IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 "Różowa Koronka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin

Różowe Koronki stały tu przed wojną, w trakcie i po wojnie. Nie wiedzieć czemu nie zostały zniszczone ani przez czas ani przez wojnę. Budynek z parterem i piętrem. Front budynku schludny z solidnymi drzwiami wejściowymi nad którymi widnieje balkon ze zdobioną balustradą oraz po dwa okna zarówno na parterze jak i na pietrze, skrzętnie zasłonięte ciemnymi zasłonami. Przechodzień nie może zajrzeć do środka. Budynek jest oddzielony niewielkim metalowym płotkiem. Dopiero wchodząc do środka przez drzwi, za którymi stoi Dulli, mężczyzna który pilnuje tu porządku, można dostrzec niewielki salon, gdzie dominuje czerwień, róż i czerń i tapicerowane meble z koronkowymi narzutami. To tutaj panie do towarzystwa witają swoich gości, by po chwili zaprowadzić ich wąskimi schodami na piętro, gdzie znajdują się cztery pokoje i łazienka. Pokoje są urządzone w tym samym stylu co dolna część lokalu. Na dole w głębi znajdują się jeszcze dwa pomieszczenia: pokój właścicielki Laury Levini z niewielkim aneksem kuchennym i naprzeciwko niego pokój Dullia, który tu mieszka.


Obecnie pracują tu trzy dziewczyny:

Evelin - dwudziestoletnia szczupła brunetka, o dużych oczach i ponętnych ustach. Dla tych którzy lubili fantazje była idealną partnerką.
Becky - nieco starsza dziewczyna, bardziej zmysłowa, okrąglejszych kształtach i falujących blond włosach.
Suzi - czekoladka z czarnymi włosami jak mechaniczne sprężynki, o ciemnobrązowych oczach i wydętych usteczkach które potrafią nie jedno.

Podstawowa cena za seks to 5 Kredytów. Wszelkie udziwnienia są dodatkowo płatne. Ewentualne napiwki zależą od dobrej woli klienta.

Może się skusisz i zajrzysz!


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pon Mar 10, 2014 4:22 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Park --->

Wszedłszy do lokalu, od razu opadł na sofę. Odstawił butelkę na podłogę i oparł się wygodnie, by choć trochę odpocząć.
Nie zmienił ubrania, więc wciąż miał na sobie umorusaną farbą marynarkę i niewiele czystsze spodnie. Cóż z tego? Był malarzem, miał prawo podczas pracy trochę się ubrudzić.
Był zmęczony i było to po nim widać. Nie krył się też ze swoimi emocjami. Wyglądał na człowieka, który potrzebuje pocieszenia. Nie był trzeźwy. Ale żadna z tych rzeczy nie powinna nikogo dziwić. Taki już był.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie siedziała z boczku, skulona na jakimś fotelu i nawijała sobie różową wstążkę, którą miała wpiętą we włosy, na palec. Myślała o niebieskim migdałach, gdy drzwi się otworzyły i wpadł dobrze jej znany malarz, jak zwykle cały umorusany.
Wstała z fotela i podbiegła, niczym młoda sarenka, do kanapy na którą opadł O'Shea.
-Eberard!-pisnęła, po czym władowała się na kanapę, przytulając się do jego boku. Lubiła go, nawet jeżeli miał ciągle poplamione koszule. Lubiła go, bo czasami zabierał ją do swojej pracowni i pozwalał malować prawdziwymi farbkami, o najróżniejszych kolorach, na prawdziwym płótnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Spojrzał na dziewczynę wzrokiem pełnym smutku i kiwnął jej głową. Ot, całe powitanie. Lubił Minnie. Może dlatego, że doceniała sztukę, a może po prostu dlatego, że była nawet ładna jak na dziwkę. Wstał ociężale z kanapy, zgarnął swoją butelkę i bez słowa podał dziewczynie dłoń. Nie chciało mu się mówić, nie chciało mu się uśmiechać. Obydwoje doskonale wiedzieli, po co tu przyszedł, więc jaki sens ma udawanie?
Pomijając oczywiście fakt, że Eberard był w takim nastroju, że cały świat stracił dla niego sens.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Oh, jej biedny malarz był smutny. Aż jej się go szkoda zrobiło i na krótki moment go nawet mocno przytuliła. Wstała szybciutko z sofy, łapiąc go za rękę. Poszła za nim w tej uroczej, różowej sukience z mnóstwem falbanek, co tak się podobała Laurze. Ponoć Minnie wyglądała tak słodko.
Minęła go przy schodach i weszła pierwsza. Na nogach miała białe, lakierowane butki na obcasie i krótkie, cieniutkie skarpetki z falbanką na kostkach. Uosobienie niewinności, mała lolitka Różowej Koronki.
Weszli do któregoś z pokoi i odwróciła się do niego.
-Jesteś smutny...-powiedziała, jakby trochę zawiedziona. Chwyciła go za rękę i poprowadziła do łóżka, żeby się na nim położył, a sama usiadła potem na nim okrakiem i zawisła nad nim, patrząc mu się na twarz.
-Eberard, Eberard... Mój ty słodki marzycielu...-połaskotała go włosami po policzkach z uroczym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Dał się zaprowadzić na górę, w milczeniu pozwolił się położyć. Gdzieś w międzyczasie upuścił swoją butelkę, na szczęście zakręconą, więc nic się nie wylało. Och, płakałby Rory, płakał długo i głośno, gdyby whiskey, pierwsza tego dnia kochanka, opuściła go na dobre.
Gdy dziewczyna połaskotała go po twarzy, podniósł ręce i odgarnął jej włosy za uszy. Nie odpowiedział jej uśmiechem, zamiast tego posmutniał jeszcze bardziej.
- Nie jestem marzycielem - powiedział cicho, patrząc jej w oczy. - Ja po prostu widzę więcej niż inni. - Pogłaskał ją delikatnie po policzku, ignorując, że jego dłoń niemal w połowie jest fioletowa od farby. Cóż, dawno już zaschło, więc nikt i nic się nie ubrudzi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie patrzyła się na niego przez parę sekund ze wzrokiem pełnym zrozumienia. Wiedziała jak to jest być smutnym. Ale ona musiała czasami udawać, że smutna nie jest. Musiała być wesoła dla Laury i dla klientów, inaczej jej pracodawczyni by się na nią bardzo pogniewała.
Wzięła jego rękę ze swojego policzka i przesunęła palcem po liniach, widocznych pod zaschniętą powierzchnią farby.
-Widziałeś ostatnio coś fioletowego?-przeniosła spojrzenie z jego dłoni na twarz i zaraz go puściła, by oprzeć rączki o tors mężczyzny.-Co malowałeś?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
- Fiolet to jednocześnie barwa pożądania i spełnienia seksualnego - odparł, dotykając umorusaną dłonią jej dekoltu i powoli przesuwając ją coraz niżej. - Fiolet wyraża to, czego sama czerwień nigdy nie przekaże. - Nie zatrzymując dłoni ani na moment na jej piersi, objął ją w talii i, opierając się drugą ręką o łóżko, podniósł się do pozycji siedzącej, wtulając twarz w jej włosy. - Fiolet bierze z czerwieni pasję, uczucie, ekscytację i energię, zaś z koloru niebieskiego spokój, harmonię ciał i wytrwałość kochanków. - Ostatnie słowa wypowiedział niemal szeptem, na koniec delikatnie przygryzając jej szyję. Cóż, nic tak nie podnieca malarza, jak rozmowa o kolorach...
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Wędrowała wzrokiem za jego dłonią. Jego palce zaczęły kolorową wycieczkę po jej ciele, a usta rozpoczęły barwną opowieść. Słuchała go z przyjemnością, jak zawsze. Uwielbiała, gdy zapominał o całym świecie i znajdywał się w swojej własnej rzeczywistości, gdzie w korycie rzeki płynie błękitna akwarela.
-Pasja i harmonia...-powtórzyła za nim cicho, lekko odchylając głowę do tyłu, gdy wtulał twarz w jej włosy. Westchnęła czując delikatnie ugryzienie.
-Jak myślisz... moja dusza ma fioletowy kolor?-spytała szeptem, muskając czubkiem nosa jego szyję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Przymknął oczy i zaśmiał się krótko, ale jakoś smutno.
- Ludzie nie mają duszy, Minnie - odparł. - Twój umysł może mieć kolor fioletu, ale nigdy nie jest tak, by człowiek w głowie miał tylko jedną barwę. Zawsze jest ich więcej, pytanie tylko, która dominuje.
Zmęczony tą wyczerpującą aktywnością fizyczną, jaką była pozycja siedząca, i tymi wszystkimi czułościami, zdjął marynarkę i na powrót się położył. Spodnie zaczynały go coraz bardziej uwierać, więc spojrzał wyczekująco na siedzącą na nim dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Ściągnęła usta, słysząc, że ludzie nie mają duszy. Ona miała odmienne zdanie. Uważała, że ludzie mają dusze, a przynajmniej część z nich. Ta dobra część, dzięki której nadal żyje i nie umarła na ulicy w slumsach. Ale co ona mogła wiedzieć, przecież była małą, słodką, zagubioną dziewczynką.
Gdyby siedzieli na dole pewnie powiedziałaby, że to nie prawda co on wygaduje, ale tutaj nie chciała psuć nastroju.
-Niech ci będzie...-mruknęła tylko.
Całe szczęście spojrzał się na nią wyczekująco, więc poruszyła się i przesunęła niżej, bardziej na wysokość jego kolan. Palce Ciasteczka powoli odpinały pasek od spodni mężczyzny. Przez moment była skupiona tylko na tym, by po chwili uśmiechnąć się do niego. Wiedziała jednak, że on pewnie się nie uśmiechnie. Eberard był miły, ale rzadko się uśmiechał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Jak podejrzewała Minnie, Rory nie odwzajemnił uśmiechu. Bo i po co się uśmiechać, kiedy nie było po temu powodu? Nie, orgazm to też nie jest powód do uśmiechu. Uśmiechnął się w tym tygodniu raz, jak dostał od Francisa dwie malutkie torebeczki, więc wystarczy.
Nie popędzał dziewczyny, choć powoli zaczął się niecierpliwić. Wiedział, że dobrze się nim zajmie, w końcu nie było to ich pierwsze spotkanie. Złożył ręce pod głową i zajął się kontemplowaniem przyjemności cielesnej, jakiej doświadczał dzięki jej dotykowi, i czekał na upragniony orgazm.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Oh, dobrze. Skoro Eberard się niecierpliwił nasze słodkie Ciasteczko musiało wziąć sprawy w swoje ręce. I to dosłownie. Przez najbliższe minuty zgrabnie zajmowała się malarskim pędzlem i gdyby nie miała pełnych ust to by mu zaśpiewała, żeby pokolorował jej świat na żółto i na niebiesko.
Usta, język, palce... Co tylko sobie O'Shea wymarzył. Wiedział już na co stać Minnie i co potrafi zrobić. A ona cieszyła się, że jest to właśnie on, a nie jakiś obślizgły staruch ze slumsów. Jak przyłazili tutaj tacy okropni panowie to potrafiła błagać Laurę, żeby jej im nie oddawała.
Minnie pewnie pracowała manualnie aż do upragnionego orgazmu Eberarda, chyba, że on w między czasie zdecydował się na to, że robótki ręczne mu nie wystarczają.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Owszem, mniej więcej w połowie drogi do upragnionej krainy orgazmowego szczęścia, Eberard postanowił przerwać Minnie jej ciężką pracę przy robieniu mu dobrze. Podniósł się nieznacznie, opierając się o łóżko, i przyciągnął dziewczynę nieco wyżej, by nieco zsunąć jej majtki. Tyle powinno wystarczyć, by Ciasteczko domyśliła się, że Rory ma ochotę na coś więcej, bowiem zmęczony znów opadł na plecy, a swoją aktywność ograniczył do zdjęcia spodni i butów. Bielizny i skarpetek nie nosił zbyt często i tym razem uratowało go to przed niepotrzebnym wysiłkiem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie zaprzestała reanimacji usta-penis, by przesunąć się do góry. Przesunęła jeszcze ciut majtki, żeby było jej wygodniej i gdy spodnie Eberarda znalazły się już gdzieś z boku dziewczyna zaczęła się z nim kochać. Jej biodra poruszały się wpierw leniwie, powoli wchodząc w szybszy rytm. Nie opierała się już o tors mężczyzny, a wyprostowała się, odchylając głowę do tyłu.
Przymknęła oczy, skupiając się na doznaniu. Unosiła się i opadała, a oddech stał się nieregularny i o ton głośniejszy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1133
avatar
Rory O'Shea
Rory był całkowicie bierny, w stu procentach skupiony na własnym odczuwianiu przyjemności i zdany na łaskę Minnie i jej biegłości w sztuce miłosnej. Z zewnątrz wyglądał wręcz na zimnego, obojętnego kochanka, jedynie udostępniającego swe ciało kobiecie. Zaś w jego wnętrzu szalała namiętność, rozgrzewając, niemal paląc, każdą komórkę jego ciała.
Gdy osiągnął upragniony orgazm, rozchylił usta, wydając cichy jęk, a jego umysł w końcu doznał oczyszczenia. Na moment wyzbył się wszystkich myśli, przeżywając swoiste katharsis. Tak, tego mu było trzeba!
Po wszystkim przekręcił się na bok, zrzucając z siebie dziewczynę. Nie uśmiechał się, mógł nawet wyglądać na nieco zawiedzionego, ale Minnie powinna wiedzieć, że nie było to prawdą.
Niemal od razu wstał, założył spodnie i buty, złapał marynarkę i butelkę whiskey, rzucił na łóżko sześć kredytów i podszedł do drzwi. Spojrzał przelotnie na dziewczynę i wyszedł bez słowa, jakby mu się gdzieś spieszyło.

Ubieranie się dokończył już w dorożce, która czekała na niego przed lokalem.

----> Apartament O'Shea

Minnie dostała cały 1 kredyt napiwku!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie rzadko dane było osiągnąć orgazm, chyba, że trafiała na bardzo miłego klienta, albo takiego co wolał zająć się kobiecym ciałem, aniżeli egoistycznie myśleć o swoich potrzebach.
Eberard niestety do takich nie należał. Gdy zrzucił ją z siebie, na moment się skuliła na łóżku, później jednak podniosła się na łokciach. Podciągnęła majtki.
-Do zobaczenia...-powiedziała cicho i zwiesiła głowę, gdy wyszedł. Nie była smutna czy zawiedziona, za dobrze już go znała.
Zebrała pieniążki i poszła do łazienki, żeby się stosownie odświeżyć. Zastanawiała się czy nie pójść do Laury i nie poprosić jej o tą dobrą oranżadę, którą tak lubiła, ale stwierdziła, że szefowa ma na pewno lepsze rzeczy do roboty niż spełnianie jej zachcianek. Zadowoliła się szklanką wody. Po jej wypiciu zeszła na dół, znów siadają w swoim kąciku i patrząc się jak Becky paraduje w czarnym gorsecie, żeby zaraz zaciągnąć klienta na górę. Minnie spuściła głowę, patrząc się na swoje lakierowane buciki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Drzwi burdelu otworzyła nonszalancko, jakby jej obecność tutaj nie była niczym dziwnym czy – w pewnych kręgach – nawet gorszącym. W gruncie rzeczy w tym przybytku rozkoszy chodziło tylko o pieniądze. Co niektórzy mogli się krzywić, ale kredyty zawsze i wszędzie otwierały wszystkie drzwi. Stojący w przedsionku mężczyzna (Theresa nie pamiętała dobrze jego imienia, ale z zasłyszanych opowieści wiedziała, że trzyma tu porządek) spojrzał na nią przelotnie, w żaden sposób nie pokazując zaskoczenia. Theresa uśmiechnęła się filgarnie. Profesjonalista, no proszę.

Czy mogła znaleźć powód, dla którego tu przyszła? Nie. I nie musiała. Przez ostatnie lata Theresa rzadko musiała mieć podów do czegokolwiek. Robiła to, na co miała ochotę. Chciała sobie zrekompensować przeszłość.

Swobodnie przekroczyła próg salonu i usiadła na jednej ze zdobionych kanap. Na razie nikogo, prócz milczące mężczyzny-Cerbera nie widziała. Postanowiła więc skorzystać z chwili swobody – wyciągnęła papierosa i w końcu zapaliła pierwszego. Zaciągnęła się z przyjemnością.

I czekała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie zaczęło się strasznie nudzić. W między czasie chciał ją wziąć jakiś oblech, ale wymarudziła, że się strasznie źle czuje i wzięła go w końcu Evelin. Znalazła sobie jakąś gazetkę, żurnal o modzie i zaczęła ją sobie przeglądać w swoim zaciemnionym kąciku, przy świetle niewielkiej lampki.
Nagle do środka weszła jakaś kobieta. Ciasteczko zawiesiła na niej wzrok, zastanawiając się co ona tu robi. Od razu było widać, że jest z jakiś wyższych sfer.
Może przyszła do Laury?
Minnie ruszyła się leniwie z fotela i po chwili Teresa mogła zobaczyć słodką, różową lolitkę.
-Czy pani czeka na panią Leviani?-spytała, obserwując palącą kobietę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Leviani... - powtórzyła w myślach, starajac sobie przypomnieć to nazwisko i szperając w pamięci. Jako dzienikkarko miała dość duże zaplecze wiedzy o zakamarkach miasta. Tak, właścicielka. Nie, nie czekam na nią. Zaciągnęła się mocno, a wypuszczając dym zmierzyła wzrokiem ładną blondynkę – od zgrabnych kostek, przez szczupłą talię, kształtne piersi, aż po słodką twarz. Kto tu kim się zajmie, hm? Uśmiechnęła się półgębkiem ni to do siebie, ni to do dziewczyny. Wstała. Wzrostem dorównywala blondynce i teraz mogła jej śmiało patrzeć w oczy.

- Wątpię, by właścicielka tego słodkiego przybytku mogła mi dać to, po co przyszłam.

Theresa zwilżyła wargi i poszukała wzrokiem popielniczki. A gdy ją w końcu znalazła na jednym z rzeźbionych stolików, wolnym ruchem zgasiła papieros. Zupełnie jakby chciała sobie dać jeszcze czas na zastanowienie. Potem znowu przeniosła wzrok na dziewczynę, pochyliła się lekko i pocałowa ją w usta – delikatnie, pieszczotliwie. Nikt tu nie chciał nikogo od razu straszyć.

- Myślę, że możesz nam znaleźć jakiś mily pokój.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Oh. O to chodziło. Cóż, każdemu zdarzy się pomylić, zwłaszcza, że kobiety pojawiały się tutaj dość rzadko.
Minnie uśmiechnęła się niewinnie, gdy kobieta gasiła papierosa w popielniczce.
Pocałunek nie zdziwił jej ani trochę. Oddała go delikatnie, a przez myśl jej przemknęło, że kobieta ma bardzo miękkie usta, a zapach papierosów działał nie odpychająco, a wręcz uspokajająco.
-Jestem Minnie.-przedstawiła się, bo przecież kobieta, nie będzie wołać na nią 'ej ty'.
-Na pewno znajdzie się jakiś przytulny pokój.-odpowiedziała, doskonale wchodząc w rolę niewinnej dziewczynki. Jednak w jej oczach grała jakąś mocno wyuzdana nuta. Może dlatego, że Minnie rzadko bywała z kobietami, nie biorąc oczywiście pod uwagę samej Laury.
Skierowała się w stronę schodów i powoli po nich weszła, raz odwracając się do kobiety i uśmiechając się słodko.
Zaprowadziła ją do innego pokoju niż była z Eberardem. Oczywiście różnica w wystroju była znikoma, ale nie chciała być z kobietą w tym samym łóżku co jakiś czas temu ze swoim malarzem.
Kiedy znalazły się w pokoiku, Minnie odwróciła się na pięcie i poczekała aż kobieta zamknie drzwi. Nie wiedziała czego ona od niej oczekuje, więc na razie czekała na ewentualne polecenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Minnie była spokojna i opanowana, doskonale znała swoją rolę i równie doskonale potrafiła odczytywać potrzeby swoich partnerów. Ale partnerki to przecież zupełnie inna bajka. Dziewczyna na razie uwodziła i uśmiechała się słodko, co jakoś nie przekonywało Theresy. Była niemal przekonana, że za wystudiowaną niewinnością kryje się coś jeszcze. Przynajmniej taką miała nadzieję. Dlatego bez wachania i z właściwą sobie nonszalancją ruszyła za Minnie, aż do pokoju na piętrze.
Zamknęła drzwi z lekkim trzaśnięciem, a gdy odwróciła się w stronę prostytutki, ta patrzyła na nią wyczekująco. Jak wytresowane zwierzę – parsknęła w myślach, ale na jej twarzy pojawił się uśmiech.

- Powiedz, no, Minnie – zaczęła swobodnie i założyła ręce na piersi. - Jaka jesteś naprawdę? Słodka i niewinna, czy może jednak za twoimi ślicznymi oczami czai się coś drapieżnego? Odpowiedź bardzo ułatwi nam określenie zasad gry.

Theresa uniosła lekko podbródek, patrząc z wyższością na dziewczynę. Miała nadzieję ją sprowokować. No dalej, pokaż pazury.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie wpierw nie dała po sobie nic poznać, wzrok miała dość obojętny, zastanawiając się czy dalej grać rolę słodkiej i niewinnej, jak chciałaby tego Laura, czy może dać się poznać nieznajomej od tej gorętszej strony. Tylko czy ona taką miała? Czasami bała się wszystkiego co ją otacza. Czasami jednak wszystko wywoływało u niej złość...
-To klienci przyzwyczaili się do słodkiej Minnie. Czasami brakuje mi jakiejś... odmiany.-powiedziała powoli, a na jej twarz wpełzł kolejny uśmiech, tym razem bardziej cwaniacki i łobuzerski. Teraz mogła się tylko domyślać, czy Minnie jest z nią szczera, czy przybrała kolejną maskę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2573
avatar
Theresa Reebentoff
Theresa zaśmiała się na tę zmianę – udawaną czy nie – a potem rozłożyła ręce w geście mówiącym „no cóż, to zaczynajmny”. Nie czekała jednak, aż Minnie przejmie inicjatywę, przynajmniej nie teraz. Zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę blondynki i naparła na nią tak, że ta musiała się trochę cofnąć w stronę łożka, a po chwili już obie leżały w miękkiej pościeli. Theresa usiadła na dziewczynie okrakiem i złapała za nadkarstki, unieruchomiając lekko ręce Minnie. Wszystko z delkiatnością. Przecież nie zależało jej na sprawianiu komukolwiek bólu... no, przynajmniej nie na sprawianiu bólu młodziutkiej prostytutce. Zbliżyła swoją twarz do twarzy Minnie.

- To nie jest mój pierwszy raz, Minnie. - szepnęła zawadiacko. - Więc będziesz się musiała postarać.

Nie czekając na odpowiedź, lekko chwyciła dziewczynę za szyję i pocałowa w usta. Tym razem mocno i drapieżnie, jakby chciała wyssać z niej duszę. Druga dłoń Theresy najpierw powędrowała do piersi, a potem zabrała się za rozpinanie sukienki. Po chwili palce już obu dłoni uwijały się sprawnie, by dobrać się do jasnej skóry Minnie, a usta błądziły to przy ustach blondynki, to po szyi lub przy piersiach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 690
avatar
Michelle Dickens-Pie
Minnie zrobiła parę kroków w tył, aż nie poczuła za sobą ramy łóżka. Opadła na nie i nim się spostrzegła, kobieta była już na niej. Ciekawa zmiana.
Popatrzyła na nią dość wyzywająco, gdy ta złapała ją za nadgarstki i oznajmiła, że to nie jest jej pierwszy raz. Blondynka ani przez chwilę w to nie wątpiła, bo w ruchach i gestach kobiety była ogromna pewność siebie i to coś przez co każdy w jej dłoniach staje się uległy.
Oddała zachłannie pocałunek i gdy tylko ręce miała wolne przesunęły się ku szyi kobiety. Palce musnęły skórę i powędrowały dalej, na ramiona. Tam jednak nie zakończyły swojej wycieczki, gdyż odnalazły pasek od płaszcza kobiety. Szybko go rozwiązała i wsunęła pod spód dłonie, przesuwając dłonie po talii nieznajomej.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
"Różowa Koronka"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 19Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-