IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Laboratorium Mechaniczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 15  Next
Admin
Liczba postów : 4127
avatar
Admin
First topic message reminder :

Wielki budynek w centrum miasta. Liczy dziesięć pięter oraz dziesięć kondygnacji podziemnych laboratoriów. Im niższy poziom, tym więcej potrzebnych uprawnień by się tam dostać. Przeciętni pracownicy nie mają nawet pojęcia o istnieniu większości z nich. Wykonuje się tam skomplikowane eksperymenty oraz wynalazki.

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 206
avatar
Hans Andersen
- Dobrze, dobrze... - Zaśmiał się cicho i poprowadził dalej Nainę, kierując się w stronę drugiej strefy. Nawet jeśli dziewczyna krępowała się tym, że ktoś mógłby ich razem zobaczyć, to Hans nie zamierzał jej samej. 
I nie odpuści też wizyty u Grety... może to była jakaś mała gierka ale złych zamiarów to on nie miał!

zt - >dom Andersenów
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
/początek

W niewielkiej pracowni rozchodził się zapach świeżo zaparzonej kawy. Woń dość niezwykła dla tego miejsca, gdzie częściej czuć spaleniznę naruszonych zwarciem elementów i odczynniki chemiczne. Ale czasem nawet Hazel potrzebowała przerwy - po parunastu godzinach pracy jej się należało. Para z przystawionego do brody kubka wdzierała się w nozdrza, otulała twarz, na kilka sekund osiadała na naciągniętych na czoło goglach. Kobieta wciągała tę woń, myśląc o naturze pary i o tym, jak można ją jeszcze wykorzystać do efektywniejszej pracy maszyn albo - jeszcze dalej - jakie nowe źródła energii jeszcze czekają do odkrycia. To była teraz dla niej sprawa priorytetowa. Przyglądała się swoim notatkom, plikowi niechlujnie zapisanych kartek, które właśnie trzymała w ręce. Przeskakiwała wzrokiem z jednego fragmentu tekstu i obliczeń na drugi. Czy nie popełniła przypadkiem jakiegoś błędu? Zmarszczyła nos i poruszyła się nerwowo na stole, aż prawie pośladki jej się ześlizgnęły. Znów popatrzyła na zapisane wyniki, poszukała w głowie, w swojej umysłowej twierdzy wiedzy, odpowiednie wnioski, analizowała, liczyła. Tak. Wszystko wyglądało w porządku, więc już ze spokojem upiła łyk kawy, a na jej kaczych ustach pojawił się uśmiech. Wszystko szło zgodnie z założeniami.

Rozszczepianie jąder atomów to może nie jest coś, w czym by teraz wszyscy widzieli przyszłość. Raczej traktowali to, jako naukową nowinkę bez pokrycia praktycznego. Hazel wiedziała jednak, że nowe badania mogą przynieść milion razy większe efekty energetyczne niż tradycyjne źródła! Co można by zrobić z czymś takim? Praktycznie wszystko, przed ludzkością otworzyłyby się nowe horyzonty, nowe możliwości, rozwój cywilizacji, ekspansja na inne tereny, może nawet ponad gwiazdy... Aż się zarumieniła z ekscytacji, myśląc o tym wszystkim.  Wierzyła w to, chciała być tego udziałem. Dlatego nie mogła się pomylić, nie mogła popełnić błędu.

W końcu kawa wystygła niedopita, bo Hazel zapomniała o niej, gdzieś w natłoku własnych myśli. Skupiła się na notatkach, przysiadła do biurka, zaczęła kreślić, obliczać i myśleć nad prawdopodobieństwem niektórych rozwiązań. Wszystko zależało od "ciężkości" pierwiastków, od jego masy atomowej i tego, jak szybko jądro ulega rozszczepieniu. A najważniejsze w tym wszystkim było to, jak to, do cholery, kontrolować, żeby nie wysadzić Zigguratu w pizdu. Gdyby oddali pod jej pieczę pełen zakres badawczy, to teraz pewnie już by coś testowała gdzieś na środku pustyni. A tak, to co mogła? Teoretyzować na papierze! Ot i wszystko! Aż zaklęła pod nosem. Wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby coś mi dyndało między nogami. - myślała ze złością. - Gdybym mogła wywijać swoim penisem i rżnąć dziwki ile wlezie. Wtedy, o, psia mać, dopiero wtedy byłabym wartościowa dla zarządu. Sapnęła. Nie, z takim zatrutym umysłem nie miała co siedzieć w laboratorium. Ostatni raz spojrzała na notatki, skreśliła jeszcze coś na odchodnym, zastanowiła się, chwyciła za torebkę, znowu wróciła do notatek, przygryzła ołówek, sarknęła ze złością i dopiero wtedy wyszła. Musiała przewietrzyć umysł.

---> park miejski
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Malcolm Blackshear
/ Początek

Malcolm tego dnia nawet był całkiem trzeźwy. Może dlatego, że wypłata mu się dość szybko skończyła? Nie, to nie to. Miał w mieszkaniu w puszce po ciastkach kilka kredytów na czarną godzinę, które zarobił w zeszłym tygodniu grając wieczorami na placu na gitarze. Chyba po prostu się jakoś nie złożyło.
Tak więc trzeźwy Malcolm pojawił się pod Laboratorium Mechanicznym i, dopaliwszy papierosa, wszedł do środka. Ukłonił się teatralnie siedzącym w recepcji panienkom, podszedł do nich, rzucił kilka komplementów, kilka wyjątkowo kiepskich tekstów na podryw i w końcu wydusił z siebie, z czym przyszedł.
- Hazel Blackshear już wyszła? - spytał i zaraz dodał: - Moja siostra. - Tak na zaś, coby panny nie myślały, że po żonę przyszedł. Uśmiechnął się i, otrzymawszy odpowiedź, że chyba jeszcze nie, one nie wiedzą, ale możemy skoczyć na drinka, posłał każdej buziaka. Niech mają.
Nudził się potwornie, więc zaczął krążyć po głównym holu i kombinować, jakby tu wejść na teren laboratoriów bez przepustki, by siostry poszukać. Aż ochroniarz zaczął się na niego dziwnie patrzeć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel machnęła przepustką ochroniarzowi, który pilnował drzwi wyjściowych z jej części budynku. Rutyna. Jak zwykle się uśmiechnął, a kobieta jak zwykle skinęła tylko uprzejmie głową. Ot, nic nie znaczące konwenanse. Weszła do głównego holu, a jej oczy od razu powędrowały do Malcolma. Zupełnie tak, jakby generował jakieś pole magnetyczne, które od razu przyzywało Hazel. Przekrzywiła głowę, zatrzymując się na sekundę. Po chwili podjęła krok i podeszła do brata.

- Przypomniałeś sobie, że masz siostrę czy może Rory coś ci podszepnął po naszym ostatnim spotkaniu? - w głosie Hazel brzmiały ukryte nuty urazy. Aż recepcjonistki spojrzały na nich uważnie, zaciekawione faktem, że Hazel Blackshear mówi innym tonem niż zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Malcolm Blackshear
Gdy tylko zobaczył swoją siostrę, rozpromienił się.
- Hazel, moja droga siostro, jak miło cię widzieć! - zawołał przez pół korytarza, po czym podszedł do niej i, czy tego chciała, czy nie, na przywitanie pocałował ją w policzek i mocno przytulił przez kilka sekund.
- Ten zapijaczony i zaćpany malarzyna? - spytał i zaśmiał się głośno. - Przecież wiesz, że unikam złego towarzystwa jak ognia. - Mrugnął do niej porozumiewawczo i uśmiechnął się słodko.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Nie poczyniła żadnego gestu, gdy ją przytulał. W zasadzie to można powiedzieć, że Malcolm przytulił sztywne, choć jeszcze ciepłe ciało, które nie zareagowało nawet w najmniejszym stopniu. Ale Hazel w głębi swojego umysłu - bo przecież nie duszy - cieszyła się jakąś cząstką siebie, że widzi brata.

- Widzisz się z nim częściej niż ze mną. - powiedziała już spokojnie, swoim zwyczajnym tonem głosu. - A jednak nie wiesz, że ostatnio się z nim spotkałam?

Pytania były próbą naprawienia algorytmu. Długa nieobecność Malcolma sprawiła, że parę ścieżek się zatarło i teraz Hazel musiała szukać ponownie właściwego wzorca zachowań brata. Wzięła Malcolma pod ramię i ruszyła w stronę wyjścia. Wolała, by rozmawiali w zaciszu jej mieszkania.

----> następny post już w mieszkaniu Hazel
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Christopher długo zbierał się, żeby tu w ogóle przyjść. Bo i po co? Miał już pracę, może nie bardzo dobrze płatną, ale bez wątpienia pozwalającą się utrzymać. Pewną i przewidywalną, dającą mu przynajmniej świadomość jako-takiego bezpieczeństwa i stabilności. Nie była to może praca marzeń, jednak z marzeniami pożegnał się już tak dawno temu, że na ogół nawet już o nich nie pamiętał.
Z drugiej strony, nie potrafił znaleźć niczego, co by go w niej trzymało. Może gdyby chociaż z Susan układało mu się lepiej, gdyby wierzył, że codzienne jej widywanie przyniesie jakiekolwiek inne efekty niż dręczące uczucie porażki, może wtedy odpuściłby sobie. Ale prawda była taka, że w ciągu ostatnich dni jedyne, co sprawiało, że jeszcze wstawał z łóżka i szedł do szkoły, to głuche poczucie obowiązku i dźwięczący nieustająco gdzieś z tyłu głowy głos rozsądku.
I właśnie ten głos sprawiał, że wciąż się wahał. Że nie mógł ostatecznie przekonać się do podjęcia ryzyka, odważyć się na zmianę w swoim uporządkowanym życiu. Nie potrafił jednak też odwieźć go całkowicie od tego pomysłu, utwierdzając go coraz mocniej w poglądzie, że zmiana otoczenia dobrze mu zrobi, a i prawdopodobnie wyższe zarobki z pewnością nie zaszkodziłyby jego egzystencji. Chodził więc od kilku dni rozkojarzony, niezdecydowany co powinien zrobić, rozpatrując w myślach wszystkie możliwe scenariusze, starając się dostrzec wszystkie hipotetyczne plusy i minusy i wciąż nie mając pojęcia, na co się zdecydować.
Jeszcze przed głównym wejściem do Laboratorium Mechanicznego stał przez chwilę, mnąc w kieszeni stronę Kroniki z ogłoszeniem, które go tu przywiodło. Argument, że jeśli nie spróbuje, to się nie przekona, choć ostatecznie pozwolił podjąć decyzję, wcale nie sprawił, że pozbył się wszystkich wątpliwości. W końcu odetchnął głęboko i pokręcił głową z politowaniem dla własnego niezdecydowania.
Raz kozie śmierć – pomyślał, przekraczając próg.
Rozejrzał się pobieżnie po pomieszczeniu i niemal od razu – jakby pragnąc uprzedzić moment, w którym się rozmyśli – podszedł do portierni.
- Witam. – Uśmiechnął się uprzejmie, skinąwszy głową. – Ja w sprawie ogłoszenia… - zawiesił głos, czekając na jakiekolwiek wskazówki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
/ jądrowe zawirowania

Kiedy nieznany jej mężczyzna wszedł do laboratorium, Hazel akurat zamierzała wybrać się na mały spacer po ruinach, by swoim zwyczajem oczyścić myśli i zmienić perspektywę patrzenia na problemy naukowe. Myśl o przemijaniu zawsze w jakiś dziwny sposób nakierowywała ją na właściwe tory. Jej wprawne oczy, choć zazwyczaj zupełnie niezainteresowane ludźmi, zawiesiły się na obcym. Ogłoszenie. Och, oczywiście. Chcieli jej dokoptować asystenta. Czyżby zatem miał to być ten oto młody człowiek? Z pewnością sam miał takie aspiracje.

Podeszła do portierni, nie spuszczając wzroku z obcego. Jej głowa przekrzywiała się ptasio, gdy wodziła po nim wzrokiem.

- Fizyk? - zapytała bezpardonowo. Nie czuła potrzeby, by się przedstawiać. W końcu nie wiedziała, czy ten chłopak zagrzeje tu jakieś miejsce.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Christopher był tak bardzo pogrążony we własnych myślach - a raczej wątpliwościach, - że zauważył kobietę dopiero, gdy ta się odezwała. Zaraz też skierował na nią swoją uwagę, odwzajemniając uważne spojrzenie. Skinął głową.
- Chciałbym móc tak o sobie powiedzieć - odpowiedział, posyłając jej lekki uśmiech. - Od kilku lat raczej nauczyciel niż naukowiec, ale o odpowiednim wykształceniu! - zaśmiał się cicho. - Pomyślałem, że warto by zorientować się w kwestii szczegółów, dotyczących ogłoszenia, gdyż to było dość... lakoniczne. - Uśmiechnął się szerzej, machinalnie poprawiając połę marynarki, nie spuszczając jednak wzroku z rozmówczyni.

- Nazywam się Christopher Clavell - dodał, nie wyciągnąwszy jednak ręki. Wszak to do kobiety należał przywilej uczynienia tego gestu jako pierwszej. A czego by o Chrisie nie mówić, na pewno został dobrze wychowany.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Świdrowała go oczami, tasując w głowie wszelkie możliwości przydatności tego... Christophera, jak się przedstawił. Co miał do zaoferowania? W czym mógł pomóc? Hazel była pragmatyczna, nie interesowały ją przypuszczenia, ale fakty.

- Doświadczenie? - nadal się nie przedstawiła, nie przejawiła też nawet odrobiny kultury. Jej algorytmy działały na zewnątrz. W laboratorium była przyzwyczajona, że nie może sobie pozwolić na myślenie o sprawach naukowych, a nie o relacjach międzyludzkich.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 21
avatar
Christopher Clavell
Uśmiech nieco przygasł na jego twarzy. Och, przywykł do tego, że nie każdy przejawia jego entuzjazm, optymizm czy choćby maniery, spotkania z takimi osobami jednak zwykle przebiegały dla niego dość nużąco. Bo jeśli odrze się rozmowę z całej otoczki emocji i w pewnego rodzaju rozgrywki między dwiema osobami, sprowadzając ją do czystej wymiany informacji... cóż, wtedy równie dobrze można by rozmawiać z maszynami.
Zresztą, chyba nikt nie lubił być indagowany przez obcą osobę, nie wiedząc nawet, czy ta ma jakiekolwiek podstawy do zadawania pytań. Do podtrzymywania tej, pożal się Boże, rozmowy nakłaniała go tylko chwiejna wiara w to, że nikt nie miałby na tyle tupetu, by pytać bezpodstawnie.
Względnie, że w miejscu takim jak to, nikt nie miałby na to czasu.
Westchnął więc z rezygnacją i zmęczonym ruchem przetarł oczy. Dobrze, skoro tak, on może się dostosować.
- Żadne - odparł krótko na zadane pytanie, z trudem powstrzymując się przed wzruszeniem ramionami. W Kronice wyraźnie było napisane, że takowe nie jest wymagane, a jeśli coś się w tej materii zmieniło, nie był to już jego problem. - Ukończyłem fizykę na uniwersytecie, a później zacząłem uczyć w szkole.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel najwyraźniej mało obchodziło, co było zapisane w ogłoszeniu. Nowy pracownik miał z nią współpracować, więc to ona dyktowała reguły gry. Decyzyjność innych w tej materii nie mieściła się w jej logicznych algorytmach. Christopher jawił się jako osoba konkretna, a to była cecha, która Hazel bardzo odpowiadała. Jeśli ukończył fizykę na uniwersytecie, to jego zamiłowania do nauki nie mogły być przypadkiem, skoro podjął wyzwanie skorzystania z szansy, jakie daje laboratorium. Patrzyła przez chwilę na mężczyznę z twarzą zupełnie bez wyrazu. Analizowała.

- Hazel Blackshaer. - przedstawiła się w końcu. Potem nachyliła się przez biurko w stronę sekretarki. - Proszę przekazać dyrektorowi, że rozmowa kwalifikacyjna została przeprowadzona.
- Nie jest pani osobą decyzyjną, panno Blackshear. - sekretarka odparła z widocznym znudzeniem. Najwyraźniej charakter Hazel nie był tu dla nikogo tajemnicą. - Akceptacja musi przejść przez "górę".
- Zapewniam panią, że, jak pani to nazwała, "góra" liczy się z moim zdaniem.
Kolejne westchnięcie.
- Z pewnością. - sekretarka przeniosła wzrok na Clavella. - Proszę usiąść. - wstała, skłoniła się i zniknęła na moment za rogiem, idąc z pewnością w stronę gabinetu dyrektora.
Powrót do góry Go down
Admin
Liczba postów : 4127
avatar
Admin
Kilka ostatnich dni nie było szczęśliwymi dla Laboratorium Mechanicznego. Pomimo dobrej ochrony i solidnych zabezpieczeń z Działu Medycznego zniknęło kilka dużych połaci syntetycznej skóry. Trzech stróżów zostało zwolnionych z pracy, podejrzany jest również jeden z pracowników, który częściej niż inni używał swojej przepustki. Nieoficjalnie mówi się, że skóra została skradziona do przeprowadzenia nielegalnych badań naukowych.

Hazel i Christopher mogą spokojnie dalej kontynuować swój wątek, który dzieje się przed kradzieżą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Sekretarka po chwili wróciła i to z miną, jakby właśnie posiadła całą wiedzę wszechświata. Posłała Hazel obojętne spojrzenie, po czym zwróciła się do Christophera.
- Proszę skręcić w lewo - wskazała dłonią kierunek. - Iść wzdłuż korytarza, potem wejść do pokoju 38. Tam będzie czekać na pana komisja rekrutacyjna. - uśmiechnęła się lekko, nieszczerze. - Powodzenia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel obserwowała całą sytuację z ptasio przekrzywioną głową, jakby badała wszystkich pod każdym kątem. I sekretarkę. I rzeczonego Christophera.
- Mam nadzieję, że pana przyjmą. - powiedziała po prostu, po czym odwróciła się i skierowała w stronę swojego gabinetu.
Dalszą część dnia spędziła nad eksperymentalnymi łączeniami pierwiastków, obmyślając przy tym teoretyczne zależności, robiąc notatki, skreślając i obalając kolejne tezy. Gdyby zaczęła robić wszystko w praktyce od razu, pewnie by już dawno wysadziłaby całe laboratorium.
Po ciężkim dniu pracy postanowiła poobserwować zachowania ludzi na festynie. Z pewnością były typowe, ale przecież każdy ma jakieś rozrywki - dla Hazel czasem była to monotonia.

ZT.

----> festyn
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Początek

Praca w laboratorium różniła się od tej w fabryce. Różniła się znacznie, ona była zupełnie inna. Red sam nie wiedział czego się spodziewać był mechanikiem, wynalazcą, uczniem. Było tutaj czysto i sterylnie, niczym nie przypominało fabryki. Można było się pogubić w korytarzach i pokojach laboratorium.
Pierwsze dni chodził za swoim przewodnikiem, nauczycielem i guru jak się miało okazać, słuchał uważnie i zapamiętywał, miał pracować w dziale innowacyjności. Podobało mu się był ciekawy. Obserwował pracę starszych kolegów, zostawał po godzinach, jakby praca go pochłonęła. Odsunął na drugi plan ponownie to po co tu przyszedł, jakby zapominając, jakby ponowie nie miało to znaczenia. Maszyny, nowe urządzenia pogrążyły go całkowicie. Jakby chciał je poznać do samego końca, jakby chciał wiedzieć gdzie jest schowane ich serce, by w przyszłości móc je wyrwać, zjeść i wysrać. Autor pozdrawia Theresę.
Tak właśnie wyglądały pierwsze dni w nowej pracy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas panoszył się dzisiaj po laboratorium jak księżniczka po komnatach swojego różowego pałacyku. Kartki ze wzorami latały w powietrzu, wpadają na pewno nie do kosza na śmieci. Przekleństwa też latały w powietrzu. Wertował książki, czegoś szukając.
Potem stanął przy stole, powijając rękawy już i tak pobrudzonej koszuli.
-Podaj mi śrubokręt...-mruknął.
Mały robot, sięgający do kolan mężczyzny zaczął kręcić się po pomieszczeniu i... przywiózł w mechanicznym ramieniu klucz trzynastkę. Nico popatrzył się na robota jak na...
-Idioto... śrubokręt. Chcesz skończyć jak M-20, M-21?
-Nie, nie, nie... Bzzz.... Nie.
W końcu mężczyzna dostał do ręki śrubokręt i zaczął skręcać jakiś mały silniczek. Włożył go potem do robota w kształcie myszy. Kolejne pół godziny... coś wkręcał, podkręcał, wkładał.
-Ha!-wykrzyknął w końcu. Włożył sobie śrubokręt za ucho. Wziął mysz na rękę po czym zaczął szukać...-Gdzie jest ten mój durny brat?
A M-21 popieprzał za nim jak mała dziwka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Wyglądał jakby miał zaraz popełnić samobójstwo. Westchnął i przeciągnął ręką po kartkach papieru. Nie patrzył za zapiskami, raczej sam je sporządzał, siedząc na dupsku jak krowa. Miał jeszcze dobry wzrok, ale ojciec w jego wieku nosił już okulary. 
Przystawił sobie ołówek do ust. Dopracowywał jeden z algorytmów, które pozwoliłyby mu na naprawienie błędów starszej wersji jednego z robotów. Mógł poczuć się wolny w tym co robi, ale wiedział jedno. Poprawianie czegoś co już raz zostało ułożone jest jak walka z wiatrakami. Jak wszczepić coś w ten sposób, aby działało?
Zakreślił jeszcze jeden symbol, przepisał element na inną kartkę, kiedy do pomieszczenia wparował Nicolas. Ezekiel podniósł na niego oczy. Przeszkadzał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas chyba był tak ucieszony, że mu robocik działa, że nie zwracał uwagi na to, że Ezekiel wygląda jakby znowu miał zamiar umierać. Przecież on tak wyglądał na co dzień.
-Poprawiłem czujnik ruchu. Patrz na to.-postawił mysz na podłodze i nacisnął guzik. Oczywiście, to że czujnik był w myszy było przypadkiem, pewnie starszy o trzy minuty Fitzroy nie miał nic innego pod ręką, albo stwierdził, że lepiej zepsuć durną mysz, a nie coś większego.
Mysz pomknęła po podłodze, praktycznie na wprost Eziego. Kiedy do niego dojeżdżała zaświeciły jej oczy na czerwono i go ominęła. Spokojnie jeździła sobie po warsztacie naukowym.
-Wymontowałem buzzera, bo mnie szlag z nim trafiał. Od pisków bolała głowa.
Podszedł bliżej, zerkając na algorytmy, które rozpisywał brat.
-A jakbyś podrzucił to pod x i dodał dwójkę? Chociaż nie wiem jak nowy algorytm pójdzie na starych łączach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Śmieszne, że mechaniczne koty mają się na to łapać. - powiedział beznamiętnym głosem i zanurzył się znów w swoich zapiskach. Nie na długo, bowiem za chwilę miała podjechać do niego mysz. Uniósł jedną brew, kątem oka spojrzał na brata. 
- Nie, nie. Robiliśmy to jak f do "xx" za pierwszym razem, ale nie pasował mi... a, faktycznie. - podrapał się po głowie, założył ołówek za ucho. - Patrz, parzyste. - rozgadał się podnosząc głowę. - Dzięki. W praktyce to może trochę zgrzytać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Na jego twarzy pojawił się cwaniacki, pewien siebie uśmiech. Inteligentny cwaniak, tacy chyba byli najgorsi. Pokiwał głową.
-A widzisz, ma się łeb. Przecież tu od razu widać, że powinno wyjść parzyście.-stwierdził, zerkając na początek algorytmu.-Jak łącza nie pójdą, mogę przemontować do nowych stare wejścia.
Nagle rozległ się huk. Huk, który był dość znany w laboratorium. M, robot-pomocnik znowu rozbił się na ścianie.
-Co za idiota. M-22 chyba zamontuję w końcu sztuczną inteligencję na poziomie większym niż kuropatwa.-westchnął
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Popatrzył na niego z politowaniem i pokiwał dwa razy głową jakby się z Nicolasem zgadzał. Niech mu tam będzie jak chce. 
Zapisał to co było prawdopodobne i założył sobie znowu ołówek za ucho. Okręcił się wokół własnej osi na fotelu, akurat jak coś huknęło. Uniósł tylko brwi, wielce zainteresowany. 
- Sensorycznie może powinieneś go ulepszyć. - zaproponował, bo to dziadostwo ewidentnie było ślepe. 
- Ja zaraz się zmywam, kończyłem tę aktualizację. W domu mam jeszcze papiery, ale to ci powiem jak już co do czego przyjdzie... - Tak. Ezekiel miał własne projekty. Tak, nie miał problemu z pytaniem swojego brata o zdanie na temat swoich pomysłów. Ba, oni nawet często razem coś składali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Oni różne rzeczy razem składali. Faktycznie. Jak nie roboty to jengę albo klocki lego. Jakieś dziesięć lat temu. Wyrzucili klocki lego, kiedy zapomnieli je schować i na nie nadepnęli.
-Kiedy jego sensory działają. Może to hamulce? Paski pewnie poszły!
Tak, to na pewno to. Będzie musiał dzisiaj złożyć M-22. Może zrobi go jakiegoś wyższego? Ten to był taki niski, że nawet loda by nie zrobił. Podszedł do ściany i zebrał to co zostało z robota, który zaciął się na słowie...:
-Pomoc... pomoc... pomoc
Nicolas podszedł do drzwi. Jego warsztat mieścił się trochę niżej.
-A, braciszku. Na stole jest szarlotka.-powiedział tonem perfekcyjnej pani domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
...a w trzeciej szafce u góry, absynt.
Chciał dodać coś, lecz zatrzymał się wpół słowa niewypowiedzianego. Nabrał powietrza do płuc i zaczął je powoli wypuszczać, zastanawiając się nad tym jak podnoszą się kartki w górę kiedy tylko przejeżdża obok niego mechaniczny pomocnik. Ezekiel od zawsze miał porządek, a jeśli widziałeś na jego biurku chaos, bo tak właśnie ludzie nazywają ten stan rzeczy, byłeś w błędzie. Wiedział doskonale gdzie co jest. Że ołówek ma założony za ucho, że poprzednia linijka algorytmu musi być przepisana, bo zrobił tam ogromnego kleksa. Z pietyzmem chwycił teczkę, otworzył ją, pedantycznie głaszcząc zagięty róg przegubem. 
Nie miał co mu odpowiedzieć. Dobrze, że wychodził wcześniej. Może mógłby przejść się po parku? Ach, za dużo ludzi, za dużo ludzi. Nikt mu jednak nie będzie przeszkadzał, przecież nie wygląda na osobę wiarygodną, na osobę godną zaczepienia od niechcenia. 
Pakował kolejne materiały do cienkich, białych teczek, a owe cienkie, białe teczki musiały zostać włożone do odpowiednich przegródek w większej, ciemnowiśniowej, podchodzącej pod głęboką czerń (nikt nigdy nie rozpoznawał prawdziwego koloru) torbę skórzaną. Odwrócił się jeszcze do brata, ciągle siedząc na swoim, nie swoim krześle. 
- No to idę. - klapnął dłońmi w uda, powstał i znowu się okręcił żeby zabrać ze sobą teczkę. Chwycił za ucho, bo przecież potrzebował jeszcze płaszcza. Ograniczał niepotrzebne ruchy. Założyć chciał na siebie niezbyt długie, cienkie i zniszczone już przez czas sakpalto. W ostatnim momencie zrezygnował i przewiesił je sobie przez ramię.
Kiwnął tylko Nickowi głową, bo po tym komentarzu o szarlotce, naprawdę nie wiedział co odpowiedzieć. Bo szarlotka była jego ulubionym ciastem. Ach ten brat.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas machnął pewnie tylko głową. Nie miał zamiaru w żaden sposób żegnać się z bratem, którego zobaczy wieczorem w domu. Mogliby przestać mieszkać razem, ale tak było wygodniej. Czasami raźniej. Mogły nastąpić między nimi różnice zdań. Niezbyt przyjemna cisza. Zawsze jednak doszli do porozumienia, znaleźli kompromis. Nie byli gówniarzami, którzy bez sensu palą papierosy pod klatkami, rzucając butelkami w mury. Oboje mieli swój rozum. I całkiem różne charaktery. Można powiedzieć, że oboje się uzupełniali. Tworzyli swego rodzaju dom.
Nico rzucił szczątki M-21 na stół do montażu. Położył obok skrzynkę z narzędziami. Szperał po częściach zapasowych. Lubił to. Babrać się w smarach, szukać śrubek, spawać.
Chwycił dłuższe ramiona i kilka blaszek. Zaczął się bawić. Bezpieczniki. Przewody. Komora węglowa. Wszczepił nowy moduł głosowy. Czemu to nie chce się podłączyć? Musiał być skupiony. Nie lubił robić niczego 'na odwal'. Poprzedni M był tak zrobiony i wytrzymał tydzień. Ten będzie lepszy. podwyższył go o kilka centymetrów. Sprawdził czy paski hamulcowe się nie przetarły. Oczywiście, że tak. Były od starego automobilu, który sprzedali tu w częściach. Przeszedł do drugiego stolika. Trzymał w palcach coś małego. Jakby... mózg? Lubił te małe cudeńka. Siedział przy nim dobrą godzinę... dwie... Wmontował go z powrotem.
-M-22... witamy wśród żywych...
Spędził w pracy pewniej jeszcze kilka godzin.

/zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Laboratorium Mechaniczne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 15Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 15  Next
 Similar topics
-
» Laboratorium nr 8
» Zniszczone laboratorium w podziemiach
» Laboratorium nr 5 - Mengele
» Medycyna i mechaniczne protezy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-