IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Festyn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next
Mistrz Gry
Liczba postów : 2879
avatar
Mistrz Gry
First topic message reminder :


Święto Zakochanych liczy sobie długą tradycję, zapoczątkowaną jeszcze za czasów, kiedy monarchia na dobre stanowiła główną władzę w Zigguracie.
Wedle legendy młodzieniec imieniem Julian Montag na jednym z przyjęć poznał młodą Romualdę Capturek, w której od razu się zakochał ze wzajemnością. Niestety, oboje pochodzili ze zwaśnionych ze sobą rodzin. Para, wiedziona miłosnym porywem wzięła więc ze sobą potajemny ślub. Niedługo po tym wydarzeniu w mieście doszło do konfliktu pomiędzy przyjaciółmi Juliana i Romualdy, który skończył się śmiercią Markucja, przyjaciela Juliana. Jako, że w młodzieńcu płynęła gorąca krew, nie pozostał temu obojętny i przystąpił do pojedynku Tybalcjuszem, przyjacielem Romualdy, którego zabił. Ściągnęło to na niego nieszczęście w postaci wygnania na pustynię, natomiast na Romualdę - wydanie za mąż za kuzyna. Nieszczęsna dziewczyna nie chcąc popełnić bigamii wybłagała od Audytora Walentego z Sanktuarium miksturę, która miała wprawić ją w stan podobny śmierci, by po wybudzeniu uciec z Julianem daleko, na obrzeża miasta. Niestety, Audytor nie zdążył poinformować o sprytnym planie Juliana, który zobaczywszy bezwładne ciało swojej ukochanej postanowił w rozpaczy wbić sztylet prosto w swe młode serce. W tej samej chwili przebudziła się Romualda. Widząc śmierć swojego najdroższego popełnia samobójstwo, używając tej samej broni. Historia ta, wyjaśniona przez Audytora Walentego rodzinom nieszczęsnych kochanków doprowadziła do pogodzenia zwaśnionych przez lata rodów.

Całą legendę przeczytać można w książce Shake'a Williamsa zatytułowanej "Julian i Romualda". Posąg pary zakochanych jest jedną z figur, którą minąć można podczas spaceru w parku.

Z okazji Święta Zakochanych w Drugiej Strefie rok rocznie (pomijając okres wojny a także tyranii Wielkiego Dyktatora) odbywa się festyn, podczas którego wziąć udział można w różnych konkursach oraz zabawach. Na ten krótki czas zanikają bariery pomiędzy klasami społecznymi, i wszyscy mieszkańcy miasta bawią się razem. Choć jak wiadomo, elita miasta woli spędzać czas ze sobą, a nie z biedakami. Na kilku zablokowanych na potrzeby festynu ulicach porozstawiane są kramiki, w których można kupić wszelkie bibeloty związane z Świętem Zakochanych. Tańce, tego dnia trwają do białego rana.
Tradycyjnie zakochani wymieniają się w tym czasie prezentami i czułościami.

Podczas święta działa także ZAKOCHANA POCZTA. Każda z postaci może wysłać swojej wybrance lub wybrankowi anonimową kartkę. Wystarczy wysłać jej treść na konto Mistrza Gry. Walentynki zostaną rozesłane w sobotę 14.02.2015 na skrzynki pocztowe postaci.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Sprzedawca uśmiechnął się pod nosem, czując że znalazł kupca, już pewnie chciał podać zawyżoną cenę! Pięć Kredytów. Ezek w myślach tylko tę cenę przekreślił i napisał własną, dwa Kredyty. Nie było sensu się jednak kłócić. Fitzroy należał do innego typu ludzi! Wyciągnął z kieszeni pieniądze i wręczył je mężczyźnie.
- Hm? - uniósł brwi z uśmiechem. Odeszli kawałek od stoiska i tłumu, wynalazca w tym czasie zdołał wziąć od Mabel wisior. Rozpiął zapięcie i uniósł łańcuszek w górę przystawiając go przez chwilę do swojej szyi.
- Mi chyba nie pasuje. - pokręcił głową i wyciągnął ręce w stronę swojej... walentynki?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
To dobrze, że nie był takim naiwniakiem, by płacić pięć kredytów, bo Mabel chyba by mu wykład zrobiła. Żeby taką kasę na taką drobnostkę wydawać, którą można było nawet ukraść! No, ale dzisiaj nie była tu kraść, dzisiaj była tu na... randce? Aż jej się serce o żebra poobijało na tę myśl.
Pogalopowała za nim jak sarenka i patrzyła wymownie jaj przymierza jej wisiorek.
- Amiamiami? - zabrzmiała jakby mówiła po włosku, albo wołała jakąś Ami. Ale może Ezekiel domyśli się, że pytała cco innego?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Tobietobietobie. - odezwał się jakby mówił po japońsku albo wzywał jakiegoś Tobiego. Rozłożył ręce tak jakby chciał Mabel objąć za szyję, odwrócił delikwentkę i przechodząc jeszcze krok czy dwa, zapiął łańcuszek.
- Pasuje. - powiedział chowając szybko ręce do tyłu.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Mabel już właściwie wystawiała rąsie, żeby łańcuszek od niego, ale szybko zorientowała się, że chyba sama go nie założy. Co było nawet prostsze i logiczniejsze!
- Dziękuję! - obróciła się do niego i mogłaby go wyściskać z radości, gdyby nie przypomniała sobie, że... - Ja też mogę ci coś dać!
Zaczęła grzebać w kieszeniach, a że miała tam dużo różnych śmieci to chwilę jej zajęło zanim znalazła. Wyciągnęła rękę, ale... zapinki do mankietów?
- Aj, to nie to! - zdenerwowała się i znowu zaczęła grzebać. - O mam! - tym razem wyciągnęła w jego stronę błękitnego, zaschniętego żuka purugu. - Podobno jest coś warty. I ładnie wygląda - dodała, żeby romantyczny nastrój nie prysł, bo Mabel umyśliła sobie, że wręczy mu martwego owada.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Patrzył na nią szczerze rozbawiony. Już wkładał ręce do kieszeni i kręcił głową.
- Dzie... dzie-dzięki. - chciałoby się powiedzieć i to się właśnie powiedziało! Ezek podniósł żuka ponad głowę i zaczął się mu przyglądać.
- Sama złapałaś?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
A żuk pewnie lśnił sobie swoim błękitnym blaskiem. Bo nóżkami to już raczej nie machał.
- Yhym - pokiwała głową tak energicznie, że aż włosy jej opadły na twarz. - Na pustyni z Bricem i Jimem - dodała, odgarniając je sobie do tyłu.
- Ezek... a czemu ty się na mnie gniewałeś? Bo w sumie dalej nie wiem, a nie chcę żebyś się na mnie obrażał... Chociaż obrażony to byłeś może pięć minut, no, ale zawsze!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Brice i Jim, znowu o nich wspomina. Ale przecież Rzek nie będzie się dopytywał. Jej mąż. O, racja, ona ma męża. Albo mieć miała i już nie ma? O... czyli muszą wskoczyć znowu do friendzonu!
- Kiedy gniewałem? Nie gniewałem. - zaprzeczył. Był może... Zirytowany w tamtym czasie! - A... Mabel... Twój mąż nie będzie zły?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Jej mąż? Zaraz nam wyjdzie jak rozmowa Mabel z Bricem i skończy się walentynkowanie. A tak dobrze ci szło poza friendzonem!
- Nie? Oh - wzruszyła ramionami. Pewnie jej się wydawało. - Ale jaki mąż? Ja mam męża? Nie mam męża! O co miałby być zły jak go nie ma?
Obejrzała się na niebo. Według forumowej daty była właśnie 4 nad ranem, ale jesteśmy porządnymi ludźmi, więc uznajmy, że dopiero zmierzchało.
- Puścimy sobie lampion?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Z tego co wiem, Victorze, to właśnie lekarze najczęściej chorują. To dlatego, że bardziej myślicie o innych, niż o sobie - dźgnęła go lekko palcem w ramię. Chyba naprawdę wierzyła w czystość serca i intencji Howarda. Akurat minęli namiot wróżki Sarabeli.
- Mam nadzieję, że cię nie usłyszała - przystanęli znowu, by Lucy mogła chwycić jego dłoń - ach, jaka była zadbana! W końcu chirurg musiał dbać o rączki.- Co my tu mamy... linia życia... całkiem długa, i ma kilka rozgałęzień. Wiele przed tobą. O, a tu linia serca - powiodła palcem po wnętrzu jego ręki.- O, i też ma wiele ścieżek - spojrzała na Howarda z uśmiechem. - Wszystko jednak wskazuje na to, że odnajdziesz swoją Romualdę. I że nie skończysz jak Julian!
Chciałaby, żeby linia serca pana Marchanta układała się w słowo "Lucy". Może wtedy by zrozumiał, że są sobie przeznaczeni?
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
I jak on miał się na taki wywód nie uśmiechnąć?
- Mam za to szereg lekarzy wokół mnie, którzy wyślą mnie z receptą na herbatkę do domu. Nie martwi się więc o moje zdrowie, Lucy. Myślę, że choroba z miłości mi nie grozi.
Zerknął w kierunku namiotu madam Sarbeli, ale zaraz skupił się na słowach Lucy, wspominając jednocześnie dotyk dłoni Michelle. W przeciwieństwie do niej Lucy miała gładkie i delikatne ręce.
Linia serca ma wiele rozgałęzień. Miał ochotę parsknąć śmiechem. Trafiła w sedno.
- Brzmisz jakbyś naprawdę się na tym znała, droga Lucy - uśmiechnął się zabierając rękę. - Gdybym ja miał ci wróżyć brzmiałoby to tak... - odchrząknął i obrócił rękę tak, by teraz on mógł ująć jej delikatną dłoń. - Można? - nie będzie jej wszak łapał za ręce jeśli nie chciała. - Widzę przed tobą ogromne bogactwa. Bogactw wielkich połacie, ale... Nie będą to bogactwa materialne. Czeka cię wielka przygoda i wielka miłość, za którą skrywa się równie wielka tajemnica. Miej oczy szeroko otwarte, twoja miłość jest blisko... - ostatnie słowa powiedział patrząc jej w oczy i wciąć trzymając jej dłoń w swojej.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
<--- z Morgana

Z tym ruchaniem miałam bardziej na myśli, że po drodze można się jeszcze zaopatrzyć. Albo następnym razem być przygotowanym. O ile jakiś będzie.
Ruszyli więc ramię w ramię jak towarzysze broni, co wcale nie jest takim błędnym stwierdzeniem. Wszak oboje pozwolenie i broń posiadali. A w dodatku obojgu w głowie szumiało.
- To miejsce jest takie słodkie... - wymamrotała z odrazą. A tak naprawdę wcale by się nie brzydziła, gdyby miała dajmy na to męża. Tak to tylko zazdrość mogła przelewać się przez czary jej serca. Głównie też dlatego czuła potrzebę zniszczenia czegoś pięknego.
- Walę Walentynki - stwierdziła, a jej usta wykrzywiły się w nieładny grymas. - Od lat. A oni co roku siebie z tym festynem przechodzą. Może tym razem razem wróżka znowu wywróży mi rychłe zamążpójście. Albo dostrzeże wreszcie, że jestem tam co roku i nie ma już dla mnie nadziei - zaśmiała się jakoś tak gorzko. Oj, ktoś się chyba upił na smutno.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Bo może się znam? - postarała się, aby jej uśmiech wyglądał tajemniczo. Pozwoliła, by role się odwróciły i to on został wróżką. Albo wróżkiem. Uniosła lekko podbródek słuchając victorowego wywodu z zainteresowaniem.
Właściwie, to przez kilka sekund zobaczyła oczami wyobraźni piękny obraz: ona i pan Marchant na pustyni, szukając przygód, połączeni gorącą jak piach miłością. Szybko zaczęła myśleć o czymś innym, bo zaczynała się rumienić.
- W takim razie muszę zacząć ją szukać, Victorze.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
Uniósł brwi zaintrygowany.
- Twoja matka była wróżką? Czy może ojciec czarodziejem?
Doprawdy ta dziewczyna miała w sobie coś takiego, że coraz bardziej zaczynał się nią interesował. Kryła się w niej jakaś tajemnica, którą coraz bardziej miał nadzieję odkryć. Albo cała sztuczka polegała na tym, że wydawała się być nim bardzo mało zainteresowana.
Rumieńce zdecydowanie dodawały uroku jej blademu licu.
- Powinnaś - zgodził się nie puszczając wciąż jej dłoni. - Pamiętaj, ona jest gdzieś blisko - dodał, jakby sam również się na tym znał i dopiero wtedy puścił jej dłonie.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 548
avatar
Chester Lennox
<--- Morgan

I to jest bardzo dobra myśl. Ale lekko wstawiony Lennox niestety na to nie wpadł. Może go oświeci jak będzie wędrował w drugą stronę, nie wiadomo.
Ruszyli, pewnie zamienili parę słów o tym czy o tamtym, a po chwili doszli. Na festyn, oczywiście.
Ano, względnie, towarzyszami broni kiedyś byli. Ale pan Lennox ciut się wykruszył z tej niesamowitej instytucji państwowej, zwanej potocznie policją.
- Ano, słodkie. - mruknął, rozglądając się po, jakże uroczych, zakochanych parkach, krążących to tu, to tam. Tak na nie patrzył, że w końcu zaśmiał się cicho.
Kompletnie nie mógłby siebie wyobrazić jako jednego z tych typków, krążącego z kimś pod rączkę. Bo taka była z niego uczuciowa persona że ho, ho.
- Ja też. Nie dla mnie te wszystkie słodkości. - prychnął, nadal rozbawiony wizją siebie krążącego z kimś pod rączkę - Ale, jak widać, nie wszyscy podzielają nasze zdanie. - mruknął, znów przelatując wzrokiem po tych wszystkich ludziach.
Z dalszym komentarzem wstrzymał się aż kobieta skończy się śmiać. A wtedy szturchnął ją łokciem w bok.
- Dramatyzujesz. - stwierdził - Że nikt ma na ciebie nie polecieć? Proszę! - prychnął i zaśmiał się cicho. No, jeszcze bardziej wesoły niż w Morganie. Alkohol, plus wygrana pieniężna, potrafią na człowieka dobrze wpłynąć, to prawda.
- Jeszcze ktoś się znajdzie. - dorzucił, wyciągając z kieszeni paczkę fajek.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 728
avatar
Isabela Grant
Isabela z kolei wiele by dała, by spacerować tak z kimś pod rękę. Nawet jeśli nie miałoby to być formą czułości, a zwykłej małżeńskiej przezorności. Niestety Isabela nie pamiętała już kiedy ostatnim razem była zakochana. Kiedy ktoś się o nią troszczył. A może pamiętała aż za dobrze? Na te i inne pytania może i skłonna byłaby w podchmielonym stanie odpowiedzieć. Ale nikt nie pytał.
- Zdecydowanie zbyt wiele osób - zgodziła się. - Zupełnie nie rozumiem dlaczego tak wiele zakochanych zachwyca się historią Juliana i Romualdy. Nudna i mdła historia z nieszczęśliwym zakończeniem - wzruszyła ramionami w wyraźnie nie najlepszym humorze. Może ten papieros jej pomoże? Tak, papierosy zawsze pomagają. Jeśli Chester jej nie zaproponował pewnie sięgnęła po swoje.
- Teraz naprawdę nie wiem, czy próbujesz być miły, czy zwyczajnie mi dopiec - mruknęła, gdy dorzucił to "ktoś się znajdzie". - Nikt się nie znajdzie. Nikt kto miałby się ze mną ożenić, tego akurat jestem pewna. Nie dziwię się zresztą. Po co brać się za stare, skoro można mieć młode? To zupełnie logiczne i poprawne - dodała w dość neutralnym tonie. Ostatecznie akceptowała, że starą panną się stała.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
- Ten cały Brice albo Jim, ach nieważne. - machnął na to wszystko ręką, bo już wchodził w te sfery rozmowy, które mu się nie za bardzo podobały. Powinien raczej zająć się tym co dotychczas, bo dobrze się bawił. Gdyby miał wytłumaczyć dlaczego - nie wiedział!
- To jakaś kolejna tradycja? - zapytał i pewnie zaczęli maszerować w stronę tych stanowisk z lampionami. Przystanął kawałek dalej. Zauważywszy panią z lemoniadą, zachciało mu się pić. Taki wielki miała pojemnik z zimną lemoniadką! Bo i gości było sporo!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
No, a Mabel nie podejmowała tematu, bo to strasznie pokręcona i zawiła sprawa była. Jeszcze jej się samej to dobrze w główce nie poukładało to co dopiero jakby miała komuś tłumaczyć. Już raz tłumaczyła i widać się Ezek też nie do końca w tym pokapował.
- Eee... nie wiem. Ale możesz przeczytać to się dowiemy!
O, to w sumie jak już tu z nią był to może go wykorzysta, żeby dowiedzieć się o co w tej całej legendzie chodzi. A w sumie to oboje się dowiedzą, bo Ezekiel też był trochę nieogarnięty.
- A przeczytasz mi też historię o Julianie i Romualdzie? Widziałam kiedyś kawałek teatrzyku, ale to było mordobicie, więc dzieci się rozpłakały i przerwali spektakl - dodała rozczarowana. - O, lampiony! - kiedy on dostrzegł lemoniadę ona po przeciwnej stronie ścieżki zobaczyła ich cel. Pobiegła tam, ciągnąc oczywiście za sobą Ezka, a kiedy już kupili mogli ustawić się z boku i odpalać! Sprzedawca dopowiedział, że muszą pomyśleć życzenie, a potem puścić go we dwoje, bo inaczej się nie spełni.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Nie miał zielonego pojęcia, że Mabel nie potrafi czytać, ale to przecież w niczym nie przeszkadzało. Ezek był bowiem takim nierozgarniętym facetem, który w głębi duszy jest jeszcze dzieckiem. Przyjmuje wszystko bezpośrednio, a sam potrafi być niesamowicie prostolinijny. Od razu przystał na jej propozycję, chociaż pewnie trochę pomarudził na to, że nie jest zbyt dobrym lektorem. Ale skoro sama tego chciała...
Pociągnięty w stronę lampionów kompletnie nie wiedział co sobie pomyśleć. Jak na dobrze wychowanego, młodego człowieka podziękował uprzejmie za papierowy przyrząd do spełniana marzeń i w sumie podał go do "współprzytrzymania" Mabel. Zamknął oczy i zmarszczył brwi. Potem podpalił lampionka otwierając tylko jedno oko.
- Już? - zapytał i pewnie na "raz, dwa, trzy" wypuścili świecidełko w górę. Ezek zadzierał głowę i chyba nawet zaczął się kawałek po kawałku cofać. Ha, złapał nawet pannę Grey za dłoń!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 313
avatar
Lucy Brightlight
- Nie - zaśmiała się. Ależ to by było dziwne, gdyby matka Lucy była wróżką. Chociaż może była, a nasza młoda dama o tym nie wiedziała? - Nie zapomnę - skinęła głową, również nie spuszczając wzroku z Victora.
Im dłużej z nim przebywała, tym lepsze o Howardzie miała zdanie. Mądry, z dobrym wykształceniem i przyszłościowym zawodem, dowcipny, czarujący... może powinna mu pomóc z tą nieszczęsną Romualdą?
Gdzieś w oddali ludzie zaczęli puszczać lampiony!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
No niestety nikt nigdy jej nie nauczył. Czasami trochę żałowała, ale wolała w tę stronę, niż jakby nie umiała liczyć. A to akurat potrafiła. Zresztą skoro Ezkowi to nie przeszkadzało to i ona pewnie nie będzie doszukiwać się w tym problemu.
Mabel zerknęła jak jej towarzysz podpala lampion i sama zamknęła oczy. Nie wiedziała czy tak trzeba, ale postanowiła po prostu iść za jego przykładem. A potem oboje puścili w niebo w swój lamion, przy czym Mabel zdążyła powtórzyć swoje życzenie w myślach pewnie z dziesięć razy. Sama się sobie dziwiła, że życzyła sobie więcej sukienek, a czegoś pozbawionego wartości materialnej. No, ale skoro taki miała teraz kaprys to czemu miałaby tracić życzenie na coś innego?
Odruchowo oddała uścisk dłoni, patrząc z zachwytem jak ich lampion wzbija się w górę w ciemniejące niebo. Spojrzała na Ezkiela z uroczym uśmiechem.
- Mam nadzieję, że się spełni - westchnęła i obejrzała się na stoisko z lemoniadą.
- - Napijemy się? - Też poczuła pragnienie, więc skoro już trzymała Ezka za rękę mogła pociągnąć go w tamę stronę.
A kiedy już trzymała lemoniadkę w dłoniach mogli ruszyć dalej. Tylko że Mabel nagle zobaczyła kogoś znajomego. Toż to przecież był ten... koleś z Claudette! Nie wiedziała jak się nazywał, ale chodziło o Chestera. Nabrała powietrza w płuca by go zawołać i zamachać, ale przez taki manewr niestety wylała lemoniadę na... Ezka!
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Na co Mabel wylała Ezekielowi lemoniadę? To już rozstrzygnie los!

1 - buty
2 - nogawki
3 - krocze
4 - brzuch
5 - klatę
6 - twarz
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 243
avatar
Ezekiel Fitzroy
Kompletnie się zgodził, sam nawet miał ochotę na napicie się lemoniady. Nie wiedział jeszcze, że zostanie mu ona w dość oryginalny i odważny sposób sprezentowana. Jeszcze chwila, jeszcze moment i...
...chlust!
Żeby tak prosto do oka cytryną?! Zatrzymał się, zamrugał powiekami wyciągając w porę prawą rękę. Limonka spadła mu wszak prosto w łapę. Na loczkach zatrzymały się oczywiście ściekające teraz w dół kropelki napoju, a Ezek chciał tylko strzepnąć to z siebie jak brudny pies, który się w rzece przed chwilą umył.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 953
avatar
dr Victor Howard
W takim razie jej ojciec na pewno był złodziejem, bo jej oczy błyszczały jakby ukradł jej gwiazdkę z nieba! No, ale Victor był za porządny na takie wyuzdane teksty.
Gdyby mógł usłyszeć jej myśli nareszcie miałby powód do radości. O ile nie odstraszyłyby go wszystkie wcześniejsze wywody o Marchancie.
On również zauważył lampiony. Spojrzał na nią z wahaniem, ale w końcu uznał, że zapytać nie zaszkodzi.
- Masz ochotę? - zapytał zerkając na niebo, gdzie już unosiło się kilka lampionów.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 806
avatar
Wodzirej
Za Ezekielem kroczył chłopak, który sobie na festynie dorabiał. Zanosił kolejną dostawę lemoniady dla kilku stoisk. Tak się biedaczek zapatrzył na jakąś piękną gazelę, że aż wrąbał się prosto na Fitzroya. A poustawiane na wielkiej tacy dzbanki wyleciały w górę. Kogo ochlapały (rzucają dwie osoby)?
1 – Mabel
2 – Lucy
3 – Victor
4 – Isabela
5 – Chester
6 – Ezekiel

Jak ochlapały?
Rzucają ochlapani!
1 – Dzbanek uderzył Cię w głowę, ała! Jesteś mokry i obolały.
2 – Lemoniada wylądowała na Twojej klatce piersiowej.
3 – Zmoczyło Cię od pasa w dół.
4 – Ktoś inny dostał dzbankiem, a Ty dostałeś lemoniadą w twarz. Na zdrowie!
5 – Ochlapały, jasne! Może troszeczkę. Gorzej było z tym tłuściutkim facetem, który oberwał szkłem i teraz przygniata Cię swoim cielskiem do ziemi!
6 – Nie dość, że dostałeś lemoniadą po twarzy to zostałeś dodatkowo zroszony piwem przez mężczyznę stojącego nieopodal.
Powrót do góry Go down
Liczba postów : 791
avatar
Mabel Grey
Mabel zakryła sobie usta dłonią wyraźnie zakłopotana.
- Ups, przepraszam, to było niechcący - wymamrotała nie potrafiąc jednak do końca ukryć wesołości. Tym bardziej kiedy tak malowniczo złapał tą limonkę. A to jeszcze nie koniec! Jakiś młokos ledwie co ominął Mabel i wrąbał się w Ezekiela zalewając mu mordkę kolejną falą lemoniady. Tu Mabel już nie wytrzymała i zaśmiała się głośno. A zaraz jeszcze prysnęło piwem! Ale moment, moment... Tam był jeszcze drugi dzbanek, który poszybował właśnie w jej znajomego! Krztusząc się ze śmiechu Mabel przyglądała się tej całej sytuacji. Ale ubaw!


Ostatnio zmieniony przez Mabel Grey dnia Pią Lut 13, 2015 12:56 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Festyn
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: * EVENTY * :: Święto Zakochanych-