IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulica Dwudziesta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


Ulica Dwudziesta Trzeciej Strefy biegnie na tyłach fabryki rur i zębatek. Wzdłuż niej zbudowano kamienica z przydziałowymi mieszkaniami dla kierowników zmiany i brygadzistów fabryki.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 213
avatar
Matthew Feather
Coś zakuło go w zimnym serduszku, gdy widział jak barman skrzywił się z bólu i chwycił za nogę, która najpewniej bolała jak wszyscy diabli... Lecz zaraz się otrząsnął, a do jego oczu wrócił ten sam, bądź co bądź, straszny i przejmujący chłód. Chwila słabości z pewnością była niewidoczna dla barmana, który przejmował się bardziej obitą kończyną, niż gapieniem się w oczy jednego ze swych oprawców.

Matthew uśmiechnął się pod nosem, widząc że strzał, bo nie miał wątpliwości, że Edgar blefował, przyjaciela był celny. Mężczyzna trafił wręcz idealnie w czuły punkt Benjamina. Matthew będzie mu musiał później powiedzieć, że takie strzały w blefowaniu idą mu o wiele lepiej niż strzelanie z konkretnej broni. Ale to już w innych okolicznościach przyrody!
- Kolego, nie rozumiemy się... - powiedział spokojnym tonem, podchodząc powoli, bez pośpiechu, do barmana - ... nie ty tu grozisz. Nie jesteś na najlepszej pozycji do rzucania takich pięknych, acz pustych przecież słówek. - arafatka na twarzy mężczyzny drgnęła nieznacznie, sugerując uśmiech. Beniamin najpewniej już wiedział, że uśmiech wyższego zbira nie sugerował niczego dobrego.
Gwałtownym ruchem złapał barmana za fraki i pociągnął go w dół, unosząc jednocześnie kolano, które błyskawicznie popędziło na spotkanie z twarzą mężczyzny.
Czy nosek się złamał? Nie wiadomo, ale na pewno rozbił się z lekka. Odrzucił krwawiącego zapewne człowieka na bok, po czym ponownie odsunął się kawałek.
Nie był zadowolony z tego co robił... Ale musiał to jakoś przełknąć... I tak też zrobił, przełknął ślinę, odpychając od siebie ewentualne wyrzuty sumienia.
- Nic sobie przedłużać nie muszę, pierdolony brudasie. - wypowiedział to takim tonem, jakby miał zaraz splunąć, jednak chusta na twarzy skutecznie to uniemożliwiała.

- A pośmiejemy się, gdy odpowiesz na pytania mojego kolegi. Co ty na to?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Cios w twarz był już bardziej dotkliwy. Benjamin złapał się za twarz i poczuł jak po jego wardze zaczęła spływać ciepła krew. Wylądował na ziemi. Nie wiedział co z nosem, czy złamany, czy nie? W każdym razie, z chwili na chwile wyglądało to coraz gorzej. Ale nie ma kurwa tak łatwo.
- Spoko, pasi. Przydatna informacja, tak? - mruczał z pozycji w parterze i patrząc na dwie pary butów przed nim.
- Przydatna informacja: Masz gówno na bucie. Tu, z lewej. - uniósł lekko palec.
- Dorzucę do tego jeszcze jeszcze skromną radę: pierdol się! - Zaśmiał się w duchu. Przecież wiedział że takie odpowiedzi zabolą. Ale inaczej nie potrafił. Chociaż przez chwilę... Może i zawahał się lekko. Przecież nie znał tych gości i nic o nich nie wiedział. Ale to przecież są psy. Im nie wolno nikogo sprzedać. Nikogo. Otrząsnął się. Podniósł głowę i spojrzał na obu facetów.
- A tak serio, to nawet gdybym wiedział że coś tu się tworzy, myślisz że dali by mi od tak nazwiska? Na pewno tajna organizacja przewrotowa chwali się każdemu barmanowi z podrzędnej knajpy swoją tożsamością. - Tyle miał do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Obu funkcjonariuszom zaczynały puszczać nerwy. Nawet ten, który od początku sprawiał wrażenie spokojniejszego i bardziej opanowanego, wyraźnie się już zirytował tymi przepięknymi odpowiedziami barmana. Dwójka ubranych na czarno mężczyzn stała oddalona ledwie o parę kroków od leżącego barmana, a dwie pary oczu obserwowały go zimnym, przeszywającym wzrokiem. Ten jednak nie tracił nawet na chwili tej głupiej pewności siebie i idiotycznego humoru, którym zalewał wciąż funkcjonariuszy.
- Tak, przydatną. - mruknęła cicho i podejrzanie spokojnie niższa z dwóch postaci, a druga tylko pokiwała powoli głową.
- Naprawdę, dobrze ci radzę... Powiedz wreszcie coś wartego wysłuchania. - warknął drugi mężczyzna, nawet nie siląc się na spokój, jednocześnie poprawiając chwyt na swojej pałce teleskopowej.
Po odpowiedzi Czarnego, mężczyźni wymienili spojrzenia, a ten niższy skinął lekko głową. Oprawca Benjamina postąpił krok w jego stronę i gwałtownym ruchem opuścił bucior, na jego szczęście, nie taki ciężki, na jego nogę, którą już wcześniej obił pałką.

- Teraz mam gówno na całym bucie. - warknął, idąc za ciosem. Tym razem trochę lżej... Może nie chciał przesadzać? Kto wie?
- Nie tak zwraca się do jebanych funkcjonariuszy. Próbujemy zrobić coś dla was, kurwa. Taka szajka nic dobrego wam nie przyniesie... - odezwał się w końcu niższy, a głos wręcz drgał mu ze zdenerwowania.
On także zbliżył się do barmana i już brał zamach, gdy ten dorzucił jeszcze parę słów. Spojrzał na wyższego oprycha, po czym obrócił się znów w stronę leżącego i kopnął go porządnie w brzuch.
- Nic już od niego nie wyciągniemy... Sukinsyn. - mruknął do drugiego oprycha, nachylając się nad barmanem - I naucz się kultury, ty pierdolony brudasie. - poklepał go "przyjacielsko" po pysku i zaśmiał się cicho, po czym wstał, obrócił się na pięcie i odszedł parę kroków w stronę wyjścia z uliczki, gdzie zatrzymał się i splótł ręce za plecami.
Drugi "policjant" obserwował leżącego, obolałego Benjamina i pokręcił powoli głową, składając pałkę teleskopową i chowając ją za pasek.
- Nawet tego nie jesteś warty. - mruknął, po czym także obrócił się i stanął obok towarzysza.

- Więc... - zaczął wyższy, zupełnie innym tonem. Czystym, nieskalanym gniewem.
- ...honor dla wszystkich. Dla dużych i małych... - dorzucił niższy, poprawiając lekko zwinięty rękaw czarnej koszuli.
- ... A im wyżej stoją, tym mocniej upadną. - dokończył wyższy ze zbirów, po czym zaśmiał się cicho. Wyglądał jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale ostatecznie tylko pokręcił powoli głową, patrząc na towarzysza. Powolnym krokiem udali się w stronę wyjścia z zaułka i zniknęli zeń, zanim Benjamin zdążył ułożyć sobie wszystko w głowie.

Kurtyna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Dupa. Tak bardzo... Mogło się to chyba skończyć nieco lepiej, gdyby tylko tak nie pyskował... No ale musiał. No kurwa, nie będzie się przed psami uniżał. I tak by mu nic gorszego nie zrobili, no chyba że chcieli by mieć później krew na rękach i jazdę na komisariacie. Chociaż, może tam każdy każdego kryje...? Trochę tak jak tu. Dał się tak urządzić przez jakichś nieznanych mu typów, w imię solidarności slumsów.

Goście zniknęli już z zasięgu wzroku Bena, gdy ten zaczął się podnosić. Nie szło kompletnie. Noga bolała i było z nią chyba gorzej niż myślał. Musiała chyba leżeć pod strasznie chujowym kątem, gdy tamten ją nadepnął. W każdym razie nie ustał zbyt długo. Gdy tylko wstał do pionu, noga odmówiła mu posłuszeństwa i sama się złożyła. Znów wylądował na ziemi. Wszystko go bolało, chociaż, z drugiej strony miewał już gorsze akcje. Bywali tacy co go mocniej okładali. Ci chyba jakieś małe jaja mieli. Mimo wszystko, trochę mu twarz przemodelowali i nogę uszkodzili. Cholera, jak on teraz pójdzie do pracy...?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Isabelle Carter
-> Claudette

Głowa z każdym krokiem bolała Isabelle coraz bardziej. Zdawało jej się, że ktoś wali w nią młotkiem od środka, próbując wybić w niej dziurę. Przyspieszyła kroku i znalazła się na ulicy Dwudziestej. Trzymając się za czoło, szła koło fabryki, reagując na najmniejszy nawet hałas mentalnym jękiem. W końcu skręciła w jakąś uliczkę, chcąc skrócić sobie drogę do domu i wtedy stanęła jak wryta.

Na chwilę zapomniała o głowie, gdy ujrzała leżącego na ziemi, żałośnie wyglądającego mężczyznę. Znała go. Pracowali razem w Claudette i choć niespecjalnie się do niego odzywała, wiedziała przynajmniej tylko, że nazywał się Benjamin. A teraz leżał z poobijaną twarzą. Na początku zląkła się trochę i rozejrzała wokół, zastanawiając się, czy gdzieś tutaj nie czyhają te same zbiry, co tak urządziły mężczyznę. Dopiero potem uklękła obok niego i spytała:
- Kto ci to zrobił? - w głosie słychać było troskę. Może i Isabelle była okropną, egoistyczną snobką, ale nim wylądowała tutaj, studiowała medycynę, w dodatku jej matka była lekarką. Może i nie przepadała za tym zawodem, ale wpojono jej, że każdemu trzeba pomóc, jeśli zajdzie taka potrzeba. A ten tutaj zdecydowanie wyglądał na potrzebującego. - Trzeba cię zabrać do szpitala.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Chyba jednak pech się go nie ima. Najpierw znalazł się ktoś kto mu najebał, a potem znalazł się ktoś kto może mu pomoże... No właśnie, może... Chociaż chwila, to przecież ta młoda z Claudette. Isabelle. Nie była może najbardziej towarzyską i miłą osobą jaką znał, ale chyba nie miała serca z kamienia. Mimo wszystko...
- Ugh... Psy... - mruknął.
- Smycz zerwały i się zwaliły, w przebraniach zbirów, w maskach. Tacy to strażnicy sprawiedliwości i obrońcy słabszych, psia jego mać. - Splunął w bok.
- Szpital? Phi... - Bąknął. Przecież z grubsza nie było tak źle... Co z tego że miał cały ryj we krwi, noga sama się pod nim uginała, no i wszystko bolało go jak cholera. A może jednak... Al go zabije...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Isabelle Carter
Zmarszczyła brwi, zdziwiona odpowiedzią Benjamina. Policjanci przebrani za zbirów? To nie trzymało się kupy.
- Jesteś pewien? Przecież równie dobrze mogliby cię złapać legalnie, nie bić w bocznej uliczce - zerknęła na jego nogę. Było chyba z nią coś nie tak. - Możesz chodzić? Wiem, że szpitale i lekarze to zło, ale coś trzeba zrobić z tobą. Nie pójdziesz chyba z taką twarzą do pracy...
Wątpliwym było, czy ktoś kupiłby od zakrwawionego mężczyzny te szczyny. Wątpliwym było, czy on w ogóle gdziekolwiek dojdzie bez czyjejś pomocy.
- Do szpitala daleko tak czy siak, ale i tak będziesz musiał się tam wybrać. Mogę coś na ciebie poradzić, ale niewiele, nie jestem dyplomowanym medykiem. Co takiego zrobiłeś, że nasłano na ciebie policję? - coś musiał zrobić. Nie wliczając faktu, że był brudnym trzeciostrefowcem, czymś zawinił. Musiał czymś zawinić.
Głowa znowu dała o sobie znać, pulsując nieprzyjemnie. Isabelle skrzywiła się i dotknęła prawej skroni. Nie czas na narzekanie na ból głowy. Musiała pomóc temu człowiekowi... Co było naprawdę dziwne, zważywszy na fakt, iż jej stosunek do tutejszych nie był zbyt przyjazny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Ben podniósł się na dupę i otarł rękawem zakrwawione wargi, uśmiechając się lekko.
- Widać że nie pochodzisz ze slumsów. Tutaj nikt nie robi nic legalnie. Nawet gliny. O ile jeszcze w drugiej to jak kogoś obiją to ten zaraz poleci ze skargą i będą mieć przejebane, o tyle tutaj, nawet jakby się kto poskarżył, to i tak by go olali i może jeszcze dodatkowo po pysku strzelili. Tak nas tu traktują. - Mężczyzna splunął krwią na bok. Zdążył już przywyknąć do tego bagna, ale to nie znaczy że go to nie bolało. Na drugie pytanie Isabelle, odpowiedź sama sunęła się na usta, a była tak piękna i dźwięczna, że usta same aż się do niej składały.
- Żyłem! - oznajmił.
- Dla nich to już wystarczający powód by traktować nas jak psy. - Zajarał by se teraz skręta. Sięgnął nawet do kieszeni spodni, ale po chwili syknął z bólu i stwierdził że chyba sobie odpuści.
- I co? W szpitalu też będą chcieli się może zająć brudasem ze slumsów? - Teraz może już trochę dramatyzował, ale chciał jej pokazać kontrast. Chwilę już z nią pracował i zdążył poznać jej stosunek do slumsiątek. Może skoro się nad nim pochyliła, to nie jest taka zła na jaką się deklaruje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Isabelle Carter
Popatrzyła się z lekkim niepokojem na barmana. Nigdy nie sądziła, że może być tutaj aż tak źle. Stróże prawa łamiące je w biały dzień i jeszcze dostający za to pochwałę? W tym momencie Is zastanowiła się, czy ją też by tak potraktowali, tylko dlatego, że tutaj tymczasowo mieszka. Czy też by ją zlekceważyli i uznali za jedną z tutejszych, mimo jej szlachetnego urodzenia.
Chociaż ona sama traktowała tutejszych jak śmieci, nie pochwaliła zachowania policjantów. Preferowała bardziej... wyrafinowane metody przypominaminania, gdzie jest miejsce tych ludzi. Przemoc fizyczna nie sprawiała jej przyjemności.
Skrzywiła się, słysząc swoje ulubione słowo. Doskonale wyczuła aluzję, ale jej nie skomentowała. To było poniżej jej poziomu.
- Tak, zajmą się tobą, twoją twarzą i nogą. Jak każdym innym. Idziemy? Gdziekolwiek, gdzie będzie można cię opatrzyć? Chyba, że wolisz tu ślęczeć do końca świata - powiedziała mocno już zirytowana. Zapasy dobroci dla zwierząt powoli się jej kończyły.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Kogoś chyba serio pogrzało, żeby lecieć teraz do szpitala. Nawet jeśli, to nie ma opcji, żeby dotoczył się do centrum.
- Do centrum nie idę - rzekł zdecydowanie. Mimo wszystko jednak, warto by było przenieść się gdzieś, zamiast siedzieć na bruku jak ostatnia menda. Przyparł ramieniem mocno do ściany i zdrową nogą próbował się podnieść, opierając się o mur. Syczał przy tym raz po raz z bólu, oraz krzywił się nieprzyjemnie. Może o ile wcześniej miał pewne wątpliwości dotyczące tej całej tajnej organizacji, o tyle teraz miał już dość aktualnego stanu rzeczy. Trzeba z tym skończyć.

"honor dla wszystkich,
dla dużych i małych,
a im wyżej stoją,
tym mocniej upadną
"

Popatrzył przez chwilę w stronę, w którą idzie się do centrum. Żarty się skończyły...
- Co proponujesz? Pomijając szpital. - Wrócił na ziemię Benny, stojący niepewnie, wciąż oparty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Isabelle Carter
Oczywiście, do centrum nie, bo tam źli ludzie. Chociaż w sumie Ben raczej tam nie dotarłby, nawet gdyby chciał. Jego noga nie wyglądała zbyt dobrze.
Gdy tylko mężczyzna zaczął wstawać, Isabelle przysunęła się do niego i chwyciła pod ramię, próbując pomoc mu wstać. Benjamin mógł więc oprzeć się na niej, aby na uszkodzonej nodze nie stawiać całego ciężaru ciała. Gdy się już dźwignął i spytał, co dalej, dziewczyna przez sekundę zastanawiała się nad tym, czy da radę mu pomóc. W końcu uznała, że warto spróbować. Nieważne, że był brudasem. Był rannym brudasem, to ją obligowało do pomocy.
- Znam się trochę na medycynie. Mogę ci trochę pomóc, ale nie jestem lekarzem i nie zrobię tego tak jak ktoś z dyplomem. Tylko oczywiście nie tutaj...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 73
avatar
Benjamin Boozer
Benjamin objął Is ramieniem i lekko się na niej oparł, przeklinając w duchu swój nadprogramowy brzuszek. Starał się jednak stać w miarę samodzielnie, by nie obciążać dziewczyny.
- To na pewno... Gdzie w takim razie? - mruknął.

Troszkę bagno, nie ma co, ale przynajmniej nie będzie się samemu toczyć do domu. To znaczy, do swojego sam, ale może przynajmniej nie toczyć. Czekał na decyzje Isabelle, starając się nie krzywić zbytnio z bólu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 65
avatar
Isabelle Carter
Mężczyzna trochę ciążył na kobiecie, ale koniec końców nie narzekała. Sama zadecydowała, że zajmie się tą sierotą, więc musiała to ścierpieć. Gdzie teraz? Pewnie do jej mieszkania, gdzie spróbuje choć trochę zorientować się, co mu dolega po tym obiciu. Nie obiecywała zbyt wiele, bez sprzętu, czy nawet gabinetu to ona dużo rzeczywiście mogła. Ale coś mogła. Może chociaż mu ulży. A potem wyśle do szpitala.
- Do mnie - powiedziała, ruszając dalej. Ból głowy wciąż jej dokuczał, ale się nie skarżyła. Ben miał chyba gorzej.

zt x2
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
---> Warsztat

Nie szli piechotą. Red Rodney czy inny wsiadł na motocykl i zasugerował Namomi by zarobiła to samo, usiadła za nim. Nie przeszkadzało mu że Naomi była wystrojona w kombinezon roboczy.
Po chwili gonili motocyklem główną ulicą miasta aż dodarli do trzeciej strefy. Red się zatrzymał tuż przed jej granicami. Spojrzał na Naomi.
- Gdzie? Gdzie teraz? - zapytał, nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
Niechętnie usiadla za nim, ale nie było wyboru. Lubiła jeździć, kiedyś często to robili. Wypady na obrzeża, czasem do centrum żeby popatrzeć na tę bandę snobów.
- W lewo.. potem w prawo, tutaj w prawo i lewo.. - kierowała go. - I stań tutaj - wskazala palcem na jedną z bram.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Jechał zgodnie z wskazówkami Naomi. Zatrzymali się dopiero w jednej z bram. Red zgasił motocykl. Podniósł głowę na budynek. Kamienic wyglądała jak setki innych niczym się nie różniła była tak samo brudna jak pozostałe. Obdrapane, zadymione tynki. Gdzieś pęknięta szyba. Nic ciągle dziura w głowie.
- Byłaś tutaj gdy zniknąłem? - zapytał niepewnie zsiadając z motocykla. Wciąż czuł się dziwnie. Ale nic nowego w głowie się nie pojawiało. Zwłaszcza z przeszłości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- Tak, oczywiście, że tak - przytaknęła gdy zsiadła. To było pierwsze miejsce gdzie poszła, gdy jej narzeczony nie wrócił. Wygrzebała z kieszeni kluczyki. Podeszła do drzwi klatki schodowej i otwarła je, a potem weszła do środka, kierując się ku schodom. Weszli na odpowiednie piętro i tam Naomi przystanęła na chwilę przy drzwiach wejściowych. Ostatnio rzadziej tu wracala. Czy zaczęła tracić nadzieję?
- Chcesz iść przodem? - spojrzała na niego z kluczykiem w dłoni
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Przytaknął głową. Po czym sięgną po klucze. Gdy drzwi się otworzyły on wszedł do środka. Wolno, jeden krok potem drugi i trzeci. Znaleźli się w środku. Mieszkanie niewiele różniło się od tego w którym mieszkał obecnie. Podobny rozkład, podobne meble. Ale co się dziwić to slumsy nie centrum. Tu wszystko wygląda tak samo urządzone tanio i praktycznie, bez wymysłów.
Przeciągnął palcem po zakurzonym blacie stołu. Dotarł do łóżka, przy nim stała niewielka szafka, na nim zdjęcie w białej ramce. Usiadł na krawędzi łóżka sięgnął po nie i chwilę mu się przyglądał. Spojrzał na Naomi by po chwili wrócić wzrokiem do białej ramki a właściwie do tego co ją okalało. Uśmiechnął się lekko.
Odsunął szufladę, w środku leżała książką "Mechanika w praktyce" to już coś, przewertował kartki kilka zagiętych rogów na stronach z rysunkami technicznymi. Pod książką leżał zeszyt również z zapiskami technicznymi, obliczeniami, trochę rachunków za węgiel, nic szczególnego. Wstał podszedł do szafy stojącej przy ścianie, ot trochę ubrań, znowu książki. Red oczytany chłopak był. I pudełko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
Weszła pewnie za nim, po chwili zawahania. Może powinna zostawić go samego? Nie, na pewno nie. Zamknęła za nimi drzwi i rozejrzała się. Zwykle sprzątała tu raz na jakiś czas, scierała kurze, ale wszystko zostawiała idealnie w tym samym miejscu. Dawno tu nie była..
Spojrzała na zdjęcie i uśmiechnęła sie. Miała to samo, w portfelu. Pamiętała gdy je robili. Pamiętała, jak byli szczęśliwi. Odwróciła wzrok, bo coś zapiekło ją podejrzanie w gardle. Przesunęła spojrzeniem po ścianach.
Obserwowała go, ciekawa czy cokolwiek sobie przypomni.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Nic, nie wiedział, nic nie pamiętał, wciąż czarna dziura.
Odsunął krzesło i wraz z pudełkiem usiadł przy stole. Zdjął wieko. Na górze kilka kartek, akt własności mieszkania. Świadectwo ukończenia technikum mechanicznego, kwity z sierocińca, badania lekarskie. Na wszystkich widniał Rodney Rice.
- Skoro nie jestem Red Ryder a Rodney Rice to Red Ryder nie istnieje - rzucił przed siebie, trochę zamyślony.
- Skoro nie istnieje Red Ryder czyli moje sześć lat też jest fikcją... po wojnie ludzie mówili że był straszny bałagan, wyrobili mi dokumenty, nie sprawdzali. Pamiętałem tylko to Red Ryder, obudziłem się na pustyni, kilka kilometrów od miasta. Gdy wróciłem poszedłem prosto do fabryki, tam przepracowałem pięć lat. Dali mi z przydziału mieszkanie. Nic więcej nie wiedziałem, umiem posługiwać się bronią, być może byłem w wojsku, a może byłem myśliwym? - mówił trochę do siebie trochę do Naomi. W końcu przeniósł wzrok na dziewczynę.
- Muszę pójść do sierocińca a potem do ratusza... Co z moim dotychczasowym życiem mam zrobić? - westchnął głęboko.
- Pamiętam coś jeszcze...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
- Jeździliśmy azem na pustynię, zawsze dobrze strzelałeś - przytaknęła, potwierdzając jego słowa.
- Tak, w sierocincu się wychowałeś.. - dodała, znów kiwając głową.
- Tak..? Co jeszcze? - zainteresowala się od razu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Kiedyś byłem w tunelach z takim Romkiem, spotkaliśmy tam człowieka z nadzwyczajną siłą miałem wrażenie że to jednak nie był człowiek a robot i miałem wrażenie że już go albo podobnego jemu spotkałem kiedyś, ale nie wiem gdzie, kiedy, jak nie wiem, tunele były dziwnie znajome... - zamyślił się ponownie, próbował jakoś sobie to poukładać.
- Chodziliśmy razem do tuneli, byłaś tam ze mną? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
Pokręciła głową i podeszła by usiąść na skraju łóżka.
- Nie, nie byliśmy nigdy w tunelach. Ale wyjeżdżałeś na rożne.. zlecenia, więc może byłeś wtedy? Nie wiem co robiłeś, nie rozmawialiśmy o tym - wyjaśniła. Tak, akceptowała to, że Red robi coś o czym ona nie ma pojęcia. Dlaczego? Bo mu bezgranicznie ufała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Muszę tam pójść... - rzucił spoglądając na Naomi jakby chciał jej powiedzieć, zapytać czy pójdzie tam razem z nim. Pamiętał doskonale jak ostatnia wizyta w tunelach się skończyła. Mimo wszystko chciał zrobić to jeszcze raz.
Wstał z krzeseł i podszedł do okna, jakby chciał w nim zobaczyć swoją przeszłość, jakby krajobraz starych kamienic miała mu o niej opowiedzieć. Nic, wciąż nic nie słyszał. Nie wiedział. Wrócił do Naomi. Stanął na przeciwko dziewczyny.
- Chodź odwiozę cię do domu, zaraz cisza nocna... -rzucił trochę z rezygnacją. Włożył zdjęcie do pudełka i zabrał je ze sobą. Miał trochę inne nadzieje związane z wizytą w mieszkaniu. Liczył na więcej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
Chciałaby tu zostać, jak kiedyś. Zostać razem z nim i zapomnieć na chwilę o wszystkim co jest na zewnatrz.
Obserwowała go gdy stanął tylem do niej przed oknem. Spojrzała na zdjęcie w ramce i znów oczy zaszkliły jej się nieprzyjemnie.
- Mam.. iśc z tobą? - zapytała dziwnie niepewnie jak na siebie.
- Mam przepustkę, nie musisz mnie odwozić..
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ulica Dwudziesta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next
 Similar topics
-
» Ulica Dwudziesta
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-