IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bistro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:
- Warzywa zapiekane w serze - 60 Ril
- Pieczywo czosnkowe (2 szt.)- 12 Ril
- Grzanki (2 szt.)- 30 Ril
- Jajka sadzone na maśle, ze szczypiorkiem (2 szt.)- 1K 50 Ril
- Sałatka z kukurydzy, pomidora, papryki i sałaty- 60 Ril
- Szklanka kawy- 18 Ril
- Szklanka herbaty- 12 Ril
- Szklanka mleka- 60 Ril
- Szarlotka - 18 Ril
- Ciasto kakaowe- 18 Ril
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
<-kabaret

Restauracja Filomeny była tak niewyobrażalnie droga, że Robert porwał Charlotte do bistro!
Obiecał sobie w myślach, że weźmie ją do luksusowego lokalu, gdy tylko odzyska swoje kredyty od Theresy.
-Mniemam, że w centrum natychmiast spotkałabyś w restauracji swoich widzów i wielbicieli…więc co ty na chwilę prywatności? - zapytał Charlotte, wprowadzając ją do bistra. Jak będzie bardzo zniesmaczona to może da się jeszcze uratować sytuację, ale…jego portfel!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Ha! Dempsey nie miał pojęcia, że Lotte wywodzi się z drugiej strefy i jeszcze do niedawna zamieszkiwała niedaleko stąd. W tym miejscu bywała wielokrotnie, chociaż dziś była zaskoczona wyborem miejsca. Gdy stanęli przed wejściem udała, że to nic dziwnego i weszła z uśmiechem na ustach. Na ostatniej kolacji była w ścisłym centrum i na brak prywatności nie narzekała, ale woląc cieszyć się tym co dostaje, nie miała mężczyźnie za złe przyprowadzenia tutaj. Inni wielbiciele nawet nie odważyli się ją zaprosić, pewne skąpiąc na jeszcze jednym małym posiłku.
- Bardzo dobry pomysł, panie Dempsey.
Odpowiedziała i ruszyła do stolika pod oknem. Pewnie przy pomocy Roberta zrzuciła płaszcz z ramion i przysiadła na krześle.
- Co pana skłoniło do odwiedzin w kabarecie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-Powiedzmy, że brakowało mi w życiu…piękna. - delikatnie ujął Charlotte za rękę, patrząc jej prosto w oczy.
Co prawda w południe pieprzył piękną Theresę, ale przecież był przezdolnym kłamcą.
Uśmiechnął się uroczo, sugerując, że znalazł owo piękno w jej osobie. A potem, aby nie umrzeć z nadmiaru słodkości, dodał:
-Nie wiem jak panienka, ale jestem niezmiernie głodny. Co zamówimy? - przy okazji zasugerował, że może sobie pofolgować i zamówić wieeele, czym dusza bogata! Tutaj na pewno czuł się bogatszy niż w centrum.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Nie mogła powstrzymać rumieńców na twarzy. Mimo tego, że znała swą wysoką wartość, to jednak miłe słowa łechtało jej ego i wywoływały naturalne reakcje. Odwdzięczyła się uśmiechem, sama patrząc Robertowi w oczy. Może chciała zobaczyć ile w nim uwielbienia w kierunku jej osoby? W końcu nie zdobywałby się na tyle wysiłku, gdyby to wszystko było kłamstwem! Gdyby tylko wiedziała!
Ale nie mogła i po słowach towarzysza, sięgnęła po menu i zerknęła w napisy na dłuższą chwilę, mając ochotę, ale powstrzymując się przed spojrzeniem na Dempseya.
- Wezmę sałatkę i grzanki, oraz ciasto kakaowe.. Polecam szarlotkę.
Odezwała się w końcu i uśmiechnęła zadziornie, podnosząc spojrzenie na mężczyznę. Figlarne i rozbawione. Żałowała, że nie mają tu wina, które mogłaby skosztować, a które Dempsey mógłby spijać z jej ust. Uśmiechnęła się do swych myśli i odłożyła kartę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
Z kolei Dempsey, który znał już menu (w końcu sprawdzał tu wcześniej ceny), bezceremonialnie patrzył jednym okiem na ciemną główkę Lotty skrytą za menu, na jej idealną cerę i delikatne rączki.
-Dla mnie warzywa zapiekane i oczywiście szarlotka. - uznał, ubolewając, że nie serwowano tu dań mięsnych (skandal!)
Gdy zamówili, żadne menu nie ograniczało mu już widoku Charlotte, więc uśmiechnął się do niej ślicznie.
-Od dawna śpiewa panienka w kabarecie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Szarlotka uśmiechnęła się do swego towarzysza, nieco zaskoczona, że mężczyzna nie wykorzystał jej słów odnośnie deseru. Przecież to aż się prosiło! Zmrużyła oczka przyglądając się Dempseyowi, podczas gdy strasznie korciło ją zapytać jak stracił oko. Powstrzymała się jednak, postanawiając najpierw udzielić odpowiedzi na jego pytanie.
- Będzie jakieś... siedem lat już. Na początku oczywiście żadne specjalne występy nie wchodziły w grę. Najpierw zwykłe chórki, a potem... trafiła się okazja aby zabłysnąć.
Zrobiła ruch ręką jakby to nie było nic nadzwyczajnego i uśmiechnęła się z rozbawieniem. Pomyśleć, że kiedyś Lotte musiała walczyć o pierwsze miejsce na scenię, podczas gdy teraz... była jej gwiazdą!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
Siedem lat. Siedem lat temu poznał Abigail i jego życie się odmieniło. Czy gdyby poznał wtedy chórzystkę jego los potoczyłby się inaczej? Czy miałby wtedy dwoje oczu?
Trochę za późno by o tym rozmyślać.
-Dziwne, że nie poznali się na swojej gwieździe szybciej. Ja tam od razu potrafię wyczuć wielki…talent. - podłechtał Charlotte, nachylając się w jej stronę i uśmiechając się flirciarsko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
- Jest pan niezwykle szczodry w pochwałach. To dziedziczne czy wyuczone?
Charlotte nie mogła wygonić z myśli pragnienia zadania tego pytania, więc czym prędzej je wypowiedziała, aby dać upust swej zachciance. Z każdą tak najchętniej czyniła, więc teraz uśmiechnęła się szeroko, aby zrekompensować ewentualny złośliwy wydźwięk. Nie, nie, panna Marchant nigdy celowo jej nie okazałaby. Ale lubiła prowokować swych rozmówców. A czyż taka rozmowa nie była ciekawsza od wiecznych słodkości?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-Chyba włącza mi się to automatycznie, gdy przebywam z kimś wartym pochwał. Niestety, zdarza się to rzadko. -bajerował dalej Robert, uśmiechając się coraz szerzej. Nie lubił zbyt słodkich kobiet, może podświadomie lgnął do tych silnych…choć chciał dominować.
Rozmowa Charlotte, mieszanka flirtu, słodyczy i zaskoczeń, zapowiadała się na razie idealnie.
-A panienka, daje się porwać z kabaretu tylko tym uroczym klientom?
Pogawędzili w tym flirciarskim stylu dopóki nie zjedli. Jak przystało na gentlemana, Robert zapłacił za swoją towarzyszkę i odprowadził ją dokąd tylko chciała. Na dobranoc złożył na jej uśmiechniętych ustach pocałunek, który można było uznać nawet za czuły.
Ale nie wpraszał się jej do domu, ani nie wsuwał dłoni pod jej bluzkę. Chciał być dla niej kimś więcej niż fanem na jedną noc, więc jego chuć musi poczekać.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
/początek - z apartamentu

Em wybrała się tu, zamiast do Filomeny. Czemu? Może chciała zjeść bez obecności wszędzie ludzi z tego samego światka? I tak koniec końców wszyscy się znali. Choć chyba obecnie cała śmietanka, oprócz nich, przebywała w Confiteorze. Czy Em była zła, że nie poszli? Sama nie wiedziała. Może chciała jeszcze porozmawiać z Teresą?
Weszła więc do bistra i rozejrzała się za wolnym stolikiem a potem usiadła, biorąc do ręki menu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
Korzystając z chwili, kiedy Emily była zajęta przeglądaniem menu, Lev niepostrzeżenie przysiadł się do jej stolika.
- No, co pani sobie życzy? Mogę postawić pani śniadanie! - Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. A to, że mógł wystraszyć Emily na śmierć, wydało mu się w tej chwili zupełnie nieistotne.
Był za to bardzo ciekawy, czy pani Black pozna jego przybrudzoną buzię - powinna go jeszcze pamiętać, w końcu widzieli się nie tak dawno temu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Blondynka opuściła kartę i spojrzała na chłopaka, uśmiechając się. Oczywiście, że go sobie przypomniała, choć dopiero po chwili.
- Raczej ja tobie. - stwierdziła od razu. No bo przecież dziecko nie bedzie jej stawiać śniadania! Nawet jeśli starał się być małym gentlemenem, co było akurat urocze.
- Lev, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
- Zgadza się, jestem Lev. Widzi pani, ja znowu stanąłem na nogi. To mogę się odwdzięczyć za... E, wszystko - dalej upierał się przy swoim. Zazwyczaj starał się wykorzystać każdą sytuację do naciągnięcia obcych ludzi na parę kredytów, ale tym razem chciał się zachować po dżentelmeńsku.
- Podobno grzanki są naprawdę pyszne! - Postarał się, żeby jego ton brzmiał przekonująco. Tak naprawdę to grzanki były jedyną przekąską, której nazwę udało mu się odczytać z karty. Ćwiczenia z elementarzem bardzo mu pomogły, ale nie na tyle, żeby potrafił rozpoznać każdą literę w każdym wyrazie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
- Bardzo się cieszę. Ale na prawdę, to ja powinnam ci coś postawić, nie ty mnie. - pokręciła z rozbawieniem głową.
- Co ty na to? Coś na obiad czy ciasto? - przechyliła lekko głowę w bok. Czyżby budziły się w niej jakieś matczyne instynkty, skoro już wiedziała, że jest w ciąży?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
Biedny Lev westchnął ciężko. Te kobiety, dlaczego tak trudno przekonać je do czegokolwiek?
- No dobrze, ale słowo daję, że jeszcze kiedyś postawię pani to śniadanie. Może jak będzie mnie stać na Filomenę.
Trzeba patrzeć w przyszłość! Lev to człowiek biznesu i już niebawem (powiedzmy: w ciągu następnych dwudziestu lat) dorobi się swojego upragnionego majątku. W mniej lub bardziej uczciwy sposób, ale jeszcze zobaczycie, będzie milionerem.
- Grzanki się nadadzą. - Pokiwał głową. - Pani rzadko tu przychodzi, prawda? Ale miejsce całkiem miłe, prawda?
Nie dało się ukryć, że Lev był tu pierwszy raz. Wszedł do środka jedynie dlatego, że zauważył przez okno panią Black.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Fakt, czasem ciężko było Em do czegokolwiek przekonać, w końcu i tak wyprosiła u Olivera jadłodajnie, choć trochę pokrętną drogą.
- Dobrze. Będe czekać i kiedyś zaprosisz mnie do Filomeny. - odparła wyraźnie rozbawiona, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Doprawdy, uroczy! Oczywiście, że nie brała tego na serio, ale przecież nie będzie się sprzeciwiać. Kto wie, może kiedyś odloży trochę pieniędzy i ją tam faktycznie zabierze?
- Na pewno grzanki? - zerknęła na niego znów podnosząc kartę. Nie sądziła, że umie czytać, więc wolała dopytać. - A może.. może jajko sadzone? Albo warzywa zapiekane z serem? I Herbatę do tego? A na deser szarlotkę? Co ty na to? - podniosła wzrok znad karty. Wydatek nie był przecież duży i gdyby Lev chciał to mogła mu zamówić nawet wszystko z karty. Choć pewnie nie dałby rady zjeść!
- Tak, całkiem tu przyjemnie. - pokiwała głową. Bawiło ją jak bardzo starał się mówić jak dorosły i jak z nią rozmawiał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 155
avatar
Lev Coben
Tymczasem Lev wziął to jak najbardziej na serio. Postanowił, że po powrocie do domu - to znaczy, sierocińca, zastanowi się porządnie, jaki dzień wybrać na ich wykwintne śniadanie u Filomeny. Albo obiad czy kolację. Co to za różnica? Grunt, że będzie drogo i luksusowo!... Przydałoby się wygrać w totka. Szczególnie teraz, kiedy kumulacja.
Lev zamrugał oczami zaskoczony tym, jakie jeszcze potrawy znajdowały się w menu.
- Warzyw z serem jeszcze nie jadłem - myślał na głos. - Mama kupowała ser tylko od święta. A potem tata i tak wszystko zjadał sam... Aa, nieważne.
Zmarszczył na moment brwi. Był na siebie zły, że wymsknęło mu się coś o jego martwej części rodziny. Jak zwykle mówił, co mu ślina na język przyniosła.
- Spróbowałbym, jeśli można. Szarlotka też byłaby pyszna. - Gdyby tak z dodatkiem lodów... No, ale nie zapędzajmy się. Przed chwilą to Lev miał proponować Emily posiłek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Tak, patrząc na ceny w Filomenie i zasobność portfela małego Cobena, to starczyłoby może na jeden posiłek. Chociaż Emily pewnie poszłaby do kelnera wcześniej i poprosiła by policzył jakieś grosze za całość, a ona zapłaci prawdziwą kwotę później, bo ten mały gentleman chciałby postawić jej posiłek, a przecież go nie stać. Oczywiście, słowem by mu o tym później nie powiedziała.
- Dobrze. Czyli warzywa z serem, szarlotka i herbata. Chcesz sam zamówić? - odłożyła kartę dań i spojrzała na niego.

Pojedli, porozmawiali, Em się poroztkliwiała, bo chyba hormony szalały i rozeszli się, każde w swoją stronę. Blondynka miała nadzieję, że się spotkają.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
< lucyland

Na umówioną kawę w bistro z kolegą z uczelni stawiła się dziesięć minut przed czasem. Praktyki w redakcji gazety, a w szczególności praca dla Marchanta szybko nauczyły ją takiej punktualności. Nigdy się nie spóźniała. A jeśli już, to naprawdę musiało się coś stać. I to coś poważniejszego niż informacja-bomba, która wpadła wczoraj do gabinetu naczelnego, psując jej magiczny moment z mężczyzną. Tak przynajmniej sobie umyśliła, że spróbuje się w tamtej chwili do niego zbliżyć. Cholerny Goldman. Cholerna Charlotte i cholerna Hart. Nie mogły sobie wybrać innego dnia na to morderstwo!?
Zamówiła sobie szklankę kawy i kakaowe ciasto. Może powinna takie upiec Henry'yemu? Tak, bo w jej wyobraźni i ona mogła zwracać się do niego per 'ty'. Spojrzała na mały, okrągły zegarek na wąskim, skórzanym pasku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
<---


Romesey miał okienko między kolejnymi zajęciami i nie mogąc na uczelni złapać Leanne, postanowił sam wstąpić na obiad. Z nadzieją na spotkanie dziewczyny. Wszedł do środka, ściagając kapelusz i rozglądając się po stolikach. Niestety jego nadzieje szybko uleciały i przy stolikach nie dostrzegł panny Hearness. Zrezygnowany tym faktem, ruszył do pierwszego lepszego miejsca i przysiadł przy stoliku sąsiadującym z miejscem Lucy. Położył kapelusz na białym blacie, obok przypraw i sięgnął po menu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Minęło pięć minut, a Lucy zaczynała się niecierpliwić. Spojrzała jeszcze raz na zegarek zapięty na nadgarstku. Za trzy minuty powinien być. Dwie i pięćdziesiąt dwie sekundy. Sięgnęła po widelczyk by dziabnąć nim kawałek zamówionego ciasta. Sprawa była ważna. Znajomy czasem bywał w Trzeciej Strefie (której z czystej grzeczności nie nazywała slumsami), więc mógł dowiedzieć się czegoś więcej na temat wydarzeń w sierocińcu.
Mijały kolejne minuty, a dziewczyna co jakiś czas spoglądała na otwierające się drzwi lokalu. Spojrzała na zegarek i uznała, że najwyższy czas się zdenerwować. Zjadła więc szybko dwa kolejne kawałki ciasta, a następnie rozejrzała się. I nagle wzrok jej padł na Hannona.
- Romesey - uśmiechnęła się do niego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Czym był tak Romesey zaprzątnięty, że nie zauważył nawet koleżanki, siedzącej obok? Jak to mówią - zakochany? Chłopak już studiował menu.. a raczej wgapiał się tylko w nazwy, myśląc o zupełnie czym innym, gdy Lucy się odezwała. Aż podskoczył na krześle, wypuszczając z dłoni kartę i uśmiechając się z zaskoczeniem.
- Lucy!
Podrapał się po jasnej czuprynie, zgarniając włosy do tyłu i schylając się po menu. Pech chciał, że uciekło ono pod stół i chłopak musiał pod niego wsadzić łepetynę. No nie pomyślał, by z krzesłem się nieco odsunąć. Jak już złapał za kartę i chciał się podnieść, przydzwonił głową w kant stołu i wyprostował z krzywą miną i czerwonymi policzkami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Obserwowała poczynania Hannona w milczeniu, próbując zachować pełną powagę. Kiedy jednak przygrzmocił głową w kant stołu, parsknęła śmiechem. Nie oszukujmy się, takie rzeczy zawsze bawią. Szczególnie, kiedy przytrafiają się komuś innemu. Nie ukrywała też zdziwienia, w końcu Romesey zwykle był wyjątkowo ogarniętą osobą.
- Zakochałeś się, czy co? - uniosła brew dziabiąc kolejny kawałek ciasta. Jeszcze raz spojrzała na zegarek. Piętnaście minut, jakie wyznaczyła na spóźnienie znajomego właśnie minęło. Marchant pewnie już by sobie stąd dawno poszedł. A ona...? Ona tymczasem wolała jednak dokończyć kawę i zjeść bez pośpiechu.
- Jak się ma nasz wielki odkrywca? Jak noga? - uśmiechnęła się. Siedziała na tym krześle, jakby była w jakimś eleganckim miejscu. Wyprostowana idealnie. Co jakiś czas korciło ją, by ułożyć równo serwetki znajdujące się w stojaczku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Spojrzał na Lucy z zawstydzeniem. Co ona powiedziała? Czy ona to właśnie powiedziała? Romek tylko wzruszył ramionami, uśmiechając się niemrawo i wlepiając oczy w menu. No bo co miał jej powiedzieć? Jak to tak? Nie no, przecież nie będzie... Zwierzać się pannie Brightlight? Dziewczynie?!
Dobrze, że zmieniła temat!
- A no dobrze, dziękuję. Kilka blizn jedynie. A u ciebie?
Czy kobiety lubiły blizny? Czy Leanne będzie je lubiła, gdy już zapomni o strachu na pustyni? Romek był pewny, że Lucy tylko z grzeczności do niego zagadała i zaraz zostawi samego z tym pytaniem czy się zakochał. Aż przegapił tytuł wielkiego odkrywcy!
- Jak tam na stażu?
Zamówił jajka, grzanki i kawę. Nie wysypiał się ostatnio! Te egzaminy!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Dobrze, że Lucy nie dane było usłyszeć wewnętrznych rozterek Hannona. Pewnie byłoby jej trudno utrzymać pozę damy, i jeszcze by się przypadkiem posmarkała ze śmiechu. A to by było iście upokarzające.
- Blizn... no tak - skinęła głową. Marchant też miał bliznę na policzku. Cienką, prawie niewidoczną, ale... ona ją dostrzegła, ponieważ zgapiała się w naczelnego wyjątkowo często. Oczywiście wtedy, kiedy nie widział! - Będziesz miał pamiątkę na całe życie. Pewnie następnym razem dwa razy pomyślisz, zanim wybierzesz się na pystynię, hm? - nabiła na widelczyk kolejny kawałek. Właściwie, to było naprawdę niezłe ciasto. Pewnie wracając z redakcji wpadnie tu jeszcze raz, z czystego łakomstwa po kolejny kawałek, na kolację. A może... aż potrząsnęła lekko głową, wyrzucając z niej zbyt odważną myśl, jaka do niej przyszła.
- Jest naprawdę coraz lepiej. Dostałam propozycję napisania mojego pierwszego artykułu. Jak będzie dobry, zostanie opublikowany. Szkoda tylko, że zaraz potem przyszedł Goldman i powiedział o tej całej sprawie z panną Marchant...
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Bistro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-