IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Diany

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Średnie mieszkanie Diany Cotton
Mieszkanie ma trzy pokoje, dwa mniejsze i jeden większy. W kuchni jest stół i cztery krzesła. W łazience za niewielką ścianką jest mały kącik do prania, z pralką i kilkoma sznurami pod sufitem.
Sprzęty:
-duża kuchnia węglowa
-duży bojler
-chłodziarka z eterem
-pralka



Ostatnio zmieniony przez Diana Cotton dnia Pią Wrz 04, 2015 11:00 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
/Początek

Kobieta siedziała w fotelu, jedynie w jedwabnej koszuli i bieliźnie. Na nosie okulary, a na kolanach otwarta książka do makroekonomii. Przygryzała końcówkę ołówka, co jakiś czas coś zaznaczając. Siedziała tak około pół godziny, nim nie wstała, odkładając książkę na stolik niedaleko. Wzięła z niego swoją popołudniową kawę i podeszła do okna. Otworzyła je na oścież i zapaliła papierosa. Myślała, żeby odwiedzić swoją kuzynkę. Rzadko u niej bywała od czasu narodzin Williama. Gdzieś w tyle jej głowy była ta niechęć do dzieci, od kiedy nie mogła mieć własnych.
Westchnęła, po czym zaciągnęła się papierosem. Chwilę myślała nad pracą, a po skończeniu palenia wróciła do studiowania książki.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
/po przeskoku - kwiecień 2866

Diana lubiła spędzać czas w swoim mieszkaniu, swoich czterech kątach, gdzie doskonale wszystko znała, czytana niedawno książka leżała tam gdzie ją odłożyła, a kurz osadzał się na starym pianinie.
Siedziała w fotelu, owinięta jeszcze w szlafrok i piła czarną kawę. Zerkała na instrument muzyczny stojący pod ścianą. Kiedyś, dawno temu grała. W zasadzie uczyła się będąc dzieckiem, podczas tych licznych wspólnych wieczorów z kuzynką, kiedy ciotki zapraszały guwernantkę. Wypiła większego łyka i odłożyła filiżankę na spodeczek. Zajrzała na półkę z książkami i szukała zapisów nutowych. Mąż lubił jak mu grała, przestała po rozwodzie. Co ją teraz napadło? Wspomnienia związane z sentymentalnym snem, jaki nawiedził ją w nocy?
-Głupota. - mruknęła, ale mimo wszystko podeszła do instrumentu. Otworzyła klapę i aż kichnęła, kiedy kurz podniósł się do góry. Powinna ją umyć. W ogóle całe pianino powinna umyć. Otworzyła zeszyt z nutami na jeden z utworów, który kiedyś lubiła. Pamiętała jak grać?
Położyła palce na klawiszach i... muzyka popłynęła. Diana zapomniała się, odpływając nieco myślami. To jednak było jak jazda na rowerze. Człowiek nie zapomina wyuczonych ruchów. Nagle przerwała.
-No chyba postradałam rozum. - mruknęła sama do siebie, poirytowana, zatrzaskując wieko. Wstała i udała się do łazienki, żeby doprowadzić się do ładu. Ściągnęła koszulę ze sznurka, wyprasowała. Założyła spodnie i marynarkę, na nogi szpilki, na uczy kolczyki z kremowymi cyrkoniami. Przeczesała włosy, podkreśliła oczy i przemalowała usta czerwoną szminką. Chwyciła teczkę, z dokumentami nad którymi pracowała do późna i wyszła do pracy.

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
/ marchantowo. Dzień po kłótni.

Jeszcze zanim spakowała najpotrzebniejsze rzeczy Williama do walizki, zadzwoniła do Diany. Musiała mieć najpierw jasną sprawę, jeśli chodzi o nocleg u niej. Mogła udać się do matki ale nie chciała jej pokazywać, że ma problemy w małżeństwie. Zebrała swoje rzeczy i zawołała Polly, by dać jej kilka dni wolnego. Bubuś również miał swój kuferek.
Taksówkarz zapakował wszystkie rzeczy i zawiózł Fanny z dzieckiem i psem do Diany. Na Henry'ego czekała w apartamencie tylko Rebeka. Jeszcze nie wiedziała, że i gosposia go zostawi.
Po południu Fanny starając się nie myśleć o swoich problemach rozpakowywała rzeczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
/początek

Kiedy Fanny do niej zadzwoniła... w pierwszej chwili Diana wywróciła oczami. Z westchnięciem i bólem w sercu zgodziła się, żeby kuzynka u niej przenocowała. Chodziła po domu, napawając się ostatnimi samotnymi chwilami. Przygotowała świeżą pościel w pokoiku gościnnym. Diana chcąc nie chcąc - musiała iść chociaż na chwilę do pracy. Niektóre dokumenty same się nie napiszą. Wpuściła Fanny do domu, szybko pokazując gdzie co jest i dając zapasową parę kluczy w razie czego. Późnym popołudniem wróciła do domu. Przywitało ją szczekanie psa. Niezbyt lubiła zwierzęta. Może też z tej racji, że nigdy żadnego nie miała, a może dlatego, że lubiła w swoim domu ciszę.
-Wróciłam. - odezwała się, ściągając w przedpokoju buty, odkładając klucze na szafkę. Marynarkę powiesiła na wieszak i schowała do szafy stojącej w tym pomieszczeniu.
-Chcesz kawę? - spytała, stając w progu pokoju, w którym Fanny wypakowywała swoje rzeczy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Usłyszała szczęknięcie zamknu w drzwiach, Bubuś szczeknął kilka razy i pobiegł do przedsionka by się przywitać. Ależ on lubił Dianę! Fanny wyprostowła się odkładając ostatnie rzeczy z walizki.
- Nie, dziękuję. Ale zrobiłam obiad. Trzeba tylko podgrzać.
Nie chciała być problemem dla kuzynki. Dobrze wiedziała, że Diana była typem samotnika. Może i wychowywały się razem, ale nie w taki sam sposób. Pewne wartości miały jednak takie same.
Popatrzyła na bawiącego się małymi misiami synka. Ależ miał śliczny nosek, po Cottonach! Uśmiechnęła się do Williama i cmoknęła, a ten zaśmiał się po dziecięcemu. A Bubuś razem z nim.
- Wciąż nie zadzwonił. Ani nie przyszedł. Nic.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Faktycznie, coś tu pachniało. W sumie... to całkiem miłe, że jak się przyjdzie z pracy to ma się normalny obiad, a nie coś gotowego albo sprzed dwóch dni.
-Tak? To super. - uśmiechnęła się. Poszła do kuchni. Nastawiła kawiarkę i zaczęła podgrzewać jedzenie. Potem wróciła do Fanny i usiadła na łóżku.
-Dobrze. Jeszcze raz... na spokojnie, o co wam poszło? I chyba nie oczekujesz, że twój mąż zadzwoni pierwszy. To jest jeden z najbardziej upartych ludzi jakich znam.
I najbardziej wyrafinowany i zakłamany. A przynajmniej tak jej się czasami wydawało.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Usiadła w fotelu i pochyliła się do przodu podpierając głowę rękami. Wczorajsza złość zamieniła się w żal. Miała ochotę zapalić, ale nie chciało jej się wstawać po paczkę. Może jednak nie wcale nie miała ochoty? Bubuś podszedł do niej majtając ogonkiem i popatrzył pytająco. Zaraz jednak pobiegł obwąchiwać kąty mieszkania Diany. Tyle nowych zapachów!
- W ogóle nie ma czasu dla rodziny. Rzadko kiedy przychodzi na obiady czy kolacje, więc jadam ze służbą. Przecież nie wyrzucę jedzenia. Mam wrażenie, że... ciągle mnie lekceważy - westchnęła i spojrzała na kuzynkę. - Wszystko traktuje tak jak było na początku. A nie jest! Ile można mówić komuś o swoich uczuciach i w ramach odpowiedzi otrzymywać prychnięcie w twarz?
Zamilkła, zmarszczyła brwi. Myślała o tym w ostatnich godzinach w kółko. Powinna przestać.
- Oczywiście, że powinien zadzwonić. Powinien zrobić cokolwiek!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Diana nie była dobrym doradcą małżeńskim, skoro jej związek rozpadł się na kawałki. Jednak próbowała pomagać. Sama też by zapaliła, ale na razie wstrzymywała się przy małym. Wieczorem, jak William zaśnie to przyjdzie czas i na alkohol i na papierosy.
- On tego nie rozumie. Był wychowywany na człowieka sukcesu, ojciec na pewno mu wpajał, że na pierwszym miejscu musi być praca. Ja go nie bronię, ale nie zmienisz myślenia człowieka z dnia na dzień. Czy nawet z miesiąca na miesiąc. Zostan u mnie kilka dni. Jeżeli zatęskni to zrozumie, że jesteś mu potrzebna. Jeżeli nie... cóż.. myślę, że nie można do niczego się zmuszać, nawet dla dobra dziecka.
Diana nie będzie karmiła kuzynki słodkimi slowkami, mówiła jak jest i jak może być. Była głosem rozsądku wśród tych wszystkich wolnych dusz w rodzinie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Zastukała nerwowo palcami w podłokietnik fotela.
- Jesteśmy małżeństwem ponad rok. Ile jeszcze ma minąć, żeby zrozumiał? - szybko pożałowała, że jednak nie zdecydowała się na kawę. - Powiedział, że jestem mu potrzebna. Ale nie powiedział do czego. W ogóle nie chciał odpowiadać. Staram się, Diano. Tak bardzo się staram. W dodatku jestem przegrana, bo to mi zależy. Dlaczego muszę być przegrana? - zamrugała, łopocząc rzęsami.- Wiem, że nic nie zdziałam skoro mu na mnie nie zależy. Nie znoszę być przegrana!
Bubuś wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. Zawąchał się, zaciągnął w jakimś kącie. Może stał tam kiedyś jakiś kwiat, może Dianie rozsypało się tam jedzenie. Cokolwiek to było, zainteresowało pieska.
- Nie znoszę!
Aż William na chwilę przestał się bawić, by popatrzeć na mamę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Milczała dłuższą chwilę. Marchant jawił się jej jako coraz większy dupek. Doskonale wiedziała, że był to inteligentny facet, ale jak się okazuje chyba ułomny emocjonalnie. Ślepy na potrzeby żony. Małżeństwo, nawet jeżeli z wyboru, to nie tylko utrzymywanie rodziny i seks z żoną. To wspólne obiady, spacery, zabawa z dzieckiem. Cotton nigdy tego nie miała, ale ta wrażliwsza strona jej jestestwa chyba tego pragnęła.
- To przestań. - powiedziała w końcu. - Przestań się starać. Ty już zrobiłaś swoje. Wychowujesz Williama, dbasz o dom. Starasz się z nim rozmawiać, ale skoro on jest głuchy na twoje słowa... Siłą mężczyzny do niczego nie zmusisz.
Wstała, podchodząc do Fanny i usiadła na podłokietniku. Objęła kuzynkę i cmoknęła ją w czoło.
- To nie ty jesteś przegrana, tylko on. To ty wyszłaś z uniesioną głową, mając przy sobie syna, a Henryk siedzi w pustym domu. Po kilku godzinach, albo dniach zrozumie, że... praca i pieniądze to nie wszystko.
Wstała, zerkając na bawiącego się Billy'ego.
-A jak nie zrozumie to jest kompletnym idiotą.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- Dlaczego ja zawsze trafiam na mężczyzn beznadziejnych? Diano, dlaczego nie mogłam trafić na kogoś... - zastanawiała się przez chwilę szukając odpowiedniego słowa, które zawierałoby w sobie wszystkie inne - porządnego? Czy ze słowem "męski" nie może iść w parze czułość i odpowiedzialność! Na wszystkie maszyny!
Zamaszyście zamierzała wstać w fotela, żeby pójść do kuchni i sobie zrobić kawę. Zmieniła zdanie, jednak chciała się jej napić. Diana jednak przytuliła ją do siebie. Oparła więc głowę o okolice jej mostka. Miała jeszcze jedno zmartwienie. Nie bardzo miała wprawę w przewijaniu Williama. Zawsze robiła to za nią Polly. A teraz...?
- Prędzej czy później będę musiała wrócić. Nie chcę wracać z podkulonym ogonem. A to mnie czeka.
Pomyślała o kimś innym. Do niego potrafiła nie wrócić. Nie mieć tylu rozterek i się tak nie denerwować. Z nim było łatwiej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Diana tylko rozłożyła ręce. Nie potrafiła odpowiedzieć jej na to pytanie. Tak samo było z jej ostatnim byłym, doskonale pamiętała, niby mężczyzna na poziomie, ale z tego co jej Fanny później opowiadała to strasznie oschły.
-Chodź, napijemy się tej kawy. Może ciśnienia ci nie obniży, ale sama pić nie będę.
Machnęła ręką. Poczekała pewnie chwilę, aż Fanny położy Williama, albo weźmie go ze sobą. I miały problem, ona też nie potrafiła przewijać dzieci. To dopiero absurdalna sytuacja, dwie dorosłe kobiety będą się zastanawiać jak przebrać maluchowi pieluszkę.
-Nad tym pomartwimy się za dwa, trzy dni. A teraz może byś okazała jakąś radość, że spędzisz trochę czasu ze swoją ulubioną kuzynką? - uśmiechnęła się. No chciała poprawić Fanny humor. Nie potrafiła w żaden rozsądny sposób, ten też taki raczej nie był. Ale co niby miała zrobić? Przecież nie da jej cukierków, żeby się uśmiechnęła. To prędzej zadziała na Williama.
Prawie jednocześnie zadzwonił telefon i zaczął gwizdać czajnik.
-Zalejesz kawę? - poprosiła, a sama poszła odebrać telefon.
-Słucham... Chyba sobie żartujesz. ... Tak, wszystko w porządku. ... Jesteś skończonym palantem, wiesz? Cześć.
Prawie trzasnęła słuchawką. Debil, po prostu debil.
-Martwi się. Twój mąż zadzwonił. Pytał się czy wszystko w porządku. - weszła do kuchni.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Miał być ślub, miało być i wesele. Skończyło się rozstaniem. Co za nieszczęście.
Mogły liczyć na to, że William przewinie się sam. Albo na to, że zrobi to Bubuś, mający sporą wprawę w doglądaniu Polly.
- W porządku. Posłodzisz mi? - wstała z fotela, podniosła Williama, i poszła do kuchni za kuzynką. - Jak możesz myśleć, że się ne cieszę? Oczywiście, że się cieszę! - sięgnęła po łyżeczkę, by później móz zamieszać nią w filiżance. - To jedyny plus tej całej farsy.
Zanim zdążyła usiąść zaczął gwizdać czajnik, a zawtórował mu telefon. Fanny skinęła głową i zdjęła go z kuchenki (czajnik, nie telefon) ażeby zalać wodą obie filiżanki.
- Henry dzwonił? - odwróciła się do Diany. - Martwi się? Mówił coś jeszcze?
Mógłby przyjść. Jeszcze przed chwilą mógł przyjść lub zadzwonić. Teraz jednak zmieniła zdanie i telefon to było za mało.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Marchant był tchórzem. Konkretnym tchórzem.
-Powiedział, żebym nie dawała Ci telefonu, spytał się cz z Tobą i Billym wszystko dobrze. Podziękował, że się wami zaopiekuję i się rozłączył.
To na tą ostatnio prośbę odpowiedziała mu, że jest palantem. Ale tego można było się z kontekstu domyślić. To nie obowiązkiem kuzynki jest opieka nad żoną i dzieckiem faceta, który powinien to robić.
-Ale widzisz... to dobrze, że sam zadzwonił. Jak dobrze pójdzie to jutro, albo najdalej pojutrze przyjdzie i Cię przeprosi.
Wyjęła z szafki cukier, kładąc go na stoliku w kuchni.
-Chcesz rozmawiać o swoim głupim mężu, czy może poprawić sobie humor i posłuchać jak chciał mnie poderwać dwudziestolatek?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
- I tylko tyle? - Fanny była naprawdę rozczarowana. - I nie spróbował nawet powiedzieć, że mu przykro, że mnie przeprasza, że mnie kocha i chce, żebym wróciła? - wciągnęła powietrze nosem prostując się jak struna. William złapał w łapkę jej korale. - Żałosny. Słoneczko, zostaw mamie, bo popsujesz i trzeba będzie zbierać. A tatuś nie kupi nowych, bo ma nas kompletnie gdzieś i nas nie kocha.
Sięgnęła po cukier i wsypała do kawy trzy łyżeczki. Zamieszała ją, ale jeszcze nie piła, póki dziecko kręciło się na jej kolanach.
- Szkoda na niego czasu. Opowiedz mi lepiej o tym. Dwudziestolatek? Może po prostu lubił dojrzałe, atrakcyjne kobiety?
Dlaczego jej nikt nie podrywał!?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Diana wywróciła oczami. Ona nie miała podejścia do dziecka, ale w tej chwili miało się wrażenie, że Fanny to już w ogóle.
-Nie wiem. A może lubi wyzwania. - parsknęła krótkim śmiechem - Spotkałam go w kasynie. Znasz jakiegoś młodziaka z elity o imieniu Byron, który studiuje robotykę? Był uroczy, taki nieporadny. - jeszcze raz się zaśmiała i posłodziła sobie kawę.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Cmoknęła dziecko w czółko i wyjęła mu z rączki korale.
- No cóż, nie zaprzeczę, że jesteś wyzwaniem, Diano - dopiero teraz napiła się kawy. Dzieciak zainteresował się czymś innym. -Byron... och!
Uśmiechnęła się rozbawiona. Znała takiego jednego. Rzeczywiście, był młodziutki. Na dobrą sprawę Fanny kiedyś czasem myślała, że mógłby zapoznać się z Ezekielem. Pewnie by się dogadali. Ale Ezekiela już pomiędzy nimi nie było.
- To mógł być Schneidera. A to się Theo uśmieje, jak mu o tym opowiem!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Diana zaśmiała się.
-Theodora? Właściciela teatru? A to dobre. Wyobraź sobie, że ograł mnie w pokera. - wzięła łyk kawy - Starał się być taki tajemniczy, taki intrygujący... Ale coś mu nie wychodziło. -  pokręciła głową. Byron Schneider był uroczym chłopcem, ale tylko chłopcem. Diana prędzej poczułaby przy nim instynkt macierzyński niż pociąg seksualny.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Podmuchała na kawę. Była nieco za gorąca. Albo to Fanny była dziś marudna i niezdecydowana. Drygnęła kilka razy nogą, na której siedział Billy by go czymś zająć.
- Tak, to może być młody Schneider. Bystry chłopaczek - pokiwała głową i upiła kolejny, niewielki łyk. Chyba za dużo posłodziła. Albo za mało. A może cukier z jej ulubionej cukiernicy w kształcie kociej głowy po prostu smakował inaczej? Przeklęła w myślach fakt, że zostawiła ją w domu.
- Jak mówię, zwrócić na siebie twoją uwagę nie jest łatwo. Ale zamierzam ci kogoś przedstawić. Tylko nie wiem kiedy - westchnęła. Miała urządzać przyjęcie. A teraz poobrażana z mężem. Na męża. - Powinnaś być zaintrygowana.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Czy bystry - jeszcze nie miała okazji ocenić. Nie była to tak długa rozmowa żeby mogła wystosować sobie o nim jakieś konkretniejsze zdanie.
Słysząc słowa kuzynki uniosła nieco brwi. Aż wstała i wyjęła ciasteczka w blaszanej puszce i postawiła na stole.
-To znaczy kogo? Bo jak jakiegoś nadętego, bogatego bubka to ja dziękuję.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Billy'emu spodobały się patatajki, ale to była już jego pora popołudniowego snu. Wtulił się więc w mamę zamykając zielone oczka. Fanny pogładziła go po pleckach.
- Bogatego na pewno. Czy nadętego? Nie wiem. Chodząca zagadka. To przyjaciel Henry'ego - co mogło nie wróżyć zbyt dobrze, w końcu Marchant był dupkiem przez duże D. Może miał podobnych przyjaciół? Właśnie siedział z Oliverem Blackiem...
- Myślę, że może cię zaciekawić. Również jako kolejna, cenna znajomość.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
Bardzo dobrze, że Billy'emu zachciało się spać. Matka i ciotka zapalą sobie przynajmniej, nie dymiąc z dzieckiem w pokoju.
-Przyjaciel Henry'ego? - uniosła jedną brew. Ugryzła ciastko, a potem kawałek dała Bubusiowi, który zaczął o nie marudzić, stukając nosem w nogę Diany.
-Ale skoro mówisz, że facet jest chodzącą zagadką... to się zastanowię. - uśmiechnęła się kącikiem ust.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
Bubuś miał swój sposób. Nie zawsze opierał przednie łapki na kolanach jedzącego. Czasem podchodził do niego i do skutku trącał swoim zasmarkanym nosem. Jak postać w grze komputerowej, która biegnąc zacięła się przy ścianie.
- Jest chyba wolny. Nie wiem, powinnam spytać Hen... ach, w pordzewiałe śruby z nim! Jak już popsuł, to naprawdę wszystko. Ale sądzę, że... - wstała z krzesła, żeby zanieść dziecko do łóżka. Wróciła po chwili, już z wolnymi rękami i paczką papierosów. Zamknęła za sobą drzwi, żeby mały się nie obudził gdy zaczną zbyt głośno rozmawiać.
- Moja droga. Co myślisz o Thorstenie Fauście? Chociaż, Schneider jeż jest wdowcem.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 172
avatar
Diana Cotton
No! W końcu! Mały potworek spał. Diana w takim razie otworzyła okno i sięgnęła po papierosy. Odpaliła z niemałą ulgą. A Bubuś lazł za nią, merdając ogonkiem. To będą dłuuugie dni.
-Shneider? Właśnie, wdowiec. Wolę nie. Ale Faust... Faust... to ten z zarządu fabryki?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Diany
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: STARE RPOZGRYWKI I WSZYSTKO :: Miasto :: Druga strefa :: Dzielnica 1-