IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biurowiec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
First topic message reminder :


Jeden z wielu wieżowców stojących w centrum. Na najwyższych piętrach mieszczą się w nich biura Zarządu Kopalni, kancelaria prawna, czy wydawnictwo książkowe. Na parterze oraz pierwszym piętrze budynku mieści się recepcja oraz niewielkie bistro, z którego często korzystają pracownicy. Można ją minąć w drodze do windy. Biurowiec roi się też od studentów, którzy próbują, lub którym udało się zdobyć tu staż. Istnieje możliwość wynajęcia pomieszczenia dla prowadzenia własnego interesu, lub wynajęcia sali.

Bertram & Harmon Inc.
Kilka wyższych pięter zajmuje firma deweloperska Bertram & Harmon Inc., która od lat specjalizuje się w projektowaniu i budowaniu wszelkiego rodzaju obiektów przemysłowych. Bertram & Harmon Inc. powstało jeszcze przed wojną, a założycielami byli ojcowie obecnych właścicieli.

C. Lennox - Detektyw
Biuro prywatnego detektywa znajduje się na trzecim piętrze (tu można poczytać więcej!). Średniej wielkości pomieszczenie zostało urządzone w oszczędny, ale schludny sposób. Już w pierwszych dniach swojego istnienia, biuro Lennoxa wzbudziło zainteresowanie pierwszych, acz drobnych klientów.

Pracownicy fabularni biur Zarządu Koplani:
 


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Wto Mar 01, 2016 1:26 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Ubrania kleiły się do ciała, pot spływał po karku. Ech, niewdzięczne upały. Na nic zdawało się wachlowanie, które uskuteczniali niektórzy nieszczęśnicy - obecni w niewielkim pomieszczeniu. Na nic zdawały się również zdenerwowane fuknięcia, które tylko podnosiły temperaturę powietrza w poczekalni, a w żyłach, aż się gotowało!
Chester, nasz dzielny detektyw, miał może jakiś plan, ale zainteresował nim zaledwie kilka głów zwróconych w jego stronę. Najwyraźniej nikt nie poczuł się na tyle wystraszony odwodnieniem, aby biec ku darmowej wodzie (co dziwne, bo to miasto jest skąpe i łase na wszystko!).
- Panie, skądś się pan, kurde mol, urwał? - zapytał jakiś staruszek z długą brodą. Siedział podparty o laskę. Mimo drewnianej podtrzymywajki, nie wyglądał na aż tak leciwego. Patrzył się na Chestera oczekując jakiejś odpowiedzi.
Inna kobieta zaczęła oddychać szybciej, na równo z szybszym machaniem słabą rączką.

Już blisko, już, już wpuszczamy pana Lennoxa do odpowiedniego biura, jeszcze tylko...
1,2,3 - nic się nie dzieje.
4,5,6 - kobieta, o której mowa mdleje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Myślał, że jest taki sprytny. Oczyma wyobraźni już widział hordę spragnionych i spoconych ludzi biegnącą ku darmowemu, tak darmowemu, napitkowi! Już CZUŁ dodatkowe punkty w Charyzmie lub innej Inteligencji...
A tu nic. Aż zamrugał z niedowierzaniem, gdy zobaczył jedynie kilka głów zwróconych w jego stronę. Nikt się nawet nie ruszył, by sprawdzić czy jest darmowa woda! No jak to tak? Toć to najzwyczajniej w świecie nielogiczne.
Akurat drapał się po czole, rozpaczając nad porażką, gdy odezwał się do niego jakiś staruszek. Lennox spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
- A, cholercia, z sufitu. - mruknął, unosząc głowę i spoglądając na sufit. Chętnie odpowiedziałby, że z choinki, ale niestety w tym uniwersum chyba nie było choinek. Cóż, ich strata.
- Ja tam bym uważał... A nuż urwie się coś jeszcze? - wydął usta. Sam nie wiedział czemu zachowuje się jak ostatni idiota. Może kac nietypowo na niego działał?
Jakaś kobitka zaczęła szybciej oddychać i machać rączką. Na jakie słodkie stworzonko. Widać, że nie była w swym naturalnym środowisku.

5.

No i Janka Wiśniewska padła. Lennox nie był rycerzem, jedynie spoglądał ze znudzeniem na nieprzytomną kobietę i poprawił kapelusz, ocierając przy okazji kropelkę potu z czoła. Gorąco jak skurwysyn.
- Panience się zasłabło. - mruknął, nie kierując swych słów do nikogo konkretnego. Jeśli nikt nie będzie się kwapił do pomocy, to może ruszy swe cztery litery i wielkodusznie postara się pomóc jakoś kobiecie, ocucić ją... czy coś.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Ludzie mieli swoje sprawy do załatwienia. Może poza słabnącą dziewczyną, nie było w myśli, aby opuszczać rosnącej co chwila kolejki. Ech, ci urzędnicy, paskudną mieli pracę w dni takie jak ten.
- Z sufitu, kpi sobie ze mnie...! - mamrotał dziadyga, ale mimo wszystko, uśmiechnął się jakoś tak... przebrzydle. Było w tym grymasie nawet coś z wyrazu wcale nie starego człowieka. Cały jegomość, dziwny w istocie, stracił szybko zainteresowanie Lennoxem.
Zamieszanie, co prawda nie tak duże jak sie można było spodziewać, sprawiło, ze kilka osób zwolniło swoje miejsce w kolejce, a Chester został obrzucony pogardliwymi, mocno niezadowolonymi spojrzeniami. Że nie pomógł, że pozostał bierny, że sobie cynizm nagle wymyślił.
Dwóch chłopa zajęło się dziewczyną, ktoś inny wachlował ją, próbował ocucić, porzucając swoje miejsce w szeregu zniecierpliwionych klientów działu nieruchomości. Minęła godzina jak Lennox został zaproszony do środka. Już nie taki świeży, ale nadal elegancki.
- Zapraszam. - odezwał się męski, niski głos. Czekało na Chestera krzesło, zaraz naprzeciw przedstawiciela tego działu.
- Z czym pan do nas przychodzi? - zapytał, poprawiając okulary, sympatyczny blondasek z włosami jak kupidyn.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Uśmiechnął się półgębkiem, słysząc mamrot gościa z laską. Ta sama część jego osobowości, która wypaliła z tą darmową wodą i nie mogła się powstrzymać przed naigrywaniem się z mężczyzny, bardzo chciała by Lennox dorzucił coś jeszcze... Ale się powstrzymał, jedynie wepchnął ręce do kieszeni spodni, z rozczarowaniem odkrywając że nie ma tam fajek... Zresztą, i tak pewnie nie można było tu palić.
Nie widział już uśmiechu dziadygi, bo najzwyczajniej w świecie na niego nie patrzył.
Panienka padła, Lennox stał jak przykładny słup soli, a paru miłych ludzi poświęciło swoje miejsce w kolejce, by pomóc biednej kobiecie. Widział te ich spojrzenia i odpowiadał im skinięciem głowy i zacnym uśmiechem.
Taki to już był, cyniczna bestyja. Przynajmniej zazwyczaj, bo nawet on miał takie momenty w których ten cynizm gdzieś sobie ulatywał.
Mniej więcej godzinę później wreszcie wpuścili go do gabinetu. Zdecydowanie nie był już taki uśmiechnięty i rozbawiony jak wcześniej. Było mu cholernie gorąco, a jego twarz już lekko świeciła od potu.
Cholerna pogoda.
- Witam. - mruknął uprzejmie, zasiadając na krześle, które prosiło się o to by na nim usiąść.
- Chciałem rozeznać się w cenach wynajmu tutejszych pomieszczeń biurowych, bo doszły mnie słuchy że jest taka możliwość... - powiedział, przebierając w powietrzu palcami. Nie zauważył swojego gestu. Aj, chciało mu się palić...
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
A ten aniołek, blond kupidynek w świeżości pełnej, z uśmiechniętą teraz twarzą spoglądał na spoconego Lennoxa, uświadamiając go o różnicy jaka dzieli ich stanowiska. Jakiekolwiek by nie było zajęcie Chestera.
- Pana godność? - zapytał z niewielkim uśmiechem. Może tak samo cynicznym, jednak znacznie bardziej subtelnym, co zachowanie detektywa. W końcu, przychodzi facet do biura i nawet się burak nie przedstawi!
- Opłata obliczana jest w zależności od umiejscowienia, ilości oraz wielkości pomieszczeń. - odparł mężczyzna. W końcu, jeśli miałoby się biuro niedaleko biura takiego Olivera Blacka, pewnie więcej klientów złapałoby się na jakiekolwiek usługi! Albo wręcz przeciwnie, sądząc po ostatniej, słabej reputacji biznesmena.
- Standard, jedno pomieszczenie, około 300 Kredytów opłaty regularnej. - dodał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Pan blond kupidynek chyba bardzo chciał zaznaczyć jaka ich dzieliła różnica. On, w pełnej krasie siedzący za biurkiem i biedny, zmęczony i spocony Chester. Niebo a ziemia... Tyle że Lennox kompletnie nie zwracał na to uwagi. A niech się szczerzy, niech się uśmiecha...
Wszędzie to samo gówno, czy to Slums, czy Elita... i nie zmienia tego fakt, że jedno jest pięknie owinięte w papierek i udaje cukierka.
- Lennox. Chester Lennox. - w "mieście" teoretycznie wszyscy poznają go po nazwisku... ale to nie było "miasto"... przynajmniej nie jego. - Prywatny Detektyw. - czyli ścierwo o niebo niżej od ciebie, kochany blondasie. Ścierwo z mocnym prawym sierpowym.
Sam nie wiedział skąd w nim nagle tyle wrogości. Pewnie przez ten upał.
Pokiwał głową, słuchając słów Kupidynka.
- Myślałem o jednym, małym pomieszczeniu... Nie zależy mi też na jakimś wysokim piętrze. - powiedział, po czym umilkł na chwilę i zmarszczył lekko czoło w zamyśleniu. Trzy stówki opłaty regularnej? Jezu, kurwa, Chryste. Ożesz kurwa mać.
Kalkulował. Jak bardzo by mu się to opłaciło? Albo i NIE opłaciło? Taka lokalizacja najprawdopodobniej przysporzy mu więcej klientów... na jakiś wysokich piętrach mu nie zależało, więc może i cena nieco się obniży? Chciał mieć tylko małą bazę wypadową, miłe zaciemnione biuro, melinęv2.
- Hym. - mruknął w końcu, bo do niczego konkretnego nie doszedł. - Trzysta kredytów co miesiąc? - chciał się upewnić. A serce mu krwawiło.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Nie, nie, panie Lennox. - pokręcił głową, a razem z nim zafalowała burza uroczych blond loczków. Miał może dwadzieścia parę lat. Na pewno nie przekroczył trzydziestko, choć... może ledwo? Pióro, które wcześniej dzielnie smarowało coś na kartce, przestało się poruszać.
- Co dwa, trzy miesiące, powiedzmy. - wyjaśnił (w praktyce co którąś pensja będzie odejmowane 300K, jeszcze Ci dokładnie napiszę na PW). - Oferujemy dobrą lokalizację, bliskość innych znanych marek... ach, jeśli pan chce to mogę zobaczyć i nawet dzisiaj byłby pan w stanie obejrzeć biuro. - podniósł jasne brwi poprawiając okulary.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Urocze blond włoski falujące wokół głowy wesołego kupidynka za biurkiem, zdecydowanie nie uroczo denerwowały pana detektywa. Ponownie, nie mógłby powiedzieć dlaczego konkretnie. A przychodził tutaj w takim dobrym humorze!
Pewnie po prostu denerwowała go myśl o tych cholernych trzystu Kredytach, które musiałby bulić co jakiś czas. Przygryzł lekko wewnętrzną część policzka, po raz kolejny rozmyślając nad opłacalnością tego działania. Jedno, malusie, tyciusie, biureczko, a koszą jak za węgiel...
- Yhm. - mruknął w zamyśleniu. Cóż, za niektóre sprawy potrafił dostać naprawdę sporo pieniędzy... Ale, cholera jasna, jak tu drogo! Za kasę którą wyda na parę miesięcy wynajmu, mógłby kupić sobie inne mieszkanie... Acz ta perspektywa do niego nie przemawiała, bo w jego uroczej melinie było mu przyjemnie!
Pokiwał głową. Bliskość znanych marek ni chuj go nie obchodziła.
- Chętnie bym się nieco rozejrzał przed podjęciem... ostatecznej decyzji. - mruknął, ponownie kiwając głową. Chyba już podjął decyzję.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Zgodnie z obietnicą, biuro zostało Lennoxowi zaprezentowane. Pofatygował się sa kupidynek, który również postawą wyróżniał się anielską. Był wysoki, delikatnie zbudowany. Chód miał pewny, męski, ale było w nim coś z chłopięcego nieprzejęcia.
Biuro, o którym rozmawiali było zwykłym pomieszczeniem ze sporym oknem, paroma szafkami, regałem na książki. Biurko, drewniane krzesło na czterech odrapanych nogach, inne krzesło naprzeciw stanowiska, jakiś dywanik i kwiatek dla ozdoby. Pracownik biurowca zapewnił Chestera, że może według własnej woli zagospodarować przestrzenią. Po wypełnieniu kilku papierów i uiszczeniu odpowiedniej wpłaty, biuro należało do pana Lennoxa, który mógł z dumą powrócić do swoich obowiązków.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
Wstał z krzesła, wepchnął dłonie w kieszenie spodni i poczłapał za kupidynkiem. Szedł krokiem powolnym, bo jakoś nie śpieszyło mu się do wydawania pieniędzy. Podczas wędrówki do biura które miał niedługo przejąc, cały czas zastanawiał się czy to na pewno dobra inwestycja. Oczywiście, podnosi tym w sposób znaczny prestiż swojej... "firmy", która przenosi się z domu w jakieś sensowniejsze miejsce, ale... Cholera. Pieruńsko drogie miejsce!
Był w trakcie pocieszania się myślą o morzu nowych klientów, gdy kupidynek otworzył jakieś drzwi i wprowadził go do nowego biura.
Lennox rozejrzał się po wnętrzu, kiwając głową na słowa mężczyzny.
Gościł tam jeszcze przez chwilę, po czym podpisał jakieś papiery, uiścił < z ogromnym, ogromnym bólem serca, ponownie pocieszając się myślą o przyszłych klientach > pierwszą opłatę, po czym opuścił wieżowiec i pognał do Drugiej Strefy. Trzeba zacząć przeprowadzkę!

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
pewnie z domu --->

Nareszcie! Przeniósł już wszystkie potrzebne rzeczy do swego nowego biura i mógł z uśmiechem stwierdzić, że oficjalnie jego mała "firma" wpłynęła na głębokie wody. Następnym krokiem byłoby zatrudnienie jakiejś ładnej, długonogiej sekretareczki. Hym....
Cóz... w sumie, nie miał nawet miejsca na sekretareczkę, w końcu wynajmował tylko jeden pokój. Może w przyszłości coś się zmieni!
Stał przed drzwiami, przyglądając się z dumą napisowi - "Lennox - Prywatny Detektyw". Podziwiał go przez chwilę, po czym nacisnął klamkę, uchylił drzwi i wsunął się do środka. Wystrój pomieszczenia zmienił się nieco w porównaniu do tego "surowego" stanu, w którym ukazał mu je kupidynek.
Po pierwsze, i dla pana Lennoxa najważniejsze, spore okno zostało przysłonięte żaluzjami, które skutecznie ograniczały dostęp światła, dzięki czemu pomieszczenie było spowite w półmroku. Bardzo mu się to podobało.
Zostawił szafki i regał na książki. Te pierwsze wypełnił, w jako takim stopniu, aktami z jego poprzednich zleceń. Nie cierpiał tej papierkowej roboty, ale trzeba trzymać takie cośki... Cholerny świat.
Regał na książki na razie stał pusty... jeśli nie liczyć butelki Whiskey, jakiegoś drogiego wina i zestawu kieliszków. Dla klientów!
Dywanik i kwiatek pozostawił nietknięte, przynajmniej na razie.
Zasiadł na krześle po swojej stronie biurka i sięgnał po papierosy do kieszeni. Popielniczka stała na biurku po jego prawicy, najważniejszy element w całym biurze.
Cyk, cyk, zacykala zapalniczka, nim w końcu udało mu się wykrzesać ogień i podpalić papierosa. Zaciągnął się głęboko dymem...
Tak, czuł się niemal jak u siebie.

Siedzieć - posiedział, ale nic ciekawego się nie wydarzyło. Cóż, i tak bywa. Znudził się i wrócił do domu.

zt


Ostatnio zmieniony przez Chester Lennox dnia Nie Wrz 06, 2015 7:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1991
avatar
Oliver Black
/ Początek

Zdjął marynarkę i usiadł przy biurku. Czekała na niego już kawa. Rozłożył Kronikę, której egzemplarz kupił po drodze. Dzień zaczął od przeczytania kilku artykułów. Zastanawiał się na ile zostały ugładzone i na ile napisane pod propagandę władz miasta. Głośno oczywiście by się na tym nie zastanawiał ale swoje mógł sobie myśleć.
Po jakimś czasie weszła Isleen, przynosząc mu zaklejoną kopertę. Odłożył gazetę na bok i zagłębił się w studiowaniu dokumentów. Najpier przeczytał je pobierznie a potem podwinął rękawy, przysunął stołek do biurka i zaczłą nanosić swoje uwagi i adnotacje. W supieniu i ze zmarszczonym czołem pan Black pracował. Schemat struktury orgazizacyjnej musiał być dopracowany by mógł spełniać swoją funkcję i sprawić by kopalnia funkcjonowała.
Zamyślił się i sięgnął po dokumenty, które ostsnio przysłała Cotton. Przez chwilę je wertował aż znalazł to co potrzebował. Obliczanie wskaźników niezbędnych do określenia sytuacji ekonomiczo - finanansowej kopalni zabrało mu całe popołudnie. W końcu uporał sie z pracą i zostawił swojej asystentce wszystko do przepisania. Wiedziała, gdzie je potem ma dostarczyć.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
/ Początek

Siedział w swoim gabinecie, sekretarka co chwilę przynosiła mu dokumenty do podpisania, kolejne i kolejne. Podpis za podpisem. Thorsten Faust, ile razy to dzisiaj napisał swoje nazwisko? Nie pamiętał.
W międzyczasie wertował nowe zamówienia, części na kolej do nowej kopalni, zamówienia dla armii i tak dalej. Wszystko musiało się zgadzać. Wszystko było by normalne gdyby nie trzeba było w to wplatać innych interesów. Wpleść umiejętnie tak by nie było śladu. To właśnie robił Faust, rachunek musiał wychodzić na zero. Siedział nad liczbami, kalkulował, odejmował, dodawał, mnożył i dzielił. On musiał o tym myśleć by broń która poszła dla rebeliantów była wpisana jako zutylizowana, by utylizacja starych części była wpisana jako utylizacja broni wojskowej. Każdy gram stali musiał się zgadzać.
W dodatku ciśnienia rządu wsparcie polityków i stanie między nimi a ludźmi.
Pukanie do drzwi.
- Proszę – rzucił krótko.
- Jeszcze trzy umowy do przejrzenia na dostawę stali do budowy kolei i części do maszyn na tą budowę – rzuciła trochę niepewnie widząc skrzywioną minę Fausta.
- Poproszę, zapewne na wczoraj – spojrzał na zegarek, miał jeszcze udać się do fabryki.
- Zrób mi proszę jeszcze kawę – mruknął sięgając po umowy.
Siedział długo, czytanie tego co napisane małym druczkiem było cholernie żmudne. Co chwilę zamykały się drzwi w jakimś pokoju, co chwilę gasło którymś jakieś światło, coraz mniej i mniej. W gabinecie Fausta paliło się jeszcze długo nim zgasło. Siedział dzisiaj do późna.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
/początek

Dzień jak co dzień. Słońce niemiłosiernie grzało w twarz, kiedy Diana przy otwartym oknie pisała kolejne raporty dla zarządu. Tym razem raport nie był tekstowy, a typowo wykresowy z krótkimi opisami.
W którymś momencie warknęła na stażystkę, żeby się nie opieprzała i poszła zrobić kawę. Dzieciarnia była naprawdę leniwa. Dopiero co taka przylazła do pracy, a już myśli, że może spełniać swoje marzenia. Pierdolenie.
Podczas przerwy na kawę Cotton sięgnęła po magazyn dla kobiet, przeglądając sukienki. Wszystkie wydekoltowane (miałaby wyglądać jak ta wywłoka Black?), albo zbyt krótkie (swoją kuzynką też nie była, Fanny miała ładniejsze nogi), albo za długie (będzie wyglądać jak ta pusta idiotka Pirce). Same gówna. Założy na to przyjęcie u kuzynki elegancki garnitur. Albo kombinezon.
Rzuciła magazyn na biurko i wróciła do wykresów.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
/ początek.

Dzisiaj miał bardzo dobry nastrój. Wszystko szło po jego myśli, jeszcze nie wiedział kto, co i dlaczego. Ale jego pomysł z metrem podobał się, co ważniejsze pierwsze dokumenty już zostały złożone, wstępne projekty, biznesplan. Faust właśnie przeglądał kopie owych papierów. Na biurku stała kawa, pełen kubek, ale zimna. Był podekscytowany. Cała euforia jednak dusiła się wewnątrz Fausta. Nie skakał z radości, nie kręcił się na fotelu jak na karuzeli. Nawet się nie uśmiechał. Przeglądął wykresy, słupki i wyliczenia. W końcu zluzował krawat oparł się o oparcie fotela i założył ręce za głowę. Wzroku jednak nie spuszczał z dokumentów jakby uczył się ich na pamięć. Nie musiał znał każde zdanie, każdą liczbę w niej umieszczoną, każdy wykres.
Dopiero po chwili podniósł się z fotela podszedł do okna i patrzył na miasto. Tutaj z biurowca było widać wiele, niemal całą panoramę, miasta które Faust chciał zmieniać, budować. By się rozwijało i stawało najważniejszym ośrodkiem Avalonu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Broszka spinająca stójkę koszuli była nieco przekrzywiona, włosy nadal w nieładzie, bo wyszła przecież od razu z laboratorium. Długa za kolana wąska spódnica też jej się przekrzywiła, rozporek z tylu wyraźnie kierował się w stronę lewej nogi. Nie przejmowała sie takimi małostkowi. Wszak rzeczywistość była przepełniona sprawami o wiele ważniejszymi. Poprawiła w windzie torebkę na ramieniu, a po wyjściu od razu skierowała się do recepcji, by zapytać o biuro Thorstena. Och, oczywiście, nie była umówiona, ale swoją pokrętną naukową argumentacją tak zamotała recepcjonistkę, że ta tylko wskazała dłonią miejsce, w które powinna udać się Hazel. Zapukała więc do drzwi gabinetu Fausta, a gdy uzyskała odpowiedź by wejść, tak też zrobiła. Od wizyty w teatrze i swoistego skonsumowania znajomości widzieli się jeszcze parę razy, dając sobie dość sugestywne lekcje tego, jak mogą współgrać ze sobą ludzie.
Hazel po zamknięciu drzwi oparła się o nie. Roziskrzony wzrok utkwiony był w Thorstenie.
- Wpadłam na to. Doszłam do tego, jak okiełznać atomy uranium.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Gdy weszła odwrócił się w jej kierunku, oparł o parapet i patrzył. Co widział? Podekscytowaną kobietę która właśnie odkryła dla niej coś bardzo ważnego. Umiał docenić czyjś sukces. Dlatego cieszył się razem z Hazel. Mógłby się uśmiechnąć, ale...
Kącik ust Fausta drgnął do góry. Hazel już go znała, widziała nie raz i wiedział co może oznaczać. Uśmiech! Charakterystyczny Faustowy grymas twarzy. Podszedł wolno do kobiety. Stanął pół metra od niej, na wyciągnięcie dłoni. Czy za blisko, nie. Takie granice bliskości mieli już dawno za sobą.
Położył dłonie na jej biodrach i pocałował ją w usta, krótko ale bardzo wyraziście. To miało oznaczać gratuluje.
- Okiełznałaś mnie, wydaje mi się że atomy były formalnością - puścił ja podszedł do biurka i sięgną po słuchawkę telefonu.
- Dwie kawy poproszę... - odłożył słuchawkę - usiądź -wskazał fotel dla gości przy nie wielkim stoliku biznesowym.
- I co dalej?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Przymknęła oczy, zaledwie muskając palcami przedramię Fausta. Czerpała z tego pocałunku przyjemność, ale sprawy fizyczności - a tymbardziej emocjonalności - odstawiła na bok, gdy tylko ich usta się rozłączyło.
- Oddziaływania międzynarodowe, silne wiązania. - uśmiechnęła się z rozbawieniem. Tylko w obecności Fausta wyrywał jej się ten grymas. - Chemia uczuć. Nie było w tym żadnej mojej zasługi.
Dopiero gdy ją puścił, poprawiła włosy, broszkę i spódnicę. Potem usiadła przy biurku, opierając łokcie na blacie i przechylając się w stronę mężczyzny.
- Rozbicia atomowe przy promieniowaniu uranium wytwarzają ogromne ilości ciepła, trzeba tylko to odpowiednio wykorzystać ukierunkować. - zaczęła szybko, po swojemu, nie przejmując się, że druga strona może nie rozumieć. - Jedynym problemem są reakcje jądrowe, które niekontrolowane wytwarzają zbyt wiele neutronów, które z kolei powodują nadmiar rozbić jądrowych, a co za tym idzie... - złożyła dłonie, a potem otwarła je gwałtownie. - Boom. Ale! - zdobiła przy tym gest wskazującym palce. - Grafit! Grafit bedzie odpowiednim moderatorem, spowolni neutrony, a tym samym uzyskamy najbardziej wydajną szybkość cząsteczek. Już niedługo, mój drogi Thorstenie - klasnęła w dłonie. - mam nadzieję przedstawić ci projekt reaktora uranowo-grafitowego!
Patrzyła rozognionem wzrokiem na mężczyznę. Wyglądała tak, jakby wszystkie emocje, których nigdy nie używała, wlasnie skumulowały się w Hazel w tej jednej chwili.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
Po chwili pojawiła się sekretarka z kawą, postawiła ją na tacy na niewielkim stoliku. Oczywiście nie omieszkała zmierzyć wzrokiem Hazel. Faust rzadko był widywany z kobietami, bo i rzadko robił z nimi interesy. Gdy wyszła on sam usiadł na jednym z foteli przy kawie.
Słuchał jej z uwagą chociaż nie wiele rozumiał, jeśli chodziło o liczby dawał radę ale w kwestiach atomów. Nie miał pojęcia o czym kobieta mówi. Wyłapał z jej wymowy tylko trzy słowa. "Ogromna ilość ciepłą"
- Hm - zmarszczył brwi - jeśli ta energia wytwarza ogromną ilość ciepła, i jeśli te ciepło z jednego miejsca rozprowadzić siatką kanałów, powiedzmy do zwykłych mieszkań, można by tą energię zminimalizować do minimum, jednak wciąż by była na tyle duża by ogrzać dom, zagrzać wodę czy zaparzyć kawę - podrapał się po brodzie, a wzrok wbił w Hazel.
Patrzył w nią jakby dawała mu inspirację. Może stawała się jego muzą. Przecież przy kobiecie mężczyzna osiąga szczyty, kobieta daje motywację, kobieta rozwija umysł a taka jak Hazel.
- Wyobraź sobie wyrzucenie z mieszkań, piecyków bojlerów, podgrzewaczy... czyściej, więcej miejsca a co najważniejsze mniej eksplozji. Bezpieczeństwo w domach zwykłych mieszkańców... Atomowa, elektrownia ciepła i miliony metrów rur położonych w mieście, to by była świetna inwestycja dla fabryki.
Ponownie się zamyślił, tak Faust widział interes we wszystkim. Zebrał by z pola krowie placki, rozmieszał z wodą i sprzedawał by jako nawóz do roślin o niespotykanej recepturze.
Spojrzał na nią jeszcze raz, ale inaczej, ekscytacja Hazel przekładała się na niego. W jego oczach pojawiło się pożądanie. Kiedyś nie zwracał na to uwagi ale teraz przy niej czuł je coraz częściej. Może kiedyś nie było przy nim odpowiedniej osoby. Osoby takiej jak ona.
-
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Opadła się na krześle, oschylając do tylu. Palcami wystukały na blacie tylko sobie znany rytm, oczy uciekały jej gdzieś po suficie, co oznaczało, że myśli nad czymś gorączkowo i nie chce się niczym rozpraszać. Po chwili wrocila spojrzeniem do Thorstena.
- Jedyny problem, to testy i eksperymenty. Musimy zdobyć fundusze na działania poza miastem. Jeden błąd i wszystko pójdzie z dymem. Pomożesz mi z przekonaniem zarządu laboratorium?
Zapytała bez owijania w bawełnę, bez emocjonalnych podchodów. Jeśli zechce jej pomóc, doceni to, jeśli nie - nie bedzie miała mu za złe. Szanowała jego decyzje. Zastanawiała się tylko czy już się zorientował. Czy złożył wszystko w całość. Praca Hazel od tej pory zaczynała się robić niebiezpieczną. Jesli bedzie przeprowadzać testy poza miastem, jesli bedzie tam miała laboratorium, jeśli coś pójdzie nie tak... Cóż. Wiadomo. Ryzyko naukowe.
- To przede wszystkim bedzie o wiele tańsze. - zauważyła. - Bardziej wydajne. Korzystniejsze dla ludzi.
Ludzie. Słowo klucz. To dla swiata pracowała Hazel. Chciała go zmieniać dla ludzi.
Zauważyła błysk oczu Thorstena i... Musiała ukryć uśmiech upiciem kawy z filiżanki. Nie teraz. Nie przy otwartych drzwiach. Nie tutaj.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Fundusze są zawsze problemem - rzucił. Tak koneksje liczyły się w tym mieście, nie masz znajomości układów nic nie zrobisz. Trzeba było umiejętnie popierać partie. Własne poglądy odsuwać na bok, albo chować dla siebie. Liczyły się pieniądze, ale wiadomym było że pieniądz robi pieniądz.
- Obecnie są pochłonięci nowym samolotem, wiesz... Oczywiście nie mówię nie, wręcz przeciwnie. Wszystko nowe co ma dziesięć procent szans powodzenia nawet jeden procent warte jest uwagi.
Widział jej uśmiech, mimo ze schował usta za filiżanką.
- Tak, dla ludzi - rzucił jednak myślał o swoich korzyściach w głównej mierze. Oczywiście idealne miasto, było jego nadrzędnym celem - ale i dla samego miasta. To wielka inwestycja kosztowna, najważniejsze by nie patrzeć na zysk końcowy, który może z wórcić się za rok lub dziesięć lat. Ważne że się zwróci. Dlatego ważne jest aby łączyć wszystko w łańcuch. Aby wszystko było spójne i miało cel.
Ponownie się zamyśli.
- Powiedz mi Hazel na ile jest to bezpieczne dla samej ciebie, bo.... - zawahał się - nie chciał bym, nie chciał bym abyś za bardzo ryzykowała.
Oho czy właśnie Faust przyznał się że może mu zależeć na bezpieczeństwie kogokolwiek. Bezpieczeństwie Hazel.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Pokiwała głową. Tak, koszty, finanse, analiza zysków i strat - tych partyjnych, tych, które sa ważne dla grupy trzymającej władzę. Doskonale zdawała sobie sprawę,mjak trudne do zgryzienia są to persony. Mogła jednak spróbować znaleźć algorytmy. Wyliczyć argumenty, które będą miały moc sprawczą. Była zdeterminowana, by zdobyć fundusze na swoje badania.
- Nauka jest ryzykowna, moj drogi. - odstawiła filiżankę na biurko. Przekrzywiła głowę, w ptasim spojrzeniu pojawiło się pobłażliwe rozbawienie. - Owszem, to może być bardzo niebezpieczne, jesli popełnię błąd. Ale są małe szanse, że go popełnię. Zbyt mało zrobiłam w naukowym świecie, by teraz głupio ryzykować.
Schlebiało jej to, że się o nią martwi. Dopisała sobie kolejny wzór do algorytmów. Była dla Thorstena ważne. Dziwne, jak bardzo przyjemne może być to uczucie. Nieoczekiwanie przechyliła się przez całe biurko, niemal wylewając kawę, po to tylko by pocałować mężczyznę, który swoim dystansem i pozornym brakiem uczuć rozpalił jej własne. Zrobiła to krótko, impulsywnie, szybko się cofając.
- Nie martw się. - dodała. - Ja sie nie martwię. To do nas nie pasuje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- A to za co? – zapytał zdziwiony marszcząc brwi.
Każdy komplement czy miłe słowo wychodziło z ust Fausta przy Hazel bez interesownie, nie szukał powodów aby mieć interes w tej znajomości. Hazel była. To było w tym momencie ważne dla Fausta. Nie potrzebował jej naukowego doświadczenia. Nie potrzebował by mu cokolwiek załatwiała czy dała przepustkę do pomieszczeń w laboratorium. Wszystko to mógł sobie kupić.
Nie mógł kupić jedynie tego czym obdarzał Hazel a ona jego.
- Tak, czym mamy się martwić? Przewidywanie i planowanie jest kluczem do sukcesu i wbrew pozorom im więcej wiem tym mniej się martwię, hmm… czyli powiedzenie czego oczy nie widzą tego sercu nie żal mnie nie dotyczy – ponownie by się uśmiechnął. Zabawne było to że przy Hazel grymas twarzy ala uśmiech pojawiał się dosyć często.
Czy mógł już się martwić że zaangażuje się w tą znajomość zbyt mocno, zbyt dużo będzie go łączyło? Że sprawi ze w pewnym momencie się zawaha. Tak tego obawiał się najbardziej. Dlatego o tej jednej rzeczy starał się nie myśleć. Jakby pozostawił bieg wydarzeń samemu losowi. Wiedział że ryzykuje wiele. Ale jak w pokerze Faust w tym wypadku zaryzykował. Póki co opłaca się. On myśli o pocałunku tym z przed chwili, a nie tym jaki może dostać jutro lub dzisiaj wieczorem. Tak jakby już liczył zyski a nie czekał na przyszłe.
- Co robisz wieczorem? - zapytał odrywając się od biznesowych spraw.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- Za profesjonalne lekcje. - odparła, unosząc kącik ust.
Czerpała przyjemność z przebywania z Faustem, to nie ulegało wątpliwości. Starała się go rozumieć, starała się dopuszczać do głosu swoją emocjonalną część. To popychało ją do tego, by stawiała kolejne kroki w tej znajomości, logicznej na wskroś, a jednak pełnej namiętności. Co by zdobiła, gdyby dowiedziała się o całym życiu Fausta? Trudno powiedzieć. W pewien sposob Hazel była nieprzewidywalna.
Zastukala palcami o podłokietniki, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jest taki chłopak, poznałam go kiedyś przez przypadek i staram się wciągnąć go w świat nauki. Ma takie prostolinijne myślenie... - uśmiechnęła się. - Myślę, że jak się przyłoży, to coś z niego będzie. Miałam zamiar wieczorem podpytać go o rezultaty zadania, które mu poleciłam wykonać. - przekrzywiła głowę. - Ale noc mam wolną. Mógłbyś zostać. Tego jeszcze nie próbowaliśmy.
Tak. Emocjonalne pozostanie ze sobą w łożku na cała noc. Sen ciała przy ciele. Tak. Tego jeszcze nie było.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 281
avatar
Thorsten Faust
- Czasami mam wrażenie, że nie wiem kto kogo uczy i czy aby nie uczymy siebie nawzajem – rzucił po czym wsłuchał się w słowa kobiety.
Gdy wspomniała o chłopaku badawczo podniósł spojrzenie na Hazel. W ułamku sekundy chciał się dowiedzieć kim jest ów chłopak, czym się zajmuje, gdzie mieszka i jaki rozmiar butów nosi. Na szczęście trwało to tylko sekundę.
- Mógłbym, a nawet bym chciał – rzucił krótko, sam nie wiedział jak to jest. Zasnąć i obudzić się przy kimś.
- W sumie na tym by się kończyły moje lekcję, dalej to już tylko eksperymenty których nie znam i to ty znasz się na eksperymentach bardziej, czy mam rację? – w oczach Fausta ponowie pojawił się błysk. Tak to chyba był znak że jest zadowolony z oferty, propozycji, zaproszenia, jakkolwiek by tego nie nazwać. W oczach miał odpowiedź, nic nie musiał mówić, Hazel mogła się domyśleć. Sama ona była dla niego odskocznią od rzeczywistości, miłą i pozytywną odskocznią z której nie miał zamiaru rezygnować. Najwidoczniej ten układ mu odpowiadał.
- o dwudziestej drugiej? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Biurowiec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-