IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


To chyba jedyna zielona ulica w NeoZigguracie, a wszystko za sprawą posadzonych wzdłuż drzewek oliwnych, które jakimś cudem przetrwały ciężki, półpustynny klimat miasta. Ciągnie się wzdłuż granicy między Centrum a Drugą strefą. Na parterach wysokich kamienic znajdują się różne sklepy i lokale usługowe, o nieco lepszej opinii niż te bardziej na północ.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Penny chciała wiać gdzie pieprz rośnie, bez względu na konsekwencje, kiedy tylko Doyle puści jej rękę. Już, już miała się zrywać do ucieczki, jednak mężczyzna zainteresował ją swoją propozycją. Zlękła się trochę wychodzącego zza węgła człowieka, ponieważ w pierwszej chwili sądziła, że to stróż prawa.
Zmarszczyła swój piegowaty nosek i obserwowała uważnie swoją niedoszłą ofiarę. Jej oczy wyrażały niedowierzanie i brak zaufania. I złość na samą siebie, że dała się tak głupio złapać na gorącym uczynku.
-Wywiad? Oszalał pan? - zapytała nieufnie, odsuwając się od mężczyzny o krok. Rozważała czy lepsze będzie oddanie się w ręce stróżów prawa czy uzewnętrznianie przed obcym facetem, prawdopodobnie nędznym dziennikarzyną szukającym sensacji kosztem najbiedniejszych mieszkańców Zigguratu. Bowiem widać było po Penny, że nie pochodzi z Drugiej Strefy, stąd też zapewne wzmianka Doyle'a o byciu intruzem. Doszła do wniosku, że lepiej się jednak uzewnętrznić, bo z więzienia nie wychowa młodszej siostry. Zmierzyła mężczyznę wzrokiem, pełnym podejrzliwości.
-Jeśli się zgodzę zapomnimy o całej sprawie, tak ?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Śmiejąc się w duchu, obserwował roztargnienie dziewczyny. Sam musiał przyznać, że nie wiedział, co sam by zrobił, gdyby znalazł się na jej miejscu. Z pewnością żaden mieszkaniec Slumsów nie słyszy codziennie propozycji udzielenia wywiadu, w końcu kto może interesować się niedolą ziggurackich nędzarzy?
O to jednak chodziło Doyle'owi - o szarą rzeczywistość bez zbędnego ubarwiania. Za jego ostatni artykuł o religii i życiu w Neozigguracie, Marchant o mały włos nie obniżył mu pensji, toteż musiał złapać się innego, nieco mniej drażliwego, tematu. Nikogo nieobchodzący mieszkańcy najbiedniejszych dzielnic miasta byli chyba dobrym początkiem.
Mężczyzna sięgnął po notatnik i pióro. W tym właśnie momencie poczuł się dziwnie. Pragnął czerpać zysk z cudzej niedoli? Czy to aby etyczne i moralne? Z drugiej jednak strony, ta trzpiotka właśnie próbowała go okraść, więc czuł się w pełni uprawniony do żądania zadośćuczynienia.
- Owszem - odpowiedział krótko i założył okulary. - Możemy zaczynać?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Włożyła dłoń do kieszeni kurtki, gdzie znajdowały się zdobycze z dzisiejszego polowania i szybko rozważyła czy to się jej opłaca. Doszła do wniosku, iż owszem, nawet bardzo więc nie pozostało jej nic innego jak się zgodzić. Ilość pieniędzy znajdująca się w jej kieszeni wystarczy na zakupienie byle jakiej żywności i używanych ubrań dla Anne. Węglem i opłatami powinien się zająć ojciec, jednak jeśli Penny szybko nie odbierze mu całej pensji z kopalni znów będzie musiała wybrać się na łowy. Ojciec pił na umór i potrafił stracić całą pensję w jeden wieczór, zmuszając tym samym swoją starszą córkę do poszukiwania źródeł pieniędzy i węgla w kieszeniach innych ludzi. Czasem posuwała się nawet do nierządu, z taką buzią i ogólną aparycją miała klientów na pęczki zjawiając się na ulicy, jednak wolała nie robić tego zbyt często.
-Możemy. Co chcesz wiedzieć? - powiedziała kiwając głową na zgodę i bezceremonialnie przechodząc z nim na "ty".
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
William niewiele wiedział o najbiedniejszych obywatelach Neozigguratu. To, że klepali biedę, a każdy dzień równał się dla nich z bratobójczą walką o przetrwanie, było wiadome dla każdego mieszkańca półpustynnego miasta, który nie musiał odejmować sobie od ust, aby przeżyć do kolejnego wieczora. Sam Doyle nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek zapuszczał się do Slumsów. Nawet jako dziecko nie miał tam czego szukać - syn pary sytuowanych prawników nie mógł chodzić do szkoły z byle kim. Później zaczęły się studia, praca - koniec końców po prostu nie znajdował czasu na pałętanie się po podejrzanych uliczkach Neozigguratu.
Nawet nie drgnął, kiedy rudowłosa pozwoliła sobie na zbyteczną poufałość w stosunku do jego osoby. Możliwe, że wśród mieszkańców ostatniej strefy, mówienie po imieniu do nieznajomych było na porządku dziennym. William nie mógł mieć za złe, że osoba udzielająca mu wywiadu jest nieobeznana z obyczajowością Drugiej Strefy miasta.
- Dobrze więc. Jesteś mieszkanką Slumsów, tak? - zabrzmiało to bardziej jak upewnienie się, niż rzeczywiste pytanie. - Ile masz lat?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Penny nie była może i najlepiej wychowaną i obeznaną z obyczajowością Drugiej Strefy, lecz w tej chwili nie było to istotne. Połasiła się na portfel zamyślonego jegomościa i ma za swoje. Ten jednak zamiast ją puścić bądź oddać w ręce wymiaru sprawiedliwości wolał przeprowadzić z nią wywiad. Niech się więc nie dziwi, że Penny się tak spoufala kiedy on planuje wydobyć z niej prywatne informacje. Choćby tak trywialne jak miejsce urodzenia i warunki życia w slumsach.
-Mieszkam w slumsach - potwierdziła mężczyźnie - Mam dwadzieścia lat.
Stała wciąż spięta i niepewna do końca intencji mężczyzny, toteż i ona postanowiła wywiedzieć się to i owo.
-Teraz ja zadam ci pytanie, dobrze? - zapytała i nie czekając na odpowiedź kontynuowała - Po co Ci wywiad z kimś takim jak ja? Planujesz to gdzieś opublikować czy jesteś jakimś koszmarnym psychopatą, który zbiera wywiady z biednymi ludźmi i planuje jakieś masowe morderstwa? - zapytała wyglądając przy tym śmiertelnie poważnie. Nie miała dobrego zdania ludziach zamieszkujących Drugą Strefę i wyżej. Dla niej była to banda rozpieszczonych przez życie gogusiów, jednak dopuszczała do siebie tę maleńką myśl, że mogła się jednak co do nich mylić. Nie miała okazji poznać tak do końca mieszkańców wszystkich stref Neozigguratu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Pokiwał głową i skrzętnie zanotował odpowiedź. Zmarszczył brwi, gdy usłyszał pytanie wystosowane w jego kierunku. Nie wiedział, co ma powiedzieć tej dziewczynie. Nie wiedział, czy zrozumie. Wybrał bardziej okrężną odpowiedź.
- Jestem dziennikarzem. Moja praca w teorii polega na szukaniu sensacji. Kto wie, może w najbliższej przyszłości wywiad z tobą do czegoś mi się przyda? - wzruszył ramionami. - Odbyłaś jakąkolwiek edukację? Czym się aktualnie zajmujesz?
Ani myślał mówić jej, że zamierza wykorzystać ten tekst tak prędko, jak to tylko możliwe.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Ruda potrząsnęła głową z niedowierzaniem i zaplotła ręce na piersi, opierając się o ścianę najbliższego budynku.
-Skończyłam powszechną szkołę w Slumsach. Podstawowa edukacja, potem uczyłam się na szwaczkę. - powiedziała nie do końca zgodnie z prawdą. Nie ukończyła szkoły, nie zdała małej matury. Musiała przerwać swoją edukację w ostatniej klasie, żeby zająć się siostrą. - A teraz zajmuję się.... tym co widzisz - rozłożyła ręce wskazując na niego - Okradam nieprzytomnych jaśniepanów idących ulicami Zigguratu z głową w chmurach.
Coś w jej postawie i tonie w jakim mówiła mogło sprawiać wrażenie jakby zgrywała się z Williama.
-Powiesz mi chociaż jak się nazywasz? - zapytała, zarzucając gruby warkocz na plecy - Skoro ty chcesz wiedzieć tak wiele o mnie dobrze by było, żebym chociaż znała twoje imię.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Niemal zanurzył nos w notatniku, bez niczego pogrążony w spisywaniu słów rudowłosej nieznajomej. Miała jedynie najbardziej podstawowe wykształcenie, toteż umiała czytać i pisać. Liczyć też teoretycznie powinna umieć. Nie jest więc najgorzej, jednak zawsze mogło być lepiej. Trudno jednak o odpowiednie zadbanie o własną edukację, jeśli trzeba myśleć o bycie nie tylko swoim, ale też najbliższych.
- William Doyle - niewyraźny pomruk dobiegł uszu dziewczyny.
Mogła niedokładnie usłyszeć nazwisko. Kolejnym dźwiękiem, jakim uraczył ją dziennikarz było prychnięcie na wspomnienie o nieprzytomnych jaśniepanach. Miała go za jaśniepana? I dobrze. Choć tacy z reguły nie trudzą się dziennikarstwem.
- Wspomniałaś o siostrze. Możesz mi opowiedzieć, co z twoimi rodzicami? - wiedział, że wkracza na grząski grunt, toteż nie wychylił oczu znad kartki, kiedy zadawał pytanie; udawał, że dokańcza spisywanie poprzedniej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
Penny dokładnie usłyszała nazwisko mężczyzny, jednak nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. Może dlatego, że nieczęsto czytała gazety, a zwłaszcza te plotkarskie. Najzwyczajniej w świecie nie miała na to czasu.
-Wspominałam. Mam młodszą siostrę, ma dziesięć lat. Matki nie mam, a ojciec pracuje w kopalni - powiedziała oschle, odwracając wzrok od swojego rozmówcy. Widać było, że nie lubi rozmawiać o swoich rodzicach i lepiej dla Williama żeby zszedł z tego tematu.
Swoją drogą Penny dziwiła się samej sobie, że tak otwarcie mówi o własnej rodzinie obcemu człowiekowi, w dodatku dziennikarzynie. Przyglądała się budynkowi stojącemu po przeciwnej stronie ulicy, po czym odepchnęła się od ściany z zamiarem ruszenia gdzieś w miasto.
-Czy będzie ci przeszkadzało jeśli przeniesiemy się gdzieś indziej? Jak sam zauważyłeś jestem tu intruzem i dobrze by było gdybym zniknęła z pola widzenia kogokolwiek, a tu jestem jak na widelcu - zakreśliła dłonią półokrąg wokół swojej osoby, wskazując ulicę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Wypowiedź rudowłosej znalazła się w notatniku. Mniej lub bardziej zredagowana, ale jej sens nadal pozostawał nienaruszony. William nie chciał kreować rzeczywistości na nowo w swoich artykułach, jednakże niekiedy trzeba było poprzestawiać szyk zdania dla dobra całego artykułu.
- Rozumiem... - mruknął, pisząc ostatnie litery odpowiedzi dziewczyny. - Jak zarabia w kopalni twój ojciec? Czy jego pensja jest wystarczająca, aby utrzymać waszą trójkę?
Mężczyźnie nawet do głowy nie przyszło, co ów mężczyzna mógł robić z zarobionymi kredytami oraz własnymi córkami - dziennikarz był w twórczym szale i niewiele, poza słowami wypowiedzianymi bezpośrednio do niego, w ogóle doń docierało. Zamrugał jednak, gdy usłyszał propozycję zmiany miejsca.
- Cóż. W twoim otoczeniu ja będę łatwym łupem dla niejednego. Ty co prawda jesteś tu intruzką, ale dopóki jesteś tu ze mną, będziesz tolerowana. Lecz jeśli tak bardzo chcesz - skinął podbródkiem na pobliską ławkę - to możemy usiąść.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
-Nie wytrzymałbyś w slumsach z całym ubraniem nawet chwili - powiedziała kpiąco kierując się w stronę wskazanej przez niego ławki. Usiadła na niej lekko zgarbiona z założonym na piersiach rękami. To dało jej chwilę na przemyślenie odpowiedzi na pytanie Williama. Nie była pewna czy chce mu mówić o tym, jak ojciec upija się do nieprzytomności i traci wszystkie pieniądze, a ona, niespełna dwudziestoletnia dziewczyna musi pilnować aby siostra miała co jeść, w co się ubrać, żeby chodziła do szkoły i uczyła się dobrze. Ukrytym marzeniem Penny było wysłanie Anne do dalszej szkoły i potem na studia, danie jej możliwości wyrwania się ze slumsów. Bała się, że William doniesie na jej ojca bądź na nią do odpowiednich władz i zabiorą Anne do sierocińca.
-Ojciec zarabia tyle, że wystarcza nam na małe mieszkanie. Czasami - wpatrywała się w drugą stronę ulicy, gdzie przyglądała się przechodzącym tam ludziom. Jej głos wydawał się być przepełniony smutkiem lub rozdrażnieniem. Ciężko było określić. - Zazwyczaj jednak utrzymujemy się z tego co uda mi się zwędzić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
Kąśliwy komentarz spotkał się z odpowiedzią w postaci wzruszenia ramion. William musiał jednak przyznać jej rację. W końcu gdyby nie chęć schowania do kieszeni wcześniej wyjętej zapalniczki, zapewne sam skończyłby jako ofiara rudowłosej złodziejki.
Usiadł na skraju ławki, patrząc z ukosa na dziewczynę, która właśnie udzielała mu wywiadu. Wysłuchawszy jej odpowiedzi, przez chwilę się nad nią zastanawiał, a dopiero za moment zapisał. Nad czym się zastanawiał? Możliwe że nad dokładną sytuacją rodzinną tej marchwiowłosej ślicznotki. A może obmyślał kolejne pytanie? Możliwości było dużo. Mimo wszystko postanowił nie drążyć bez sensu drażliwego tematu.
- W porządku. Możesz mi powiedzieć, jakie jest twoje największe marzenie? - zapytał i zastygł.
To pytanie podyktowane było jego osobistą ciekawością. Zdążył przejąć się losem tej dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 13
avatar
Penny Webster
I dobrze zrobił, że zdecydował się nie drążyć tematu. Penny kochała swojego ojca, ale z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc miłość powoli przeradzała się w nienawiść. Nie dość, że mieszkali w najgorszej dzielnicy miasta, otoczeni najgorszymi szumowinami, to jeszcze tatko dostarczał jej zmartwień w postaci braku kredytów.
Siedziała na ławce wyglądając na zmartwioną. Po chwili dotarło do niej pytanie Doyle'a dotyczące jej największego marzenia. Zanim odpowiedziała, zmieniła odrobinę pozycję i siedziała teraz na ławce po turecku z dłońmi złożonymi na podołku. Niewinna jak owieczka.
- Mam wiele marzeń, podejrzewam, że tak jak większość mieszkańców tego parszywego miasta. Ale największe...? - zamyśliła się, przymykając na chwilę oczy. Na powiekach malował jej się obraz siostry uczęszczającej na Uniwersytet i osiągającej to, czego nie udało się osiągnąć ojcu ani Penny. Otworzyła oczy i spojrzała prosto na Williama.
- Moim największym marzeniem jest to, żeby moja siostra miała możliwość wyrwania się z tego bagna w którym mieszkamy - powiedziała twardo.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 90
avatar
William Doyle
- Mhm - mruknął, gdy dziewczyna głośno zastanawiała się nad własnymi marzeniami.
Naskrobał jednak na papierze i ten fragment odpowiedzi - doskonale oddawał stosunek tej rudowłosej do Neozigguratu. Co inteligentniejszy mógł zauważyć, że to nie Neoziggurat był wbrew pozorom przedmiotem otwartej niechęci dziewczyny. Byli nim ludzie, którzy pociągali za sznurki całego tego węglowo-kredytowego molochu.
William odchrząknął nerwowo, kiedy usłyszał właściwe marzenie przepytywanej dziewczyny. A więc to tak... Jeśli ten wywiad jakimś cudem ukaże się na łamach Kroniki, społeczeństwo będzie miało wiele do przemyślenia, bowiem podobni Williamowi - a poniekąd i on sam - zawsze postrzegali mieszkańców Slumsów jako takich, co nie dążą do polepszenia swojego bytu. Niechęć wyżej sytuowanych obywateli do nizin nie zawsze musiała wynikać z różnic majątkowych. Nędzarze byli w oczach obywateli oraz burżuazji pozbawionymi wolnej woli maszynami, które są już beznamiętne nawet w stosunku do własnej skrajnej biedy.
A tu proszę: niewinne rudowłose dziewczę jako przykład zupełnie innego stosunku do świata. Neoziggurat niewiele pamięta przypadków, żeby ktoś ze Slumsów otrzymał drugą szansę, niemniej nie oznaczało to, aby takowej w ogóle nie ofiarowywać.
Po postawieniu ostatniej kropki, Doyle poczuł się dziwnie. Chciał jakoś pomóc tej dziewczynie, choć nie do końca wiedział, jak. Nie był nie wiadomo jakim bogaczem. Nie posiadał też takich koneksji, żeby wyciągnąć ją i jej rodzinę ze Slumsów i zapewnić im lepszy start.
- Dobra, to by było na tyle - uśmiechnął się nerwowo.
Zdjął okulary z nosa. Razem z piórem i notatnikiem powędrowały one do wewnętrznej kieszeni jego marynarki.
- Nie, nie będę pytać cię o nazwisko. Możliwe że kiedyś zobaczysz ten wywiad w gazecie. Jeśli tak się stanie, władze mogą zacząć węszyć, toteż nie chwal się nikomu, że dałaś mi się wypytać o cokolwiek.
Przeczesał włosy palcami i wstał.
- Jeśli kiedykolwiek będziesz miała jakieś informacje, które mogą zainteresować dziennikarza, możesz znaleźć mnie między redakcją Kroniki a dzielnicą mieszkalną w drugiej strefie przed siódmą rano, a później po dziesiątej wieczorem. Będę płacić za każdą informację z góry. Tymczasem jednak, dziękuję za wywiad.
Następnie jego ręka powędrowała do kieszeni płaszcza. Stamtąd wydobył portfel, który jeszcze przed chwilą chciano mu zabrać. Uśmiechnął się ironicznie do ryżej złodziejki i wręczył jej trzydzieści kredytów.
- To nie jałmużna, a zapłata za dobrze wykonaną robotę - mrugnął do niej zachęcająco.
Następnie skinął jej na pożegnanie i odwrócił się na pięcie. Przez kilka minut Penny mogła słyszeć stukot oddalających się kroków oraz postać, niknącą za zakrętem wśród obłoków dymu papierosowego.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
<---- Szpital

Weszli na zieloną uliczkę i podeszli do lodziarni. Beth lekko wypchnęła Tommyego do przodu by jednak przyjrzał się innym smakom i zadecydował czy rzeczywiście chce czekoladowe. Oczywiście w gę wchodziła tylko duża porcja.
- Chcesz do lodów polewę albo posypkę.- zapytała swojego przyszłego synka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 61
avatar
Tommy Coben
- Lubię. - kiwnął głową, ale czego on nie lubił widząc, że ma jakiś wybór. Stojąc przy lodziarni musiał na palcach zerkać za ladę. Jakiś pan odszedł od okienka i była na nich kolej.
- A mogę waniliowe? - zapytał drapiąc się po ładnie przyklejonym plastrze na policzku. - Z po... sypką. - odparł. Zdecydował. Wanilia z posypką.
- I polewą. - dodał po chwili zadumania. Patrzył w szybę i zastanawiał się jak smakują inne lody. Nie chciał nic już dodawać, zadowolony z samego pomysłu przyjścia tutaj. Wiele rzeczy rozumiał i wiedział, że jak będzie grzeczny to może pani Beth się nim zaopiekuje. Kiedyś taka starsza dziewczyna mu o tym opowiadała. Że małe dzieci mają lepiej. Nie wiedział wtedy co dokładnie miała na myśl. I gdzie jest Logan?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Uśmiechnęła się na tę nieoczekiwaną zmianę smaków u chłopczyka a potem kiwnęła głową.
- Oczywiście, że możesz. Poprosimy duże lody waniliowe z posypka i polewą.- zleciła sprzedawcy, który cierpliwie czekał na zamówienie. Beth pomyślała, że pewnie miał w tym doświadczenie. Tommy i tak nie wybrzydzał co dwie sekundy zmieniając zdanie.
Odebrała porcję i podała ją chłopcu a potem wzięła swoją i usiedli na najbliższej ławeczce w cieniu. Przez chwilę pałaszowali w milczeniu.
- Smakują ci?- dopytała chłopczyka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 61
avatar
Tommy Coben
Podziękował za lody i poszedł z Beth na ławeczkę. Usiadł i zaczął majtać nogami przyglądając się najpierw, a potem zajadając. Pobrudził się na końcu nosa i prawym policzku. Próbował językiem dostać do nosa, ale niestety udało mu się to ze skutkiem miernym. Dał za wygraną i pokiwał głową do pani Randall. Uśmiechnął się i zakasłał.
Obserwował okolicę. Bystrymi oczyma spoglądał na spokojną uliczkę. Przeskakiwał wzrokiem po cegłówkach, z której każda różniła się od siebie jakimś nawet drobnym elementem. A potem znowu przenosił spojrzenie na swoją przyszłą opiekunkę, przypominał sobie, że trzyma w ręku loda i znów smarował się nim po nosie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Pozwoliłaby się chłopczykowi wysmarować lodem choćby po same uszy. Potem wyjmie chusteczkę z torebki i powyciera mały pyszczek by się nie kleił. Kącikiem oczu obserwował jak Tommy ze skupiona miną je swojego loda. Zastanawiała się czy ten spokój to kwestia jego natury czy sierocińca. Miała nadzieję, że się jej uda o tym przekonać w najbliższym czasie.
- Tommy powiedz mi, chciałbyś mieszkać poza sierocińcem. Normalnie w domu?- uważnie obserwowała reakcję chłopca.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 61
avatar
Tommy Coben
Spojrzał na Beth, a wolną ręką, jakby w zastanowieniu, sięgnął do kołnierzyka koszulki. Poprawił ubranie i podrapał się po szyi.
- Ale mama i tata nie żyją. - powiedział bez jakiegokolwiek zahamowania. Dzieci z sierocińca uświadomiły go jak prawidłowe było to stwierdzenie.
- Mógłbym?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
- Tak oni nie żyją.- zgodziła się spokojnie ze stwierdzeniem chłopczyka.- Jednak mógłbyś zamieszkać z kimś innym.- tutaj na chwilę zawiesiła głos i uśmiechnęła się miło do chłopczyka, jednocześnie odpowiadając na jego pytanie.
- Widzisz gdybyś chciał, to mógłbyś zamieszkać u mnie.- w końcu wyszło to z jej ust i chyba dłonie się jej spociły ze zdenerwowania jak na taką propozycję zareaguje Tommy.
- Możemy nawet iść do mnie. Pokazałabym ci sklep i warsztat i pokój który mógłby być twoim.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 61
avatar
Tommy Coben
Dziwne to było dla tak małego chłopca. Dziwne, ale miłe zarazem. Nie mógł teraz ocenić od razu czy pomysł mu się podoba. Robiło mu się ciepło gdzieś w okolicach serca, że ktoś mógłby go wyciągnąć z sierocińca. Tam ludzie nie byli dobrzy. Robili mu krzywdę, ale nie wiedział, że mogą wyrządzić mu jeszcze większą szkodę.
Nie mógł ufać nikomu, ale zaczął przyzwyczajać się do pani Beth. Powoli wkradała się w łaski Tommy'ego, który potrzebował tylko odrobiny uwagi.
- Jak pójdziemy to mogę już tam zostać? - zapytał z nadzieją w głosie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Usłyszała pytanie chłopca i ścisnęło go w środku. Chciałaby odpowiedzieć twierdząco ale nie mogła. Miała pozwolenie na dzisiejsze popołudnie ale pomyślała, że po złożeniu papierów adopcyjnych mogłaby wystąpić o czasową opiekę aż wszystkie formalności zostaną dokończone. Nie miała jednak zamiaru zaprzątać tym główki Tomaszka, który zresztą i tak by nic z tego nie zrozumiał.
- Dziś musisz jeszcze wrócić do sierocińca. To trochę potrwa ale możesz zobaczyć czy ci się będzie podobać.- uśmiechnęła się do chłopca. Pomyślała, ze będzie musiała poprosić Reda by pomógł jej z malowaniem i ustawianiem mebelków dla Tommyego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 61
avatar
Tommy Coben
Przygryzł dolną wargę. Lody były najwyraźniej sprawą drugorzędną, roztopiony kawałek polał się po wierzchu, zaciśniętych chyba za mocno na kawałku wafelka, palców chłopca. O czym myślał? Chyba o tym czy go zleją w bidulu. Niektórym się to nie podobało, że jedni mogli zostać adoptowani, a drudzy nie dostawali takiej szansy. Widział kiedyś jak jeden ze starszych chłopaków wykręcił innemu palca tak, że ten drugi się rozpłakał. Dziewczynek też nie oszczędzali.
Tommy miał to szczęście, że nie został wykorzystany w inny sposób. Nie miał zielonego pojęcia co władza sierocińca robiła z dziećmi. Gdyby nie Beth, pewnie zostałby komuś sprzedany, chociaż… kto to jeszcze wie do czego zdolni są tamci ludzie?
- Ale możemy obejrzeć. – pokiwał głową i jak wyrwany ze snu, przypomniał sobie o lodach. Rozluźnił dłoń, popatrzył na paluchy i zajął się dalej jedzeniem.
- Pani znała moich rodziców?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Beth przyglądała się chłopcu i zastanawiała się co też chodzi mu po główce. Mimowolnie rejestrowała, że potrzebował porządnego szorowania. Przycięcia włosów i całej góry nowych ubranek no i zabawek. Liczyła po cichu, że Red pomoże w odnawianiu pokoju. Jemu malowanie pójdzie szybciej.
- Nie, nie znałam, ale znam Metis.- uśmiechnęła się do chłopca i kiedy ten skończył jeść loda wytarła mu łapki a potem zaprowadziła do siebie, gdzie wszystko pokazała. I choć wolałaby go zostawić u siebie to z ciężkim sercem odprowadziła go do sierocińca.

zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Uliczka Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-