IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Chimera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 14 ... 25  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin
First topic message reminder :


o lokalu:
 

menu:

ŚNIADANIA
Wypiekany chleb z labanem i hummusem oraz herbata z habaku - 1K
Tysije (cieciorka, masło, czosnen, sezam i chlebowe grzanki)
Mocna, czarna, mielona kawa z ciastkiem - 0,35K
herbata z habaku - 0,15 K
Hummus, małe wypiekane chlebki, sałatka oraz kawa - 1K

OBIADY
Pastilia (doprawiony kurczak smażony z cebulą, zapiekany w cieście z sosem i jajkami oraz posłodzonymi migdałami)- 1,5 K
Zupa z soczewicy i pomidorów oraz hercha - 1,K
Marchewkowa zupa krem oraz hercha - 1K
Rosół na mięsie z kurczaka - 0,5K
Rosół na mięsie z kuropatwy - 0,8K

PRZYSTAWKI
Sałatka (suszone pomidory, sałata, papryka, kuskus)- 0,3K
Podsmażane na maśle grzanki - 0,2K
Hummus i małe, wypiekane chlebki - 0,3K

DESERY
Miodowe ciastka z kruchego ciasta w posypce cukrowej (3 szt.) - 0,3 K
Owocowy pudding z posypką migdałową - 0,2K
Kulki sezamowi-migdałowo-anyżkowe z domieszką cynamonu (5 szt.)

ALKOHOLE:
Wino (czerwone, białe, różowe)- 0,7K kieliszek
Nalewka cytrynowa - 0,3 K kieliszek
Rum - 0,6K szklanka


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Pią Maj 15, 2015 8:51 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 503
avatar
Emma Cassell
- Dam, oczywiście.
Odpowiedziała i kiwnęła głową, by następnie pozwolić sobie na dopicie wina, które jeszcze w kieliszku pozostało. Miała nadzieję, że nie będzie żadnych problemów.
Wolałaby się nie wikłać w żadne, ale chyba było już na to zapóźno? Uwikłała się w problemy wraz ze zgodą na propozycję Marchanta. Propozycję, która przecież z początku nie wiązała się z Crowem, Fechnerem i resztą. Emma miała robić coś innego. Dlatego też nachyliła się nad stołem, odstawiając kieliszek.
- Kiedy planuje pan zająć się naszymi pierwotnymi planami?
Zapytała ogólnikowo, nie chcąc mówić o szczegółach w sali pełnej innych gości. A autorce tak strasznie wyszedł ten post, aż go już zakończy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Prowadził tu teraz nie do końca potajemną rozmowę, nie do końca w cztery oczy, z dziewczyną, która przypominała mu raczej siostrę czy córkę. Coś w postaci Emmy mówiło, że trzeba się nią zająć zamiast wkładać w jej dłonie broń, którą niewątpliwie była odpowiedzialność i informacja. Odpowiedzialność nie tylko za siebie i jakiegoś tam redaktorzynę. Informacja, która sięgnie pewnie tak daleko, że panna Cassell będzie żałować tej dorosłej gierki.
- Przed końcem tego roku. - A to już niedługo. W kącikach oczu pojawiły się zawsze obecne przy takim grymasie, jednak wyraźniejsze z biegiem czasu zmarszczki. Henry pokierował rozmowę ku końcowi w niezobowiązujący sposób. Nie trwało to długo, zwykła rozmowa między dwoma pracownikami. Henry zamówił dla Emmy taksówkę, regulując za nią rachunek.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
< Marchantowo

Miała tyle do zrobienia! Wychodząc z domu ucałowała Williama w czółko. Pogruchała do niego, pogaworzyła, połaskotała po brzuszku, pobawiła się przez chwilę w rączki-rączki. Właściwie, to żegnała się z nim dobre pół godziny.
Udała się do Chimery, gdzie zamierzała posprawdzać swoich pracowników. Przede wszystkim kucharzy, czy się nie opuszczają, czy nadal gotują tak dobrze i czy nie upraszczają jej przepisów. Wszystko musiała mieć pod kontrolą. Potem kelnerzy i kelnerki, cały personel.
Zmierzyła spojrzeniem najbliższe osoby, które mijał kierując się na zaplecze, do swojego małego gabinetu. Czekała tam na nią sterta dokumentów ułożona obok porcelanowych, błyszczących figurek wesołych kotków. Bawiły się wesoło ze sobą lub porcelanowymi kłębuszkami, które stanowiły część odlewu. Fanny bardzo lubiła tę swoją kolekcję, toteż znalazła dla nich miejsce zarówno w sypialni, jak i na barowych półkach Chimery.
Po pół godziny przeglądania papierów, sprawdzania brakujących produktów i wypisywaniu zamówień wyszła na salę, by poprosić barmana o kieliszek wina.
Wtedy rozległ się odgłos syreny alarmowej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
/Początek

Odette postanowiła odwiedzić nowo otwartą restaurację pani Marchant. Była zdziwiona, że żona Henryka zdecydowała się otworzyć lokal w drugiej strefie, ale ciekawość zwyciężyła nad niechęcią i panna Pirce pojawiła się w Chimerze. Dzienna, acz elegancka sukienka z matowego, szarego materiału jej projektu, komponowała się ze skórzanym paskiem i cienkimi rękawiczkami. W drugiej strefie przecież kręcą się biedacy! Jeszcze by się czymś zaraziła! Skąd miała wiedzieć, czy Fanny Marchant dbała o higienę w tym przybytku.
Chciała zaprosić tutaj matkę, ale uznała, że miejsce jest za mało wykwintne, choć najpierw musiała to sprawdzić. Jeżeli menu będzie znośne - może przyjdzie tutaj z rodzicielką, a przy odrobinie szczęścia porozmawiają z Henrykiem, którego starsza Pirce bardzo lubiła i szanowała.
Odette usiadła przy stoliku i otworzyła kartę dań. Po krótkim namyśle zamówiła na początek sałatkę, a do tego musujące wino. Zdążyła wziąć pierwszy łyk przyniesionego alkoholu, kiedy usłyszała syrenę, której tak bardzo nie lubiła. Momentalnie sama się na siebie zezłościła, że jak głupia poszła do drugiej strefy. Jak niby miała dostać się teraz do domu?! Jeszcze zamiast wybrać się tutaj z szoferem to uznała, że jest całkiem ładna pogoda na spacer.
Dojrzała właścicielkę Chimery przy ladzie barowej, toteż wstała i podeszła do niej z kieliszkiem w dłoni ozdobionej kilkoma pierścionkami.
-Witaj Fanny, mam nadzieję, że Chimera jest dobrze zabezpieczona przed burzami?-uśmiechnęła się, ale niezbyt przyjemnie. Denerwowało ją to, że utknęła w gorszej strefie, z kobietą, która uwiodła podstępem (na pewno podstępem, przecież normalnie kto by się na nią spojrzał?!) najbardziej pożądanego kawalera w Neoziggutacie. Odette nadal nie mogła przeżyć tego, że Henryk nie jest już stanu wolnego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Barman właśnie podawał jej kieliszek, kiedy rozległo się wycie syreny. Zacisnęła zęby biorąc głęboki wdech. Jakby burza piaskowa nie miała kiedy się rozpocząć. Zacisnęła palce na nóżce kieliszka myśląc o tym, że nie jest przy Williamie. Szybko zaczęła się denerwować. Powinna jak najszybciej stąd wyjść, wrócić do domu. Nie miała jednak szans, by zdążyć.
Część osób, którzy przebywali w Chimerze zaczęła ulatniać się do swoich domów. Nic dziwnego, nikt nie chciał utknąć gdzie indziej. Fanny skinęła głową ku jakiejś kelnerce, która posyłała jej pytające spojrzenia. Dziewczyna mieszkała niedaleko. Zdjęła fartuch i wybiegła z lokalu. Marchantowa odwróciła się w stronę krawcowej, która się do niej odezwała. Zmrużyła lekko oczy widząc jej nieprzyjemny, głupawy uśmieszek.
- Nie inaczej jak inne lokale - odparła. Starała się brzmieć spokojnie, choć wcale się tak nie czuła. Podczas poprzedniej burzy straciła dwie szyby w oknach.
Gdyby mogła poznać pełne zazdrości i jadu myśli Odette, pewnie sięgnęłaby po miskę z zupą i wylała wszystko na jej pustą głowę!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Utknęły. Razem. O maszyno, najświętsza maszyno! Ta modliszka żywiąca się plotkami i wigorem Henry'ego Marchanta i najbardziej utalentowana projektantka Zigguratu w lokalu o nieunormowanej, jeszcze niezbyt korzystnej, w zasadzie zerowej, sławie. To, że zaglądali tutaj lepsi mieszkańcy miasta Fanny zawdzięczała jedynie nazwisku męża.
-Mam nadzieję, bo nie zdążę wrócić do apartamentu.-powiedziała rozgoryczona. Usiadła przy barze, bo zwątpiła w dostarczenie swojej sałatki. Z drugiej strony gdyby podczas takich sytuacji restauracja działała całkiem sprawnie to by to wiele mówiło o profesjonalizmie.
Założyła nogę na nogę i popatrzyła się po ulicy, gdzie ludzie ruszyli do swych domów. Z jednej strony cieszyła się, że jest już pod dachem, a z drugiej wolałaby dach swojego apartamentowca i solidne okna.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Czy mogło stać się coś gorszego od tego, że właśnie zaczynała się piaskowa burza, ludzie panikowali a ona nie była z synkiem w domu? Oczywiście! Utknęła w Chimerze z Odette Ivy Pirce. Krawcową, która pewnie niezdrowo interesowała się jej mężem i szyła złote gacie.
- Pewnie mało kto zdąży - westchnęła ciężko a dłoń, w której trzymała kieliszek zadrżała lekko. Nie miała pojęcia, czy okna wytrzymają. Nie wiedziała jak silna może być burza ani jak długo będzie trwać. Chyba jeszcze się jej nie zdarzyło by tak bardzo chciała być ze swoją , dziwaczna bo dziwaczną, ale rodziną. Już, już miała wrażenie, że zaczyna wiać. Chociaż nawet nie spoglądała w okna.
Barman również miał nietęgą minę. Pewnie zastanawiał się, czy trzeba będzie zabezpieczyć drzwi stołami.
- Podaj drugi kieliszek - poleciła mu Fanny.- Sobie z resztą też weź.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Przez moment przeszło mi przez myśl, że mogłyby się polubić, ale... Nope. To się nigdy nie stanie. Przynajmniej dopóki Fanny była żoną Henryka. Może Odette powinna tej zołzie odbić męża? I tak z nią flirtował, trzeba mu kiedyś rzucić konkretniejsze wyzwanie.
Napiła się, udając, że wcale się nie boi. Bo to pierwsza burza w jej życiu? Tylko, że zawsze miała szczęście spędzić ją w domu...
-Cóż... W takim razie trochę tu spędzimy. Nie trzeba dodatkowo zabezpieczyć okien?-zaczęła udawać głupio-mądrą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Barman wziął dwa kieliszki i do nich również wlał wina. Z kuchni wyszedł kucharz, by pomóc drugiemu kelnerowi zabezpieczyć drzwi i okna. Był zdenerwowany, ponieważ miał w planach zabrać wieczorem żonę i dzieciaki do kina. Burza wszystkie te plany mu pokrzyżowała. W dodatku nie miał jak wrócić do domu. Zakasał rękawy i zaczął zdejmować ze stolika zastawę.
- Powinnam zadzwonić do Polly. Ale pewnie nie dam rady się dodzwonić - zaczęła zastanawiać się na głos. Martwiła się o swoje dziecko przeokrutnie. A Bubuś? No i gdzie był Henry? Oby tylko zdążył gdzieś się przed tym całym galimatiasem i piachem schować. Dłoń znów zadrżała, ale dzielnie uniosła kieliszek by przytknąć go do ust.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
Odette chwilę milczała, popijając swoje wino. Zastanawiała się czy matka jest bezpieczna w swoim apartamencie i czy jej służące wszystko zabezpieczyły. Jeszcze tego brakowało, by jej szkice zostały zniszczone. Westchnęła.
-Jak zadzwonisz teraz to możesz jeszcze zdążyć. Jak burza uderzy to linie mogą zostać zerwane.-odezwała się. Jednego Fanny współczuła. Że nie może być teraz z synkiem. Może i Odette nie miała dzieci, ale domyślała się jakie nerwy targają teraz panią Marchant.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- Może rzeczywiście powinnam spróbować... - powiedziała, już nieco ciszej. Upiła kolejny łyk wina i wstała z krzesełka, by udać się na zaplecze. W gabineciku miała telefon. Weszła do środka myśląc o tym, że jeśli okna nie wytrzymają, to trzeba będzie to wszystko przeczekać tutaj. Miejsca było wystarczająco na te ewentualne kilka godzin.
Podniosłą słuchawkę i wykręciła numer, by połączyć się z apartamentem. Niestety, połączenie nie mogło zostać zrealizowane. Spróbowała więc drugi raz. A potem trzeci i czwarty, aż w końcu cisnęła słuchawką w blat biurka.
- Szlag...!
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Klientela Chimery uznała, że nic tu po nich. Co prawda zostały może trzy, cztery osoby, jednak większość ewakuowała się w sobie tylko znane miejsce. Pracownicy restauracji uwijali się zgodnie z poleceniami swojej szefowej. Stoliki zostały wyczyszczone. Nie ruszyli oczywiście tego, przy którym siedziała Odette.

Odette, K6:
- 1,3 - Jedna z szyb zostaje uszkodzona. Do środka dostaje się sporo piachu.
- 2,4,6 - Na razie jest w miarę bezpiecznie. Obsługa zabezpiecza wejście i szklane witryny.
- 5 - Ogromny huk. Wszyscy obecni w Chimerze widzą jak iskrzą się w ciemnościach kable elektryczne. Nie ma prądu.

Fanny, K6:
- 1,6 - Jesteś w gabinecie, próbujesz dodzwonić się do domu, aż tu nagle wiatr, piasek i kto wie co jeszcze, rozbijają szybę.
- 2 - ...odłamki szkła lecą w twoją stronę. Wbijają ci się w lewe ramię. Jak bardzo? O tym w następnym poście.
- 3,4,5 - Nic się nie dzieje.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 94
avatar
Frederick Quinn
/ początek

Fred pewnie miał dłuższe posiedzenie w łazience albo musiał wszystko wysmarkać, bo coś go ostatnio złapało i nie było to bogactwo. Musiał posiedzieć w łazience, jakoby to miało mu pomóc w ogarnięciu rzyci (hehe).
I nie mógł wyjść, bo drzwi jakoś takie niedorobione były. Chamsko ogólnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
1

Odette to już siedziała przy barze, ale okej. Dopiła swoje wino do końca, miała już prosić o dolewkę, kiedy burza rozpętała się na dobre i zaraz w oknie pojawiła się dziura. Piasek zaczął wirować po sali.
-Fanny...!-zdążyła krzyknąć, co by zaalarmować właścicielkę, nim nie zaczęła kaszleć. Piasek dostał jej się do ust. Ruszyła się od razu z miejsca i zaczęła truchtać w stronę korytarzyka, gdzie zniknęła Fanny. Może tam nie było okien?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Fred sam był niedorobiony. A drzwi był doskonałe, ponieważ robił je stolarz, który robił nowe stoły u Marchantów. Trwałe. Takie, które się nie zarwą po kilku pchnięciach.
Fanny usłyszała krzy, a wcześniej łoskot towarzyszący tłuczonemu szkłu. Klnąc pod nosem wybiegła z gabinetu. Widząc, co się zaczęło dziać, aż się za głowę złapała.
- Trzeba to zasłonić! - zawołała. Zacisnęła powieki, przysłoniła twarz ręką. Piach wirował po pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 94
avatar
Frederick Quinn
W końcu Fred załapał, jak te drzwi się otwiera. Dobrze, że zdążył dupsko ogarnąć, żeby potem nie latać, choć kto wie czy lewatywa na sucho swoje nie zrobi.
Niemniej, Quinn jak wylazł to pewnie chciał się odezwać do którejś z kobiet, ale jednak kwestia i chęć zakrycia dziury czy zapchania (ale nie laską, bo to nie jelitko) była większa, więc może mu się uda? Ale tak, by go ten piach nie przedziurawił czy coś?
Co z tego, że Fred wyglądał na samobójcę w tym momencie. Może był?
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Taka sytuacja. Quinn z jeszcze ciepłym, świeżo podtartym tyłkiem pchał się prosto w stronę dziury powstałej na skutek zderzenia piasku i mieszanki różnych rzeczy z nietrwałą szybą. Frederick nie uwzględnił czym chce zapchać wspomnianą wcześniej dziurę, dlatego na razie szedł tam zasłaniając swoim ciałem strumień piasku, który niczym światłość z  niebios, niezdrowe chuchnięcie Boga-Maszyny, rozstępowało się na dwa mniejsze potoki. Dobrą tego wszystkiego stroną było to, że piach dostający się do środka (a obijający o twarz śmiałka w garniturze) nie dostał się jeszcze do dalszych pomieszczeń Chimery. Sam Frederick był jak to Morze Czerwone, zaraz przejdzie przez niego cały lud wybrany.

Co się tyczy rekwizytów, które mogłyby pomóc w uregulowaniu sprawy z piachem, do dyspozycji jest od groma stolików, szafki, obrazy, Fanny z Odette, sporo ozdób. I tak dalej.  

Każda z opcji uwzględnia Fredericka, który przyjmuje na twarz piasek. K6, rzuca każda z Was:
1 – Burza szaleje sobie najlepsze. Szyba rozlatuje się całkowicie. Szkło w kawałkach leci prosto na pana doktora (obrażenia rozpiszę w następnym poście).
2 – W powietrzu wirował sobie wesoło stolec postawiony przez Fredericka. Zdążył wydostać się na zewnątrz i rzucić się w to szaleństwo piaszczystej pogody. Hasał wesoło z innymi kolegami-stolcami, aż w końcu przedostał się do środka i uderzył w K6: 1,2 – Odette; 3,4 – Fredericka; 5,6 – Fanny. A tak serio to dostaliście w czoło jakimś kamieniem, który uderza w skroń rozcinając skórę. Leje się krew. Piasek przylega do rany.
3 – Jedna z kobiet goszczących tego dnia w Chimerze mdleje rozbijając jakąś bardzo cenną wazę. Serce płace. Pozostali goście wylewają gorzkie żale nad swoim losem.
4 – Burza przybiera na sile, za oknami jest czarno. Jakaś płachta będąca pewnie baldachimem nad jednym ze sklepów przysłania część okien. Materiał szybko znika, a wraz z krzykiem przerażonej reszki gości, do Chimery przebija się metalowy pal będący częścią pożegnanej przed chwilą płachty.  
5 – Pracownicy Chimery mimo przeciwności losu zasłonili większość okien.
6 – Na tyłach lokalu pęka kolejne okno.
7 – Żydzi z Mojżeszem na tyłach wpadają do Chimery i taranują Fredericka.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
3Jedna z kobiet goszczących tego dnia w Chimerze mdleje rozbijając jakąś bardzo cenną wazę. Serce płace. Pozostali goście wylewają gorzkie żale nad swoim losem.

Rozległ się kolejny trzask, kolejny odgłos rozbitego naczynia. Sama Fanny nie spodziewała się, że burza będzie aż tak silna. w połowie drogi skręciła ku kobiecie, która właśnie straciła przytomność. Dobrze wiedziała, że nie ma możliwości wezwania karetki. Nie dość, że telefon nie działał, to... nic nie działało. Trzeba było ją ocucić.
W dodatku wciąż myślami była w domu, z Williamem. Niczego bardziej nie chciała niż by wrócić do swojej dziwacznej rodziny. Prawdopodobnie dałoby jej to poczucie bezpieczeństwa, choćby pozornego.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
5

Odette katem oka widziała jak pan Quinn walczy z żywiołem, ale na szczęście pracownicy też wzięli się do roboty, zasłaniajac duża część okien. Sama Pirce podreptała za Fanny, z serduszkiem na dłoni wrażliwym na nieszczęścia innych. Taaa... ale przrcież nie zostawia ot tak nieprzytomnej kobiety. Zdała się na Marchantowa,ufajac, ze ta wie co robić.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 94
avatar
Frederick Quinn
6 – Na tyłach lokalu pęka kolejne okno.

Twarz Fredericka na pewno nie będzie wyglądać za dobrze. Dopiero po chwili otrzymywania piaskiem w pysk, przesłonił część twarzy przedramieniem, mrużąc oczy. Czuł jednak drobinki, które zapchają mu pory i jego skóra nie będzie oddychać. To się nie podobało mężczyźnie.
Dobrze, że nie dmuchało mu w ciepłą dupę. Podobnie ciepła mogła być deska, skoro tam się zasiedział, ale nieważne.
Niewiele się zastanawiając, Quinn sięgnął po jakiś losowy obraz, aby nim zakryć tę dziurę. Wolał nie ryzykować szafkami, które były cięższe.
Dobrze, że większość okien została zasłonięta. Gorzej, że któreś pękło i nie jestem - jako autorka pewna - czy coś usłyszeli, że pękło. Jeśli tak - to Fred do kogoś mruknął, aby sprawdzili. Jeśli nie - no to kupa, bo muszą się przekonać, że jednak pękło.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Pracownicy Chimery oraz dzielny pan lekarz zdołali poradzić sobie z zakryciem okien czym tylko się dało. Na obecną chwilę stworzona przez nich konstrukcja wydaje się być wytrzymała. Wiatr i drobinki piasku zmieszanego z kurzem i tym wszystkim co pozostało na zewnątrz, nie przyspieszały, wręcz przeciwnie mogło się wydawać, że ustąpiły na swojej prędkości i sile.

K6, jedna osoba:
- 1,2,3 - Chociaż było trochę powodów do radości, problemem pozostawała rozbita na tyłach szyba. Wiatr zadął mocniej akurat w tym miejscu ponownie i porwał za sobą jakieś krzesełko, które wpadło do środka.
- 4,5 - Kobieta, o której była mowa wcześniej, dostaje padaczki.
- 6 - Jest stabilnie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
1 - Chociaż było trochę powodów do radości, problemem pozostawała rozbita na tyłach szyba. Wiatr zadął mocniej akurat w tym miejscu ponownie i porwał za sobą jakieś krzesełko, które wpadło do środka.

Fanny przyklękła obok kobiety, która się przewróciła. Chwyciła jej głowę, chociaż teraz już nie dało się zbyt wiele zrobić. Zemdlała! Marchantowa nie bardzo wiedziała co powinna zrobić. Jeszcze nie wiedziała, że z tyłu budynku szaleje piach niszcząc wszystko, co akurat zostawiono na wierzchu.
- Niech ktoś przyniesie wodę! - zawołała. Dopatrzyła się znajomej sylwetki Quinna. Był lekarzem, powinien się zająć nieprzytomną! Cały czas myślała o tym, by się stąd wyjść. Co z Williamem i Henrym? Czy Polly z Rebeką zamknęły się z łazience, jak powinny? Może zjechały na niższe piętra? a Marchant? Byłw domu, czy w redakcji? Fanny naprawdę się rozkojarzyła.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 664
avatar
Odette Sinclair - Pirce
W takim razie Odette podreptała po wodę, pewnie w butelce, kaszląc samej niesamowicie. Co ona tu robiła?! Była bliska płaczu, chciała wrócić do domu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 94
avatar
Frederick Quinn
Dzielny pan lekarz z twarzą wyglądającą jakby była potraktowana akupunkturą w wersji burzy piaskowej, coś tam próbował zadziałać.
Rozejrzał się i dojrzał Fanny nad nieprzytomną kobietą, a że poczuł zew piasku w i na pysku to pewnie robił za Mr. Sandman i skierował się do nich, aby spróbować obudzić kobietę czy choćby zadbać o to, by im nie widziała jej się coś nie stało.
Sam nie wiedział, co się z tyłu dzieje i gdzie, ale czuł powiew bryzy morskiej i na pewno nie była ona z łazienki, bo tam drzwi starał się zamknąć.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
Wody butelkowane były do dyspozycji tuż przy barze, ustawione ładnie, w równym rzędzie obok jakichś napojów wyskokowych. Kilka z nich przewróciło się pod wpływem mocniejszego wiatru czy niesionego wraz z nim materiału maści wszelakiej. Omijając rozbite szkło, Odette z pewnością udało się przedostać w to miejsce. AŻ TU NAGLE - zgasło światło.

K6:
- 1,2 - Odette wywala się na rozbitym szkle (kolejne K6, rzuca Odette: 1,2,3,4 - nic się nie dzieje, masz wprawę w lądowaniu, bo wszystko kończy się na zaledwie potłuczeniach - żeby nie było kolorowo, piasek mlasnął cię jak krowim językiem po twarzy; 5,6 - uderzasz potylicą w rozbite szkło)
- 3,4,5 - Kobieta leżąca na ziemi odzyskuje przytomność. W tym samym momencie gaśnie światło.
- 6 - Ktoś dudni w drzwi wejściowe, a potem witrynę lokalu. Z pewnością nie jest to wiatr.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Chimera
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 25Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 14 ... 25  Next
 Similar topics
-
» Chimera

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa-