IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulica Czternasta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Na Ulicy Czternastej zatrzymują się powozy parowe. Machiny te co prawda nie mają zadaszenia, ale mogą pomieścić do 6 pasażerów.

Cena przejazdu:
opłata jednorazowa od osoby – 1 Kredyt
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Pragnęła nieść prawdę, ale gdzieś w swej pracy straciła szansę, by wywiązać się z obietnic jakie sobie dała. Nie porzucała jednak nadziei, że kiedyś jeszcze przyjdzie jej w pełni oddać się swej wizji.
- Tak, wtedy życie nabie...
Nie zdążyła dokończyć słów, zauważając jednak spojrzenie jakim została obdarzona. Wydawało się, że Marko najzwyczaniej w świecie się w nią wgapia, co z jednej strony było krępujące, a z drugiej całkiem miłe.
Ale! Ale słup im stanął na drodze!
- Nic ci nie jest?!
Drgnęła i podniosła głos, przestraszona tym czołowym zdarzeniem. Wyciągając ręce w stronę Marko, jakby bojąc, że ten zaraz się przewróci i trzeba będzie go łapać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
- Nie, nie, to nic takiego. Przeżyję. - Zapewnił Marko, przykładając dłoń do czoła. Ku oczekiwaniom Emmy się nie przewrócił, facet i w dodatku żołnierz musiał być wytrzymały i dobrze znosić zderzenia ze słupkami.
- Zaskoczył mnie. - Zaśmiał się głośniej. - Nie wiem skąd on się tu wziął. Chodźmy, bistro mamy na wyciągnięcie ręki.
Ledwo dwa kroki, a żołnierz położył swoją dłoń na ramieniu dziennikarki. Zrobiło mu się jasno przed oczami i miał silne wrażenie, że chodnik ucieka mu spod nóg. Czując uciekającą równowagę, mocnej ścisnął ramię kobiety. Nie pomogło! Zaraz zwalił się na Emmę, dociskając ją do ściany jednego z bloków, by w następstwie, półprzytomnie próbować się na niej wspiąć... Na klęczkach, z owiniętymi rękami wokół zgrabnej talii spojrzał pannie Cassell w oczy:
- Prze-przepraszam.
Po czym zsunął się na chodnik.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Odetchnęła, ciesząc się, że mężczyzny nie uderzył mocniej. Nie wyglądało to zbyt dobrze, ale może poddała się wpływowi wyobraźni i podkolorowała faktyczne wydarzenie?
Uśmiechnęła się na żarcik Marko i pokręciła głową. Umiejętność śmiania się z samego siebie, była cenną zaletą. Jeszcze obserwując żołnierza, Emma ruszyła do przodu, zatrzymując się zaraz, gdy jej towarzysz najwyraźniej pobladł. Dłoń na jej ramieniu, zacisnęła się zbyt mocno, chociaż nie na to dziennikarka teraz zwróciła uwagę.
- Hej, chcesz usiąść?
Rzuciła szybkim pytaniem, ledwo utrzymując równowage, gdy Marko poleciał na nią a ona na ścianę. Grymas pojawił się na jej ustach, chociaż Emma całą uwagę skupiała na stanie żołnierza.
Chciała go podeprzeć, nachylając się nad lecącym do jej stóp żołnierzem, ale zanim zdążyła, ten zsuwał się na chodnik, a Emma szła w jego ślady. Przykucając nad mężczyzną, troskliwie spojrzała mu w twarz, przerażona sytuacją.
- Marko, słyszysz mnie...?
Oparła się kolanem o chodnik i delikatnie dotknęła policzka mężczyzny, zastanawiając się, czy go w niego trzasnąć, czy może wołać o pomoc albo wodę dla pana Sweetpie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
Ludzie zaczęli zerkać na to zajście. Nawet jedna starsza pani, która chwilę co weszła w uliczkę rzuciła komentarz "rude to pewne i pijanie, ja bym takiego" zostawiła. Sam Marko nie zareagował na komentarz ani na delikatne poklepywanie. Oddychał, to chyba dobrze, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Emmę przerażała sytuacja w której się znalazła. Przypomniała sobie swój własny wypadek i miała nadzieję, że drgawki nie dopadną jej towarzysza. Nie wiedziałaby co robić!
Chciała wołać o lekarza, ale jeszcze tylko jedną rzecz powinna zrobić. I zrobiła. Trzasnęła Marko w policzek, mając nadzieję, że zaraz się wybudzi. Bo przykro mi, ale Emma nie znała metody usta usta!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
Przebudził się i z wyprostowanymi nogami usiadł na chodniku. Nie mógł powstrzymać ziewnięcia, ale z niepewnością spojrzał na przerażoną Emmę i grono zafascynowanych gapiów.
- Nie ma na co patrzeć. Wyjazd!
Gapie zrobili więcej powietrza do oddychania, a Marko podrapał się po swędzącym policzku:
- Długo tak leżałem? - Spytał mało pewnie. Nie był pewny, czy sen w jego głowie był koszmarem, czy odzwierciedleniem rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Kamień z serca jej spadł, gdy Marko odzyskał świadomość. W ciągu tej krótkiej chwili oczekiwania, Emmie setki myśli zdążyły przelecieć przez głowę. Pan Sweetpie miał jakiś uraz? Chorował? Czy powinna zabrać go do lekarza? A może spytać czy jest na coś chory? Zrezygnować z obiadu? Odprowadzić go do domu? Wezwać lekarza?
- Nie, na szczęście nie. Wstaniesz?
Była gotowa Marko. Złapała go za ramię, podnosząc się powoli.
- Albo idziemy do szpitala albo odprowadzam cię do domu.
Ton jej głosu był wyraźnie zdecydowany. Emma nie zamierzała odpuścić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 15
avatar
Marko Sweetpie
- Chyba. - Wstał bez protestu.
- Lepiej do szpitala. - Chcąc czy nie chcąc, przeraził się o swoje zdrowie, a skoro chciał żyć długo i szczęśliwie, to musiał o nie zadbać. Czuł jednak, że jego męska duma ucierpiała. Wolałby, by to Emma uderzyła się o słupek i zemdlała. Przebiegłby całe miasto z nią na rękach, by pokazać, jaki jest czuły, wytrwały, że nadaje się na męża, ojca i kochanka, ogólnie na samca idealnego.
- Ze świecą szukać drugiej Emmy Cassell. - Zdobył się na komplement, chcąc sprowadzić na nowo przyjemną aurę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
Marko mógł oprzeć się na jej ramieniu, a Emma starała się utrzymać jego ciężar. Stwierdzając mądry wybór mężczyzny, kiwnęła głową i rozejrzała się za taksówką, której machnęła ręką na wezwanie.
- Oczywiście.
Uśmiechnęła się do swego towarzysza i gdy samochód zatrzymał się obok, wpakowała Marko do środka. Sama usiadła obok i poprosiła o kurs do szpitala.

zt > szpital
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Jeszcze dzień na dobre nie wstał, gdy przez miasto przemknęła drobna postać. A może niejedna? Dwie? Trzy? Trudno było stwierdzić, skoro żadna nie została złapana za rękę. A mogła nie tylko przez wzgląd na porę. Co robiła tak wcześnie?
O tym mogli się przekonać wszyscy, z rana wychodzący do pracy.
Ulotki rozsiane na szybach sklepowych witryn, ławkach, za wycieraczkami samochodów. Wszędzie tam, gdzie mogło spotkać się ze wzrokiem przechodniów.
Czarno białe ulotki, niosące jedno posłanie, chociaż pod różnymi hasłami.
WŁADZA DLA LUDU! JEDNOŚĆ PRAW I OBOWIĄZKÓW! NIE - DLA WYZYSKU!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
/początek

Wracała do domu piechotą. Pech chciał, że zapomniała tego dnia portfela i nie miała za co kupić biletu na wóz parowy.
Nie czuła się najlepiej. Męczyły ją mdłości, była zmęczona a torba z papierami tyyyyyle ważyła. Chciała jak najszybciej pójść do domu i wykapać się
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Slums w drugiej dzielnicy? Tak. Na szczęście tam ich wpuszczali, chociaż Samael wyglądał jak psu z gardła wymięty, nie zwracał uwagi na spojrzenia "wyżej postawionych". Chciał zobaczyć co w warsztacie, nie spodziewał się jednak wpaść na Panią Prokotolan...Proto... Tę z policji. Yup.
Wychodząc o kuli z jednej z bocznych uliczek wpadł na nią i o dziwo to nie ona była tą leżącą na ziemi, ale on. Połamana noga.
Jak wyglądał? Jak ktoś go nigdy na oczy nie widział to nie rozpozna w nim Morningstara. Mocniejsza broda, opatrunek na czole, złamana ręka, noga... Ekhem... na tyłku też opatrunek ale o tym nikt nie musiał wiedzieć. Zbity pies. W jego oczach nie było już tej pewności siebie i zadziorności.-Przepraszam...- Mruknął tym swoim nikim, chrapliwym głosem, spojrzał w górę i... zamarł. Policjantka! A za nim list gończy wysłali!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
O cholera. Nie miała na kogo trafić ? Musiała na damskiego boksera, który wyglądał, jakby wpadł Silverowi do sypialni i był jego dziwką ?
A przy okazji nadal pamiętała, jak jej sieknął w twarz.
Spojrzała na niego z wyraźną odrazą i ...kopnęła go w piszczel. Zdrowy, w połamaną nogę, kopać nie będzie, aż taką sadystką nie była.
- Zejdź mi z oczu Morningstar. Lekarz zakazał mi się denerwować, masz jeszcze sporo czasu nim wrócę do domu i powiadomię policję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Silverowi... Z jednym to jakoś by sobie z połamaną nogą i ręką poradził. Trafił niestety gorzej, bo na trzy wściekłe psy, żądne krwi. Jego krwi. Ciekawe ilu zamordowali przed nim.
Patrzył na nią z przerażeniem w oczach i... Takiej reakcji pewnie się nie spodziewała, ale wzdrygnął się i ramieniem twarz zasłonił. Ostatnio często dostawał po mordzie, to chyba efekt uboczny. I szczęście, że ból kopnięcia pojawił się w lewej nodze! Prawa i chyba umarłby na miejscu.
Rozmasował piszczel i raz jeszcze spojrzał na nią.- Sporo... Jasne... Żebym ja jeszcze wiedział za co mnie szukają...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
-Nie rób ze mnie kretynki - warknęła, odsuwając się od niego, jakby miał ją zarazić trądem, syfilisem, czy co on tam mógł mieć.
Co z nim do cholery było ? Raz w dziób dostał i taki strachliwy się zrobił ?
- Zjeżdżaj stąd. Dobrze Ci... - tu urwała i lekko pobladła. -...radzę...-pozieleniała.
Ledwo odeszła na boczek i puściła pawia. Biedna Matylda.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Ohoho! Grubo! Samael wstał nim skończyła i wyciągnął z kieszeni chusteczkę. -Proszę... - Jedyny czysty kawałek materiału jaki miał na/ze sobie/sobą. Matylda nie znała całej prawdy, sugerowała się na pewno tym co mówili na posterunku. A on nie dostał raz w dziób.
Wyciągnął dłoń z materiałem i szczerze... Nie byłoby to czymś niezwykłym gdyby potraktowała go jak psa i kazała się tą chusteczką wypchać. Już miał wyrobioną opinię o ludziach z wyższych sfer. Niestety oni nie patrzyli odpowiednio na slumsy... On na przykład- sam sobie takiego życia nie wybrał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Biedna była taka zażenowana! To było takie nieeleganckie, no mówię wam ! Łypnęła na niego, patrząc mu przez ramię, a raczej miażdżąc go wzrokiem. W końcu sięgnęła po wyciągniętą ku niej chusteczkę i wyszarpnęła ją. Bez słowa wytarła usta, wciąż niepokojąco blada.
- No i co się tak gapisz jak ciele w malowane wrota ? Każdemu może się zdarzyć ! - sarknęła
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
-Przecież nic nie mówię...- Mruknął podpierając się mocniej o kule. Aktualnie był wolniejszy od staruszki z torbami zakupów.-...Powiesz mi dlaczego mnie ścigają?
Nie miał pojęcia, że został oskarżony(?) o morderstwo, czy tam współudział. Ogółem gdyby nie był slumsem- pewnie poszedłby sam na posterunek i wyjawił wszystkim jakich to policjantów zatrudniają. To było bez sensu, słowo slumsa nie było nic warte.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Łypnęła na niego znowu. Nie oddała mu chusteczki, przecież była w resztkach...ugh. Wypierze to i dopiero mu odda.
- Za morderstwo ? Zabiłeś policjantów? Pamięć szwankuje ? - właśnie zdała sobie sprawę, całą mocą, że ta nie ma przy sobie broni. Szlag.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Zrobił całkiem wielkie oczy. On? Dobre żarty. Oczywiście wiedział kto zabił policjantów ale nie miał zamiaru o tym mówić. Już miał wersje którą powie... gdyby go złapali. Jak na razie, dowie się o tym tylko Matylda.
-Nie zabiłem ich... To oni katowali mnie w starej rzeźni.
Pewnie mu nie uwierzy ale miał zamiar kontynuować swoją wypowiedz.
-Próbowali zabić. Wywieźli tam zamiast wypuścić. Złamali mi nogę, rękę, palec, siniaki po policyjnej pałce mam do tej pory. Gdy zaczęli z uśmiechem ciąć scyzorykiem po moim czole... Próbowałem się wyrwać. Dostać kolbą rewolweru nie jest przyjemnie. Nie powiem Ci co było dalej bo nie wiem. Obudziłem się w jakiejś piwnicy w slumsach.
W jego głosie nie było zawahania, mówił prawdę... teoretycznie. Na pewno nie wyda tych, którzy mu pomogli, już wolałby zdechnąć.
-I jak mi powiesz, że facet z połamaną dwa razy nogą, ramieniem, zlany pałką jak pies, zabił trzech zdrowych, dorosłych kolesi, to chyba zacznę się śmiać. A i... w celi... Zaczęło się w celi i jeden z waszych się przyglądał, też chyba jakiś pisarczyk. Widziałem jego minę. Nie byłem pierwszym, którego próbowali zakatować na śmierć... I ani trochę nie jest mi ich szkoda, zasłużyli sobie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Na całe to wyznanie Matylda obruszyła się jedynie. Też coś.
- Czemu miałabym wierzyć komuś takiemu jak ty ? - no nie dziwota, że mu nie ufała, co ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Nachylił się lekko w jej stronę. Tego się spodziewał.
-Może i jestem slumsem ale nie jestem kłamcą. Możesz mi wierzyć lub nie... Równie dobrze możesz popytać... sprawdzić. Mogę się założyć, że Ci wyżej tuszowali każde morderstwo tej trójki. W końcu zabijali tylko slumsów...- Zacisnął na chwilę suta w wąską linie, czując gorycz w ustach. Miał dość takiego traktowania, on też był człowiekiem.
-...Tyle, że ja też jestem człowiekiem. Ale dla Ciebie to nie zrozumiałe. Jesteś z wyższych sfer i pewnie trudno Ci pojąć, że nie każdy może urodzić się w dobrej rodzinie. Gdybyś znała choć trochę ten świat... Masz klapki na oczach...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
- Ależ skąd. Ty zaledwie jesteś damskim bokserem i zadufanym w sobie dupkiem, który sprowadził mnie na dzień dobry do roli "pojemnika na spermę"  - prychnęła, wspominając ich pierwsze spotkanie i jego aluzję o zapleczu. - I naprawdę jesteś imbecylem. Mówiłam Ci już, że nie pochodzę stąd. W Kaan-anie nie ma podziału na strefy. Ale gdybym urodziła się tu, też bym żyła w slumsach.
Dzieci jak królików, matka w spożywczaku robiła, bida z nyndzą.
- Twoje pieprzenie, jak ci źle bo urodziłeś się w trzeciej strefie, nie robi na mnie wrażenia. Gdybym sama od samego początku użalała się nad swój los, skończyłabym jak ty. Na szczęście miałam w sobie tyle samozaparcia, by pracować ciężko na to, gdzie teraz jestem. Przestań być żałosny!
Prychnęła zirytowana.
- Masz trzydzieści minut by stąd zniknąć. Tyle mi zajmie dojście do domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Samael Morningstar
Odwrócił wzrok, nie wiedząc co dalej zrobić. Nie zaprzeczał, sprowadził ją do takiej roli. Jednak to było trochę czasu temu. Teraz wiedział, że nie każda kobieta jest dziwką bez serca jak jego matka. -Przepraszam...- Bąknął i tylko zerknął w jej stronę. -...I nie przesadzajmy... fachu jestem wyuczony... Od takiego smarka w warsztacie pracuje. - Może trochę użalał się właśnie nad sobą, jak nigdy wcześniej. Źle się z tym czuł, z tym, że większość społeczeństwa traktuje ludzi ze slumsów jak psy, nawet gorzej. Zabij slumsa- nie podniesiesz wielkich konsekwencji, zabij drugostrefowca- powieszą. Westchnął.
-Może gdybym był mniejszym chamem gdy się pierwszy raz widzieliśmy... to byś mi uwierzyła. Mogę Cię przynajmniej odprowadzić? Nie zależy mi... jak złapią to złapią. Nie mam nic do ukrycia, nikogo nie zabiłem, nic nie widziałem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 265
avatar
Matylda Hornybottom
Matylda prychnęła, jeszcze bardziej zirytowana. CO z tym typem jest nie tak
- Nie wiem czy wiesz, ale w tym mieście, nie ejst tak, że sprawiedliwość zwycięża. Zabiłeś tych policjantów czy nie, jak cię złapią, będziesz wisieć.
Na jego propozycję zamarła. Patrzyła na niego i patrzyła, rozchyliła usta delikatnie i...
-Nie.
I poszła sobie dalej
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ulica Czternasta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-