IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulica Czternasta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Na Ulicy Czternastej zatrzymują się powozy parowe. Machiny te co prawda nie mają zadaszenia, ale mogą pomieścić do 6 pasażerów.

Cena przejazdu:
opłata jednorazowa od osoby – 1 Kredyt
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
Gdy otworzyła oczy, odetchnął z ulgą, przykładając czoło do jej obojczyka.
- Mi ? - wyprostował się gwałtownie - Nic mi nie jest! - trochę kłamał, ale serio to miało małe znaczenie w tej chwili
- Jak się czujesz? Zemdlałaś na kilka chwil, bałem się, że stało ci się coś strasznego ! Co z twoją nogą?
Złamanie nie było otwarte, więc póki co nie wiedział, co tam z nogą Pirce
- Bardzo boli ? Możesz nią ruszać?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Zamrugała niemrawo.
- Noga mnie bardzo boli, nie mogę nią ruszyć - syknęła, gdy spróbowała poruszyć nogą. - A tak wszystko w porządku. Tył głowy mnie boli.-Podniosła rękę, dotykając się z tyłu głowy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
No ładnie. Eleonora będzie zachwycona ! Teraz to chyba pani Pirce go znienawidzi, ehehehe.
- To nie ruszaj! Może być złamana! Szlag, to moja wina, wróciłabyś taksówką i nic by się nie stało! - ojoj poczuł wyrzuty sumienia! Znowu! Kolejny raz w ostatnim czasie !
-Obejmij mnie za szyję, spróbujesz usiąść? Tylko bardzo ostrożnie !- pochylił się, by mogła się na nim podciągnąć
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
O tak, Eleonora Pirce go niechybnie zabije z zimną krwią. Kłótnie z Odette były na porządku dziennym, ale to jej kochana córeczka! Zresztą.. nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca! Albo wschodem, bo matka Odette zostanie powiadomiona raczej rano.
- To nie twoja wina, przestań tak gadać.
Objęła go za szyję, choć wolałaby to robić w nieco innych okolicznościach. Podciągnęła się. Była ogólnie poobijana, a że drobna to pewnie jutro pojawią się jakieś brzydkie siniaki. Biedna Pircówna. Usiadła.

Ktoś powiadomił pogotowie, które było słychać na sygnale ulicę dalej. Wywrotka motoru narobiła nielada hałasu. Nawet jakieś głowy wyglądnęły z okien. Odette z Fabianem zostali odtransportowani do szpitala.

-----> Szpital
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
/z Chimery!

Wraz z Fraserem, Grantówna mogłaby bujać się po dzielni. Późna pora, a nie dość, że miała przepustkę, to jeszcze lazła z pułkownikiem. Tak się dobrze ustawiła! Może nikt się jej nie przyczepi i nie będzie musiała się martwić?
Krokiem prędkim, choć nieszczególnie pospiesznym, zmierzali przez Ulicę Czternastą.
- Poczekaj - poprosiła Esme, która wsparła bezczelnie dłoń o ramię Frasera i przechyliła się, by sprawdzić obcas w jednym z butów. Zaraz jednak wyprostowała.
- I jak się bawiłeś?
I chodziło jej o ogół w końcu!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Był dobrze wychowanym młodym człowiekiem. No dobrze, może nie takim młodym ale coś tam z dobrego wychowania miał więc eskortował Esmeraldę do domu. Służył jej swoim muskularnym ramieniem i prowadzili uprzejmą konwersację.
- Wszystko w prządku?- zerknął jak coś majstrowała przy obcasie. Miała nadzieję, że nie złamała bo musiałby coś wymyślić.
- Całkiem dobrze. Dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że ty również jesteś zadowolona.- zerknął na nią.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Jo, młodym. Zaraz czterdziestka, kryzys wieku średniego, więc ze dwa lata mu brakuje do przeżywania tej drugiej młodości!
- Hm? A, tak, w porządku - odparła. - Przestraszyłam się, że coś mi obcas zluzował, ale póki co, jest dobrze. Oby było tak pod samą kamienicę - parsknęła i ponownie, dość śmiało, ujęła jego ramię, nawet nie czekając na ewentualną sugestię żołnierza.
- Jakbym się nie bawiła to jestem pewna, że poszłabym szybciej, aby się nie wynudzić. O dziwo, nie było jakichś szałów, jak mówiłeś... Kłamałeś?
No, na temat tych wybuchów, siary i w ogóle.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
- To dobrze.- skoro go ujęła pod ramię to mogli razem maszerować. Właściwie to on maszerował bo ona sobie w tych bucikach dreptała. Nawet zwolnił tego swojego kroku by nadążała. Taki był dobry.
- Wiesz wyszliśmy a tam zostało jeszcze sporo osób. Kto wie co się tam jeszcze wydarzyło. Z drugiej strony Grant niedawno obraca się w wyższych sferach to może jeszcze nie nabrał wprawy w organizowaniu takich szaleństw.- kącik ust uniósł mu się w górę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Aż niemożliwe, że żołnierz serce takie miał doskonałe!
- Zbierała się większość, pewnie się wykruszyli i młodych samym sobie zostawili - mruknęła z uśmiechem. Tematu, hehe, nie ciągnęła dalej, bo nie chciała sobie czegoś takiego wyobrażać (choć pewnie Josh lizol jako lubrykantu używał, khe khe).
- Czy ja wiem czy od niedawna... Zawsze miał coś z nimi wspólnego. Pracoholik, protetyk, to i znajomości zaczęły się wiązać z tymi na górze - wzruszyła ramionami. - Od dawna nie siedzisz w pierwszej strefie, James?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Oczywiście, że miał doskonałe serce. Cały był doskonały!
- W końcu taka pora była a nim się całe towarzystwo pozbiera i zostawi ich samym sobie to zapewne też dosyć długo potrwa.- jak było kilku nawalonych to ich pewnie i tak do taksówek ktoś musiał pownosić. Chyba, że wywalili przed knajpę i tam zostawili.
- Niby tak ale zadawanie się a mieszkanie tam to jednak jest różnica.- wiedział co mówił w końcu sam się zamienił tyle, że w drugą stronę.
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią obliczając w głowie.
- Myślę, że około dziesięciu lat.- zaraz jednak uwagę na Esme skierował.- Teraz powiesz o co z tą rodzina chodzi?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
Był, prawda!
- Ach, tak. Też trochę czasu może zająć - przyznała po krótkiej chwili. Nie zastanawiała się nad nią długo. Fraser w tym przypadku - jak i paru innych zapewne też,  ale jeszcze o nich nie wiadomo - miał absolutną rację.
- Dziesięć lat? - spojrzała, unosząc brwi. Zaraz też przyjrzała się krytycznie Fraserowi, zastanawiając się nad tym, ile dokładnie... - To ile ty masz? - rzuciła po kilku sekundach.
Przystanęła na moment, chcąc wyciągnąć papierosy z torebeczki, kopertówki (jeśli spojrzymy na wielkość!). Wyciągnęła zaraz cygaretkę, zapalniczkę i poczęstowała mężczyznę.
- Josh jest kuzynem od strony mojego ojca. Nasi ojcowie byli braćmi - zaczęła wyjaśniać, odpalając papierosa, którym zaciągnęła się po chwili. - I obaj na lekarzy byli uczeni, to znaczy mój ojciec miał być, ale chyba w trakcie tego stażu czy cokolwiek co to tam było, sobie pozwalał za dużo. Alkohol czy hazard po barach - wzruszyła ramionami. - Nic szczególnego, sztampowa historia jak u większości z trzeciej strefy na dobrą sprawę, chyba. Wracając, moją matkę po prostu poznał, był w związku, małżeństwo. Dalej się potoczyło tak, że ojciec się stoczył i matka, nie mogąc prawdopodobnie, a przynajmniej tak on tłumaczył, znieść tego, że nie wyjdzie ze slumsów i widoku pijanego w sztok męża, zostawiła go, gdy miałam trzy lata. I opiekowała się mną jej siostra, pracująca w sierocińcu... - dodała.
Nie wiedziała czy coś więcej powiedzieć, bo właściwie wyjaśniła to, o co James pytał.
Spojrzała natomiast na mężczyznę, ciekawa jego reakcji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 196
avatar
płk James Fraser
Śmiało odpowiedział na to krytyczne spojrzenie. W końcu nie była aż takim staruszkiem a wojsko utrzymywało jego ciało w odpowiedniej formie. Wzruszył nonszalancko ramionami.
- Jestem jedenaście lat starszy od ciebie.- był w tej dobre sytuacji, że on jej nie musiał pytać o wiek. Znał go z dokumentów, które sprawdzał. Prawdę mówiąc wyglądała na młodszą niż pokazywała metryka. Widać życie w slamsach aż tak bardzo jej nie sterało.
-Ach historia stara jak świat. Mezalians, który źle się skończył.- kiwnął głową. Pełno było takich historii.- A potem dzieci płacą.
Chwilę jeszcze pogawędzili w drodze a potem Fraser odstawił Esme pod drzwi.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
< slumsy

Życie złodzieja nigdy nie jest usłane różami. A Mała Pike wiedziała o tym najlepiej. Nie wyszło spotkanie z mężczyzną, który podawał się za przyjaciela Aarona. Ten nie odzywał się kolejne miesiące i Clem zaczęła się zastanawiać, czy nie została wykorzystana tylko do tego, by przekazać list Theresie.
Zanudzona i bez celu żadnego, włóczyła się po mieście, szukając zaczepki, czasem kogoś okradając.
Tak jak dziś. Pora dość późna, więc ludzi na ulicy niewielu, sklepy powoli zamykane i ostatni klienci z nich wychodzący. Tak jak mężczyzna w średnim wieku, który głupio wyszedł ze sklepu z portfelem w dłoni. Po coś jeszcze do niego zaglądał. Ostatni raz. Pike połasiła się na jego widok i przyspieszyła kroku.
Mijając mężczyznę, jak gdyby nigdy nic, capnęła za portfel w jednej chwili i rzuciła się do ucieczki. Bo właściciel nie miał zamiaru rozstać się ze swą własnością. Pike biegła przed siebie, szukając miejsca w którym mogłaby umknąć. Pech chciał, że na rogu ulicy wyrosła dwójka policjantów, a Clem została zmuszona wbiec na ulicę.
Do zaułka, który dobrze znała, było tylko kilka metrów. Potem wskoczy sobie na schody przeciwpożarowe i przeskoczy mur. Raz, dwa, trzy... Pike smignęła za samochodem, wpadła w uliczkę, słysząc wyzwiska i nawoływania. Zagryzając zęby na portfelu, wskoczyła na wiszące nad ziemią schody i złapała za poręcz, by wbiec po kilku stopniach, które doprowadziły ją nad mur.
Pike wskoczyła na niego, łapiąc równowagę i nim policjanci ją dopadli, zsunęła się na drugą stronę, by zniknąć w ciemnosci.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
/ między słowami


Emma nie mogła już znieść siedzenia w domu, gdzie czujne oko matki pilnowało aby czasem dziennikarka nie rozpłynęła się w powietrzu. Dlatego decydując się powrócić do pracy, zupełnie zamknęła na prośby rodzicielki. W redakcji na szczęście ciepło przyjęli Emmę, która długie miesiące bawiła się na urlopie. Czas powrócić do rzeczywistości.
A pierwszą z nich było zlecenie zwierzchnika, który słysząc o zuchwałym napadzie w drugiej strefy, wysłał pannę Cassell na miejsce zdarzenia.
- Banda nierobów! Powinni ich odgrodzić od uczciwie pracujących mieszkańców!
Emma nie spodziewała się usłyszeć niczego innego. Wydawało się, że większość drugostrefowców pragnęła tego komisariatu w slumsach. Przynajmniej biedni nie będą się porywać na ataki i kradzieże.
Dziękując za rozmowę, dziennikarka wyszła ze sklepu, pod którym ubiegłej nocy mała złodziejka dokonała napadu. Zapisując coś w swym notesie, blondynka stanęła przed wejściem i zamyśliła nad sytuacją slumsów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
Informacja, którą żyje całe miasto, umknęła Marko, który przez ostatnie dni odpoczywał od wojskowego towarzystwa i innych zewnętrznych bodźców, udając chorego. Pod słowem "odpoczywał" mieści się sztampowa do bólu wizja samotnego faceta, któremu nie chciało się otworzyć okna przez calutki tydzień. Na szczęście przed wypadem na miasto ogarnął mieszkanie i siebie.

Szedł do cukierni, a kiedy ta okazała się zamknięta, udał się w poszukiwania alternatywy dla swojego burczącego brzucha. Skupiony na swej fizjologicznej potrzebie, mijał anonimowych przechodniów. A tu nagle:
"- Banda nierobów! Powinni ich odgrodzić od uczciwie pracujących mieszkańców!"
Powrócił do rzeczywistości na chwilę, by przerzucić wzrok na młodą dziennikarkę. Ładna i zgrabna notowała w swoim notatniku, a Marko miał tylko w głowie mgliste wspomnienie jej uśmiechu. Z zachwytu zrobiło mu się ciepło w sercu. Zmysły kazały mu w szerokim uśmiechu pokazać białe ząbki i zagadać:
- Coś przełomowego notujesz?


Ostatnio zmieniony przez Marko Sweetpie dnia Sob Kwi 23, 2016 4:35 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : utajając chorego)
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Znajomy głos wyrwał ją z zadumy, chociaż nie od razu potrafiła go powiązać z konkretną twarzą. Dopiero gdy zwróciła swe oczy na żołnierza, przypomniała sobie spotkanie, mające miejsce jakiś czas temu.
Porwana przez chorobę nie miała ostatnio czasu na towarzyskie wyjścia, nie licząc wesela Grantów.
Uśmiech na twarzy mężczyzny, wywołał podobny u Emmy.
- Pan Sweetpie. Dzień dobry. Nie, nie, żałuję ale nie.
Odpowiedziała, wzruszając ramionami i zamykając notesik, którym uderzyła o otwartą dłoń. Przełomowe byłoby przejęcie władzy przez socjalistów, na co wielu czekało, ale nie wielu się przyznawało.
- Chyba, że pan ma coś ciekawego do przekazania.
Nie przestawała się uśmiechać, żądna nowin, którymi żołnierz mógłby się podzielić. W końcu wojsko wiedziało o wszystkim więcej i prędzej. Emma też lubiła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
- Marko, wystarczy Marko. Chociaż Sweet wymawiasz bardzo pięknie.
Zmrużył oczy i cicho zamruczał. Brakowało jeszcze ust ułożonych w dziubek i prośby o buziaka, a najpewniej dostałby w ryj, jak w tanich komediach romantycznych. Chociaż pieczenie po spoliczkowaniu wywołałoby w nim przyjemny dreszcz. W końcu to jakiś przejaw uczuć. Na szczęście przed totalnym zmarnowaniem drugiego-pierwszego wrażania w porę się opamiętał, a właściwie chciał mieć nadzieję, że tym szczególikiem nie spalił się w przedbiegach. Ugryzł się w język i uśmiechnął się delikatnie zakłopotany.
- Proponuję kolację, a właściwie niezobowiązujący lunch. Tak, by poszerzyć grono znajomych o interesującą osobę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Szybko zamrugała kilkukrotnie, zastanawiając się, czy czasem źle nie zrozumiała. Najwidoczniej jednak mężczyzna był bardzo pewny siebie i nie bał się odmowy, co przyczyniło się do tak śmiałej propozycji. A Emmę na moment zamurowało, bo... bo tak!
Dawno nie była proszona na kolację, a właściwie niezobowiązujący lunch. Matula Emmy byłaby zachwycona, a dziennikarka miała mieszane uczucia.
- A więc Marko...
Podkreśliła, jakby obawiając się, że zbyt pięknie wymówi nazwisko mężczyzny.
- Jeśli tylko nie przeszkadza ci dziennikarska dociekliwość, to mogę przystać na zaproszenie.
Kiwnęła głową z lekkim uśmiechem i wsunęła notesik do niewielkiej torebki, wiszącej na długim pasku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
Odwzajemnił uśmiech jak każdy poprzedni i każdy następny.
- Zatem zapraszam. - teatralnie szerokim gestem ręki zaprosił do spaceru po chodniku.
Improwizacja! Marko działał spontanicznie, nie przewidział, że spotka dziennikarkę i do niej zagada, nie myślał zaprosić, ją na lunch. Pierwszą opcją, jaka wpadła mu do głowy była romantyczna kolacja przy świecach, ale Marko nie miał zamiaru być romantyczny. Nieodwzajemnione uczucie nie jest w jego stylu, już wolałby wylądować w friendzone, z którego potrafił zgrabnie wyjść.
- Dociekliwość, to bardzo przydatna cecha. Pozwala dostrzec to, czego inni nie widzą.
Dostosował krok do tempa kobiety, patrzył jej w twarz i prowadził w stronę bistro. Sweetpie chciał zadbać o to, by nie nastała, choć na chwilę niezręczna cisza.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Zaśmiała się, widząc ten teatralny gest. Najwidoczniej pan Sweetpie lubił z rozmachem ukazywać swe nastawienie. Emma była skora do takich zabaw z Victorem, ale może właśnie towarzyszył jej godny następca Howarda?
Ruszyła bez pośpiechu, jakby podświadomie chcąc przeciągnąć spotkanie z mężczyzną. Do bistra nie było daleko, a zamówienie też raczej długo się nie czekało.
Lunch mógł minąć bardzo szybko.
- Dociekliwość jednak wymaga zadawania pytań, a te nie każdy lubi. A ty lubisz?
Specjalnie zadała te pytanie, uśmiechając się tak, by samym wyrazem twarzy podpowiedzieć, że to tylko wstęp do wymierzenia cięższej artylerii.
Niezręczna cisza raczej im nie groziła, bo Emma uwielbiała prowadzić rozmowy. To była podstawa jej pracy. Gadanie. Bez niego nie byłaby w stanie stworzyć ciekawszych artykułów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
- Pytania. Każdy je zadaje, każdy szuka odpowiedzi. Bo, kto pyta, nie błądzi. Lubię, kiedy te pytania są stosowne do sytuacji. Z drugiej strony, zgadywanie i obserwowanie może się okazać bardziej wciągające. Pewnie obserwacje leżą w naturze pracy dziennikarki. Dziennikarki lubią zgadywać?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
- Nie wiem jak inne, ale ja nie.
Pokręciła głową, nie zamierzając odpowiadać za całe grono swych redakcyjnych koleżanek. Każda z nich się różniła i tylko ciekawość była elementem wspólnym. A zgadywanie...
- Obserwacja jest interesująca. Jednak nie zobrazuje wszystkiego. Ludzkie działanie pochodzi z serca i umysłu. A pobudki i myśli możemy poznać jedynie rozmawiając. Zgadywanie nie pomoże.
Wzruszyła ramionami, spoglądając na swego towarzysza. Jej uśmiech się poszerzył na myśl o kolejnych słowach. Kolejnym pytaniu.
- Mogłabym zgadywać dlaczego zostałeś żołnierzem. Jednak więcej dowiem się u samego źródła, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
- Serce i umysł. Jedno i drugie podpowiada mi, że świetnie będzie się nam rozmawiało. Serce i umysł - dawno tego nie słyszałem. - Marko przejechał dłonią po swojej głowie i łapiąc się za kark, uśmiechnął się sam do siebie w duchu.
Na ostatnie pytanie uśmiech Marko znikł, w krótkim zamyśleniu wejrzał w siebie:
- A źródło odpowiedziałoby, że chce chronić bliskich. Brzmi to banalnie, ale taka jest moja życiowa misja. Mógłbym cię zapytać o to samo, prawda? - mrugnął okiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Skinęła głową, uśmiechając się na pierwsze słowa Marko. Skoro on twierdził, że rozmowy między nimi będą udane, a początki już to pokazywał, nie mogła zaprzeczyć.
Tym bardziej, gdy jej dociekliwość dawała rezultaty i nie rozmawali o pogodzie.
- Życiowa misja - powtórzyła w zamyśleniu, patrząc przed siebie - Coś w tym musi być. Dziennikarstwo przecież nie jest tylko pisaniem. Nakreśla rzeczywistość, pomagając innym ją zrozumieć, poznać.
Pokiwała głową do siebie, chociaż czuła się w tym momencie podle zakłamana. Przez to, że dziennikarstwo było strasznie ograniczone. Ale żalić się nie mogła. A na pewno nie panu Sweetpie.
Dlatego Emma znowu z uśmiechem na towarzysza zerknęła.
- Podstawa to robić, co się kocha.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
- Czyli twoją życiową misją jest prawda. Też szlachetnie. - Miał pewność, że dobrze zinterpretował słowa Emmy.
Chociaż szli powolnym krokiem, to po skręceniu w lewą ulicę, bistro było już w zasięgu ich wzroku. Lidzi spacerowało więcej niż zazwyczaj, może jak Marko zapomnieli, że cukiernia jest zamknięta, więc skierowali się do najbliższego miejsca, gdzie można coś zjeść.
- I czerpać przyjemność z każdej chwili i każdej małej przyjemności. - Dokończył myśl Emmy, zatracając się w jej uśmiech i uderzając czołem o słup znaku drogowego.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ulica Czternasta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-