IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Laboratorium Mechaniczne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9 ... 15  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Wielki budynek w centrum miasta. Liczy dziesięć pięter oraz dziesięć kondygnacji podziemnych laboratoriów. Im niższy poziom, tym więcej potrzebnych uprawnień by się tam dostać. Przeciętni pracownicy nie mają nawet pojęcia o istnieniu większości z nich. Wykonuje się tam skomplikowane eksperymenty oraz wynalazki.

Pracownicy fabularni:
 


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Paź 22, 2015 12:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Początek

Praca w laboratorium różniła się od tej w fabryce. Różniła się znacznie, ona była zupełnie inna. Red sam nie wiedział czego się spodziewać był mechanikiem, wynalazcą, uczniem. Było tutaj czysto i sterylnie, niczym nie przypominało fabryki. Można było się pogubić w korytarzach i pokojach laboratorium.
Pierwsze dni chodził za swoim przewodnikiem, nauczycielem i guru jak się miało okazać, słuchał uważnie i zapamiętywał, miał pracować w dziale innowacyjności. Podobało mu się był ciekawy. Obserwował pracę starszych kolegów, zostawał po godzinach, jakby praca go pochłonęła. Odsunął na drugi plan ponownie to po co tu przyszedł, jakby zapominając, jakby ponowie nie miało to znaczenia. Maszyny, nowe urządzenia pogrążyły go całkowicie. Jakby chciał je poznać do samego końca, jakby chciał wiedzieć gdzie jest schowane ich serce, by w przyszłości móc je wyrwać, zjeść i wysrać. Autor pozdrawia Theresę.
Tak właśnie wyglądały pierwsze dni w nowej pracy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas panoszył się dzisiaj po laboratorium jak księżniczka po komnatach swojego różowego pałacyku. Kartki ze wzorami latały w powietrzu, wpadają na pewno nie do kosza na śmieci. Przekleństwa też latały w powietrzu. Wertował książki, czegoś szukając.
Potem stanął przy stole, powijając rękawy już i tak pobrudzonej koszuli.
-Podaj mi śrubokręt...-mruknął.
Mały robot, sięgający do kolan mężczyzny zaczął kręcić się po pomieszczeniu i... przywiózł w mechanicznym ramieniu klucz trzynastkę. Nico popatrzył się na robota jak na...
-Idioto... śrubokręt. Chcesz skończyć jak M-20, M-21?
-Nie, nie, nie... Bzzz.... Nie.
W końcu mężczyzna dostał do ręki śrubokręt i zaczął skręcać jakiś mały silniczek. Włożył go potem do robota w kształcie myszy. Kolejne pół godziny... coś wkręcał, podkręcał, wkładał.
-Ha!-wykrzyknął w końcu. Włożył sobie śrubokręt za ucho. Wziął mysz na rękę po czym zaczął szukać...-Gdzie jest ten mój durny brat?
A M-21 popieprzał za nim jak mała dziwka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Wyglądał jakby miał zaraz popełnić samobójstwo. Westchnął i przeciągnął ręką po kartkach papieru. Nie patrzył za zapiskami, raczej sam je sporządzał, siedząc na dupsku jak krowa. Miał jeszcze dobry wzrok, ale ojciec w jego wieku nosił już okulary. 
Przystawił sobie ołówek do ust. Dopracowywał jeden z algorytmów, które pozwoliłyby mu na naprawienie błędów starszej wersji jednego z robotów. Mógł poczuć się wolny w tym co robi, ale wiedział jedno. Poprawianie czegoś co już raz zostało ułożone jest jak walka z wiatrakami. Jak wszczepić coś w ten sposób, aby działało?
Zakreślił jeszcze jeden symbol, przepisał element na inną kartkę, kiedy do pomieszczenia wparował Nicolas. Ezekiel podniósł na niego oczy. Przeszkadzał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas chyba był tak ucieszony, że mu robocik działa, że nie zwracał uwagi na to, że Ezekiel wygląda jakby znowu miał zamiar umierać. Przecież on tak wyglądał na co dzień.
-Poprawiłem czujnik ruchu. Patrz na to.-postawił mysz na podłodze i nacisnął guzik. Oczywiście, to że czujnik był w myszy było przypadkiem, pewnie starszy o trzy minuty Fitzroy nie miał nic innego pod ręką, albo stwierdził, że lepiej zepsuć durną mysz, a nie coś większego.
Mysz pomknęła po podłodze, praktycznie na wprost Eziego. Kiedy do niego dojeżdżała zaświeciły jej oczy na czerwono i go ominęła. Spokojnie jeździła sobie po warsztacie naukowym.
-Wymontowałem buzzera, bo mnie szlag z nim trafiał. Od pisków bolała głowa.
Podszedł bliżej, zerkając na algorytmy, które rozpisywał brat.
-A jakbyś podrzucił to pod x i dodał dwójkę? Chociaż nie wiem jak nowy algorytm pójdzie na starych łączach.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Śmieszne, że mechaniczne koty mają się na to łapać. - powiedział beznamiętnym głosem i zanurzył się znów w swoich zapiskach. Nie na długo, bowiem za chwilę miała podjechać do niego mysz. Uniósł jedną brew, kątem oka spojrzał na brata. 
- Nie, nie. Robiliśmy to jak f do "xx" za pierwszym razem, ale nie pasował mi... a, faktycznie. - podrapał się po głowie, założył ołówek za ucho. - Patrz, parzyste. - rozgadał się podnosząc głowę. - Dzięki. W praktyce to może trochę zgrzytać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Na jego twarzy pojawił się cwaniacki, pewien siebie uśmiech. Inteligentny cwaniak, tacy chyba byli najgorsi. Pokiwał głową.
-A widzisz, ma się łeb. Przecież tu od razu widać, że powinno wyjść parzyście.-stwierdził, zerkając na początek algorytmu.-Jak łącza nie pójdą, mogę przemontować do nowych stare wejścia.
Nagle rozległ się huk. Huk, który był dość znany w laboratorium. M, robot-pomocnik znowu rozbił się na ścianie.
-Co za idiota. M-22 chyba zamontuję w końcu sztuczną inteligencję na poziomie większym niż kuropatwa.-westchnął
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Popatrzył na niego z politowaniem i pokiwał dwa razy głową jakby się z Nicolasem zgadzał. Niech mu tam będzie jak chce. 
Zapisał to co było prawdopodobne i założył sobie znowu ołówek za ucho. Okręcił się wokół własnej osi na fotelu, akurat jak coś huknęło. Uniósł tylko brwi, wielce zainteresowany. 
- Sensorycznie może powinieneś go ulepszyć. - zaproponował, bo to dziadostwo ewidentnie było ślepe. 
- Ja zaraz się zmywam, kończyłem tę aktualizację. W domu mam jeszcze papiery, ale to ci powiem jak już co do czego przyjdzie... - Tak. Ezekiel miał własne projekty. Tak, nie miał problemu z pytaniem swojego brata o zdanie na temat swoich pomysłów. Ba, oni nawet często razem coś składali.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Oni różne rzeczy razem składali. Faktycznie. Jak nie roboty to jengę albo klocki lego. Jakieś dziesięć lat temu. Wyrzucili klocki lego, kiedy zapomnieli je schować i na nie nadepnęli.
-Kiedy jego sensory działają. Może to hamulce? Paski pewnie poszły!
Tak, to na pewno to. Będzie musiał dzisiaj złożyć M-22. Może zrobi go jakiegoś wyższego? Ten to był taki niski, że nawet loda by nie zrobił. Podszedł do ściany i zebrał to co zostało z robota, który zaciął się na słowie...:
-Pomoc... pomoc... pomoc
Nicolas podszedł do drzwi. Jego warsztat mieścił się trochę niżej.
-A, braciszku. Na stole jest szarlotka.-powiedział tonem perfekcyjnej pani domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
...a w trzeciej szafce u góry, absynt.
Chciał dodać coś, lecz zatrzymał się wpół słowa niewypowiedzianego. Nabrał powietrza do płuc i zaczął je powoli wypuszczać, zastanawiając się nad tym jak podnoszą się kartki w górę kiedy tylko przejeżdża obok niego mechaniczny pomocnik. Ezekiel od zawsze miał porządek, a jeśli widziałeś na jego biurku chaos, bo tak właśnie ludzie nazywają ten stan rzeczy, byłeś w błędzie. Wiedział doskonale gdzie co jest. Że ołówek ma założony za ucho, że poprzednia linijka algorytmu musi być przepisana, bo zrobił tam ogromnego kleksa. Z pietyzmem chwycił teczkę, otworzył ją, pedantycznie głaszcząc zagięty róg przegubem. 
Nie miał co mu odpowiedzieć. Dobrze, że wychodził wcześniej. Może mógłby przejść się po parku? Ach, za dużo ludzi, za dużo ludzi. Nikt mu jednak nie będzie przeszkadzał, przecież nie wygląda na osobę wiarygodną, na osobę godną zaczepienia od niechcenia. 
Pakował kolejne materiały do cienkich, białych teczek, a owe cienkie, białe teczki musiały zostać włożone do odpowiednich przegródek w większej, ciemnowiśniowej, podchodzącej pod głęboką czerń (nikt nigdy nie rozpoznawał prawdziwego koloru) torbę skórzaną. Odwrócił się jeszcze do brata, ciągle siedząc na swoim, nie swoim krześle. 
- No to idę. - klapnął dłońmi w uda, powstał i znowu się okręcił żeby zabrać ze sobą teczkę. Chwycił za ucho, bo przecież potrzebował jeszcze płaszcza. Ograniczał niepotrzebne ruchy. Założyć chciał na siebie niezbyt długie, cienkie i zniszczone już przez czas sakpalto. W ostatnim momencie zrezygnował i przewiesił je sobie przez ramię.
Kiwnął tylko Nickowi głową, bo po tym komentarzu o szarlotce, naprawdę nie wiedział co odpowiedzieć. Bo szarlotka była jego ulubionym ciastem. Ach ten brat.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
Nicolas machnął pewnie tylko głową. Nie miał zamiaru w żaden sposób żegnać się z bratem, którego zobaczy wieczorem w domu. Mogliby przestać mieszkać razem, ale tak było wygodniej. Czasami raźniej. Mogły nastąpić między nimi różnice zdań. Niezbyt przyjemna cisza. Zawsze jednak doszli do porozumienia, znaleźli kompromis. Nie byli gówniarzami, którzy bez sensu palą papierosy pod klatkami, rzucając butelkami w mury. Oboje mieli swój rozum. I całkiem różne charaktery. Można powiedzieć, że oboje się uzupełniali. Tworzyli swego rodzaju dom.
Nico rzucił szczątki M-21 na stół do montażu. Położył obok skrzynkę z narzędziami. Szperał po częściach zapasowych. Lubił to. Babrać się w smarach, szukać śrubek, spawać.
Chwycił dłuższe ramiona i kilka blaszek. Zaczął się bawić. Bezpieczniki. Przewody. Komora węglowa. Wszczepił nowy moduł głosowy. Czemu to nie chce się podłączyć? Musiał być skupiony. Nie lubił robić niczego 'na odwal'. Poprzedni M był tak zrobiony i wytrzymał tydzień. Ten będzie lepszy. podwyższył go o kilka centymetrów. Sprawdził czy paski hamulcowe się nie przetarły. Oczywiście, że tak. Były od starego automobilu, który sprzedali tu w częściach. Przeszedł do drugiego stolika. Trzymał w palcach coś małego. Jakby... mózg? Lubił te małe cudeńka. Siedział przy nim dobrą godzinę... dwie... Wmontował go z powrotem.
-M-22... witamy wśród żywych...
Spędził w pracy pewniej jeszcze kilka godzin.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
// detonacja jądrowa serca

Klimatyzacja wydawała z siebie ciche jęki, które wśród ciszy mogły się wydawać - nawet za dnia - nieco złowrogie. Ale nie dla Hazel. Myślami była zupełnie gdzie indziej. Krzesło miała odsunięte od biurka tak, by swobodnie opierać się łokciami o blat, brodę oparła o rękę. Wpatrywała się w trójwymiarowy model atomu wodoru - jądro atomowe, wokół którego zbudowano orbitę z elektronami. Analizowała w głowie wszystko to, co wiedziała o promieniowaniu i rozszczepianiu jąder, o powodach i zależnościach, o siłach jakie się wyzwalają z pourywanych wiązań atomowych. Sięgnęła palcem do konstrukcji, szturchnęła ją lekko, a elektrony zabujały się na orbicie. Zastanawiała się. Jeżeli rozszczepienie jądra generowało promieniowanie, to przecież było to nic innego, jak dodatkowa energia, a skoro była to energia, to mogła zostać wykorzystana... Albo zwielokrotniona. Zatem jak gwałtowna musiałaby byc przemiana atomowa, by generować odpowiednia ilośc energi? Tego Hazel wlasnie starała sie dowiedzieć. Energia. O nią się wszystko rozchodziło.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Do Laboratorium Mechanicznego wszedł przysadzisty mężczyzna koło pięćdziesiątki z potężną walizką pod pachą, której niesienie kosztowało go sporo wysiłku. Nie będąc pracownikiem tejże instytucji, podszedł do recepcji, przywitał się uprzejmie i poprosił o poinformowanie panny Hazel Blackshear o jego przybyciu.
- Pana godność? - spytała starsza kobieta siedząca za kontuarem.
- Profesor Thaddeus Norfleet - przedstawił się.
- Czy jest pan umówiony?
- Nie, ale przyszedłem w bardzo ważnej sprawie - odparł, lekko poddenerwowany. A jeśli nie zechce go widzieć?
Panna za kontuarem nie odezwała się więcej, tylko podniosła słuchawkę wewnętrznego telefonu i wybrała numer gabinetu Hazel.
- Panno Blackshear, profesor Thaddeus Norfleet do pani. Mówi, że to ważne - zakomunikowała bez zbędnych uprzejmości.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel kręciła się na obrotowym krześle, patrząc w sufit. Wirującą rzeczywistość przekładała na metaforyczne myślenie o wirujących elektronach na powłokach atomowych. Czasem potrzebowała takiego oderwania od konkretnych liczb i pomiarów. Matematyka to jedno, abstrakcyjne myślenie to drugiej. Oba te elementy doprowadzały do ciekawych wniosków. Teraz jednak Hazel po prostu się wyciszała, a to wyciszanie się zostało przerwane przez dźwięk telefonu. Pierwszy dźwięk zignorowała, choć wiedziała, że jeśli już ktoś do niej dzwoni, to będzie to robić do oporu. Zatrzymała krzesło i sięgnęła po słuchawkę. Skrzywiła się. Bardzo ważne. Dla ludzi zawsze wszystko było bardzo ważne, a przecież waga jakiegoś faktu była zależna od perspektywy. Mimo wszystko nie odprawiła nieoczekiwanego gościa. Do profesorów miała nieco inny stosunek.
- Niech wejdzie. - powiedziała po dłuższej chwili milczenia. W zasadzie to tak długiej, że sekretarka mogła pomyśleć, że Hazel po prostu odłożyła słuchawkę obok telefonu i zajęła się własnymi sprawami. W końcu robiła tak już wielokrotnie.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Znając pannę Blackshear nie od dziś, panna za kontuarem doskonale wiedziała, że ta cisza w telefonie kiedyś się skończy. Odłożywszy słuchawkę, przygotowała przepustkę dla gościa dla profesora i podała mu ją.
- Do windy, na czwarty poziom, a dalej pana poprowadzą - powiedziała i natychmiast wróciła do swoich zajęć.
- Profesora - poprawił odruchowo, biorąc przepustkę. - Dziękuję - bąknął i podążył zgodnie z jej instrukcjami do windy. Tam wcisnął odpowiedni guzik, co nie było tak trudne, jak mógłby się spodziewać, i znalazłszy się na odpowiednim piętrze, poszukał wzrokiem pomocnej duszy, która wskazałaby mu drogę do gabinetu panny Blackshear. W końcu jakiś asystent czy inny praktykant zaprowadził go pod odpowiednie drzwi.
Zapukał i wszedł od razu, jak niecierpliwy pacjent do gabinetu lekarza.
- Dzień dobry, panno Blackshear - przywitał się, zdejmując kapelusz. - Profesor Thaddeus Norfleet - przedstawił się. - Czy moglibyśmy chwilę porozmawiać? Myślę, że mogę panią zainteresować pewną sprawą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel wstała uprzejmie, gdy jej gość został wprowadzony. Nie, żeby czuła jaką potrzebę uczynienia tego, ale kierowała się przyjętą etykietą. Już dawno nauczyła się, że wykazując nawet cień tolerancji wobec standardowych zasad zachowań, sama ułatwia sobie życie. Popatrzyła na profesora, przekrzywiając ptasio głowę, jakby szukała odpowiedniej perspektywy do patrzenia.
- W takim razie... proszę mnie zainteresować.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Wszedł, zamknął za sobą drzwi i postawił na podłodze swoją wielką walizę. Musiał nieco odsapnąć, zanim zacznie mówić, więc pozwolił sobie usiąść na jakimś krześle czy fotelu, wyjął chusteczkę i otarł spocone czoło. Przygotowawszy się, zaczął mówić.
- Jak pani zapewne słyszała, od jakiegoś czasu wysyłamy na pustynię niewielkie ekspedycje, by badać położenie złóż potencjalnie intratnych dla mieszkańców miasta metali, kamienia czy znajdujące się głęboko pod powierzchnią źródła wody pitnej. Kilka tygodni temu jedna z ekspedycji wróciła z próbkami nowego minerału. Podczas badań stwierdziliśmy, że ma on silne właściwości radioaktywne, jednak posiadane przez uniwersytecki Instytut Fizyki narzędzia nie były w stanie określić, czy spowodowane jest to reakcjami zachodzącymi w całej próbce, czy odpowiedzialny za to jest jeden tylko pierwiastek, choć podejrzewaliśmy, że ta druga możliwość jest bardziej prawdopodobna. - Przerwał na moment, by złapać oddech, i znów podjął swoją opowieść. - Wtedy zwróciliśmy się do profesora Mervina Ellisona, który niegdyś pracował w Laboratorium Mechanicznym, bo wiedzieliśmy, że w swojej karierze naukowej zajmował się głównie badaniem właściwości metali i innych pierwiastków pod kątem ich promieniowania i wpływu na substancje organiczne. Profesor Ellison opowiedział nam o prowadzonych przed Wielką Wojną i w jej trakcie badaniach nad wykorzystaniem silnie promieniotwórczych pierwiastków w przemyśle zbrojeniowym. Oczywiście profesor Ellison nie jest dumny ze swojej współpracy z ówczesnym rządem, ale tylko dzięki temu mógł przecież zdobyć środki na dalsze badania... Ale do rzeczy. Według niego badania zostały porzucone ze względu na szkodliwość substancji, którymi się zajmowano, ale podobno gdzieś w archiwum Laboratorium powinny jeszcze być ich plany, notatki i dokumenty, w których spisano wszystkie wnioski i odkrycia. Nie był jednak w stanie nam pomóc, bo utracił wszelkie możliwości poruszania się po Laboratorium przez swoją przymusową pracę dla Dyktatora. - Urwał, zastanawiając się, jak ubrać swoją prośbę w słowa. - Tak więc doszliśmy do wniosku, że jedyną możliwością kontynuowania badań nad naszym odkryciem, nie tak odkrywczym, jak się okazało, będzie podjęcie współpracy z Laboratorium i pani zespołem. Większość uniwersyteckich archiwów spłonęła w pożarze biblioteki podczas Wielkiej Wojny, więc nawet nie mamy notatek czy wyników badań naszych poprzedników. Nie mamy też odpowiedniego wyposażenia, by rozpocząć je na nowo, wszak w głównej mierze zajmujemy się kształceniem teoretyków, nie praktyków, tak przynajmniej sądzi burmistrz, który nie przyznał nam funduszy na rozbudowę laboratorium, a wraz z kolegami z Instytutu Fizyki i Wydziału Mechaniki i Robotyki jesteśmy przekonani, że wkrótce czeka nas wielki przełom.
Wstał, sięgnął po swoją walizkę i otworzył ją, a oczom Hazel ukazał się zbiór metalowych pudełeczek i potężna sterta papierów.
- Tutaj mam niemal wszystko, co zebraliśmy do tej pory. - Wyjął najpierw pudełeczka i poustawiał je na biurku pani fizyczki. - Próbki minerału, o którym pani mówiłem. Z opowieści i pobieżnych oględzin profesora Ellisona wiemy, że najprawdopodobniej mamy do czynienia z pierwiastkiem o nazwie uranium, ale nie jesteśmy tego pewni, bowiem profesor nigdy nie widział go w takiej postaci, jedynie w śladowych ilościach w bardzo rzadkich minerałach. - Teraz wyłożył na blat wszystkie papiery. - To cała dokumentacja badań prowadzonych przez nas do tej pory. Wszystko. Od miejsca odkrycia, przez odczyty, właściwości fizyczne, jakie udało nam się określić przy wykorzystaniu posiadanego przez nas sprzętu, słowem - wszystko. Nie byliśmy jednak w stanie nawet go wyizolować, więc stanęliśmy w martwym punkcie. - Wyprostował się i spojrzał na pannę Blackshear zmęczonymi oczami.
- Czy udało mi się panią zainteresować? - spytał.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Oczy jej zabłysnęły, gdy usłyszała nazwę "uranium". Izotop tego pierwiastka naturalnie występujący w środowisku jest raczej mało ciekawym obiektem sam w sobie, ale inne formy... Och, inne formy, te promieniotwórcze z wysokim współczynnikiem radioaktywności, to już zupełnie inna sprawa.
- Najprawdopodobniej? - uniosła brew. - Nie jesteście w stanie stwierdzić nawet tego? Chyba rzeczywiście rząd powinien zainwestować w uczelniany sprzęt.
Podeszła do metalowych pudełeczek, wzięła do ręki parę kartek zapisanych notatkami, przejrzała je pobieżnie niewzruszonym wzrokiem. Była zainteresowana, owszem, ale jeszcze nie podekscytowana. Ekscytowały ją własne odkrycia.
- Tak... - mruknęła, przygryzając paznokieć lewej ręki i patrząc na papiery. - Jestem zainteresowana.
Przez chwilę - bardzo długą chwilę - zajęta była tylko tym, co profesor przyniósł ze sobą. Thaddeus mógł więc śmiało pomyśleć, że straciła nim zainteresowanie, co byłoby rozumowaniem błędnym, bo Hazel od samego początku nie była zainteresowana profesorem samym w sobie. Interesowało ją tylko to, z czym przyszedł.
- Proszę mi to zostawić. - powiedziała w końcu, nie ponosząc nawet na mężczyznę wzroku.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Profesor nawet przez moment nie chciał być obiektem zainteresowania Hazel - w końcu nie na podryw tu przyszedł, więc ucieszył się gdzieś wewnętrznie, że kobieta nie raczyła na niego nawet patrzeć zbyt długo.
- Niestety, panno Blackshear, wszystkie fundusze są kierowane do Laboratorium, a nam pozostają nędzne resztki, które ledwo starczają na ołówki - odparł nie bez żalu w głosie.
Odczekał, aż przejrzy wszystko, momentami przestępując z nogi na nogę, bo sprawność już nie ta i go kręgosłup zaczynał boleć. Gdy wreszcie się odezwała, ukłonił się.
- Oczywiście, panno Blackshear. Proszę jednak, by informowała mnie pani o postępach prac, będziemy też służyć pomocą, jak tylko będziemy w stanie. Jakby nie było, nasz zespół nie może się tym dłużej zajmować z przyczyn od nas niezależnych, jednak same badania nadal są w centrum naszych zainteresowań. - Zastanowił się przez chwilę. - Choć może częściowo bardziej moich kolegów fizyków, niż moich, niemniej jednak i mnie fascynuje ta sprawa, bowiem dowodzi ona bogactwa naturalnego gleb pustynnych, które zwykliśmy nazywać jałowymi i bezużytecznymi.
Postał jeszcze chwilę, pewnie w milczeniu, po czym, stwierdziwszy, że czas już na niego, zabrał swoją pustą walizkę, ukłonił się nisko, pożegnał z fizyczką, życząc powodzenia i opuścił teren Laboratorium Mechanicznego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
- Tak, oczywiście. - przytaknęła, choć mało ją interesowało to, co padło z ust profesora. - Do widzenia.
Wciąż przeglądała te papiery, przekładała kartki, patrzyła na wyniki wstępnych badań i na obliczenia. Szukała odpowiedniego punktu zaczepienia. Sama rowniez była zdania, że jałowe pustynie nie są takie jałowe, jakby się mogło wydawać, dlatego sama wciąż szukała nowych rozwiązań. Skoro znalazły się jakieś złoża tutaj, w NeoZiggurackich kopalniach, to dlaczego miałoby och nie być odrobinę dalej? A gdyby tak udało się odnaleźć pokłady uranium... Zamyśliła się. Wtedy badania nad reaktywnością pierwiastków i rozwój fizyki jądrowej miałby jak najbardziej sens. I można by przekonać Ratusz do bardziej przychylnych decyzji, co do wykładania kredytów na odpowiednie badania.
Myśląc o tym wszystkim, grzebała w papierach.

Co w nich znalazła?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
W dokumentach przyniesionych przez profesora Norfleeta, panna Blackshear znalazła między innymi:

1. Dużą i bardzo pokreśloną mapę pustyni, na której zaznaczono wiele ścieżek - jedne przerywanymi liniami, inne ciągłymi - i punktów z dziwnymi oznaczeniami, w większości poprzekreślanych lub zamazanych w inny sposób. Dwa punkty nie zostały jednak zamazane. Daleko na zachodzie, na styku stepu z pustkowiem, znajdował się pierwszy punkt oznaczony U-56, a wokół niego cienką linią wyrysowano niewielki okrąg. Drugi punkt, który nie został wykreślony, był w centralnej części pustkowia i posiadał oznaczenie U-94. Wokół niego również wyrysowano okrąg, tym razem jednak czerwoną kredką i nieco większy.

2. Dokumentację geologiczną profesora Norfleeta i jego zespołu, w której opisano zaznaczone na mapie punkty. Streszczenie fragmentów mogących zainteresować Hazel:
U-56
Płytko pod powierzchnią odkryto niewielkiej lub średniej wielkości złoże smolistej, czarnej skały, miejscami połyskującej. Pobrano próbki do zbadania jej składu chemicznego i właściwości fizycznych. Nie uważa się, by złoże było rozległe, ale przeprowadzenie dokładnych badań geologicznych było niemożliwe ze względu na rozpoczynający się sezon burz piaskowych na tym terenie. Zaleca się powtórne zbadanie tego stanowiska.

U-94
Zdecydowano się wykonać próbne odwierty w skale odkrytej podczas wykopalisk. Po zbadaniu otrzymanych próbek stwierdzono, że głęboko pod powierzchnią, pod skałami, znajduje się prawdopodobnie bogate złoże żółtozłocistego minerału, którego próbki pobrano do badań składu chemicznego i właściwości fizycznych. Zaleca się powtórne zbadanie stanowiska w celu sprawdzenia, jakiej wielkości dokładnie jest znalezione złoże.


3. Dokumentację stworzoną przez zespół chemików i fizyków Uniwersytetu, w której opisano to, co do tej pory badano. Wśród wielu, bardzo wielu stron, znajdowały się między innymi takie fragmenty:

U-56/18
Po zbadaniu składu chemicznego dostarczonej próbki stwierdzono, że zawiera około 73,4% UO₂. Obecność tego związku określono na podstawie badań porównawczych z wynikami badań prowadzonych przed laty przez prof. Ellisona.
[...] Ze względu na niedostatki w wyposażeniu laboratorium, nie udało się uzyskać uranium w czystej postaci i określić jego właściwości. Na postawie badanego minerału uznaje się, że jest on silnie promieniotwórczy.

U-94/3
Po zbadaniu składu chemicznego dostarczonej próbki stwierdzono, że zawiera około 23,46% UO₂. Obecność tego związku określono na podstawie badań porównawczych z wynikami badań prowadzonych przed laty przez prof. Ellisona.
[...]Ze względu na niedostatki w wyposażeniu laboratorium, nie udało się uzyskać uranium w czystej postaci i określić jego właściwości. Na postawie badanego minerału uznaje się, że jest on średnio promieniotwórczy.

Wnioski:
Minerał U-56/18 zawiera znacznie większą ilość UO₂, jednak przy porównaniu określonych we wstępnych badaniach geologicznych wielkości złóż obydwu minerałów stwierdza się, że stanowisko U-94 może być bogatsze w dwutlenek uranium.


Oprócz tego, w pudełeczkach znajdowały się:

1. Próbki minerałów, o których mowa powyżej:
Pochodzący ze stanowiska U-56


Pochodzący ze stanowiska U-94


2. Słoiczki z pokruszonymi już minerałami i niemal oczyszczonym dwutlenkiem uranium, wszystko dokładnie opisane.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel przeglądała dokumenty, wnikliwie czytała, czasem krzywiąc się lekko lub prychając. To wszystko było niczym liźnięcie tematu, a nawet nie liźnięcie. Otrzymane informacje były jak lizak opakowany jeszcze w papierku. I to w automacie za grubą szybą. Bo co jej dawały informacje, że minerały są promieniotwórcze? Na razie nic! Nie znała liczby masowej uranium z wyodrębnionych z tlenków. Cholera wiedziała, jakie izotopy się pod tym kryją i jak bardzo są promieniotwórcze. Westchnęła. Wyglądało na to, że Uniwersytet ma rzeczywiście marne narzędzia i kiepskie zaplecze laboratoryjne.
Stwierdziła w duchu, że złoża muszą zostać zbadane na miejscu, a obiecujące próbki powinny być równolegle przewiezione do laboratorium i dokładnie zbadane. Te minerały które otrzymała... Cóż. Na razie może się na nich skupić, a na podstawie wniosków i badań stworzy dokumentację, z którą uda się do zarządu, by przekonać ich do wyprawy i zbadania odnalezionych złóż. Zmarszczyła nosek. Niestety to oznaczało kontakt z ludźmi. Zastanowiła się. Kontakt z ludźmi... Cholera. Wolała to ograniczyć do granic możliwości. Wpatrywała się w próbki i papiery. W końcu zgarnęła wszystko (w sensie dokumentację) i wsadziła sobie pod pachę. Szybkim krokiem udała się do archiwum laboratoryjnego. Chciała porównać te marne uczelniane wyniki z wiedzą, jaką już mieli na temat uranium.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
W Archiwum nasza droga Hazel znalazła wszystko. I nic zarazem. Pudła, w których przechowywano zachowaną dokumentację, były zakurzone i poustawiane w dziwnym, dalekim od jakiejkolwiek logiki porządku. Niemniej jednak po wielu próbach w końcu udało się pannie Blackshear odnaleźć choć część tego, po co tu przyszła.
W jednym z takich pudeł był notatnik i kilka luźnych kartek z obliczeniami, których wynik podawał podstawowe właściwości fizyczne dwutlenku uranium oraz krótki opis procesu wyizolowania czystego uranium. Niestety, poza tym krótkim opisem nie było tam nic przydatnego, bowiem zaraz pod nim znalazł się dopisek "Przeniesiono na Poziom Z" innym charakterem pisma.
W kolejnym z zakurzonych pudeł było kilka tekstów pisanych na maszynie i pospinanych spinaczami. Wyglądały jak artykuły do "Przeglądu naukowego". W nich zawarto teorie o możliwościach pozyskiwania energii z pierwiastków radioaktywnych i sposobach jej wykorzystywania. Pewnie to było Hazel doskonale znane. Natomiast teczka dołączona do tych artykułów zawierała szkice i notatki dotyczące różnych izotopów uranium - które są mniej, a które bardziej przydatne, ich procentowy udział w przeciętnej próbce dwutlenku uranium oraz czas rozkładu i inne właściwości.
Kolejna teczka kiedyś zawierała plany urządzenia mającego wyizolować najbardziej radioaktywny z izotopów, tak przynajmniej głosił opis na okładce, ale zamiast tego, znajdowała się tam karta z napisem... "Przeniesiono na Poziom Z".
Ale! To już jakiś punkt wyjścia, prawda?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 387
avatar
Hazel Blackshear
Hazel zamknęła teczki z trzaskiem - o ile można trzaskać papierem - aż wzbił się kurz. Przejechała dłonią po tekturze. Część papierów zabrała ze sobą. Była zdeterminowana do działań.

ZT (przed przeskokiem)
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1500
avatar
Nicolas Fitzroy
/początek

Nicolas po przyjściu do pracy od razu skupił się na swoich zadaniach. Przebrał się jedynie w robocze ubrania, czyste wieszając w szafie w swoim gabinecie. Podciągnął rękawy przybrudzonej koszuli i usiadł przy stole, gdzie leżało kilka metalowych części. Przez noc zastanawiał się nad tym silnikiem aż całkowicie zmienił koncepcję. Nie mógł ograniczyć energii spalinowej z węgla. Znaczy mógł, ale musiał czymś ją zastąpić. Inaczej automobile zaczęłyby jeździć dziesięć kilometrów na godzinę. Ludzie dostaliby cholery.
Woda. Auto na podgrzaną parę wodną. Właściwie przegrzaną, by uzyskać parę tzw. suchą. Nicolas sobie coś zapisał na dużym brulionie, który zawsze gdzieś na tym stole leżał. Poprzez spalanie w silnikach węglowych powinno podnieść się ciśnienie, para przesuwałaby tłoki równomiernie, tworząc energię. Rozpylona ciecz podzieli się na czynniki pierwsze.
Nicolas wziął do ręki śrubokręt, zaczął skręcać jakieś mniejsze części, podobne właśnie do tłoków. Dość długo zajęło mu zbijanie tego wszystkiego w całość. Dobrą godzinę spędził jeszcze z ołówkiem w ręku, zapisując całą długość i szerokość brulionu wzorami, rysunkami poszczególnych części, długimi opisami.
Skończył sporo po wyznaczonym czasie pracy, choć wiedział, że to jeszcze nie koniec. Jeszcze sporo roboty przed nim. Dzisiaj ogarnął zaledwie stronę teoretyczną.

/zt
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Pracownicy pierwszych pięter laboratorium, lub osoby akurat tam przebywające mogły usłyszeć hałas dobiegający z najniższego poziomu. Dudnienie trwało przez kilka minut, aż w końcu ustało na dobre.
- To pewnie tylko obsunięcie się terenu, znajdujemy się nad dawnym budynkiem...- uspokajali pracownicy zajmujący się pilnowaniem korytarzy. Naprawdę w to wierzyli. Droga do starych pomieszczeń laboratorium była zamknięta. Wstępu do piwnicznych poziomów nie miał nikt poza dyrekcją oraz kilkoma specjalnymi pracownikami, którzy nie raczyli się pojawić.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Laboratorium Mechaniczne
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 15Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9 ... 15  Next
 Similar topics
-
» Laboratorium nr 8
» Zniszczone laboratorium w podziemiach
» Laboratorium nr 5 - Mengele
» Medycyna i mechaniczne protezy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Centrum-