IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bistro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:
- Warzywa zapiekane w serze - 60 Ril
- Pieczywo czosnkowe (2 szt.)- 12 Ril
- Grzanki (2 szt.)- 30 Ril
- Jajka sadzone na maśle, ze szczypiorkiem (2 szt.)- 1K 50 Ril
- Sałatka z kukurydzy, pomidora, papryki i sałaty- 60 Ril
- Szklanka kawy- 18 Ril
- Szklanka herbaty- 12 Ril
- Szklanka mleka- 60 Ril
- Szarlotka - 18 Ril
- Ciasto kakaowe- 18 Ril
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
- Nietypowa?- Beth podniosła zaciekawione spojrzenie na Laurę z nad filiżanki z kawą, która gdzieś tam w między czasie pojawiła się na stoliku.
-To znaczy czym się dokładnie zajmujesz?- dobrze, że temat wypłynął bo w końcu dowie się czym znajoma się zajmuje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
- No nietypowa, bo widzisz ja prowadzę Rózową Koronkę - zawiesiła wzrok na Beth czekając na jej reakcję. Oczywiście sama Laura nie wsytdziął się tego.
- Wiesz, nie mówiłam ci - kontynuowała niepewnie - bo bałam się, bo wiesz ja mam tak mało znajomych - bo widzisz moja droga - och jak pięknie się mota Laura - ja kiedyś...
Rozejrzała się po bistro czy nikt jej nie podsłuchuje. I Znalazł się taki. Bistro lokal jak lokal.
- To dziwka jest - burkną jakiś facet ze stolika obok, laurze pozostało tylko spuścić wzrok.
- Może powinnam już iść - rzuciła w kierunku Beth kładąc pieniądze za kawę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
- Różową Koronkę?- Beth powtórzyła za kobietą i dopiero po sekundzie czy dwóch skojarzyła o jaki przybytek chodzi. W tej samej chwili na jej twarzy pojawił się szok. Siedziała z rozdziawioną buzią, wytrzeszczonymi oczami i dalej usiłowała przetrawić zasłyszaną informację, która wwiercała się w mózg. Jak to możliwe przecież te...te... one były wulgarne i tandetne. Laura taka nie byłą.
Spojrzała na mężczyznę, który dosadnie się wyraził. Teraz zrozumiała co oznaczały te dziwne miny i uśmieszki które tu i ówdzie się pojawiły.
- Nie.- chwyciła ją za dłoń, którą kładła pieniądze i był to bardziej instynkt niż przemyślana decyzja.
-Ja ...ja się tego nie spodziewałam.- Beth nie miała zamiaru oceniać Laury, wie jak potrafi być przewrotny los a kim ona była by oceniać co Laurę i jej wybory. W duchu słyszała głos Noaha, który kazał się jej natychmiast wynosić z Bistro, ale celowo go zignorowała. Męża już nie było a ona musiała pójść swoją własną ścieżką.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
Patrzyła na nią jak jej twarz zmienia wyraz twarzy z uśmiechniętej i pogodnej zmienia się w zaszokowaną i zdekoncentrowaną. Potem poczuła dłoń Beth na swojej. Dlaczego została? Sama Laura była zdziwiona. Spojrzała na mężczyznę. Teraz już nie było sensu udawać czegokolwiek.
Spojrzała na mężczyznę mierząc go chłodno wzrokiem.
- Joe? - tak miał na imię znała go doskonale, bywał w koronce - co słychać u żony? - Jej mina z jadowitej żmij przemieniła się momentalnie w uśmiech Jokera. Joe chyba pożałował swoich słów, spuścił głowę jak skarcony chłopiec i szybko opuścił lokal.
Laura ponownie przeniosła wzrok na Beth, robiąc minę zbitego psa.
- Widzisz - kontynuowała swoją ówczesną myśl - nie chciałam ci mówić, bo, bo bałam się że nie zechcesz rozmawiać ze mną, nie wiem czemu, ale bardzo cię lubię i chciałam utrzymać tą znajomość... Chcesz opowiem ci wszystko... ale nie tutaj.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Wdówka z nadal nieco zdezorientowaną miną patrzyła jak Laura rozprawia się z mężczyzną, który nazwał ją dziwka. Dostrzegła w niej pewną bezwzględność, której nie widziała wcześniej. Chociaż jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało to pasował do niej ta bezwzględność. Nie miała pojęcia czy to cecha jej charakteru czy też wyrobiła w sobie tę zdolność bo musiała. Kim tak naprawdę była Laura Levani.
-Tak.- zaczęła nieco cichym głosem.-Tak, chcę się dowiedzieć.- dodała już pewniejszym tonem i podniosła się z krzesła. Laura miała rację tutaj spokojnienie porozmawiają.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
Wstała zaraz za Beth po czym wyszły razem.
- chodźmy - zapłaciła za rachunek po czym wyszły z bistro. Nie wiele mówiła, milczała cała drogę jakby układała sobie w głowie co ma jej powiedzieć. Może prawe?

ZT x 2 dom Beth
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 89
avatar
Ikar
<< uliczka szósta

Wędrując dalej, zaszedł do bistro. Niewielki lokal, klientów też była garstka. Jeden z nich właśnie cisnął w robota kelnera stojakiem na serwetki. Ikar zaglądał przez szybę. Do klienta przybiegł kierownik, informując o dezaktywacji maszyny. Blondyn zmarszczył brwi i poszedł dalej.
Umowne oczy robota zaświeciły się na czerwono. Maszyna zaczęła wyrzucać z siebie kartki z zamówieniami i uderzać rękami we wszystko, co tylko znajdowało się w pobliżu. Stoliki, krzesła, klientów.
Ikar uniósł podbródek i ruszył dalej.
Maszyna oszalała, tłukąc nie tylko klientów, ale i wszystko co tylko miała pod blaszaną ręką.


zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
/ początek

Bistro przez długi czas było zamknięte. Szalejące roboty zbiegły się w czasie ze śmiercią Logana i Leny, więc Metis po prostu zamknęła lokal. Bez ostrzeżenia, bez żadnej karteczki informującej kiedy ponowne otwarcie. Po prostu któregoś dnia przyszła i wszystko pozamykali.
Teraz wchodziła do pomieszczenia, w którym zalegało zatęchłe powietrze. Czyżby dodatkowo zepsuły się tu jakieś produkty? Trudno powiedziec, po tylu tygodniach zalegała tu jedna wielka masa nieprzyjemnego zapachu. Kurz i pajęczyny walały się wszędzie. Widok był przykry, a Metis miała wrażenie, że patrzy na swoją duszę. Tak mniej więcej sie czuła bez Logana. Westchnęła. Nic nie przywróci mu życia. Zreszta, pewnie nie chciałby, żeby jego owdowiała żona była smutna do końca swych dni. Nie, Logan taki nie był... Aż się Metis łzy w oczach zakręciły.
Wolno podeszła do lady, by odłożyć na nią klucze. Jeszcze raz powiodła wzrokiem po pomieszczeniu i ponownie westchnęła. A potem po prostu zabrała się za sprzątanie. Postanowiła, że poświęci sie lokalowi - przecież to było marzenie Logana. Dlatego nie mogła wrócićo pracy do pani Beth. Będzie się musiałaś z nią spotkać i wszystko jej wyjaśnić. Na razie jednak skupiła się na sprzątaniu, miała wiele do zrobienia.
Doprowadzenie Bistro do porządku zajęło jej caały dzień. Wyczyściła wszystko do czysta, na błysk. Jeszcze paru rzeczy brakowało i dziewczyna pomyslala, że ciepłe akcenty wystroju wnętrz byłyby idealne, musiała się jeszcze jednak nad tym zastanowić, zanim dokona odpowiedniego zakupu.
Kiedy wychodziła późnym wieczorem, była wykończona, ale na jej ustach gościł uśmiech.
- Dla ciebie... - szepnęła do siebie i zamknęła drzwi na klucz.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
---> Posterunek policji

Szli ulicą, Lamb nie wiele mówił, był skupiony, myślał, wcale nie jak przystało na Lamba. Może to już nie był ten sam Lamb co kiedyś, a może to wszystko go przytłaczało zbyt mocno, może ta jego determinacja wyłaziła na zewnątrz. Może wcale ni był tak wesołym chłopakiem i rozrywkowym jak by się wydawało. A może to co stało się Mad zgasiło w nim coś, może to co stało się Sylvi było jak zakiepowanie jeszcze tlącego papierosa, może to co stało się Faye było gwoździem do trumny.
- Moją determinację? – wzruszył ramionami, po czym sięgną po papierosa, miał zamiar po drodze nim dotrą do knajpy dotlenić płuca. Zaciągał się raz po raz, jakby się spieszył spalić go do końca. Wzrok miał wbity w betonową płytę chodnika.
- Jak się czujesz? – odezwał się w końcu – dajesz jakoś radę? Mogę ci jakoś pomóc?
Pytał szczerze. Wiedział że nie wiele może zrobić, kiedyś może taki czas będzie. Przed knajpą rzucił papierosa gdzieś do rynsztoku, wypuszczając ostatnią chmurę dymu. Otworzył drzwi wpuszczając Mad pierwszą.
Usiedli przy stoliku. Patrzył na nią mierząc ją wzrokiem jakby chciał sam odpowiedzieć sobie na te pytania, by nie zmuszać dziewczyny do tego.
- Cieszę się ze wróciłaś na posterunek… - rzucił, uśmiechnął się pierwszy raz naturalnie dzisiejszego dnia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Kiedy wyszli z posterunku, Mad myslala, że jednak nie powinna zostawiać tam pączków. Może przyswojenie cukru sprawiłoby, że świat wydawałby się nieco bardziej słodki. Wyglądało jednak na to, że ktoś inny je spałaszuje. W drodze do bistro miała ręce splecione za sobą, szli wolno, ot niezobowiązujące wyjście na kawę. Ale czy aby na pewno? Pytanie, jak się czuje nie wywołało juz tak wielkiego spłoszenia, jak kiedys. Najwyrazniej przyzwyczajały się do obecnego stanu rzeczy.
- Źle. Nie mogę przestać o tym myślec. - beznamiętnie wzruszyła ramionami. - Ale tak, daję sobie radę. Nie mam innego wyjścia.
Weszli do bistro, usiedli, pewnie zamówili tę kawe, a Mad na pewno jakieś słodkie czekoladowe mufinki. Nie odpuści tych pączków...
- Jak mogłabym nie wrócić? - odwzajemniła usmiech - To całe moje zycie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Dobrze że to zrobiłaś, siedzenie w domu nic by nie dało, ta robota i to wszystko… - przerwał sięgając po kubek z kawą, upił łyk i odstawił z powrotem na stół – …to wszystko co się z nią wiąże robi z nas zimne, pozbawione emocji głazy, stajemy się nie ludźmi, nie różnimy się niczym od robotów chodzących ulicami miasta, działamy jak automaty. Tak widocznie jesteśmy zaprogramowani, nie możemy kochać, nie możemy czuć, być z kimś blisko, mamy bez wahania pociągnąć za spust, zabić, słusznie, nie słusznie, nie mamy się zastanawiać, pozbawieni jesteśmy najmniejszych uczuć, to daje nam przewagę.
Zamyślił się ponownie patrząc na czarną, niczym jego skóra kawę.
- Zabiłem wczoraj trzech ludzi i nic nie czuje – podniósł głowę uśmiechnął się do Mad. Czy żałował? Nie.
- Kilak tygodni temu zabiłem Walkera powinienem coś czuć, zjebałem życie kilku osobom i nic we mnie nie drgnęło – spojrzał na swoje dłonie, ich wewnętrzną cześć – jest na nich tyle krwi i ciągle będzie przybywać Mad… dobrze że wróciłaś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Siedziała spokojnie, zamierzając zabrać się za swoją kawę i ciastko. Już nabijała czekoladowy mus na widelec, już podnosiła go do ust, ale gdy usłyszała słowa Lamba opuściła dłoń. Z każdym kolejnym wypowiedzianym zdaniem mężczyzny miedzy brwiami Mad pojawiała się coraz większa zmarszczka.
- O czym ty w ogóle opowiadasz? - zapytała cicho, zaskoczona, nie bardzo wiedząc jak ma to wszystko rozumieć. - Automaty? Oszalałeś? Nie mamy być maszynami, Nathan. Nie na tym polega nasza praca. Ryzyko, owszem. Czasem konieczność pociągnięcia za spust, owszem. Ale nie zapędzaj się w tym wszystkim. Nie... - zawahała się. - Nie przekraczaj granicy.
Ale patrząc na Lamba wiedziała już doskonale, że dawno ją przekroczył. I jeszcze to wyznanie o zabiciu paru osób. O zabici Walkera. Zacisnęła mocniej usta. Nie znała Tonyego. Nie wiedziała kim jest. Ale jej zdaniem nie zasługiwał na śmierć. Mimowolnie przypomniała sobie ich relacje, jego ciepłe i zabawne usposobienie. Naprawdę go polubiła. A teraz siedział przed nią...
Potarła palcami nasadę nosa, potem całymi dłońmi przetarła twarz.
- Nie rozgrzesze Cie, Nathan. - powiedziała cicho, opiszczając dłonie na stol. Wyglądała na zrezygnowaną. Może nie potrafiła sobie wszystkie uporządkować wlasnie przez to, że to Lamb zabił Walkera. Chociaz wiele rzeczy potrafiła zrozumieć. O tak. Cholerna wyrozumiałość. Mad siegnela przez blat stołu, by chwycić mężczyznę za dłonie i je zamKnac. By nie świeciły bielą, jak wyrzuty sumienia. Dłonie dziewczyny były drobne i ciepłe.
- Trzymaj się mnie. - powiedziała łagodnie. - Nie pozwolę ci sie pogrążyć.
Mówiła to z pełna odpowiedzialnością. Jesli Lamb przekroczyl juz jakies granice, nie zamierzała mu pozwolic na przekraczanie kolejnych. Nie chodziło o to, ze moze pójść do więzienia. Chodziło o zwykła przyzwoitość, o moralność.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Granice? Rozgrzeszenie? Mad… - położył drugą swoją dłoń na jej, tak tej którą trzymała. Nie było końca rewolucji. Lamb chyba miał ochotę się wygadać. Dusił to w sobie, wiedział że Mad ma swoje problemy, wiedział że nie może jej głowy obarczać dodatkowymi, wiedział ale mimo to czuł że musi.
- Mad nie ma granic… Nie ma żadnych jest tylko życie i śmierć… Sumienie jakie… w szpitalu leży dziewczyna, pobita i zgwałcona jest dla mnie w jakiś sposób bliska darzę ją jakimś uczuciem, nie wiem jakim, troska, chęć opieki… Kolejna którą w jakiś sposób uważałem za kogoś ważnego nie żyje, Kendra chce mnie zabić i ty – podniósł na nią wzrok.
- Każdego kto skrzyżuje ze mną drogę nie czeka nic dobrego, nic Mad… Nie mam duszy ani sumienia, nie mogę mieć nikogo kogo mógłbym pokochać, nie umiem i nie chcę, każdy cierpi jeśli zbliży się do mnie choćby na metr.
Zamyślił się  upił łyk kawy, uśmiechnął się w końcu, naturalnie, jak na niego przystało.
- Muszę być po prostu skurwysynem – powiedział przez szczery uśmiech – robić swoje i trzymać ludzi na dystans, być może Mad to jest ostatnia taka szczera rozmowa nasza.
Nie chciał tego mówić, nie chciał by tak było, ale gdzieś tam podświadomość mu mówiła żeby tak właśnie to wyglądało. Trzymać ludzi zdala od siebie by ich nie krzywdzić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Nachyliła sie do przodu, by mógł słyszeć wyraźnie jej przyciszonym głos. Oczy jej iskrzyły od determinacji, nie podobało jej sie to, co mówił Nathan. Żal czy nie żal, wlasnie dawał sobie przyzwolenie na samotność, na przekraczanie granic. Rezygnował ze spadochronu, jakim byli inni ludzie. Chciał spadać w pojedynkę. Zacisnęła palce na czarnej dloni mezczyzny.
- Czy to ty zgwałciłeś i pobiles te dziewczynę? - powiedziała cicho, patrząc Nathanowi w oczy. - Czy to ty mnie zgwałciłeś? Czy to ty skrzywdziłeś Kendrę i jej rodzine? Jestes świadkiem, jestes uczestnikiem, ale to nie znaczy, że jestes winny. - nie uśmiechała sie. Chciała przekazać Lambowi pewnosc jakie kryły sie za tymi słowami, a nie łagodność. - Nie możesz ocalić całego świata. Wiesz o tym. Możesz jedynie próbować ocalić jego cześć. I spróbować sobie jakos radzić z popełnionymi błędami. Nie jestesmy nieomylni, jestesmy tylko ludźmi.
Odsunęła się, dała mu upić kawy, popatrzyła na niego z przeciwnej strony stolika i cofnęła ręce. Siegnela dłonią po ciastko, dając sobie spokój z widelcem.
- Ja cie kocham, Nathan. - powiedziała naturalnie, bez ogródek. - Jestes dla mnie, jak brat. - wgryzła sie w czekoladowe ciastko, troche musu zostało jej na nosie. - Wiec przestań odpierdalać mi tutaj szopkę z dystansem i samotnością. Nie pozwolę ci na to, czy ci sie to podoba czy nie. Wiec możesz sobie to swoje "to jest ostatnia taka szczera rozmowa nasza" wsadzić w swoją czarna dupę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Mad… nie ma nikogo, nikogo rozumiesz? Nie mogę pozwolić by kolejna osoba wpadła w bagno, nie mogę ciągnąć jej za sobą i lepiej trzymać się z daleka jestem chodzącym czarnym pechem – mruknął jednak był uśmiechnięty. Gdzieś tam ta jego zadziorność rysowała się na twarzy.
Gdy powiedział że go kocha szybko spojrzał na nią, jednak zaraz za kolejnymi słowami spuścił wzrok.
- Masz ciasto na nosie – rzucił z uśmiechem – nic sobie w dupę wsadzał nie będę – dodał z uśmiechem. Patrzył na Mad jak zajada się ciastem.
- Gdzie ty to wszystko mieścisz – czy właśnie kończył wylewną rozmowę, czy właśnie robił to o czym powiedział, otworzył się tylko na chwilę. Lamb był już zamknięty, właśnie zamknął wszystko w czarnym ciele.
- Ta sprawa tej dziennikarki, macie jakiś trop? - diametralnie zmienił temat.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
- W tym co mowisz zgadza się tylko to, ze jestes czarny. - mruknela, przerzuwajac ciastko. - I, powtórzę sie, nic mnie to nie obchodzi. Co mi zrobisz, zeby mnie odsunąć, co? Zastrzelisz mnie? Wyrzucisz z domu, jak przyjdę? Daj spokój. - na uwagę, ze ma ciastko na nosie, wytarła go szybkim ruchem ręki, potem poprawiła chusteczka. - Przeciez wiem, ze tez mnie lubisz. - dodała, robiąc tę cała operacje z wycieraniem.
Wiedziała, że to tylko na chwile, że Lamb pewnie długo nie otworzy sie tak znowu. Ale i tak nie zamierzała go zostawiać. Mogl sobie mowic, co chciał. Ona wiedziała swoje. I zamierzała sie kierować własnymi zasadami.
- W brzuszku. - odparła niewinnie, doskonale zdając sobie sprawe, ze jesli chodzi o słodkości, to jej żołądek nie miał dna.
Zmiana tematu jej nie zraziła. W koncu Lamb należał do tych konkretnych bestii.
- Wlasciwie sprawę dziennikarki prowadzi Isa. - wzruszyła ramionami. - Z tego co wiem, nie ma jeszcze nic konkretnego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Hmm – pokręcił tylko przecząco głową. Potem się uśmiechnął. Pewnie że ją lubił, a gdy się uśmiechała była tym pączusiem sprzed kilku miesięcy. Dobrze że to robiła Lamb wiedział że na chwile na ułamek sekundy zapomniała.
- To masz bardzo duży brzuszek – dodał z uśmiechem. Czy za to on przestał myśleć? Nie gdzieś tam w podświadomości siedziało co się stało. Wiedział co ma zrobić, wiedział jak, czekał na odpowiedni moment. Wiedział też że po tym co się stanie nic już nie będzie takie samo. Wszystko krył pod szczerym uśmiechem. Zakopał gdzieś wewnątrz siebie. Nie było tak że odpuścił.
- Isa – powtórzył za nią. Gdyby wiedział że jest tak blisko jej oprawcy…
- Kojarzysz nazwisko Alatriste? – rzucił – muszę do niego dotrzeć, nie wiem kim jest człowiek ale wiem co robi… Muszę się tym zająć, jeszcze dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Mad się rozluźniła, jakby chwilowe otwarcie się Lamba było jakimś punktem zwrotnym ich znajomosci. Jakby pieczętowało ich przyjaźń. Wiedziała, że ten czarny policjant tak czy inaczej sprobuje ją odsunąć. Może bedzie chciał się zemścić za tamta dziewczynę na kimś, może bedzie chciał zrobic cos głupiego. Mad zamierzała mieć go na oku. A w razie czego... Byc przy jego boku, jesli zajdzie taka konieczność. Na razie jednak te wszystkie wewnętrzne mysli odsunęła na bok.
- Kojarzę. - wziela kolejny kęs czekoladowego ciastka, tym razem uważając, zeby nie usmarowac się masa. - Przejął interes po Popperze, prowadzi lombard. - wzruszyła ramionami. - Nic konkretnego na niego nie mamy, ale myślę, że niezłe z niego ziółko. Podejrzewasz go o cos? - uniosła brew.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Prowadzi lombard - powtórzył zamyślony. No tak to by było świetne, miejsce na handel bronią na dotarcie do ludzi, musiał działać tak by go nie spłoszyć.Trzeba będzie zacząć obserwować tego całego Alatriste.
Upił łyk czarnej kawy, chyba już ostatni, kubek był niemal pusty.
- Powiedzmy że mam informację jakoby ów człowiek handlował bronią, jeśli był dotarł do niego, jeśli by udało się dotrzeć, do handlarza mógłbym mieć wiele informacji. Tylko jak, jak to zrobić by go nie spłoszyć. Musze sprawdzić ten trop.
Zamyślił się ponownie.
- No dobrze - przerwał milczenie uśmiechem - wracamy?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 653
avatar
Madeleine Rowley
Poruszyła sie troche niespokojnie na krzesle. Miała wrażenie, że to, w co chce się wpakować Nathan, może być trochę niebezpieczne. Wiedziała tez, że sam nie moze sie pokazać w lombardzie... Cóż, miał taki charakter, że pewnie by go na miejscu zastrzelili, jesli rzeczywiście lombardzista ma jakies ciemne sprawki na sumieniu.
- Rozmawiałam z nim kiedys przy drobnych przestępstwach i mysle, że nie brałby mnie pod uwagę jako zagrożenie. Mogę ci pomoc.
To była tylko propozycja, Nathan sam bedzie musiał Decydowac czy z niej skorzystać. Posiedzieli jeszcze chwile, porozmawiali, dopila kawę, a potem wrócili na posterunek by pracować.

2x ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
/ początek / aktualny czas: 1-5 czerwca 2866 roku

Metis stała za ladą i uśmiechała się do kolejnego klienta, który właśnie podszedł. Minął ponad rok od śmierci Logana. Ciągle mało, ale wiedziała, że nie chciałby by się zamartwiała całe życie. Dlatego postanowiła kontynuować marzenia, które były dla niego ważne. Bistro. W ścianach lokalu żyła dusza i serce Logana, a Metis postanowiła utrzymać je w stanie bijącym jak najdłużej.
- Dzisiaj tylko grzanki z serem, Joe? - uniosła z rozbawieniem brwi i zaśmiała się do dużego jegomościa, który stał przy ladzie. Pogroziła mu palcem. - Nie mów mi, że przechodzi na dietę!
- Nic z tych rzeczy, panienko. - grubasek machnął ręką. - Dwie szarlotki do tego poproszę i ciastko kakaowe.
Metis uśmiechnęła się uroczo, przygotowała wszystko i zapakowała na wynos, bo Joe zawsze tak brał. Chłopak podziękował również uśmiechem (i gotówką), a potem wyszedł.
Dziewczyna zaś oparła się na ladzie i patrzyła na klientów. W końcu czuła, że w jej życiu jest trochę spokoju.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
27-30 czerwca 2866 roku

Lev zatrzymał się  przed drzwiami bistro. Przychodził tu od czasu do czasu, bo miejsce przypominało mu Logana i wszystkie dobre dni, które bracia spędzili na obsługiwaniu klientów albo sprzątaniu zaplecza.  W tamtych pięknych czasach młody Coben miał pieniądze, przytulny dom i nawet zastępczą matkę, czyli Metis... Ciekawe, jak ona sobie teraz radziła? Lev  od tak dawna jej nie widział. Miał nadzieję, że spotka ją dziś za sklepową ladą, ale zamiast niej stał jakiś facet. Echh… Lvowi było bardzo przykro, że nigdy nie trafiał na momenty, kiedy Metis pracowała.
– Poproszę grzanki i herbatę – odezwał się w końcu. Wyciągnął z portmonetki 42 rile i położył je na ladzie.
Sprzedawca kiwnął głową i wziął się do pracy. Lev poczekał cierpliwie na przyrządzenie posiłku, a kiedy wszystko było gotowe, wziął do rąk talerz i filiżankę, by następnie odejść z nimi do wolnego stolika.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Lorraine Hardy
/początek

Bistro było całkiem niedaleko szkoły, do której chodziła Lorrie. Odprowadzała dzisiaj koleżankę, aż pod same drzwi, bo aż tak się zagadały! Opowiadała jej jak to pokazała mamie, że Fabian jest bardzo dobrym nauczycielem i nadal mogła chodzić do niego na lekcje! Wracając stwierdziła, że kupi sama sobie nagrodę. Z lekkim powątpiewaniem popatrzyła się na budynek bistra, bo mama pewnie wolałaby, żeby poszła do jakieś kawiarni w centrum, a nie wchodziła to pierwszego, lepszego lokalu po drodze, ale przecież nie miała pięciu lat, a dwanaście i była samodzielna!
Weszła do środka i stanęła przy ladzie, czytając co oni tu mają. Wyciągnęła portmonetkę i zapłaciła za ciastko kakaowe oraz szklankę zimnego mleka w ten upalny dzień. Będzie to jej tajemnica, bo mama jeszcze ją skrzyczy, że je słodkie przed obiadem!
Poczekała na swoje zamówienie i po odebraniu rozejrzała się za wolnym stolikiem. Było jednak tak tłoczno, że jak dojrzała wolne krzesło i myślała, że i wolny stolik to siedział przy nim nieco starszy chłopak.
- Eeee.. mogę? Na chwilę, tylko zjem? - spytała, kładąc na blacie tackę, a obok spis nut, który wsadziła sobie pod pachę, gdy wyciągała drobne.


Ostatnio zmieniony przez Lorraine Hardy dnia Sro Maj 04, 2016 10:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
– Możesz – powiedział krótko. 
Serio? Musiała usiąść akurat naprzeciwko niego? Przecież w pomieszczeniu był jeszcze jeden stolik z wolnym miejscem… Hmm, w sumie to wina Lva, bo usadowił się tuż obok drzwi do bistro. Oczywiście, mógłby się przesiąść gdzie indziej, ale to wtedy wyszedłby na nieuprzejmego – do tego nie miał zamiaru dopuścić! Co prawda jeszcze rok temu nie dość, że by się przeniósł, to jeszcze przy okazji uraczyłby  towarzyszącą mu dziewczynkę paroma złośliwymi komentarzami, ale teraz… No teraz to już zupełnie co innego, bo Lev nie chciał ryzykować jeszcze większym pogorszeniem swojego i tak kiepskiego życia. Porzucił więc złodziejską działalność i przestał zachowywać się chamsko wobec innych. (No dobra, starał się tak nie zachowywać)
– Aghh, szlag – jęknął Lev, zmuszony do wyrwania się z rozmyślań. – Ratuj nuty!
Przed chwilą potrącił ręką filiżankę ze swoją herbatą, a ciecz popłynęła po stoliku na stronę nieznajomej dziewczynki. No i tyle wyszło z „nie rozpoczynania konfliktów”…
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Lorraine Hardy
Jej też to nie pasowało. Nie lubiła obcych. Uznała, że jednak stolik był na tyle duży, że nie będą sobie wzajemnie przeszkadzać. A bo i na podłodze jeść nie miała zamiaru, ani na stojąco!
- Uważaj! - rzuciła, chwytając kartki i podnosząc do góry. Rogi zdążyły się zamoczyć, ale większych szkód nie było. - wrzuciła nuty do plecaka, a wyciągnęła chusteczkę i położyła na mokrą plamę, co by się dalej nie płynęło.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Bistro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-