrę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
A bo to ciężko potem motor na samolot zapakować? Nie kupowała mieszkania! Na cenę nieco pobladła, bo nie zdążyła odłożyć zbyt wiele i musiałaby braciszka prosić o wsparcie. Nawet posłała mu pytające spojrzenie, wtrącając się chwilę później w słowo.
- Chciałabym go wypróbować.
Popatrzyła na mechanika ze zdecydowaniem, nie mając zamiaru przyjmować odmowy. Czy Dima potrafił jeździć na motorze? Bo jeśli nie, to kto miałby ją tego nauczyć? Pani pilot pomyślała o Haragu i Drake'u, już rozpoczynając zastanawianie się, który lepiej zdałby test na nauczyciela.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Chłopaczek zamrugał oczami szczerze zaskoczony. Po co takiej panience motor? Nie wyglądała na taką, co by chciała jeździć na czym innym niż rower.
- Wybrałbym ten - wskazał na pierwszy model.- Jest lekko, więc nie będzie dużych problemów z podniesieniem go gdy się wywróci.
Wcale nie uważał, że kobiety powinny jeździć na motorach. Ale nie chciał też stracić klientów! Nie było w końcu tak, że codziennie ktoś przychodził dokonać takiego zakupu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
- Nie wywróci się!
Odpowiedziała z oburzeniem i samym spojrzeniem zbeształa mechanika. Pokręciła głową i wcisnęła dłonie w kieszenie spodni, bo przecież w sukience się tu nie wybrała!
Podeszła do czerwonego motoru i okrązyła go, spoglądając na poszczególne elementy maszyny. Gdyby w domu zobaczyli takie cacko!
- Jak się go prowadzi - Odwróciła głowę, by na mechanika znowu spojrzeć. No niech nie zwleka i pokaże motor w ruchu! Jak nad samolotem zapanować potrafi, to i z motorem sobie poradzi!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 83
avatar
Dimitr Steer
Dima coś czuł, że Birdie nie wybierze drugiego motoru. Te chochliki w oczach na widok trzeciego mówiły mu, że uprze się na czerwony.
O, a nie mówiłem?
- Sądzę, że siostra da sobie radę. - zaśmiał się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 233
avatar
Birdie Steer
Gdy Birdie ponownie poprosiła o małą lekcję jazdy czerwonym motorem, mechanik nie miał już wyboru jak przystać na pragnienie kobiety. Po krótkim pokazie ze strony chłopaczka, Steer sama spróbowała i gdy dojechała do brata szczęśliwie, transakcji stało się zadość. Pieniądze zostały wyłożone i rodzeństwo mogło wrócić do domu.
Na motorze.
Prowadzonym przez Birdie.
Czy Dima się bał?
Na pewno musiał dołożyć do zakupu.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
/ początek

Do pracy przyszła zamyślona. To, co wydarzyło się z Alexandrem (Wilolilo) nie dawało jej spokoju. Gdy Martin chciał się z nią przywitać, odsunęła go zdecydowanym ruchem, co prawie wywołało łzy na tępej twarzy tego gigantycznego chłopca o gołębim sercu i ptasim móżdżku. Posłała mu przepraszający uśmiech. Potem od razu wzięła się za naprawianie kolejnego robota, jaki został im przywieziony. Wzięła ze sobą narzędzia, przysiadła przy mechanizmie. Ale nie szło jej. Zdecydowanie jej nie szło. W końcu ze złością rzuciła kluczem francuskim, dłonie wczepiła we włosy, a łokcie oparła na kolanach.
- Nu, gwiazdyczko. - Theodor pojawił się za nią jak duch, pykał starą fajkę, cud, że jeszcze się nie rozsypała. Udawał wkurzonego, ale w oczach miał troskę. - Łatwo roboto. Co ci? Gorzyj? Kaca musz?
Odetchnęła, odwróciła się przez ramię, by popatrzeć z dołu na przyjaciela.
- Nie, Theo. - pokręciła głową. Zaśmiała się gorzko. - A może. Nazwałabym to jednak kacem moralnym.
Starszy mechanik pokręcił głową.
- Znowu zaczynusz te swoji rewolucje? Ludziom bzdur do głów nakładosz? - skrzywił się. - Przydybio cie kiedyś. - wyciągnał fajkę z ust. Poklepał kobietę po ramieniu. - Ni wplontuj si w nic, co? Szkuda by mi było takiego machunika. - wyszczerzył zepsute zęby. - Boś dobra. Choć cycki musz i ładne lico.
Zaśmiała się, nakryła dłoń Theodora swoją dłonią. Poklepała nią. To był dobroduszny człowiek. Lubiła go, szanowała. Miała za przyjaciela. A Alexander chciał takich ludzi jak on stłamsić, potraktować, jak zwięrzęta... Trzeba było ministrowi kosę włożyć pod żebra, a nie bawić się w grzebanie w rzeczach. Westchnęła.
- Dziękuję, Theo.
Skinął tylko głową, a potem kazał jej wracać do pracy.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
/ 21-31 maja 2866

Faith nie miała ostatnio nic do roboty, jak tylko oddawanie się w całości pracy. To pozwalał jej nie myśleć. Choć, tak między maszyną a prawdą, to miała sporo rzeczy do przemyślenia. Co prawda w ostatnim tygodniu nie miała nieoczekiwanego nalotu policji w mieszkaniu, ale i tak podejrzewała, że Alexander ją obserwuje. Albo będzie chciał obserwować. Albo chociaż sprawdzić. Nie miał zbyt wielu tropów tak naprawdę, niemniej jednak Faith grzebała mu w tych jego brudnych politycznych rzeczach, więc cholera wie, jak bardzo był zdeterminowany.
Siedziała na zewnątrz budynku, siedząc na gołej ziemi przy całkiem sporym robocie gospodarczym. Grzebała w układach umieszczonych na nodze. Wokół miała rozłożone narzędzia, w ustach papierosa. Skupiała się na pracy. Oczywiście nie po to, by jakiś zafajdany bogacz miał swojego robocika na czas. Najzwyczajniej na swiecie nie chciała doprowadzić Theodora do białej gorączki - był stary, uparty i lubił, jak wszystko było robione w terminie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
/ start

Od kilku tygodni dzielił czas pomiędzy pracę w laboratorium, nad nowym modelem samolotu a zachodzeniem do warsztatu, w którym rozpoczął swoją małą przygodę z tym miastem. Nie chodziło o dodatkowe zyski. Lubił otoczkę takich miejsc. Znajdował tu spokój. Drażniły go światła wielkiego miasta, za którymi - jak już zdążył się zorientować, tęskniło wiele osób.
Przechodząc przez próg przywitał się z najbliższymi osobami by w końcu zatrzymać przy Theodorze i zamienić z nim kilka słów. Mężczyzna był ciekaw tego, jak idą prace w laboratorium. Jakby nie patrzeć, Rafael posiadał kawał wiedzy, która w Zigguranie niekoniecznie była dostępna ogółowi, a która w Kaan-an była dość powszechna.
- Przed nami długa droga, Theo. Zamienić ropę na wasze źródła napędu...  - sam był ciekawy co wyjdzie. jeśli użyje się tego całego uranu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Zagryzając niewielki klucz francuski w ustach, poczuła ruch za sobą, a gdy się obejrzała zobaczyła tylko plecy wchodzącego do budynku Rafaela. Rozmawiała z nim przelotnie kilka razy. Był trochę gburowaty, ale lubiła jego konkretność. No i na pewno znał się na tym, co robi. Najchętniej poobserowałaby jak pracuje, ale jakoś nie było okazji. Teraz, słysząc, jak zaczął rozmowę, podniosła się z piasku, odłożyła klucz. Dłonie wytarła o spodnie i również weszła do pomieszczenia.
Na powitanie Rafaela wykonała tylko powitalny gest dwoma palcami przy skroni. Zaraz potem zaciągnęła się papierosem.
- A jak wam idzie? - zainteresowała się, a potem uśmiechnęła przyjaźnie. - Co ty tu w ogóle robisz? Tęsknisz za nami?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Odwrócił się słysząc, że kolejna osoba wchodzi do pomieszczenia. Skinął głową w odpowiedzi nigdy nie będąc zbyt wylewnym w powitaniach czy pożegnaniach. Zdążył zamienić z Faith kilka słów wcześniej, więc jej obecność w ogóle go nie zdziwiła.
- Wasz Rząd koniecznie chce próbować sił z węglem. To przeżytek, wie to każdy w laboratorium, ale jakoś ciężko to przeforsować. Prace nad działanem uranu ciągną się strasznie. Nie rozumiem tego - przyznał. Oparł się bokiem o zmontowaną wyżej ladę, na której pracownicy często urządzali sobie drugie śniadania. Sam czuł się nie do końca pewnie pełniąc podczas budowy główną funkcję. Rzeczywiście, brał udział z samej budowie samolotu, którym przylecieli z Kaan-an. Był też pierwszym mechanikiem i znał dobrze zakątki maszyny. Rzecz w tym, że w razie czego miał pod ręką plany, które pozostały w rodzinnym mieście, a kopie spłonęły przy rozbiciu. W dodatku wiele trzeba było zmienić.
- Brak ropy... wiele utrudnia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Przeżytek... - parsknęła śmiechem podczas zaciągania się papierosem. Dym gwałtownie wyleciał z jej ust. - Tak, jak nasz rząd.
Theodor posłał jej karcące spojrzenie. I nie tylko to. Szturchnął ją przy tym ostrzegawczo jakąś rurką, którą pewnie miał komuś podrzucić.
- Te, młuda. - warknął. - Mówiłem ci co, ni? To zawrzyj jape. - machnął ręką, jakby ją zignorował i zwrócił się już tylko do Rafaela. - Nu, może w kuńcu co si zmieni.
Może nie powiedział tego głośno, ale chyba na to liczył. Nowe źródła energii również w Theodorze wywoływały emocje. W końcu to stary wyjadacz. Faith uśmiechnęła się na tę powściągliwość. Sama nie zamierzała nie okazywać ciekawości.
- Czyli w Laboratorium nic za bardzo się nie dzieje? Pracują w ogóle nad czymś?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Rafael przez chwilę przyglądał się kobiecie. Zdążył już zauważyć, że tutejszy Rząd dąży w jakiś pokrętny sposób do dyktatury. Zdaje się, że Faith nie powinna mówić takich słów w lekki sposób.
- Są rzeczy, które mnie ciąż zadziwiają - stwierdził. Ni to o władzach Zigguratu, ni to o wspomnianych przez Theodore'a zmianach. Harag zmarszczył lekko brwi, spojrzał po kątach pomieszczenia, wyciągnął z kieszeni pogniecioną paczkę papierosów. Kiedyś przeszło mu przez myśl, by kupić sobie elegancką papierośnicę, ale koniec końców doszedł do wniosku, że przeszkadzałaby mu przy pracy. Wsunął skręta do ust i zapalił. Milczał kolejne kilka sekund zaciągając się.
- Próbują. Wygląda na to, że nie mają wolnej ręki...
Sam zaczynał łapać się na tym, że mówił półsłówkami. Próbował coś zdziałać w kwestii ropy. Dowiedzieć się, czy na tych ziemiach w ogóle występuje, albo czy jej w ogóle szukano. Temat szybko został zakończony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Dopalila papierosa i wsadziła dłonie w kieszenie. Przypatrywała się przez chwilę Rafaelowi bez słowa. Zastanawiała się czy był rozczarowany stopniem zaawansowania tutejszej technologii, rozwiązaniami, sposobem pracy... Nigdy go o to nie pytała. Może powinna. A jednak ten mężczyzna wyglądał na takiego, kto niezbyt lubi rozmawiać. Ciekawe co jest pod tą powierzchnią...
- Na przykład? - podpytywała. - Mówi pan o sprawach Zigguratu?
- Osz ty, cikawska. - Theodor machnął niedbale ręką. W końcu postanowił zanieść tę cholerną rurkę komu trzeba. - Gdyby co, to tam jestem. - wskazał drzwi do niewielkiego pomieszczenia, kierując te słowa do Rafaela. Odszedł powolnym, kaczkowatym krokiem. Faith patrzyła za nim przez chwilę.
- Tutaj wolne ręki pojawiają się tylko wtedy, gdy można ją wyciągnąć po łapówkę. - wzruszyła ramionami. - Szkoda. Miałam nadzieję, że po waszym przylocie czeka nas jakaś rewolucja przemysłowa.
Chciała jeszcze coś dodać ale w sumie sie zamknęła. I tak strasznie dużo gadała. Może to i dobrze, że Theodor ją upomniał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
- Na przykład... - wzruszył ramionami. Czy powinien wypowiadać się o tutejszych sposobach sprawowania władzy? Był tylko rozbitkiem, którego tu przyjęto i zaoferowano pomoc. Nie za darmo, co prawda. Ceną była wiedza i umiejętności, które punktowo wychodziły mu na dość żałosne.
- Nie wiem.
Skinął głową Theodorowi. Poczciwy człowiek, który był chyba zbyt dobry na to upadłe miasto. Demoralizacji społeczeństwa upatrywały być może w odrzuceniu jakiejkolwiek wiary, jednak musiałby wtedy zahaczyć o hipokryzję. Sam ją odrzucił, choć przyznać trzeba było, że pozostał ze swoim Bogiem w dobrych stosunkach.
- Obawiam się, panno... von der Star - co za nietypowe nazwisko jak na mieszkankę niskich stref, pomyślał - że zdąży się pani jeszcze nie raz zawieść.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Wyciągnęła dłonie z kieszeni, by zapleść ręce na piersi. Przekrzywiając lekko głowę, przyglądała się Rafaelowi z jawną ciekawością. Wcześniej miała go za zwyczajnego gbura, teraz zastanawiała się czy to na pewno wada. Bo w Haragu trudno było czytać. Pewnie był introwertykiem. I w dodatku obcym. Porównywanie go do zasad obyczajowych i kulturowych Zigguratu nie miałoby żadnego sensu.
- Jest pan pesymistą, panie Harag? - uniosła lekko kąciki ust. Ni to z rozbawieniem. Ni to z zaczepnością.
Po prostu pytała. Ona sama uważała się za realistkę. A że realizm w Trzeciej Strefie często szedł z pesymizmem... To już inna sprawa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Zaciągnął się i wypuścił dym z ust. Gdzieś w dół, w bok.
- Staram się na wszystko patrzeć realnie - stwierdził. Nie widział szklanki w połowie pustej czy pełnej. Widział szklankę z wodą, która mogła być albo dobra albo zła.
Sięgnął po leżący na blacie śrobokręt i poobracał go w palcach. Powinien zapytać Theodore'a czy wciąż może tu pracować, choć na mniejszym etacie. Wcale nie musiał mu dużo płacić. Dzięki temu się tu po prostu ja swój sposób zadamawiał.
- Minie dużo czasu, zanim pojawi się przede mną szansa powrotu do domu.
Tęsknił? Chyba jak każdy z rozbitków. I on zostawił przecież za sobą jakąś rodzinę, miejsca, wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Warsztat mechaniczny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-