Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.


 

Share

Mieszkanie pana Macleana

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Mieszkanie pana Macleana  Pią Lip 10, 2015 9:50 am

First topic message reminder :

Małe mieszkanie// Hayden Maclean

Mieszkanie ma dwa pokoje, jeden większy, który może służyć za salon, i jeden mniejszy. Posiada również osobną kuchnię i łazienkę, z kanalizacją i ciepłą wodą z bojlera.

Sprzęty:
- mała kuchnia węglowa
- duży bojler
- żelazko
- chłodziarka z eterem

Łączne zużycie węgla to 9,89 jednostki.
dr Joshua Grant
dr Joshua Grant
Liczba postów : 3749
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Lip 13, 2016 11:59 am

Ostatecznie dr Grant i dr Maclean nie byli do siebie aż tak bardzo różni, przynajmniej jeżeli chodzi o ambicje.
- W to nie wątpię. Dlatego pierwsze co, to pomyślałem o nim. - tu przekrzywił głowę - Masz spuchnięte stopy i kostki. Nie boli cię to ? - wychylił się po poduszkę. - Chodź, położymy je nieco wyżej, powinno ci ulżyć. - uśmiechnął się
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Lip 13, 2016 2:35 pm

Miejmy nadzieję, że te różnice połączą obu panów a nie wrę przeciwnie. W najgorszym scenariusz dwie najważniejsze osoby w jej życiu dają sobie po mordzie. Miejmy nadzieję, że to takiego czegoś nigdy nie dojdzie.
W normalnych okolicznościach Meg pewnie wyłożyłaby się na kanapie ale teraz siedziała i pozwoliła sobie podłożyć jedną z poduszek kanapy pod stopy.
- Nie mam pojęcia dlaczego już mi puchną. Składam to na karb klimatu.- uśmiechnęła się do Josha z wdzięcznością, że zadbał o jej samopoczucie i komfort.- Za trzy miesiące pewnie będę na bosaka chodzić.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Lip 13, 2016 8:21 pm

/ początek

Hayden wrócił umęczony, jakby brał udział w jakiejś stuletniej wojnie. Osobiście. Przez wszystkie lata. Spotkanie ciał nauczycielskich okazało się nudnym zabijaniem czasu, dodatkowo nie prowadzącym do żadnej konkluzji. Nie mówiąc już o tym, że rektor nie mógł sobie podarować złośliwości w stosunku do niego. Był zirytowany, ale miał nadzieję, że wieczór spędzony wspólnie z Meg pozwoli mu zapomnieć o całym tym pierdoleniu bez sensu przez parę godzin. Siri - którego zabierał na uczelnię po wynegocjowaniu tego z rektorem - wyglądał jakby miał zgoła inne uczucia. Merdał ogonem, wywalał radośnie język. Dopiero gdy weszli do mieszkania nadstawił uszu, nasłuchiwał.
- Spokojnie, staruszku. - Hayden poklepał go przelotnie po łbie, by ruszyć do salonu.
- Co za porąbany dzie... - zamarł w progu, w połowie rozwiązanym krawatem w ręku. Odchrząknął. - Nie wiedziałem, że będziemy mieć gościa. - uśmiechnął się, a potem lekko skłonił głowę na przywitanie. - Panie Grant.
Co, do kurwy, tutaj robisz?
dr Joshua Grant
dr Joshua Grant
Liczba postów : 3749
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Lip 13, 2016 8:34 pm

- Powinnaś je odciążać, inaczej będzie jeszcze gorzej - zwrócił uwagę.- Trzymaj je trochę wyżej - podsunął jej jeszcze jedną poduszkę i wtedy też zjawił się dr Obrażalski Maclean. Wciąż go bawiło, jak bardzo Hayden się na niego zawziął. Aż zaczął mu "panować" mimo, że byli na ty.
- Hayden, witaj - on nie zamierzał mu panować, bez przesady. Zwłaszcza, że Josh był starszy. - Chciałem zamienić z Tobą parę słów...mam w zasadzie pewną propozycję...ale jak jesteś bardzo zmęczony, możemy umówić się na inny dzień. - zaproponował z uprzejmym uśmiechem
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Lip 13, 2016 10:21 pm

Tłumaczenie, że przecież nie może leżeć jak zwłoki i nic nie robić chyba i tak nie trafiłyby Joshowi do rozsądku, więc dla świętego spokoju pozwoliła mu podłożyć tę poduszkę więcej.
W chwilę później wpadł do pokoju Siri merdając ogonem i Meg dostała zwyczajową porcję psich czułości, zresztą odwzajemniła się tym samym.
Na widok męża wchodzącego do pokoju uśmiechnęła się i zaczęła się podnosić z tej kanapy by się z nim przywitać. Buziak ze strony Haydena byłby mile widziany.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Czw Lip 14, 2016 6:58 am

Pies, merdając ogonem, dopadł do Megan, a gdy przywitał się ze swoją nową panią, również i Grant otrzymał parę merdnięć ogonem, a także aprobujące szczeknięcie. Siri to towarzyski pies był, niezależnie od sympatii i antypatii swego pana. Zdrajca.
Hayden podszedł do żony, gdy ta wstała. Nie tylko pocałował ją w policzek, ale również przygarnął lekko do siebie, obejmując w pasie. Miało to bardziej charakter gestu okreslajacego wlasność, niż uczucie. Hayden doskonale wiedział, że Megan nie jest głupia, że wyczuć te manifestacje. Ale nie mógł się powstrzymać. Był po prostu zazdrosny. Między Megan i Joshuą istniało naturalne porozumienie, podczas gdy między nią a Haydenem - namiętność, której trwałości nie można było przewidzieć i przyjaźń z historią zbyt krótka, by wiedzieli jak się zachowają w niesprzyjających warunkach. Mogli wyznawać sobie oddanie, a i tak oboje poruszali się w tej nowej relacji jak dzieci we mgle.
- Propozycję? - uniósł brwi.
Nie oddam ci żony na jedną noc. Nawet za milion kredytów.
Łagodnym gestem posadził Megan, po czym sam usiadł.
- Jakieś szczegóły?
Głupia sprawa. Przecież polubił Granta od samego początku. Ale potem lekarz zaczął mieć ciągoty do Megan... No i właśnie.
dr Joshua Grant
dr Joshua Grant
Liczba postów : 3749
Re: Mieszkanie pana Macleana  Czw Lip 14, 2016 8:20 am

Być może Siri wyczuł zapach Pepper, w końcu Grant też posiadał psa. No i też protetyk z natury był dobrym człowiekiem, a psy to czują i lgną do takich ludzi. To, że lekarz ulokował niezbyt szczęśliwie swoje uczucia...cóż nie było to przecież złe, prawda? Josh podrapał Siri za uchem, jeśli ten gdzieś nie czmychnął.
Na tą manifestację i prawie, że oszczanie swojego terenu, uniósł brew i uśmiechnął się z delikatnym politowaniem. Jakby chciał zapytać "weź, czo ty odpierdalasz?" Dawniej by to pewnie nawet skomentował, ale życie nauczyło go trzymać język za zębami.
- Propozycję. - kiwnął głową, gdy ten już usiadł. - Dla chemika medycznego.
Sięgnął po swoją torbę lekarską i wyciągnął z niej dość opasłą teczkę i zdjęcie z...wesela Granta. Uwieczniony na nim został lider zespołu - Sinclair.
- Kojarzysz pewnie tego chłopaszka, grał u mnie na weselu z zespołem. Zachowuje się jakby miał sprężynki w łydkach i bateryjki w...no. Dwadzieścia dwa lata, student wydziału muzyki, najmłodszy od lat artysta w Ziggurackiej orkiestrze, spotyka się ze znaną u nas projektantką. Nie można mu odmówić talentu, no i wiecznie mu się micha śmieje, czego do końca nie umiem zrozumieć - kącik ust uciekł mu ku górze. - No, ale każda historia ma słodko-gorzki smak, tak już w życiu bywa. Ten idylliczny obrazek burzy jeden szczegół. Chłopak powoli umiera.
Ten to miał zacięcie dramatyczne, co nie? Powinien iść do teatru.
- Niszczy go choroba, której nie zna zigguracka medycyna. Lekarze nie znają jej przyczyny, co ją wywołuje, jedyne co wiedzą, to, że ma podłoże immunologiczne. Technicznie chłopak jest okazem zdrowia, potwierdzają to każde badania, które masz w tej teczce. Przebadano go nawet psychiatrycznie, czy nie symuluje, albo sobie nie sugeruje...Faktem jest jednak, że co jakiś czas przychodzi "atak" i wysiada wszystko, a jego własny układ immunologiczny go zabija.
Podsunął mu dokumenty.
- Zigguraccy lekarze nie umieją mu pomóc, jedynie faszerują prochami, by przy atakach uśmierzyć ból. I pewnie, w końcu jego organizm tego nie wytrzyma. - skwitował nieco beznamiętnie. - No i po tym krótkim wstępie, przechodzimy do Ciebie. - spojrzał na Haydena. - Myślę, że moja dobra znajoma jest skłonna opłacić koszty wszystkich badań i eksperymentów, które mogłyby go uratować. Tylko potrzeba tu świeżego umysłu i wiedzy, której my nie posiadamy, a być może posiada Kaan-an.
Sięgnął po filiżankę ze swoją herbatką.
- To jak? Możesz uratować czyjeś życie a przy okazji rozwinąć skrzydła. Chyba nie masz zamiaru reszty życia spędzić, użerając się ze studentami ?
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Czw Lip 14, 2016 8:58 pm

Za ten uśmiech z politowaniem Grant powinien dostać po pysku. Ale on przecież wie wszystko lepiej. Łażenie po sklepach ze swoją wyjątkową przyjaciółką, podczas gdy ciężarna żona w domu - to dopiero nieskalane zachowanie. Hayden co prawda o niczym nie wiedział, ale mógłby dać Joshui w mordę ot tak, by poczuć się lepiej. Dziwna sprawa. Przecież lubi tego kolesia. Właśnie dlatego teraz wysłuchał tego, co ten ma do powiedzenia. Bądź co bądź interesy to interesy, żadne emocje nie mogły ich zakłócać.
Gdy Grant skończył, Hayden podrapał się po czuprynie.
- Nie jestem lekarzem, Joshua. - ostrzegł, ale widać było, że propozycja go zainteresowała. - Niemniej jednak przy wsparciu lekarza, mógłbym podjać się próby rozwiązania tej zagadki. - pokręcił głową. - Choć nigdy o czymś takim nie słyszałem. To znaczy o takim przypadku. A niestety tutaj nie mam dostępu do lekarskich akt. - znowu podrapał się po głowie. - No dobra. Będę potrzebował wszystkich możliwych informacji o stanie zdrowia chłopaka i historii choroby, potem będę musiał zlecić parę badań na reakcję na konkretne substancje chemiczne, a następnie porównam to z tym, co już znam.
dr Joshua Grant
dr Joshua Grant
Liczba postów : 3749
Re: Mieszkanie pana Macleana  Czw Lip 14, 2016 9:19 pm

Wiem, że nie jesteś. Stąd moja propozycja. Tutejsi lekarze już machają na to ręką, bo "i tak nic nie da się zrobić" - podsunął Haydenowi teczkę - To jego papiery ze szpitala. Zapoznaj się z nimi w ciągu kilku dni, bo muszę je zwrócić do archiwum.
Upił łyk herbaty, obserwując chemika uważnie.
- Z punktu widzenia medycyny, to dość ciekawy przypadek. I nie jedyny. Jego ojciec ponoć cierpiał na to samo, jednak zmarł cztery lata temu i ostatecznie nie zdążono go przed tym przebadać. Stąd teoria, że jest to coś na podłożu genetycznym... W każdym razie skontaktuje cie z panią Black, która prawdopodobnie będzie skłonna to wszystko sfinansować.
Odłożył filiżankę.
- Jest rzecz jasna ryzyko, że się nie uda... I to ci nie przysporzy popularności... Ale my, naukowcy żyjemy dla tego ryzyka, prawda? A w historii dziejów, żaden przełom nie nastąpił bez ryzyka porażki. Ach no i kwestia przekonania samego Sinclaira by spróbował jeszcze raz. Bo ukrywa to przed wszystkimi, ja się dowiedziałem czystym przypadkiem
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Pią Lip 15, 2016 11:33 am

Megan pozwoliła Haydenowi na tę małą manifestację i nawet nie była na niego zła z tego powodu. Zresztą z boku wyglądał jak mąż zakochany w żonie, który po prostu instynktownie przygarnia ją do siebie. Na twarzy Meg pojawił się uśmiech i pozwoliła się usadzić na kanapie, automatycznie znowu kładąc stopy nieco wyżej.
Siri pokręcił się po pokoju a później ułożył obok kanapy. Meg podejrzewał, że był trochę zawiedziony, iż nie mógł się wpakować na zajmowany przez nich mebel.
Wyczuwała w Haydenie rezerwę w stosunku do Josha i nie domyślała się, że to ona jest jej przyczyną. Tym bardziej było to zaskakujące, że przecież przy pierwszym spotkaniu niczego takiego miedzy nimi nie było. Podejrzewałaby nawet, że zostaną serdecznymi przyjaciółmi.
Nie mieszała się do rozmowy mężczyzn tylko się jej przysłuchując. Osobiście uważała, że Hayden mógłby przyjąć tę propozycję, ale w żaden sposób nie zamierzała naciskać na męża.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Pon Lip 18, 2016 7:49 am

Hayden wziął teczkę, otworzył ją mechanicznie, zerknął na pierwszą stronę, choć w tym momencie nie miał zamiaru przyglądać się temu wnikliwie. Słuchał tego, co Grant ma do powiedzenia. Potakiwał głową, a przy mowie o ryzyku uśmiechnął się kwaśno.
- Juz i tak nie jestem zbyt popularny, łagodnie rzecz ujmując. - zamknął teczkę i odłożył na bok. - Ten przypadek może mi tylko pomóc.
Brzmiał jakby był pewny siebie, ale w rzeczywistości miał wątpliwości. Zajęcie się ta sprawa oznaczało danie chlopakowi nadziei. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby miał pewność, że znajdzie lekarstwo. Ale nie miał. No cóż.. Niemniej jednak rozwiązanie tej zagadki było warte ryzyka. A przynajmniej tak się Haydenowi wydawało.
- W porządku. Zapoznam się z teczka. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
dr Joshua Grant
dr Joshua Grant
Liczba postów : 3749
Re: Mieszkanie pana Macleana  Pon Lip 18, 2016 8:48 am

No i super. Załatwił wszystko co chciał.
- W takim razie, skontaktuję cię z panią Black, jeżeli ta wyrazi chęć finansowania tych badań. Tymczasem na mnie już pora. Żona czeka, takie tam. - wstał i uśmiechnął się - Dziękuję za herbatę.
Pożegnał się z Haydenem uściskiem dłoni, podrapał Siri za uchem, Meg zaś otrzymała ciepły uśmiech, bo Maclean mógłby dostać spazmów, gdyby pocałował ją w policzek.
No i sobie poszedł do żony

/zt
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Sty 23, 2019 11:04 pm

/ poczatek

Megan była w zaawansowanej ciąży i chociaż Hayden najchętniej spędzałby całe dnie na uczelni, to w końcu moralny obowiązek wygrał. Ale czy to nie miłość powinna wygrywać? W każdym razie mężczyzna krzątał się teraz obok żony, pytał czy chce herbaty, czy może podłożyć coś pod nogi, jak się czuje i w czym może jej pomóc. Nawet po tylu miesiącach nie potrafił sobie odpowiedzieć, co też myśleli tamtej nocy - że plemniki Haydena zawrócą? Że popełnią samobojstwo zanim dotrą do jajeczka? Najgorzej, że po tamtym jednym razie i nocy poślubne prawie się nie kochali.
Siri nie odstępował Megan na krok do tego stopnia, że teraz w zasadzie był bardziej jej psem. Teraz leżał pod jej nogami, nadstawiając tylko uszy czy wszystko jest w porządku. Hayden był mu wdzięczny, że przejął trochę opiekę nad Megan.
Nawet jeżeli Megan odmówiła herbaty, przygotował jej specjalną edycję. Taką z miodem i cytryną, nawet dorzucił goździki dla aromatu. Podał go małżonce, gdy ta siedziała na kanapie. Zajął miejsce obok niej, dłoń położył na brzuchu.
- To już niedłygo. - uśmiechnął się czule, a przynajmniej wydawąło mu się, że czule. Nienawidził się za to, że nie ma między nimi ognia, chemii. Oddałby za Megan życie, była ważna, bardzo ważna, nie ulegało to wątpliwości. Jednak Haydenem wciąż targały wyrzuty sumienia, że skazał kobietę na siebie. Zasługiwała na kogoś lepszego.
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Czw Sty 24, 2019 12:50 pm

Megan siedziała na kanapie w obszernej kwiecistej sukience, która w jej mniemaniu przypominała namiot. Na pewno nie wydawała się atrakcyjna swojemu mężowi, co zbyt jej nie dziwiło. Opuchnięte ciało, bo  w tych upałach woda zbierała się mocno w organizmie. Tu i ówdzie pojawiły się jej rozstępy, co na pewno go odstręczało. Nie pamiętała, kiedy ostatnio uprawiali seks, ale przecież nie będzie go błagała.
Oh oczywiście nie mogła mu nic zarzucić, był wobec niej troskliwy i opiekuńczy, ostatnio nawet nieco skrócił godziny pracy by częściej być w domu, ale bardziej traktował ja jak laleczkę z porcelany niż żonę przynajmniej takie były jej uczucia.
Pokiwała głową, że chce herbatę i obserwowała krzątającego się Haydna. W ciągu ostaniach miesięcy jej przyjacielskie uczucia zamieniły się w miłość, którą dusiła w sobie. Nie chciała go obarczać swoimi uczuciami, skoro i tak zrobił dla niej tak dużo. Poświęcił się, ożenił i zapewnił opiekę. Dał nazwisko jej i dziecku, nie powinna oczekiwać od niego czegoś więcej, a jednak tak było.
- Pyszna.- uśmiechnęła się do mężczyzny próbując herbaty.- Tak, niedługo.- odłożyła szklankę ostrożnie na stół by nie poparzyć pasa siebie czy męża. Położyła swoją rękę na jego i lekko się uśmiechnęła.- Prawdę mówiąc jest przerażona jak nigdy w życiu.- chodziło jej o poród i o to co potem. Samolot nadal był nienaprawiony więc w taki czy inny sposób Hayden był na nią skazany. Nie mogła zwrócić mu wolności a przy tym wszystkim miała świadomość, że gdyby to jednak zrobiła to cierpiałaby nie mniej ni po utracie Gregoryego.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Czw Sty 24, 2019 10:10 pm

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Przysunął się bliżej, by objąć Megan i pokrzepiająco ją przytulić. To było jej pierwsze dziecko, to oczywiste, że się bała. Miał nadzieję, że tylko raz przyjdzie jej wypychać dziecko ze swego łona. Jeden potomek to wystarczająco. Aż za dużo. I za szybko. Oczywiście nigdy nie powiedziałby tego na głos, za nic w świecie nie chciałby robić Megan przykrości swoim męskim, przestraszonym gadaniem. Przecież na jej wyjawienie strachu nie odpowie: "ja też".
- Podobno, gdy kobieta trzyma dziecko w ramionach, to wie, że każdy ból się opłaca. - powiedział, przygarniając ją do siebie. - No i podobno ból uszlachetnia.
Ostatnie słowa powiedział poważnie. Za poważnie, by trudno się było nie zorientować, że to żart. Bo jeśli nie mogli się śmiać ze wszystkiego, to jakie życie by ich czekało? Miał zamiar widzieć na ustach żony uśmiech nawet w ciężkich chwilach. Nawet jeśli teraz popełnił błąd i przesadził z żartem, to przecież mają całe życie, by się nauczył subtelności.
Parsknął śmiechem.
- Jak czujesz? Chłopiec czy dziewczynka?
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Wto Sty 29, 2019 5:03 pm

- Uhm.- mruknęła tylko na słowa męża bo wcale nie była do tego przekonana. Wręcz przeciwnie. Ostatnio jakieś ciemne myśli się jej nad głową zbierały, których nie potrafiła uspokoić. Tłumaczyła sobie to oczywiście ciążą i tym wszystkim co działo się z jej ciałem. Nawet nie chciała zerkać na swoje opuchnięte kostki, które przypominały miniaturowe baloniki.
Hayden objął ją ramieniem, więc przytuliła się do niego, wtulając w bark. Siri tylko podniósł głowę i wrócił do swojej drzemki. Na początku ciąży razem przesypiali po prawie całych dniach, ale obecnie Megan nie czuła się już taka senna. Właściwie, gdyby nie tusza i opuchlizna to byłoby całkiem nieźle. No i gdyby nie zmartwienia, które siedziały jej w głowie.
Na ostanie słowa męża uniosła jednak głowę w górę i spojrzała w jego twarz a potem się roześmiała, lekko szturchając go łokciem.
- Już jestem wystarczająco szlachetna.- pokręciła lekko głową, śmiejąc się razem z Haydenem.
- Właściwie to mam wrażenie, że stado athwali. Patrz.- sięgnęła po rękę męża i położyła na swoim brzuchu w miejscu, gdzie akurat dziecko wywaliło pietę. Powinien ją bez problemowemu wyczuć. Łatwiej byłoby bez sukienki ale przecież jej nie zdejmie, a przynajmniej nie w obecnej sytuacji.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sro Sty 30, 2019 9:25 pm

Szczery śmiech Megan sprawił, że Haydenowi zrobiło się cieplej na sercu. Taką ją lubił i taka była przed tym, jak się ze sobą przespali. Przygarnął ją do siebie, a potem nachylił się nad brzuchem, by pozwolić Megan pokierować jego ręką. Pod skórą kobiety w istocie szarpało się coś wściekle. Nie dziwne, zbliżał się termin, lada moment pani Maclean zacznie rodzić. Hayden nie mógł się już doczekać, gdy Megan wróci do normy - do normalnych rozmiarów znaczy się. Nienawidził się oczywiście za tę myśl. Ale tak bardzo rozpaczliwie chciał, by już wszystko wróciło do normy!
Do normy.
Oczywiście nic do normy wrócić nie mogło, ale Maclean wiedział, że wtedy będzie mu łatwiej traktować Megan i jej dziecko jak tych, którymi musi się opiekować... w imię przyjaźni. Czuł w kościach, że po porodzie nastąpi jakieś przekroczenie granicy i uświadomienie sobie, że mimo wszystko nie kocha Megan jak kobiety. Znaczy, nie to, że nie widział w niej kobiety, bo po seksie trudno byłoby patrzeć inaczej, tylko... Ach! Wszystko w głowie Haydena było takie zagmatwane. Tak bardzo mu zależało na tym, by nie skrzywdzić Megan, że już całkowicie gubił się we własnych myślach i emocjach.
- Już niedługo, mały drapieżniku. - zaśmiał się, zwracając się do brzucha. - Jeszcze trochę i będziesz hasał na zewnątrz. - potem zwrócił wzrok na Megan. - Pomogę ci zapanować nad tym wścieklakiem. Będziemy cudowną rodziną z małym potworkiem. Chyba, że odziedziczy urodę po tobie, wtedy będzie aniołem. - puścił jej oko i ucałował w policzek.
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Nie Lut 03, 2019 4:29 pm

Megan miała szczęście, że nie znała myśli Haydena, bo w przeciwnym wypadku musiałaby się załamać, pewnie wyprowadzić do swojego starego mieszkania, bo w czasie kiedy jej mąż miał coraz większe wątpliwości, ona zakochiwała się w nim bardziej i bardziej. W ostatnim czasie nawet tak często nie myślała o powrocie w rodzinne strony. Fakt, że samolot nie był naprawiony i nie było czym wrócić to inny temat, ale nie wyobrażała sobie, że mogłaby zostawić Haydena.
- Do hasania to jeszcze trochę mu zejdzie, najpierw wszystkie zupki, srupki i pieluszki, ale prawdę mówiąc chciałabym już to mieć za sobą. Zawsze wtedy mogę tobie wcisnąć malucha a nie samej cały czas go dźwigać. I w ogóle lepiej by dziecko przypominało ciebie, tylko że wtedy jak dorośnie to będę musiała wszystkie te pannice od niego miotłą odpędzać.- oczywiście nie miała być nadopiekuńczą mamuśką, która trzęsie się nad dzieckiem. Miała zamiar je wychowywać na samodzielną rozumną istotę.
- Księżniczka tatusia się marzy? I co byś zrobił jakby dorosła? Zamknął w szklanej wieży?- pani Mclean pochyliła się i upiła kilka łyków herbaty, która nieco już ostygła.
- Wiesz co musielibyśmy kupić jakieś łóżeczko w końcu.- w sumie było to stwierdzenie, ale trochę w formie pytającej, bo nie była przekonana czy Hayden będzie miał na to ochotę czy nie. Jak nie to jakoś będzie musiała dać radę.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Nie Lut 03, 2019 5:43 pm

Dlatego Hayden tak bardzo się pilnował z tym, by nie być szczerym. Wolał być kłamcą, niż sprawić Megan przykrość. Zwłaszcza teraz, w ostatnim stadium ciąży. Stres mógłby być dla Megan bardzo niebezpieczny, a gdyby coś jej się stało, Maclean nigdy by sobie tego nie wybaczył. Odmęty jego męskiego umysły doprowadzały go do wniosku, że krzywdzenie emocjonalne jest bardziej wybaczalne niż krzywdzenie fizyczne. Megan pewnie miała co do tego inen zdanie. Pewnie wolałaby znać prawdę.
- Ze wszystkim cię odciążę, tylko musisz w końcu podzielić się tym dzieckiem, a nie tylko trzymasz przy sobie. - pogłaskał wielki brzucg Megan. - Lepiej, żeby nie przypominało. - zaśmiał się. - Wcale nie byłem grzecznym dzieckiem. No i wiesz, nie przypominam sobie, żebym miał jakieś wielkie powodzenie.
Był wyraźnie rozbawiony, ale podskórnie wiedział, czemu odtrącał te wszystkie kobiety. Nauka była najważniejsza, a potem cała ta akcja z oskrażeniami i procesem, braniem winy na siebie. Przypomniał sobie, jak celowo podał za dużo morfiny chłopakowi, który utknął pod kawałkiem skrzydła, gdy rozbił się samolot. Ale przecież nic już nie mogło go uratować, Hayden skrócił tylko jego cierpienia. Wzdrygnął się nieznacznie.
- Lepiej, żeby nie przypominał. - powtórzył i bardzo chciał, żeby jego słowa miały moc sprawczą. - A dziewczynka... Nieeee, nie trzymałbym bym jej pod kloszem. Nauczyłbym ją, jak trzymać od siebie z daleka nieodpowiednich kandydatów na mężów.
Cholera, pewnie bym trzymał, żeby nikt nie skrzywdził ani mojej żony, ani mojej małej córeczki.
- Nie martw się. Wszystko przygotuję. A jak jutro będziesz się dobrze czuła, możemy pójść i wybrać coś dla dziecka. W porządku?
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Sob Lut 09, 2019 7:06 pm

Odmęty męskiego rozumu zawsze były nie do ogarnięcia i pozostawały zagadką, której żadna normalna kobieta nie była  w stanie zrozumieć. Zasadniczo pokrętnej męskiej logiki również, ale przecież lubiły się w tej materii oszukiwać. Tak też robiła Meg wmawiając sobie, że doskonale zna Hydena i wie jaką ten jest osobą. Tak naprawdę ślizgała się tylko po powierzchni. Wiadomo jednak było, że to jest tylko i wyłącznie jego wina, bo się zgrabnie  przed nią maskował.
- Jak nadejdzie czas zmieniania pieluszek to ci o tym przypomnę.- w sumie groźba była jak najbardziej realna bo Meg miała zamiar zaangażować męża, we wszystko co związane z dzieckiem. W końcu dlaczego miał mieć same przyjemności i tylko obnosić się z nakarmionym, przewnietym niemowlakiem jak dumny ojciec.
- Pewnie zajęty nauką nie zwracałeś na to uwagi.- lekko go szturchnęła łokciem.- To miejmy nadzieję, że charakter odziedziczy po mamusi.- kobieta jako dziecko był nieco rozpuszczona przez rodzinkę ale nie zepsuta. I wygadana co pomagało nieco w życiu.
- Jesteś pewien, że by ci się to udało.- roześmiała się.- Założę się, że mała owinęłaby sobie ciebie wokół małego palca i nawet byś o tym nie wiedział.- żartowała z męża, ale wiedziała, że gdyby mieli córkę to nie pozwoliłby jej skrzywdzić nikomu.
- Tak.Jakieś ciuszki, pieluchy. Sam skręcisz łóżeczko?- byłoby miło gdyby zrobił to osobiście. Za zakupy Meg miała zamiar zapłacić ze swoich oszczędności. I tak już była ciężarem dla męża.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Nie Lut 10, 2019 10:20 pm

- Ależ przypominaj! - zaperzył się żartobliwie. - Wcale nie boję się brudnej roboty.
Z tym akurat nie żartował. Wiedział, że będzie dobrym ojcem, tak podpowiadała mu moralność. Poza tym, bądź co bądź, to było jego dziecko. Nie miał zamiaru pozostawiac jego wychowania tylko Megan. Pieluchy, wstawanie nocą i ścieranie małych dziecięcych wymiocinek po jedzeniu - właśnie tego chciał. Większe prawdopodobieństwo, że pierwszym słowem dziecka będzie "tata".
Normalnie pewnie by się kłócił, że jego charakter był lepszy. Ale przecież wiedział, że nie był. Nie po tym, jak odkrył do czego jest zdolny, by chronić własną rodzinę. Własną siostrę. Była dla niego najważniejsza. Może dobrze, że teraz taką kobietą stała się Megan. Rodzice odczuliby ulgę.
- Jasne, byłaby córeczką tatusia. Tego nie sposób się wyprzeć. - zaśmiał się, a potem nieco mocniej przygarnął do siebie kobietę. - Zacznę być nieszczęśliwym człowiekiem, jak nie pzrestaniesz pytać o moje zaangażowanie z taką rezerwą. - uśmiechnął się, musiał przecież Megan wszystko wybaczyć. W jej obecnym stanie hormony mogły płatać figle. - Skręcę łóżeczko, pomogę ci ze wszystkim. A potem się zastanowimy nad jakimś większym mieszkaniem z pokojem dla dziecka. Pomaluję nawet ściant, wyobraź sobie.
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Wto Lut 12, 2019 11:03 pm

- Wszystko na pewno wyjdzie ci to ci fantastycznie. - Meg oczywiście maiła zamiar we wszystkim pomagać mężowi, pewnie będzie się poruszać jak mały pingwin i więcej będzie przeszkadzał, niż realnie pomagała, ale przecież Hayden jej złego słowa nie powie.
- Moglibyśmy pomalować na taki niebieski, widziałam w Mary Daily taki ładny.- Megan wstała by przynieść gazetę, o której mężowi mówiła i pokazać mu dokładnie o jaki kolor jej chodziło. Podniosła się więc z kanapy z pewnym trudem, bo środek ciężkości się jej przemieścił i nie było to już tak łatwe jak kiedyś. No i musiała przekroczyć śpiącego Siriego, który wygodnie leżał ułożony u jej stóp i zwyczajnie nie przejmował się tym, o czym rozmawiali jego państwo. Meg bardzo się cieszyło, że ich dziecko będzie się wychowywało z takim zwierzakiem. Wracając jednak do sytuacji, to kobieta wykonała krok i zgięła się w pół bo poczuła dosyć mocny skurcz, który w chwilę później się powtórzył wyrywając z jej ust jęk bólu. Instynktownie szukała dłonią czegoś czego mogłaby się złapać by nie upaść.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Nie Lut 24, 2019 6:56 pm

- Będę się starał jak najmocniej. - zapewnił.
Niebieskie ściany nie bardzo mu przypadały do gustu, miał wrażenie, że pomieszczenie będzie za ciemne, ale postanowił na razie nie krytykować decyzji Megan. Kobieta przekroczyła psa, a potem zgięła się w pół. Siri spanikował, zerwał się na cztery łapy, wydał z siebie skowyt i wpatrzył się w kobietę. Hayden miał ochotę zrobić dokładnie to samo. Na szczęście opamiętał się w jednej chwili, doskoczył do żony, by podać jej pomocną dłoń, na której mogła się oprzeć, a jednocześnie otulił ją ramieniem.
- To już? - zapytał z napięciem. - Na boga, Megan, to już?! Jedziemy do szpitala?
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć, pomógł jej zrobić te dwa czy trzy kroki do tyłu, by mogła wygodnie rozłożyć się na oparciu kanapy. Przyklęknął przy niej. Wiedział różne rzeczy o życiu, ale nie wiedział, co robić, gdy kobieta zaczyna rodzić. Nie dawał jednak tego po sobie znać. Co jak co, ale Megan powinna wiedzieć, że może na niego liczyć. Dlatego robił dobrą minę, do złej gry.
- Powinniśmy pojechać tak, czy inaczej.
Megan Mclean
Megan Mclean
Liczba postów : 508
Re: Mieszkanie pana Macleana  Pon Lut 25, 2019 5:47 pm

Niebieski nie podobał się Haydenowi? Szkoda, że się do tego nie przyrzynał, bo wtedy mogli by wspólnie wybrać taki kolor, który by im obydwojgu odpowiadał. Przecież nie wszystko musiało być jak chce Megan, w małżeństwie chodziło między innymi o kompromis i wspólne podejmowanie decyzji. Czy myślał, że jak powie pas niebieskiemu pokojowi to ona w te pędy poleci do Granta? Nic takiego by nie zrobiła. Skończy się na tym tylko, że jak wszystkie te drobne kłamstwa wyjdą na jaw, to będzie jej bardzo przykro.
Póki co Meg nie musiała się tym przejmować a głowę zawracało jej coś zupełnie innego. Dzięki pomocy Haydena usiadła na kanapie i zaczęła się delikatnie masować po brzuchu. Chwilowo nie zwracała na niego uwagi skupiona na swoim organiźmie. Starała się oddychać spokojnie i nie panikować, choć wiedziała, że na poród jest jeszcze zbyt wcześnie.
- Nie, to jeszcze nie teraz.- pokręciła lekko głową. Skurcze zaczynały powoli przechodzić. Wody jej nie odeszły. Nie było powodów do obaw. Przynajmniej tak sama siebie próbowała uspokoić.
- Nie, nie musimy. Chyba się położę z nogami do góry i wypocznę, jak by się coś działo to wtedy pojedziemy.- prawdę mówiąc nie lubiła szpitali, w sumie mogłaby urodzić w domu a Hayden niech sam odbierze poród swojego potomka. Dobrze, że nie znał jej myśli, bo pewnie w te pędy by ją zawiózł do szpitala.
Hayden Maclean
Hayden Maclean
Liczba postów : 292
Re: Mieszkanie pana Macleana  Pon Mar 11, 2019 4:23 pm

Hayden już się zagłebiał w małych kłamstwach, choć wiedział, że to najgorsza droga, jaką mógłby obrać. Doskonale odnajdywał się jako przyjaciel Megan, lecz jako mąż miał poważne problemy. Wydawąło mu się, że nie kocha Megan w taki sposób, w jaki by sobie tego życzyła, że to jest niewystarczające. A w takim poczuciu winy można się nieźle zakopać.
Usiadł przy żonie, obserwując jej zachowanie.
- Jesteś pewna, że nie? - dopytywał, a gdy pani Mclean zaczęła dochodzić do siebie, oparł się na łóżku, jakby to jego wcześniej dopadł skurcz. - Ale mimo wszystko, Megan, kochanie. - teraz już nachylał się przy niej. - Już jesteś tak blisko, może bezpieczniej byłoby być w szpitalu? Nie chciałbym, żebyś chociaż przez chwilę pozostawała bez opieki. A jak pójdę z Sirim na dłuższy spacer i wody ci odejdą? Co wtedy? Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś była sama podczas, gdy to wszystko się zacznie.
Sponsored content
Re: Mieszkanie pana Macleana 

Mieszkanie pana Macleana
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
Similar topics
-
» Mieszkanie Diany
» Listy pana Burtona
» Mieszkanie Sylvi
» Mieszkanie Esme
» Mieszkanie Silvertona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Dzielnica 1-
Skocz do: