IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Laboratorium Mechaniczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 15  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Wielki budynek w centrum miasta. Liczy dziesięć pięter oraz dziesięć kondygnacji podziemnych laboratoriów. Im niższy poziom, tym więcej potrzebnych uprawnień by się tam dostać. Przeciętni pracownicy nie mają nawet pojęcia o istnieniu większości z nich. Wykonuje się tam skomplikowane eksperymenty oraz wynalazki.

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Z czego mam żartować? - Zapytał, udając chyba, ze nie rozumie. - Z tego, ze mi się podobałaś? W sumie, to cały czas mi się podobasz, przecież to normalne!
Wzruszył ramionami.
- Ej spokojnie, przecież to nic złego, przecież to nie jest tak... chwila...
Spojrzał uważnie na Nainę. 
- Ja ci się podobam!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Znów została pięknym świńskim buraczkiem i wzrokiem błądziła gdzieś najniżej jak się tylko dało.
- Nie powiedziałam nic takiego! - fuknęła tylko, ale jakoś mało przekonania miała w głosie. Na pewno mniej niż wcześniej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Ha! - Zakrzyknął Hans. - Podobam ci się. To dlatego mnie unikałaś, ojeju, tak, tak, teraz wszystko się układa w takie jedne wielkie puzzle. Ej, ej, ale się nie wstydź!
Spojrzał na nią i się uśmiechnął.
- - Jesteś czerwona jak sok pomidorowy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Splotła dłonie na piersi i zacisnęła zęby. Pewnie gdyby patrzyła na to z boku to bawił by ją taki rozradowany Hans, który wygladal jakby właśnie dostał prezent na święta. Zacisnęła szczękę i po walce samej ze sobą podniosła na niego wzrok.
- Wiem. - burknęła tylko, zła, że się dowiedział. Przecież doskonale wiedziała jak teraz musi wyglądać. Policzki ją piekly.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Przepraszam. - Powiedział po chwili Hans. - Naprawdę. No, ja lubię pomidory... no.
Chyba się pogrążał. 
- Dobra, odprowadzę cię i... co z tą niedzielą?
Chyba naprawdę miał nadzieję, ze pójdzie z nią na te tańce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
Pogrążał się dokumetnie. Po samą szyję. Może niech lepiej się zamknie, bo może być już chyba tylko gorzej.
- Nadal chcesz iśc na te tańce? - podniosła na niego wzrok i westchnęła ciężko. - Nie wiem..
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Czemu nie? - Zapytał. - Lubię tańczyć i pewnie ty też. Nie widzę problemu.
Wzruszył ramionami.
- Czemu miałbym się teraz rozmyślić? Nie bądź głuptaskiem!
Pokręcił głową i podał jej ramię, by móc ją przeprowadzić przez ulicę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Hmm.. ja wcale nie lubię.. - powiedziała ciszej. To znaczy lubiła, ale sama w pustym domu. A nie tak przed wszystkimi! I nie tak, żeby każdy ją mógł oglądać.
Przyjęła ramię i pewnie poszli dalej.
- Dam ci jeszcze znać.. dobrze?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Dobrze. - Powiedział, kiwając głową, prowadząc Nainę wzdłuż ulicy. - Ta... wiesz gdzie mieszkam, prawda? O, albo... może chcesz wpaść teraz do Grety co? porozmawiasz sobie z nią... Oj, nie martw się, ja nic Grecie nie powiem o naszej małej schadzce!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2043
avatar
Naina Webb
- Przychodzę do was od zawsze, jak miałabym nie wiedzieć? - wyminęła jakieś dziecko idące środkiem ulicy i pilnującą go z tyłu matkę.
- To nie była żadna schadzka! Ile mam ci powtarzać? - spojrzała na niego zła, że znów kombinuje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Dobrze, dobrze... - Zaśmiał się cicho i poprowadził dalej Nainę, kierując się w stronę drugiej strefy. Nawet jeśli dziewczyna krępowała się tym, że ktoś mógłby ich razem zobaczyć, to Hans nie zamierzał jej samej. 
I nie odpuści też wizyty u Grety... może to była jakaś mała gierka ale złych zamiarów to on nie miał!

zt - >dom Andersenów
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
/początek

W niewielkiej pracowni rozchodził się zapach świeżo zaparzonej kawy. Woń dość niezwykła dla tego miejsca, gdzie częściej czuć spaleniznę naruszonych zwarciem elementów i odczynniki chemiczne. Ale czasem nawet Hazel potrzebowała przerwy - po parunastu godzinach pracy jej się należało. Para z przystawionego do brody kubka wdzierała się w nozdrza, otulała twarz, na kilka sekund osiadała na naciągniętych na czoło goglach. Kobieta wciągała tę woń, myśląc o naturze pary i o tym, jak można ją jeszcze wykorzystać do efektywniejszej pracy maszyn albo - jeszcze dalej - jakie nowe źródła energii jeszcze czekają do odkrycia. To była teraz dla niej sprawa priorytetowa. Przyglądała się swoim notatkom, plikowi niechlujnie zapisanych kartek, które właśnie trzymała w ręce. Przeskakiwała wzrokiem z jednego fragmentu tekstu i obliczeń na drugi. Czy nie popełniła przypadkiem jakiegoś błędu? Zmarszczyła nos i poruszyła się nerwowo na stole, aż prawie pośladki jej się ześlizgnęły. Znów popatrzyła na zapisane wyniki, poszukała w głowie, w swojej umysłowej twierdzy wiedzy, odpowiednie wnioski, analizowała, liczyła. Tak. Wszystko wyglądało w porządku, więc już ze spokojem upiła łyk kawy, a na jej kaczych ustach pojawił się uśmiech. Wszystko szło zgodnie z założeniami.

Rozszczepianie jąder atomów to może nie jest coś, w czym by teraz wszyscy widzieli przyszłość. Raczej traktowali to, jako naukową nowinkę bez pokrycia praktycznego. Hazel wiedziała jednak, że nowe badania mogą przynieść milion razy większe efekty energetyczne niż tradycyjne źródła! Co można by zrobić z czymś takim? Praktycznie wszystko, przed ludzkością otworzyłyby się nowe horyzonty, nowe możliwości, rozwój cywilizacji, ekspansja na inne tereny, może nawet ponad gwiazdy... Aż się zarumieniła z ekscytacji, myśląc o tym wszystkim.  Wierzyła w to, chciała być tego udziałem. Dlatego nie mogła się pomylić, nie mogła popełnić błędu.

W końcu kawa wystygła niedopita, bo Hazel zapomniała o niej, gdzieś w natłoku własnych myśli. Skupiła się na notatkach, przysiadła do biurka, zaczęła kreślić, obliczać i myśleć nad prawdopodobieństwem niektórych rozwiązań. Wszystko zależało od "ciężkości" pierwiastków, od jego masy atomowej i tego, jak szybko jądro ulega rozszczepieniu. A najważniejsze w tym wszystkim było to, jak to, do cholery, kontrolować, żeby nie wysadzić Zigguratu w pizdu. Gdyby oddali pod jej pieczę pełen zakres badawczy, to teraz pewnie już by coś testowała gdzieś na środku pustyni. A tak, to co mogła? Teoretyzować na papierze! Ot i wszystko! Aż zaklęła pod nosem. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby coś mi dyndało między nogami. - myślała ze złością. - Gdybym mogła wywijać swoim penisem i rżnąć dziwki ile wlezie. Wtedy, o, psia mać, dopiero wtedy byłabym wartościowa dla zarządu. Sapnęła. Nie, z takim zatrutym umysłem nie miała co siedzieć w laboratorium. Ostatni raz spojrzała na notatki, skreśliła jeszcze coś na odchodnym, zastanowiła się, chwyciła za torebkę, znowu wróciła do notatek, przygryzła ołówek, sarknęła ze złością i dopiero wtedy wyszła. Musiała przewietrzyć umysł.

---> park miejski
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Malcolm Blackshear
/ Początek

Malcolm tego dnia nawet był całkiem trzeźwy. Może dlatego, że wypłata mu się dość szybko skończyła? Nie, to nie to. Miał w mieszkaniu w puszce po ciastkach kilka kredytów na czarną godzinę, które zarobił w zeszłym tygodniu grając wieczorami na placu na gitarze. Chyba po prostu się jakoś nie złożyło.
Tak więc trzeźwy Malcolm pojawił się pod Laboratorium Mechanicznym i, dopaliwszy papierosa, wszedł do środka. Ukłonił się teatralnie siedzącym w recepcji panienkom, podszedł do nich, rzucił kilka komplementów, kilka wyjątkowo kiepskich tekstów na podryw i w końcu wydusił z siebie, z czym przyszedł.
- Hazel Blackshear już wyszła? - spytał i zaraz dodał: - Moja siostra. - Tak na zaś, coby panny nie myślały, że po żonę przyszedł. Uśmiechnął się i, otrzymawszy odpowiedź, że chyba jeszcze nie, one nie wiedzą, ale możemy skoczyć na drinka, posłał każdej buziaka. Niech mają.
Nudził się potwornie, więc zaczął krążyć po głównym holu i kombinować, jakby tu wejść na teren laboratoriów bez przepustki, by siostry poszukać. Aż ochroniarz zaczął się na niego dziwnie patrzeć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel machnęła przepustką ochroniarzowi, który pilnował drzwi wyjściowych z jej części budynku. Rutyna. Jak zwykle się uśmiechnął, a kobieta jak zwykle skinęła tylko uprzejmie głową. Ot, nic nie znaczące konwenanse. Weszła do głównego holu, a jej oczy od razu powędrowały do Malcolma. Zupełnie tak, jakby generował jakieś pole magnetyczne, które od razu przyzywało Hazel. Przekrzywiła głowę, zatrzymując się na sekundę. Po chwili podjęła krok i podeszła do brata.

- Przypomniałeś sobie, że masz siostrę czy może Rory coś ci podszepnął po naszym ostatnim spotkaniu? - w głosie Hazel brzmiały ukryte nuty urazy. Aż recepcjonistki spojrzały na nich uważnie, zaciekawione faktem, że Hazel Blackshear mówi innym tonem niż zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Malcolm Blackshear
Gdy tylko zobaczył swoją siostrę, rozpromienił się.
- Hazel, moja droga siostro, jak miło cię widzieć! - zawołał przez pół korytarza, po czym podszedł do niej i, czy tego chciała, czy nie, na przywitanie pocałował ją w policzek i mocno przytulił przez kilka sekund.
- Ten zapijaczony i zaćpany malarzyna? - spytał i zaśmiał się głośno. - Przecież wiesz, że unikam złego towarzystwa jak ognia. - Mrugnął do niej porozumiewawczo i uśmiechnął się słodko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Nie poczyniła żadnego gestu, gdy ją przytulał. W zasadzie to można powiedzieć, że Malcolm przytulił sztywne, choć jeszcze ciepłe ciało, które nie zareagowało nawet w najmniejszym stopniu. Ale Hazel w głębi swojego umysłu - bo przecież nie duszy - cieszyła się jakąś cząstką siebie, że widzi brata.

- Widzisz się z nim częściej niż ze mną. - powiedziała już spokojnie, swoim zwyczajnym tonem głosu. - A jednak nie wiesz, że ostatnio się z nim spotkałam?

Pytania były próbą naprawienia algorytmu. Długa nieobecność Malcolma sprawiła, że parę ścieżek się zatarło i teraz Hazel musiała szukać ponownie właściwego wzorca zachowań brata. Wzięła Malcolma pod ramię i ruszyła w stronę wyjścia. Wolała, by rozmawiali w zaciszu jej mieszkania.

----> następny post już w mieszkaniu Hazel
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Christopher długo zbierał się, żeby tu w ogóle przyjść. Bo i po co? Miał już pracę, może nie bardzo dobrze płatną, ale bez wątpienia pozwalającą się utrzymać. Pewną i przewidywalną, dającą mu przynajmniej świadomość jako-takiego bezpieczeństwa i stabilności. Nie była to może praca marzeń, jednak z marzeniami pożegnał się już tak dawno temu, że na ogół nawet już o nich nie pamiętał.
Z drugiej strony, nie potrafił znaleźć niczego, co by go w niej trzymało. Może gdyby chociaż z Susan układało mu się lepiej, gdyby wierzył, że codzienne jej widywanie przyniesie jakiekolwiek inne efekty niż dręczące uczucie porażki, może wtedy odpuściłby sobie. Ale prawda była taka, że w ciągu ostatnich dni jedyne, co sprawiało, że jeszcze wstawał z łóżka i szedł do szkoły, to głuche poczucie obowiązku i dźwięczący nieustająco gdzieś z tyłu głowy głos rozsądku.
I właśnie ten głos sprawiał, że wciąż się wahał. Że nie mógł ostatecznie przekonać się do podjęcia ryzyka, odważyć się na zmianę w swoim uporządkowanym życiu. Nie potrafił jednak też odwieźć go całkowicie od tego pomysłu, utwierdzając go coraz mocniej w poglądzie, że zmiana otoczenia dobrze mu zrobi, a i prawdopodobnie wyższe zarobki z pewnością nie zaszkodziłyby jego egzystencji. Chodził więc od kilku dni rozkojarzony, niezdecydowany co powinien zrobić, rozpatrując w myślach wszystkie możliwe scenariusze, starając się dostrzec wszystkie hipotetyczne plusy i minusy i wciąż nie mając pojęcia, na co się zdecydować.
Jeszcze przed głównym wejściem do Laboratorium Mechanicznego stał przez chwilę, mnąc w kieszeni stronę Kroniki z ogłoszeniem, które go tu przywiodło. Argument, że jeśli nie spróbuje, to się nie przekona, choć ostatecznie pozwolił podjąć decyzję, wcale nie sprawił, że pozbył się wszystkich wątpliwości. W końcu odetchnął głęboko i pokręcił głową z politowaniem dla własnego niezdecydowania.
Raz kozie śmierć – pomyślał, przekraczając próg.
Rozejrzał się pobieżnie po pomieszczeniu i niemal od razu – jakby pragnąc uprzedzić moment, w którym się rozmyśli – podszedł do portierni.
- Witam. – Uśmiechnął się uprzejmie, skinąwszy głową. – Ja w sprawie ogłoszenia… - zawiesił głos, czekając na jakiekolwiek wskazówki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
/ jądrowe zawirowania

Kiedy nieznany jej mężczyzna wszedł do laboratorium, Hazel akurat zamierzała wybrać się na mały spacer po ruinach, by swoim zwyczajem oczyścić myśli i zmienić perspektywę patrzenia na problemy naukowe. Myśl o przemijaniu zawsze w jakiś dziwny sposób nakierowywała ją na właściwe tory. Jej wprawne oczy, choć zazwyczaj zupełnie niezainteresowane ludźmi, zawiesiły się na obcym. Ogłoszenie. Och, oczywiście. Chcieli jej dokoptować asystenta. Czyżby zatem miał to być ten oto młody człowiek? Z pewnością sam miał takie aspiracje.

Podeszła do portierni, nie spuszczając wzroku z obcego. Jej głowa przekrzywiała się ptasio, gdy wodziła po nim wzrokiem.

- Fizyk? - zapytała bezpardonowo. Nie czuła potrzeby, by się przedstawiać. W końcu nie wiedziała, czy ten chłopak zagrzeje tu jakieś miejsce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Christopher był tak bardzo pogrążony we własnych myślach - a raczej wątpliwościach, - że zauważył kobietę dopiero, gdy ta się odezwała. Zaraz też skierował na nią swoją uwagę, odwzajemniając uważne spojrzenie. Skinął głową.
- Chciałbym móc tak o sobie powiedzieć - odpowiedział, posyłając jej lekki uśmiech. - Od kilku lat raczej nauczyciel niż naukowiec, ale o odpowiednim wykształceniu! - zaśmiał się cicho. - Pomyślałem, że warto by zorientować się w kwestii szczegółów, dotyczących ogłoszenia, gdyż to było dość... lakoniczne. - Uśmiechnął się szerzej, machinalnie poprawiając połę marynarki, nie spuszczając jednak wzroku z rozmówczyni.

- Nazywam się Christopher Clavell - dodał, nie wyciągnąwszy jednak ręki. Wszak to do kobiety należał przywilej uczynienia tego gestu jako pierwszej. A czego by o Chrisie nie mówić, na pewno został dobrze wychowany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Świdrowała go oczami, tasując w głowie wszelkie możliwości przydatności tego... Christophera, jak się przedstawił. Co miał do zaoferowania? W czym mógł pomóc? Hazel była pragmatyczna, nie interesowały ją przypuszczenia, ale fakty.

- Doświadczenie? - nadal się nie przedstawiła, nie przejawiła też nawet odrobiny kultury. Jej algorytmy działały na zewnątrz. W laboratorium była przyzwyczajona, że nie może sobie pozwolić na myślenie o sprawach naukowych, a nie o relacjach międzyludzkich.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Uśmiech nieco przygasł na jego twarzy. Och, przywykł do tego, że nie każdy przejawia jego entuzjazm, optymizm czy choćby maniery, spotkania z takimi osobami jednak zwykle przebiegały dla niego dość nużąco. Bo jeśli odrze się rozmowę z całej otoczki emocji i w pewnego rodzaju rozgrywki między dwiema osobami, sprowadzając ją do czystej wymiany informacji... cóż, wtedy równie dobrze można by rozmawiać z maszynami.
Zresztą, chyba nikt nie lubił być indagowany przez obcą osobę, nie wiedząc nawet, czy ta ma jakiekolwiek podstawy do zadawania pytań. Do podtrzymywania tej, pożal się Boże, rozmowy nakłaniała go tylko chwiejna wiara w to, że nikt nie miałby na tyle tupetu, by pytać bezpodstawnie.
Względnie, że w miejscu takim jak to, nikt nie miałby na to czasu.
Westchnął więc z rezygnacją i zmęczonym ruchem przetarł oczy. Dobrze, skoro tak, on może się dostosować.
- Żadne - odparł krótko na zadane pytanie, z trudem powstrzymując się przed wzruszeniem ramionami. W Kronice wyraźnie było napisane, że takowe nie jest wymagane, a jeśli coś się w tej materii zmieniło, nie był to już jego problem. - Ukończyłem fizykę na uniwersytecie, a później zacząłem uczyć w szkole.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel najwyraźniej mało obchodziło, co było zapisane w ogłoszeniu. Nowy pracownik miał z nią współpracować, więc to ona dyktowała reguły gry. Decyzyjność innych w tej materii nie mieściła się w jej logicznych algorytmach. Christopher jawił się jako osoba konkretna, a to była cecha, która Hazel bardzo odpowiadała. Jeśli ukończył fizykę na uniwersytecie, to jego zamiłowania do nauki nie mogły być przypadkiem, skoro podjął wyzwanie skorzystania z szansy, jakie daje laboratorium. Patrzyła przez chwilę na mężczyznę z twarzą zupełnie bez wyrazu. Analizowała.

- Hazel Blackshaer. - przedstawiła się w końcu. Potem nachyliła się przez biurko w stronę sekretarki. - Proszę przekazać dyrektorowi, że rozmowa kwalifikacyjna została przeprowadzona.
- Nie jest pani osobą decyzyjną, panno Blackshear. - sekretarka odparła z widocznym znudzeniem. Najwyraźniej charakter Hazel nie był tu dla nikogo tajemnicą. - Akceptacja musi przejść przez "górę".
- Zapewniam panią, że, jak pani to nazwała, "góra" liczy się z moim zdaniem.
Kolejne westchnięcie.
- Z pewnością. - sekretarka przeniosła wzrok na Clavella. - Proszę usiąść. - wstała, skłoniła się i zniknęła na moment za rogiem, idąc z pewnością w stronę gabinetu dyrektora.
Powrót do góry Go down
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
Kilka ostatnich dni nie było szczęśliwymi dla Laboratorium Mechanicznego. Pomimo dobrej ochrony i solidnych zabezpieczeń z Działu Medycznego zniknęło kilka dużych połaci syntetycznej skóry. Trzech stróżów zostało zwolnionych z pracy, podejrzany jest również jeden z pracowników, który częściej niż inni używał swojej przepustki. Nieoficjalnie mówi się, że skóra została skradziona do przeprowadzenia nielegalnych badań naukowych.

Hazel i Christopher mogą spokojnie dalej kontynuować swój wątek, który dzieje się przed kradzieżą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Sekretarka po chwili wróciła i to z miną, jakby właśnie posiadła całą wiedzę wszechświata. Posłała Hazel obojętne spojrzenie, po czym zwróciła się do Christophera.
- Proszę skręcić w lewo - wskazała dłonią kierunek. - Iść wzdłuż korytarza, potem wejść do pokoju 38. Tam będzie czekać na pana komisja rekrutacyjna. - uśmiechnęła się lekko, nieszczerze. - Powodzenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel obserwowała całą sytuację z ptasio przekrzywioną głową, jakby badała wszystkich pod każdym kątem. I sekretarkę. I rzeczonego Christophera.
- Mam nadzieję, że pana przyjmą. - powiedziała po prostu, po czym odwróciła się i skierowała w stronę swojego gabinetu.
Dalszą część dnia spędziła nad eksperymentalnymi łączeniami pierwiastków, obmyślając przy tym teoretyczne zależności, robiąc notatki, skreślając i obalając kolejne tezy. Gdyby zaczęła robić wszystko w praktyce od razu, pewnie by już dawno wysadziłaby całe laboratorium.
Po ciężkim dniu pracy postanowiła poobserwować zachowania ludzi na festynie. Z pewnością były typowe, ale przecież każdy ma jakieś rozrywki - dla Hazel czasem była to monotonia.

ZT.

----> festyn
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Laboratorium Mechaniczne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 15Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 15  Next
 Similar topics
-
» Laboratorium nr 8
» Zniszczone laboratorium w podziemiach
» Laboratorium nr 5 - Mengele
» Medycyna i mechaniczne protezy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-