IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Targ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 14 ... 27  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Na targu można kupić niemal wszystko. Sprzyja po temu nie tylko możliwość dostawienia swojego własnego kramiku, ale także specyfika dzielnicy i jej mieszkańców, wśród których można spotkać złomiarzy, zbieraczy śmieci czy drobnych złodziejaszków. Nikogo nie powinien dziwić widok części maszyn niewiadomego pochodzenia czy skarbów już na pierwszy rzut oka nieprzynależących do ich właściciela obok zwyczajnych stoisk z warzywami i owocami lub niezbyt ładnie pachnącym przez brak lodówki mięsem. Targ niewątpliwie ma swój niepowtarzalny urok choćby dlatego, że tylko tutaj można się w końcu potargować i otwarcie wyrazić niechęć do tak wysokich cen.

cennik:
 

Na targu można też spotkać Babcię Eleonorę. Ma niewielkie stoisko z dzierganymi na szydełku serwetkami i bluzeczkami, ale nie tylko. Przy sobie zawsze ma ogromną torbę w różowe kwiatki, której strzeże jak oka w głowie. Co też takiego ma w tej wielkiej torbie Babcia Eleonora, że tak jej pilnuje? To wiedzą nieliczni, ale nie szkodzi zapytać. A może znajdzie się tam coś wystrzałowego specjalnie dla ciebie?


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Mar 13, 2014 11:59 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Nic nie mówił, słuchał jej z uwagą i na jej wybuch?! No tak teraz zrozumiał, nie wiedziała przecież że jest policjantem, gorsze wzięła go za faceta z pieniędzmi, z toną węgla w piwnicy i luksusowym samochodem. Słuchał po czym wziął głęboki oddech by nie dać ponieść się emocjom, przecież to nie było w jego stylu nie w stylu Burnetta, kto go znał o tym wiedział. Zdjął okulary chowając je do kieszeni marynarki.
- Nie, nie myślę stereotypami, a patrzenie na ręce jest moją pracą, to czy pani pracuje w kopalni czy w luksusowym sklepie, albo w ogóle nie pracuje utrzymując sie z spadku dziadka mnie nie obchodzi. - dodał bez zbędnych emocji i spokojem w głosie.
- Dobrze że pani pracuje - pokiwał głową - praca uszlachetnia, pracując jesteśmy lepsi od tych ze spadkiem, ale nie czytam pani w głowie a i moim zadaniem jest zapobiegać by mieć mnie roboty później.
Dał krok do tyłu odsuwając się tym samym od stoiska,
- Proszę niech pani patrzy - wskazał na nie ręką - ja też patrzyłem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Dobrze, że pani pracuje. Praca uszlachetnia. – krzyczała w duchu, nie mogąc się emocjonalnie opanować. Przez zdenerwowanie zignorowała inne słowa, jakie padły. Liczyło się tylko to, że śmiał jej wyrzucać jakieś uwagi o pracy. Czy on miał jakiekolwiek pojęcie, w jakich warunkach żyją? Co muszą robić, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby? I do tego usprawiedliwia się swoją pracą. Czyli co? – zastanawiała się – Policjant? To i tak nie daje ci prawa do bezpodstawnych oskarżeń. Patrząc na niego spode łba, miała prawie łzy w oczach. Sam fakt, że ktoś wziął ją za złodziejkę, był upokarzający. Nie tak Estella ją wychowała i nie na taką drogę zejdzie, tego postanowiła się trzymać.

- A co pan może wiedzieć o ciężkiej pracy, co? – nerwy sprawiły, że przestała być uprzejma. Teraz tylko gotowała się ze złości. – Robił pan w życiu cokolwiek innego niż patrzenie ludziom na ręce?

Dyszała ciężko przez chwilę, a palce na pasku torby zacisnęła tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. Jednak szybko przyszło otrzeźwienie i świadomość, jak się zachowuje. Momentalnie spuściła trochę z tonu. Znowu popatrzyła na zegarki – pięknie zdobione, misterne… - ale już tym razem niechętnie, jakby zegarki stały się czymś złym.

- Nie, dziękuję. – odparła obojętnie, wzruszając ramionami. – Już nie chcę. I tak nigdy nie będzie mnie na nie stać.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Wiedział że jest zła na niego, ale postanowił nie ukazywać swojej słabości, przynajmniej na tą chwilę. Słuchał jej wyrzutów z uwagą. Wbrew pozorom nie spływały jej słowa z niego jak po kaczce. Zawsze liczył sie ze słowem innych. Nie ważne kim byli, dopiero jej ostatnie słowa dały mu do zrozumienia że popełnił spory błąd.
- Przepraszam - szepnął - przepraszam - dodał głośniej - pomyliłem się, źle oceniłem, pomyliłem się. Ale proszę mnie też zrozumieć, jestem policjantem... a zresztą....
Machnął ręką po czym dał kolejne dwa kroki do tyłu, obrócił się do niej bokiem po czym spojrzał na swojego papierosa z którego nie wiele zostało. Zapomniał o nim zaciągnął się tym co zostało po czym opuścił peta na ulice zadeptując go butem. Nie patrzył na dziewczynę, założył okulary.
- A wie Pani że biali podobno są największymi rasistami na ziemi? A wie pani kto tak twierdzi? Czarni tak twierdzą i nienawidzą za to białych że ich nienawidzimy, a wie pani co ja nich do nic nie mam, a każdy zaczepiony czarny będzie uważał mnie za rasistę - dodał ze spokojem patrząc gdzieś przed siebie na drugą stronę ulicy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Zupełnie nie zrozumiała jego wywodu na temat białych i czarnych, bo co właściwie miał na myśli? Że to ona osądza go w swoisty sposób, że przypisuje mu poglądy, których on nie ma? Nie miała pojęcia. Skupiła się przede wszystkim na przeprosinach. W głowie jej się to nie mieściło. Elegancki dżentelmen właśnie przyznał się do pomyłki przed brudną nastolatką. Aż musiała się uśmiechnąć. Takie scenariusze odbywały się tylko w jej snach.

- W porządku. – odparła spokojniej – Co pan w ogóle robi w naszej strefie? U pana nie ma już żadnych przestępców?

Pozwoliła sobie na zjadliwość, bo mężczyzna może nie był taki zadufany w sobie, jak przypuszczała. A to jednocześnie dało jej większą pewność siebie. Bo po prostu nie był taki zły. Teraz już przestała myśleć, że w każdej chwili może ją rzucić na zakurzony bruk i zakuć w kajdanki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Nie sądził że jeszcze się do niego odezwie nie wiedział co też w jej głowie siedzi, nie wiedział jak ona go oceniła, ale gdyby wiedział co myśli pewnie przyznał by jej rację, że tak ot mu chodziło. Gdy się odezwała przeniósł na nią swój wzrok, właściwie skręcił głowę w tamtą stronę.
- Są, ale często tu są źródła, ale proszę mi uwierzyć oni są wszędzie.
Nawet by do głowy mu nie przyszło jak ona myśli o nim jako o kim. On sam uważał się z zadbanego mężczyznę i człowieka który robi za mało i mógłby zrobić jeszcze więcej. Że jego praca nie jest wystarczająco dobra. Bo jak ma być gdy na miejsce złapanego przestępcy pojawia się dwóch kolejnych i tak w koło. Na miejsce tych dwóch kolejnych czterech.
- A Pani, Gdzie pracuje w kopalni czy fabryce? - rzucił a w jego głosie można było wyczuć odrobinę zainteresowania. Sam Kevin uważał że wszelkie kontakty są ważne. Nawet z młodą dziewczyną z fabryki rur. To może kiedyś zaowocować, może ale nie musi oczywiście.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Zainteresowanie, jakie okazywał mężczyzna nawet jej się podobało. Już danwo nikt jej o nic nie pytał, a przynajmniej nie w sposób świadczący o tym, że odpowiedź ma znaczenie. Teraz było inaczej, więc znów uśmiechnęła się powściągliwie.

- W fabryce. – odparła. Podniosła dłonie i poruszała szybko palcami. – Te ręce potrafią zrobić bardzo dużo, w bardzo krótkim czasie. Byłby pan zaskoczony, jak szybko się uwijam.

Nadal stali przy stoisku z zegarkami. Ludzie przechodzili obok i ich trącali, burcząc coś pod nosem z niezadowoleniem. Miejsce zdecydowanie nie było korzystne do rozmowy. Ale co innego mogli zrobić? Przecież nie pójdą do ładnej restauracji czy kawiarni. Na myśl o tym Metis zaśmiała się cicho, bo taki pomysł był wręcz absurdalny. Wolała wyrzucić go z głowy.

- Nie jest pan w mundurze, czy to znaczy jest pan czymś w rodzaju detektywa? To nie jest za wysokie stanowisko do łapania marnych płotek w slumsach? I do tego tak otwarcie?

Im dłużej o tym myślała, tym pytania szybciej wystrzeliwały z jej usta. Naprawdę była ciekawa, po co ten mężczyzna zapuszcza się w slumsy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 45
avatar
Sarah Autumn
- Hmmm... - przybrała zamyślony wyraz twarzy - tak jak drzewo trzeszczy. Myślę, że razem dałybyśmy radę. Musisz dobrze się przysłuchać, zapamiętać ten dźwięk i jak mnie odwiedzisz to spróbuję go zagrać, a t ocenisz czy dałam radę. Zgadzasz się, dziecko?  - uśmiechnęła się i pomyślała, że w sumie najpierw powinna chyba zapytać rodziców Lenki o pozwolenie na nauczania dziecka. Chociaż z drugiej strony, jeżeli nie mieli nic przeciwko, żeby ich córka hasała sama po targu, to przeciwko lekcji muzyki też nie powinni się buntować.
- Czy w swoich przygodach zahaczyłaś kiedyś o drugą strefę? - zapytała dziewczynkę - tam mieszkam i udzielam lekcji. Mogę przyjść tutaj po ciebie jutro i przy okazji zapytać twoją mamę, albo twojego tatę czy nie mają nic przeciwko. Pasuje to panience?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 87
avatar
Ryan Crower
Zirytowany nieudaną transakcją, sprawdził zawartość swoich kieszeni. Suma pieniędzy nie była imponująca – miał przy sobie dwa, góra trzy kredyty. Pomimo to, Ryan ruszył kontynuować zakupy, lawirując pośród jarmarcznego tłumu. Omiatał wzrokiem kolejno napotkane stoiska. Jego wzrok przykuł dopiero kram obładowany książkami i jakimiś rupieciami do wyposażenia domu.
Crower należał do osób, które zwyczajnie lubią czytać, więc mimo niewielkich funduszy, nie potrafił odmówić sobie zakupu kilku pozycji. Przystanął przy stoisku i zaczął wodzić palcem wskazującym po grzbietach książek, ciasno upakowanych w zbitych z cienkich listewek niskich skrzyniach. Wybór nie był oszałamiający, jednak mężczyzna był przekonany, że znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Spośród podrzędnych powieści, książek kucharskich i tomików poezji, Ryan dostrzegł dwie pozycje, które wydawały się całkiem interesujące.
’Tajemnica mechanizmu maltańskiego i jego zastosowanie w przemyśle’ – z tym nie miałem jeszcze do czynienia… ‘Gwintowanie metodą skrawania’ – to też się może przydać.
Przysunął oba opracowania w kierunku sprzedawcy i sięgnął do kieszeni.
- Ile się należy?
- 70, ale jak weźmiesz pan jeszcze ‘Kuchnię z owoców morza’ to policzę jak za połowę. – odparł handlarz, uśmiechając się jakby zwietrzył właśnie interes życia.
- Chyba podziękuję za te owoce morza… - Wyciągnął z kieszeni odliczoną sumę.
Na cholerę mi książka o owocach morza na środku tej zasranej pustyni?!
Włożył obie knigi pod pachę i odszedł do kramu, pozostawiając za sobą niepocieszonego sprzedawcę.

Zatrzymał się jeszcze przy stoisku z owocami, gdzie za równe 30 lir kupił sporą ilość owoców. Nie często sobie na nie pozwalał, jednak chcąc uczcić dzień wolny od pracy nie żałował pieniędzy także na to. Wrzucił owoce do małego jutowego worka. Oparł się o drewniany pal obwieszony przeróżnymi ogłoszeniami. Zagryzając jabłko, pogrążył się w lekturze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 424
avatar
Lena Coben
Oh Lenka też otrzymała bojowe zadanie. Chyba będzie musiała znowu wybrać się na tor i zamknąć oczy, by wsłuchać się w odgłosy, jak polecał jej Francis. Kiwnęła głową ochoczo, przystając na propozycję kobiety.
- Nigdy tam nie byłam.
Powiedziała bez cienia smutku. Nie ciągnęło jej tam w żadnym wypadku. Tu miała swój świat i swoje zabawy. Zdecydowanie wolała biegać na obrzeża a nie w kuerunku drugiej strefy. Ale jeśli nowa znajoma zapraszała, to można było skorzystać!
- Ja spytam mamusi! Wieczorem! A tam mieszkam, o!
Powiedziała kobiecie i uśmiechnęła się słodko. Może spyta, może nie. Ale przecież Sarah nie miała kiedy z panią Coben rozmawiać, a z ojcem to by nikt nie chciał. Nawet sama Lenka. Ponieważ obie już były o kilka kroków od domu dziewczynki, mała postanowiła się pożegnać i pognać do domu.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Nie wiedzieć czemu jej słowa nasunęły autorowi myśli, może dlatego że powinien już iść, może dlatego że przypomniało mu się o wieczorze z żoną?! Ale gdy wspomniała o sprawnych rękach, nie pomyślał o pracy, a o dawnych czasach, o czasach kiedy to nie pracował, kiedy jego żona była jego narzeczoną. Teraz e ręce Metis sprowadziły go do zgoła innych myśli, do rąk żony które wkradały się od ubrani Burnetta. Które rozpinały pasek, i po cichu zakradały się w miejsca które nie powinny, Tak pamięta ten ciepły uścisk, te sprawne dłonie.
Szybko się skarił w myślach, widać było że gdzieś Burnett nagle odleciał, że myśli o czymś innym, nawet chyba nie słyszał co kobieta mówi bo myśli były zupełnie gdzie indziej, właściwie myślała inna głowa, ach jak mu brakowało tych dłoni błądzących gdzieś tam.
- tak tak - rzucił wyrwany ze swoich myśli - to znaczy nie, sporo ludzi wie kim jestem.
Gdy już odgonił wszystkie myśli dodał.
- To jak z łapaniem ryb, używa się mniejsz... - jednak przestał, dla czego on jej o tym mówi.
- Muszę już iść, proszę uważać - zmienił nagle ton robiąc ruch jakby chciał właśnie ruszyć dalej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Metis mówiła, a policjant zaczął mieć trochę nieobecny wyraz twarzy. Nie chciała wnikać dlaczego. Ludzie z Drugiej Strefy mieli swoje sprawy i swoje życie, więc napwet nie prówbowała sobie wyobrazić o czym przypomniał sobie mężczyzna. Po prostu najzwyczajniej w świecie jej to nie dotyczyło. A kiedy już wrócił do rzeczywistości zaczął pojedyncze zdanie, nie skończył go i miał zamiar odejść. Metis popatrzyła na niego, przekrzywiajac głowę. Czy powinna go od tak o „wypuścić”, dać mu odejść ot tak, bez niczego? Raczej nie... - zdecydowała szybko w duchu, chociaż trochę niepewnie. Ale jeśli zdoła nawiązać z nim jakiś kontakt, to może w razie kłopotów... Kto wie, co przyniesie jutro.

- Może mi pan chociaż zdradzić swoje nazwisko? - zaczęła niepewnie. - Wie pan, może kiedyś... hmm... nie wiem, może będę potrzebować pomocy... czy coś. Ja jestem Metis.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Będę chodzić, gdzie mi się podoba! - rozległ się kobiecy, zdenerwowany krzyk. Zaraz po nim dobiegł męski głos:
- Nie będziesz nigdzie łazić! Masz mówić gdzie wychodzisz! Pewnie się puszczasz, dziwko!
Przy jednym ze straganów, nie bacząc na zainteresowanie gapiów szarpała się para. To było pewne, że nie robili zakupów.
- Nie nazywaj mnie tak! - wrzasnęła kobieta.- Nie jestem twoją własnością!- Chwyciła jabłko, leżące w skrzynce na straganie i cisnęła nim w rozwścieczonego męża. Ten miał jednak dobry refleks i zrobił unik, a owoc poszybował w stronę głowy Ryana.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 87
avatar
Ryan Crower
Zazwyczaj spokojny i opanowany, Ryan nie przerwał sobie lektury, w związku z dobiegającymi z opodal krzykami. Awantury i burdy były tu na porządku dziennym, także i ta małżeńska scysja nie zrobiła na nim większego wrażenia. Z wolna przerzucał kolejne kartki książki, z wypiekami na twarzy zagłębiając się w tajniki działania mechanizmu maltańskiego.
…w zależności od liczby rowków ‘z’ na każdy obrót korby przypada 1/z obrotu krzyża. W chwili wejścia i wyjścia czopa korby z…

Uderzenie jabłka w słup, zaledwie parę centymetrów od jego głowy spowodowało, że upuścił zarówno książkę, jak i worek z owocami. Drogocenna strawa – przepyszne owoce przeturlały się po grząskim, błotnistym klepisku.
- Jasna cholera! – syknął, strzepując z szyi i ramienia resztki ‘pocisku’. Schylił się po zabłoconą księgę. Resztek owoców nie było sensu ratować – przynajmniej w jego mniemaniu, bo już po chwili na miejsce zbiegła się banda, ubranych w stare szmaty dzieciaków, które postanowiły wykorzystać sytuację.
Ktoś mi za to zapłaci… Rozejrzał się, podejrzewając o ‘zamach’ któregoś z bachorów. Jego spojrzenie zatrzymało się jednak na kobiecie, która toczyła spór z mężem. Wymachiwała ona rękami, trzymając w jednej z nich kolejny owoc. Żona dopiero po chwili zreflektowała się, kogo dosiągł rzucony przez nią przedmiot.
Crower zmieszał się nie wiedząc jak powinien się teraz zachować.

Ryan podszedł do pary.
- Do jasnej cholery, niechże popracuje pani nad celnością. Posiadanie męża gbura nie upoważnia pani ataków na obcych facetów. – rzucił pod wpływem impulsu. W zamyśle chciał obrócić sytuację w żart, ale spostrzegł się, że chyba trochę przeholował nazywając jej męża gburem.
- A najlepiej załatwiajcie swoje sprawy we własnym gronie… - dodał próbując złagodzić ton swojej wypowiedzi.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Jesteś dziwką i wszyscy to wiedzą! - krzyczał rozsierdzony mężczyzna ciesząc się przy okazji, że nie dostał jabłkiem.
- Tak mów o swojej matce! - odgryzła się kobieta, która nawet nie zauważyło, że rzucony przez nią owoc mało co nie trafił w głowę Ryana. Któż by się tym z resztą przejmował? No, poza samym niemal-poszkodowanym? Zdziwiła się za to przeokropnie, kiedy do niej podszedł, by zwrócić uwagę. Jak to tak? - Ha! - uśmiechnęła się triumfalnie słysząc, jak nazwał jej męża.
Dowcip za to nie spodobał się drugiemu awanturnikowi, który poczuł się dogłębnie obrażony. Tak bardzo, że aż poczerwieniał na twarzy i postanowił wymierzyć Crowerowi soczysty cios w nos.
Jeśli Ryan chce tego uniknąć, rzuca dwiema kośćmi, by wspomóc się w reakcji. Suma punktów musi przekroczyć 17, aby unik się udał. Jeśli wyniesie ona 22, kłótliwy mąż robi zamach i przewraca się popisowo na ziemię. Jeśli będzie mniejsza od 17, Ryan dostaje w nochal i może być pewien, że nie udało mu się udobruchać mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 87
avatar
Ryan Crower
[10+8= 18]

Słowa Ryana najwyraźniej jednak rozjuszyły mężczyznę.
- Tylko spokojnie! – rzucił, gdy napastnik ruszył w jego kierunku.
Apel nie natrafił jednak na odbiór ze strony mężczyzny, który zamachnął się na Crowera. Ryan zdołał jednak z porę odskoczyć, choć pięść przeleciała niebezpiecznie blisko jego twarzy. Napastnik zachwiał się, lecz na nową przybrał bojową postawę.

- Nie mam ochoty na bitkę… Masz jeszcze czas, żeby się wycofać! – powiedział do mężczyzny. Na wszelki wypadek, sięgnął prawą ręką za plecy i przyłożył dłoń do rękojeści noża ukrytego pod koszulą. Narzędzie wciąż spoczywało w pochwie przytroczonej poziomo na pasie.
Nie zamierzał wyskakiwać z nożem na mężczyznę, lecz jeśli sprawy zajdą za daleko… W każdym razie świadomość posiadania tego narzędzia dodała mu trochę odwagi.
- Ostrzegam ostatni raz!
Cofnął się o dwa kroki, dotykając spoconymi palcami nasady noża.


Ostatnio zmieniony przez Ryan Crower dnia Nie Mar 09, 2014 10:08 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : stylistyczne)
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Nie wiedział co myśli dziewczyna, tak faktycznie miał odchodzić i iść w swoją stronę, jednak z ust dziewczyny padły słowa jakby trochę zaczepne. Spuścił głowę jakby przez chwilę się zastanawiał. Potem jednak odwrócił się w jej kierunku podszedł do niej i wyciągną do niej rękę.
- Burnett, Kevin Burnett - rzucił jakby czekając na jej uścisk, na jej dłoń - mam nadzieje że te kłopoty nie będą związane z problemami z prawem - dodał dość chłodno spoglądając na dziewczynę z nad okularów.
- Metis - powtórzył - zapamiętam - dodał, a jego kącik ust powędrował ku górze, sam nie wiedział dla czego. To było coś na kształt uśmiechu. Wyprostował się chwilę przyglądając się dziewczynie jakby chciał właśnie ją zapamiętać, jakby fotografował jej twarz, takie zboczenie zawodowe.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
Już myślała, że się nie odwróci, nie przedstawi i pójdzie w swoją stronę niezależnie od wszystkiego. A jednak podszedł do niej i wyciągnął dłoń. Uścisnęła ją z uśmiechem. Niemal od razu przypomniała sobie, że przecież nie jest tak do końca czysta i zaczerwieniła się po same uszy. Ale nie poruszyła tematu. Wystarczyła jej myśl, że Kevin, bo tak przedstawił się mężczyzna, najprawdopodobniej za chwile z niesmakiem wytrze dłoń o śnieżnobiałą chusteczkę, którą wyciągnie z idealnie skrojonej marynarki. A przynajmniej Metis taką miała wizję.

- Nie, raczej nie zamierzam mieć kłopotów z prawem. – odpowiedziała ze zmieszanym uśmiechem. – Wystarczą mi inne.

Powiedział, że zapamięta jej imię, przyglądając się Metis uważnie. Przez chwilę miała wątpliwości czy dobrze zrobiła przedstawiając się i rozpoczynając tę znajomość. Cóż… Przynajmniej nie podałam mu swojego nazwiska. Nie oznaczało to jednak, że właśnie nawiązane relacje nie mogły się przydać. „Przyjaciel” z wyższych sfer może rzeczywiście będzie chciał jej kiedyś pomóc.

- Gdzie można pana znaleźć, Panie Burnett? – zaczęła wolno, nieśmiało. – Wiem pan, gdybym kiedyś chciała się z panem skontaktować… Czy coś.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Nie zrobił tego, nie wyciągnął śnieżnobiałej chusteczki, nie wytarł nią dłoni. Może i ręka Metis nie należała do najczystszych, ale on sam nie uważał się za jakiegoś elegancika. Gdyby widziała ile razy szarpał się z brudami tego miasta zrozumiałą by.
- Inne? - przekręcił głowę na bok, jakby trochę z zainteresowaniem - jesteś młoda, masz pracę, jesteś chora?
Teraz mimowolnie jego wzrok powędrował na swoją dłoń, och jeszcze tego by brakowało aby zaraziła go jakimś syfem. Dobrze że miał w domu najlepszą lekarkę w mieście, musi wziąć jakąś szczepionkę czy coś. Musi zapytać Wiktorii, ale zaraz ona nigdy nic nie wspominała o jakiś groźnych wirusach, och może należy z nią porozmawiać o jej pracy. Na pewno się ucieszy
- No... - jego pewność gdzieś uciekła, a myśli zaczęły krążyć w okół chorej dziewczyny. Ale zaraz przecież mogą być inne problemy, skup się Burnett, może ma męża, brata, siostrę w więzieniu
- No, na komisariacie - dodał już opanowany i spokojny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 277
avatar
Metis Curbeam
- Chora? – zamrugała oczami, a gdy zobaczyła jego zmieszanie, sama się zakłopotała. – Nie, nie, absolutnie nie. Chodzi o zwykłe życie. Wiesz… - spuściła wzrok – Tutaj jest, tak jakby, ciężko… Mam pracę, małą kawalerkę, ale trudno jest się tu z kimś zaprzyjaźnić. Ludzi w slumsach raczej nie cechuje lojalność i miłość bliźniego. – podniosła wzrok i zaśmiała się, chociaż było słychać w tym trochę smutku. – Człowiek po prostu czuje się samotny.

Może nie powinna mu tyle mówić, może nie powinna mu ufać. To, że jest z wyższych sfer wcale nie oznacza, że jest też uczciwy. Teraz jednak miało to małe znaczenie, już wygadała się z emocji. Pewnie teraz mógł z niej czytać, jak z otwartej księgi… Westchnęła. No trudno, stało się.

- Ok, w taki razie… W razie czego będę pana szukać na komisariacie… - uśmiechnęła się lekko. – Chociaż tak właściwie, to nie chciałabym się tam znaleźć. Nie chciałabym musieć tam być.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 232
avatar
Kevin Burnett
Mimo wszystko że już odgonił w duchu wizje zarazy, jakoś odetchnął. Jednak kolejne słowa dziewczyny ponownie wywołały w nim dziwne uczucia. To co powiedział lekko zaniepokoiło ale i zaciekawiło... Dlaczego?! Lampka zabłysła gdzieś w głowie jakby sobie o czymś przypomniał.
Dlaczego ona mu o tym mówi, przecież poznała go parę, może paręnaście minut temu, a może minęło więcej?! Kevin spojrzał na zegarek jakby szukając potwierdzenia w swoich myślach, nikt go z czasu nie rozliczał, a z roboty.
- Ale jesteś młoda - dodał, jednak czuć było w głosie że nad czymś się zastanawia.
- Tak, tam mnie znajdziesz - rzucił - muszę już iść.
No przecież nie da jej swojej wizytówki, nie powie gdzie mieszka, nie rzuca adresem swojego domu na prawo i lewo a na pewno nie dla przypadkowo spotkanej dziewczyny. Na komisariacie nikt nie chciał być, ale i tak tam trafiał. Takie życie.
- To ja już pójdę, do widzenia Metis - pożegnał się i powoli dał dwa kroki do tyłu po czym odwrócił się i ruszył przed siebie między straganami. Jeszcze raz zatrzymał się i spojrzał przez ramię na stojącą już nieco dalej młodą dziewczynę.

---> ZT http://miasto.forumpl.net/t63-posterunek-policji
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Spokojnie?! Jakie spokojnie, myślał sobie wielce oburzony mąż słysząc, że jest gburem?
- Już ja ci dam spokojnie! - krzyknął tak, że aż się opluł. Miałby się wycofać? Był dwa razy większy (w szerz, nie w zwyż) od tego bezczelnego facecika! Już brał kolejny zamach swoim wielkim łapskiem, kiedy uwiesiła się na nim żona, która chyba zdała sobie sprawę z tego, że robi się straszna draka. I to w dodatku nie o nią, a o jej gburowatego męża! Gdyby było inaczej, to by nie oponowała.
- Dosyć, dosyć! - zaczęła krzyczeć, zgrywając tym razem dobrą żonę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Joshua Dosett
/ Ulica Dwudziesta

Było mu trochę smutno z powodu tej cholernej kawiarki, jednak rozumiał, że gdyby jednak postanowił ją ukraść, na pewno dostałby solidne lanie. Zaszedł aż na targ, by natknąć się na niemałe zbiegowisko. Tak! To było to, czego potrzebował. Wszyscy zainteresowali się draką, nie bacząc zupełnie na to, że nie pilnują już swoich kieszeni. To była doskonała okazja, żeby zdobyć trochę kredytów. A może nawet i odrobinę węgla...?
Naciągnął kaszkiet bardziej, by chociaż po części zakrywał jego twarz i wszedł w tłum gapiów, uważnie obserwując wszystko wokoło. A w szczególności szukając tych luźniejszych kieszeni, z których łatwiej będzie cokolwiek wyciągnąć.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 87
avatar
Ryan Crower
Ryan zirytował się postawą agresora, który mimo nie udanego ataku nie miał ochoty zaprzestać bójki. Sytuację opanowała żona faceta – a przynajmniej tak mu się wydawało, gdyż mężczyzna wciąż był mocno wkurzony.
- Masz coś do dodania? Czy może jednak zakończysz te żałosne przedstawienie? – rzucił zaczepnie.
Omiótł wzrokiem adwersarza. Widok rosłej sylwetki sprawił, że Ryan po raz kolejny zaczął żałować swoich słów. Postanowił jednak nie okazywać słabości.

Rozejrzał się po zebranym wkoło motłochu, który zdawał się być uradowany widowiskiem, którego byli świadkiem. Wśród tłumu pospólstwa dawało się dosłyszeć okrzyki zagrzewające do walki.
Crower przełknął gęstą ślinę zalegającą w jego ustach i zagryzł spierzchnięte wargi.

Sprawy nie miały się dobrze.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
- Puszczaj mnie, głupia babo! - mężczyzna zaczął się szarpać, próbując wyrwać rękę z uścisku żony, która musiała mieć nie mniejszą krzepę niż on, ponieważ za nic nie puszczała.
Nie wiadomo, co było gorsze: czy prowokacje Ryana, który aż się prosił o to, żeby mu obić gębę, czy może wzbudzająca niepohamowaną lawinę irytacji i złości. Kibicujący tłum nie pomagał. Gdzieś dało się słyszeć okrzyki młodych chłopaczków, którzy już zaczęli robić zakłady. Pewne było jedno- to była mieszanka wybuchowa!
- Zamknij się pacanie! - wrzasnął Gbur w końcu wyrywając rękę. Przypominał w tej chwili wściekłego byka, który tylko czeka na to, by natrzeć na czerwoną płachtę, którą niewątpliwie stanowił Crower. Na jego ruch nie trzeba było długo czekać. Szybko zacisnął swoją wielką piąchę i doskakując do mężczyzny wymierzając kolejny cios.
Ryan może zrobić kolejny unik. Rzucasz wtedy dwiema kośćmi i ich wynik dodajesz do punktów reakcji. Aby unik się udał, musisz mieć ich w sumie ponad 16. Jeśli jest mniej- niestety! Facet podbija Ryanowi oko, który widzi gwiazdy.
Ryan może jednak spróbować się bronić, bądź wymierzyć swój cios po udanym uniku! Rzucasz wtedy dwiema kośćmi a ich wynik dodajesz do punktów kondycji. Aby solidnie przylać awanturnikowi musisz mieć w sumie więcej niż 28 punktów. Jeśli się to udaje, facet przewraca się na ziemię, a jego żona zaczyna biadolić. Chyba ma za złe Ryanowi, że ten dopuścił się takiego nokautu! I zrozum tu, chłopie, kobiety.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 74
avatar
Joshua Dosett
Dosett zdążył ukraść portfel pewnemu jegomościowi. Niestety, kiedy zdążył się z nim oddalić i do niego zajrzeć okazało się, że jest pusty! A niech to szlag, pomyślał rozczarowany. Miał nadzieję, że jeszcze zdąży coś zawinąć, podczas tej całej zawieruchy. Spojrzał na "pojedynkujących się'' i uśmiechnął się do siebie pod nosem. No, ciekawe, który dostanie większe bęcki.
Ruszył przed siebie, by w końcu zatrzymać się przed stoiskiem z dzierganymi swetrami. Pomyślał o swojej najmłodszej siostrzyczce, której chyba przydałoby się coś cieplejszego.
- A coś mniejszego niż to- tu wskazał palcem na jedną z robótek, seledynowy sweterek z białym obszyciem rękawów- masz babciu?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Targ
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 27Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 14 ... 27  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-