IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21, 22  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


To chyba jedyna zielona ulica w NeoZigguracie, a wszystko za sprawą posadzonych wzdłuż drzewek oliwnych, które jakimś cudem przetrwały ciężki, półpustynny klimat miasta. Ciągnie się wzdłuż granicy między Centrum a Drugą strefą. Na parterach wysokich kamienic znajdują się różne sklepy i lokale usługowe, o nieco lepszej opinii niż te bardziej na północ.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Popatrzyła się na niego jak na dupka, którym w gruncie rzeczy był, a i tak był to najlżejszy przymiotnik go opisujący. W tym spojrzeniu było jednak trochę z serdeczności, pewno przez wzgląd na jakieś stare czasy.
- To jak masz czas to zapraszam na piwo. Pogadamy.
Zaczęła iść w kierunku wyjścia z uliczki, gdzie wpadała w kolejną. Lekko kulała, ale to nic. Wrodzona upartosc i tak kazała jej iść z podniesioną głową.
Interesy. Ostatnio jak ktokolwiek ma do niej jakiś interes to umiera. Tylko czarnuchy Rob i Nathan dychają. Czarna moc przetrwania, czy co.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
- Spotkajmy się u Matta.
Joel nie zamierzał umierać a nawet wręcz przeciwnie - zamierzał uśmiercać. Miał jeszcze za dużo do zrobienia: córkę do odzyskania, interes z pejotlami do rozkręcenia i zemstę do dokonania na kilku skurwielach, który zrobili z niego bestię. Dla niego było zdecydowanie za wcześnie na umieranie. Dla Sylvii też, w końcu jakby nie patrzeć miała sporą rolę do odegrania w interesie pejotli jeśli okaże się tą osobą, której tak bardzo potrzebował.
- Z oczywistych względów już nie mogę wpaść ani do Morgana ani nigdzie indziej. - Dokończył zaczętą wypowiedź. - Porozmawiamy na miejscu.
Po czym Joel odwrócił się i ruszył z powrotem w kierunku slumsów.

zt---> Mieszkanie Matta
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Kiwnęła głową.
- Niech będzie.
Dawno swojego kochanego braciszka nie widziała. Przynajmniej się do czegoś przyda. Miała nadzieję, że miał jakąkolwiek apteczkę. Skierowała się do jego mieszkania, powoli, ale dawała radę.

----> mieszkania Matta
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
/po Grantowce

Elegancko ubrany dr Grant, wysiadł a raczej wytoczył się z taksówki, w celu dotarcia do swojego dawnego mieszkania, by wybłagać u Victora nocleg. Był jednak jeden problem. Nie był pijany. Był wręcz napierdolony jak Messerschmit, nie miał pojęcia gdzie jest, po co, dlaczego. Poszedł w zupełnie innym kierunku niż trzeba. Pora była pozna, wiec nikogo póki co po drodze nie spotkał. Mógł się więc zataczać do woli i iść przed siebie, byle dalej od własnego apartamentu
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
/początek

Naina źle sypiała. Siedziała więc teraz przy oknie i wpatrywała się w puste ulice. Puste.. do czasu. Zmarszczyła brwi obserwując zataczającego się mężczyznę. Fuj, jak moża się doprowadzić do takiego... To Josh?! Aż się podniosła i wbiła czoło w szybę. To Josh! Zerwała się z krzesła i zbiegła na dół, na ulicę.
- Josh? - podbiegła do niego i zatrzymała, miejmy nadzieję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Zatrzymać go jakoś szalenie trudno nie było, bo wyznawal obecnie zasadę - ciało puszczone raz, puszcza się cały czas. Szedł wiec, że tak powiem siłą rozbiegu i wystarczyło mu zagrodzić drogę.
Ta ostatnia szklanka była kroplą przelewającą czarę, wiec protetyk było stanie się teraz rozebrać tudzież porzygać na środku ulicy
-Naina..- zamrugał nerwowo a potem uśmiechnął sie szeroko - Nainaaaaaaaa! —ucieszył się wyraźnie i wyściskał ją, na moment pozbawiając ją tchu. - Ale śje ciesze, ze cie widzem - wybelkotal wciąż na niej wisząc i zmuszając do wdychania mieszanki woni tytoniu z alkoholem i faszerowaną papryką
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Josh.. - jęknęła pod jego ciężarem.
- Ile wypiłeś? - zapytała, ale pewnie nie dostanie sensownej odpowiedzi - Gdzie idziesz? - dodała drugie pytanie zaraz, bo się nad tym zastanawiała. - Co tu robisz w nocy? - pewnie nie ogarnie takiej ilosci pytań na raz, ale trudno.
- Chodź.. odpoczniesz u mnie.. - postanowiła i chciała go ruszyć w odpowiednim kierunku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Na święte zębatki, ile pytań ! To było za dużo, jak dla niego.
- Nie wiem - wybełkotał, odpowiadając tym samym na wszystkie pytania.
I dał się poprowadzić, co było trudne, bo plątały mu się nogi.
- Dobrze ze cie nie było - wtulil nos w jej szyję, mając jakaś dziką ochotę na... Drinka. - Dopiero wyszła ode mnie polisja..
Czknął
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Policja? - spojrzała na niego, na ile się dało, bo wisiał i ciażył jej niemiłosiernie. Udało jej się kierować w strone klatki schodowej, miała nadzieję, że nikt ich nie widzi.
- Chodź po schodach, drugie piętro. Dasz radę? - zapytała, obawiając się, ze to może być trudne. Nawet bardzo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Szło to bardzo mozolnie, ale był jakiś progress. Generalnie było chujowo, ale stabilnie.
- No... - musieli przystanąć na moment, bo Grant wbrew pozorom był dość ciężki - ...dosssstałem przesyłkę. Z ludzką głową. Wiktorii konkretnie - czknął znowu. Najwyraźniej był tak zalany, że to do niego nie docierało i przedstawiał to jako fakt, równy temu, że jutro będzie gorąco i parno.
- Więts w zasadzie dobsz, że nie zostałaś.... - ale za to nosił spinki of niej! - Ej...ej Najna... znów wtulił nos w jej szyję, usta też były jej całkiem blisko. -Choźmy do Ciebie..
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Naina już się zmęczyła. Przystanęła i poprawiłą go sobie, jedną ręką go obejmując.
- Jak.. co.. - nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Tak, idziemy do mnie - westchnęła lekko - tylko współpracuj, proszę.. - dodała i ruszyli dalej. Nie mówiła nic o Wiki, bo nie miała ppojecia co. Może lepiej, żeby Josh o tym nie myślał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 3941
avatar
dr Joshua Grant
Trwało to dość długo, bo w międzyczasie musieli zrobić jeszcze jedną przerwę a do tego Grant podjął wykład z niewidzialną widownią, na temat wyższości protezy Ultima nad innymi. W końcu jednak udało się Nainie wepchnąć protetyka do jej mieszkania.
- Ej. To nje jest twoje mieszkanie- zdziwił się, ale był w fazie "mam wyjebane, będzie mi dane", więc się w to nie wgłębiał.
- Najna... - zaśmiał się cicho. W głowie mu się kręciło, ledwo stał na nogach. Wciąż uwieszony jej, z nosem przy jej szyi, wdychał delikatny, dyskretny zapach perfum. - Jakie masz palniki ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Nie, kupiłam nowe - odpowiedziała, chociaż nie sądziła by zrozumiał co do niego mówi, na pewno nie w pełni.
- Co? - odsuneła go od siebie, łaskotał ją tym okropnym alkoholowym oddechem.
- Musisz się połozyć.. - zadecydowała - Chodź - pewnie znów go mocniej złapała w pół i zaczęła holować w stronę sypialni. Ona prześpi się na kanapie, albo u Kendry. Albo wcale nie zaśnie, co było bardzo prawdopodobne.
- Musisz się przespać, Josh - starała się mu to wytłumaczyć w prostych słowach, duzymi literami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
<---- Restauracja

Spacer nie przeszkadzał Hazel, w zasadzie to lubiła się przechadzać. Choć zazwyczaj przechadzała się między budynkami zrujnowanej dzielnicy. Destrukcja i nieuchronność śmierci przypominały jej o prawach natury, a to koiło zmysły. W każdym razie - spacer był jej nawet na rękę. Mógł jednak okazać się bardzo długi, skoro przemieszczali się z Centrum do Drugiej Strefy. Czyżby Faust aż tak bardzo cenił sobie jej towarzystwo? Pochlebne.
- Eksperymenty neurologiczne. - odpowiedziała na pytanie Fausta. Nie, nie czuła się zawstydzona. - Przeprowadzałam w młodości, wraz z innymi młodymi naukowcami, doświadczenia dotyczące wpływu prądu na organizm ludzki. Źle ustawiliśmy natężenie i zbyt duża ilość woltów trochę mnie... hmm... popieściła. - uśmiechnęła się kącikiem ust. Uniosła do góry dłoń, obróciła ją wokół własnej osi. - Pozostawiając po sobie całkiem interesującą pamiątkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Już myślał że robiła za królika doświadczalnego… Lampka w głowie Fausta nie gasła.
- Zaiste interesujące – spojrzał na dłoń – na pewno oryginalne, nie jeden by sporo zapłacił za tak oryginalny wzór – kącik ust drgnął nieznacznie do góry. Znowu nie wiadomo czy to uśmiech czy tylko tik.
Założył ręce za plecy splatając palce ze sobą.
Nawet nie wiedział że w takich uliczkach może być tak zielono. Tak to wynik tego iż rzadko poruszał się pieszo. Gdy to robił było to wieki temu w slumsach, ale tam raczej zieleni nie dostrzeżesz. Szary jest kolorem dominującym.
- Nauka wymaga poświęceń więc chyba rozumiem – rzucił idąc wolnym krokiem i przyglądając się bujnej roślinności.
Nigdzie mu się nie spieszyło. Dzisiejszy wieczór poświęcił dla kobiety która szła koło niego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- Uhm. - przytaknęła, a potem wyciągnęła dłoń w stronę Fausta. - Ma nawet ledwo wyczuwalną fakturę.
Wyciągnięta dłoń chyba oznaczała, że Thorsten może to sprawdzić własnym zmysłem dotyku. W działaniach Hazel nie było żadnej kokieterii. Po prostu teraz - oprócz zbierania własnego wachlarza informacji - dawała swojemu towarzyszowi szansę na zebranie danych na jej temat.
- A pan się poświęca? - zapytała takim tonem, jakby dawała do zrozumienia, że słowo "poświęcać się" jest tu nie na miejscu. Sama Hazel nigdy go nie używała. - Nie traktuję takich wypadków jako poświęcenie. W poświęceniu jest jakiś tragizm i niepotrzebna mistyka. Ja po prostu płacę cenę za informacje. Konkretny, jasny układ.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Spojrzał tylko na dłoń, czy ona mu pozwoliła jej dotknąć. Nie to ze się brzydził czy coś w tym stylu. Może kiedyś.
- Wierzę - rzucił nie wyciągając swojej dłoni ani na centymetr. Jednak to co budował cały wieczór mogło runąć. Dlatego po chwili sięgną jej dłoń delikatnie przesuwając po strukturze blizn. Co za to mogła poczuć kobieta? Szorstką dłoń... Dziwne prawda.
- Nie, już nie! - odpowiedział jej krótko na pytanie. Zresztą zgodnie z prawdą już sie nie poświęcałem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Już wcześniej to zauważyła. Dłonie Fausta nie wyglądały jak dłonie bizmesmena. A przynajmniej nie takiego, który jest nim od dziecka. Zanim mężczyzna zdołał zabrać dłoń, Hazel bezceremonialnie ją ujęła. Przesunęła opuszkami palców po spodniej stronie dłoni Thorstena. Było w jej gestach jakieś naukowe dociekanie. Jakby miała doktorat z badania faktur i teraz chciała się w tym sprawdzić. Nie powiedziała nic na głos. Nie musiała. Była przekonana, że Faust będzie wiedział, do jakiego wniosku doszła. Zanotowała ten fakt w pamięci, po czym odsunęła się lekko, dłonie schowała za siebie, splotła z tyłu tak, jak wcześniej zrobił to mężczyzna.
- Już nie? - spytała, a w jej głosie dało się słyszeć coś na kształt... żalu? - Zatem pana analityczne podejście do życia, usuwające w cień emocje, jest czymś nabytym. - patrzyła przed siebie, szli wolno, spacerowym krokiem. - Ma pan punkt odniesienia. Wie pan... Wie pan, jak to jest.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Nie - powtórzył potwierdzając tym samym swoje wcześniejsze słowa. Gdy trzymała jego rękę nic nie robił, jakby pozwolił jej ją badać. Ale nie za długo, muśnięcie opuszkami było przyjemnym dotykiem. Mimo szorstkiej dłoni czuł jakby resztki prądu z dłoni Hazel przepłynęło po jej palcach do dłoni Fausta. Dobrze że ją puściła, zapewne chwile później sam by ją zabrał.
Tym razem włożył dłonie do kieszeń spodni.
- Można tak powiedzieć, lata doświadczeń zrobiły swoje - rzucił dziwnie chłodno. Jakby odcinał kwita parkomatu.
- Myślę że wiem, ale jak każdy człowiek mogę się mylić... Po za tym emocje mogą przeszkadzać.
Szli wolno dość długo, rozmawiał z Hazel jednocześnie uciekał myślami do przeszłości. Nie podobało mu się to. Zdecydowanie nie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- Ale jednak pan wiedział. Rozumiał. - ciągnęła dalej swoje rozważania, tym razem zmarszczyła lekko brwi. - Decyzja o odsunięciu emocji była dobrowolna. To był pana wybór. Rozumiał pan.
Kroczyła wolno, wpatrzona przed siebie. Zatem różnili się nieco od siebie. Może i teraz mieli bardzo podobne podejście do rzeczywistości, ale... Hazel nigdy tak naprawdę nie miała wyboru. Nie znała innej perspektywy, bo jakkolwiek by się nie starała, nigdy nie mogła przeskoczyć na emocjonalne płaszczyzny - zawsze analizowała, zawsze patrzyła na wszystko z logicznego punktu widzenia.
- A może tylko nam przeszkadzają? - uniosła jeden kącik ust, na twarzy kobiety pojawiło się coś na kształt uśmiechu. - Bo nie umiemy się w to bawić?
Żart, nie żart. Hazel mogła sobie ogólnie nie radzić z emocjami, ale czasem nawet ona wyglądała jakby jednak coś odczuwała.
Dotarli w końcu do jej kamienicy. Być może Thorsten podprowadził ją pod same drzwi.

---> mieszkanie Hazel

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Apartament Theresy Reebentoff

William zabawił u Theresy dłużej, niż pierwotnie planował. Zaczęło zmierzchać, kiedy zdecydował się opuścić byłą koleżankę z biurka redakcyjnego. Przemierzał uliczkę dwudziestą z rekami w kieszeniach i wzrokiem utkwionym w bruku. Echo jego kroków odbijało się od ścian okalających go zewsząd kamienic. Skakał od okna do okna, aby w końcu rozbić się głuchotą za jakimś zakrętem.
Mężczyzna bardzo namiętnie zastanawiał się nad kontynuacją rozpoczętej jakiś czas temu powieści. Miał już ukończony rękopis. Należało go tylko zredagować i przepisać na maszynie. Później zaś skontaktować się z wydawnictwem. I tu zaczynały się schody, bowiem o ile uprzejma pani od odbierania telefonów znała go już bardzo dobrze i zdawała się darzyć go pewną dozą sympatii, tłusty współwłaściciel firmy coś ewidentnie do niego miał. Doyle oczyma duszy widział już jego ulana facjatę i smród tanich cygar, które będzie "pykał", kiedy kolejny pisarczyna śmie przekroczyć progi jego gabinetu. William skinie głową, a ten wskaże mu fotel. Będzie wiedział, po co przyszedł mężczyzna, który od wielu lat bezskutecznie pragnie wkupić się w jego łaski. Maszynopis przejrzy bardzo pobieżnie. Gdzieś w połowie cygaro zastąpi kwaśnym winem. A później nastąpi kręcenie głową, cmokanie językiem o podniebienie i wymuszone przeprosiny. A niechże szlag trafi tę zadufaną w sobie tanią imitację burżuja!
William był tak głęboko zanurzony we własnych rozważaniach, że z zewnątrz zdawał się być całkowicie oddzielony od otaczającej go rzeczywistości...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Penny zapuściła się dzisiaj dość daleko w swoich poszukiwaniach. Miała nadzieję na jakąś sensowną zdobycz wartą takiego zachodu. Po kilku godzinach snucia się po ulicach Drugiej Strefy i bycia prawie niezauważalną, w jej kieszeni spoczywała spora garść pieniędzy. Panna Webster była zadowolona ze wyników swojej "pracy". Kiedy już miała się udać w stronę domu, uwagę jej czujnego wzroku przykuł jegomość z dłońmi w kieszeniach, maszerujący po dwudziestej ulicy i wyglądający jakby kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Dla Penny to ofiara idealna, nawet nie zauważy, że coś stracił.
Szła za nim dobrych kilka minut, początkowo zachowując bezpieczną odległość. Nie wyglądało to ani trochę podejrzanie. Ot dziewczyna wędrująca po ulicach, wracająca może z pracy albo ze szkoły. Rudy, gruby warkocz opadał na lewe ramię i sięgał nieco poniżej piersi. Tak niewinnie wyglądającego stworzenia nie można przecież o nic podejrzewać, prawda?
W końcu po obmyśleniu szybkiego planu, dotarła razem ze swoją ofiarą do wyznaczonego przejścia przez ulicę i oboje na chwilę się zatrzymali. Był to idealny moment aby niepostrzeżenie wysunąć jegomościowi portfel z kieszeni płaszcza, co też właśnie uczyniła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
William przystanął, aby zapalić papierosa. Z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyciągnął swoją ukochaną papierośnicę. Wkrótce zwinięta bibułka z suszonymi liśćmi tytoniu wylądowała w jego rozchylonych wargach. Trochę potrwało, zanim Doyle przypomniał sobie, w której to kieszeni zostawił zapalniczkę, ale po krótkich oględzinach płaszcza, spodni i marynarki w końcu do niej dotarł. Pojedynczy płomyk liznął końcówkę papierosa, a z nozdrzy mężczyzny buchnął dym. Już chciał schować urządzenie do kieszeni, kiedy ni z tego, ni z owego napotkał opór ze strony kompletnie niezauważonej wcześniej ręki.
Jego powrót do rzeczywistości trwał krócej, niż sam mógł się spodziewać. Nim filigranowa rudowłosa zdążyła zareagować, jej przegub znalazł się w żelaznym uścisku dziennikarza. Po ulicy rozległ się dźwięk metalowej zapalniczki, upadającej na bruk. W takiej pozycji trwali przez kilka sekund - ona może i nieco oszołomiona tak prędką reakcją, on z kolei - starający się uspokoić oddech, podniecony nagłym zastrzykiem adrenaliny.
- Zrób jeden nieprzemyślany ruch, a podniosę tu takie larum, że nie opuścisz tej strefy w jednym kawałku, rozumiemy się? - warknął.
Mgła zeszła z jego oczu dopiero teraz. Dojrzał marchewkowe włosy dziewczyny, zaplecione w masywny warkocz. Ładną buzię pstrzyły piegi. Bez względu na to, dla kogo pracowała, ten ktoś na pewno wiedział, gdzie ją wysłać. Dziewczę o takiej aparycji zawsze uchowa się od wymiaru sprawiedliwości bez względu na to, z jakiej warstwy społecznej by się wywodziło.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Jak wielkie było zdziwienie Penny, kiedy jej przegub znalazł się w uścisku silnej dłoni mężczyzny. W opinii Penny nie powinien był zareagować tak szybko, nie wyglądał na zbyt przytomnego osobnika.
Zdziwienie odmalowało się na jej piegowatej ładnej twarzy i przez chwilę stała nieruchomo, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Wypuściła z dłoni ściskany dotychczas portfel jegomościa i przyglądała mu się uważnie. Kiedy odzyskała rezon, rozpoczęła raczej nieudane próby wyswobodzenia ręki z żelaznego uścisku Doyle'a.
-Proszę mnie puścić, a już nigdy więcej tego nie zrobię - powiedziała niewinnym tonem. Wyglądała i brzmiała tak, jakby mówiła prawdę. Jeśli William był dobrym obserwatorem (a będąc dziennikarzem powinien być) to mógł zauważyć na jej twarzy przynajmniej dwie oznaki kłamstwa.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Dziennikarz prychnął w odpowiedzi na nic niewarte zapewnienia młodej dziewczyny.
- Co mnie obchodzi, czy będziesz to robić, czy też nie. Zapewne jeśli teraz cię puszczę, ty zwiejesz w cholerę i tylę cię zobaczę - w tej chwili mężczyznę oświeciło.
Zmarszczył brwi i przyjrzał się piegowatej twarzy, nieco zniszczonej przez życie w warunkach, jakich niegodzien jest żaden z ludzi. Co zmuszało ją do kradzieży? Nędza? A może po prostu nuda? Mógł się tego dowiedzieć...
Zza rogu wyszedł samotny przechodzień. William od razu puścił nadgarstek nieznajomej. Zanim zebrał z chodnika portfel i zapalniczkę, podjął:
- Nie uciekaj, bo zacznę krzyczeć, jak przerażona dziewczynka. A tamten miły pan - gałkami wskazał faceta, który szedł leniwym krokiem kilkanaście metrów od nich - posłuży mi za świadka kradzieży. Proponuję ci wywiad, aby się wybielić. Odpowiesz mi na kilka pytań, ja wszystko zanotuję i zapomnimy o całym zdarzeniu, co ty na to? Nie zapominaj, kto tu jest intruzem, mała - oczy mężczyzny błysnęły złowieszczo.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Uliczka Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 20 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 11 ... 19, 20, 21, 22  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-