IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Uliczka Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 13 ... 22  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


To chyba jedyna zielona ulica w NeoZigguracie, a wszystko za sprawą posadzonych wzdłuż drzewek oliwnych, które jakimś cudem przetrwały ciężki, półpustynny klimat miasta. Ciągnie się wzdłuż granicy między Centrum a Drugą strefą. Na parterach wysokich kamienic znajdują się różne sklepy i lokale usługowe, o nieco lepszej opinii niż te bardziej na północ.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Z poprzedniej to Jim przyniósł kilka dorodnych kuropatw co najwyraźniej umknęło narratorce.
- Jak to nie? To przecież jest najzupełniej bez sensu.- spojrzał na nią z niedowierzaniem.- Panienka wygląda na całkiem inteligentną to powinna mieć rozeznanie co i jak a nie przejmować się głupotami.
-Oj tam przecież nigdzie mi się nie spieszy mogę pomóc.- zaprotestował.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Pokręciła głową, nie chcąc juz komentować ani tym bardziej się kłócić na ten temat.
- Na prawdę, poradzę sobie. - uśmiechnęła się wymuszenie i wyciągneła dłoń po koszyk.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 959
avatar
Jim Ledwitch
Dziewczyna wyciągnęła dłoń po koszyk ale Jim skorzystał z okazji i ujął jej drobną rączkę w swoją łapę pełną odcisków, bo w końcu nimi zarabiał na życie. Biała skóra dziewczyny wyraźnie się odcinała od jego spalonej słońcem pustyni.
- Nie wątpię ale przecież mogę pomóc.- on się uśmiechnął całkiem szczerze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
To prawie jak gwałt! A już na pewno molestowanie. Naina chyba nie wytrzymała napięcia w końcu i wyrwała dłoń z piskiem "Proszę mnie puścic!" potem odsunęła się, wyraźnie chwilę walcząc ze sobą i odwróciła, kierując się uliczką w stronę cukierni. Chyba odpuściła sobie odzyskanie koszyka.

zt - cukiernia (zakładam, że Jim widział gdzie ona idzie, wiec mu nie zniknela ; ) )
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
/ ?

Zdążała w kierunku domu. Ostatnio była trochę rozbita i miała mnóstwo wyrzutów sumienie. Doskonale wiedziała, ze nie powinna się tak zachowywać i nie miała pojęcia co ją do tego skłoniło. Najgorsze było to, że po pierwsze podobało się jej a po drugie obawiała się, że mogłaby zachować się ponownie tak samo. Przez myśl przemknęło jej, że chyba powinna zgłosić się na terapię do Moncreiffa.
Opuściła smętnie ramiona. Jak ona się Nainie pokaże na oczy. Póki co zręcznie jej unikała.
Zapatrzona nie zauważyła jak wdepnęła w jakąś dziurę i boleśnie wykrzywiła kostkę prawie przy tym upadając.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
Czemu szedł tędy? Taki miał kaprys, nie miał ochoty poruszać się tylko po slumsach. Czasem lubił się wypuścić trochę w inne miejsce, dlatego szedł sobie tędy. Praktycznie bez celu, tylko, aby sobie pospacerować. Mężczyzna tak sobie szedł patrząc prosto przed siebie i zauważył pewną kobietę, która prawie się wywróciła wpadając w jakąś dziurę. Jak te kobiety nie patrzą w ogóle przed siebie.
- Coś się pani stało? - Zapytał patrząc wprost na nią i łapiąc ją za przedramię, chcąc je pomóc utrzymać równowagę. Owszem takie zachowanie mogło być uznawane za spoufalanie, ale chciał dobrze, najwyżej mu strzeli w pysk, trudno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Przykucneła i chwyciła się za kostkę. Usiłowała dyskretnie sprawdzić czy zwichnięta czy coś innego. Miała nadzieję, że uda się jej dokuśtykać do domu, bo nie miała pojęcia jak sobie inaczej da radę.
Zaczynał się właśnie podnosić z zamiarem stanięcia i sprawdzenia kondycji kostki, kiedy za nią rozległ się męski głos.
Podniosła głowę do góry.
- Nie wiem.- odparła szczerze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
Nie był lekarzem czyli zapewne jej z kostką nie pomoże, ale może jej pomóc się dostać do najbliższej ławki lub nawet do domu.
- Proszę mnie złapać za ramię i nie nadwyrężać nogi, pomogę pani dojść do najbliższej ławki. - Powiedział oferując jej swoje ramię, zdecydowanie prościej będzie jej dojść do ławki z jego pomocą niż jakby miała skakać na jednej nodze. Poza tym od razu wolał powiedzieć w czym chce jej pomóc, żeby kobieta go nie wzięła za jakiegoś zboczeńca czy coś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Miał szczęście bo Beth nie z tych byłą co wszędzie zboczeńców i złoczyńców dostrzega. Wręcz przeciwnie raczej była zbyt ufna i zazwyczaj dostrzegała w ludziach tylko to co dobre. Zawsze w nich wierzyła.
Uśmiechnęła się więc miło do mężczyzny i chętnie wsparła się na jego ramieniu.
- Będę panu naprawdę bardzo wdzięczna. Może jak posiedzę na chwilę to kostka przestanie boleć i będę w stanie dojść do domu.
Przeniosła spojrzenie swoich ciemnych oczu na jego twarz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
Jak widać Beth była bardzo ufna, ciekawe czy aż nie za bardzo. Mężczyzna przeczesał ręką włosy i uśmiechnął się odpowiadając na jej uśmiech. Oczywiście jak zapewnił kobietę tak zrobił i pomógł jej dojść do pierwszej ławki, aby miała możliwość usiąść i nie nadwyrężać nogi.
- Więc do domu się pani spieszy. - Stwierdził jeszcze ją prowadząc do ławki. Jednak daleko nie mieli i po chwili już ją doprowadził, aby sobie usiadła.
- Mocno panią boli? - Zapytał spoglądając jej w oczęta.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
- No tak wracałam do domu.- stwierdziła chociaż nie dodała, że w sumie to nikt tam na nią nie czekał. Naina pewnie jeszcze nie wróciła z piekarni, chociaż Beth chyba wolała jej póki co unikać.
- Trochę tak. Mam nadzieję, że za chwilę przejdzie. Nie zauważyłam tej dziury. - Dodała wyjaśniając a może trochę się tłumacząc, że nie jest taką ostania niezdarą. Przyjrzała się uważnie mężczyźnie.
-Dziękuję, że pan mi pomógł.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
- Na taką piękną kobietę to pewnie czeka narzeczony w domu. - Randall uśmiechnął się zalotnie do kobiety. Bo to były oczywiście dobrze przemyślane słowa, w ten sposób sprawdził czy Beth ma jakiegoś mężczyznę.
Pokiwał głową słysząc, że nie zauważyła dziury, ah te kobietki mają głowy w chmurach, takie nieuważne i tyle mają wad, a nie można bez nich żyć.
- Gdzie moje maniery. - Zauważył mężczyzna i lekko się przed nią skłonił. - Jestem Dean Morgan. - Przedstawił się, bo tak wymagała od niego kultura. Mężczyzna czasem zachowywał się jak z wyższych sfer, ale tak jakoś już miał.
- Ależ to drobiazg. - Stwierdził uśmiechając się do niej. Rzeczywiście taka rzecz była dla niego drobiazgiem, a nawet przyjemnością.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
To chyba był ewidentny komplement. Przynajmniej tak się Beth wydawało, więc na jej policzkach zaraz pojawiły się rumieńce. Pochyliła głowę i pozwoliła opaść włosom tak by zasłoniły jej twarz przynajmniej na chwilę.
- Nie nikt taki nie czeka na mnie w domu.- pokręciła lekko głową i nie wdawała się w wyjaśnienia, że jest wdową. Pewnie to go nawet nie interesowało.
- Przyjaciółka jeszcze pewnie jest w pracy.- dodała i przy okazji wyjaśniło się, że nie mieszka sama ale też jej współlokatorem nie jest facet.
- Beth Sanders.- przedstawiła się i posłała nieznajomemu uśmiech.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
Czyli jeżeli nie ma żadnego mężczyzny to generalnie droga wolna Lucasie. Gdybyś ty jeszcze chociaż wiedział, że to twoja siostra.
Mężczyzna lekko się uśmiechnął.
- Sanders... - Powtórzył jej nazwisko kojarząc go z pewnym miejscem. - Pani ma coś wspólnego ze sklepem z protezami? - Jak zwykle przenikliwy mężczyzna zdążył to zauważyć. - No i nie wygląda pani na syna. - Uśmiechnął się do niej, bo nazwa sklepu brzmiała przecież "Sanders&Son".
- Jak tam noga? Chce się pani udać do lekarza? - Zapytał jej, bo mógłby jej w tym pomóc, ewentualnie mógłby ją zaprowadzić do domu, ale nie chciał zbyt narzucać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Szczerze mówiąc była zaskoczona, że skojarzył to nazwisko ze sklepem bo nigdzie u niego nie dostrzegła protezy ale to przecież nic nie znaczyło, każdy z jego znajomych czy też rodziny mógł się u niej zaopatrywać. W każdym razie najwidoczniej Dean nie słyszał o wybuchu i dlaczego ona jest właścicielką.
- Tak prowadzę ten sklep.- uśmiechnęła się lekko.- I rzeczywiście nie jestem synem. Sklep należał do mojego męża, który zginał jakiś czas temu w wybuchu.- wyjaśniła i nawet się nie skrzywiła wspominając o Noahu. Za każdym razem było jej łatwiej o tym mówić, kiedyś pewnie będzie to potrafiła bez tego ucisku koło serca.
- A pan czym się zajmuje.- zapytała licząc, że nie będzie to uznane za zbytnią impertynencję.
- Nie, do lekarza nie. Myślę, że uda mi się dojść do domu jakoś.- na próbę poruszyła nogą było troszkę lepiej niż chwilę temu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
Nie miał protezy, ale możliwe, że kiedyś będzie musiał się w taką zaopatrzyć. A warto było znać nazwę sklepu, chyba jedynego w Zigguracie, albo przynajmniej najbardziej znanego.
- Wyrazy współczucia. - Powiedział do niej słysząc o mężu. Szczerze powiedziawszy aż tak się nie wgłębiał i nie miał pojęcia kto dokładnie pracował w tym sklepie. Wiedział gdzie jest i jak się nazywał oraz że można kupić w nim protezy, ale to już było oczywiste.
- Ja jestem barmanem. - Odpowiedział, bo to nie była jakaś tajemnica.
- Nie chciałbym się narzucać, ale może pani pomogę? Spacer z tak piękną kobietą jaki pani, Sanders byłby dla mnie przyjemnością. - Stwierdził z widocznym uśmiechem Lucas znany przez nią jako Dean.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
Kiwnęła tylko głową słysząc kondolencje. Trochę ich naprzyjmowała chociaż teraz już bardzo rzadko. Zycie toczyło się swoim utartym trybem a ona szła razem z nim.
-Barmanem?- w jej głosie słychać było lekkie zaskoczenie, bo mężczyzna zachowywał się jakby pochodził z wyższych klas społecznych- Proszę mi wybaczyć ale nie wygląda pan na barmana.- posłała mu lekki na wpoły przepraszający uśmiech.
- Jest pan pewien, bo nie chciałabym panu zabierać czasu jakoś dojdę do domu. To nie jest już tak daleko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 171
avatar
Lucas Randall
No tak, ta pani również była zdziwiona zachowaniem barmana, ale może ten mężczyzna w taki sposób chciał troszeczkę zmylić swojego rozmówcę. Kto wie.
- Widzi pani jak na pierwszy rzut oka można się pomylić? - Uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Miałbym wyrzuty sumienia moja pani Sanders, gdybym nie odprowadził pani do domu z nogą w takim stanie. Zapewne zamartwiałbym się zastanawiając się co też z pani nogą się dzieje. - Powiedział nadal się uśmiechając czy też była to prawda lub blef to do ocenienia dam autorce postów towarzyszki Lucasa, ale niewątpliwie te słowa brzmiały nadzwyczaj serdecznie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1362
avatar
Beth Ryder
- No tak nie powinno się oceniać książki po okładce, bo się można nieźle pomylić.- uśmiechnęła się lekko, zadowolona, że nie uraziła mężczyzny w żaden sposób.
Beth oczywiście wzięła każde słowo mężczyzny za dobrą monetę. Pomyślała, że jest uprzejmy i że to bardzo miło z jego strony, iż chce tracić czas by jej pomóc. Niewielu ludzi był w tych ciężkich czasach.
Podniosła się z ławki i skorzystała z ramienia Deana. Utykając i wspierając się na nim ruszyła w stronę mieszania.

----> Dom Beth
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
---> Z pod mieszkania Beth

Stał dobrych kilka godzin, aż w końcu pojawił się wszedł do mieszkania Beth, były późne godziny nocne, czy Carswell mógł zobaczyć Nathana, być może bo wcale się nie krył. Gdy tylko tamten zniknął w mieszkaniu Lamb ruszył w kierunku swojej kwatery, miną po drodze sklep z protezami nie patrząc już w tym kierunku. Szedł wolno  a jego myśli ciągle zaprzątnięte były rodziną Carswellów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 618
avatar
Silas Kenway
Siedział już kilka godzin przy tym oknie, wypalając jednego peta za drugim ( w końcu nie jego, to nie musi oszczędzać) i w pewnym momencie zauważył, że ktoś wyraźnie się na niego gapi. Był to nikt inny jak Nathan Lamb.
Wstał czując, że serce bije mu tak mocno, jakby było nie w klatce piersiowej a czaszce. Wiedział gdzie mieszka. Do cholery, kto mu powiedział ? Śledził go ?
Poszedł do kuchni i wyciągnął z szuflady nóż, którym ostatnio kroił pomidory. Był piekielnie ostry. Włożył go do rękawa koszuli , zamknął drzwi zakładu na wszystkie możliwe zamki i ruszył za Lambem. Szlag by go, nie chce go zabijać, ale narażać Beth nie pozwoli. I tak jej sprawiał same kłopoty.
Szedł za nim spokojnie, wyczekując na odpowiedni moment.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Szedł powoli, nie słyszał niczyich kroków, w głowie kołatało nazwisko, być ono zagłuszało wszystko. A tak być nie powinno, powinno być czujny jak gdyby zawsze był na służbie, czujny jak czarna pantera. Nie był. Nie dzisiaj i nie teraz. Mijał kolejne kamienice i kolejne wąskie uliczki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 618
avatar
Silas Kenway
Ten brak czujności miał go zgubić. Tak miało być. Miał podejść do Lamba cicho, poderżnąć mu gardło, pozbyć się ciała, najlepiej spalić i mieć święty spokój. Tylko czy potrafił ot tak zabić kogoś, wiedząc, że ten nie ma szans na obronę?
Wysunął z rękawa nóż, po czym zaszedł go od tyłu, ale jeden moment zawahania, jedno wspomnienie, uratowało życie Nathana, bo ręka Kenwaya zatrzymała się milimetry przed jego tętnicą.
- Rusz się tylko Lamb...jeden podejrzany ruch... - wysyczał mu do ucha, a potem pchnął go kolanem w ciemną uliczkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
To miało go zgubić czy tak myślał Carswell nie wiadomo. Gdy usłyszał głos w pierwszej chwili instynktownie chciał sięgać po broń, jego umysł w ułamkach sekundy analizował sytuację. Rozpoznał głos i to było kluczem by nie odstrzelić łba dla Carswella. Gdy go pchnął Lamb zapragnął ponownie sięgnąć po broń, lecz i tym razem się powstrzymał w oczach pojawiła mała Mia.
- I co mi zrobisz...? - syknął.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 618
avatar
Silas Kenway
Gdy byli już w bezpiecznym miejscu, Kenway nieco się uspokoił, ale nadal trzymał nóż na gardle kolegi.
- Czy ja wiem...kiedyś byłem dobrym chłopem Nathan, pamiętasz ? Zostawałem często po godzinach, by pomagać innym, chodziłem do slumsów, by wspomóc nawet tych najbiedniejszych, namawiać ich, by przestali żyć z kradzieży i rozbojów.... Podobno mnie ludzie lubili. Podobno było ich w chuj dużo na moim pogrzebie - jakby od niechcenia poruszał ostrzem noża w górę i w dół, nie robiąc tym samym krzywdy Lambowi. Gorzej jak zmieni kierunek.
- A kiedy się okazało, że moje kolejne śledztwo jest niewygodne, sprzątnęli mnie i moich najbliższych, zdeptali ich jakby byli robakami - ręka my zadygotała, przycisnął mocniej ostrze do jego szyi. - Policja jest jak takie jabłuszko, wiesz Nathan? Błyszczące na zewnątrz, a wewnątrz gnije, bo siedzą w nim robaki. Dobrze, by było się tych robaków pozbyć. Inaczej zarażą resztę jabłuszek.
Nathan mógł śmiało podejrzewać, że Kenwayowi odwaliło po tym wybuchu
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Uliczka Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 22Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 13 ... 22  Next
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-