IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Więzienie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Tutaj zamyka się poważnych przestępców. Kilkupoziomowy budynek, ogrodzony solidnymi murami, których strzegą uzbrojeni i przeszkoleni strażnicy.
W więzieniu obowiązuje sztywny rygor oraz zasady, których przestrzegać muszą wszyscy więźniowie. Wyznaczone są pory posiłków czy spotkań z bliskimi. Każdemu z lokatorów przysługuje piętnaście minut na spacerniaku dziennie.
Na terenie więzienia znajduje się także szubienica oraz plac egzekucyjny.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
29!

Owszem, Charlotte natychmiast zabrała rękę, krzywiąc się przez chwilę z bólu, jaki wywołało ugryzienie. Wściekłe bestie! Już, już, chciała potraktować Candy tak samo jak Debbie, ale przeszkodziła jej w tym Norma.
Jej łapska nie tylko mocne ale i długie, szybko uchwyciły Charlotte, by zatargać ją na prycze. Aż krzyknęła z bólu, gdy uderzyła kolanami o podłogę, ale wierciła się na tyle, by rękami odepchnąć kobietę i wyswobodzić się z jej uchwytu. Na nią też zamachnęła się drutem, przynajmniej by od siebie odegnać i móc wstać.
Chociaż celowała w jedną z rąk, w którą chciała wbić drut. Raz a porządnie!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Charlotte udało się uwolnić z uścisku Normy, a nawet odepchnąć ją od siebie.
Aby dziabnąć Normę drutem, dodajesz punkty kondycji oraz reakcji i rzucasz kośćmi. Musisz przekroczyć 48 punktów.
Jeśli się nie uda, kobieta znowu łapie Charlotte, by znowu przygwoździć ją do łóżka. Tym razem pomaga jej Candy. Debbie, bez względu na wynik obrzuca szansonistkę wyzwiskami.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
41 : /

Niestety dźgnięcie Normy, było równie trudne co wygranie z nią w siłowaniu się na rękę. Charlotte nie udało się dosięgnąć celu, przez co więźniarka mogła jeszcze raz ją złapać i przywalić do łóżka swym ciężarem.
- Wydłubie ci oko, pieprzona zdziro.
Zagroziła, wściekła na obrót sprawy. Dwie na jedną! Aż się mocniej szarpnęła, wyginając tak by teraz sama zatopić zeby w ciele którejkolwiek kobiety. Zaciskając dłoń na sprężynie, nią również machała już na oślep.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Przymknij jadaczkę, cukiereczku - zaśmiała się Norma, którą chyba bawiło wierzganie się Charlotte. Nic dziwnego, w końcu ani nie dostała drutem w twarz, ani pięścią w głowę. Candy w końcu udało się złapać rękę, w której Marchant ściskała kawałek metalu, dzięki czemu- albo przez co, szansonistka została unieruchomiona.
- Już ja cię dźgnę- zaczęła odgrażać się Debbie.- Już ja cię dźgnę, szmatko!
Jej włosy wydawały się jeszcze bardziej rude niż zwykle. Czyżby dosłownie płonęła ze złości? Wystarczyła chwila, by w jej głowie zrodził się pomysł zemsty. I to taki, który ta dziwka zapamięta do końca życia!
- Trzymaj ją mocno, Norma, trzymaj mocno! - cedziła przez zaciśnięte zęby. Bała się szerzej otwierać buzie, ponieważ policzek cały czas bolał. Splunęła krwią na podłogę. Jeszcze nie wiedziała, że może się w to wdać zakażenie. Zaczęła podwijać szansonistce spódnicę. Wysoko, aż po pas, odsłaniając bieliznę, którą zsunęła. - Odechce ci się...! - dyszała ciężko ze złości. Nie bez oporów (Charlotte, nie swoich), rozsunęła szansonistce nogi na tyle, by wsunąć między nie rękę, a swoje palce dalej, boleśnie w ciało Charlotte. Cały czas wykrzykiwała obelgi. Niestety, nie mogła rzucać ich prosto w ucho Marchant, ponieważ Norma musiała ją jakoś przecież trzymać. Ach, nie ważne, najwyżej nakrzyczy w ucho Normie!
Po skończonym paskudnym akcie gwałtu i przemocy więźniarki znudzone zabawą wreszcie puściły szansonistkę.
- Helen! - Candy odskoczyła od łóżka i podeszła do drzwi celi, by zawołać strażniczkę. - Przyłaź tu!
Debbie też odsunęła się od szansonistki w obawie, że ta może zaraz ją zaatakować. Jak tylko stanęła na nogi, kopnęła ją w brzuch. Tak, dla zasady. Następnie pierwsza wyniosła się na korytarz. Norma jeszcze przez chwilę przytrzymywała Marchant, żeby w końcu również opuścić celę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte coraz bardziej traciła siły, chociaż wściekłość jej nie opuszczała. W myślach obiecywała sobie sprawić kobietom najgorsze katusze, zemścić się jak najlepiej mogła. I chociaż teraz już nic nie mogła zrobić, wydając się być pokonana i załamana, wciśnięta w materac i płacząca, tak nie zamierzała popuścić tego płazem.
Kopnięta w brzuch jęknęła z bólu, krztusząc się i opadając na podłoge, gdy tylko Norma ją puściła.
Miała zostać tam jeszcze długo po odejściu kobiet.
Im bardziej czuła się w tym momencie poniżona, tym gorsze pomysły jawiły się w jej myślach.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Na pocieszenie Charlotte otrzymuje punkt kondycji.

Następnego poranka strażniczka obudziła szansonistkę jakby nigdy nic. Ilu już takich sytuacji jak w nocy widziała, że spływało to po niej jak po psie?
Więźniarki udały się na śniadanie. Do Charlotte szybko podeszła Lisa. Nie mówiła ani słowa, bo i nawet nie wiedziała, co ma jej powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte zaś odebrała śniadanie jak gdyby nigdy nic, chociaż jej mina i spojrzenie, jakim obdarowała Lisę, przemawiały jednoznacznie. Szansonistka również nic do niej nie rzekła, po czym ze swą tacą podeszła do stolika. Przysiadła obok koleżanki i wzięła do ręki widelec, na który chwilę spoglądała.
- Co zrobią jak zniknie jeden widelec?
Zapytała koleżanki i zaczęła jeść.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Debbie nie było na śniadaniu. W kolejce po swoją porcję Charlotte mogła podsłuchać, że bladym świtem przeniesiono ją z gorączką na oddział szpitalny. Czyżby zakażenie wdało się tak szybko?
Lisa milczała jeszcze długo, zanim zebrała się w sobie, by odpowiedzieć Charlotte. To było jasne, że szansonistka nie była pierwsza i na pewno nie była ostatnia.
- Nie wiem... co zamierzasz zrobić? - zapytała cicho, żeby nikt nie usłyszał. Sama miała na ciele siniaki po niedawnym spotkaniu Thelmą i Normą.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Nie od razu odpowiedziała. Najpierw spojrzała w stronę Normy i Candy, zupełnie nie kryjąc się z tym, a wręcz chyba chcąc by tamte to zauważyły. Przez chwilę jadła, bez słowa, aż w końcu spojrzała na Lisę.
- Zemścić się.. nie chciałabyś?
Odpowiedziała z kamiennym wyrazem twarzy. I chociaż korciło ją, by nie czekać na okazję, tak teraz zastanawiała się co zrobić i kiedy zrobić. Dotknęła ząbków widelca i znowu spojrzała w stronę wieźniarek, które lubiły ją nocą odwiedzać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
Robert Dempsey dowiedział się o tym, że jego Szarlotka (tak, wszystkie kobiety były JEGO. A szczególnie Abigail) została aresztowana. Ciężko było o tym nie wiedzieć, całe miasto huczało od plotek.
Ale musiał zniknąć na trochę, załatwić trochę interesów, pomyśleć o tym co zrobić z problemami w NeoZigguracie... chociaż bał się pustyni to właśnie tam znajdował Światło.
Teraz, oświecony, wrócił do miasta.
Oświecenie podpowiedziało mu, że jeśli nie chce stracić szansy na przelecenie Charlotte to lepiej ją odwiedzić. To zawsze miło być odwiedzonym. Chyba. Bo Robert nigdy nie był na tyle głupi aby wylądować w więzieniu.
Ale czasami odwiedzał innych, można było na tym nieźle zarobić. Z doświadczenia wiedział, że pora odwiedzin zwykle przypada po śniadaniu... miał tylko nadzieję, że nie będzie tu żadnych wydziwnionych reguł odnośnie dni odwiedzin. Jutro czy pojutrze może nie czuć się na tyle oświecony aby tu przyjść.
Zameldował się przy wejściu i oznajmił że jako daleki krewny chciałby zobaczyć się z panną Marchant. Chyba jej tego nie odmówią...?
Miał na sobie ohydny kapelusik, ukrywający włosy i płaszcz, w którym wyglądał na niego grubszego niż w rzeczywistości. Tylko to przeklęte brakujące oko utrudniało mu udawanie przeciętniaka. Cholerna Theresa.
Powrót do góry Go down
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
- Zemścić...? - Lisa aż zgarbiła się bardziej niż zwykle. Struchlała opuściła wzrok na swoja tacę z jedzeniem. Nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Chcieć, może i by chciała, ale najzwyczajniej w świecie się bała.

- Daleki krewny? - straznik zmierzył go uważnie wzrokiem. Nie wyglądał na rodzinę szansonistki. Nie jemu jednak to było oceniać. w końcu nie kobieta nie miała żadnej listy osób, z którymi mogła, i z którymi nie mogła się widywać. Podsunął Dempsey'owi książkę odwiedzających i kazał mu się w niej podpisać. Razem z godziną oraz datą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-Tak, może jej pan zapowiedzieć ciotecznego kuzyna od strony szwagierki prababki matki. - odpowiedział z uśmiechem strażnikowi, tonem człowieka ufającego bezgranicznie i naiwnie w to, że mężczyzna zapamięta szybko wypowiedziane słowa. Zgodnie z jego przewidywaniami, strażnik dał za wygraną.
Rory Dupeq, 13 maja, 9:33 podpisał się w księdze i posłusznie dał zaprowadzić do pokoju dla odwiedzających. Strażnik zapamięta przygarbionego, niemodnie ubranego faceta z uśmiechem idioty.
Robert był dobry w naśladowaniu swojego brata, Laurence'a, co przydawało się we właśnie takich sytuacjach.
Mógłbym nawet podszywać się pod tego frajera, ale tutaj to żadna różnica czy jestem Rorym czy Daynem... i tak nikt go tu nie zna przemknęło mu przez myśl-i nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
- Te suki muszą zapłacić za to co.. - chciała powiedzieć mi, nam, ale w końcu zdecydowała się na... Tobie zrobiły.
Czy perfidnie chciała wykorzystać biedną Lisę, czy naprawdę było jej szkoda kobiety? Nawet Lotte nie wiedziała, zbyt zaoferowana teraz swym ewentualnym planem. Zacisnęła palce na widelcu i dyskretnie rozejrzała się po sali. Chciała wsunąć widelec w rękaw, ale ciągle jakieś oczy były na nią skierowane.
- Zapłacą.
Powtórzyła Lisie i wstała, łapiąc za tacę. Nie przyszła tu dziś jeść. Ruszyła by odnieść naczynia do okienka i wyjść z sali. Nie udało się z widelcem, może uda się z innym narzędziem? Chociażby przy pracach?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Zaraz po śniadaniu do celi Charlotte przyszła strażniczka. Nie ta, która umożliwiała jej oprawczyniom wejście do zajmowanego przez szansonistkę pomieszczenia a inna. Jasnowłosa, może nieco anemiczna kobieta o wąskich, ale zawsze wymalowanych na czerwono ustach.
- Masz gościa, Marchant - poinformowała ją i poczekała, aż Charlotte zbierze się do wyjścia. Następnie zaprowadziła ją do pomieszczenia, w którym odbywały się widzenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte mogłaby spodziewać się każdego, ale nie Dempseya. I naprawdę wolałaby w tym momencie wyglądać o wiele lepiej. A tak, weszła do sali widzeń w starym i spranym stroju więźniarki, z włosami w nieładzie i podkrążonymi oczami.
Z początku wyglądała jakby niedowierzała własnym oczom. Stała tuż za progiem, patrząc na mężczyznę, póki drzwi się za nią nie zamknęły. Wtedy się ruszyła i podeszła do krzesła naprzeciw mężczyzny.
- Panie Dempsey, co pana tu sprowadza?
Zapytała, starając się zachowywać jak dawniej. Niestety kiedyś uśmiechnęłaby się wesoło i dała ucałować swą dłoń, dziś zachowując dystans i powagę. Usiadła na krześle i splotła dłonie na stoliku.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-…Szarlotko… - odezwał się Robert równocześnie z nią. Sekundę potem pożałował tego. Po pierwsze dlatego, że zwróciła się do niego prawdziwym nazwiskiem, szelma. Miał nadzieję, że strażniczka tego nie słyszała.
Ale Dempsey to nie jest moje PRAWDZIWE nazwisko… zdał sobie nagle sprawę, by poprawić się szybko w myślach, że jest prawdziwe w NeoZigguracie!
Drugim powodem, dla którego powinien był ugryźć się w język było to, jak formalnie zwróciła się do niego Charlotte. Jego Szarlotka.
No nic, może serce jej zmięknie jak usłyszy przypomnienie beztroskich dni, beztroskiej randki?
Randki nigdy niespełnionej…?
Gdy siedziała tu przed nim nieuczesana i nieumalowana kojarzyła mu się trochę z Theresą/Abigail na pustyni i jego pożądanie rosło. Tyle, że Abigail zdążył już i pokochać (albo obdarzyć uczuciem, które uparcie nazywał miłością) i znienawidzić.
Charlotte znał na to za krótko, ale wszystko przed nimi.
-…jak cię tu traktują? - dokończył, współczującym gestem kładąc na moment dłoń na jej dłoniach, o ile było to dozwolone. Zanim panna Marchant zdążyła się zirytować lub zniecierpliwić, cofnął rękę. Ach, taki z niego delikatny gentleman że wow.
-Byłem na dłuższy czas poza miastem, ale to oczywiste, że przyszedłem gdy tylko wróciłem i usłyszałem te obrzydliwe plotki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Popatrzyła na dłoń Roberta, która na moment zakryła jej, po czym podniosła na mężczyznę spojrzenie. Nie wiedziała co ma myśleć. W końcu ich niezbyt liczne spotkania były zabawą, prawda? Przynajmniej ona tak je traktowała. Nie spodziewała się, że ktoś kto nazywał siebie jej fanem, będzie chciał tu przyjść i ją odwiedzić. To nieco zburzyło jej poglądy na relacje między nimi.
Była pewna, że wszyscy się od niej odwrócili. Ci, którzy ją kochali i wielbili, gdy błyszczała na scenie i salonach, pewnie zapomnieli o niej, gdy została oskarżona o morderstwo.
- A jak mogą traktować więźniów?
Odpowiedziała, może nieco sucho i złośliwie, ale nie było jej do śmiechu, ani też nie chciała robić z siebie ofiary. Ileż by dała teraz za przebranie się w coś ładniejszego, uczesanie i umalowanie. Chociaż oczów, które były bez wyrazu. A tak lubiła je eksponowac!
Słowa o tym jak to można przybył, aby się z nią zobaczyć, chyba zignorowała. A przynajmniej tak to mogło wyglądać. Charlotte tylko patrzyła na Roberta, by zaraz o czymś wspomnieć.
- Ma pan papierosy?
Ah ten nikotynowy nałóg!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-Przykro mi, nie palę… - palenie drażniło mu oczy. Chociaż teraz irytowało go to, że nie pali. Gdyby miał papierosy, zrobiłby przyjemność Szarlotce.
Ale nic straconego!
-Przyniosę następnym razem. Pory odwiedzin mają tu codziennie? - no proszę, jaki oddany!
Na jej "złośliwość" uśmiechnął się tylko smutno. Milczał chwilę, aż wreszcie doprecyzował.
-Niewinnych więźniów, Szarlotko. Nie miałem na myśli tylko strażników… ten plebs tutaj znosi jakoś towarzystwo niewinnej gwiazdy? - no proszę, Robert miał jakiś telepatyczny wgląd w jej przeszłość? Nie, raczej potrafił logicznie myśleć i dużo obracał się w przestępczych kręgach. I był zatroskany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
No niech to! Aż szansonistka zabębniła palcami o stół w nerwowym geście. Westchnęła, bo głód nikotynowy strasznie jej doskwierał. Nie pamiętała ile dni minęło od wizyty prawnika, ale tęskniła za jego papierośnicą bardziej niż za obietnicą wcześniejszego zwolnienia.
Charlotte znowu splotła dłonie ze sobą i popatrzyła na mężczyznę z kolejną falą zaskoczenia. Chciał tutaj jeszcze przyjść? Czyżby miał zamiar odwiedzać ją częściej niż jej własny brat? Ha! Henry to ani razu się nie pojawił, co wywoływało smutek i złość. Idealny podkład do rozżalenia na zachowanie ukochanego braciszka.
Nie chciała tego mówić, ale podobało jej się zainteresowanie Roberta i te jego pieszczotliwe nazywanie jej Szarlotką.
- Wierzy pan w mą niewinność?
Zapytała, zamiast odpowiedzieć. Wydawało jej się teraz, że mężczyzna bardziej jest tego pewien niż prawnik i Henry. Aż milej jej się na sercu zrobiło. I może nawet spojrzenie Szarlotki złagodniało i nie było już takie obojętne?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
-To oczywiste, że wierzę. Znam się na ludziach, Szarlotko. - skoro jeszcze nie zaprotestowała, to nadal ją tak nazywał. Może nawet mu się nie zdawało, że jej spojrzenie łagodnieje na dźwięk tego słowa?
To oczywiste, że nie byłabyś w stanie nikogo zabić. Jeszcze nie.
Nie wierzył też, że Theresa byłaby mu zdolna wbić nóż w oko, ale może teraz lepiej znał się na ludziach. Szczególnie, że widać, że Charlotte bardzo chciała by uwierzył w jej niewinność.
-Mogę ci pomóc jeszcze jakoś inaczej niż papierosami?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Gdyby potrafiła się w więzieniu uśmiechać, najpewniej zrobiłaby to. Tymczasem tylko spojrzała Robertowi w oczy, ciekawa czy myśli tak naprawdę. Wyglądało, że myślał. No bo raczej nie widziała tego co chciała ujrzeć, prawda?
A świadomość, że przynajmniej jedna osoba w nią wierzy, była niezwykle budująca.
Na pytanie przez chwilę nie wiedziała jak odpowiedzieć. Marszcząc czoło przez moment, spojrzała na swe dłonie i zastanawiała się. W końcu jednak pomyślała, że nie powinna Roberta o cokolwiek prosić. Już i tak wiele zrobił. Pokręciła więc głową i popatrzyła na niego.
- Jestem wdzięczna za wizytę. Rzadko mnie ktoś odwiedza.
Odpowiedziała nieco smutno, bo przecież fakt, że brata nigdy w tym pokoju nie zastała, a była tu cały jeden raz, potrafił przygnębić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
Zauważył, że Charlotte się waha. I chyba nie tylko nad papierosami. Ta zmarszczka na jej czole wyglądała na oznakę poważniejszych zmartwień.
Z gorzką satysfakcją zauważył, że w Charlotte wygrała duma.
-Zatem będę cię odwiedzał częściej, Szarlotko. - zabawnie musiała brzmieć ta ich rozmowa. Ona smutna i oficjalna. On z nią na "ty", nadużywający zabawnego zdrobnienia.
Nachylił się do niej i dodał cicho, bardzo cicho.
-A jakby ktokolwiek ci się naprzykrzał, szepnij mi nazwisko. Są bardzo proste, legalne i niekrzywdzące nikogo sposoby na to, by zagwarantować sobie spokój.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Oczy szansonistki pojaśniały, gdy usłyszała zapewnienie o częstych odwiedzinach. Będzie jej się milej zasypiało i milej wstawało z myślą o tym, że danego dnia może wyrwać się z celi, by spotkać z Dempseyem.
Ah gdyby potrafiła mu okazać wdzięczność za tę troskę!
Ale, ale... cóż to on proponuje? O czym mówi? Aż zrodziła się w niej ciekawość i okrutna ochota na wspomnienie o tym co się dzieje nocami. Odetchnęła ciężko i zerknęła w stronę drzwi, by zaraz sama się nachylić nieco.
- Jakie sposoby?
Pytaniem zdradziła, że coś było nie tak, ale szczegółów opowiadać nie musiała!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Robert Dempsey
Na wdzięczność przyjdzie pora, gdy Charlotte stąd wyjdzie! Na razie przyjmijmy, że Robert robi to zupełnie bezinteresownie.
Uniósł leciutko kąciki ust, gdy Szarlotka się zdradziła. I połknęła haczyk. Nie chciał nawet znać szczegółów.
Chciał znać nazwiska…
-Prawie każdy ma jakąś rodzinę, czy kogoś na kimś mu zależy. Jakże straszna musi się świadomość, że zza tych murów nie można nikogo zobaczy… ani obronić… - wyjaśnił zwięźle, rozpalając wyobraźnię Charlotte. Jemu aż zapłonęły oczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1292
avatar
Charlotte Moncreiff
Charlotte też chciała znać nazwiska! A znała tylko imiona. Niestety. Żałowała teraz, że nie wypytała Lisę o to, czy ktoś podłe więźniarki odwiedza, ale rozmowa z Robertem podsuwała pomysły i rzeczywiście rozpalała wyobraźnie szansonistki.
Nie pomyślałaby, że właśnie daje się wodzić Dempseyowi za nos.
Ale musiała się dowiedzieć jakie nazwiska noszą wszystkie kobiety. I zemścić się starannie, z pomocą Roberta, który okazywał się być o wiele sprytniejszy i perfidniejszy niż mogło się jej kiedykolwiek wcześniej zdawać.
- Przed czym obronić?
Po raz kolejny pytanie zadała, patrząc na mężczyznę z coraz większym zaangażowaniem i pożądliwie oczekując odpowiedzi, które powiedzą więcej, zdradzą szczegóły. Tak, bo Charlotte lubiła szczegóły!
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Więzienie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Więzienie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-