IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bistro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Cennik:
- Warzywa zapiekane w serze - 60 Ril
- Pieczywo czosnkowe (2 szt.)- 12 Ril
- Grzanki (2 szt.)- 30 Ril
- Jajka sadzone na maśle, ze szczypiorkiem (2 szt.)- 1K 50 Ril
- Sałatka z kukurydzy, pomidora, papryki i sałaty- 60 Ril
- Szklanka kawy- 18 Ril
- Szklanka herbaty- 12 Ril
- Szklanka mleka- 60 Ril
- Szarlotka - 18 Ril
- Ciasto kakaowe- 18 Ril
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Pokiwał głową jedynie, słysząc o namyśle nad drugim wyjściem w pustynię. Naukowiec niczego się nie boi! Romesey szalenie chciał wyruszyć jeszcze raz, bo już zauważył jak jego Buibui marnieje mu coraz bardziej. Nie mógł na to patrzeć. Straci go jeszcze i z czym pozostanie? Bez sławy i bez pająka.
Ale Brightlight nie mogła się o jego pomyśle dowiedzieć. Jeszcze szepnie słówko w redakcji i zaraz poleci artykuł w gazecie. Oho! I jeszcze sama o tym napisze? Romek podziękował za podstawioną kawę i popatrzył na Lucy.
- To gratuluję! - Napił się kawy i zmarszczył czoło - A cóż to za sprawa z Marchant? To ta szansonistka, tak?
No i proszę! Już wypaplała coś o czym chyba nie powinna. No ale Hannon chętnie posłucha!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Może pajączek tęsknił za gorącym słoneczkiem pustyni, i Romesey powinien bardziej naświetlać akwarium, w którym go trzymał? Nawet takie zwierzęta jak pająki wielkości pięści potrzebowały czasem troski i czułości.
- z Marchant...- westchnęła i napiła się kawy. W dzisiejszej gazecie już o tym trąbiono. Pewnie nie miał okazji jeszcze przeczytać. - Tak. Siostra naczelnego "Kroniki". Została aresztowana za zamordowanie Pixie Hart. Mam nadzieję, że uda się rozwiązać tę sprawę.
Można by pomyśleć, że Lucy tak bardzo martwi się o Charlotte. Bardziej jednak rozchodziło się o Henry'ego i jego reputację. Kto wie, może przecież zostać przez to odsunięty ze stanowiska i zastąpiony kimś innym. W końcu to rząd decydował o tym, kto, jaki stołek zajmuje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Właśnie, że naświetlał! Pewnie pajączek za przyjaciółmi tęsknił! Romek przecież zużywał dwa razy więcej światła niż mu pozwalano! No oby nikt się o tym nie dowiedział!
Chłopak zerknął na kaelnerkę podającą zamówienia i podziękował. Słuchając Lucy, zaczął posiłek, robiąc zaskoczoną minę. Pokręcił głową, pakując do ust kawałek jajka.
- I co naczelny na to? Rozmawiałaś z nim?
Zapytał, gdy już przełknął pierwszą porcję, popijając ją kawą. Ciekawe, ciekawe. Może Lucy powinna odwiedzić szansonistkę? Ciekawe czy pozwoliliby jej na to. Romek wrócił do jajka, czekając na kolejne nowiny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Pobladł nieco, gdy dowiedział się, co się dzieje - spojrzała gdzieś kant najdalszego stolika. Tak strasznie było jej żal Marchanta. Miała ochotę przytulić go do siebie i trzymać tak długo, dopóki nie nabierze znowu właściwych kolorów. Czy Charlotte, jeśli to zrobiła, to nie mogła być bardziej dyskretna?
- Jeszcze nie - popatrzyła na Romesey'a.- Właściwie to nie jestem pewna, czy powinnam. Jestem tylko asystentką...
Oczywiście, że bardzo by chciała być przy naczelnym w tych trudnych dla niego chwilach. Ale miała wrażenie, że to chyba nie jest najlepszy pomysł. Może potrzebował teraz chwili samotności? Postanowiła poczekać trochę. Jeszcze nie wiadomo, jak to wszystko się ułoży. Podobno znał z tej całej pustynnej wyprawy jednego z policjantów. Może to coś da?
- Leanne wspominała coś o protezie? To już chyba najwyższy czas, żeby ją założyć... - spojrzała na swoje zniekształcone odbicie w srebrnym widelczyku. Ciekawe jakby to było, gdyby sama straciła palce? Nie, ona na pewno by nie poszła na pustynię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Zerknął znad talerza na Lucy i pokiwał głową, jedząc grzankę. Co za elita, co za elita. W środowisku naukowym nie było miejsca na morderstwa, by osiągnąć cel, sławę. Owszem, zazdrość była, ale według Romka, to ona była motywatorem do kolejnych odkryć. Tak jak w jego przypadku!
- Samego naczelnego!
Zrobił wymowną minę. To było coś! On musiał czekać tyle lat na to, aby towarzyszyć swemu profesorowi w kolejnych odkryciach. Lucy musiała mieć nieprzeciętny talent! Tak przynajmniej sądził Romek, bo ktoś na jego miejscu mógłby pomyśleć zgoła inaczej. Chłopak napił się kawy i wyprostował, gdy dziewczyna wspomniała o Leanne.
- Jeszcze się nie zdecydowała. Wiesz, jest ryzyko..
Odpowiedział z wyraźną troską. Spojrzał w drzwi, jakby się zastanawiając, czy nie podjąć kolejnych prób odszukania jej w tej godzinie. Wrócił jednak do swego posiłku i zazgrzytał widelcem o talerz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Znowu, gdyby usłyszała Romkowe myśli, pewno napuszyłaby się i wyprostowała jeszcze bardziej. Lubiła komplementy. Nie, nie była na nie łasa jak artystki z kabarety, ani nie oczekiwała poklasku. Po prostu lubiła byś chwalona, albo gdy ktoś myślał o nie w taki sposób, jak to zrobił przed chwilą Hannon.
- Z jednej strony tak. Z drugiej, podobno łatwiej wtedy połączyć wszystko z nerwami - zastanowiła się. Gdzieś kiedyś czytała na ten temat. W jakiejś książce na temat protez. A może to był artykuł? Nie mogła sobie przypomnieć. Gdy skończyła ciasto, odsunęła od siebie talerzyk. By kelner wiedział, że może już go zabrać. - Wydaje mi się, że ona się tego trochę boi. Tej operacji. I całej protezy. A przecież byłoby jej dużo łatwiej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
Podrapał się po policzku, zastanawiając nad słowami Lucy. Sam się bał. Nie chciał, żeby Leanne straciła całą rękę. Posmutniałaby jeszcze bardziej, a nie chciał patrzeć na jej przygnębione oczy. Kiedyś była radośniejsza.
- A ty byś się nie bała?
Pytaniem odniósł się do słów Lucy, nie zamierzając zaprzeczać na jej wnioski. Każdy by się bał. Romek zerknął na swe dłonie. Co naturalne, to naturalne. Nie chciałby być zmuszony do pracy nad żywymi zwierzętami, mechanicznymi rękami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
Zauważyła to zmartwienie, które wymalowało się na chwilę na twarzy Romesey'a, kiedy tak rozmyślał o Leanne. Jeszcze trochę i Lucy byłaby gotowa rzeczywiście dojść do wniosku, że chłopak zadurzył się w ich wspólnej koleżance!
- Pewnie trochę tak. Ale... Taka proteza to już jest standard- stwierdziła. A bo to mało ludzi z nich korzystało? Różniły się tylko modelem, jakością wykonania oraz dodatkami. Podobno jeden z wykładowców na uczelni miał swojej protezie broń, którą groził nieuczącym się studentom. Ale jak do tej pory jeszcze jej nie widziała.
- Choć co własne.. to własne - skinęła głową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 780
avatar
Romesey Hannon
- Standard... standardem powinna być natura.
Wzruszył ramionami. Zakochany w zoologi bardziej niż w kimkolwiek, ciągle nie mógł przeboleć braku żywych stworzeń w mieście. A raczej ich zastraszająco małej liczby. Zwierząt pozamykanych w klatkach i niedostępnych dla zwykłych mieszkańców.
Skończył jeść posiłek i przetarł usta serwetką, zerkając na Lucy. Sięgnął po filiżankę z kawą, wypijając ją do końca i zerknął na zegarek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Czasy wciąż się zmieniają. Żyjemy w zmechanizowanym świecie - wzruszyła ramionami. Nie, nie była żadną pasjonatką maszyn. Po prostu była zupełnie przystosowana do świata, w jakim przyszło jej żyć. Obcując z różnymi mechanizmami od urodzenia, traktowała je niemal właśnie, jak naturalne. Choć dobrze wiedziała, że nie są.
Porozmawiali jeszcze przez chwilę, aż w końcu oboje rozeszli się do swoich zajęć. Trzeba było udać się na kolejne wykłady.

zt2.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
---> Ruiny/Laboratorium mechaniczne.

Tak zdecydowanie byłem głodny i te wyczerpujące filozoficzne gadki. Tak zdecydowanie byłem głodny. Na więcej szczęścia tego dnia liczyłem. Musiałem tylko wysłać wiadomość dla Jaspera.
Złożyłem zamówienie po czym wbiłem wzrok w okno. Miałem o czym myśleć, zdecydowanie, o czym, potem rozejrzałem się po lokalu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
/z domu

Dlaczego tutaj?
Może liczyła, że spodka znów małego Levka? Kto wie. Może po prostu wciąż miała dość zgiełku centrum, wytworności Filomeny.
Weszła do środka, rozejrzała się za wolnym stolikiem i ruszyła w jego kierunku. Miała ochotę.. na coś słodkiego może? Albo wcale nie?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
Gdy weszła Emili do Bistro kelner właśnie mnie obsługiwał Niestety Emili miała pecha brak wolnych miejsc dziwny tłok, może powinna wybrać się jednak do Filemony, tam miała pewność, że będzie miała wolny stolik tutaj niestety. Mój wzrok podążył do kobiety w czerni, gdy dostrzegłem brzuch powinienem najzwyczajniej w świecie obrócić się i udać ze jej nie widzę. Ale gdyby to była brzydka kobieta z brzuchem tak bym zrobił, ta nie była. W głowie pojawiła się myśl jak by to było pukać ciężarną, hmmm.
- Proszę pani - rzuciłem podnosząc się z krzesła w stronę Emili - może się pani dosiąść - a potem ja dosiądę panią, Aaron ty wyposzczony gadzie kiedy ci się to skończy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Tak, może jednak powinna być w Filomenie. Tym bardziej będąc w ciąży powinna jadać dobre jedzenie. Drogie, ale dobre. Jednak jakoś ciągnęło ją tutaj. Może nie była bardziej anonimowa, wyróżniajać się drogimi ubraniami, ale chyba czuła się swobodniej.
Spojrzała na Aarona, gdy ten się odezwał i uśmiechnęła się do niego, gdy zaproponował, że może się dosiąść. Nie powinna, ale.. w sumie dlaczego nie? Jest dorosłą, zamężną kobietą. W dodatku brzuszek widać coraz bardziej, choć na razie niewielki.
- Dziękuję. - podeszła do niego i dosiadła sie naprzeciwko. Zerknęła na mężczyznę i wzięła w dłoń Menu. Może jednak powinna wyjść? Za późno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
Chwilę obserwowałem kobietę, czytającą kartę, nie było wielkiego w niej wyboru, ja zawsze brałem to samo, przynajmniej nie musiałem się męczyć z wyszukanymi potrawami. Zająłem się swoim talerzem co chwile zerkając na kobietę. Tak zastanawiałem się jak ugryźć ten deser na krześle z na przeciwka.
- Jeśli urodę będzie miało po mamie to będzie miała pani kłopot - rzuciłem z lekkim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Nadal nie wiedziała czy chce coś słodkiego czy nie. Chyba tak.. słodkie, im słodsze tym lepsze.
- Poproszę szarlotkę i herbatę. - spojrzała na kelnera, który włąsnie do niej podszedł, potem odstawiła menu na róg stołu i zaczerwieniła się lekko usłyszawszy komplement od mężczyzny.
- Dziękuję. - odpowiedziała tylko. Bo nie powinno się kwestionować komplementów. Czy nie chciała rozmawiać? Chciała, ale zupełnie nie wiedziała o czym.
- Aż tak widać? - w końcu brzuch był jeszcze niewielki, a ona ubrała trochę luźniejszą sukienkę niż zwykle, ale pewnie dało się to zauważyć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
- Widać... Jeśli to będzie chłopak kłopot mniejszy - ponowny uśmiech tym razem nieco bardziej zadziorny - ale jeśli dziewczyna, tatuś będzie musiał kupić dobrą strzelbę i sporo śrutu, chyba że jest policjantem - dodałem.
Już chciałem się przedstawić ale powstrzymałem się na chwilę, jeszcze nie teraz za mało o niej wiem, przecież można zapomnieć się przedstawić prawda. Robiłem to na dwa sposoby Steven Graf był myśliwym, Aaron Fechner był byłym, resocjalizowanym więźniem szukającym pracy. Tylko w jednym przypadku tym się nie kierowałem i niezbyt dobrze na tym wyszedłem, to przez głębie zieleni w jej oczach.
Teraz musiałem się zastanowić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Odruchowo położyła dłoń na brzuszku i przygładziła lekko sukienkę. Czy cieszyła się z tego, że widać, że jest w ciąży? Nie wiedziała do końca. Na pewno się z tym zdążyła pogodzić. Oliver też czasem zachowywał się inaczej i to jej się podobało. Ale teraz zniknął, bo myślał, że zasnęła. Cóż. Nie spała..
- Myślę, że jeśli charakter też będzie miała po mnie, to sobie poradzi. - stwierdziła po chwili. Może to zbyt odważne stwierdzenie, a.. może nie? Co jej szkodzi w sumie. Miała nadzieję, że to będzie dziewczynka. I chyba faktycznie wolałaby żeby miała jej charakter niż Olka. A jeśli to byłby chłopak z Olka charakterem to w ogóle byłoby ciężko. Oddałaby go teściowej na wychowanie, mieli doświadczenie.
Chociaż moze lepiej nie, bo wyrósł by drugi Oliver?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
- Z tego co pani mówi, wnioskuję że jest pani silną kobietą - dodałem z lekkim uśmiechem.
- Ach bym zapomniał Steven Graf - och jak mogłem popełnić taką gafę. Nie wyciągnąłem jednak ręki do kobiety, póki ona nie zrobi pierwsza. Hazel chyba dała mi skuteczną lekcję, na sama jej myśl aż się wzdrygnąłem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
- Chciałabym mieć taką nadzieję. - czy uważała siebie za silną to już inna sprawa. Najważniejsze co widzą ludzie na zewnątrz, nie tylko ci obcy, bo i najbliżsi.
- Nic nie szkodzi - zapewniła. - Emily Black. - podała mu rękę, w końcu ona powinna pierwsza. I przez swoją płeć i status społeczny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
Siedząc w Bistro wydawało mi się że nie mogę mieć więcej szczęścia tego dnia. Aż podniosłem głowę gdy się przedstawiła żona członka rady kopalni. Uścisnąłem dłoń kobiety.
- Ta Emilli Black? - zapytałem by mieć pewność - och nawet nie wie pani jak bardzo się cieszę że ktoś podjął temat głodnych i bezdomnych, to co pani robi, co chce zrobić dla najbiedniejszych jest godne naśladowania - sam może wpadnę na darmową zupę. No proszę żona pana Blacka.
- Pani mąż to naprawdę szczęściarz - dodałem patrząc na kobietę, och w głowie pojawił się plan na zdobycie sporej sumki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Opusciła wzrok, czerwieniąc się lekko i uśmiechając. To miłe co mówił. Oliver na pewno tak nie myślał.
- Cieszę się, że pan tak myśli. - spojrzała na niego, uśmiechając się, wyraźnie zadowolona z takich komplementów. Owszem, te o urodzie były miłe, ale te dotyczące jej pomysłów jeszcze lepsze.
- Był mały zastój, ale mam nadzieję, że niedługo będę mogła zrealizować ten pomysł. - tak, mały zastój to bycie zastraszanym przez męża, ale.. przecież nikt nie musi wiedzieć. Najważniejsze, że sobie z tym poradziła.
- Trzeba jednak znaleźć jeszcze sponsorów, a ci jakos nie garną się do pomocy.. - westchnęła lekko.
Kelner przyniósł jej zamówienie i Em podziękowała mu i odprowadziła przez moment wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
- Tak, myślę i popieram to co pani robi - powtórzyłem, teraz powoli postanowiłem okrążać swoja przyszłą przynętę. Nie od dzisiaj wiadomo aby złapać dużą rybę potrzebna jest do tego mała rybka. Emilli była tą małą rybką.
- Sponsorów? - zapytałem, a cóż to pani Black nie miała własnych pieniążków, nie możliwe! - takie pomysły na pewno przyciągnął wielu chętnych na wsparcie takiej inicjatywy.
Zamyśliłem się na chwilę patrząc na kobietę.
- Wie pani co może i ja bym mógł pani pomóc - dodałem z wyraźnym zainteresowaniem w głosie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3578
avatar
Emily Black
Może i nie potrzebowałaby sponsorów gdyby Oliver chciał jej finansowo pomóc z tą całą sprawą. Ale on mimo, że jej na to pozwolił to rownocześnie nie angażował się w żaden sposób. Choć.. może go jeszcze namówi? Kto wie, kto wie!
- Jak na razie na prawdę mało kto jest zainteresowany. - westchnęła i pokręciła głową. Zawsze była ta Burnet, w końcu była zainteresowana całością przy ich pierwszym spotkaniu, ale.. Czy ona chce ją mieć gdziekolwiek bliżej siebie? Nie, raczej nie. Nawet na pewno nie. Im dalej od nich tym lepiej. Pewnie gdyby Oliver się tak nie zachowywał to byłoby inaczej, ale.. cóż. Nic z tym nie zrobi chyba. I najwidoczniej już zaczęło mu przeszkadzać w jakim jest stanie bo wybierał się na jakieś nocne wycieczki.
- Tak? - zainteresowała się, odrywając wzrok od pałaszowanej właśnie szarlotki i patrząc na Aarona. - Ma pan jakiś pomysł?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1293
avatar
Aaron Fechner
- No nie wieże, a Pani mąż nie wspiera tak szlachetnej inicjatywy? - no przecież członek rady kopalni, na pewno mało nie zarabia. Och już widziałem jego kredyty na swoim koncie w banku.
- Mógłby pani pomóc w tej całej organizacji tego, no i może jaki ril by się znalazł.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Bistro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-