IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21, 22  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


To chyba jedyna zielona ulica w NeoZigguracie, a wszystko za sprawą posadzonych wzdłuż drzewek oliwnych, które jakimś cudem przetrwały ciężki, półpustynny klimat miasta. Ciągnie się wzdłuż granicy między Centrum a Drugą strefą. Na parterach wysokich kamienic znajdują się różne sklepy i lokale usługowe, o nieco lepszej opinii niż te bardziej na północ.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Gdy zaczęła go okładać pięściami przytulił ją mocno do siebie coraz mocniej. Za każdym jej uderzeniem miał coraz większą świadomość tego co się właśnie stało. Miała rację, miała cholerną rację. Zawiódł ją. Zawiódł po raz kolejny to tak jak by zawiódł samego Chrisa. Teraz do niego to dotarło, nie próbował jej uciszać, tłumaczyć, wszystko było jasne.
To przytulanie miało swoje konsekwencje. Przy dziewczynie i Lambie stanęło dwóch funkcjonariuszy.
- Musimy ją zabrać... - rzucił jeden z nich, bardziej mrukowaty i szarpnął ją za ramię ciągnąc w swoją stronę.
- Pójdziesz z nami młoda damo - mruknął - a pan do szpitala.
Tym sposobem Kendra trafiła na posterunek Lamb do szpitala.

ZT
Kendra ---> Posterunek
Lamb ---> Szpital
Walker ---> Kostnica
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 213
avatar
Matthew Feather
Co robił Matt przez ostatnie dni?
Cholera wie. Chodził sobie po mieście, odwiedził kilka razy teatr. Jak zawsze nienagannie ubrany, nawet mordę ogolił, włosy przyciął. Nikt na pierwszy rzut oka nie rozpozna w nim mieszkańca slumsów. Na drugi zresztą też nie.
Burza piaskowa na całe szczęście oszczędziła jego kamieniczkę, która nadal jakoś się trzymała. Niestety nie można tego powiedzieć o wielu innych domach w Trzeciej Strefie. Westchnął ciężko nad losem biednych ludzi. Tia, płatny morderca martwi się o bezdomnych. Jak wielkodusznie.
Nawet teraz, w kieszeni ciemnego płaszcza, miał przy sobie rewolwer. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Poza tym, na głowie nosił mały, czarny kapelusz. Dżentelmen pierwsza klasa. Nawet wódą od niego nie jechało! Przebija już wielu obywateli Drugiej Strefy pod względem kultury i obycia, ot co! A jednak nadal w slumsach siedzi.
Szedł powoli chodnikiem, zadając sobie pytanie; dokąd własciwie zmierza?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
/Znikąd i donikąd!

Dokąd zmierzamy? Gdzie wiedzie droga? Isleen wracała z pracy. Właściwie, jechała taksówką do domu, bo kopalnia znajdowała się daleko na obrzeżach, a ona akurat musiała się tam stawić na polecenie Blacka. Wszystko pięknie, ładnie, ale coś się musiało stać i taksówkarz, zainteresowany na wpół usterką, na wpół zapłatą za przebytą drogę, wydzierał się właśnie na panienkę Callahan, coby mu pieniądze oddała. Za pełną podróż! Niedaleko musiał Matthew przechodzić, bo Isleen podniosła głowę i pokręciła nią z oburzeniem sięgając do torebki. Wyciągnęła banknot do kierowcy taksówki. Wygramoliła się i... och, złamał jej się obcas.
- No chyba sobie żartujecie!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 213
avatar
Matthew Feather
Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" Chyba był taki obraz, ale to w zupełnie innym uniwersum.
Szedł tak sobie szedł, głęboko zadumany i z początku bynajmniej nie zwrócił uwagę na taksówkę, stojącą tuż obok. Ani na kierowcę, który na kogoś sie wydzierał. Dzień jak co dzień, nieprawdaż? Uroki miasta.
Uśmiechnął się pod nosem, mijając tą scenkę, gdy posłyszał... jak mu się wydawało, znajomy głos.
Zatrzymał się, obrócił, spojrzał na kobietę. Chyba ją skądś kojarzył. Choć nie mógł sobie, ni cholerę przypomnieć skąd. A towarzyski raczej nie był, tym bardziej wydało mu się to interesujące...
Zdobył się na niesamowicie szlachetny gest i zbliżył się do damy w opresji.
- Cóż się stało? - zapytał sir Matthew, nadal zastanawiając się nad tym, kim ona właściwie jest. - Mogę jakoś pomóc?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Otrzepała płaszcz spoglądając raz jeszcze za siebie, na tego bęcwała z taksówki. Wdech i wydech. Tylko spokojnie! Co zrobić, że temperament wszystkie Callahanki miały taki sam, ale nerwy różne? Była bliższa Isabeli w tym momencie, bo zastanawiała się czy nie wsadzić kierowcy tego obcasa w rzyć.
Gramoląc się ze ściągnięciem butów usłyszała jakiś głos. Odwróciła się na mężczyznę, który oferował swoją pomoc. Uroczo.
- Właśnie zepsuła mi się taksówka i złamał obcas. - fuknęła, chyba bardziej sama do siebie. - Jest pan w stanie coś na to zaradzić?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 213
avatar
Matthew Feather
W rzyć? No proszę. Myśli szlachetnego pana autora od razu uleciały gdzieś w stronę sagi i wjeśka.
Matt spoglądał na kobietę walczącą z butami i marszczył brwi, nadal zachodząc w głowę kim ona do diabła jest?
Zleceniodawcą raczej nie, raz że rzadko widywał się z nimi twarzą w twarz, dwa że... cóż, nie wyglądała na kogoś kto mógłby korzystać z usług płatnego zabójcy.
Sam się sobie dziwił, że siedzi w takim a nie innym zawodzie. I że go nawet lubi. Ciekawe.
- Cóż, niestety nie jestem szewcem, ni mechanikiem... - odparł, przerywając w połowie zdania by zastanowić się nad tym co jeszcze powiedzieć. - ...ale mogę zaoferować swoje profesjonalne usługi i odprowadzić panienkę do domu... Gwarancja, pff, jakości. - uśmiechnał się lekko.
Czy on naprawdę robił to tylko po to, by wreszcie sobie przypomnieć skąd ją zna?
Pewnie tak, inaczej ni cholerę nie zaczepiał by kogoś na ulicy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Wieczór już nadchodził, taksówka zepsuta, tutaj nigdzie nie uświadczysz pomocy na czterech kółkach. Isleen zaczęła się panu Featherowi przypatrywać. Bardzo prawdopodobne, że to jakiś zboczeniec jest. Ale to to ona się nachylała jak jakaś ostatnia szmata do złamanego obcasa.
- Nie będzie to kolidować z pańskimi planami? - zapytała. W sumie mieszkała jakieś dziesięć minut spacerkiem stąd. Ściągnęła buty przekładając je sobie w jedną rękę.
I pewnie sobie razem gdzieś poszli. Matthew odprowadził Isleen do jej mieszkania, a ona wdzięczna, zdradziła mu swoje imię z nazwiskiem. Odwzajemnił to swoimi danymi osobowymi i tak się rozstali.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
/Początek

Valmount wracała z Black Paradise, dość późnym wieczorem, motor zostawiła pod klubem, bo przed wyjściem James namówił ją na dwa drinki na zapleczu. Weszła w wąską uliczkę, chcąc szybciej przelecieć między drugą strefą, a slumsami.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Ze swojej zmiany jako szemrani kurierzy wracało też kilku mężczyzn. Sylvię kojarzyli, gdzieś ją widzieli, coś im świtało.. Póki nie doszli do tego, że coś za często przebywa w Centrum, bo stamtąd zwykle wraca. No i czy to nie ona była widziana z tym..jak mu tam.. jakimś murzynem? Psem!
Naradzili się cichaczem i zastąpili Sylvii drogę.
- E, lala. Ładnie się tak z psami puszczać? - zapytał na wstępie jeden z nich.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Valmount wyprostowała się odruchowo, kiedy paru typów zastąpiło jej drogę. Popatrzyła się po nich spokojnie i równie luzacko wsadziła dłonie do kieszeni.
- Te, koleś, ja ci do łóżka nie zaglądam. Czego chcecie? - popatrzyła się po tych typkach. Jak to Jasper powiedział? Trzech na jednego to banda łysego? Chyba znowu się to sprawdzało.
O maszyno, nienawidziła takich wieczorów, jeszcze nie miała ze sobą broni, bo nie nosiła jej non stop.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Z innymi też się puszczasz, co? Sprzedajesz się? - splunął jej pod nogi, kiedy koledzy okrążali Sylvię. Żeby nie zwiała.
- Informacje też im sprzedajesz? Za ochronę? Czy tak się lubisz dupczyc z tym czarnuchem? - zblizył się trochę. Ci z tyłu też.
W końcu złapali ją za ręce, korzystając z chwili nieuwagi, bo oczu dookoła głowy mieć nie mogła, a ten stojący przed nią kopnął ją w żołądek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Ani trochę jej się to kurwa nie podobało. Trzeba było iść główną ulicą, a nie bocznymi. Powinna się tego wyuczyc, ale nie.
-Chuj ci do tego. - odpowiedziała wkurwiona. Dla kogo pracowali? Wątpiła żeby dla Joachima. W ogóle to gdzie chłopaki Pearsona? Mógłby się tutaj jeden gdzieś szwędać. Ale szczęściarą nigdy nie była, więc liczyć na cud nie mogła.
Oczywiście od razu próbowała się wyrwać, kiedy złapano ją za ręce, ale kopnięcie w brzuch pozbawiło ją na chwile oddechu. Na następny będzie przygotowana. Zresztą facet nie lał mocniej od Silvera.
- Dla kogo pracujesz, co? Bardzo męskie, w kilku chłopa złapać jedną kobietę. Kumple na bank będą wam gratulować takiej akcji. - solunęła mu przed stopy. Kutas jeden, niech no podejdzie bliżej.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Ooo.. będą, na pewno - wyszczerzył się do Sylvii. Drugi raz nie podejdzie.
- Weźcie ją na kolana, bo mi zęby gotowa powybijać, suka, a nowe żem wstawił - charknął i poczekał, gdy jego koledzy kopnęli pannę Valmount w wewnętrzne części kolan i ściągnęli ją na kolana. Facet z przodu znów się zbliżył i tym razem kopnął ją w twarz, a potem brzuch, by zwinęła się z bólu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Próbowała się wyrwać, ale na daremno. Krzyknęła krótko, kiedy jeden z drugim ją konpnął i uderzyła kolanami o ziemię.
Poczuła jak krew zalewa jej twarz.Skurwiel złamał jej nos? Wypluła ślinę z krwią. Spróbowała wyrwać jedną rękę , żeby sięgnąć do noża, zapiętego do paska i przejechać nim po nogach, tego który ją lał.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Kostki na wyrwanie się
2k6 + reakcja > 23
Jeśli Ci się uda, kostki na wyciągnięcie noża,
2k6 + reakcja + kondycja > 53
Udaje Ci się go wyciągnąć i przejechać po piszczelach jednemu z napastników.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
21

Sylvi niestety nie udało sie wyrwać i była skazana na tę bandę debili. W dodatku zdała sobie sprawę, że jeżeli wierzyć George'owi z BP to jest to uliczka na której zginął Tony. Uroczo.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
A panowie przestali się bawić, bo po prostu zaczęli kopać Sylvię i jedyne, co jej pozostało to skulić się i mieć nadzieję, że przeczeka. Gdy kobieta straciła przytomność zabrali jej jeszcze 15K, które miała przy sobie i uciekli.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Rzucona na ziemię zakryła jedynie łokciami twarz, kuląc się pod wpływem uderzeń. Nawet nie zorientowała się, że buchnęli jej kasę. Zamroczona leżała tak kilka minut nim nie dźwignęła się na łokciach. Wszystko ja bolało. Przesunęła się do ściany budynku i oparla się o nią plecami. Spodnie na kolanach miała zdarte, trochę pokrwawione. Tak samo łokcie i twarz. Możliwe ze miała nos złamany o pierwszego uderzenia.
- Jebany... - mruknęła do siebie. Chwilę odpocznie i pójdzie do domu. Jak tylko przejdą jej te mroczne przed oczami.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
/ początek

Joel szedł wąską uliczką skracając sobie drogę ze slumsów do drugiej strefy. Miał w drugiej strefie interes do załatwienia, którego najprostsze rozwiązanie było najzwyczajniej w świecie krwawe. Można było to nazwać swojego rodzaju sprzątaniem. Ku swojemu zaskoczeniu zauważył kobietę opartą plecami o ścianę. Dopiero po chwili rozpoznał w niej Sylvię. Zawahał się przez moment ale jednak do niej podszedł i przyklęknął na jedno kolano.
- Kto Ci to zrobił?
Zapytał wprost i nie silił się na okazanie troski, troski której zresztą nie odczuwał na tyle aby nią obdzielać innych.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Podniosła głowę słysząc znajomy głos, którego jednakże dawno nie miała okazji usłyszeć.
- O, Miller, jak ja dawno nie widziałam twojej gęby. - uśmiechnęła się krzywo. Przetarła twarz z krwi, z cichym syknięciem, bo nos bolał ją cholernie.
- Nie wiem, jakaś banda debili.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Jej twarz wyglądała okropnie. Można powiedzieć że było w tym jakieś odwzorowanie jego brzydkich emocji.
- Zapomniałaś dodać że parszywej gęby.
Puścił koło uszu uwagę o tym, że dawno jej nie widziała. Dużo czasu minęło od ostatniego spotkania to fakt.
- Cóż, mieli szczęście że nie było mnie tu wcześniej. - Podał jej rękę. - Możesz wstać?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Okropnie? Niech popatrzy w lustro.
-Fakt, mógłbyś zjawić się łaskawie pięć minut wcześniej. - odparła mu z krzywym uśmiechem. Wyciągnęła rękę i złapała go za przegub, by z pomocą poddźwignąć się na nogi. Jednocześnie coś zakuło ją w boku, gdzie zaraz dotknęła ręką. Jebaniec złamał jej żebro? I może jeszcze miała do szpitala polecieć?
- Ja pierdolę... - mruknęła chyba sama do siebie, konkretnie wkurwiona cała sytuacja. Lecz nigdy nie była babą, która będzie się nad sobą użalać. Znała konsekwencje swoich życiowych decyzji.
- Co ty robisz w drugiej? Toć pół schroniska chce cię przymknąć.
Z jej strony to tez nie była do końca troska - choć na pewno byłoby jej przykro gdyby na szyi Joela zawisł sznur konopny - ale też ochrona własnej dupy. Wolałaby nie być widziana z poszukiwanym Millerem w drugiej strefie, parę przecznic od psiarni.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Miał jej powiedzieć żeby nie jęczała jak baba... ale była babą więc ugryzł się w język. Poza tym znał już trochę prawidła porywistej krwi Valmountów i chciał sobie oszczędzić zbędnych miauczeń.
- Śpię w ich własnej budzie. - Odparł krótko. - I sram im prosto na twarz. Miałem do załatwienia pewne sprawy w drugiej ale skoro znalazłem pobitą Kotkę to nie wypadało zostawić w potrzebie.
Chwilę milczał, przyglądając się jej badawczo.
- A skąd ty idziesz i dokąd zmierzasz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Podtrzymywała sobie bok dłonią, nie spuszczając spojrzenia z Millera. Może i żyła z nim na neutralnych warunkach, ale w tym świecie to nigdy nic nie wiadomo.
- Jeszcze raz użyjesz słowa Kotka to nawet w tym stanie ci wpierdole.-odpowiedziała z lekkim rozbawieniem.
- Daj spokój, doleze do domu. Załatw co musisz. - machnęła ręką. Nie umierała. A Miller będzie ostatnią osobą, która będzie się bawić w rycerza na stalowym rumaku, czy coś.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Nie odpowiedziała mu na pytanie, nie musiała zresztą bo nie miał w tej odpowiedzi żadnego interesu. Uśmiechnął się, nieznacznie ale jednak.
- Oczywiście że doleziesz... Kotku.
Drażnił się ale szczerze wątpił żeby go zaatakowała. W jej stanie przeciwko niemu byłoby to nierozsądne a w takich stanach widywał ją tak niezwykle rzadko, że bez obaw mógł sobie pozwolić na wkurwianie Sylvii. Zresztą Matta też uwielbiał wkurwiać.
- Musimy porozmawiać. O interesach.
Jego spojrzenie stało się ponownie badawcze.
- O ewentualnej współpracy lub nie wchodzeniu sobie w drogę.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Uliczka Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 19 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21, 22  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-