IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 12 ... 22  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


To chyba jedyna zielona ulica w NeoZigguracie, a wszystko za sprawą posadzonych wzdłuż drzewek oliwnych, które jakimś cudem przetrwały ciężki, półpustynny klimat miasta. Ciągnie się wzdłuż granicy między Centrum a Drugą strefą. Na parterach wysokich kamienic znajdują się różne sklepy i lokale usługowe, o nieco lepszej opinii niż te bardziej na północ.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
Laura nie spodziewała się że kobieta z nią pójdzie. Przecież była obcą jej osobą, nie znała jej i tak wykazała się dużą odwagą wchodząc z nią do sklepu. Co by Laura dała aby mieć u siebie taką sympatyczną dziewczynę. Biło od niej sporo ciepła, oh więcej ta kobieta była prawdziwym grzejnikiem.
- Szkoda - rzuciła nieco ze smutkiem w głosie - do zobaczenia zatem - dodała po krótkiej chwili po czym odwróciła się i odeszła w kierunku Koronek.
Przez moment miała ochotę iść za nią, ale stwierdziła że jeśli los dał jej sznanse na pierwsze spotkanie, da też na drugie.

---> Koronki
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 240
avatar
Greta Andersen
/nowy dzionek/

Greta była smutna i żałowała swej decyzji. Lecz cóż, myślała tego ranka, idąc z plecakiem odrzutowym do pierwszego odbiorcy. To znaczy, plecak był jej, paczka była dla niego. Pewnie pan Marchant spędził miły wieczór z kimś na swoim poziomie. Ona została jawnie skreślona. No może nie jawnie, ale czuła tę aluzję.
Załatwiwszy pierwsze zlecenie, zatrzymała się przy chłopcu sprzedającym gazety i przejrzała rubrykę z plotkami. Plotki ją bawiły, o ile były o ludziach, których nie znała. Teraz jednak zauważyła wzmiankę o Black Paradise i zrobiło jej się jeszcze smutniej. Potem zaś spojrzała na ostatnią nowinkę.
- Że co?! - pisnęła na pół ulicy. Zacisnęła usta i wcisnęła gazetę do najbliższego kosza na śmieci. Chyba zapadnie się pod ziemię, jeśli jeszcze raz będzie musiała spojrzeć panu Marchantowi w twarz.

/fruuuu poleciała
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
--> mieszkanie Stelli

Co ci wszyscy ludzie robią tu tak wcześnie rano? I - co najważniejsze - co ona tu robiła? Miała ochotę gdzieś pójść, ale zdała sobie sprawę z faktu, że nie ma gdzie. Wszystko było tu niespodziewanie obce. Nikogo szczególnego nie znała, nie miała kogo odwiedzić. Żadne miejsce nie pociągało jej na tyle, by się tam udać. Czas zacząć żyć od nowa... Ruszyła w dół ulicy, zerkając na mijających ją ludzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Trudne sprawy – powiedział Phil spoglądając na kolejny arkusz sądowy, który musiał skorygować. Odłożył go chwilowo na bok by przemyśleć sytuację. Jeśli więc zabije moją żonę, osądzą mnie za morderstwo. Powiem, że jestem psychiczne chory, zbadają mnie, test będzie pozytywny, tak więc morderstwo może być spowodowane nieumyślnie. Dostanę mniejszy wyrok, lecz będę ubiegał się o psychiatrię, u którego będę się leczył. Po roku stwierdzi u mnie poprawę… I tak knując kolejną intrygę, przy tym rozwiązując arkusze sądowe Phil siedział w swoim małym mieszkaniu. Spojrzał na zegarek, po czym stwierdził, że jest dość młoda godzina by pojawić się na dworze. Ubrał się i wyszedł zamykając drzwi. Mieszkanie jego mieściło się na ulicy 14. Nie przywiązywał jednak żadnej znacznej uwagi do poznania sąsiadów. Lubił spacerować innymi ulicami. Tak więc trafił na uliczkę dwudziestą. Zapalił zgrabnie papierosa i wciągając dym tytoniowy do płuc po chwili go wypuszczał wraz z oddechem. Czy jest to spokojne miejsce? – pomyślał i zagapiwszy się na pewnego starego przechodnia wpadł na jakąś osobę, lekko trącając ją ramieniem. Była to ciemnowłosa kobieta.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Krążyła po okolicy, bezwiednie pokonując kolejny raz tą samą trasę i okrążając kwartał mieszkalny. Obserwacja mijających ją ludzi  dość szybko zmieniła się w zadumę. O czym? O niczym konkretnym. O mieście. O jego mieszkańcach. O rozłożonym na warsztacie pilnym zleceniu, do którego jej wcale nie ciągnęło. Praca - zawsze dająca jej radość, pozwalająca zająć umysł i ręce, obecnie nie dawała jej ukojenia i stawała się obowiązkiem. Wiedziała, że to nie było zwykłe zniechęcenie, tylko potrzeba... zmiany? Przerwania monotonii?

Trącenie w ramię sprowadziło ją na powrót do rzeczywistości. Co jest...?! Odwróciła głowę i spojrzała spod zmarszczonych brwi na równie jak ona zamyślonego mężczyznę.

- Ja na niego wpadłam czy on na mnie? Powinnam przeprosić...? Nie była pewna. Aby jednak przełamać pierwsze lody, uśmiechnęła się. Aby można było potraktować jej uśmiech jako milczące przeprosiny.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Teraz mógł spokojnie odpowiedzieć sobie na pytanie czy to spokojne miejsce. Jasne! Jeśli tylko będziesz sam uważał, głąbie! - pomyślał i lekko sparaliżowany sytuacją zauważył palącego się papierosa który leżał na ziemi. Rzucił na to wątłym spojrzeniem, a następnie przygasił go butem. Nie dało się już uniknąć sytuacji rozmowy, kiedy to młoda, ciemnowłosa kobieta spojrzał na niego z lekkim uśmieszkiem, zaraz po tym jak odzyskała równowagę. Coś by trzeba powiedzieć... tylko co? aaa...
- Przepraszam... - rzekł niepewnym głosem, lekko zaczerwieniony na twarzy.
- Zagapiłem się na tamtego Pana... - szukał go wzrokiem i palcem, lecz nie mógł go znaleźć. Sytuacja alarmowa! Nie znalazł uzasadnionego wytłumaczenia, z powodu braku jawnego faktu. - pomyślał dość "sądowo", lecz nie był to czas na wyszukiwanie faktów.
- Mam nadzieję, że mnie nie pozwiesz... - powiedział już nieco pewniej, po czym uśmiechnął się lekko z wytrzeszczonymi oczyma w jej kierunku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Pozwę? - uśmiechnęła się szerzej, przez chwilę nie rozumiejąc o co chodzi mężczyźnie. Przez chwilę. Potem zrozumiała i głośno się roześmiała wbrew samej sobie.
- Przepraszam - wydukała między atakami śmiechu, potęgowanymi jeszcze przez mętne tłumaczenia mężczyzny i jego spłoszone spojrzenie. Uspokoiła się po chwili i uświadomiła sobie, że jej zachowanie mogło zostać odebrane opacznie, więc - wciąż uśmiechnięta - odezwała się ponownie.

- Przepraszam. Naprawdę. Nie byłam nawet pewna, które z nas na kogo wpadło. Z pewnością nie chcę pana pozywać, nie znam zresztą żadnego prawnika... A nie sądzę, by taka błahostka mogłaby któregoś z nich zainteresować. I proszę mi wybaczyć mój śmiech, ale cała sytuacja była... - uśmiechnęła się szerzej i wzruszyła ramionami - ...przekomiczna.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Ciągle się śmiała. Przecież nie powiedział żadnej śmiesznej anegdoty, komicznego żartu, czy nie pokazał zabawnej sytuacji. A może właśnie była to zabawna sytuacja? Może przesadził trochę z pozwaniem, ale... i tak patrząc na rezultat, było to trafne stwierdzenie.
Kiedy kobieta się śmiała patrzył na nią jak na młodą, tryskającą energią, kobietę. Uśmiechniętą, radosną, uradowaną i szczęśliwą. Jej śmiech był tak promieniujący i radosny, że Phil mógł go słuchać całe dnie. A w tym czasie wyglądała jak mała radosna dziewczynka.
Choć nawet nie wiedziała kto był promotorem wypadku i tak przeprosiła. Była to dziwna zagrywka z jej strony, ale Brooks'owi uśmiech nie schodził z twarzy. Wysłuchał jej uważnie, a następnie powiedział.
- Na pewno by zainteresowała... Każdy urzędnik pomógłby Pani słysząc ten cudowny śmiech. - W tym momencie sam się zaśmiał, lecz nie ironicznie.
- No cóż... troszkę zabawna, ale mam nadzieję, że nic się Pani nie stało.
Stale z przyklejonym uśmiechem stał i wpatrywał się w wesołą kobietę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Uśmiechnął się również, co ją uspokoiło. Nie był zły, nie obraził się. Mógł odburknąć coś, odwrócić się na pięcie i odejść, ale tego nie zrobił. I wyglądał sympatycznie. Jednak gdy usłyszała z jego ust słowa o "cudownym śmiechu", nieco spoważniała. Nie przywykła do takich określeń pod jej adresem. Szczerze powiedziawszy, to nie lubiła swojego śmiechu aż tak bardzo od czasu, gdy jej ojciec burknął na nią lata temu, że jej śmiech mu przeszkadza w pracy. A tutaj... "cudowny śmiech"?

Spuściła wzrok na chwilę, po czym znów wzruszyła ramionami. Ojciec nie żyje. I więcej mój śmiech mu przeszkadzał nie będzie. Spojrzała ponownie na mężczyznę.

- Zatrzymuję pana, pewnie śpieszy się pan gdzieś, panie... Przedstawiał się czy nie?

Nie widziała go chyba wcześniej. Był stąd? Przejazdem? W sprawach służbowych czy osobistych? Zaciekawił ją, bo był jedyną osobą, która - zrządzeniem losu - zwróciła na nią uwagę. Ciekawość. Czysta ciekawość - usprawiedliwiała sama siebie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Oczekiwał odpowiedzi od kobiety na jego stwierdzenie dotyczące możliwych obrażeń spowodowanych małym wypadkiem, lecz ta nie poruszyła tego tematu. Phillip odczuł więc, że powodem dla którego nie oznajmiła nic o obrażeniach, było to, iż owa kobieta jest silna i nie przywiązuje uwagi do najdrobniejszych skaleczeń,  a raczej nie informuje o tym osób z otoczenia. Porządna kobieta, ot co... - pomyślał.
Jedyne wzruszenie ramionami Brooks dostrzegł jako niewymowny znak "bez obaw, jest ze mną okej".
Znał tę miłą zagrywkę w której chodziło o zatrzymanie przy sobie nowo poznanej postaci. Tak więc wysłuchawszy kobiety, Phil pospiesznie wtrącił.
- ... Brooks. Phillip Brooks, bardzo mi miło i jeszcze raz przepraszam za wypadek.
Wyciągnął w jej stronę dłoń i czekał na jej ruch. W międzyczasie dodał.
- Jedynie spaceruje i popycham przechodniów. Nie śpieszno mi nigdzie. - powiedział to dość radosnym tonem i... znów się lekko zaśmiał.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Ciekawe hobby - odpowiedziała z uśmiechem, wyciągając również rękę i ujmując jego dłoń w nietypowym dla niej sposobie powitania. - I ciekawy sposób na zawieranie znajomości. Stella Conchita Ramirez - przedstawiła się również. - Cała przyjemność po mojej stronie. I nie ma za co przepraszać.

Stella, Stella, co się z tobą dzieje? - pomyślała. - Zachowujesz się jak jakaś pensjonarka wypuszczona z internatu... Uśmieszki i umizgi... Zaraz zaczniesz się rumienić i trzepotać rzęsami. Pobudka!

Spoważniała. Uśmiech wciąż igrał na jej ustach, ale już nie tak szeroki jak wcześniej, spoważniały również jej oczy. Nagle cała sytuacja przestała być śmieszna, a zrobiła się... wstydliwie  kłopotliwa. Uświadomiła sobie, że wciąż trzyma w uścisku dłoń mężczyzny i uwolniła się delikatnie. Jakby w zawstydzeniu splotła przed sobą dłonie, ukrywając na chwilę prawą pod lewą, mechaniczną.

- Nie wydaje mi się, żebym wcześniej widziała pana spacerującego w okolicy, Phillipie... - uświadomiła sobie, że mężczyzna patrzy na jej twarz i przestraszyła się, ze dostrzeże blizny na jej policzku. Skinęła głową w  głąb ulicy starając się, by poruszone tym ruchem włosy opadły na policzek zasłaniając go nieco bardziej.

- Mieszkam w pobliżu - dodała wyjaśniającym tonem - i prowadzę mały warsztat. Gdyby potrzebne były jakieś naprawy...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Tak... lepsze niż zbieranie kamieni czy uprawianie sportu. Nigdy się nie znudzi. - uśmiechnął się, choć po chwili uświadomił sobie, że to co powiedział nie było dość mądrym zagraniem. Uśmiech mu się troszkę skrzywił, choć za wszelką cenę nie chciał tego pokazać.
Gdy chwyciła jego dłoń, poczuł szorstkość. Umiał odróżnić uścisk kobiety pracującej, a damy. Stella należała do tej pierwszej grupy. Kiedy dziewczyna się zawstydziła puszczając dłoń Brooks'a, ten wpatrzony w jej twarz zauważył u niej lekkie draśnięcie na lewym policzku. Nie wiedział dokładnie czy to blizna, czy skaleczenie. Nie odrzuciło go to, a wręcz przekonało jeszcze bardziej, że nie jest to żadna dama, delikatna, z służbą, bo sama nic nie umie zrobić.
Stella, bowiem już poznał jej imię, w oczach Phila miała kilka cech męskich. Nie wyczuwał w niej przesadnej czułości czy wrażliwości, jak u dam.  Z pewnością należy do samodzielnych kobiet które umieją się obronić i mają w sobie iskrę szorstkości.
Teraz jednak kiedy Phillip ją poznał, cała atmosfera między nimi była dość pogodna, łagodna i... kłopotliwa.
- To fakt, na tej ulicy jeszcze nie bywałem. Teraz kiedy wpadłem na Ciebie, z pewnością te ulicę szczególnie zapamiętam. Mieszkam na ulicy czternastej, ale niespecjalnie lubię po niej chodzić. - powiedział dość szorstko, jednak mając nadzieję, że przekonywująco.
"[..] gdyby potrzebne były jakieś naprawy." - po tych słowach ucieszył się, że stawiana przez niego hipoteza, że Stella ma coś wspólnego z męskimi sprawami, jest jak najbardziej słuszna i trafiona.
Przypomniał sobie, że w domu po troszku szwankuje mu kuchnia węglowa. Tak więc rzucił bez zastanowienia.
- Mam w małym stopniu problem z kuchnią węglową... coś się zepsuło. - dość wstydliwie przyznał, a następnie walnął się palcem w czoło, dodając: - Co za głupota.... Lekko się zarumienił i spojrzał w ziemie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Nie potrafiła go odczytać. Z jednej strony rozbrajało ją jego zachowanie, z drugiej - starała się zachować dystans. Sprawiał wrażenie nieco chaotycznego, może rozkojarzonego, a jednocześnie rozbrajająco bezbronnego. Ale - Stella sama nie wiedziała co o tym sądzić. Czy taki był, czy tylko takim zachowaniem starał się rozładować sytuację po tym, jak na siebie wpadli?

- Z kuchnią...? - w pierwszej chwili nie zrozumiała, potem uśmiechnęła się ponownie. Chyba już wyczerpałaś limit uśmiechów na ten tydzień, Stello... W końcu sama mu właśnie zaproponowała swoje usługi.

- Oczywiście, chętnie się nią zajmę. Co prawda nie zwykłam znajdować nowych klientów wpadając na nich... ale zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda? Może ten sposób reklamy okaże się całkiem skuteczny - nawet siląc się na dowcip wiedziała, że wypadło to beznadziejnie. Umiejętności towarzyskie na poziomie zerowym. Brawo, Stella. Odstraszanie ludzi to twoja podstawowa umiejętność
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Kiedy Stella zapytała "z kuchnią...?" Brooks lekko się skrzywił. Wcześniejszą jej propozycję odebrał jako całkiem poważną, teraz kiedy tak zapytała, uświadomił sobie, że jej propozycja była jedynie miłym gestem z jej strony, jako poinformowanie czym się zajmuje.
Następnie zgodziła się na pomoc, na co Phil... nie widział jak zareagować. Chcąc, nie chcąc musiał brnąc w to dalej, ponieważ odejść bez słowa... to nie jego styl.
- Tak zawsze musi być ten pierwszy raz, choć nie jest głupotą pytać przechodniów czy coś im się zepsuło. - powiedział to dość szorstko. Następnie uświadomił sobie, że oboje chyba plotą jakiś bzdury. Tak więc zmieniając temat i rozluźniając atmosferę rzekł.
- Odpuśćmy sobie moją zepsutą kuchenkę, może wybierzemy się w jakieś inne miejsce?
Zaproponował nieznajomej dziewczynie, ale usprawiedliwiał się tym, iż musiał ją zaprosił, by nie stracić żadnego kontaktu i nie zachować się jak dupek i po prostu odejść. Prawdą jednak było to, że coraz bardziej Stella podobała się Brooks'owi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Stella chyba nie wiedziała co odpowiedzieć, tak więc Brooks uznał za konieczność szybko odwrócić się na pięcie i pójść. Tak więc i to zrobił.

zt
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Wspierała się o ceglany budynek za sobą, przebierając palcami, wystukując sobie znany rytm o swoje udo. Nie wiedziała, co zrobić z rękoma. Brakowało jej tego nawyku, zapalenia papierosa. Stukała też nerwowo podeszwą buta o ziemię, obserwując mijających ją ludzi. Wzrok utkwiła na obcej sobie kobiecie, lustrując ją uważnie od stóp po głowę. Uśmiechnęła się ironicznie pod nosem, podchodząc do niej.
— Palisz, moja droga? — zaczęła od razu bezpośrednio.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
---> z burdelu

Laura jak zwykle szła dumnie z podniesioną głową, w swojej czarnej dość opiętej sukience. Laura jak na właścicielkę burdelu czuła się niemal jak elita tego miasta, no cóż prawie a to robiło różnice. Och że nie pomyślała by wpaść na otwarcie Confiteronu.
Jej dumny chód przerwał kobiecy głos, nawet miły, wiadomo kobieta lubiła otaczać się  nimi, nie od dziś wiadomo że darzyła niemal każdą kobietę sympatią. Uśmiechnęła się uroczo jak przystało na byłą dziwkę a obecnie burdelmamę. Omiotła kobietę spojrzeniem.
- Proponujesz? Czy chcesz się poczęstować? - zapytała grzecznie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Uśmiechnęła się znów kątem ust, dotrzymując kobiecie kroku. Spojrzała przed siebie, śmiejąc się krótko, w dość swawolny, nawet można powiedzieć przekonujący sposób.
— Proponuję? Nie, skąd. Aż tak miła dzisiaj nie będę. Żeruję. — przechyliła głowę na bok, wpatrując się bezpośrednio w tęczówki oczu kobiety. Przez chwilę w jej własnych czaił się jakiś błysk, ale zaraz potem zgasł, zanim dało się go odczytać.
— … na śmietance towarzyskiej tego miasta. Zwykle nie działa, ale nie stoi mi to na przeszkodzie, żeby dalej próbować. Więc? — posłała jej kolejny, zachęcający, trochę może zbyt bezczelny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
Aż się roześmiała Laura.
- Nie jestem śmietanką towarzyską tego miasta... niestety - mówiąc to wyciągnęła papierosy z torebki wysuwając z niech kilka sztuk.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? Jestem gdzieś brudna na twarzy trochę się zmieszała tym spojrzeniem, a może to udawane zmieszanie.
- Czekasz tu na kogoś? Och przepraszam Laura jestem - wyciągnęła dłoń do kobiety.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Odebrała od niej papierosa, zapalając go i miała już chować zapalniczkę, ale jednak wyciągnęła ją w kierunku kobiety, proponując ogień. Utkwiła na ten moment wzrok na jej tęczówkach, nim zaciągnęła się papierosem niemal z ulgą. Tak, za długo już nie miała go w ustach.
— Nie wierzę — rzuciła wprost, wcale nie chcąc się o to kłócić, ale wyrażając jawnie swoje zdanie — wygląd zdaje się temu przeczyć. — wypuściła dym przez usta na bok, wracając spojrzeniem do kobiety.
— Nie. Nie jesteś. Jesteś idealna — rzuciła bez krępacji całkiem szczerze, nie czując powodu, dla którego miałaby zataić taką informację. Otrzepała papierosa, unosząc kącik ust lekko ku górze, nie spuszczając wzroku ze swojej nowej znajomej — Czy czekam? Nawet jeśli tak było, już nie.
Zaciągnęła się dymem i przeniosła papierosa do drugiej dłoni, prawą podając kobiecie.
— Cheri. Dziwne. Nie widziałam Cię tu wcześniej. A powinnam była zapamiętać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
Oczywiście że skorzystała z ognia, a jak się później okazało nawet ten papieros był dobrą inwestycją chociażby dla tych kilku komplementów z ust kobiety. To było budujące. Gdyby Laura nie była Laurą zapewne nawet mogła by się zawstydzić i to dość mocno.
- Widzisz... - spuściła głowę wbijając wzrok w betonowy chodnik - ... nawet jeśli bym chciała raczej to nie możliwe, musiała bym chyba zmienić twarz, nazwisko i swoje hobby.
Rzuciła trochę tajemniczo.
- Tylko widzisz jest mały problem, ja lubię to co robię i trochę mi szkoda tego co mam - spojrzała po sobie dając do zrozumienia nowej znajomej że mówi o swoim ciele.
- Może to właśnie ten dzień w którym mnie zapamiętasz... masz ochotę na drinka... ja stawiam... - w końcu za te komplementy należało się.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
— A jakie jest Twoje hobby? — spytała znów otrzepując papierosa i opuściła dłoń, dając mu się przez moment swobodnie tlić. Cierpliwie oczekiwała odpowiedzi, wpatrując się w tą twarz, w której nie widziała niczego, co wymagałoby zmian. Wzrok spuściła na jej ciało, mimowolnie, kierując się spojrzeniem za jej.
— Trochę szkoda? — powtórzyła za nią — Nie wątpię — dodała dobrze rozumiejąc aluzję. Pokręciła lekko głową, trochę rozbawiona i wróciła do palenia papierosa, spoglądając gdzieś na bok, na ulicę. Lekko zmrużyła oczy, słysząc słowa kobiety, ale może dlatego, ze akurat zaciągała się z przyjemnością papierosem, kiedy usłyszała jej propozycję.
— Dlaczego nie — dokładnie w tym momencie wypaliła papierosa, rzuciła go na ziemię i przydeptała butem, dopiero teraz znów skrzyżowała z nią spojrzenie — Kieruj, Lauro — mruknęła jakby bardzo dobrze nie znała drogi do najbliższego punktu, w którym można się napić mocnego trunku.
— Długo robisz... to co robisz? — spytała idąc już obok niej w znanym sobie bardzo dobrze kierunku; utrzymała ten tajemniczy ton, póki kobieta nie zdradziła jej jeszcze swojej profesji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 330
avatar
Laura Leviani
- Moje hobby to mój interes który prowadzę od kilku lat... - rzuciła odpowiadając zgodnie z prawdą.
- Wiedz chodźmy... - ruszyła w sobie znanym celu, zapewne zaraz się dowie, gdzie idą Morgan był dobrym wyborem.
Dopaliła papierosa by po chwili wyrzucić jego resztki na ulicę.
- Czy długo? - zamyśliła się - kilka może kilkanaście lat... sama nie wiem - wzruszyła ramionami, zaczynała jako nastolatka pod okiem swojego prominenta by potem przejąć jego interes. Nikt nie pytał jak...
Gdy dotarły przed pub Laura się zatrzymała, chwilę obserwując dziewczynę jakby zastanawiać się czy jej powiedzieć. Nie miała powodów też by kłamać.
- Różowa Koronka należy do mnie moja droga - powiedziała nieco ciszej. Jednak w głosie dało słyszeć się dumę nie wstyd.
- To co wchodzimy - wskazała na drzwi - możesz zrezygnować jeśli chcesz.

---> http://miasto.forumpl.net/t54p240-pub-kapitan-morgan#10643
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Dzisiejszy dzień może i nie był gorszy od poprzedniego, ale to prawdopodobnie tylko dlatego, że tamten aspirował do pobicia wszystkich rekordów pod tym względem. Christopher właśnie wracał ze szkoły, bardziej zmęczony niż zwykle. Dzieciaki, które od lat bezskutecznie próbował czegoś nauczyć, dzisiaj wydawały się być jeszcze bardziej odporne na wiedzę niż zwykle... Ponadto, pomimo najszczerszych chęci, nie udało mu się zaprosić Susan na kolację. Owszem, rozmawiali raz podczas przerwy, kobieta jednak była odporna na wszelkie aluzje, a kiedy mimochodem wspomniał o przypadkowym spotkaniu z Jamesem - khm, znaczy się Deanem - jego szanse na wieczorne spotkanie zmalały do zera. Susan sprawiała wrażenie absolutnie zauroczonej tym chłystkiem i nie docierały do niej żadne rozsądne argumenty, co więcej kazała Christopherowi koniecznie go pozdrowić i przekazać, że czeka na następne spotkanie. Mniej więcej w tym momencie Chris skapitulował.
Poniekąd też dlatego szedł teraz niespiesznie uliczką, zamiast wziąć i wynająć powóz. Oczywiście, że byłoby szybciej i właśnie dlatego zrezygnował z tego pomysłu. Miał pełną świadomość tego, jak bardzo infantylne jest to zachowanie, niemniej jednak podświadomie pragnął jak najbardziej odsunąć w czasie konieczność spotkania z Jamesem, nawet jeśli łączyło się to także z nadprogramowymi spacerami i brakiem własnego automobilu.
Szedł więc niespiesznie, z jedną ręką wbitą w kieszeń, leniwie popatrując na mijane witryny sklepowe i pozwalając myślom błądzić z nadzieją, że ten dzień może jeszcze okazać się przyjemny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
<--- Jarmark

Na szczęście Clementina zwiała z tłumnego placu, gdzie omal nie została wydana w ręce policji. Jeszcze by tego brakowało! Wiele razy była o krok od trafienia w łapska władzy, ale jeszcze nigdy nie miała do czynienia z tak upierdliwym jegomościem! Dobrze, że pokazała mu gdzie raki zimują i zapamiętała tę gębę, którą teraz będzie omijać szerokim łukiem. Tym bardziej, gdy po otwarciu dłoni i przeliczeniu zdobyczy, okazało się jak mała ona była. A tylko biedna Clementina musiała się nabiegać. Prawie zadyszki dostała!
Przeszła w końcu na ulicę dwudziestą i wcisnęła drobniaki do kieszeni. Szła niespiesznie, zastanawiając się co teraz robić, gdy dostrzegła przed sobą mężczyznę, idącego w jej kierunku. I może nie powinna kusić już dziś losu, ale nie mogła się powstrzymać.
Wbiła spojrzenie w bruk, udając wielkie zamyślenie i przyspieszyła nieco kroku. Wszystko po to, by mijając mężczyznę, zderzyć się z nim bokiem i wsunąć dłoń w kieszeń, nie blokowaną przez jego rękę. Ojej! Trzeba jeszcze udać sierotkę, niewinną i spokojną.
- Oh najmocniej pana przepraszam! Zagapiłam się!
Uśmiechnęła się, wpatrując w oczy nieznajomego. Może go zahipnotyzują? Kto wie, kto wie!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Uliczka Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 22Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 12 ... 22  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-