IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bistro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:
- Warzywa zapiekane w serze - 60 Ril
- Pieczywo czosnkowe (2 szt.)- 12 Ril
- Grzanki (2 szt.)- 30 Ril
- Jajka sadzone na maśle, ze szczypiorkiem (2 szt.)- 1K 50 Ril
- Sałatka z kukurydzy, pomidora, papryki i sałaty- 60 Ril
- Szklanka kawy- 18 Ril
- Szklanka herbaty- 12 Ril
- Szklanka mleka- 60 Ril
- Szarlotka - 18 Ril
- Ciasto kakaowe- 18 Ril
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
Zauważył, że kartki nie uległy całkowitemu zniszczeniu, więc odetchnął z ulgą. Zaraz odwrócił głowę w stronę sprzedawcy i odezwał się do niego:
– Proszę pana, przyniesie pan ścierkę?
Pan za ladą zmarszczył brwi z niezadowolenia, ale nie nakrzyczał na Lva. Poszedł na zaplecze po coś do starcia kałuży ze stolika. Lev w oczekiwaniu na ścierkę postanowił porozmawiać z dziewczynką. Nie żeby miał na to ochotę… Chłopiec po prostu musiał upewnić się, czy mała nie jest na niego zła i czy nie naskarży o wszystkim rodzicom.
– Emm… Na co te nuty? Na flet? – powiedział zakłopotany.
Lev nie sądził, że wiedza o muzyce kiedykolwiek mu się przyda, ale patrzcie państwo, jednak wiadomości ze szkoły nie były aż takie bezużyteczne...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Lorraine Hardy
Lorraine nie była skarżypytą. Raczej typem, który uważał, że sobie z każdym problemem poradzi sama, a mama to w ogóle się czasami nie znała, o!
- Niee, na skrzypce. - powiedziała. Dziś futerału ze skrzypcami przy sobie nie miała, bo ani w planie zajęć nie miała kółka muzycznego, ani lekcji z Fabianem to nie będzie niepotrzebnie ich tachać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
– Skrzypce? – zdziwił się Lev. Uniósł przy tym brwi. – Słyszałem, że takie granie bardzo trudne jest. Ambitne zajęcie.
Poczuł ukłucie zazdrości. Co to za sprawiedliwość, że kiedy Lev dopiero kończył naukę czytania, to jakaś dziewczynka poznawała sztukę gry na skrzypcach?... Ughhh. Młody Coben chętnie zostałby muzykiem albo kimkolwiek innym, byleby tylko wielki prestiż mieć i sławę. Ach, to na pewno wspaniałe uczucie być podziwianym...
– Jestem Lev – powiedział lakonicznie. Wypadało w końcu się przedstawić!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Lorraine Hardy
Popatrzyła się na pana, który tu pracował i poszedł po szmatkę. I bardzo dobrze, chociaż w sumie to wina chłopaka, że jest niezdarą.
- Noo, trzeba zacząć bardzo wcześnie się uczyć. - przyznała. Ona sama skrzypce miała po raz pierwszy w ręku w wieku 4 lat. - Lorrie jestem. - odpowiedziała, nieco z dystansem, ale jednak. Przecież go nie znała, a ona w stosunku do obcych wolała być trochę ostrożna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
Lorrie raczej nie była osobą, która chciałaby się zemścić na Levku za jego wypadek. Więc pora wyluzować?... Ech, chłopiec jakoś nie mógł. Nadal był spięty. Rzadko przebywał w towarzystwie zamożnych i bardzo uzdolnionych osób. A jak już coś się takiego zdarzyło, to Lev od razy miał ochotę syczeć i prychać ze złości i zazdrości albo zacząć użalać się nad swoją biedą.
– To super – powiedział uprzejmym tonem. Chociaż był pełen negatywnych emocji, to z całych sił  starał się ich nie okazywać. – Wszyscy w twojej szkole grają na jakiś instrumentach?
To by było logiczne. Bo gdzie indziej Lorrie miałaby się nauczyć gry jak nie w szkole?
Sprzedawca wreszcie przyszedł ze ścierką i jednym szybkim ruchem starł kałużę ze stołu. Lev od razu mu podziękował.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Lorraine Hardy
Lorraine na pewno nie trącała biedą. Matka dbała o to, żeby dziewczynka wyglądała bardzo dobrze. Wyprasowane, pewnie nowe ubranka, czyste włosy, paznokietki i tak dalej. Na pierwszy rzut oka było widać, że to nie żaden dzieciak ze slumsów. A co do Leva, to w sumie nie była pewna.
Pokręciła przecząco głową.
- Nie, wszyscy nie. Trochę osób chodzi na kółko muzyczne... Na zwykłych lekcjach najczęściej przecież uczy się śpiewu. - powiedziała jakby to było oczywiste. No przecież był w podobnym wieku to wiedział, nie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
Nie wiedział.  W jego slumsowej szkole było trochę teorii o muzyce (dzięki jednej młodej, rozentuzjazmowanej nauczycielce), ale żaden dzieciak nie dostał do rąk instrumentu. To przykre.
– Ha, ja też umiem śpiewać – Lev w końcu mógł się czymś pochwalić. – Mama mnie uczyła.
Twarz chłopca poweselała, a jego nastrój też trochę się poprawił. Że też wcześniej o tym nie pomyślał... Przecież nie był kompletnym beztalenciem w porównaniu do Lorrie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 131
avatar
Lorraine Hardy
Uśmiechnęła się lekko, w odpowiedzi na uśmiech chłopaka.
- To miałeś szczęście! Moja mama jak śpiewała mi kołysanki to miauczała jak mechaniczny kot. Oczywiście nigdy jej o tym nie powiedziałam, ale raczej talentu muzycznego to po niej nie odziedziczyłam. - wyszczerzyła się. - Umiesz "Pomarańczową balladę"? Albo "Wszyscy nasi rewolucjoniści"? - wymieniła typowe, wojskowe piosenki, które były znane w Zigguracie - Mamy teraz próby do przedstawienia upamiętniającego wybuch wojny i mam ich dość. - rozgadała się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
/start

Pierwszy lot próbny okazał się ogromnym fiaskiem. Nie spodziewał się sukcesu, to prawda. Jak każdemu jednak, gdzieś tam głęboko w sercu siedziała mu nadzieja. Korzystając z wolnej chwili wstąpił do bistro znajdującego się nieopodal kamienicy, w której mieszkał. Słyszał pewien czas temu o smutnym końcu jaki spotkał właścicieli lokalu. Z pechem trzeba się urodzić, już mieć w kołyskę nasrane. Później samo się toczy, nie trzeba nawet pomagać.
Wchodząc do środka zatęsknił za swoim domem, który stawał się coraz bardziej odległy. W pewnym momencie pojawiły się u niego myśli, ażeby może zostać tu na dłużej, niż do czasu możliwości wylotu. Usiadł przy jednym ze stolików i zamówił sobie kawę. Poprosił także kelnerkę o to, by przyniosła mu dzisiejszą gazetę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Właściwie nie wiedziała dlaczego tu przyszła. Odkąd rzuciła wszystko, by stać u boku Alexandra unikała tak trzeciej, jak i drgiej strefy. Ba. Unikała także ludzi. Nikogo przecież nie miała. Wstydziła się przed przyjaciółmi ze slumsów, bo wiedziała, co o niej mówią i myślą. Nie mogła i nie chciała im tłumaczyć dlaczego zrobiła to, co zrobiła. Teraz miała więcej możliwości by rzeczywiście pomoc Trzeciej Strefie. Nie spodziewała się, że ktokolwiek ja zrozumie.
Do lokalu Faith weszła ubrana skromnie, ale po kobiecemu. Ułożone włosy. Lekki makijaż. Tylko bystre spojrzenie i uśmiech degajacy w kacikach ust zdradzały charakter jaki ukazywała, żyjąc w slumsach. Zamówiła kawę, rozejrzała się po lokalu, szukając wolnego miejscu. Jej wzrok padł na Rafaela. W pierwszej chwili miała odruch wzywający do ucieczki. W drugiej po prostu odebrała swoją kawę i ruszyła w stronę mężczyzny. Przysiadła przy nim, nie pytając o pozwolenie.
- Wyglądasz na zamyslonego. - rzuciła na przywitanie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Był pewien, że o nieudanym locie w gazetach będzie głośno jeszcze przez jakiś czas. Prasa wszędzie działała w ten sam sposób. Podziękował kelnerce i przerzucił kilka stron. Nawet nie ukrywał tego, że był ciekaw tego, co napisano. Para unosiła się powoli ponad filiżankę i rozpływała w powietrzu. Znalazł, przeczytał, wzruszył ramionami. Na nikim nie zwieszono psów. Powrócił więc na początek, gdzie szumnie informowano obywateli o kolejnych sukcesach policji i wojska, o przestępczości i degeneracji w Trzeciej Strefie. Zapatrzył się w tekst, przestając czytać.
- Hm? - podniósł spojrzenie na dźwięk jej głosu. W pierwszym momencie nawet nie skojarzył go z właścicielką. - Faith - uśmiechnął się składając gazetę i odkładając ją na bok. - Trochę czasu minęło.
Byli umówieni na spacer, na obejrzenie miasta, na kilka rozmów. Nic z tego nie wyszło, przepadła jak kamień w wodę, by potem jej osobę zaczęto kojarzyć z jednym z ministrów. Różne rzeczy o niej mówili, Rafael żadnym się nie dziwił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Tak. Trochę czasu minęło. - przyznała z uśmiechem, za którym nie kryła się radość.
To zadziwiające, jak szybko powróciła do zwyczajów znanych sprzed ponad dekady. Uprzejme uśmiechy stały się towarzyszami dnia codziennego, stlumione myśli, zachowawcze odruchy. Dała się zamknąć w klatce i odizolować w imię... no właśnie. Czego? Miłości? Rewolucji? Przez ostatnie tygodnie sama zaczęła się nad tym zastanawiać.
Przysunęła filiżankę do siebie, przez chwilę wpatrywała się w parującą ciecz. Moze powinna zamówić do tego jakieś ciastko?
- Myślisz o tym, co wydarzyło się na pasie startowym? - podniosła wzrok, podbrodkiem skinąła na gazetę. Czytała. Przykra sprawa. Kaanańczycy pewnie mieli nadzieję wrócic do domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Przyglądał się jej przez chwilę w milczeniu. Nie przypominała Faith, którą zdążył poznać. Gdzieś zniknęła ta iskra, którą w sobie miała. Mówili, że złapała okazję i szybko ją wykorzystała, by uciec z Trzeciej Strefy. Karl, jeden z pracowników warsztatu mówił, że kobietom to jest łatwiej, bo po prostu wystarczy, że dadzą dupę komu trzeba i po sprawie. Tydzień później został aresztowany, ponieważ dłużej został w pracy i nie zdążył przed Ciszą Nocną. Podobno nadal siedział.
- Tak - skinął głową. - To było oczywiste, że za pierwszym razem się nie uda. Wtedy sprawdza się niedociągnięcia, wprowadza poprawki. Nie będę jednak ukrywać, że poczułem pewien żal. Nadzieja zawsze siedzi w człowieku.
Posłał jej rozbawiony uśmiech i przytknął filiżankę do ust.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Odwzajemnila uśmiech. Zazdrościła Rafaelowi, że jest ponad to, co się dzieje w Zigguracie. Mógł pewnych rzeczy się domyślać, ale nie był stąd. Nadal był obserwatorem, nie uczestnikiem. Chociaż... Może się myliła. Mimo wszystko pomyślała, że dla własnego dobra powinien pozostać nieświadomy.
Obracała filiżankę wokół własnej osi. Nieświadomie. Jakby musiała się czymś zająć, by nie odpływać myślami.
- Mówią, że nadzieja jest matką głupców. - zazartowala, choć w jej głosie skrywało się coś innego niż rozbawienie. - Mówią też, że każda matka kocha swoje dzieci. - uśmiechnęła się nieco krzywo, założyła kosmyk włosów za ucho. - Nie jestem co do tego przekonana.
Milczała przez chwilę. Zastanawiala się czy mogłaby uciec do Kaan-anu... Szybka myśl, która wyrzuciła z głowy, nie chcac by się w niej za bardzo rozgoscila.
- Udało ci się już odnaleźć przyczyny niepowodzenia? - zapytała, opierając głowę na ręce. Słuchała odpowiedzi. Myślała o warsztacie.
- Sama chętnie bym w czymś pogrzebala.
W jej głosie dało się słyszeć melancholię. Kiedy pracowała w warsztacie była szczęśliwa. A teraz? Teraz sama nie wiedziała. Zupełnie nie mogła się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Ponad był w teorii, w praktyce czuł się jako narzędzie, którego używa tutejszy Rząd w ramach propagandy. Jako przybysz z dalekiego miasta, który zdążył zobaczyć tutaj niejedno stawał się też mimowolnym pionkiem politycznym. Wszyscy rozbitkowie z Kaan-an nie mieli tu problemów z utrzymaniem się czy wiedzeniem życia na jakimś poziomie. Był pewien, że gdyby zażądał więcej, dostałby to. Wszystko w ramach przyszłych stosunków między oddalonymi od siebie aglomeracjami.
- Może nie każda matka kocha swoje dzieci, ale każdy ma jakąś matkę - sprostował popijając kawę. - Nadzieja to zabawne uczucie, które trzymamy w sobie do samego końca, choćby nie wiadomo jaki był. Tak już jesteśmy stworzeni. Bez względu na to, czy implikuje to wiara w bóstwa, czy w coś innego.
Rafael Harag nie bywał w świątyniach w Kaan-an. Wierzył w istnienie boga tak samo jak wierzył w to, że nawet, jeśli istnieje, zostawił świat z boku zajmując si czymś innym, przez co zaczął stawać się tworem ludzkiej potrzeby.
- Tak, poszła turbina. Musieliśmy je wzmocnić, przy okazji sprawdziliśmy łączność kokpitu. Zakładam, że przy następnej próbie uda się wznieść w powietrze. Masz niebieskie oczy. Podobno te odzwierciedlają duszę - rzucił mimochodem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Podniosła na niego spojrzenie, na chwilę przestając grzebać łyżeczka w kawie. Nie mówił jak mechanik. Wróć. Nie mówił jak mechanik z Zigguratu. Było w nim zdecydowanie więcej inteligencji niż w prostym pracowniku z trzeciej czy drugiej strefy. Przynajmniej takie odnosiła wrażenie.
- Dlatego nazwałabym nadzieje zdradliwym uczuciem. - uśmiechnęła się lekko. - Wiąże nam ręce, uniemożliwia działanie. To oprawca, nie matka.
Mówiła z uśmiechem na ustach, ale słowa miały gorzki smak. Pomyślała o Alexandrze. Pomyślała o tym, że teraz jest bardziej samotna niż kiedykolwiek w przeszłości. Wróciła do tego, od czego uciekła.
- Sprawdźcie panele łączące kable. - rzuciła po chwilowym zastanowieniu. - Czasem robią spięcia przez piasek. - wzruszyła ramionami. - Wszystko musi być sterylnie szczelne.
Na wzmiankę o oczach uśmiechnęła się całkiem szczerze. Nie myślała, że ktoś jeszcze może komentować jej oczy. Ostatnio były przygaszona.
- Tak mowia. - zaśmiała się. - Mam nadzieje, że w moich nie można czytać jak w otwartej księdze. Swoją duszę chciałabym jednak zachować dla sebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Podniósł filiżankę, żeby wypić w końcu łyk kawy. Zapomniał poprosić o mleko. Nic nie szkodzi, często zdarzało mu się w roztargnieniu robić sobie takie mocne siekiery. Rzeczywiście, Rafael w swoim sposobie bycia, może nawet postawie jaką niekiedy przyjmował zdradzał, że siedzenie pomiędzy śrubkami i silnikami to nie jest jedyna rzecz jaką się zajmuje.
- A nie przyszło ci do głowy, Faith, że może być motorem napędowym? - pomyślał o dziewczynie, którą znał. Nadzieja aż paliła jej trzewia. Tylko do czego? Że też przyszła mu do głowy akurat teraz. Wpatrywał się przez dłuższą chwilę z czerń kawy. Jak bezkres pochmurnej nocy.
- Sprawdzamy. Dobrze się stało, że pierwsza próba była nieudana. Gdyby było inaczej, to byłoby niepokojące - stwierdził. Dla wprawionego obserwatora zapewne żadne oczy nie stanową tajemnicy. Prędzej czy później każde z nas się jakoś obnaża. Nie wiedziałem, że u was również funkcjonuje pojęcie "duszy". Z tego co wiem, nie macie żadnej wiary.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Każde paliwo się w końcu spala, czyż nie? - wzruszyła ramionami. Tak to już było, że nawet opinie o nadziei bywały rożne. Składały się na to bagaże doświadczeń i smak na języku. Faith najwyraźniej zasmakowała zbyt wiele soli i goryczy. Choć przecież nawet z tymi doświadczeniami potrafiła być szczęśliwa. Kiedyś. Zaledwie parę tygodni temu. Teraz pozostało jej tylko otępienie.
- Może. - usmiechnęła się lekko. - Teraz przynajmniej sprawdzicie również to, o czym wcześniej byście nawet nie pomyśleli. Ot, żeby mieć pewność. To uczyni samolot bezpieczniejszym, mam... - zaśmiała się nagle, och ironio! - ...tak, mam nadzieję.
Popatrzyła uważniej na Rafaela, o ile mozna było jeszcze bardziej uważniej na niego patrzeć. Jego pytania zdradzały to, jak patrzy na świat. I że w ogóle patrzy. Faith to bardzo odpowiadało. Lubiła takie rozmowy.
- Tutaj dusza to pojęcie metafizyczne, nie religijne.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
- Wszystko zależy od tego, w jaki sposób zamierzasz pójść dalej. W jaki sposób układasz sobie życie - palcem zaczepił o uszko filiżanki i pchnął je lekko obracając naczynie wokół własnej osi. Uśmiechnął się jedynie zdawkowo, może jakby nie do końca dał się przekonać temu, co mówiła.
- Przed nami pewnie jeszcze kilka miesięcy, zanim uda się wszystko dokładnie zrobić. Na pewno pójdzie szybciej niż nam w Kaan-an. Już wiemy, co z czym.
Nigdy nie starał się przywiązywać do miejsc. Pobyd w NeoZigguracie jednak postawił go przed zupełnie nową perspektywą. Pierwszy raz przebywał przecież tak daleko od miasta, w którym żył. Wszelkie jego dotychczasowe zmiany wiązały się z miastem, w którym się urodził. Zastanawiał się wiele razy nad tym, czy chce wrócić czy zostać. Czy może spróbować sięgnąć jeszcze dalej. Nie był podróżnikiem a mechanikiem. A jednak kusiło.
- Trudno jednak nie oblec tego w tradycje odbiegające wierzeniom. To chyba trudne żyć bez wiary w jakiś wyższy byt. Czy nie daje wam to poczucia jakiejś dziwnej samotności?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Uśmiechnęła się lekko, spuściwszy wzrok na swoją kawę. Prawie jej nie piła. Czuła się niezręcznie. Dlaczego? Sama nie wiedziała. Po prostu poznali się z Rafaelem w innych okolicznościach, chwila moment, a ona już była kimś innym. A przynajmniej wyglądała na kogoś innego.
- Na pewno wam się uda. Skoro udało się w Kaan-anie, tutaj też dojdziecie do wyznaczonego sobie celu.
Może to był farmazon. Ale czy nie na tym polegało życie? Na dążeniu do celu metodą prób i błędów? Nie było co się nad tym wszystkim rozwodzić. Oboje chyba byli pragmatykami.
- A czy wasza wiara w boga sprawia, że jesteście wolni od samotności? - znowu się lekko usmiechnęła, po czym po prostu wzruszyła ramionami. - Nie mam punktu odniesienia, Rafaelu. Całe życie wierzyłam tylko w mechanikę i prawa fizyki. Nie czuję się z tym ani mniej, ani bardziej samotna. Chociaż kto wie, może religia nie byłaby takim złym rozwiązaniem dla Zigguradczyków.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
- To na pewno - skinął głową. Wierzył w szybki rozwój techniki. Korzyści za tym płynące. Dopracowanie i dalsze prace nad samolotem będą miały ogromny wpływ na przyszłość. Gospodarki miast, turystykę, wiele innych. To było coś, co zrewolucjonizuje Avalon. Co dalej? Kolonizacja? Tam myślami już nie wybiegał, nie należało być przesadnie odważnym. Z takiego założenia wychodził. Żeby nie zapeszyć. A wydawałoby się, że Harag nie jest przesądny.
- Myślę, że tak. Zależy kto jak mocno wierzy. Mając świadomość, że osoba boska jest ztobą zawsze i wszędzie może pomóc - powiedział przyglądając się Faith znad filiżanki, którą właśnie uniósłdo ust. Jak rzecz miała się z nim samym? Nie był pewien istnienia boga, jakichkolwiek bóstw. Nigdy jednak temu nie zaprzeczał. Rozumiał pobudki tych wierzących mocno, akceptował głosy sprzeciwu- tych w samym Kaan-an było zdecydowanie mało. Rafael przecież lubił obserwować otoczenie.
- Modlitwa jest trochę jak powtarzana mantra. Jak słowa, które często tutaj można usłyszeć. Na przykład "będzie dobrze, będzie dobrze"... Wiara dodaje temu jakąś moc metafizyczną. Mogłabyś kiedyś spróbować, Faith.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
- Osoba boska może pomóc, ale chyba nigdy nie pomaga. - uśmiechnęła się znowu. Smutno, może trochę z rezygnacją. Rozmowa z Rafaelem przywodziła na myśl warsztat, co uwierało Faith gdzieś w zakamarkach serca. Tęskniła do zapachu smaru, donarzedzi, do piasku po koszulą i w butach. Nie tęskniła natomiast za wygodnym łożkiem, bogatym wnętrzem jej nowego mieszkania. Za wyobcowaniem, które było ceną miłości do Alexandra. Ale... Czy można w pełni kochać zatracając siebie?
- Może spróbuję. - kawa stygła, przestała mieć na nią ochotę. Patrzyła chwilę w ciemny płyn, milcząc, jakby rzeczywiście zastanawiała się nad modlitwą. A może już się modliła?
Podniosła wzrok.
- Przejdziesz się ze mną na obrzeża? - wypaliła nagle, bez ostrzeżenia, że taka propozycja mogła w ogóle paść. Miała dość miasta. Nawet Drugiej Strefy. W Trzeciej nie chciała się pokazywać
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
- Ilu ludzi, tyle zapewne opinii - stwierdził ugodowo. Nie było jego celem dyskutować i wmawiać swoje zdanie, które i tak różniło się od tego, które właśnie przedstawiał. Lubił poznawać ludzi i ich poglądy. Obserwacja sprawiała mu przyjemność i dawała ogólną wiedzę o człowieku. Dopił kawę i odstawił filiżankę na spodeczku. Chyba nawet zabawnie wyglądał bez metalowego kubka, bez kombinezonu roboczego i narzędzi poutykanych po kieszeniach. Nie wyglądał dziś na mechanika. Ale i nie wyglądał na panicza. Mógłby zginąć w tłumie drugostrefowców. Mogła się jedynie domyślać, że zapewne na to liczył.
- Obrzeża? - zdziwił się. Ubrana jak dama, z torebką, która zapewne kosztowała tyle, co miesięczna wypłata górnika, nienagannie umalowana. Zdążył się już nauczyć, że tacy ludzie nie bywają w miejscach takich jak obrzeża miasta. Powojenne ruiny przywołujące wspomnienie koszmaru niedawnej wojny. Zapuścił się tam kilka razy w towarzystwie znajomego z laboratorium i Dimy. W Kaan-an nigdy nie było wojny. Zdarzały się jakieś polityczne nieporozumienia, protesty, skwierczące zgrzyty. Do tego co w Zigguracie jednak nie doszło. Mógł się jedynie domyślać tego, co przeszli tutejsi.
W dodatku za miastem, za Trzecią Strefą okolica była wyjątkowo nieciekawa.
- Jesteś pewna, Faith, że chcesz tam jechać?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
Zawahała się, widząc zdziwienie na jego twarzy, słysząc je w tonie głosu. Wcześniej patrzyła prawie z ekscytacją, myśl o wyrwaniu się do piasków była czymś co uwalniało adrenalinę do żyl. Teraz jednak wyraz twarzy Faith zmienił się, odchyliła się do tyłu, popatrzyła w bok, w okno. Ludzie przechodzili za szybą. Zmierzali załatwiać swoje sprawy w pośpiechu. Jedni się uśmiechali, inni nie.
- Niczego już nie jestem pewna. - powiedziała w zamyśleniu, bardziej do siebie, niż do Rafaela. Jej nowe życie zaczynało ją uwierać. A to dopiero pierwsze tygodnie. Potrząsnęła głową, by wyrzucić z głowy te niepotrzebne myśli.
- Może masz rację. Może nie powinnam.
Nie powiedział tego wprost, ale zasugerował.
- Ja... Ja chyba powinnam już pójść.
Dziwna rzecz. Zawsze pewna siebie i uśmiechnięta Faith, pełna życia, pełna determinacji, teraz... Była kimś zupełnie innym.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
Można byłoby powiedzieć, że zabawnie oglądać zdziwienie kobiety, która zapomniała, że od pewnego czasu przestała pasować do odwiedzanych niegdyś przez siebie miejsc. Rafaelowi wcale nie było do śmiechu, jednak ślepcem by był, gdyby przeoczył zmianę. Jakby sama siebie wymazywała z przeszłości i wpisywała z nowe, nieskalane brudem miejsca.
- Może nie dzisiaj. Przebierzesz się w coś, czego nie pobrudzisz piachem i nie podrzesz. Ubierzesz buty, w których nie złamiesz sobie nogi na jakimś gruzowisku - uśmiechnął się. Nie złośliwie, raczej z rzeczywistą obawą, że by zgubiła elegancką, drogą torebkę.
- W porządku - skinął głową, wyciągając z kieszeni tweedowej marynarki portfel- zapłacę.- Skinął ręką w stronę kelnerki, która przyniosła ich zamówienia i wyciągnął dwa kredyty. - Niepotrzebnie się krępujesz, Faith.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Bistro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-