IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Silvertona

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
First topic message reminder :

Małe mieszkanie Dave'a Silvertona
Mieszkanie ma dwa pokoje, kuchnię i łazienkę.
Sprzęty:
- mała kuchnia węglowa
- duży bojler
- żelazko
- chłodziarka z eterem

Łączne zużycie węgla to 9,89 jednostki.

Mieszkanie jest dosyć puste. Dave dopiero się wprowadza i nie urządził jeszcze mieszkania. Mieszka obok mieszkania braci Fitzroy.


Ostatnio zmieniony przez Dave Silverton dnia Sro Kwi 15, 2015 4:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
/ początek 14-20 maja 2866 roku

Od ostatniego spotkania z Nickiem minęło trzy dni. Każdy jeden upływał ślimaczym tempem, pomimo tego że większość każdego z nich Dave spędzał w teatrze i odrabiał niezapowiedzianą nieobecność w pracy nadgodzinami. Każdego dnia było ich co najmniej trzy.
Bał się wracać do pustego domu bo każda kolejna samotna noc przynosiła ze sobą koszmary.
Dlatego stał teraz przed drzwiami do swojego mieszkania i spoglądał w dół, na swoją dłoń i leżący na niej klucz otwierający zamek. Spojrzał na zegarek na ręce i odczytał na nim godzinę 19:37.
Westchnął przeciągle, jakby z wielkim ciężarem. Był potwornie zmęczony tą trzydniową harówką i nieprzespanymi nocami. Podszedł do drzwi i oparł na nich głowę, trzykrotnie uderzając lekko czołem o drewno. Następnie z zamkniętymi oczami wsadził klucz w zamek i przekręcił go. Trzask obwieścił otwarcie drzwi. Z pewnego rodzaju rezygnacją wszedł do środka i zamknął je za sobą...
...na wszystkie możliwe spusty. Żeby mieć pewność, że nikt nie dostanie się do środka, złapał za stojącą nieopodal komodę i z trudem dopchnął ją pod drzwi otwierane do wewnątrz. Mimo wszystko nie poczuł się dzięki temu bezpieczniej.
Normalnie przesunięcie komody nie wywołałoby w nim jakiegoś większego zmęczenia, może nawet nie spociłby się. Teraz jednak dyszał jak lokomotywa i ocierał pot gęsto zdobiący czoło.
- Tak nie można Dave. Tak nie można.
Próbował sobie wytłumaczyć, że to wszystko co spędzało mu sen z powiek w ostatnich dniach odbyło się dawno temu. Że zagrożenie umarło dawno temu... ale to były tylko próby. Odwrócił się od drzwi i przeszedł do kuchni.
Nawet raz nie spojrzał w stronę łazienki [spiżarki]. Po prostu wiedział już, żeby tego nie robić.
Usiadł na krześle, wsłuchując się w zegar wybijający kolejne minuty upływającego czasu. Wgapił się beznamiętnie w pozmywane na błysk talerze i podłogi. Zaczynało mu brakować zajęć odganiających natrętne złe myśli.
Nawet nie wiedział kiedy osunął się na stół i zasnął płytkim, niespokojnym snem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
Zegar wybił godzinę 21:37 gdy drzemiący na stole Dave zaczął oddychać coraz szybciej. Palce co chwila zaciskały się i rozprostowywały.
Śnił koszmar.
Był w ciasnym i ciemnym pomieszczeniu, przed nim na drewnianej podłodze stała pusta zielona butelka a w środku zamknięty był wąż. Za wszelką cenę próbował wspiąć się po ścianach i wyjść na zewnątrz ale gdy tylko zaczynał się wspinać to zaraz spadał na dno. Panika biła ze zwierzęcia niemal w ludzki sposób.
Widzisz? On też przede mną nie ucieknie.
Ten znienawidzony do granic możliwości głos szeptał mu teraz do ucha. Dave w tym śnie był małym chłopcem, który tak samo jak ten wąż chciał uciec z tej spiżarki, ze swojej osobistej klatki przygotowanej dla dzieci doskonałych.
Jesteś idealny Davie!
Poczuł na sobie śmierdzący oddech i wielkie łapska błądzące po jego ciele. Chciał uciec, wyrwać się i krzyczeć ale nie mógł. Oto zorientował się, że siedzi teraz na krześle i że jest do niego przywiązany, że jego przeraźliwe wrzaski tłumi knebel. Miotał się we wszystkie strony ale bezskutecznie, wiedział że mężczyzna za nim zaraz zrobi mu rzeczy o wiele gorsze niż innym dzieciakom. Słyszał jego upiorny śmiech i czuł jego chorą radość. To było obrzydliwe. W zielonej butelce zamiast węża zobaczył dorosłego siebie i swój paniczny strach, bezskutecznie miotające się po niewielkiej przestrzeni. Nagle brudne ręce złapały tę butelkę i roztrzaskały ją o ścianę a on poczuł się tak jakby zaczął umierać. Widział krew, swoją własną krew spływającą po tych brudnych rękach i przez cały czas słyszał jego śmiech.
Obudził się z wrzaskiem na ustach i upadł na podłogę, przewracając ze sobą stół. Przez dobre kilkanaście sekund miotał się po podłodze w całkowitym milczeniu jakby walczył o swoje życie z niewidzialnym przeciwnikiem. Uspokoił się dopiero gdy ostatecznie dotarło do niego gdzie jest i co robi.
- Ja pierdolę... ja pierdolę...
Dopiero teraz jego oddech wracał do normalnych rytmów. Usiadł na podłodze, chowając twarz we własnych dłoniach. Siedział tak dobre dziesięć minut zanim wstał i przeszedł do sypialni (mijając po drodze wejście do łazienki, na które nawet nie spojrzał) od razu podchodząc do komody w której trzymał zapas alkoholu.
Wyciągnął z niej butelkę whisky i odkręcił ją, od razu na raz pijąc kilka łyków. Jeśli coś pozwoli mu zasnąć i spać spokojnie to tylko natychmiastowe urżnięcie się w cztery dupy.
Ale to nie podziałało i Dave Silverton nie zmrużył już oczu tej nocy nawet na pięć minut.

Wczesnym rankiem wyszedł z mieszkania, kierując się niby do teatru.
---> zt gdzieś tam
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
/przed przeskokiem ---> z teatru

Wrócił wieczorem obładowany zakupami na kolację, którą miał zamiar przygotować gdy będzie u Nicka. Koniec końców nie poszedł do niego mimo iż bardzo chciał, z powodu ogromnego zmęczenia nie miał siły by iść z targu takiego kawału drogi do jego mieszkania w centrum. Ledwo patrząc na oczy otworzył drzwi i wszedł do środka w akompaniamencie swojego dyszenia. Zamknął za sobą drzwi na klucz ale to nie wystarczyło - czuł przymus dodatkowego zabezpieczenia się na nieprzewidziane sytuacje, takie jak na przykład wtargnięcie do środka bardzo złego człowieka. Przytargał z kuchni krzesło i podstawił je pod klamkę, zupełnie tak jakby miało go to ochronić przed czymkolwiek. Zagrożenie siedziało w nim i choć w pewnym sensie zdawał sobie z tego sprawę to nie szkodziło by zabezpieczać się w dodatkowy sposób. Czuł się z tym trochę pewniej.
Rzucił zakupy na stół, siląc się tylko na to aby do lodówki wsadzić te produkty które nie mogły pozostać w cieple. W drodze z kuchni ku sypialni zrzucił z siebie przepocone ubrania i niemal od razu zwalił się na łóżko.
Wiercił się kilka minut nie mogąc zasnąć ani ze zmęczenia ani z powodu przykrego zapachu który od samego siebie czuł. Myśli o kąpieli w tej cholernie ciasnej łazience (nawet ze zdemontowanymi drzwiami) przyprawiały go o mdłości. Po kolejnych kilku minutach walki z samym sobą musiał podjąć decyzję przymusową - musiał wziąć kąpiel aby nikt nie mógł nazwać go jutro brudasem w pracy.
Najpierw wstał, krzywiąc się do samego siebie. Usiadł na krawędzi łóżka, wpatrując się w ciemny korytarz.
- Niech to chuj.
Davie, Davie, Davie.
Wzdrygnął się, jego ciałem wyraźnie wstrząsnęło.
- Zamknij się.
Rzucił w pustą przestrzeń. Samotność tylko potęgowała strach rodzący się z każdym krokiem zbliżającym go do celu.
Jestem tutaj, przyjdź do mnie tak jak zawsze do mnie przychodziłeś. Przecież wiem, jak bardzo lubisz gdy Ci to robię.
Stanął naprzeciwko wejścia do łazienki. Pstryknął światło. Mimo tego Silverton nie poczuł się lepiej. Ogarnięty strachem zaczął obficie pocić się.
- Zamknij ten zagrzybiały ryj.
Mógłby przysiąc że usłyszał odległe echo chrapliwego śmiechu. Jednakże jakaś część jego umysłu wiedziała że to przywidzenie albo śmiech któregoś z sąsiadów. Niestety ta część była zbyt słaba by zdominować drugą.
Przekroczył próg łazienki i odkręcił kurek z ciepłą wodą. Czekał aż wanna się napełni i jednocześnie walczył z samym sobą aby stamtąd nie wyjść w cholerę. Uczucie zgniatania przez ściany było przytłaczające i sprawiało, że oddychało mu się ciężej niż wcześniej.
- Muszę, naprawdę muszę.
Taaak, musisz mały chujku. Inaczej wypatroszę Cię tak jak tamtego niedoskonałego gówniarza i będziesz przy tym wył jak athwal. Pamiętasz jak tamten wył?
Nie mógł zapomnieć. Nigdy nie zapomni. Uderzył się po twarzy kilkukrotnie aby odegnać wspomnienia ale bezskutecznie. Po skórze popłynął pot i nieświadome łzy. Dave wskoczył do wanny, bardziej kierowany uporem niż świadomym gestem. Miał puste spojrzenie i delikatnie drżał. Zaczął się myć niemal tak mechanicznie jak maszyna. Myślami był za zamkniętymi drzwiami w spiżarce ponad dwadzieścia lat temu. Cały proces mycia nie trwał długo, choć na tyle długo że pozwoliło mu to przelecieć wspomnieniami od porwania do pierwszego razu kiedy zostały położone na nim łapy.
O tak! Wiedziałem, że to polubisz najbardziej ze wszystkiego co Ci zrobiłem. Czujesz mój dotyk na sobie? To dobrze smarkaczu, bo należysz do mnie i tylko ja mogę Cię mieć!
- Wynoś się! Wypierdalaj z mojej głowy ty obleśna zboczona świnio!
Jakby się ocknął z odrętwienia na dźwięk swojego własnego głosu. Pożałował gdy odkrył swoje podniecenie, na widok którego niemal natychmiast zwymiotował na podłogę w łazience. Mycie zostało zakończone od razu po tym gdy skończył wymiotować. Wyszedł z wanny, płacząc z powodu tego co mu zrobiono, gorsze jednak było to że...
- Nie nie nie...
Trzymał się za głowę, jakby miała eksplodować od nienawiści i obrzydzenia jakie do siebie teraz czuł. Gdyby oba te uczucia mogły zabijać, Dave Silverton padłby trupem. Opuścił łazienkę w pośpiechu, przenosząc się do salonu gdzie znajdowały się jedyne zapasy alkoholu w tym mieszkaniu. Dorwał się do pierwszej butelki zupełnie nie przejmując się tym, że zostawia za sobą plamy wody. Wyssał z butelki na raz końską dawkę alkoholu, zupełnie nie przejmując się tym że może zrobić sobie w taki sposób krzywdę. Dopiero po chwili zainteresował się ręcznikiem, ciągle nie wypuszczając z ręki butelki. Słone łzy ściekły na wargę, gdy usiadł na brzegu łóżka i znowu pociągnął z butelki. Dygotał z obrzydzenia. Tak bardzo nienawidził się w tym momencie, że przez myśli przemknęły mu dwa najszybsze rozwiązania koszmaru przeszłości w którym żył - wypaść z okna lub stłuc butelkę i fragmentami podciąć sobie żyły.
Całe szczęście że głos umilkł. Być może to byłaby ostatnia noc w życiu Dave'a gdyby było inaczej.
Tej nocy urżnął się bardziej niż kiedykolwiek i to tej właśnie nocy udało mu się zasnąć, choć nie na łóżku a w kącie z nogami podkulonymi pod brodę.

/po przeskoku zt--> Mieszkanie Fabiana
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 502
avatar
Dave Silverton
/ początek

Mieszkanie stało puste. Puste i martwe jak cisza otulająca swoim delikatnym woalem wszystkie zimne meble i kąty, z których od czasu do czasu rozlegało się echo dawnych uderzeń pięścią. Zamek w drzwiach szczęknął i zaingerował swoim dźwiękiem w niezmącony niczym eter. Pchnięcie drzwi wyrzuciło w powietrze kilka kłębi kurzu zgromadzonych na podłodze. Jego stopy weszły do środka cicho i dźwięk przekręcanego w zamku klucza ponownie zakłócił grobową ciszę tego zapomnianego miejsca. Kichnął. To już zdecydowanie za dużo życia w tych ścianach. Coś kapnęło na podłogę, ponownie wzburzając kurz w zatęchłe powietrze. Nie przejął się tym i po kilku minutach bezruchu mężczyzna podjął pierwsze kroki. Snuł palcami po ścianie korytarza, zostawiając na niej krwawy długi ślad pięciu palców.
To nic. Nikt tu mieszka. Nie przejmie się nowym dekorem ścian, w niczym mu to nie przeszkadza.
W ślad za sobą zostawiał kolejne krople na podłodze i nie troszczył się o to, by je za sobą zetrzeć. Krwisty kolor naturalnie wpasował się w brąz podłogi, czas udoskonali kompozycję i ujednolici ją. Zatrzymał się przed łazienką i obejrzał za siebie. Jakże dziwnie wyglądał teraz korytarz naznaczony jego śladami na ścianach i podłodze; bose stopy na pewno były już brudne. Myśl ulotna, nic wielkiego. Przyszła pora stworzyć dzieło - przygotować się. Puszka krwistoczerwonej farby została postawiona na komodzie w dawnym salonie, teraz była mu potrzebna czarna. Zrobi ze swojego dawnego salonu przestronną i przytulną ciemnicę.
Spiżarkę.
Uśmiechnął się do swojej wizji i zabrał do dzieła. Na początek grubo pokrył czarną farbą okno; w swoim azylu nie chciał żadnej drobiny światła
Nie wolno patrzeć w góry.
ani ciekawskich spojrzeń. To jego królestwo. Jego. Jego i Obcego. Nikogo innego.
- Nie mają prawa.
Nam przeszkadzać.
Głos przeciął zatęchłe powietrze jak trzask suchej gałązki. Wściekł się. Zdemolował komodę roztrzaskując jej szuflady i rozrzucając ich kawałki po pomieszczeniu. Rozklekotana komoda długo nie wytrzymała i rozpadła się pod gradem kopnięć i uderzeń. Nie chciał go słuchać, wypierał wszelką siłą... lecz nadaremnie. Gdy skończył demolkę mógł spokojnie zabrać się za wykonanie dzieła. Resztką czarnej farby oblał łóżko i ścianę. Właściwie rozbryzgał ją rękoma w deseń plam po całej ścianie przy łóżku. Pustą puszkę porzucił na środku pokoju. Była zużyta, niepotrzebna i co najważniejsze niedoskonała.
Czerwoną farbę również wykorzystał do cna. Jedną ze ścian pokryły rysunki przedstawiające dawne zdarzenia  z jego życia oraz zdania pisane palcami, w większości nieskładne i nie posiadające ani sensu ani logiki. Zostawił na niej odbicie swoich dłoni, jakby sygnaturę tego że tu był, jakby zakodowaną wiadomość, łamigłówkę bez rozwiązania. Pojedyncze słowa nachodziły na inne, tworząc na całej powierzchni wzór, który tylko on sam mógł rozszyfrować. Powtarzało się tylko jedno imię: Aiden.

Obcy nie był zadowolony. Obcy chciał więcej i więcej i były to rzeczy, które Dave wbrew sobie musiał zrobić gdy farba przestała być mu już potrzebna. Tylko spełniając rozkazy mógł liczyć na łaskę upiora. Jak więzień w swoim umyśle musiał patrzeć oczami na to, co robił ze swoim mieszkaniem i ciałem. Ku jego uciesze. Ku swojemu cierpieniu.

Na granicy omdlenia odzyskał kontrolę nad sobą, na tej samej granicy doczołgał się do łazienki, gdzie paradoksalnie w jej ścisku zamiast bezsilnej paniki odnalazł bezpieczeństwo i ciszę. Niczym nie zmąconą, obtulającą swoim woalem wszystkie gorejące rany; zagłuszającą nawet jego własne niemal zwierzęce wycie. Gdzieś w innym świecie zegar wybił 19:37.

/ zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Silvertona
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa :: Dzielnica 1-