IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Targ

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 15 ... 27  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :

Na targu można kupić niemal wszystko. Sprzyja po temu nie tylko możliwość dostawienia swojego własnego kramiku, ale także specyfika dzielnicy i jej mieszkańców, wśród których można spotkać złomiarzy, zbieraczy śmieci czy drobnych złodziejaszków. Nikogo nie powinien dziwić widok części maszyn niewiadomego pochodzenia czy skarbów już na pierwszy rzut oka nieprzynależących do ich właściciela obok zwyczajnych stoisk z warzywami i owocami lub niezbyt ładnie pachnącym przez brak lodówki mięsem. Targ niewątpliwie ma swój niepowtarzalny urok choćby dlatego, że tylko tutaj można się w końcu potargować i otwarcie wyrazić niechęć do tak wysokich cen.

cennik:
 

Na targu można też spotkać Babcię Eleonorę. Ma niewielkie stoisko z dzierganymi na szydełku serwetkami i bluzeczkami, ale nie tylko. Przy sobie zawsze ma ogromną torbę w różowe kwiatki, której strzeże jak oka w głowie. Co też takiego ma w tej wielkiej torbie Babcia Eleonora, że tak jej pilnuje? To wiedzą nieliczni, ale nie szkodzi zapytać. A może znajdzie się tam coś wystrzałowego specjalnie dla ciebie?


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Czw Mar 13, 2014 11:59 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Joel obserwował całe zajście od początku do samego końca. Ryan Crower pozbierał książki i odszedł, nie oglądając się za siebie. Przedstawienie zakończyło się i ludzie powoli zaczęli wracać do swoich zajęć.

Zajęciem Joela była obserwacja i roztrząsanie żalu, że nie wykorzystał zamieszania do swoich celów. Okazja czyni złodzieja lecz nie tym razem. Stał oparty o ścianę jednego z budynków i niespecjalnie przejmował się tym, że niektórzy przechodnie przyglądają mu się z wyraźną odrazą. Ostatnie dni były dla niego "chude" i koniecznie musiał złapać jakieś dobre źródło, z którego w razie potrzeby będzie mógł czerpać zyski. Lombard zdawał się miejscem, od którego winien zacząć poszukiwania, jedynym szkopułem było to, że z pustymi rękoma nie powinien się tam wybierać. Nie pozostawało mu nic innego jak czekać na dobrą okazję i mieć nadzieję, że Popper będzie miał dla niego jakieś zajęcie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 159
avatar
Kirk Kinkaid
Sklepik z AGD ---->

Zostawiwszy po drodze destylarkę w swoim skromnym mieszkaniu, Kirk udał się na targ, by kupić niezbędne składniki. Podszedł do stoiska ogólnospożywczego, popatrzył krzywo na ceny i w końcu poprosił o kilogram cukru i drożdże.
- Ździerstwo - rzucił, kręcąc głową, gdy podawał nieuprzejmej babie odliczoną kwotę. Zabrał, co kupił i wrócił do domu. Zabawę czas zacząć!

zt ----> Mieszkanie Kirka
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Lombard --->

Myśli Millera najwyraźniej miały moc sprawczą. Targ przemierzał właśnie osobliwy jegomość, nie bardzo pasujący do obrazka. Wypastowane buty, elegancki strój i laska. O dziwo jednak nie otaczała go zgraja żebraków, nie męczyli go nachalni sprzedawcy. Mężczyzna rozglądał się uważnie wkoło, najwyraźniej bardziej zainteresowany samymi będącymi na placu ludźmi, nie zaś wystawionym towarem. Dostrzegłszy postać Joela, dystyngowanym krokiem ruszył w jego stronę.
- Moje uszanowanie. Znajdzie pan chwilę? - Popper zapytał uprzejmie. Czy znał Millera? Nie. Przynajmniej nie z imienia. Miał jednak pamięć do osób, które czasem przynosiły do lombardu jakieś fanty. Dzięki temu, gdy potrzebował usług drobnych złodziejaszków, zawsze wiedział do kogo się zwrócić. Na targu zaś zawsze można było któregoś wypatrzeć. Tak jak i teraz.
- Papierosa może? - Wyciągnął paczkę fajek i zapalił samemu, czekając na reakcję.

Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Kirk wyglądał na człowieka którego łatwo okraść. Przyglądał mu się do momentu, gdy jego oczy nie wyłowiły w tłumie osoby, którą dobrze znał z widzenia.
- Witam pana. Mam chwilę i chętnie ją panu poświęcę. - Rozmawianie z Popperem wymagało odpowiedniego poziomu kultury, zwłaszcza jeżeli on sam w taki sposób zaczął rozmowę. Nie ukrywał na swojej twarzy zdziwienia, pozwalał aby zostało zauważone.
- Dziękuję. - Odparł, częstując się papierosem.
Zauważył od razu coś, czego spotykając się z nim w lombardzie nie miał okazji widzieć. Czarna laska z wysuwanym ostrzem.
- Weteran. - Przemknęło mu przez głowę i nabrał ostrożności na wypadek niewygodnych pytań.
- Pańska reputacja wyprzedza stawiane przez pana kroki panie Popper. - Zaciągnął się mocno papierosem - Mamy dzisiaj piękną upalną pogodę ale podejrzewam, że to nie o pogodzie chciałby pan rozmawiać z kimś, kogo reputacja pozostawia sobie wiele do życzenia. - Dodał, ściszając głos by ciekawskie uszy niezainteresowanych nie mogły dosłyszeć treści zdania. Jego twarz wyrażała zainteresowanie. W końcu i tak miał zamiar kogoś dzisiaj skroić i odwiedzić Poppera. Tymczasem mogło się okazać, że dodatkowe zajęcie samo wpadnie mu w ręce bez większego wysiłku. Dzień zaczynał się dla niego obiecująco.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
Sergius zmrużył z zadowolenia oczy, słysząc, że wybrany przez niego człowiek, któremu to przecież chciał zlecić nie byle jaką misję, nie jest skończonym kretynem, jakich pełno włóczy się tu po ulicach, a osobą, która to nawet umie się wysłowić. Świetnie, świetnie. Pomyślał, kiwając głową nieznacznie i odpalając sobie i rozmówcy papierosy.
- Myśli pan? Jakoś nigdy nie zwróciłem uwagi. - Popper uśmiechnął się kącikami ust i również zaciągnął papierosem. Lustrując spojrzeniem Millera, słuchał jak ten prawi coś o pogodzie. To jednak na co w głównej mierze Sergius zwracał uwagę w tym momencie to wygląd i postura mężczyzny. W końcu szukał kogoś do konkretnej roboty.
- Właściwie, to ta właśnie reputacja mnie sprowadza. Rzekłbym, że czyni ona z Pana osobę, której mógłbym zaproponować korzystną umowę... Lubi Pan się czasem powłóczyć po slumsach? Porozglądać się za damulkami? - Głupie pytanie. Kto nie lubi, prawda? Można jednak było wywnioskować z tego dokładnie to, czego od Millera chciał Popper. Teraz trzeba było już jedynie czekać na reakcję. Sierioża zapatrzył się gdzieś w przestrzeń i wypuścił ustami kilka kształtnych okręgów z dymu.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Słuchał bardzo uważnie, ważąc w myślach każde usłyszane słowo. Włóczenie się za damulkami jawiło się mu jako zajęcie wymarzone, w sam raz dostosowane do jego potrzeb. Kwestią sporną mogła być zapłata lub warunki zlecenia, a tego z domysłów wolał już nie czerpać. Nie był to jednak moment na ustalanie wynagrodzenia ani omawianie większej ilości szczegółów. Spojrzał na Poppera, kolejny raz zaciągając się papierosem.
- Wszyscy lubią włóczyć się za kobietami, zwłaszcza jak są młode i obdarowane urodą. Jak do tego dochodzi jeszcze zapłata to żyć nie umierać.
Popiół z fajki spadł i roztrzaskał się o kamienny plac targu. Joel oderwał się na chwilę myślami od prowadzonej rozmowy, jednak zreflektował się szybko, nie pozwalając sobie na dalsze przemyślenia. Wzrokiem błądził teraz po targu, szukając dodatkowego zajęcia. Zaczynał doskwierać mu głód, a pieniądze zostawił w domu.
- Czyje plecy powinny urosnąć o dodatkowy cień? I na jak długo?
Wchodził w to. Robota widziała mu się mało lukratywna, ale na początek będzie musiała wystarczyć. Joel miał wrażenie że bóg zesłał mu nogę, której powinien się kurczowo trzymać przez jakiś czas wygodny dla nich obu.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
-Zakochana w slumsach Pani z pierwszej strefy. Emily Black. - Popper nieco nachylił się w stronę rozmówcy i ściszył głos, choć w tym całym zamieszaniu jakie panowało na targu i tak mało kto zwracał na nich uwagę. Do rąk Millera powędrowała koperta zawierająca odbitkę zdjęcia przedstawiającego kobietę, oraz 15 kredytów - dość pokaźną sumkę jak na warunki w slumsach.
- Trzeba mnie informować o każdym ruchu tej kobiety. Chodzić za nią jak cień, niekoniecznie tylko po tej dzielnicy... i pilnować by nie spadł jej włos z głowy. Przynajmniej do czasu... Nie wiem jak długo, ale jeśli będzie się to przedłużało, proszę się nie martwić. Nie pozostanie Pan bez środków do życia. - Sergius uśmiechnął się, na moment zerkając w stronę pobliskiego kramiku i z udawanym zainteresowaniem przyglądając się oferowanym towarom.
- Raporty może przesyłać Pan listownie na adres lombardu. Natomiast... potrzebował bym jakieś namiary na Pana, tak gdyby coś miało się zmienić, lub gdyby była jakaś warta uwagi informacja. - Właściciel lombardu wrócił spojrzeniem do Joela, przy okazji dopalając swojego papierosa, rzucając niedopałek na ziemię i przydeptując go butem.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Sprawnie odebrał kopertę i pieniądze, chowając je w kieszeń swoich spodni.
- Rozumiem. Umowa stoi.
Trafiło się ślepej kurze ziarno Joel. - Był zadowolony i okazał to półuśmiechem, który szybko zbladł. Nie chciał podawać mu swojego adresu ani żadnych dawnych. Czuł jednak, że musi. Wszak zapłatę już przyjął i jakby nie patrzeć ryzyko może się mu opłacić. Rozejrzał się wokół, szukając czegoś wokół swoich stóp, sekundę później schylał się już i podnosił drobinkę węgla, idealnie nadającą się do pisania po papierze. Wyjął kopertę i wyciągnął z niej zdjęcie Emily Black. Rzucił przelotnie spojrzeniem na jej twarz, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok nieco niżej.
- I ona z tymi cyckami nie boi się tutaj szwendać? - Rzucił mimowolnie do siebie pod nosem, w myślach bawiąc się scenariuszami zdzierań bluzki. - To albo jest głupia, albo odważna. Wie pan gdzie widywano ją najczęściej? - Dodał, tym razem już głośniej i bezpośrednio do Sergiusa. Fajka była niemal wypalona. Odrzucił ją na bok, nie interesując się zadeptaniem żaru. Węglem zapisał na kopercie swój adres, podając ją zaraz Popperowi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Świetnie. - Skwitował zawarcie umowy kiwnięciem głową. W jego głosie dało się jednak wyczuć zadowolenie. Przez chwilę obserwował, jak Joel schyla się po kawałek węgla. No cóż. Mógł mu użyczyć swoje pióro, ale jak kto lubi. Fakt jednak, że pan Miller umie pisać sprawiał, że warto nieco więcej dowiedzieć się o jego osobie. Popper zanotował tą uwagę gdzieś w swojej pamięci.
- No najwyraźniej nie. Głupia dziewuszka. Niestety... chwilowo trzeba nam robić też za jej aniołów stróżów. O taką uroczą inwestycję trzeba dbać. - Uśmiechnął się pod nosem, przestawił laskę i oparł na niej cały ciężar ciała, nieznacznie odciążając ranną nogę. No cóż, robił to czasem całkiem mimowolnie.
- Gdzie widywano? W tym momencie nie mam jeszcze takich informacji, na dniach jednak powinienem przysłać panu list z pokaźniejszą ilością danych na temat tej ślicznotki. Tak więc proszę sprawdzać pocztę. - Przyjął kopertę z zapisanym adresem. Miał głowę do takich rzeczy, wystarczyło mu więc jedynie rzuceniem okiem, by zapamiętać nabazgrany na papierze adres. Bez ceregieli podarł kartkę na drobniuteńkie kawałeczki po czym pozwolił unieść je w świat silniejszemu podmuchowi wiatru.
- Jakieś jeszcze pytania, czy może się Pan już zabierać do pracy?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
Kiwnął głową na znak, że rozumie brak informacji.
Widać zlecenie świeżutkie, kute na gorącym ciągle piecu. To będzie intrygujące doświadczenie.
- Nie, nie mam już żadnych pytań. Miłego dnia panie Popper.
Joel odwrócił się i poszedł w kierunku jednego z kramów. Był głodny i miał zamiar najeść się do syta. Raz jeszcze zerknął na zdjęcie i schował je, wyraźnie się przy tym uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
- Miłego dnia, Panie Miller. - Odpowiedział Joelowi tym samym i ponownie kiwnął głową, tym razem w ten sposób przyjmując brak dodatkowych pytań odnośnie zlecenia. Dobrze. Obaj mogą więc już teraz wracać do pracy. Popper przez moment jeszcze obserwował oddalającego się złodziejaszka, po krótkiej jednak chwili westchnął głębiej i ruszył się z miejsca, przedzierając przez wiecznie obecny na targu tłum, kierując się zapewne w stronę swojego lokalu.

---> Lombard
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 391
avatar
Joel Miller
- Jeden chleb i drożdżówkę z jabłkami.
Nie cackał się w uprzejmości, zwłaszcza że sprzedawca przy kramie z pieczywem nieraz wchodził już z nim w niepotrzebne zatargi. Nie znosił go, prawdę mówiąc. Z wydaną resztą przemieścił się ku kramowi ogólnospożywczemu.
- Poproszę dwa kilogramy cukru, kilogram kawy i kilogram ryżu. Do tego jeszcze litrę mleka.
Nigdy nie mógł sobie pozwolić na tak obfite zakupy w ciągu jednego dnia. Był zachwycony. Opuścił targ, kierując się w stronę swojego domu.

zt --> Ulica dwudziesta
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 105
avatar
Solara "Sol" Sandwalker
Z obrzeży --->

Zazwyczaj gnieżdżące się gdzieś na obrzeżach siostrzyczki musiały czasem pojawiać się też i w samym mieście. Nie ma się co oszukiwać, przyciągał je tu głównie głód, nie zawsze bowiem dało się znaleźć coś jadalnego w zamieszkałych przez nie zgliszczach starego świata. Dobra zabawa, szukanie informacji i szansa na łatwy zarobek też jednak odgrywały w tym pewną rolę.
- Nuuuudze się!!! - Sol podniosła głos, a kilka z przechodzących obok osób aż poderwało się, rozglądając niepewnie. Sandwalker wlekła się za Bellą, marudząc w kółko. Bo ile można latać po tym zapyziałym placu wśród śmieci, karaluchów i bandy idiotów? I to wybierając jakieś, pożal się boże, jedzenie. Zupełnie jakby nie mogły go ukraść.
- Spider... nudzę się... proszę. Zróbmy coś. Cokolwiek. O, chociażby ten kramik można by rozpierdolić, co? - Zerknęła na siostrzyczkę z wyjątkowo błagalną minką. Od ostatnich przygód w szpitalu dla czubków minęło już trochę czasu, a że od tamtej chwili nie zdarzyło się nic interesującego, Solara cierpiała więc na brak ekscytujących przeżyć. No i jeszcze skończyły jej się słodycze. Naprawdę, jak szybko nie dostanie cukru, albo zastrzyku adrenaliny, to będzie nie do zniesienia.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 159
avatar
Kirk Kinkaid
---> Mieszkanie Kirka

Wpadł na targ, jakby ktoś go gonił i od razu pobiegł do dziada z butelkami.
- Panie, pięć butelków! - zażądał, zdyszany. - Tylko żeby ładne! - Otrzymawszy upragniony towar, potargował się nieco, z czego oczywiście nic nie wyszło, i wrócił do domu.

---> Mieszkanie Kirka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 96
avatar
Preshea Vallance
<--- [Obrzeża]

Plecak na ramionach, czujny i wzrok przerywane zainteresowanie poszczególnymi stoiskami. Trudno uwierzyć, że dopiero teraz wybrały się na miasto. Kryjówka w szpitalu psychiatrycznym była idealna, ale trzeba było w końcu pokazać się ludziom! Tak naprawdę przez cały czas zastanawiała się o co chodziło z tymi zapiskami doktora. Wspomniał kilka nazwisk. Shea nie mogła dojść z tym niby-żyjącym robotem do ładu. Czy potrafiłaby skonstruować taką machinę kiedy myli się przy swoich wynalazkach o krok od osiągnięcia nieziemskiego sukcesu?
Trzymała się raczej z tyłu przystając przy jednym, drugim stoisku. Nie miała w głowie nikogo okradać. Zyskała przecież ostatnio całe dziesięć kredytów, za które to bez przejęcia mogła kupić dziewczynom i sobie trochę jedzenia. Gdyby wypowiedziała te słowa na głos, pewnie dostałaby w łeb od Solary. Co innego łącząc słowa - słodycze za pieniądze. Słysząc to pierwsze, wszystko inne w magiczny sposób znika.
Zatrzymała się przy stoisku z owocami. Przyglądała się wszystkiemu z zainteresowaniem. Miała wybrać trzy jabłka i zaraz wrócić do dziewczyn, ale przyszła jej jakaś dziwna myśl do głowy.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się od ucha do ucha pełna energii Sky. - Mogę... kupić to jabłko... - wskazała na jedno z nich. - I to, i to...? - wskazała dalej na te owoce, które wydawały jej się najlepsze. - I zapytać o coś jeszcze? - dodała zniżając głos do półszeptu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 57
avatar
Arabella Friery
/

A prosiła Solarę, by nie zwracała na siebie uwagi. Miały wejść do miasta jako typowe, szare obywatelki miasta. Jednak z Sol zawsze wszystko było trudne. Spider tylko zmrużyła oczy, kręcąc głową i próbując się nie wkurzyć. Tym bardziej, że siostrzyczka nie dawała za wygraną. Na każdym kroku uprzykrzała wycieczkę najstarszej siostrze. Nie mogła się uczepić Sky? Przynajmniej Spider nie bolałaby głowa i mogłaby pomyśleć. W końcu jednak zatrzymała się gwałtownie i były szanse, że Słoneczko na nią wpadła.
- Uspokój się! Idź, idź rozpierdol, ale ja cię z paki nie będę wyciągać. Chcesz się zabawić? To na co czekasz. Nie musisz mieć mojego pozwolenia. Ale pamiętaj, że zabawa będzie krótka i jednorazowa. Proszę.
Wskazała ręką na kramik i wyminęła Sol, by zorientować się gdzie zniknęła Sky. Tak, oczywiście przy stoisku z jedzeniem. Spider rozglądnęła się po straganach i powoli ruszyła w kierunku blondynki. Przy niej to chociaż spokojniej będzie. A jeśli Sol postanowi zrezygnować z zabawy i dołączy, to może uwiesi się na ramieniu Vallance?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Na targu, jak to na targu, cały przekrój ludzi mieszkających w Slumsach. Przy stoisku z warzywami starsza dama rozmawiała żywiołowo z równie wiekową handlarką.
- Pani droga, co za skandal! - lamentowała klientka. - Ten pacykarz, O'Shea, znowu latał po mieście jak menel jaki!
- W dupie mu się poprzewracało, ot co! - rzuciła z niezadowoleniem przekupka. - Do roboty by się wziął! - Chrząknęła i splunęła z obrzydzeniem pod nogi. - Kapusta ładnie, patrzy pani, jakie liście duże.
- Niech będzie - przytaknęła. - Ano, ciężka praca od razu by mu ze łba wybiła te wszystkie dziwki i pijaństwo! - Pokręciła głową z niezadowoleniem. - Kilo kartofli jeszcze, kochanieńka.
- Proszę, miła pani. - Nałożyła, co sobie starsza dama zażyczyła i kontynuowała. - Ja w gazecie czytałam, że te bogate to leją swoje baby! - zawołała, odrobinę tylko przekręcając wyczytaną plotkę. - Tam, w Kronice, wszystko jest! Może jabłek jeszcze?
- Nie, jabłka mam. - Odliczyła odpowiednią kwotę i podała handlarce. - Bo to mąż musi swoją babę krótko trzymieć, jak przyleje raz drugi, to ta się nauczy, żeby nie łazić, gdzie nie powinna.
- Przed wojną to lepiej było. Dziewuchy trzymały nogi razem, a i chłopy jakieś takie bardziej męskie były. - Westchnęła głośno i szybko przeliczyła pieniądze. - Coś jeszcze pani sobie życzy?
- Zdrowia, pani, bo to tylko ważne!
- Ano, to zdrowia! - przytaknęła.
Pożegnawszy się kolejnym lamentem, jakie te bogate niewychowane i rozbestwione, klientka poszła w swoją stronę, a handlarka na powrót poczęła układać zgniłe jabłka pod zdrowymi.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
---> Fabryka rur

Oczywiście że usłyszał przekupki słychać było je na pół targu. Plotkary jedne jak jakieś Emmy dwie. Co robił na targu? Jak każdy nic nadzwyczajnego oglądał, kupował, właściwie to szedł do pana z długą brodą. Słysząc kobiety przypomniał sobie dziewczynę której utytłał sukienkę. Ale kto by się martwił pewnie ze trzy takie ma w szafie, dama jedna.
- Koła zębate, śrubki - szeptał pod nosem rozglądając się po stoiskach - koła zębate, śrubki, koła zębate, śrubki - powtarzał po cichu.
Podrzucał w dłoni niewielką nakrętkę, jakby właśnie to do niej szukał śrubek.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 159
avatar
Kirk Kinkaid
Cieciówka --->

Kirk zabrał ze sobą butelkę z próbką jego cudownego napoju, by wracając wpaść do pana Poppera, i ruszył na zakupy. Słysząc przekupki przeklął brzydko pod nosem. Nic, tylko by się te baby czepiały!
W myślach liczył, ile cukru i drożdży kupić, by wszystko wyszło, jak trzeba, ale dość opornie mu to szło. Wtem zobaczył znajomą twarz. Red chyba rozmawiał sam ze sobą... No cóż, każdy czasem potrzebuje porady eksperta.
- Dobry! - zawołał radośnie do znajomego. - Co tam tak gadasz pod nosem? - spytał ciekawie, poprawiając wysuwającą się spod pachy butelkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Zacisną nakrętkę w dłoni którą jeszcze przed momentem podrzucał.
- Ooo Kirk - rzucił z uśmiechem wyrwany z myśli o śrubkach i ich wkręcaniu. Lubił tego faceta, zawsze można było z nim pogadać. A gadanie z facetem znacznie lepiej mu wychodziło niż z cyckami.
- Aaa po śrubki szedłem - dodał, a jego wzrok mimowolnie podążył za butelką, która niemal wyrywała się na zewnątrz marynarki, krzyczała "spróbuj mnie' spróbuj mnie". Ponownie uśmiechnął się cwaniacko.
- W fabryce maszyna padła, a na targu czasami można znaleźć taniej i lepsze, a ty co? - kiwną głową w kierunku marynarki.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 159
avatar
Kirk Kinkaid
- Po śrubki - powtórzył, kiwając głową ze zrozumieniem. - Dziad, ten siwy z brodą, chyba się nie zna, bo czasem sprzedaje sprawne rzeczy za bezcen. - Wskazał dłonią stoisko rzeczonego dziada i uśmiechnął się od ucha do ucha widząc, że Red patrzy na butelkę. Wyjął ją ostrożnie spod pachy i pokazał koledze.
- Zobacz, jaki bimberek ładny - zaprezentował. - Nudzę się, to pomyślałem, że coś pożytecznego zrobię. Do Poppera idę, może by chciał, to i trochę kasy wpadnie na boku. - Duma go rozpierała i nie dało się tego ukryć. - Chcesz spróbować? - spytał, odkręcając butelkę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
- Dlatego ide do niego, to dobry człowiek, a czasami ma coś czego nie mają w sklepie, nie wiem skąd to bierze.
Potem zamyślił się na chwilę.
- Popper, Popper aaa wiem u niego też bywam - och faktycznie Kirk był dumny, było widać że cieszy się z tej butelczyny jak z własnego dziecka, no i skoro zaproponował, nie wypadało by nie spróbować. Smutno mu by było. Dlatego Red wyciągnął rękę po butelkę. Sam rzadko pijał ale poczęstowany nie odmawiał.
Zaciągnął się aromatem wydobywającym się spod nakrętki. Pokiwał z uznaniem głową, a potem przechylił butelkę i upił spory łyk.
- Uhhhhh - skrzywił się po czym chuchnął - mocna - dodał wypuszczając opary na zewnątrz - mocna, znaczy dobra.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 159
avatar
Kirk Kinkaid
Widząc reakcję na bimber, uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to w ogóle było możliwe. Czekając na opinię, przestępował nieco nerwowo z nogi na nogę, a gdy w końcu jego domowej roboty alkohol został pochwalony, siłą i godnością osobistą powstrzymał się od rzucenia się Redowi na szyję. Z radości, oczywiście.
- Ano, mocne. - Pokiwał głową. - Wpadnij kiedy do mnie, więcej tego mam, to się napijemy. - Odebrał swoją butelczynę i sam się napił. Skrzywił się nieco mniej niż Red, bo wprawa w spożywaniu alkoholi wysokoprocentowych robi swoje, chuchnął i na powrót się uśmiechnął, chowając bimber za pazuchę. W końcu wytwarzanie alkoholu było nie do końca legalne, więc lepiej za bardzo na siebie uwagi nie zwracać. Na co komu kłopoty?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1172
avatar
Red Ryder
Uśmiechnął się jeszcze raz do Kirka. No tak wprawę miał większą. Raz że produkował, a dwa że Red nie maił zbyt wielu kompanów, był raczej samotnikiem unikającym bliższej przyjaźni. Nie wiadomo dlaczego, od czasu wypadku taki był, być może ze bał się przeszłości, kto wie.
Zamyślił się po czym rzucił.
- aaa właściwie to czemu nie - rzucił z entuzjazmem. Jednak zaraz spoważniał, No tak nie ma co się obnosić, jeszcze Kirk pomyśli ze się tym jednym łykiem upił i zrezygnuje z jego towarzystwa. Po co mu taki pijok.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 159
avatar
Kirk Kinkaid
Kirk by raczej nie pomyślał, bo robi to bardzo rzadko, więc Red nie miał się czego obwiać.
- No, to jesteśmy umówieni! - ucieszył się. - Ja tam całe dnie w mojej cieciówce siedzę, bo i co innego mam do roboty, to przyjdź kiedy po robocie, bimberek będzie czekał. - Pan Kinkaid był zachwycony faktem znalezienia kompana do kieliszka. Ileż to można w samotności pić?
- To ja lecę, muszę cukier kupić. I drożdże. Bo ten, mało ostatnio wziąłem - powiedział, przypominając sobie w końcu, po co właściwie przyszedł na targ. - To do zobaczenia! - rzucił i już go nie było. Bimber wszak sam się nie zrobi!
Kupił cukier, pomarudził nieco, że drogo, drożdże i jeszcze dwie butelki. Tak na wszelki wypadek. Z zakupami udał się do lombardu.

---> Lombard
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Targ
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 27Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 15 ... 27  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Slumsy-