IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Punching ball

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 4129
avatar
Admin




punching ball


Atrakcja znajduje się pośrodku innych straganów i atrakcji, w niczym niewyróżniającym się miejscu. Prowadzący ją zachęca do wzięcia udziału przechodniów.
Mały worek bokserski, zamontowany do porządnego stojaka, z aparaturą do mierzenia siły uderzenia. Poziomy trudności są dwa, w domyśle dla kobiet i dzieci oraz mężczyzn. W poście z wynikami należy również uwzględnić, który poziom wybieramy!

Poziom I
1. Kondycja + 2k6 > 13
2. Kondycja + 2k6 > 18
3. Kondycja + 2k6 > 24
4. Kondycja + 2k6 > 30
5. Kondycja + 2k6 > 35
6. Kondycja + 2k6 > 40

Poziom II
1. Kondycja + 2k6 > 45
2. Kondycja + 2k6 > 50
3. Kondycja + 2k6 > 55
4. Kondycja + 2k6 > 60
5. Kondycja + 2k6 > 65
6. Kondycja + 2k6 > 70


Dla każdego w I poziomie + 1 do kondycji
Dla każdego w II poziomie (progi 1-3) + 2 do kondycji
Dla każdego przekraczającego próg nr 4 w poziomie II + 3 do kondycji
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 360
avatar
Naomi Young
/ogonek

22

Następna atrakcja w kolejce, co nie przeszkadzało jej się też rozglądać po okolicy - punching ball. Miała nadzieję, ze może gdzieś tu być. Albo przy konkursie strzeleckim? Postała chwilę z boku, porozglądała się w te i w tamtą. W końcu dopaliła papierosa, zrzuciła niedopałek na ziemię i zadeptała, podchodząc do worka. Nadal była zmęczona, powinna tu jeszcze przyjść za jakiś czas, może pójdzie jej lepiej. I faktycznie, nie zaszalała. Jedynie II próg w I poziomie. Westchnęła do siebie, postała w miejscu jeszcze chwilę i poszla dalej.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 226
avatar
kpt. John Silver
/ start

Nie da się ukryć, że i sam kapitan Silver lubił Święto Ognia. Dotarł na festyn zadowolony z siebie niebywale, co jednak w jego przypadku ani odrobinę nie było dziwne.
Wędrując alejkami szybko wypatrzył atrakcję, która pasowała do jego hobby i upodobań - bicia innych. Punching ball.

p.5 28 + 8 > 35
Trzepnął pierwszy raz w worek wyobrażając sobie, że to buźka kogoś, kogo nie lubił. Aż się zatrząsł. Worek, nie Silver.

p.4 28 + 7 = 35 > 30
Drugie uderzenie było słabsze. Może wyobraził sobie kogoś, kogo jednak trochę lubił? Na przykład swoją żonę.

p.4 27 + 7 = 35 > 30
Kolejne było takie same. Mężczyzna i tak był z siebie zadowolony. Każda okazja do uderzenia czegoś lub kogoś sprawiała mu przyjemność porównywalną co najmniej z przyjemnością jaką odczuwa kobieta wychodząc po zabiegach z salonu kosmetycznego.

Ciesząc się ze swoich wyników udał się na dalszą zabawę.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1387
avatar
Raven Alistair Crow
/ konkurs strzelecki

Zastanawiając się nad tym, jaki użytek może zrobić z kamery (może zostanie reżyserem?) szedł dalej oglądając się mimowolnie za tancerkami. Wystarczyło kilka chwil by miał we włosach kolorowe i błyszczące konfetti. Tak urok festynu. Powinien wybrać się tu z bratem, może znowu zorganizowane zostały zawody w siłowaniu się na rękę? Minął coś, co go zainteresowało więc się wrócił.

Wybrał poziom drugi licząc głęboko na swoją kondycję (2. 42 + 10 > 50) i wymierzył cios.

Uderzenie było mocne, aż go zabolały knykcie. Pożałował nawet, że nikt znajomy nie mógł tego zobaczyć. Przechwalanie się to nie to samo, a i ogólnie przechwalania nie lubił.
Zabrał swoją kamerę i ruszył dalej.

zt.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
/Konkurs strzelecki

Przyczep ogon xabarilowi to była cholerna gra drużynowa. Ha, gra w parze, a takowej nie posiadał. Snuł się po tej połaci usypanej straganami, bez celu. Nie miał jeszcze zamiaru wracać do domu, byle przedłużyć to wszystko, odwlec w czasie. Obserwował bawiących się ogniem sztukmistrzów, połykaczy, tancerki. W końcu jakiś mężczyzna zaproponował mu wzięcie udziału w czymś co się nazywało "punching ball", dziwaczna nazwa, ale kto kogo będzie oceniał? Po chwili miał już na rękach odpowiedni sprzęt.

Poziom I
1. Kondycja + 2k6 > 13, wynik 20.
(dodaję sobie do kondycji: 10+1)
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
/Dom, jak przypuszczam.

- Mój słodki synu… - Ciemne kosmyki około sześcioletniego chłopca rozsypały się pod ręką jego ojca. Brakowało mu dwóch zębów, akurat tych na przedzie. Za dwa miesiące Baal kończył siedem lat, ale wyglądał na dużo młodszego. Był przede wszystkim niższy od swoich rówieśników, rysy miał zdecydowanie delikatniejsze, ale i najzwyczajniej w świecie, bardziej przykuwające wzrok. Jak dziewczynka. Na uśmiech malca nie sposób było nie odpowiedzieć. Brodaty mężczyzna, kucając przy swoim pierworodnym przytulił go po raz ostatni do boku i podniósł w górę, tak jak jeszcze chwilę temu stał.
Piasek chrząknął pod jego butami, raz i drugi, kiedy się obracał. Nigdzie nie było widać jego żony. Rude włosy zniknęły pośród tłumu, ale Joachim niezbyt się przejął, chyba zdając sobie sprawę gdzie jego żona mogła zniknąć.
- Tata, tam…? – wskazywał dziecięcym palcem Baal.
- Hmm? Tam mama? - Alatriste przechylił głowę w próbując dostosować się do kierunku, w którym chłopiec machał całą ręką zapalczywie.
- Uderzyć chcesz, co? – zaśmiał się cicho. Z zewnątrz wyglądało to może na jakiś grymas, niewidoczny pod gęstą strzechą rudawych włosów. – Zuch chłopak, zuch... powiem ci. – podniósł brwi i ruszył ku „punching ball”.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
Wiedział doskonale do czego to służyło. Jeden z jego kolegów z roku, rekreacyjnie coś takiego skonstruował. Prymitywnie, jak na poziomie studenckim, w jakimś starym garażu, którego akurat jego ojciec nie potrzebował. Nie żeby Byron jakoś potrzebował takich rozrywek, czy bywał na spędach podobnego kroju wiele razy. Raczej od tego stronił, ale teraz wydawało mu się, że to bezmyślne bęckowanie w maszyny ducha winny worek, dawało mu pewien rodzaj spokoju. Nie zauważył, ze ktoś mu się przygląda. A potem dostał odskakującym workiem w głowę.

Poziom I
1. Kondycja + 2k6 > 13, wynik 15.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
No tak, co się kręci, co się obraca. Baal nie należał do wyrostków, ale nie mógł powiedzieć, że sobie nie radzi z rówieśnikami. Ich rodzice znali to nazwisko. Mały Książę slumsów mógł się czuć pozornie tylko bezpiecznie wśród swoich przyszłych poddanych. Joachim wiedział, ze to wszystko jest tak zajebiście kruche. Szedł teraz jako idealny tata, w wyprasowanej koszuli, porzuciwszy gdzieś czarny płaszcz na rzecz przyjemnej w dotyku bieli. Parę rzeczy nigdy się w tym człowieku nie zmieni.
- Źle uderzasz po prostu. – powiedział zatrzymując się w bezpiecznej odległości od worka. Patrzył na Byrona ze sceptycyzmem godnym najlepszemu trenerowi boksu, którym oczywiście nie był. Sam boksował się od czasu do czasu, choć oczywiście, należało wspomnieć, ze to pierońsko lubił.
- Co nie Baal? – zerknął na syna. Młokos-elegancik przestał boksować, stał teraz bokiem do worka. Przykładał rękę do twarzy w miejscu gdzie został, przez narzędzie do ćwiczeń, uszkodzony.
Mały pokiwał żywo głową. Ojciec przechylił głowę w tył, ruszając lekko całym korpusem, szukał rudej głowy.
- Pokażę ci jak, ale pilnuj mi syna. – mruknął stawiając gówniarza na ziemi.

Poziom I
3. Kondycja + 2k6 > 24, wynik 27.
(dodaję sobie do kondycji: 20+1)
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
Dostał z rykoszetu, według własnego błędu, a dopiero potem się zorientował, że ktoś się może temu przyglądać. Wprawdzie, było mu obojętne, bo nie takie rzeczy miało się w nosie (jakież to buntownicze), ale dziwnie mu się zrobiło kiedy brodaty się do niego odezwał. Kogoś mu przypominał, ale było to raczej wyobrażenie zgodnie z wyglądem kogoś innego, mijanego na ulicy podczas największego ruchu w Zigguracie.
- Mmhm... - pokiwał głową jak zaczarowany. Musiał odejść kawałek, ale spojrzał pierw w dół, na tego malca z lekko kręconymi włoskami. Baal trzymał się na odległość, ale stał równo przy boku Byrona. Joachim uniósł ręce. W inny sposób niż zrobił to wcześniej Schneider.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 201
avatar
Joachim Alatriste
- Wystawiłeś się wcześniej jak amator. - mówił. Tym razem przebierał w słowa, a chciał mu uświadomić, że wyglądał jak ostatnia pizda kiedy tak popychał ten worek bez życia. Mały tu był, więc kląć przy dziecku nie będzie, prawda?
- Musisz mieć postawę i ręce, gardę, bo przeciwnik wykorzysta twoją słabość. - Boksował w worek, elegancko, płynnie (drugi rzut 25>24). Siła się nie liczyła, bo nie o to mu chodziło. Baal uśmiechnął się wciągając dolną wargę do ust i pokręcił się, nie robiąc niczego co by mogło dorosłym przeszkodzić w tym pseudotreningu.
- A jak już ktoś będzie chciał cię pierdolnąć (trzeci rzut, 24=24) to przynajmniej zrób dobry unik. - powiedział i jak na zawołanie, jakby mu coś przed chwilą obiecał, usunął się przed workiem, powstrzymując go zaraz ręką. Wszystko gołymi rękami. Podszedł do syna i wziął go znowu na ręce. Chłopczyk zarzucił mu ręce na szyję.
Nie prosił się o skorzystanie z tego automatu, zajął się zaraz czym innym. Lombardzista klepnął młodego wynalazcę w ramię i odszedł, nie zajmując mu już więcej czasu.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 110
avatar
Byron Schneider
Już nie patrzył się na młodego, a jego ojca. Miał lekko ugięte nogi, nikt by na to nie zwrócił uwagi za pierwszym razem, ale Byron zdołał ten szczegół wychwycić. Balansowanie, utrzymywanie ciała w odpowiedniej pozycji było w niemal każdej dyscyplinie ważne.
Zapatrzył się na to jak worek odbija się od swojej podstawy i te ciosy... całkiem jak profesjonalista, ale co on się znał. Mało widział profesjonalnych walk. Nie tych grzecznych, dżentelmeńskich, ale prawdziwych i brutalnych. Brzdąc w kręconych włosach też obserwował, chociaż ze swojej pozycji musiał chyba niewiele widzieć. Może wręcz przeciwnie, miał zaszczyt zobaczyć ojca w akcji. Z drugiej, musiało być to niesamowicie smutne, jeśli tak.
- Dziękuję. - wydusił z siebie dopiero po tym jak Joachim przyklepał mu w ramię. Może już tego nie słyszał. Jak głupi kiwał mu głową kiedy mówił o trzymaniu gardy, unikach. Zaczął ściągać rękawice, może nawet myślał, że zostanie i zobaczy, czy mu się uda powtórzyć ten myk, w podobny sposób jak on. Odszedł razem z synem praktycznie na ramieniu. Byron szybko odwrócił głowę od tej scenki.
Podziękował właścicielowi za rękawice, wolał to zrobić na gołe pięści. Worek już mu w ten nienaturalny sposób nie odskakiwał (19>13). Uderzenia miał całkiem pewne, nie przejmował się, że tam może jakąś moc uderzenia pokazuje licznik. Właściciel też nie miał mu nic za złe, że w tym małym konkursie bawi się odrobinę inaczej. Każdy cios był trafiony i mocny na tyle, aby osiągnąć jakiś poziom (17>13). Marny co prawda, ale poczuł, że może faktycznie sprawiać mu to jakąś przyjemność (19>13). Chciał uderzać za każdym razem mocniej, ale kolejne ciosy, mimo celności i przekroczenia progu jakiejś mocy uderzenia, były bezsensowne (15>13). Podziękował za rozrywkę i udostępnił stanowisko kolejnej osobie.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 292
avatar
Drake Ballard Crow
/Mechaniczne żabki

Nawet podchmielony, mógł iść się bić. Byłby tym wirtuozem walki, pijanym nindżom stylu mokrej sake, ale miał przy sobie tylko piwo. Zostawił je elegancko gdzieś na boczku, przywitał właściciela i podszedł do aparatu. Umówił się tutaj z kumplem i razem zaczęli na przemian boksować (18+10>24). Elegancko mu poszło. Potem już tak gładko jak po maśle, nie wchodziło. Za drugim razem uniknął worka (18+6=24), wszystko się skończyło szczęśliwie. Zadowolony z siebie (18+4<24) otarł się o skórzaną torbę, która jednak nie obiła mu twarzy! Kolejka się zmieniała, po piwie przybyło mu siły i przywalił ostatni raz na pożegnanie, idąc gdzieś dalej (18+9>24).

Wszystko poziom I
3. Kondycja + 2k6 > 24
(dodaję sobie do kondycji: 18+1)

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 111
avatar
Rafael Harag
/ konkurs strzelecki

(poziom I) 16 + 5 > 18

Punching ball było czymś, co szybko go przyciągnęło. Kolejna zabawa dobra dla mężczyzn. Podwinął rękawy koszuli zamieniając z właścicielem stoiska kilka słów. Stanął wreszcie przed workiem i uderzył niego. Nie był to cios atlety, Rafael miał już swoje lata i nigdy przesadnie nie pracował nad kondycją. Jedynie tyle, co musiał. Cios był wystarczający jak na te wymagania.
Mężczyzna zamienił jeszcze kilka słów z jednym z przechodniów, popatrzył na jakiegoś akrobatę. Święto wyglądało całkiem przyjemnie. Zdążył jednak już dowiedzieć się co niego o jego korzeniach. Miasto bez Boga.

zt.




Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1591
avatar
Sylvia Valmount
/mieszkanie Crowa

Cholera wie po co zajrzała na plac. Chyba tylko dla swojej własnej uciechy. Napiła się tego taniego wińska i postanowiła pokazać baranom, że kobieta potrafi przypieprzyć.

6. Kondycja + 2k6 > 40
Wynik: 45

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
< Konkurs strzelecki

Nie był do końca pewien na co mu potrzebne te dwadzieścia wygranych kredytów, woląc raczej apaszkę dla żony, ale nie było możliwości wymiany, chyba że osobiście z jakąś osobą. Do czego jednak nie doszło. Czuł jednak jakby obraz mu się wyostrzył jak tylko odeszli od strzelnicy.
- Proszę mi pokazać jak to się robi. - powiedział przystając na boczku, rozbawiony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
3. 15 + 12 > 24

Poszła za meżem zadowolona z tego, że trafiła w tarczę. Pewnie myślał, że jej się nie uda! Niedoczekanie. Po drodze zatrzymała się przy kilku stoiskach by popatrzeć na szklane błyskotki. Jedną prawie kupiła, ale się rozmyśliła.
Zatrzymali się przy kolejnej atrakcji. Typowo męska zabawa, pomyślała, stając z boku. Ale niechże Henry się wykaże, w końcu przecież chodził się boksować (czego Fanny zwyczajnie nie lubiła. Ile to razy musiała mu potem przykładać lód do skroni czy ust? A mogła go wrzucić do drinka). Uniosła brwi wysoko, kiedy kazał jej uderzyć w worek. I to jeszcze w jaki sposób!
Już ona mu pokaże, jak to się robi. Łypnęła na niego oburzona i podeszła do maszyny. Towarzyszyło temu kilka śmiechów rozbawionych mężczyzn. Kto to widział, żeby baba uderzała w worek? Wyobraziła się sobie coś, przypomniała, jak to Heny lubił ją upokarzać przy innych i od razu jej ciśnienie się podniosło. Zamachnęła się, choć raczej nieumiejętnie i uderzyła! Wcale nie było tak źle jak na wątłą białogłową. Miała wprawę w laniu męża po twarzy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Poziom II: 1. Kondycja + 2k6 > 45 | 38 + 11 = 49 > 45

Zwykle brała do siebie rzeczy, których nawet nie miał na myśli. Była dziwnie skonstruowaną maszyną, a on najzwyczajniej w świecie potrzebował instrukcji obsługi, żeby od razu wiedzieć o co chodzi Fanny Cotton. Przez kilkanaście lat obserwacji, w końcu zdążył się nauczyć. Wbrew wszystkiemu co o nim myślała, była chyba zawsze jedną z najbliższych mu osób, cokolwiek by o sobie nie mówili.
Nie był więc świadom tego, że żonka pochodziła do maszyny z dodatkową dawką energii, gotowa przyłożyć i jemu, jeśli będzie się niepotrzebnie wychylał. Powinien się najpierw zastanowić czy to rzeczywiście taki dobry pomysł, uczyć ją czegoś, co mogło się źle na nim odbić! Jakimś limem pod okiem kiedy będą się następnym razem kłócić.
- Całkiem dobrze ci idzie. – powiedział zdziwiony. – Jestem pod wrażeniem… - dodał podchodząc do żony. Pozwolił sobie dotknąć jej łokcia i nakierować w sposób odpowiedni do technik jakimi posługiwali się bokserzy. Nie był jakimś ekspertem, ale kiedy zasugerował tę zmianę, pewnie poczuła, że w ten sposób boksowanie jest znacznie wygodniejsze i efektywniejsze. Poprosił ją również o to, aby się odsunęła i zaprezentował jak to wyglądało z jego strony.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
15 + 9 = 24

Rzecz rozchodziła się o to, że kobiety same w sobie były skomplikowane. Ale to nie tylko to wprawiało Marchanta w takie zawirowania. Kobiety noszące nazwisko Cotton musiały być pogmatwany jeszcze bardziej, na pewno. Bo przecież i Diana wcale nie była taka prosta i oczywista.
Pozwoliła łaskawie na to, by dał jej jakieś wskazówki. Śmiejący się do tej pory mężczyźni zamilkli, ktoś nawet zagwizdał, kiedy uderzyła za pierwszym razem z worek. Drugi cios, choć nieco bardziej opanowany był słabszy. To na pewno była wina Henryka, specjalnie kazał jej uderzyć źle!
Odsunęła się czekając, aż się popisze przed wszystkimi. Wsunęła ręce w kieszenie i popatrzyła jak uderza w worek. Pomyślała, że ta koszula jest już tylko do wyrzucenia.

Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Dwa pudła i równo.

Przytrzymał worek i spojrzał na żonę. A potem na gwiżdżących, żeby zmrozić ich wzrokiem. Tak się popisywał, że dając jej kolejne wskazówki, prawie dostał workiem z rykoszetu.
- A tak robisz unik. - powiedział dając radę jakoś wybrnąć z nieumiejętności trafienia w worek. W rzeczywistości wyglądał pewnie jak bohater kreskówek machający rękami w powietrzu. Dał jej raz jeszcze spróbować.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1857
avatar
Fanny Marchant
15 + 10 > 24

Patrzyła na to, jak próbował zadać dobry cios.
- Unik robi worek, tak? - zapytała złośliwie. Inaczej nie byłaby sobą. Przekrzywiła głowę i zbliżyła się do worka. Henry chyba nie zmroził wszystkich tak, jakby chciał. Nie miał przedniego zęba, to mu odbierało majestat.
- Dawaj, paniusiu! - krzyknął ktoś. A Fanny dała (ale nie dupy). Zastosowała się do wskazówek męża i uderzyła w worek. Udało się. Wytknęła język śmieszkom i podeszła do Henryka. Stanęła za nim, wsunęła dłonie do kieszeni jego spodni.
- Co za głupia zabawa!- stwierdziła opierając podbródek o jego plecy.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 2018
avatar
Henry Marchant
Schował swoje zdanie o tym, że takie wołanie było nieuprzejme. Przecież nie będzie się jak ostatni dzieciak wdawać w bójki z jakimiś obcymi ludźmi, którzy nie wiedzą co to kultura (ale z tego Marchanta okropny eliciarz). Nie było żadnej fontanny, w której mógłby stoczyć bójkę, więc nie podejmował ryzyka.
- Worki tak mają. - odpowiedział z uśmiechem. Już nie boksował. Złapał ją za nadgarstki, przekładając dłonie żony na swój brzuch. Chwilę stali w tym rodzinnym uścisku.
- Jeszcze jedną głupią zabawę widziałem... - powiedział obracając Fanny do siebie. Poszli przyczepiać ogon.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 1320
avatar
Fabian Sinclair
/początek

A co tam i Fabian się przyplątał! Trzeba sobie rzeźbić muskle, co by damy chciały je dotykać, nie?

p. 2- 17
p. 2- 23
p. 2- 23
p. 2- 17

Raz sieknął za słabo. Potem pomyslał o gębie Fiztroya i walnął mocno dwa razy. A potem słabiej. I cały czas się przy tym świetnie bawił!

/zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 139
avatar
Charlie McCoy
30

Charlie też się tu przypałętał, chociaż stwierdzał, że takie zabawy są dobre dla dzieci. Wyjść na ring, to dopiero coś! Zmierzyć się z przeciwnikiem i obić mu mordę.
Walnął raz w worek, zadowolony z efektu i ruszył dalej, odpalając papierosa. Musiał wyzwać Petera na mały sparing. Będzie ciekawie.

zt
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 324
avatar
Hayden Maclean
/ początek

12 + 8 > 18

Walenie w worek przyszło mu z większą łatwością i przyjemnością. Zatrzymał się przy jednym z nich, rąbnął, osiągnął sukces i prawie napuszył się jak paw... Gdy zobaczył obok mężczyzn walących w większy i bardziej imponujący worek. Przeniósł wzrok na swój, a potem na nastolatka patrzącego na niego z nieukrywaną dezaprobatą. Świetnie, Hayden. Wziąłeś sobie poziom dla dzieci i kobiet.
No ale. Co walnął to jego. Potem poszedł szukać dalszych wrażeń.

ZT
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 533
avatar
Faith Moncreiff
/początek

12 + 4 < 18
12 + 7 > 18

Nie lubiła takich zabaw. Silne uderzenia nie były jej mocną stroną - ona wolała rzucać nożami. Jednak wzbierała w niej złość na Alexandra, toteż podeszła do mniejszego z worków, postanawiając się wyżyć. Pierwsze uderzenie było słabe, jak policzek, który sprzedał jej polityczny kochanek, jednak drugie już było nakurwnięciem. Przynajmniej na możliwości Faith. Nawet ją trochę ręka zabolała.
I tak wolała ćwiczyć swoją celność, więc poszła postrzelać z łuku.

ZT
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Punching ball
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: * EVENTY * :: Święto Ognia 2-