IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Więzienie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Tutaj zamyka się poważnych przestępców. Kilkupoziomowy budynek, ogrodzony solidnymi murami, których strzegą uzbrojeni i przeszkoleni strażnicy.
W więzieniu obowiązuje sztywny rygor oraz zasady, których przestrzegać muszą wszyscy więźniowie. Wyznaczone są pory posiłków czy spotkań z bliskimi. Każdemu z lokatorów przysługuje piętnaście minut na spacerniaku dziennie.
Na terenie więzienia znajduje się także szubienica oraz plac egzekucyjny.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Drgnęła, gdy usłyszała uderzenie w kraty. Już myślała, że to kolejne brutalne pomysły, ale gdy tylko usłyszała słowa strażniczki, popatrzyła na nią z niedowierzaniem, ociągając się z wstaniem. Podparła na łokciu, podnosząc z zapewne głupim wyrazem twarzy, póki kolejne słowa nie rozwiały wątpliwości.
Szarlota nie wiedziała co powiedzieć, czy w ogóle się odezwać, ani czy się śmiać, czy płakać. Zebrać śmieci? Podniosła się z pryczy i spojrzała na jakieś biedne wyposażenie, typu szczoteczka, grzebień, kawałek papieru... Nie miała nic co mogłaby brać. Popatrzyła na ten biedny więzienny dobytek i ruszyła się, by wyjść z celi. Aż poczuła jak dłoni się spociły, a w gardle zaschło z nerwów.
Takie nagłe wyjście!
Zobaczy brata? Czeka na nią z prawnikiem? A może sam? Oh niech to będzie on!
Charlotte popatrzyła po celach, które mijała, nie czując nawet satysfakcji z oglądania min więźniarek, które zostawały. Nie przygotowała się do tego. Nie przygotowano ją, pozostawiając w szoku.
Szła za strażniczką, czując jak policzki z emocji ją palą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Kiedy mijała kolejne cele mogła zauważyć, że pozostałe więźniarki przyglądają się jej z zazdrością. Minęła również Lisę, która siedziała na swojej pryczy. Zdążyła wstać i podejść bliżej, jednak strażniczka prowadząca Charlotte przyspieszyła kroku. Zaprowadziła Marchant do sali przesłuchań, gdzie czekały na nią już jej ubrania i rzeczy, które zabrano w chwili aresztowania. Następnie skierowały się na korytarz, gdzie już czekał Crow.

Mężczyzna znowu nie był asertywny i wykazał się słabą wolą. Palił papierosa. Właściwie kończył już, kiedy strażniczka pojawiła się razem z panną Marchant. Zaciągnął się po raz ostatni i zgasił niedopałek w stojącej na stoliku popielniczce. Kobieta nie wyglądała najlepiej. Nic dziwnego, pobyt w więzieniu wpłynąłby na każdego. Zmizerniała od czasu ich pierwszej rozmowy. Tuz po morderstwie, w kabarecie.
- Panno Marchant - skinął głową.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Popatrzyła na Lisę, nie zdążywszy jednak inaczej zareagować. Czy miała martwić się o nią? O pozostanie w więzieniu? Przez ramię jeszcze na nią zerknęła i opuściła głowę, idąc za strażniczką dalej. W głowie miała tysiąc myśli, a główne krążyły wokół matki i brata. Czy rodzicielce nie pogorszył się stan zdrowia? Czy Henry nie będzie na nią teraz inaczej patrzył?
Bała się tego i po wejściu do sali przesłuchań, chwilę wpatrywała w swe ubranie. Sukienkę, którą miała w momencie aresztowania.
Dziwnie się czuła, porzucając strój więźniarki i przebierając w dawne ciuchy. Materiał nie wydawał się już tak przyjemny, uwierając i gniotąc. Torebka leżąca obok nie zawierała wiele, a lusterko nie pokazywało przyjemnego odbicia. Charlotte pomalowała usta, jedynym dostępnym kosmetykiem i wyszła z sali, znowu za strazniczką idąc.
- Gdzie mój brat?
Zapytała Crow'a, zaskoczona jego obecnością i zerkająca mu za ramię w poszukiwaniu Henryczka. Zapomniała o powitaniu? Nie, po prostu nie miała ochoty.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Nie doczekał się odpowiedzi. Z reszta, czy powinien jej oczekiwać? Jasne przecież, że nie był osoba, której mogłaby się spodziewać.
- Prawdopodobnie w redakcji - odpowiedział więc. Właśnie, gdzie był Marchant? Chyba nie wypiął się na własną siostrę? - Zabiorę stąd panią.
Nadstawił ramię, by mogła się go chwycić choć wątpił, by to zrobiła. Kultura jednak tego wymagała.
- Została pani uniewinniona. Geraldine Bloomsfield przyznała się do winy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Popatrzyła na Crowa. Henry nie wiedział? Nikt go nie zawiadomił o jej zwolnieniu? A może nie mógł przyjechać? No bo chyba chciałby... Aż się Szarlocie zrobiło niedobrze na myśl o tym, że rodzina mogłaby się od niej odwrócić. Zajęta myślą, w pierwszym momencie nie usłyszała słów policjanta.
Dopiero nadstawione ramie, zwróciło na siebie uwagę. Charlotte popatrzyła na nie i wyglądała na niezdecydowaną. Miała ochotę okazać jawną niechęć, więc zignorowała niemą propozycję Ravena, ruszając do wyjścia.
W głowie brzmiały jej słowa o Geraldine, co było kolejnym niezłym szokiem dla szansonistki.
- Kiedy?
Zapytała, mając ochotę wyklnąć głupią Bloomsfield. Niech no trafi w ręce tych samych więźniarek, które nia patyczkowały się z nią. I za co? Za nic! Aż wymownie popatrzyła na Crowa, chociaż usta zacisnęła, by nic nie powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Opuścił swobodnie ramię, kiedy go minęła. Poprawił w dłoni teczkę i ruszył za nią. Przy drzwiach wyprzedził Charlotte, bo je otworzyć i przepuścić kobietę przodem.
- Dziś rano. Przebywa w areszcie.
Opuścili budynek i udali się w stronę bramy. Za nią czekała na Charlotte wolność. Oraz kilku dziennikarzy. Flesz aparatów od razu uderzył ją w oczy.

- Panno Marchant! Panno Marchant! Jak pani się czuje?!
- Panno Marchant! Czy podejrzewała pani koleżankę w kabaretu o coś takiego!?
- Piszę dla Mary Daily! Co pani może powiedzieć naszym czytelniczkom!?
Sytuacja była jasna: Charlotte Marchant była w tej chwili najjaśniejszą gwiazdą w mieście.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Aż zakręciło się jej w głowie na myśl o tym, jak długo Geraldine ukrywała prawdę, pozwalając jej cierpieć w więzieniu. Nigdy nie posądzałaby ją o tak bezgraniczą podłość. Aż tak źle o koleżance nigdy nie pomyślałaby.
Zabiła Pixie, ją wsadziła do więzienia... Była tak bardzo perfidna. Szarlota odetchnęła świeżym powietrzem, gdy próg przekroczyła. Przymrużyła oczy pod wpływem promieni, z którymi miała bardzo krótki kontakt wczorajszego dnia. Nie była w stanie się nimi nacieszyć. A teraz miała wrócić do domu i zachciało jej się płakać.
Nie spodziewała się, że przy bramie zastanie tak wielu dziennikarzy. Aż się zatrzymała, wpatrując w nich, usta nieco rozchylając w zaskoczeniu. Tyle pytań, tyle zdjęć! Poczuła się oszołomiona zainteresowaniem o którym zdążyła zapomnieć. A może teraz miała otrzymać zdecydowanie większe?
- Jedźmy stąd.
Cicho zwróciła się do Crowa, chyba zbyt zmęczona, nie gotowa na udzielanie jakichkolwiek wywiadów. Jeśli mężczyzna chciał ją stąd zabrać, to lepiej żeby się pospieszył.
Na dobre to i tak wyjdzie. Brak odpowiedzi ze strony Charlotte teraz, zaowocuje większym zainteresowaniem w najbliższej przyszłości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
Jak szybko rozchodziły się plotki? Pojawienie się dziennikarzy stanowiło o tym, że błyskawicznie. Crow nie spodziewał się, że będą tu tak szybko. Tym razem, czy Charlotte tego chciała czy nie, objął ją ramieniem, a drugą ręką zaczął torować jakąś drogę, żeby mogli przejść do automobilu.
- Charlotte! Charlotte! Czy to prawda, że zamierzasz napisać książkę o swoim pobycie w więzieniu?
Nawet gdy siedziała już w środku, dziennikarze nie dawali za wygraną.
- Czy wrócisz na scenę?! Charlotte!
Crow obszedł pojazd dookoła i wsiadł za kierownicę. Odpalił silnik i ruszyli. Jeden z fotografów biegł przez chwilę za nimi, próbując zrobić ostatnie, dobre zdjęcie.

http://miasto.forumpl.net/t52-bistro >>
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Joshua Dosett
/ start i koniec.

Od czasu pechowego napadu w teatrze, Josh siedział w pierdlu i... i żył tym swoim więziennym życiem, mając do dyspozycji tylko jedną michę żarcia dziennie. Często dostawał prańsko, jak Charlotte swego czasu, ale na jego szczęście, obyło się bez gwałtów. Tyłek miał bezpieczny, ale to nie znaczyło, że mógł czuć się pewnie.
Którejś nocy do jego celi zakradł się wielki Milky, z którym już od dłuższego czasu miał na pieńku (może jakby tyle nie pyskował, to by było dobrze?). Miał ze sobą nóż więziennej roboty. Stanął nad śpiącym Dosettem i wiele nie myśląc wbił mu go w szyję. Sześć razy, dla pewności. Biedak nawet nie mógł krzyknąć. Obudził się jednak i konał tak, dławiąc się własną krwią.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 53
avatar
Matt Valmount
/ początek początków

Strażnik otworzył celę, w której siedział starszy brat Sylvii Valmount.
- Matthew Valmount, wystąp z celi!
Dostosował się do polecenia i wyszedł ze środka, czemu towarzyszył pomruk w innych klatkach. Istniał więzienny rytuał oparty głównie na zazdrości skazanych, który polegał na tym że wychodzącego na wolność i cieszącego się szacunkiem więźnia odprowadzały do wyjścia dziesiątki par oczu. Tak było tym razem, gdy po raz ostatni założono mu na ręce kajdany i wyprowadzano go z jego bloku więziennego. Lada moment miał odzyskać wolność. Strażnicy wyprowadzili go z bloku i odeskortowali do wyjścia, gdzie wyrecytowano mu jakieś zgłupiałe regułki, zdjęto kajdany i kazano spierdalać.
Matt Valmount odzyskał wolność z uśmiechem na twarzy. Zaciągnął się czystym powietrzem i czym prędzej udał się na eksplorację miasta.

--> zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Więzienie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Więzienie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-