IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biurowiec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
First topic message reminder :


Jeden z wielu wieżowców stojących w centrum. Na najwyższych piętrach mieszczą się w nich biura Zarządu Kopalni, kancelaria prawna, czy wydawnictwo książkowe. Na parterze oraz pierwszym piętrze budynku mieści się recepcja oraz niewielkie bistro, z którego często korzystają pracownicy. Można ją minąć w drodze do windy. Biurowiec roi się też od studentów, którzy próbują, lub którym udało się zdobyć tu staż. Istnieje możliwość wynajęcia pomieszczenia dla prowadzenia własnego interesu, lub wynajęcia sali.

Bertram & Harmon Inc.
Kilka wyższych pięter zajmuje firma deweloperska Bertram & Harmon Inc., która od lat specjalizuje się w projektowaniu i budowaniu wszelkiego rodzaju obiektów przemysłowych. Bertram & Harmon Inc. powstało jeszcze przed wojną, a założycielami byli ojcowie obecnych właścicieli.

C. Lennox - Detektyw
Biuro prywatnego detektywa znajduje się na trzecim piętrze (tu można poczytać więcej!). Średniej wielkości pomieszczenie zostało urządzone w oszczędny, ale schludny sposób. Już w pierwszych dniach swojego istnienia, biuro Lennoxa wzbudziło zainteresowanie pierwszych, acz drobnych klientów.

Pracownicy fabularni biur Zarządu Koplani:
 


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Mar 01, 2016 1:26 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
Podniósł brwi w górę co miało oznaczać "Czyżby?". Siedziała sobie na ciepłej posadce i umoralniała innych. Ciekawy sposób dowartościowania samej siebie. Ciekawe czy byłaby taka pewna siebie gdyby jej podsunął wypowiedzenie. Prawie korciło go by to zrobić. Krótka rozmowa w ratuszu i dostałaby w ogóle wilczy bilet.
Spojrzała na nią swoim zimnym spojrzeniem. Ze dwie sekundy nic nie mówił.
-Proszę czekać.- każe jej stać przy tym biurku do usranej śmierci jak będzie chciał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Gdyby Black wiedział kogo Diana i Fanny znają w ratuszu to by się posrał. Ale kobieta była inteligentna o cwana. Nie łatwo było ją zastraszyć. Gdyby Oliver podsunął jej wypowiedzenie to zaśmiała by mu się w twarz.
Uniosła brew do góry, słysząc jego słowa. Była w jego wieku, a traktował ją jak gówniarę. Pewnie tylko dlatego, że nie wzdychała na jego widok jak stażystki.
- Oczywiście, panie Black. Co tylko pan sobie życzy. - powiedziała z wymuszoną słodyczą i sztucznym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
Gdyby Diana wiedziała kogo Black zna w ratuszu to musiałaby chodzić w pieluszce. Black nie próbował jej zastraszyć. Byli w pracy i jeżeli liczyła, że się z nią będzie cackał no to pech, a może o to chodziło udawało faceta ale tak naprawdę wolałaby skakać obok niej jak na pierwszej randce wobec kobiety. Zresztą w chwili obecnej było to zupełnie bez znaczenia.
- Bardzo wątpię pani Cotton.- kącik ust uniósł mu się w ledwo dostrzegalnym uśmiechu. Był pewien, że gdyby miała szpikulec od lodu to wbiłaby mu go prosto w oko.
Spokojnie dokończył sobie czytanie dokumentów. W dwóch miejscach coś podkreślił z pytajnikiem.
- Prosiłbym o szczegółową analizę zaznaczonych fragmentów.- odezwał się uprzejmie jak podczas całej rozmowy i oddał Cotton dokumenty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Och tak, gdyby miała przy sobie choćby łyżeczkę do herbaty to wydłubałaby mu gałkę oczną. Milczała, poirytowana tym jego głupim uśmiechem. Patrzyła się na Blacka ze spokojem, dając mu czas na czytanie. Poruszyła się tylko by skrzyżować nogi i włożyć bezczelnie ręce do kieszeni spodni. Pomyślała, że z chęcią by sobie zapaliła, ale miała świadomość o granicy cierpliwości Oliviera.
Podeszła bliżej biurka, stukając obcasami. Pochyliła się, przelotnie czytając fragmenty. Obróciła głowę i popatrzyła się na mężczyznę w skupieniu.
- Żeby się pan jeszcze nie zdziwił. Panie Black. - powiedziała półgłosem, uśmiechając się kącikiem ust, jakby w zastanowieniu. Pogrywała sobie z nim? Na pewno.
Wyprostowała się.
- Na dzisiaj czy na jutro?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
Szpilki. Jak wszyscy faceci lubił szpilki na kobiecych stopach. Jak ładnie modelowały łydki i sprawiały, że seks z kobietą w szpikach był ...po prostu był...
Dokumenty wróciły do księgowej a Oliver oparł się wygodnie o fotel i spojrzał na nią w górę.
- Chętnie dam się zaskoczyć..pani Cotton.- jedna z brwi powędrowała w górę.- I nie musi się pani z tym spieszyć wystarczy do końca tygodnia.- och jaki był łaskawy z terminami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Patrzyła się na siedzącego pana prezesa (no prawie) Rady Nadzorczej Kopalni Węgla w Zigguracie. To robiło wrażenie, przynajmniej powinno. Diana jednak była zbyt przesiąknięta tym administracyjno - korupcyjnym światkiem.
- Nie wątpię. - uśmiechnęła się kącikiem pomalowanych na czerwono ust, również unosząc jedną z brwi ku górze.
- Dobrze, będzie do końca tygodnia. - przytuliła dokumenty do piersi - Rozumiem, że to wszystko?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
- Czekam z niecierpliwością.- odparował zręcznie i przez chwilę przypominało mu to słowne przepychanki z Teresą. Zastanowił się czy powinien ją odwiedzić, element zaskoczenia zawsze dawał dobre rezultaty.
W obecnej sytuacji mógł sobie pozwolić na zaczepki słowne bo zawsze trzymał się jednej rozsądnej zasady i nie bzykał pracownic.
- Tak to wszystko.- odpowiedział i sięgnął ręką po następny plik dokumentów leżący na jego biurku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Odwróciła się energicznie na obcasie, nie obdarzając go już ani jednym słowem. Przeszła z milczeniem przez gabinet mężczyzny, zatrzaskując cicho drzwi. Pewnie zamieniła kilka słów z Isleen, po czym poszła zająć się swoją pracą.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
/ początek
Dzień jak co dzień. Black powoli zaczynał umierać od nadmiaru rutyny i nudy. W ostatnim czasie nie robił niczego innego jak spędzanie czasu nad stosem teczek, które również w tej chwili piętrzyły się na jego biurku. Wiedział co się w nich znajdzie. Od miesięcy nei było w nich nic innego ale i tak po kolei zapoznawał się z każdą. W najbliższym czasie miało się odbyć spotkanie rady nadzorczej. Nie wątpił, że będzie burzliwe ale na chwilę obecną większość powinna się z nim zgodzić.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
/ początek

Czas płynął. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu. Wpadł w coś czego zawsze się bał, w coś przed czym zawsze uciekał.
Dopadła go rutyna i uchwyciła biednego mężczyznę za łeb tak mocno, że bał się nim poruszyć, by się przypadkiem nie połamać.
Słowem, przez jakiś czas po nabyciu biura w Centrum, starał się zachowywać tak jak na "dobrego detektywa" przystało. Nie chlał tak dużo jak wcześniej, a przynajmniej nie w pracy, odstawił dość mocne, średnio legalne "tabletki na migrenę"... Od jakiegoś czasu nawet nie zaglądał do Slumsów, w poszukiwaniu jakiegoś lujka do obicia.
Słowem; Cywilizował się.
A przynajmniej próbował, bo na dobre mu to nie wychodziło. Wręcz przeciwnie, ponownie jakby przyklapł i przygasł, a znudzenie biło od niego na kilometr. Czuł narastającą w środku frustrację, miał coraz większą ochotę po prostu strzelić komuś w łeb...
Taki już był.

Wędrował szarymi ulicami tego piekielnego, szarego miasta, rzucając spojrzenia spode łba praktycznie każdej napotkanej na ulicy osobie, która była na tyle nierozważna, by zerknąć w stronę pana detektywa.
Ręce wepchnięte w kieszenie ciemnego płaszcza, kapelusz przekrzywiony na bakier, niedopałek papierosa w ustach... i niepokojący błysk w oku.
W takim stanie dotarł do odpowiedniego wieżowca, gdzie przemknął przez pierwsze dwa piętra, dotarł do trzeciego i stanął w końcu przed drzwiami do swojego biura.
Uśmiechnął się do swojego odbicia we w miarę czystej szybce...
By zaraz wrócić do normalnej, neutralnej miny, bo ten okropny grymas na jego twarzy z pewnością nie był uśmiechem.
Wszedł do środka.

Zacieniowane pomieszczenie było dla niego naprawdę przytulne. Wyjrzał od niechcenia przez żaluzje, by zaraz zdjąć płaszcz i wraz z kapeluszem odwiesić go na drewniany wieszak przy drzwiach...
Chciał usiąść za biurkiem, ale coś go tknęło. Ruszył do szafeczki z alkoholem dla klientów, skąd wyciągnął butelkę Whiskey.
Uśmiechnął się. Widział swoją twarz, nieco zniekształconą przez krój butli i stwierdził, że teraz nie wygląda tak źle.
Opadł ciężko na krzesło, odstawiając butelkę na biurko.
Przymknął oczy, odchylając głowę do tyłu i podrapał się po niezadbanym zaroście.
Znowu miał problemy ze snem, męczyły go koszmary...czuł się okropnie. Morze szarości i nijakości w niczym nie pomagało, jak zawsze.

W przypływie czegoś tam złapał za jedną z pustych kartek i skreślił krótki list, który zaraz wsadził do koperty i zaadresował.
Później odkorkował butelkę i pociagnął kilka głębokich łyków, uprzednio oczywiście gasząc papierosa w i tak już przepełnionej popielniczce.
Skrzywił się, Whiskey, jak zawsze, cholernie paliła w gardle...
I dobrze, chociaż coś czuł. Coś odwracało uwagę od armii małych problemów, kłębiących się w głowie znudzonego detektywa.
Rozsiadł się w krześle, położył nogi na biurku...
I westchnął ciężko.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Nie jest to typowa forma wykonywania zadań powierzanych graczom przez Mistrza Gry, jednak istniejąca gdzieś tam w zawiłym mniej lub bardziej, w tym zawiłym świecie. Masz do wyboru jeden z trzech scenariuszy zamieszczonych poniżej:

1. Zmęczony życiem detektyw dopiero po chwili zauważa, że strącił coś dłonią. Na podłodze leży koperta, już nie taka czysta, przecież przydeptał ją butem i poprawił drugim. W środku znajduje się wiadomość:

    Panie Lennox,
    oferuje dobre pieniądze. Musi mi Pan kogoś wyśledzić. Zamieszczam numer telefonu: XXXYYYZZZ. Więcej informacji po kontakcie.

2. Ani chwili spokoju. Czy to nie dziwne? Detektyw L. nie zdążył poprawić do końca żaluzji, kiedy ktoś zaczął dobijać się nerwowo do drzwi. Jakby tylko czekał na odpowiedni moment lub też przybiegł tu dopiero co.

3. Ktoś wykupił biuro obok. Błogi spokój detektywa zakłóca walenie młotkiem w ścianę. A potem krzyk! I znowu tłuczenie, jakby ktoś kogoś co najmniej przygważdżał i ustanawiał częścią całej tej biurowej konstrukcji.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
2.

Ledwie wszedł do środka i wyjrzał przez okno, ot, by zobaczyć jak wygląda Centrum z jego biura < to bardzo satysfakcjonująca myśl; mieć własne cztery kąty tutaj, w najdroższej, najlepszej dzielnicy miasta. Nie pasował tu ni cholerę, zdawał sobie sprawę, że pod wieloma względami bliżej mu do chama ze Slumsów, niż do obywatela takiej drugiej strefy, ale... Ale tak już się potoczyły koleje życia, że obok chamstwa, agresji i szczerej niechęci do świata, pan detektyw posiadł też parę działąjących sprawnie szarych komórek >, gdy ktoś zaczął dobijać się do drzwi.
Wzniósł oczy do nieba, a właściwie do sufitu, który mu niebo przysłaniał, przeklął cicho pod nosem i stał tak przez krótką chwilę, narzekając w duchu na świat.
Bo dziś miał ochotę się napić, nie pracować.
Ale chuj z tym, stało się.
Poprawił kołnierz koszuli, nieco rozluźnił krawat, który z lekka go uwierał, po czym wreszcie zbliżył się do drzwi i otworzył je, wpuszczając personę do środka.
Dobijała się dość nerwowo, więc mniemał że to jakaś ważna sprawa... Lub ktoś był tu po prostu w gorącej wodzie kompany.
- Witam, proszę wejść. - powiedział, nie siląc się na specjalnie miły ton. Głos miał lekko zachrypnięty... to wszystko przez te papierosy!
Powinien się napić, cholera...
Oparł się o bok biurka i wbił spojrzenie szarych oczu w potencjalnego klienta.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Witam, proszę wejść.
Och! Nie trzeba było prosić! Drzwi otworzyły się z rozmachem, doskonałe rozegranie w czasie. Podnosząc wzrok Chester zauważył, że za plecami swojego gościa - dobrze wyglądającej młodej damy, przejechał jakiś robot użytkowy.
Trzask.
- Przepraszam. - powiedziała szybko. Oczy miała bystre, może nawet aż za bystre. Świdrowały detektywa jakby miała się zaraz na niego rzucić i potrząsnąć za ramiona z siłą dziesięciu rosłych mężczyzn.
- Amelie Swellson. - przedstawiła się i zerkając na puste krzesło, poprawiła materiał prążkowanej koszuli. - Mam bardzo delikatną sprawę. - zaczęła uśmiechając się nieco krzywo, widać od razu, że nieszczerze. Nie była typem pewnym siebie, ale trudno się dziwić, okoliczności do tego ją najwyraźniej zmuszały.
- Chodzi o to... - mówiła dotykając oparcia krzesła, na którym ostatecznie przysiadła. - Panie Lennox, czy wierzy pan w duchy? - zapytała w końcu podnosząc głowę. Te świdrujące oczy. Może nie były bystre, a szalone?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
No proszę, energii tu komuś nie brakuje. Chciałby móc wykrzesać z siebie coś podobnego, w sytuacjach które nie wiążą się z mordobiciami. Cóż, może jeszcze kiedyś mu się uda? Ciekawe sprawy także potrafiły sprawić, że zmieniał się nie do poznania. Po prostu potrzebowal jakiegoś zajęcia, wyzwania! A nie kolejnej zagadki "znikajacego męża".
Drzwi otworzyły się z takim rozmachem, że przez chwilę obawiał się o stan ściany, albo, co gorsza, szybki w drzwiach... na całe szczęście do żadnego zderzenia nie doszło.
Tajemniczą, energiczną personą okazała się dość młoda, całkiem dobrze wyglądająca dama.
Zmierzył ją dokładnie wzrokiem. Zawsze lubił przyjmować zlecenia od kobiet... czasem... czasem można dostać coś ekstra.
Choć nieco odstraszało go cholernie żywe spojrzenie panienki. Było ciut niepokojące.
- Nic się nie stało, naprawdę. - uśmiechnął się nieco drapieżnie, czyli tak jak mógł najpiękniej. Granat na wojnie troszkę poharatał mu twarz, pozostawiając po sobie siateczkę małych blizn na policzku i parę uszkodzonych nerwów. Bądź co bądź chirurdzy odwalili naprawdę kawał dobrej roboty, składając go do kupy.
- Proszę usiąść, nie będzie przecież panienka stała! - powiedział, zaraz podchodząc do pustego krzesła i przysunął je lekko w stronę kobiety.
Zazwyczaj ciężko było mu zachowywać się choćby w miarę kurtuazyjnie, jednak kobiety dobrze na niego działały...
Spojrzał spode łba na robota. Blaszaków za to nie lubił.
- Lennox, bardzo mi miło. - grzeczności, grzecznościami, detektyw ruszył za biurko i usadowił sie w swoim fotelu.
- Zamieniam się w słuch. - oparł się wygodnie i raz jeszcze dokładnie przyjrzał się klientce.
Jej uśmieszek był wymuszony, nieszczery, najpewniej nie była zbyt pewna siebie... Nadal niepokoiły go jej oczy.
Po ostatnim staniu panny < jak mniemał, cholera ją w sumie wie > Swellson, uniósł lekko brew.
- Hym. - ciężkie pytanie -  Chyba nigdy nie dano mi żadnego dobrego powodu, bym zaczął w nie wierzyć... Więc nie, raczej nie. Moim zdaniem duchy to fikcja. - uśmiechnął się lekko, przyglądając się jej twarzy, wypatrując reakcji - A czemu właściwie panienka pyta? Jak mniemam wiąże się to bezpośrednio ze sprawą z którą panienka do mnie przychodzi.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Dziękuję. - uśmiechnęła się kiedy zaoferował jej krzesło, którym i tak była zainteresowana. Siedziała na samym jego końcu, przesuwając się tam w miarę rozwoju rozmowy.
- Tak. Ma zasadniczy związek ze sprawą... widzi pan... podejrzewam, że... - wzięła głębszy wdech. Słyszał to. Zdenerwowanie przemawiało przez jego potencjalną klientkę. Bała się czegoś lub kogoś.
- Wydaje mi się, że widziałam kogoś kto nie żyje już od jakiegoś czasu. - tłumaczyła. - Nazywa... nazywał się Foster. Christopher Foster. Niestety nie posiadam zdjęcia. Mogę poświadczyć jedynie opisem osoby... - spojrzała na Chestera. Była całkiem ładną kobietą. Około trzydzieści lat na karku, może trzydzieści pięć. Twarz z paroma zmarszczkami upływającego czasu. Średniej wielkości biust, chowany teraz za zapiętą szczelnie, jasną koszulą. Nogi miała nieco obłe, ale za to biodra, zdecydowanie zdatne do wielodzietności.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Widział, że tak się intersowała tym krzesełkiem. Właśnie dlatego postanowił je podsunąć! Czasem można zabawić się w dżentelmena, prawda?
Pokiwał głową, słysząc jej słowa i zmarszczył lekko czoło. Widział jej zdenerwowana. Właściwie wszystko wskazywało na to, że kobieta czegoś się bała. I, paradoksalnie, wprawiało go to w całkiem dobry nastrój, gdyż mogło być zwiastunem intrygującej sprawy. Lekki błysk zainteresowania pojawił się w dotychczas niemal martwych oczach detektywa.
- Jeśli chce pani czegoś mocniejszego do picia, na rozluźnienie, to proszę mówić. - powiedział w moment przed tym jak kobieta zaczęła wprowadzać go w temat.
Kiwał głową, notując sobie w głowie nazwisko pana Chrisophera.
Mógłby pobawić się w profesjonalistę i wyciągnąć notes, wiedział że coś takiego dobrze działa na "przesłuchiwanych", jednak postanowił tego nie robić. Pamięć, poza okazjonalnymi czarnymi dziurami, miał w końcu bardzo dobrą!
- Tak, proszę mi go opisać. Jeśli mam zbadać sprawę, to muszę startować możliwie jak najlepiej przygotowany. - powiedział, szukając paczki fajek między papierami na biurku. Niestety bezskutecznie.
W końcu sięgnął jednak po pióro i zaczął zapisywać na pierwszej lepszej kartce słowa klucze, związane z panem Christopherem.
- Kim on dla Pani był, skąd go pani znała? Czym się zajmował i w jakich... kręgach się obracał? Elita, średniaki, gorzej? - dopytywał, gdy już opisała mu mężczyznę.
Była całkiem ładniutka, musiał przyznać. Chętnie by się z taką zabawił w wolnej chwili... No ale praca, praca!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry

- Nie, nie trzeba. - powiedziała z niemrawą miną. - Jestem abstynentką. - uśmiechnęła się przepraszająco i ułożyła dłonie na kolanach. Nie spuszczała z detektywa wzroku. Wodziła za jego krokami i rejetrowała co zrobi, co powie.
- Zwykły klient. - powiedziała bawiąc się kawąłkiem zmiętego między palcami materiału ciemnopomarańczowej spódnicy.
- Pracuję jako psycholog. - dodała z neutralnym uniesieniem kącika ust. - Niestety nie wiem do jakiej klasy przynależał, jeśli o to panu chodzi. Przyszedł do mnie na konsultacje. - wyznała Chesterowi. - Wysoki... um... brunet, gładko ogolony. Chyba szare oczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
/Początek po urlopie autorki/

Przerwa. Błogosławieństwo dla zmęczonego umysłu i ciała. Te kilka, kilkanaście minut miało ją przygotować do dalszej męczarni dnia codziennego. Nie czuła się najlepiej. Odchodząc od biurka zdecydowała się na najlepszy z możliwych pomysłów. Mimo, że kawy nie pijała, miała jej przynieść to gorzkie uspokojenie.
Odkąd zadawała się z Alexandrem, ludzie zaczęli traktować ją inaczej. Może to tylko wrażenie, które sama sobie dopisywała do nawyków i niezmiennych twarzy swoich współpracowników. Black był zadowolony, bo odwalała kawał dobrej roboty. Była nienaganna, zawsze przygotowana. Jak na razie oddzielała obowiązki od przyjemności. Priorytety od zabaw, które należało odłożyć na później.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się do jednego z kolegów z pracy, który przepuścił ją w drzwiach do niewielkiego pokoiku, w którym można było coś dla siebie przygotować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
/

Znudzona siedziała nad dokumentacją. Zajrzała do kubka i skrzywiła się, widząc zawartość. Westchnęła i po zerknięciu na zegarek zarządziła dla siebie przynajmniej dziesięciu minut przerwy na kawę i lunch. Zabrała kubek i poszła do pokoju gdzie była chłodziarka, kawiarka, zlew. Nieoficjalne miejsce spotkać i plotek, tuż po damskiej łazience.
- O, dzień dobry Isleen. - uśmiechnęła się oficjalnie do koleżanki z pracy, podchodząc do zlewu i myjąc kubek - Jak ma się nasz pan i władca? - zapytała z przekąsem, mając oczywiście na myśli wielmożnego Oliviera Blacka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Przesunęła filiżankę gdzieś na bok. Nie była jej na razie potrzebna. Nie zareagowała od razu kiedy ktoś wszedł do pomieszczenia. Przechyliła jedynie głowę, orientując się, że wspomnianym "kimś" była Diana.
- Pojawił się rano. - powiedziała z chytrym uśmieszkiem. Zastukała palcami w drewniane pudełeczko młynku do kawy. - Ale zniknął. Ma spotkanie. - pokręciła głową jakby niczego nie była pewna.
- Kawy? - zapytała zezując na jeden z papierowych woreczków. Zanurzyła w niej zaraz miarkę, a ziarna przesypała pod pokrywę górnej części młynka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Uśmiechnęła się nieco ironicznie, ale nie skomentowała. W końcu to normalne, że pan prezes ma spotkania. Jednak śmianie się z pracodawcy rozładowywało stres w pracy.
- Poproszę. Kazał mi zrobić szczegółową analizę ostatniego raportu na temat podwyżek cen węgla. - wytarła kubek - Tak jakbym coś przed nim zataiła. Nie wyczaruje mu nagle sposobu na wzbogacenie się z dnia na dzień.
Była niezadowolona i zmęczona. Nienawidziła siedzieć nad czymś drugi raz, poprawiając sama siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
- Powiem ci, nie jest zły... jak go nie ma. - zażartowała poczynając mocno ciągnąć za wajchę. Miała wprawę. Nie jeden raz przecież robiła kawę.
- Czyli potrzebujesz czegoś mocnego... - powiedziała, jakby do siebie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Isleen śmiało mogła mieć wpisane w CV: parzenie kawy. W końcu była asystentką prezesa. Ale koniec podśmiechujek, była również inteligentną dziewczyną! Podobno!
Zaśmiała się na uwagę koleżanki.
- Fakt. Wtedy w tej firmie można oddychać.
Postawiła kubek obok kawiarki, samej opierając się o jakieś szafki. W zwyczajowym stroju, dobrze skrojonym, damskim garniturze w jasnym kolorze i obcasie. Kwintesencja kobiecości w męskim wydaniu.
- Hm? - przez moment zamyślona nie zrozumiała co ta Isleen mamrocze pod nosem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Uniósł lekko brew. Abstynentka? Jak tak w ogóle można? Toć to jakiś podgatunek człowieka. Mógł zrozumieć ewentualne wzgardzenie gorzałą, czy winem, w końcu nie zawsze można mieć ochotę, ale tak w ogóle darować sobie picie?
Toć to głupota. No ale kobiety to kobiety, nie będzie się zagłębiał w ich psychikę, bo tylko głowa go rozboli.
Pokiwał głową z udawanym zrozumieniem.
- Dobrze. - przekrzywił się nieco na krześle, wspierając głowę na ręce opartej o biurko.
Pani psycholog. No, no...
- Mhm. - wysoki, gładko ogolony brunet. Szarooki. No, na razie nie stanowiło to dobrej bazy, bynajmniej.
- Na pewno był tylko zwykłym klientem? Nie wyróżniał się niczym? Wierzę, ze ma tam pani spory, wesoły gabinecik osobowości... - uśmiechnął się półgębkiem - ...ale może jednak ten cały Christopher wybijał się czymś przed szereg? - poczekał na odpowiedź, w międzyczasie notując coś na kartce.
- Dobra... W jakich okolicznościach miał zginąć Foster? I czemu tak się pani boi? - wbił spojrzenie swoich, teraz już bystrych, szarych oczu w rozmówczynię. - Chodzi tylko o jego potencjalne cudowne zmartwychwstanie, czy o coś więcej?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 183
avatar
Isleen Callahan
Kwintesencja kobiecości oparła się właśnie o szafkę, co niczyjej uwadze nie uszło, chociaż Isleen nie miała zamiaru się przyglądać. Chciała, ale nie miała. Pracowały razem już jakiś czas, być może pół roku, odkąd Black zmienił sekretarkę. Marna robota, ale trzeba jakoś zarabiać. Miała też inne zamiary wobec tego człowieka.
- Kawa. Będzie mocna. - podniosła wreszcie głowę. W tej przestrzeni między jednym a drugim uchem pojawiła się nagle pustka. Nie wiedziała co powiedzieć, jak zwykle wygadana. Powinnam coś powiedzieć? Z Dianą był ten problem, że kogoś jej przypominała. Nie mogła oprzeć się dziwnemu wrażeniu. A takie niestety zazwyczaj ją myliły.
Pozostało jej tylko odchrząknąć i otworzyć szufladkę młynka. Przesunęła cały instrument na bok i przygotowała sobie kawiarkę. Odkręciła górną część i odłożyła ją na bok. Do pojemnika na dole wlała gorącą wodę, założyła filtr i zakręciła z tym co przed chwilą okładała. Musiała jeszcze tylko nasypać zmieloną kawę, zakryć wszystko i odłożyć na gaz. Pozostało im czekać.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Biurowiec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-