IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulica Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Ulica Dwudziesta Trzeciej Strefy biegnie na tyłach fabryki rur i zębatek. Wzdłuż niej zbudowano kamienica z przydziałowymi mieszkaniami dla kierowników zmiany i brygadzistów fabryki.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak kilka razy wychodził szukać Ikara. Nie miał pojęcia jak robot wygląda, ale miał wrażenie, że go pozna. Wie jak poruszają się roboty. Choć niewątpliwie doktor D. wykonał perfekcyjną robotę godną mistrza robotyki jakim był i ten egzemplarz mógł nie przypominać niczego co było aktualnie znane.
Dziś miał już wracać do domu. Był zmęczony. Chciał zapaść się w fotelu i zapalić fajkę, a jutro na nowo rozpocząć poszukiwania. Wyszedł zza jakiegoś zakrętu i... jakby się cofnął w czasie. Kiedy Kira brał w parku ich wspólną koleżankę na plecy, a potem musieli uciekać, bo policja chciała ich zawinąć za burzenie porządku publicznego. Chyba było to jedno z przyjemnych wspomnień Isaaka, jedno z niewielu. Zamrugał.
-Ki... Ikar!
Nie wierzył, że doktor zrobił... kopię swojego syna. Burton rzadko czuł jakiekolwiek głębsze emocje, a teraz... Zrobiło mu się po prostu smutno. Tak po ludzku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 89
avatar
Ikar
- Mechanizm napędza każdy organizm.
Szedł przed siebie, bez oznaki zmęczenia, próbując odtworzyć drogę, którą prowadziła go do siebie. Mało nie zderzyli się z dziwacznym, zakurzonym człowiekiem, który wyszedł nagle z bocznej uliczki. Miał go wyminąć, kiedy usłyszał swoje imię. Zatrzymał się i odwrócił w stronę bladego mężczyzny w siwym pasmem.
- To ja- odparł, przekrzywiając głowę. Nie widział go wcześniej.
To było niedługo przed wojną. On, Isaak i Justine, niewiele młodsza od nich. Znając się niemal od dziecka, często zabierali ją ze sobą. Wtedy musieli szybko uciekać z tego parku, żeby wrócić do domów przed godziną policyjną. Kilka lat później Kira oświadczył się Justine. Do ślubu nigdy nie doszło - zginął dwa tygodnie później podczas walk z armią Wielkiego Dyktatora.
Teraz stał przed Isaakiem dokładnie taki, jakim go zapamiętał. Smukły, wysoki, o stalowoszarym spojrzeniu, które jednak wydawało się nieco puste. Nie pamiętając ani Isaaka, ani Justine, która pogrążona w rozpaczy dalsze życie wiodła samotnie, uciekając we wspomnienia. Dedalus bez wątpienia wykonał kawał dobrej roboty.
- Czy się coś stało?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
- Dziwny jesteś.
Stwierdziła, ale już dalej nie wypytywała. Pewnie dlatego, że pojawił się jeszcze dziwniejszy mężczyzna. Clem spojrzała ponad ramieniem Ikara na Isaaka, nie opuszczając swego wygodnego miejsca na plecach blondyna.
Jednak gdy Ikar zareagował na słowa mężczyzny, Pike zsunęła się na ziemię.
- Ejej znasz go? Wiesz gdzie mieszka? Bo chyba stracił pamięć.
Wtrąciła się do rozmowy, która jednak na dobre się nawet nie zaczęła. Złodziejka przystanęła u boku Ikara i zlustrowała osobę Isaaka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak... cóż, przez kilka sekund, przez chwilę dłuższą niż powinien, nic nie mówił. Jakby go zatkało. Fakt, nigdy nie był typem bardzo rozmownym, któremu nie zamykałyby się usta. Teraz to było co innego. Szok? Możliwe. Właśnie widział przed sobą Kirkę, jak żywego. Tylko o wiele młodszego niż powinien być po tylu latach. Byli w równym wieku, a ten miał na oko jakieś dwadzieścia lat.
-Tak, znam. Faktycznie stracił pamięć. Szuka go.. brat.
Popatrzył się na Kirę. Ikara. To był cholerny anagram. Dedalus był naprawdę genialny. Popatrzył się po dziewczynie. Młoda.
-Odprowadzić cię gdzieś?-spytał chyba już bardziej od niechcenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 89
avatar
Ikar
- Mam brata? - zainteresował się, postępując krok do przodu, w stronę Isaaka. Właściwie, to dzielił ich niecały metr, może mniej. - Możesz mnie zaprowadzić do domu?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
Clem podparła się pod boki i nieufne spojrzenie wbiła w Isaaka.
Gdy Ikar zrobił krok w jego stronę, ona również.
- Ma brata?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak czuł się taki... młodszy. Jakby te dwadzieścia prawie lat nie istniało i byli nadal młodymi wynalazcami.
-Tak. Tak mogę.
Popatrzył się na Klementynę tak samo nieufnie jak ona na niego.
-Tak. Też go szuka.
Przeniósł wzrok z powrotem na robota.
-Idziesz ze mną?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 89
avatar
Ikar
- Skoro mnie szukają, to powinni znaleźć. Pójdę z tobą.
Naiwność Ikara wydawała się być ogromna. Isaak przecież mógł być zwykłym zboczeńcem, lubującym się w jasnowłosych młodzieńcach.
- Pójdę do mojego ojca, a potem do ciebie wrócę - zwrócił się do Clementiny. Wyciągnął do niej rękę, wystawiając mały palec. Dawał słowo? Zdaje się, że wiedział co to znaczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 726
avatar
Clementina Pike
Clem zmroziła spojrzeniem Isaaka, jakby obiecując mu, że jak Ikar nie wróci, to ona go odnajdzie i wytnie mu dziurę w brzuchu. Zmarszczyła czoło, ale gdy przeniosła oczy na Ikara, jej twarz złagodniała.
- Tylko wróć.
Sama wyciągnęła dłoń i skrzyżowała palec z blondynem. Uśmiechnęła się do niego i cofnęła, zabierając dłoń. Jeszcze jedne groźne spojrzenie na Burtona i dziewczyna się oddaliła.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 311
avatar
Isaak Burton
Isaak oczywiście przeraził się bardzo śmiercionośnym spojrzeniem nastolatki. Aż mu nogi zadrżały. Niedoczekanie. Niezbyt już zwracał uwagę na dziewczynę, ze spojrzeniem wbitym w Kirę. Ikara. Fascynujące, naprawdę fascynujące! Poczekał aż ci się pożegnają, a później ruszył z Ikarem w stronę antykwariatu.

----> antykwariat
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Z lennoxolandu, zapewne -->

Lennox był w bardzo dobrym nastroju. Można wręcz posunąć się do stwierdzenia, że jest iście zajebiście. Oczywiście, jego wspaniały humor był bardzo łatwy do dostrzeżenia dla losowego obserwatora.
Pan detektyw wędrował sobie powoli ulicą. Fedora, jak zawsze, przekrzywiona na bakier rzucała lekki cień na jego twarz. W pysku trzymał nieodłącznego papierosa, a na jego obliczu jawiła się wręcz idealna... obojętność. Nie gniew, nie znudzenie, ot, idzie sobie człowiek. Postawił kołnierz, po czym wepchnął ręce głęboko do kieszeni płaszcza.
Od razu widać że ma doskonały humor.
Wizja pięciu setek Kredytów chyba na każdego by tak wpłynęło.
Szedł powoli przed siebie, nie myśląc za bardzo gdzie idzie. Liczył się sam fakt chodu, lekki przewiew który taka przechadzka oferowała i, co najważniejsze, czas do rozmyślań, bez flaszki Whsikey pod ręką.
W pewnym momencie zaczął pogwizdywać sobie cicho pod nosem. Widok rzadki, można strzelić fotkę i wrzucić do albumu, coby przyszłe pokolenia wiedziały że Lennox to nie tylko jednak smęci!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
/start
Tymczasem drugą stroną ulicy cisnęła sobie... Isabela! Tak, tak, tego się nie spodziewaliście, prawda? Po ówczesnym rozglądnięciu się po jezdni przeszła po pasach na drugą jej stronę jak na przykładną policjantkę przystało. I wtedy właśnie przyuważyła znajomą twarz. Zaraz, zaraz, zaraz! Czy to nie był...
- Lennox?! - zawołała za nim, bo mężczyzna zdążył już przejść sobie obok niej. Szybkim krokiem zrównała się z nim.
- Lennox, to naprawdę ty? - spojrzała na niego z mieszanką radości, wyższości i zdziwienia na twarzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Rzeczywiście, autor się tego nie spodziewał. Był niemal pewny że pojawi się Mabel! No ale cóż zrobić? Narzekać nie miał zamiaru!
Czy poznał kobietę, gdy przechodził obok niej? Wstyd przyznać, ale chyba nie. Głównie dlatego że był zajęty planowaniem sensownego wydania forsy, która spadła mu z nieba. Osz cholera, raz w życiu los się do niego uśmiechnął! Nie można tego zmarnować! A wagon papierosów, czy morze Whiskey... no, na tą chwilę zapewne nie zaspokoiłby ambicji Lennoxa!
Przystanął, a przynajmniej zwolnił i obejrzał się za siebie, gdy usłyszał że ktoś go woła.
Uśmiechnął się. Ostatnio ten dziwny grymas podejrzanie często gościł na jego twarzy. Pewnie niedługo przejdzie!
- Jestem niemal pewien że tak. - mruknął, zaciągając się papierosem. Zmierzył kobietę wzrokiem... I dopiero teraz uśmiech się rozszerzył, a w głowie coś zaskoczyło. Aha!, zdawał się mówić wyraz jego twarzy.
- Isabela! - powiedział w końcu. Bardzo odkrywczy wniosek, trzeba przyznać - Wybacz, ale wpierw nie poznałem... - wyjął nawet niedopałek papierosa z ust i strząsnął popiół na chodnik - ...wypiękniałaś od naszego ostatniego spotkania! - wyszczerzył się. No i oto cały Lennox, pocieszny jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Nie można powiedzieć, żeby Isabela miała dobry dzień. Jak dotąd był iście beznadziejny. Od rana czuła się zmieszana wizytą ojca, co objawiało się złym nastrojem, a do tego śledztwo nie przyniosło żadnych skutków. Tyle tylko, że znalazła się w tych brudnych slumsach. Ale teraz widać szczęście się do niej uśmiechnęło. Mogła napawać się nieszczęściem innych. Kogoś życie udupiło bardziej niż ją. No, ale tego oczywiście po sobie nie pokazywała!
- Nie pamiętam, żebyś miał gadane - stwierdziła podpierając się pod boki. - Także uważaj co mówisz. Jeszcze ci w te brednie uwierzę - na jej ustach zagościł zagadkowy uśmieszek. A Lennox tak się szczerzył, że aż dziw! Nasza policjantka pomyślała nawet, że nie wiedziała, że Lennox miał taki ładny uśmiech.
- Jak ci się wiedzie? Nikt o tobie nie słyszał odkąd... - nie musiała mówić tego na głos. Ale w sumie czemu by nie? -...cię wylali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Och, Lennox nigdy nie twierdził by życie jakoś go udupiło. W sumie lubił to co robił. Może nie lubił większości ludzi, nie przepadał za rządzącymi, pijaczki i złodziejaszki ze slumsów go wkurwiały, rzygał papierową robotą, a dochody od klientów trzymał w skrytce pod podłogą żeby wymigać się od ewentualnego podatku... ale było dobrze. Na tyle na ile może być dobrze w skali Lennoxa.
- Bo nie mam. - wzruszył ramionami. Ostatni raz bajerował jakieś kobiety, gdy prowadził śledztwo w sprawie Pixie. Aż uśmiechnął się pod nosem. No i w Ratuszu. Mad nie liczył! Bo sam nie był pewien czy ją podrywał, czy też nie. - Jakie brednie? To szczery komplement, zapewniam. - tym razem się nie wyszczerzył, raczej pozostał neutralny, ale oczy, o dziwo, miał radosne. Dociągnął papierosa do końca i wyrzucił go na chodnik, nie kwapiąc się do tego by go przydepnąć.
- Szczerze? Zadziwiająco dobrze. Podejrzanie wielu ludzi woli kierować się do prywatnego... przedsiębiorcy... - aż parsknął -... niż do policji. Nie tak dawno temu skapnęły mi cztery stówki za pracę. Ale wtedy był u mnie jakiś Eliciak... - zmarszczył brwi.
Odkąd go wylali? Czyżby policyjna propaganda znów zakrzywiała obraz rzeczywistości? Pan komendancik, psia jego mać. Siedzi za tym jebanym biurkiem i popija kawusię, a bardziej od tego co kto robi złego < aż się zrymowało! >, obchodzi go to ile mu do kieszeni napchają.
Skurwysyn. Lennox szczerze nie lubił większości swych byłych współpracowników z policji. W dużej większości banda imbecyli, mięśniaków i tak dalej. Więc odszedł, a szło mu całkiem dobrze. Może zdarzały się jakieś tarcia, ze względu na jego... hym, podejście do tego wszystkiego, ale zapamiętał odejście jako swoją decyzję.
- Mnie się wydaje że sam odszedłm. - mruknął, przyglądając się starej znajomej z pracy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Powoli zaczyna mi się wydawać, że skala Lennoxa i skala Callahan są do siebie w pewnym stopniu podobne. A na pewno nie różnią się wiele. No, biorąc pod uwagę, że Lennox w stanie neutralnym to bardziej markotny Lennox niż ten wesołek, którego zastała dziś Isabela.
A Isabela postanowiła obrócić kota ogonem, jak to często czyniła na przesłuchaniach.
- Czyli sugerujesz, że wcześniej byłam brzydka? - założyła ręce na piersi i wbiła w niego ów znane groźne spojrzenie Callahan.
- Doprawdy? Robisz nam konkurencję, Lennox? Nieładnie, nieładnie - pokręciła głową, lecz jej ton wskazywał, że wcale nie ma mu tego za złe, a tylko się z nim droczy. - Może tobie też ktoś powinien zrobić konkurencję? Ogłoszę się jako prywatny... przedsiębiorca. Isydor Callahan. - Bo wiedziała, że jako kobieta to raczej wielką konkurencją nie będzie.
Banda imbecyli i góry mięcha? No tak, wystarczy tylko spojrzeć na Isabelę, Lamba i Crowa. Idealnie wpisują się w ten opis!
- A mnie, że nie miałeś innego wyjścia, by zachować twarz.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
To bardzo prawdopodobne. W sumie, chyba wszystkie skale pesymistów szalenie pociesznych osób, są podobne, nie? A Lennox w stanie neutralnym zazwyczaj przemyka ulicami miasta jak duch i zagląda do pubów, coby komuś mordę obić, bo "ma zły dzień". Teraz zapewne pojawi się pytanie, jak wygląda Lennox gdy ma naprawdę zły humor. Tutaj na razie bez komentarza.
Gdy tak założyła ramię na ramię i wbiła w niego to swoje "groźne" spojrzenie, pan detektyw podrapał się po brodzie, z dość obojętnym wyrazem twarzy. Zaraz jednak uśmiechnął się nieznacznie. Uśmiechy, uśmiechy, jak z Ewą na chacie!
- Gdzieżbym śmiał? Pragnąłem jedynie zaznaczyć że, o ile wcześniej zaliczałaś się do tych ładnych, to teraz jest jeszcze lepiej. - pan Lennox romantyk powiedział co wiedział i sięgnął do kieszeni spodni po papierosy. Nie ma to jak flirt na ulicy, od razu się lepiej na świat patrzy.
Wyciągnął jedną fajkę z paczki i wsadził ją sobie do ust. Jeszcze nie podpalał, wyciągnął rękę z papierosami w stronę kobiety i uniósł lekko brew w niemym pytaniu.
- No, ktoś musi. - wymamrotał, nie pozwalając papierosowi uciec z ust. Wzięła fajkę, czy odmówiła, schował paczkę do kieszeni. Później nastąpiła pora na zapalniczkę i przygotowanie papierosa do boju.
- Hym, ponoć taka konkurencja tylko dobrze robi. - oczywiście, szczególnie wielkim firmom które tracą zyski, sypią się zwolnienia a pracownicy muszą harować jak woły, coby "dbać o poziom przedsiębiorstwa". Ale pan Lennox nie uważał się za wielką firmę, a konkurencja by mu nie przeszkadzała. Bo ludzi z "problemami natury kryminalnej" znajdzie się sporo.
- O, tak. Wielki detektyw, Isydor Gallahan. - zaśmiał się cicho - Mnie to pasuje. Powiem szczerze, że poza problemami mężatek, to ta fucha mi odpowiada. - pokiwał głową, zaciągając się papierosem, który trzymał teraz w dłoni.
Banda imbecyli i góry mięcha... A jednak Lennox jakoś czasem z nimi przebywa. Więc może jednak nie jest aż tak źle? Zawsze znajdą się wyjątki! Taką Mad też polubił.
Pokręcił głową na jej słowa.
- Nieee. - mruknął tylko, poprawiając kapelusz - Jakoś czułem że to nie dla mnie, taki system. I jebany komendancik z kawusią, siedzący za biurkiem a okazjonalnie zaglądający ci przez ramię. - skrzywił się.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
mieszkanie Sylvi --->

Valmount miała wrażenie, że będzie tego żałować. Normalnie będzie sobie pluła w brodę, że się na to zgodziła. Z drugiej strony jednak była ciekawa.
Zapięła więc tą uprząż, czując się od razu jak w potrzasku.
-No... i co teraz?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Stanął za nią opierając się o jej ciało, och zdążył powąchać jej włosy. Potem przypiął bloczki do swojej uprzęży. Jedną z dłoni objął ją w pasie.
- Jest pani aresztowana - szepnął jej do ucha, a wtedy mechaniczne skrzydła rozłożyły się. Teraz wydały się jeszcze większe, miały rozpiętość pięciu może sześciu metrów, w końcu mechanizm zaczął pracować, a skrzydła zaczęły się poruszać. Sama Sylvia mogła poczuć mrowienie w podbrzuszu gdy jak winda raptownie poderwała się do góry, ciąg powietrza wytworzył wir, a oni unosili się coraz wyżej, w końcu znaleźli się nad kamienicami. Lamb objął ją mocniej w pasie. Gdy nabrali wysokości mogli się oddać szybowaniu, szum wiatru i przyjemny chłód na twarzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Tego jeszcze nie było, przytulać się do Lamba. Aż prawie ją wstrząsnęło. Kiedy się odezwał zdążyła mu tylko odpowiedzieć:
-No chyba za bycie zajebistą.
Potem zaczęła odczuwać naprawdę silny niepokój. Popatrzyła się w bok na te skrzydła. Jak się poderwali odruchowo miała ochotę się czegoś złapać, także zacisnęła dłoń na jego ręce, którą ją obejmował. W pierwszej chwili zacisnęła powieki, ciesząc się, że nie jadła obiadu, bo przechodnie na dole mieliby tęczowy deszcz.
W końcu otworzyła te swoje patrzałki, prawie dostając zawału. Teraz powinna zemdleć, serio. Ale nie, nie zemdlała, tylko złorzeczyła na Nathana.
-Zamorduje cię Lamb.-powiedziała piskliwym tonem, możliwe, że przez wiatr jej nie usłyszał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Niestety nie mógł wykonać akrobacji, nie z nią, jeszcze wypadła by mu z kocyka tfu z rąk. Szybowanie było przyjemne, oczywiście że słyszał ale nic nie powiedział uśmiechnął się jedynie i leciał nad budynkami jak czarny anioł. Oby w nic nie pierdolnąć. Patrzył przed siebie, szkoda że Sylvia nie widziała szczęśliwej miny Lamba. Latał nad budynkami tak dobrych kilka minut. W końcu wylądował. No trochę się rozczochrała Sylvia. Hoho żeby nie było tak łatwo. Nie wylądował na ulicy a na jednej z kamienic. Odpiął bloczki teraz mógł spojrzeć na jej twarz.
On się uśmiechał cwaniacko nic nie mówiąc.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Sylvia po tych kilku minutach chyba przyzwyczaiła się do wysokości. Ba, nawet z przyjemnością zaczęła się rozglądać, choć przerażony uścisk nie zmalał nic, a nic.
Widząc, że chce wylądować wpierw trochę podkurczyła nogi, a później postawiła je na tym dachu. Poczekała aż odepnie tą uprząż, sama też pewnie się odpięła. Zrobiła ze dwa kroki w przód, na pewno odchodząc od krawędzi. Znając jej pecha to się potknie i zabije.
Przesunęła ręką po włosach, po czym w końcu popatrzyła się na Lamba.
I co, teraz mnie przesłuchasz?
Jednak się nie odezwała, tylko popatrzyła się na gliniarza pytająco.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
Nic nie mówił. Patrzył na miasto z góry. Wyglądął trochę jak postument na katedrze. Haha, dumny, wyniosły, dostojny.
W końcu przeniósł wzrok na Sylvię. No tak trzeba przejść do konkretów. Skacz! Haha.
- Podobało się? - zapytał całkiem szczerze. Wiedział że kobieta zastanawia się dlaczego ją zabrał, pewnie miała tysiąc pytań do nie go, ale jakoś nie przejmował się tym zbytnio.
- Wszystko z góry widać lepiej...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
Kiwnęła głową.
-Podobało.
Przesunęła wzrokiem po mieście. Faktycznie, stąd był naprawdę ładny widok. Ale przecież nie zabrał ją tutaj dla widoków.
Spojrzała się znów na Nathana skupionym wzrokiem.
-Tylko zastanawiam się nad pana intencjami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1536
avatar
Nathan Lamb
- Intencje? - teraz to on wzruszył ramionami.
- A czy zawsze trzeba mieć intencje, od spędzenie czasu w ciekawym towarzystwie - rzucił z uśmiechem.
- To mój powód... A pani Jaki jest powód? Mogła się pani nie zgadzać a jednak jest tu pani. Dlaczego?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ulica Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
 Similar topics
-
» Ulica Dwudziesta
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-