IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fabryka rur

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Chyba największy zakład przemysłowy w mieście, zatrudniający lwią część mieszkańców Trzeciej Strefy, którzy nie znaleźli pracy w kopalni. Oprócz rur i zębatek, w fabryce produkowane są także proste, gotowe elementy mechanizmów i silników parowych.

W każdym z budynków robotnicy pracują przy czymś innym - w odlewni przygotowuje się proste elementy i blachy, w innym roboty tworzą nieco bardziej skomplikowane części, w jeszcze innym pracownicy przy taśmie składają to wszystko w całość, by w ostatnim można było gotowe produkty zapakować w zgrabne kartoniki. Tuż obok w gigantycznym hangarze produkowane są rury o każdym możliwym rozmiarze - od cieniutkich rurek do niewielkich sprzętów czy protez, aż po potężne rury kanalizacyjne.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pią Mar 07, 2014 10:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Patrzył uważnie i niemniej wnikliwe słuchał Henriego. Znał Marchanta nie od wczoraj, może nie były to bardzo bliskie kontakty, jednak warto było przyglądać się poczynaniom tego człowieka. Bertram był pewny, że Henry miał plan i ta fabryka nie była dla niego tylko inwestycją. Była czymś ważnym, symbolem. Być może redaktor Kroniki znalazł się w końcu, tam, gdzie uważał, że powinien.
- Ewolucja. Nieodzowne zmiany. Dobór słów kształtuje odbiór publiczny - Ferdinand skinął w stronę swego rozmówcy, bo czy musiał mu to tłumaczyć i dodał: - również i polityczny.
Bertram przerwał w momencie wejścia asystentki Henriego. Nie oglądnął się na dziewczynę, która była niezbędnym wyposażeniem wszelkich biur, ale nierozważnie było ją ignorować.
- Nie wierzę, żeby brał się pan za coś bez chociaż wcześniejszego przemyślenia. - Nie wspomniałby mu tego, gdyby nie miał w tym celu. Bertram był o tym przekonany i to, mimochodem, wspomnienie o możliwych zyskach.
- Jak pan wspomniał z technologią może pan ryzykować. Patronat będzie oznaczał dojście bezpośrednio do ewentualnych patentów. Więc z czym innym obawia się pan podjąć ryzyko? Przecież to zawsze można zminimalizować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Nie próbował być cwaniakiem, bo znał wielu takich, których szczerze za swoje zachowanie nie cierpiał. Starał się nie czepiać silnych uczuć, którymi mógłby darzyć nawet największe wrzody na dupie. Dobór słów, o których wspomniał Ferdinand świadczył też o wstrzemięźliwości. Nie tylko Marchant potrafił dobierać słowa, gesty i wreszcie całe zachowanie, do sytuacji w jakiej się na daną chwilę znajdował.
Bertramowie byli rodem, wobec którego należało przede wszystkim zachowywać czujność i ze swojej strony również być bystrym w czynach czy słowach. Nie trudno szukać powodów, dla których Marchant interesował się Bertramem, podejrzewając, że będzie to uczucie wzajemne.
I być może nikt inny nie odczytałby go w ten właśnie sposób jak zrobił to Ferdinand.
- Ludzie. – odparł. – Trzeba zrobić coś, żeby utrzymać poziom produkcji, dopóki nie będzie podłoża pod zmiany. Wie pan jak teraz wygląda sytuacja. Nastroje nie sprzyjają, a fabryka jest jednym z największych zakładów-żywicieli.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Ferdinand rozważył jego słowa. Potrzebował czasu, tylko po co? Brzmiało, jakby chciał zwiększyć mechanizację produkcji lub zmienić jej profil.
- Atmosfera zagęszcza się. Szczególnie, że działania podjęte przez rząd dla bezpieczeństwa, mogą być niefortunnie odczytywane za zbyt energiczne. - Oczywiście, że wiedział, co mieszkańcy Trzeciej Strefie szepczą między sobą. Nie po to mieli szpicli, szpiegów i donosicieli. Bertram, pomimo niechęci do slumsów, wiedział jedno - przykręcanie śruby jest skuteczne, gdy prowadzone jest bardzo delikatnie, ale efekty są zwykle krótkotrwałe.
- Obawia się pan postojów, spadku efektywności? Nastroje można zmodyfikować nawet drobnym gestem. - Bertram zdawał sobie sprawę, że będzie to trudna żonglerka między delikatnym poluzowaniem, a okopaniu się jego kolegów w radykalnej pozycji.
- Jednak to wszystko zależy jakie pan i pana wspólnik chcą wprowadzać zmiany, jeśli będą uznane za dobre i korzystne dla rozwoju miasta, pojawi się poparcie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Trudno wytłumaczyć ludziom, że to co się dzieje, ma być i jest w dłuższym okresie czasu dla nich nie tylko najważniejsze, ale i bezpieczne. – Niekoniecznie. Mówił teraz w sposób, jaki powinien się zwracać do przedstawiciela partii rządzącej. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Kawa, uśmiechy przyczepione do ust, cisza przerwana swobodną, kulturalną wymianą sztywnych zdań, specjalnych, podniosłych, ukierunkowanych na odpowiedni klaster słów. – Problem niedoinformowania będzie się pojawiał, nigdy nie minie, mam wrażenie. – mówił kiedy do pomieszczenia weszła wspomniana już wcześniej asystentka. Niosąc dwie kawy odłożyła je na stoliku przy fotelu zajmowanym przez Ferdinanda i równo, na samym środku biurka Henryka, który podziękował jej i poprosił o to, aby już mu nie przeszkadzano w spotkaniu z panem Bertramem.
Cała ta gra w istocie mogła być zabawna, ale z drugiej strony, niezmiernie męcząca.
- Choć, z drugiej strony, większe z tego zyski. – Bo ludźmi, szczególnie tymi niewykształconymi łatwo było sterować. Obaj doskonale o tym wiedzieli. Nie tylko zresztą oni.
Podniósł się z miejsca, swobodnym, niewymuszonym, może nawet lekko niedbałym ruchem otworzył szufladę, w której nie znajdowało się wiele rzeczy. Parę akcesoriów, w tym nożyce do cygara, samo opakowanie ze wspomnianą używką i papierośnica, po którą właśnie sięgnął. Zapalniczkę wyciągnął z kieszeni i położył ją na blacie. Ferdek siedział a tyle blisko, że kiedy Henry pochylony przez biurko wyciągnął do niego rękę, mógł przy odrobinie wysiłku sięgnąć po oferowane papierosy. – Leży ci coś na sercu, Ferdinandzie? Małpy całe? – zapytał uśmiechając się pod nosem. Nie mogło mu się tylko wydawać, w cyrku jakim była arena polityczna, Bertram radził sobie w eleganckim stylu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Rozmowa była kulturalna, spokojna, choć zdania padały proste, to jednak kluczyli wokół tematu. Codzienność wymagała ostrożności.
Ferdinand podziękował zdawkowo za kawę, którą przyniosła młoda dziewczyna. Nie sięgnął po filiżankę jeszcze.
- Z pewnością - zgodził się. Gdyby coś się nie opłacało, nikt nie podejmowałby się takich działań.
Bertram skorzystał z proponowanych papierosów, a Henrykową zapalniczką odpalił jeden, który sobie wybrał. Oparł się wygodnie o fotel, zaciągnął się. Na pytanie Marchanta nie odpowiedział natychmiast.
- To i ci, co zwykle - powiedział spokojnie. Prawy kącik ust Ferdinanda powędrował do góry, jakby pokazywał, że nie były to trudności, z którymi nie mógłby sobie poradzić.
- Ostatnio też słyszy się, że zainteresowałeś się uranem. O Olivierze Blacku też podobne pogłoski krążą. Nie nawykłem wierzyć w cudowne i niepowiązane zbieżności. Czyżby to były te zmiany? Niemniej zapowiada się ciekawy okres. - To było znacznie bardziej interesujące, niż gnębienie slumsów. Konkurencja dla węgla, który dla części został podniesiony do rangi świętości, to mogłaby być rozgrywka wymagająca, ale przy tym intratna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Zainteresowałem. – kiwnął głową. – Z Blackiem, sądzę, że zaczynam czuć jakąś więź, może nie braterską, ale sam wiesz jak to bywa. Czasem rozmawiamy o interesach, okazało się, że dzielimy podobne zdanie w paru kwestiach. – Nie wspomniał oczywiście o tym jak się z szanownym panem Blackiem dogadali. Byłoby to niestosowne przywoływać ich spotkanie w starej rzeźni. Komukolwiek.
- I przyznam, że to ryzykowne, ale możemy sobie na takie ryzyko pozwolić. – powiedział bawiąc się jeszcze przez moment papierośnicą, którą w końcu otworzył. Sięgnął po zapalniczkę i idąc za przykładem Ferdinanda, zapalił zasłaniając się chmurą krótkotrwałego dymu. Skonsolidowane majątki i zyski z dotychczasowych interesów Blacka i Marchanta dawały im znaczne możliwości, otwierały sporo dróg. - Pieniądze można stracić, wolę wkładać je w jakiś obrót. Będę zadowolony widząc, że coś się z nimi dzieje.
Przypomniał sobie, że przyda im się popielniczka. Sięgnął po nią do tej samej szuflady co poprzednio i skiepnął do niej od razu trochę popiołu.
- Myślę, że ciebie również mogłoby to zainteresować... – zapatrzył się na lekki dym z końcówki papierosa. – Możemy o tym zresztą porozmawiać z Oliverem. Moja żona urządza przyjęcie... z okazji święta ognia. – spojrzał na Bertrama. Nie musiał mu mówić, że jest zaproszony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Dym rozchodził się po pomieszczeniu, mieszał się z aromatem kawy. Prawdziwie biznesowa atmosfera. Bertram strzepnął popiół do popielniczki. Skinął głowa z aprobatą, relacje, u których podstaw nie leżą tylko pieniądze były zawsze pewniejsze. Zwłaszcza, gdy cel był nie tak przejrzysty. Czyżby to wpływ Henryka, że pan Black ostatnio się uspokoił. Lub w końcu nauczył się dyskrecji.
- Ryzyko - powiedział, jakby zastanawiał się na tym słowem. - Niedługo wielu będzie musiało je podjąć. Opłaci się ich wyprzedzenie. - Węgiel się kończył, ale ile osób miało tę wiedzę i ile potrafiło wykorzystać tę informację? Bertram chętnie uprzedziłby beton partyjny.
- Z wielką chęcią porozmawiam z Olivierem Blackiem.
Wziął łyk kawy i sięgnął po papieros oparty w popielniczce, zaciągnął się.
- Rozumiem, że to czas na cichą kampanię wśród odpowiednich ludzi?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Nie tylko kampanię. – powiedział z ręką, która zawisła nad popielniczką. Przypatrywał się Ferdinandowi zaledwie chwilę, a przez ten moment, na usta wszedł mu zadziorny uśmiech. Oparł się wygodnie w krześle, zerknął gdzieś w bok, na pustą ścianę. Całe biuro było zagospodarowane w minimalistyczny sposób, choć przestrzeń, jak na te czasy, nie była mała.
- Pytanie, czy jesteś zainteresowany. – zaczął, ale zanim kontynuował, musiał zaciągnąć się papierosem. – Być może mam pewien bardziej konkretny, aby dobrze na tym wszystkim wyjść. Ale potrzebna mi pomoc.
W tym świecie wszystko było kruche. Znajomości miały swoje fundamenty, ale niewłaściwy ruch mógł podważyć wątpliwe zaufanie, jakim obdarzyły się dwie osoby. Szło to w obie strony. Ale świat miał swoją konstrukcję. Nie bez powodów ojciec Marchanta utrzymywał z Bertramami przyjacielskie stosunki. Matka swego czasu żywiła cichą nadzieję, że Charlotte wyjdzie za nikogo innego jak Ferdinanda. Cóż z tego, koro jej córka miała jeszcze mleko pod nosem kiedy mężczyzna szukał już sobie żony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Kolejna partia popiołu wylądowała w popielniczce. Polityk uniósł brew do góry. Henry chciał jasnej deklaracji. Nie dziwił mu się, ponieważ on by postąpił na jego miejscu podobnie. Mimo wszystko Ferdinand wołał tego unikać, chyba, że posiadał podstawy do zaufania. Tu poniekąd miał - gwarantowała to wspólna historia obu rodzin.
- Jestem zainteresowany. O moje zaangażowanie nie masz, co się martwić, Henry - powiedział spokojnie zagaszając końcówkę papierosa o rand popielniczki.
- Jestem ciekawy, co planujesz? I czego ode mnie oczekujesz? - spojrzał na Marchanta znad filiżanki. Poza rozmowami z odpowiednimi osobami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Chcę wyciągnąć potężne pieniądze z tego o czym ostatnio coraz częściej się mówi. Wszystko można podyktować, potrzebni są tylko aktywni gracze. – mówił. – Zawsze lubiłem gry spekulacyjne. – uśmiechnął się. Zajmowali się z Ferdinandem podobną problematyką. A wszystko to działało jak żywy organizm wspólnych zależności.
- Potrzebne mi są pewne dostosowania. – powiedział wstając z krzesła. Przeszedł się po gabinecie, aż do drzwi, które otworzył i zamknął, na klucz. Chciał to zrobić już wcześniej, ale najzwyczajniej w świecie, wypadło mu to z głowy.
- Żeby osiągnąć co zamierzamy, potrzebujemy obniżenia ceny węgla, która spowoduje wzrost popytu. Szczególnie w niższych warstwach, które pewnie pomyślą, że to okazja, która się nie powtórzy. Będą mieli trochę racji. – Powolnym krokiem wracał do biurka. Nie usiadł na krześle od razu. – Black ma silną pozycję w radzie. Swoją drogą, podejrzewam, że pomoże mu nawet to co się działo z jego rodziną w ostatnim czasie. Tak czy siak, chcę doprowadzić do spadku zainteresowania uranem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Przechodzili do konkretów, po to tu przyjechał. Kontrola była prostym i eleganckim pretekstem.
- Graczom potrzebna jest odpowiednia plansza. - Z pewnością mógłby zadbać o odpowiednie warunki, otoczenie. Energetyka i Gospodarka, mógł się z nimi porozumieć.
Ferdinand popatrzył na wracającego od drzwi Henryka.
- Kopalnia zaleje rynek, wyrzuci rezerwy. To również będzie sprzyjające dla rządu. Za jednym razem uderzenie w pogłoski o końcu węgla i poprawa nastrojów, na chwilę - dodał z ironicznym uśmiechem.
- Sądzę, że jestem w stanie przekonać innych, że lepiej wziąć mniej i nie ryzykować niezadowolenia ludzi. - Pokiwał głowa i dodał: - tak to będzie wyglądać z zewnątrz. Przy takim zmieszaniu Black spokojnie przejmie uranium. Do tego niejasno zasugerowałbym, na miejscu pana Blacka, że po prostu chce zbić konkurencję, a pozycja węgla jest niezachwiana.
Masa zainteresuje się tylko ceną surowca, a wśród graczy zasieją zwątpienie. Bertramowi całkiem to odpowiadało. Chyba najzwyczajniej bawiły go takie rozgrywki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Ludzie nie rzucą się, być może, na węgiel od razu. – mówił. – A jeśli tak, to wszystko cyrkuluje. Prędzej czy później, jeśli tego nie spalą, a trudno jest przechowywać większe zasoby, sprzedadzą. – Sam przecież pozbywał się nadwyżek węgla. Ale w przypadku Marchanta miało się to zupełnie inaczej.
- Szczególnie, że wszyscy widzą co się dzieje. – kiwnął głową. Nie trzeba było niczego dodawać. Partia rządząca wiedziała doskonale, że jeśli nie ociepli wizerunku, wszystko strzeli w łeb i nie zostaną wybrani na następną kadencję.
- Otóż to. – przyznał mu rację. – Nie weźmie całego „uranu”, byłoby to dla niego więcej niż ryzykowne. Chyba, że postanowi inaczej, sugerowałbym jednak wykupienie pewnej części udziałów. Za uranem idzie wiele innych, również nieopłacalnych do końca, inwestycji. Mam na myśli… - wyciągnął rękę zaczynając gestykulować. - Trzeba nam jakoś dostarczyć to wszystko, a budowa idzie jak krew z nosa. Jak spekulacje pójdą w stronę tańszego węgla, a co za tym idzie, drogiego uranu, również i budowanie kolei zostanie rozciągnięte w czasie.
Rozszerzył palce obu dłoni na blacie, przebiegł nimi delikatnie i usiadł przy biurku.
- Możemy przy tym nieźle namieszać. – uśmiechnął się. – Mam jeszcze jedną ciekawą wiadomość. – zmienił płynnie temat. Wszystko było ze sobą w pewien sposób połączone. – Rezygnuję z Kroniki, ale Fanny będzie się starać o stanowisko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
- To będzie kwestia kilku miesięcy, zanim cały proces osiągnie odpowiednie warunki. - Zanim rząd porozumie się z radą, zanim wyprzedadzą się stare zapasy węgla i cena detaliczna obniży się dostatecznie. To oznaczało z kolei, że będą mieć dość czasu.
- A my musimy coś rzucić ludziom, tym bardziej, że niedługo ustawa Willoughby'ego wejdzie w życie. Nawet napisana od początku do ostatniej kropki okrągłym zadaniami, w najlepszym razie mogłaby być odebrana, że rząd ma odmienne pojęcie o tym, co jest potrzebne w slumsach. - O rozdmuchania tej sprawy przez socjalistów wolał Ferdinand nie myśleć. Choć oczywiście wiedział.
- Dobrze. A po wszystkim środki publiczne i tak wejdą w te inwestycje, gdy nie będzie już wyjścia.
Bertram sięgnął po kawę.
- Poświęcasz się całkowicie fabryce - Ferdinand skwitował z uśmiechem. - Jednak nie wypuszczasz całkiem z rąk Kroniki. O ile Fanny zostanie naczelną, choć jak zazwyczaj osiągnie swój cel. - To byłoby korzystne dla Bertrama, więc przeszkadzać nie zamierzał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Owszem, dlatego trzeba sensownie to wszystko rozłożyć. – powiedział, chyba sam do siebie, zastanawiając się nad kolejną rzeczą, która mu do głowy przyszła. O tej na razie jednak nie chciał mówić Bertramowi, dopóki sam ze sobą nie dojdzie do ładu. Biorąc za przykład błędy przeszłości, najpierw myślał, potem czynił (czyt. Fanny i kuchenne rewolucje).
- Nie wiem czy Willoughby sam sobie nie strzela w kolano. – powiedział drapiąc się w bok szyi, przy żuchwie. Odstawił rękę i sięgnął do filiżanki. Na biurku nadal leżała otwarta papierośnica, więc Ferdinand nadal mógł się częstować.
- Nie żeby mi to przeszkadzało. – wzruszył ramionami odkładając kawę na talerzyk. Podejrzewał, że Ferdinand doskonale wiedział o co mu chodzi. Uśmiechnął się pod nosem. – Jakoś nie obdarzam go swoim zaufaniem. – powiedział przypominając sobie pokaz Odette.
- Szczególnie, że mam wrażenie, Willoughby będzie chciał wpłynąć w pewien sposób na decyzje mojej żony. – Nie można było Fanny odmówić tego, że była piekielnie inteligentna, choć czasem zawodziły ją zwykłe, proste uczucia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Bertram odłożył na stolik pustą filiżankę.
- Czas oceni - powiedział wymijająco. Nie miał powodów, o których by wiedział, aby być niechętny ministrowi. Z drugiej strony wszelkie działania, które mogłyby uderzyć w ich plany lub wymuszały podejmowania działań naprawczych, były irytujące. Kto gasił pożary? Kto wyjmował haki, zastraszał, sugerował pomoc albo cofał poparcie?
- Może tak się to skończyć. - Uśmiechnął się lekko, widział Alexandra z Fanny na bankiecie u Pirce. - Willoughby wystawia się w pewnych sytuacjach za bardzo. Póki, jednak nie wpływa to na nasze przedsięwzięcia - rozłożył dłonie. Rozgrywki wewnątrz partii, wewnętrzne stronnictwa ścierające się ze sobą, to było bardzo kruche. Gdyby wiedział, co wyprawia jego kolega z Tonią.
- Za bardzo gra wyłącznie pod siebie. Fanny na pewno też to dostrzega. Ale nie przeszkadza to mieć rękę na pulsie. - Czy to zdanie dotyczyło tylko Marchanta czy polityk również chciał mieć oko na Kronikę? Gazeta była kolejnym narzędziem rządu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
- Masz rację. – powiedział podnosząc filiżankę do ust po raz kolejny. Nie leżało to w jego gestii, aby przejmować się tym co wyczynia Willoughby, dopóki nie dotykało to jego interesów. Henry jak zwykle wolał być dobrze poinformowany, żeby nikt go na przyszłość nie zaskoczył. Ale los różne sobie pisze scenariusze.
- Nie sposób się z tobą nie zgodzić, Ferdinandzie… - uśmiechnął się biorąc ostatni łyk kawy. Odłożył filiżankę na talerzyk zakładając splecione ręce przed sobą. Zdawało się, że Fanny nie będzie do końca łatwą wspólniczką. Na razie o niczym nie wie. Być może najlepiej żeby o niczym się nie dowiadywała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
- Wielkie umysły myślą podobnie - uśmiechnął się ironicznie. Wiele można powiedzieć o Ferdinandzie, ale na pewno nie był próżny i doskonale znał swoje ograniczenia.
Bertram spojrzał na Henry'ego.
- Czy jeszcze o czymś powinienem wiedzieć? Oczywiście twoja żona może liczyć na moje poparcie - dodał swobodnie. Kolejna zależność, przysługa dla dobra tej ciasnej grupy interesu.
Z tyłu głowy myślał z kim zacząć rozmowy, najlepiej z Energetyką, potem burmistrz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Szło dobrze, Bertram widział w tym wszystkim interes i to było ważne. A Henry? Był sceptyczny, oczywiście. W takim momencie nie można być pewnym pojedynczej rzeczy, co dopiero powodzenia w kwestii grzebania w gospodarce całego miasta.
- Jeśli coś mi się przypomni, będę cię o tym informował. – odpowiedział kiwając nieznacznie głową. Miał niedługo wstać i otworzyć drzwi, które zamknął ku przestrodze, czy bezpieczeństwu. – W imieniu swoim i Fanny, dziękuję. – powtórzył gest.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 72
avatar
Ferdinand Bertram
Gdyby wszystko było pewne, to po w ogóle zaczynać grę? Bertram lubił to w polityce. Można planować, ale zawsze coś mogło pojawić się i zmienić warunki na planszy. Cała sztuka to dogodnie to wykorzystać. Banalnie brzmiało.
- Znakomicie.
Skinął głową w odpowiedzi na podziękowania Henryka.
- Należy się jej, wam obojgu. - Wsparcie dla Marchantów, oznaczało poniekąd wsparcie dla siebie.
Porozmawiali jeszcze trochę, głównie na ogólnikowe tematy. Henry mógł oprowadzić polityka po części fabryki. A potem kontrola skończyła się, jak łatwo się domyślić z pozytywnym wynikiem, nawet jeśli raport nie został jeszcze spisany. Panowie się pożegnali kulturalnie i oficjalnie.
/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
1-5 czerwca 2866 roku

I tutaj należało mieć gabinet. Nie był tak okazały jak ten w biurowcu. Mimo to Faust sporą część swojego dnia przebywał tutaj. Skromne biuro miało jednak coś innego niż te w mieście. Tutaj okno a właściwie wielka szyba była widokiem na wielką halę produkcyjną. Często to właśnie przy niej stawał Faust i przyglądał się na produkcję idącą pełną parą. Tak było i w tym momencie do póki nie rozległo się po biurze pukanie. Faust chwilę stał nie odrywając wzroku od hali w końcu przeniósł wzrok na drzwi.
- Proszę – rzucił chłodno, w głosie nawet było podenerwowanie.
Do pomieszczenia wszedł kierownik produkcji kiwnął głową, a w dłoni trzymał teczkę, trochę ubrudzoną smarem. Ale co tu nie było ubrudzone?!
- Dlaczego czwarta linia produkcyjna stoi – zapytał nim kierownik zdążył cokolwiek powiedzieć – z tego co pamiętam, a wydaje mi się że dobrze pamiętam, czwarta linia robiła zamówienie rządowe na zębatki H-Z-7 – mruknął potem wytrzeszczył pytający wzrok na kierownika (narrator nie ma pojęcia jak wygląda zębatka H-Z-7).
- No i właśnie ja w tej sprawie panie Faust – zaczął trochę niepewnie, lecz kierownik należał do tych pewnych ludzi i nie trząsł portkami wszedł głębiej podszedł do biurka i rozłożył na nim teczkę. Miał tam kilka zapisów, planów produkcji i zamówień. Nie czekał na kolejne słowa, wiedział że Faust potrzebował tylko i wyłącznie konkretów.
- Bo tak, te zębatki z linii czwartej można by było siedemdziesiąt procent produkcji przerzucić na linię drugą, tam idzie produkcja zębatek do budowy kolei linia pierwsza robi śruby też na kolei i nie są tak pilne, można by wziąć zasoby ludzi z pierwszej znaczy tak z dziesięć procent i przenieść na drugą, a ludzi z czwartej, oczywiście prócz mechaników… przenieść na piątą tam robią te sprężyny do broni dla wojska. Budowa kolei i tak się ciągnie, zrobili byśmy nadprodukcję sprężyn – uniósł palec do góry – też pilna sprawa bo i armia będzie zadowolona z wcześniejszej dostawy, może jakiś rabat pan wytarguje, no a czwarta linia zepsuta główna praca, naprawa jakieś dwa dni optymistycznie półtorej… eh ale będziemy mieli wciąż osiemdziesiąt procent produkcji zębatek a kolej – wzruszył ramionami.
Faust uważnie przyglądał się zapisanym notatkom, strzałkom i równaniom.
- Powiedz mechanikom że mają dzień na naprawę, opóźnienia narażą nas na koszty i kary za niedotrzymanie terminów, a ja nie mam zamiaru obcinać premii sobie i wam – mruknął, nie był zadowolony ale co miał zrobić. Faust nie lubił otaczać się półgłówkami a kierownik do takich nie należał.
- Zrobią w dzień, przerzucicie produkcję, pięć dni sto dwadzieścia procent normy i jesteśmy na zero – dodał, kierownik ruszył do wyjścia. Jednak się zatrzymał.
- Panie Faust ja bym dzisiaj jednak musiał wyjść tak z godzinę wcześniej, no bo, bo córka narozrabiała w szkole, ja tam wszystko pozałatwiam, zdążę, a żona nie może bo z małym siedzi – zaczął patrząc wzrokiem błagalnym na Fausta.
- Rosalia tak? Znowu? – pokręcił Faust z rezygnacją głową – no dobrze – dodał po chwili.
Gdy kierownik podziękował i wyszedł Faust wrócił do szyby. Chwilę jeszcze przyglądał się po czym wrócił do biurka, przysuną teczkę i zaczął sprawdzać zamówienia. Te przyszłe.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
/

Ostatnimi czasy Faust unikał kontaktów towarzyskich, nawet Hazel gdzieś została na boku. Mniej gry w kasynie. Jakby wrócił do swojego świata. I tutaj też był w fabryce, spędzał tutaj całe dnie, nieraz do późnych godzin nocnych. Widywał się z Greggiem który robił swoje, pilnował interesów Fausta, tych drugi.
Dzisiaj były już późne godziny popołudniowe. Faust siedział przy biurku, na nim jak zwykle stos papierów, zamówień, projektów, faktur, cześć do podpisania część do analizy. Brał jeden dokument czytał, podpisywał i odkładał go na inny stos. Obok, gdzieś na szczycie biurka stał kubek zapewne już z zimną kawą.
Rozległo się pukanie do drzwi. Zapewne kierownik. Faust podniósł na nie spojrzenie, nie powiedział jednak ani proszę ani wypierdalać, ani zajęte, wszak to nie kibel.
Drzwi się otworzyły. Tak tu się nie pukało chyba, że na specjalne polecenie.
- Szefie… zamówienia – rzucił wyciągając przed niego kilka kartek papieru – jedno przyszło z kopalni na maszyny drugie rządowe, wojsko no i te z budowy kolei miejskiej.
- Dobrze zostaw – mruknął Faust sięgając po kubek. Kierownik tak zrobił i zaraz zniknął. Te z budowy kolei przysunął do siebie. Oczywiście że chciał przejąć tą inwestycje i połączyć ze swoją budową metra. Chwilę przyglądał się zamówieniom. Po czym kontynuował wcześniejszą pracę.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
/ post pracy
ze szpitala, ten sam dzień

Po obowiązkach wykonanych w Centrum, Esme postanowiła przenieść się na Slumsy. Nie miała większego czy mniejszego lęku poruszania się tą samą drogą, co zawsze, prosto ze swojego mieszkania, które wołało o pomstę do nieba.
Zastanawiała się jednak, ile jeszcze będzie pracować. Właściwie mogłaby już się zwolnić, jednakże uznała, że nie ma jeszcze odpowiedniego momentu. Wiele do niego nie brakowało.
Zauważyła też, jak dużo ją omija, co trochę kobietę bolało. Niemniej, przygotowała się do pracy, przywitała z obecnymi na zmianie, podbiła kartę i najpierw wzięła się za przekładanie śrubek do odpowiednich przegród, do reszty, potem za uporządkowanie narzędzi.
Wtedy mogła też wziąć się za dokręcanie części rur, ich podstaw i zabezpieczających pierścieni. Potem i te zaczęła odwozić na prześmiesznym wózku do odpowiednich skrzyń, żeby te powędrowały dalej, przez kolejne sektory fabryki.
Po dwóch przerwach, jednej dłuższej, Esmeralda wróciła na halę pracy, aby tę uporządkować. Trochę jej to zajęlo, pucowania co nie miara, ale gdy skończyła była i padnięta, i zadowolona z efektów.
Opuszczając fabrykę, podbiła kartę i wróciła do siebie.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 276
avatar
Abigail Roberts
/ początek

Ostatnio nie wiodło się pannie Roberts zbyt dobrze. Kolejne wizyty komornika nie nastrajały optymistycznie. Kradzieże nie szły zbyt dobrze czym samym kończyły się jej oszczędności. Musiała iść do znienawidzonej przez siebie fabryki by dorobić.
Nienawidziła tego jak w duchocie musiała stać przy taśmie montażowej i przebierać wśród rurek. Musiała wyłapywać wszystkie uszkodzone bądź niespełniające norm. Zajęcie było nużące, monotonne i bolały ją ręce. Jednak cholera z czegoś musiała żyć.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 678
avatar
Esme Grant
/ początek, 18 lipca

Esme po powrocie ze szpitala przebrała się i ogarnęła, chcąc wybrać się do fabryki rur, żeby tam wypełnić swoje obowiązki w pracy. Pracy, którą to coraz rzadziej wykonywała, a jeśli już - z niesamowitą skrupulatnością. Na swój sposób tego jej brakowało - grzebania w metalach, skręcania, ciężki i trujący zapach, w niektórych pomieszczeniach spory chłód, w innych uwłaczający gorąc.
Znalazła się na odpowiednim stanowisku, zaczynając całą robociznę: najpierw od uporządkowania miejsca pracy, w którym się znajdywała, następnie przygotowanie narzędzi i śrub, niewielkiego wózka na jaki zostaną odłożone najlepsze części i drugi - gdzie będą te śmieci.
Wzięła się za wybieranie najpierw wyszczerbionych na krańcach części, jakie przeznaczone były do ponownego wytopienia, odlewu, a potem do skręcania i łączenia tych, których jakoś była wyraźnie zadowalająca. Przy tym Esme nie omieszkała nie pogwizdywać sobie czy zagajać innych współpracowników, starając się nadrobić to, co dzieje się w Trzeciej Strefie, w której mieszkała całe życie.
Ostatecznie kobieta opuściła fabrykę, kończąc pracę.

/zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Fabryka rur
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-